Menu
logo tjk main

Zakochana w Etiopii

Zakochana w Etiopii

Jeśli zdecydujecie się na tę przygodę, to gwarantuję Wam, że ta wyprawa na zawsze pozostanie w Waszej pamięci…tak jak i pozostaje wciąż w mojej. Czarny Ląd, gorące serce Afryki, kolebka ludzkości, magiczna Etiopia.

Należałoby odpowiednio wcześnie wykupić wycieczkę do Etiopii w jednym z biur podróży jeśli chce się być pewnym jutra i mieć świadomość, że pod koniec dnia czeka na nas miłe łóżeczko z czystą pościelą. I jakiś wypas diner w ekskluzywnej, turystycznej restauracji… Lecz jeśli jest się gotowym na przeżycie wspaniałej, aczkolwiek trochę ryzykownej przygody, można ten wyjazd zorganizować indywidualnie. Co ja oczywiście GORĄCO polecam!!!!

Indywidualnie to nie znaczy, że Etiopię trzeba zwiedzać samotnie. Na miejscu, w stolicy, Addis Abebie, najlepiej wynająć jeepa z kierowcą, który będzie zarówno przewodnikiem, pilotem, organizatorem, kucharzem, tłumaczem a także w sytuacjach newralgicznych także nieocenionym opiekunem. Nieocenione są tutaj wszechobecne Toyoty Landcruserki. W najróżniejszym wieku… Od sypiących się już staruszek bez klimatyzacji po totalny wypas nówki z ostatniej produkcji…

Etiopia nie ma bowiem takiej bazy turystycznej jak Azja i podróżowanie na własną rękę lokalnymi środkami transportu oraz szukanie noclegu na chybił trafił jest równoznaczne z przedłużeniem pobytu o przynajmniej dwa tygodnie.

W zależności od tego ile mamy czasu wybieramy: wyprawę na północ, wyprawę na południe lub obie: łączymy północ z południem kraju.

Północ to część zabytkowo – historyczna i tam jako pierwsze miasto na trasie zwiedzamy Gonder- dawną stolicę Etiopii, w którym znajduje się kompleks zamkowy cesarzy Etiopii, ruiny pałacu oraz łaźnie Fasilidesa. Wszystko razem wywiera ogromne wrażenie, tym bardziej, że kolejni władcy prześcigali się w budowaniu coraz to większych i potężniejszych budowli. Drugim ważnym punktem na trasie jest Aksum – miasto muzeum. Tutaj znajduje się bowiem niezwykły ogród 75 smukłych, kamiennych stelli, z których najwyższa mierzy 33 metry. W Aksum znajduje się też najsłynniejszy przedmiot religijny całego chrześcijańskiego świata: tabot, czyli Arka Przymierza. Przechowuje się ją w specjalnie uświęconym budynku na terenie katedralnym ale nikt na świecie nie może jej oglądać. Strzeże jej pilnie jeden mnich, który sprawuje tutaj dożywotnią funkcję strażnika kamiennych tablic Mojżesza.


Ciekawostka:

Nawet ekipie uznanego na całym świecie magazynu „National Geographic” nie pozwolono zobaczyć tablic. Aksum to również siedziba pałacu i łaźni Królowej Saby oraz grobowca potężnego cesarza Kaleba. Celem ostatecznym wycieczki na północ jest magiczna Lalibella, miasto 12 wspaniałych, wykutych w skale kościołów. Lalibela jest wpisana na listę zabytków UNESCO a także jest celem wielu religijnych pielgrzymek. Etiopski Kościół Ortodoksyjny powstał w Aksumie w IV wieku i dzisiaj około połowa mieszkańców kraju to jego wyznawcy. Pozostałe religie to islam, katolicyzm, protestantyzm i animizm. Legenda głosi, że król Lalibela, będąc jeszcze małym chłopcem miał sen, w którym został zaniesiony do nieba przez anioły i tam pokazano mu miasto wydrążonych w skale kościołów. Po koronacji kazał je odtworzyć na Ziemi a w ich budowie pomagały mu zastępy aniołów.

Kościoły w Lalibeli, tak jak i 800 lat temu, pełnią funkcję sanktuarium chrześcijańskiego, duchowego ośrodka życia religijnego w mieście. Kiedy spaceruje się w mieście bladym świtem można spotkać ubranych na biało pustelników, którzy wyszli ze swoich cel i czytają fragmenty z Biblii, jest się świadkiem sceny, która powtarza się od wieków każdego ranka. Z Lalibeli, samolotem wracamy do Addis Abeby i tym razem kierujemy się na południe, wzdłuż Rowu Abisyńskiego, do Doliny Omo. Największą atrakcją tego regionu, oprócz podziwiania krajobrazów, parków narodowych i obserwacji zwierząt są odwiedziny w wioskach plemiennych, których mieszkańcy żyją jakby świat wokół nie istniał zachowując swoje obyczaje sprzed stuleci. A może nawet tysiącleci….Prawdę powiedziawszy członkowie wszystkich plemion leżących na turystycznym szlaku już doskonale orientują się czym jest aparat fotograficzny i że dzięki temu urządzeniu mogą w dzisiejszych czasach robić interesy życia. Za upublicznianie swojego wizerunku każą sobie płacić w lokalnej walucie i określają konkretne, bardzo proste reguły i stawki. Za jedno zdjęcie (jeden trzask migawki) każda sfotografowana na zdjęciu osoba otrzymuje ustaloną stawkę np.2 biry (40 groszy). Czyli 5 osób na zdjęciu to kwota 10 birów. Każde kolejne zdjęcie tej samej grupy, to kolejne 10 birów. itd. Skupienie malujące się na twarzach modeli to często wyraz uważnego słuchania trzasków migawki aparatu fotograficznego.

A jest co fotografować. Turysta zostaje „wrzucony” w centrum takiej plemiennej wioski i nie wie na czym najpierw wzrok zatrzymać. Czy na wymalowanych twarzach młodych chłopców, czy na fantazyjnych nakryciach głowy kobiet, czy na wzorach blizn ozdabiających ciała młodych dziewczyn, czy na odkrytych biustach, czy na przerażających glinianych płytkach umieszczonych w ustach kobiet z plemienia Mursi… Każde plemię odróżnia się jedno od drugiego strojem, kolorem i ilością koralików w bransoletkach, ozdobami, fryzurami… czasami mieszkają w odległości 20-50 km od siebie a sprawiają wrażenie jakby pochodzili z różnych końców świata. Łączy ich jedno: kolor skóry i wyjątkowa jak na Afrykańczyków szlachetność rysów twarzy. Zarówno mężczyźni jak i kobiety są wysocy, delikatni i szczupli. No może za wyjątkiem tych ze wspomnianego plemienia Mursi, którego członkowie są dość agresywni i czasem „źle im z oczu patrzy”… Bezwarunkowo palmę pierwszeństwa dzierży plemię Hamerów, którego kobiety słyną z niezwykłej urody oraz pięknych fryzur i malowania swojego ciała i włosów ochrą wymieszaną ze zwierzęcym łojem.

Wyjazd do Etiopii to jak wyprawa do innej Galaktyki. Aż trudno uwierzyć, że w odległości 5000 km od naszych cieplutkich domków z łóżeczkami i białą pościelą mieszkają ludzie w chatach z bambusa, ubrani w kozie skóry a za ozdobę służą im blizny na ciele….

Ja tam byłam i w Etiopii się zakochałam i wiem, że wrócę.

Text i fot: Agnieszka Meissner

Więcej zdjęć z Etiopii na http://www.facebook.com/pages/AGMA-STUDIO-AGNIESZKA-MEISSNER/245416005505534
oraz
http://www.facebook.com/pages/AGMA-STUDIO-AGNIESZKA-MEISSNER/245416005505534

p.s. i stało się to … wróciłam do Etiopii po raz kolejny… i wkrótce część druga relacji z wyprawy.

Nie masz uprawnień do komentowania