Menu
logo tjk main

Umyj mi samochód, to dostaniesz pięć. O tym, jak nauczyciele i wykładowcy wykorzystują uczniów oraz studentów

Umyj mi samochód, to dostaniesz pięć. O tym, jak nauczyciele i wykładowcy wykorzystują uczniów oraz studentów

Niedawno głośna była sprawa księdza z Lubina dotycząca zlizywania bitej śmietany przez uczniów z jego kolan. Zastanawiając się nad nią przypomniało mi się wiele innych podobnych sytuacji, o których niestety nikt poza uczniami nie wiedział.

Skrajne zachowania wychowanków oraz ich nauczycieli czy wykładowców pojawiają się w momencie, gdy brakuje kilku punktów i zaliczonych kolokwiów do świadectwa z paskiem, przejścia do następnej klasy, na kolejny rok studiów. Wykorzystują to nauczyciele, którzy w zamian za postawienie odpowiedniego stopnia żądają usług nie mających nic wspólnego ze szkołą.

Poniżej podam kilka przykładów, których albo ja, albo moi znajomi byli świadkami.
Liceum
Moja rok młodsza siostra opowiada mi o tym, jak jedna z jej koleżanek usilnie chciała dostać szóstkę z religii. Brakowało jej właśnie tej oceny do zdobycia świadectwa z paskiem. Nie chciała lub nie miała możliwości podniesienia swoich stopni z innych przedmiotów, więc postanowiła „pognębić” o to księdza, ponieważ jak powszechnie wiadomo nota z wychowania katechetycznego wlicza się do średniej. Prowadzący był niezbyt chętny do wyświadczenia jej takiej uprzejmości tym bardziej, że dziewczynie wychodziła czwórka. Ale ona miała swoje sposoby. Wszyscy wiedzieli, że ksiądz lubi słodycze. Koleżanka mojej siostry zaczęła mu więc je przynosić. A to dlatego, że mama za dużo upiekła, a to ponieważ „pan tak marnie wygląda”. Na początku nic się nie działo, katecheta szybko wychwycił jej taktykę i korzystał na tym. Chciała to dawała, on jej do niczego nie zmuszał. Niby nie, ale kiedy raz jej nie było na rzeczonym przedmiocie, upomniał ją na korytarzu następnego dnia, że teraz jest mu „winna” dwa razy więcej. Naiwna uczennica starała się dalej. Przyszła w końcu pora na wystawienie końcowych ocen. Jakże panna się zdziwiła, kiedy ksiądz oznajmił jej, iż szóstkę dostanie, kiedy tylko umyje mu samochód. Żadnej tajemnicy z tego nie zrobił, powiedział to w obecności wszystkich uczniów i właśnie w tej sytuacji kazał dziewczynie przyrzec, że takie zobowiązanie wypełni. Ta oczywiście się na to zgodziła i szóstkę dostała. Ale opinię wśród kolegów i koleżanek miała niemiłą.

Świadkiem kolejnej sytuacji byłam sama. Także w liceum
Nie pamiętam, czy w pierwszej, czy drugiej klasie przyszła do nas na zastępstwo nowa polonistka. Młoda, chociaż nie zaraz po studiach. Miła, sympatyczna, nieporadna. Często zamiast rozmawiać o Mickiewiczu, Sienkiewiczu czy Baczyńskim nasze tematy krążyły wtedy (w ramach lekcji oczywiście) wokół naprawy kranu, posługiwania się komputerem, skrzypiących drzwi. Nagle nie wiadomo dlaczego (ironia) koledzy z najgorszymi ocenami zaczęli dostawać piątki. Za co? Właśnie za ten kran, drzwi, komputer i załatwianie wielu innych spraw za tą panią. Rodzice zadowoleni, ci uczniowie też, polonistka także. I tylko nieliczna grupka dziewczyn i niektórych chłopców płakała po kątach za poprzednią nauczycielką, która była surowa, ale pod jej wodzą zdanie matury to byłaby pestka. Na szczęście dla nas z pomocą przyszła pani dyrektor. Być może ktoś ją zawiadomił, dotarła do niej opinia z poprzedniej szkoły, w której uczyła nowa polonistka, lub sama zorientowała się, co się dzieje. Zaczęła obserwować nasze lekcje, zadawać różne pytania, a i nas zachęcała do tego, aby zaspokoić polonistyczną ciekawość. Okazało się oczywiście, że nie tylko na temat naprawy kranów nauczycielka języka polskiego nic nie wie. Dziwnym trafem myliły jej się daty wydań, śmierci, urodzin, nie mówiąc już o tym, że czasem nie pamiętała w ogóle, kto jakie dzieło napisał. Cóż, pożegnaliśmy się z nią częściowo ze smutkiem (koledzy pomagający jej poza szkołą), a częściowo z ogromną radością (ci płaczący po kątach).

Ostatnia sytuacja wydarzyła się na jednej z politechnik
Jak powszechnie wiadomo na pierwszym roku zdarzają się wykładowcy stawiający sobie za cel oblanie jak największej liczby osób. Na jednych ćwiczeniach pewien prowadzący pokazał nawet wykres przedstawiający ile procent roku w jakich latach oblał. Liczby szły rosnąco oczywiście, żeby nie pozostawić studentom żadnej nadziei na to, iż w tym roku będzie mniej wyrzuconych osób. Ale wróćmy do konkretnej sytuacji, którą zamierzam opisać. Otóż pan profesor oblewał ze szczególną satysfakcją studenta o imieniu Michał. Znamienne przezwisko młodego adepta – Bob Budowniczy – kazało przypuszczać temu oto profesorowi, że jego uczeń zajmuje się budowaniem różnego rodzaju rzeczy jak domy, szopy, altany. Trafił oczywiście w dziesiątkę. Najgorsze dla niego było to, że Michałowi tak świetnie idzie robienie w praktyce czegoś, z czego z teorii na zajęciach notorycznie stawiał mu dwóje. Sytuacja ta wyśmiewała cały system nauczania i stawiała profesora w sytuacji, w której musiał udowodnić, że nie da się na dłuższą metę konstruować budowli bez znajomości wzorów, teorii itp., czyli rzeczy, których on nauczał. Ponieważ nie znajdował wyjścia z sytuacji, oblał Boba Budowniczego już drugi rok. Ten znów wziął przedmiot na warunek i spotykali się na zajęciach. Po pewnym czasie profesor uległ i chciał w ten oto sposób załatwić sprawę: postawi Michałowi tróję, jak ten zbuduje mu ładną altanę w ogrodzie. Student przystał na takie warunki i zrobił co trzeba. Z tym, że w zamian za chamstwo profesora odpłacił mu się niezbyt fachową robotą. Trójkę w indeksie ma do dzisiaj i studiuje już na trzecim roku, natomiast altana rozsypała się po kilku miesiącach. Z profesorem już się nie spotka na kolejnych latach studiów, za co Bogu dziękuje, ale mimo wszystko miło go wspomina.

No i co myśleć o przeczytanych historiach? Uczniowie sami sobie są winni? Może powinni takie rzeczy zgłaszać? Tylko, że wtedy nie dostaną wymarzonej oceny lub nikt im nie uwierzy. Bo jak ma się mierzyć student z profesorem, który uczy trzydzieści lat? Co z tego, że z wiekiem się zmienił i jego psychika została do tego stopnia wyczerpana, że powinien iść na wcześniejszą emeryturę zamiast starać się wyrzucić ponad połowę roku? A kontrola na uniwersytecie? Zagadnienie śmiechu warte. Temat pozostawiam otwarty.

Nie pojawiły się tutaj żadne wzmianki na temat wykorzystywania seksualnego, indeksów wyrzucanych z trzeciego piętra przez wykładowców, wrednych pań w dziekanacie, nauczycielek podlizujących się do dzieci bogatych rodziców i wielu innych, bo to już inne historie, chociaż równie absurdalne...

Anita Karolczak, 22l.

 


 

8-12

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

 

Dodaj komentarz

UWAGA!
Bardzo prosimy o niezamieszczanie w treści komentarza wszelkiej formy reklamy (która jest traktowana wtedy jako darmowa) na naszym portalu tojakobieta.pl tj. - adres strony www, e-mail, telefon, wszelkie inne dane kontaktowe. W przypadku niezastosowania się do wyżej wymienionego komunikatu oraz działań mających na celu obejście naszej prośby, będziemy zmuszeni wyciągnąć konsekwencje prawne odnośnie zarzutu bezprawnego zamieszczania darmowej reklamy. Wszelka reklama na naszym portalu jest ODPŁATNA.


Kod antyspamowy
Odśwież