Menu
logo tjk main

Matka i córka na zakupach

Matka i córka na zakupach
Czy kiedykolwiek byłyście ze swoją mamą na zakupach? Czy mama kupiła wspaniałą bluzkę, która do tej pory zalega w szafie? Czy same nie polecałyście mamie rzeczy w której świetnie wygląda?

Zakupy matki i córki to ciekawe zjawisko :). Niekiedy wychodzi idealnie, na ogół jednak do ideału zbliżamy się w miarę zaniku różnicy pokoleniowej (która nigdy ot tak do końca nie zginie, ale troszkę się wyrównuje przez tarcie z obydwu stron).

Często zdarza mi się być na zakupach, na których staję pomiędzy młotem i kowadłem ( - dlatego staram się ich unikać :)). Czasem matka ze swoją już prawie dorosłą pociechą usiłuje znaleźć „śliczną garsonkę” „na studia” i na odwrót, pociecha zdejmuje plastikowe bransoletki na których brakuje tylko napisu „myszka Miki” i podaje swojej matce - mówiąc, że teraz będzie młodziej wyglądać. Widok z drugiej strony jest dwojaki: albo przerażenie, albo wiara w to, że ta pierwsza strona chce dobrze i dobrze doradza. I obie odpowiedzi są trafne… Bo i każdy „chce dobrze” i to wewnętrzne uczucie przerażenia powinno dojść do głosu :).

Dlaczego tak się dzieje? Pewnie dlatego, że każdy ma swój gust, każda z kobiet wyrosła w innej epoce i każda doskonale wie jak powinna ubrać się ta druga, żeby się za nią nie wstydzić;). Jeśli to matka jest silniejszą osobowością wtedy usiłuje „porządnie” ubrać córkę w „ładne” rzeczy, a gdy silniejszą osobowość ma córka, to matka zaczyna traktować ją niemalże jak swoją rówieśniczkę i wychodzi ze sklepu z bluzką z wielkim napisem „FUCK” w cekiny.

Jeśli jesteś więc córką zarządzającej matki - jedyna dobra rada – nie dawaj się, bo w wieku 20 lat możesz w najgorszym wypadku wyglądać jak Mary Poppins. Nie mówię „jak pensjonarka”, bo ten look jest teraz mocno zbuntowany i ok, ale właśnie jak urzędniczka z 50 letnim stażem. Lub, jeśli Twoja matka ma fioła na punkcie beauty - jak spalona i poobstrzykiwana u kosmetyczki 40latka.

Każdy wiek ma swoje prawa i przywileje, a w dobrym guście jest po prostu być sobą :) i wyglądać na swój wiek, a nie na wiek sąsiadki z parteru. To oczywiście skrajne przypadki - aczkolwiek widziane przeze mnie przez lata pielgrzymek po centrach handlowych i domach moich klientek.

Jeśli chodzi o córki swoich matek, to i tak sprawa nie jest taka straszna, bo córka może być najwyżej mylona ze swoją nauczycielką (co prawda będąc w gimnazjum) lub pytaną wciąż „do którego liceum katolickiego chodzi”. Gorzej sprawy wyglądają w przypadku odwrotnej silnej relacji.

„Mamo kup sobie tą sukienkę, jest rewelacyjna” - stoję sobie w przymierzalni obok i z ciekawości zawodowej wyglądam na zewnątrz, żeby zobaczyć tą „rewelację”. No i widzę… kobietę o szarej twarzy, wiek lat 50+ waga ++ ubraną w tiule na ramiączkach, plus wspomniane cekinki okraszające pomarszczony lekko dekolt, kolor sukienki - coś pomiędzy PRL-owskim papierem toaletowym a brzoskwinią - czyli źle uprana sukienka wróżki. Wszystko razem pięknie pasowałoby na muśniętą słońcem dwudziestoparolatkę z idealnym jak lustro dekoltem i sportową figurą… Na tej kobiecie (skądinąd wcale nie brzydkiej, ale już nie super młodej), ten odcień i fason plus tkanina, wyglądała jakby pożyczyła ją z szafy swojej pięcioletniej wnuczki, która miesiąc temu miała ją na balu przedszkolaków, niestety rozmiarowo też. Czyli dziewczęcość/dziecięcość w wydaniu dojrzałej kobiety - AŁA! Oczywiście można się tak ubrać, do tego kolorowe boa z piór i włosy na fioletowo - tylko potem nie należy się dziwić, że raczej każdy będzie patrzył z lekkim zdziwieniem, a nie z zachwytem. Ale to już zależy jaki mamy cel - szokować czy dobrze wyglądać.

Typ dorosłej kobiety noszącej dziewczęce sukienki - to chyba najgorszy przypadek. I wcale nie chodzi mi tu o to, żeby nie nosić spódniczek mocno nad kolano - jak się ma 60 lat i ładne nogi, ale nie tiulowych spódniczek, wyglądających jak od 20-letniej Madonny lub 5-letniej Zuzi. Jeśli chcemy założyć koszulkę z jelonkiem Bambi - to tak jak na ostatnich pokazach mody Givenchy, zwróćmy uwagę na to że jednak co za dużo to nie zdrowo, jelonek był ok, ale bez fluorescencyjnych kolorów, wyglądał „dorośle”, a nie zabawkowo.

Nie należy też kopiować stylu swoich pięknych i młodych córek - trzeba poszukać siebie, bo i „pojechane kolorowe trampki” wprost od licealistki i „seksowna obcisła sukienka z duuużym dekoltem” od 20-30 latki, po prostu nie dodają uroku - a przecież chcemy podkreślać atuty a nie demaskować swój wiek i wady...

Cały czas ta sama zasada, jeśli masz córkę w przedszkolu i lat 30 to nie noś jej sukienek, a jeśli już zatarła się lekko granica międzypokoleniowa, to i tak 10 razy pomyśl - kim chcesz być i jak wyglądać, bo z tłumu koleżanek córki i tak będziesz się wybijać:).
Z drugiej strony nie dziw się, że Twoja nastoletnia córka nie chce chodzić w worze pokutnym ;) i „ładnym sweterku ze ślicznymi guziczkami”.

Nieważne czy matka i córka czy po prostu dwie przyjaciółki - każdy jest inną osobowością i nie należy mu narzucać swojego stylu na siłę :).



Nie masz uprawnień do komentowania