Menu
logo tjk main

Trójmiasto, Babie Doły i najlepsza pogoda od lat

Trójmiasto, Babie Doły i najlepsza pogoda od lat
Czyli wakacyjna moda plażowo-miejsko-festiwalowa.
Trójmiasto to specyficzny rejon jeśli chodzi o modę i ubieranie się. Z jednej strony - miejski moloch, z drugiej strony plaża i masy turystów. O dziwo miasta zyskują na tej mieszance. Bo jest i styl i luz. Oczywiście przy bliższym przyjrzeniu się istnieją podziały, na strefę mieszkańca i strefę turysty, ale obydwie wpływają na siebie. Turysta zabiera ze sobą mniej wymiętolone podkoszulki, a mieszkaniec nie biega cały dzień pod krawatem i w rajstopach.
W związku z tym istnieją też skrajne przypadki - czyli wieczni „klapkowicze” biegnący do pracy lub wczasowicze dla których punktem kulminacyjnym jest przejście się po sopockim Monciaku, w specjalnie na tę okazję obstalowanym stroju.
Ale tak czy siak, to właśnie w Trójmieście styl uliczny jest bardziej naturalny, mniej spięty.

Na pewno duży wpływ na to ma letni festiwal - Open’er (jak i pomniejsze imprezy, o które trudno w Poznaniu). Moda festiwalowa z roku na rok ewoluuje, pojawiają się nowe pokolenia festiwalowiczów, dla których początki Opener’a są mniej więcej jak bitwa pod Cedynią - wiadomo, że była. Z roku na rok na pewno mniej jest „słuchaczy”, a więcej po prostu dobrze bawiącej się zbiorowości. Bawiącej -czyli i imprezującej i ryzykującej ze strojem. I akurat ja jestem „za”. W końcu kiedy ryzykować jak nie na imprezie;) w wieku nastu/20stu lat londyński i nowojorski luz przyda się i nam. I powoli nie jest już wystudiowany. I tak jak rozprzestrzenia się latem po Trójmieście jest szansa na lekkie wyluzowanie reszty PL.

Oczywiście jak i w poprzednich latach tak i w tym roku, też były motywy przewodnie. W końcu trendy od tego są, żeby panowały.
U dziewczyn - koczki na głowie - passé. Tym razem królowały rozpuszczone włosy, ewentualnie pojedyncze pasma zaplecione w warkoczyki. Nie dało się nie zauważyć wszędobylskich nakryć głowy, typu wianek z kwiatków (bardziej modne, aczkolwiek mocniej niewygodne - kapelusze z większymi rondami). Koronki, hafty, frędzle, wzorki, do tego koniecznie szorty jeansowe z wyższym stanem. Moda hippisowska wielki come back. Do tego trampki - kolorowe, jeśli białe to Conversy (Huntery też poszły w odstawkę, ale myślę, że ze względów pogodowych).
Jeśli chodzi o płeć przeciwną… No cóż, w tym roku producent żyletek na nich nie zarabia;). Broda, broda i jeszcze raz broda, nawet mniejsza o fryzurę. Rurki plus koszulka - najlepiej z większym dekoltem.
Elementem łączącym wszystkich festiwalowiczów są okulary przeciwsłoneczne. W tym roku najwięcej było lustrzanek odbijających światło na różne kolory.

Open’er to nie tylko muzyka. Od kilku lat mamy też Fashion Tent. Kolejny rok z rzędu mieliśmy w nim też laureata Project Runway. Tym razem był to Patryk Wojciechowski, którego pokazy gromadziły największe tłumy, jak i najwięcej łowczyń „selfie-z-kimś-sławnym”. Na Fashion Stage zawitał też powracający Arkadius pod nazwą P-iFashion. Jego kolekcja w nekrologi jest na pewno - tak jak poprzednie, kijem w mrowisko. Generalnie było na co popatrzeć. Na stoisku Local Heroes można było pogadać z Aretą Szpurą i kupić kolejną genialną koszulkę. Od kilku lat jednak najwięcej tłumów przyciąga Pan Tu nie Stał i ich niesamowite PRLowskie wzornictwo. Do tego super jakość materiałów - klasa sama w sobie.

Przy okazji omawiania mody festiwalowej nie można zapomnieć o gwiazdach. Typowy luz w wykonaniu Toma Odell’a  czy Hoziera i wokalistki Marmozets - to właśnie ten kierunek był najmocniejszy na tegorocznym festiwalu. Z drugiej strony były typowe sceniczne stylizacje. Moją prywatną listę the best of otwiera oczywiście St.Vincent - genialny kombinezon współgrający z całym scenicznym przedstawieniem. W kolejnych linijkach The Prodigy, Die Antwoord - ich styl jest jak podpis. Ciekawie wyglądał wokalista Eagles of Death Metal (koszulka w paski i szelki) i wokalistka Alabama Shakes (sukienka w … łączkę), tworzyli jedyny w swoim rodzaju klimat.
Na festiwalach ogólnie jest na co popatrzeć, nawet jeśli momentami nie ma czego posłuchać:)))).

Warto na początku lata zawitać do Trójmiasta. Jest jeszcze jeden spory plus - wyprzedaże są większe, a z moich obserwacji - ceny potrafią być niższe niż w miastach bez dostępu do morza.:)


Nie masz uprawnień do komentowania