Menu
logo tjk main

Warszawa, nasza stolica - ale czy także stolica mody?

Warszawa, nasza stolica - ale czy także stolica mody?

To pytanie mnie męczy. Często, gdy wracam po zakupowych bieganinach z Warszawy dostaję właśnie takie pytania… Otóż nie wiem, do tej pory wydawało mi się, że Warszawiacy są odważniejsi, że skończyły się czasy zaściankowości i jest też tam największy i najszerszy dostęp do wszelkich marek.

Jednak ostatnim razem miałam okazję być tam prywatnie, oprócz tego, że pozytywnie się rozczarowałam Warszawą jako taką (bo cały czas uważam, że to niezbyt przyjazne i ładne miasto), to nasunęła mi się garść spostrzeżeń.


Może tak, od początku – miasto: pozytywne wrażenia, jeśli chodzi o ulicę Nowy Świat, można fajnie zjeść, usiąść i jest jako taki klimat, który ciągnie nas aż do Krakowskiego Przedmieścia i herbaciarni "Same Fusy" (polecam, fajne miejsce i dobra, choć droga herbatka). Takich miejsc brakuje w Poznaniu, i takiego zaangażowania jak na Nowym Świecie – stąd moja pozytywna ocena. Tam można o 24.00 kupić sobie bagietkę w piekarni, a w Poznaniu, jeśli nawet takie miejsce jest to trzeba błądzić, żeby znaleźć, a na głównym rynku prym wiedzie dysko-co-się-błysko (taki lokal, lub nawet dwa, po chwili namysłu każdy będzie wiedział, o czym piszę). Generalnie Warszawa idzie w stronę światła, ale też pewnie dlatego, że jednak jest pewna wielokulturowość, która łamie zaścian.


Ludzie: tutaj faktycznie, cały czas myślę, że mają więcej odwagi niż inni (w Polsce), ale... za bardzo się starają... i wychodzi ich kompleks. Nie chciałabym tutaj krytykować, bo nie o to mi chodzi. Generalnie jest dobrze, lepiej niż kilka lat temu – to na pewno. Tylko ludzie mają tak wystudiowany luz, że to aż razi. W Nowym Jorku – ludzie mają luz w sobie, on nie jest wystudiowany, jak ktoś na siebie coś wkłada i wygląda tak jak wygląda, to dlatego, że jest SOBĄ, nie musi nikomu niczego udowadniać. W Paryżu jest ciut inaczej, ludzie mają luz, ale kombinują z modą, nie boją się innych rozwiązań, ale nadal – NIC NA SIŁĘ.


Natomiast w Warszawie miałam wrażenie jakby niektórzy ludzie starali się "na maksa" pokazać, jacy to są wyluzowani, "trendi" itp. itd. Znajoma zauważyła, że przed jedną z modnych knajp jest jakaś rewia idiotycznych fryzur – czyli, że jeśli ktoś ma na głowie coraz to koszmarniejszą fryzurę to jest coraz fajniejszy, lepszy, wyluzowany...


Nie do końca mi to odpowiada, szanuję odmienność i wszelkie style, byle były one prawdziwe, a nie były ciągłym udowadnianiem światu, że TEŻ jesteśmy FAJNI... Trzeba pamiętać, że styl jest wtedy, kiedy strój wyraża nas samych i wiemy, że nie musimy nosić legginsów, żeby być na modowym topie. Nie musimy być zapatrzeni w zachód i trendy, tylko po prostu wierni sobie i swoim odczuciom, a wtedy właśnie rodzi się nowa klasyka i coś, co może przetrwać i być cenione.


Cytując Roberta Kupisza "włosy mają wyglądać jak włosy, a nie jak fryzura", dodam, że w ubraniu mamy
wyglądać jak MY, a nie jak w kostiumie.
Wtedy będzie można mówić o modowej stolicy...

Katalog seo

Dodaj komentarz

UWAGA!
Bardzo prosimy o niezamieszczanie w treści komentarza wszelkiej formy reklamy (która jest traktowana wtedy jako darmowa) na naszym portalu tojakobieta.pl tj. - adres strony www, e-mail, telefon, wszelkie inne dane kontaktowe. W przypadku niezastosowania się do wyżej wymienionego komunikatu oraz działań mających na celu obejście naszej prośby, będziemy zmuszeni wyciągnąć konsekwencje prawne odnośnie zarzutu bezprawnego zamieszczania darmowej reklamy. Wszelka reklama na naszym portalu jest ODPŁATNA.


Kod antyspamowy
Odśwież