Menu
logo tjk main

Awokado i jego niesamowite właściwości kosmetyczne

  • Opublikowano w Uroda
Dzięki swoim niezwykłym wartościom służy nie tylko zdrowiu, ale także naszej urodzie. Przydaje się w domowych zabiegach kosmetycznych, zarówno na skórę, jak i na włosy.

Spożywając go regularnie możemy poprawić swój wzrok, metabolizm, układ sercowo-naczyniowy, oraz obniżyć poziom cholesterolu. Działa ochronnie na organelle komórkowe, tzn. mitochondria, w których zachodzi proces oddychania komórkowego, a co za tym idzie wydziela się energia w formie ATP, która niezbędna jest do procesów metabolicznych. Ten powszednie znany nam owoc, bogaty jest w witaminę D, E, C, A, witaminy z grupy B, miedź, białko oraz posiada wysoką zawartość kwasów tłuszczowych i przeciwutleniaczy.

Naturalnie występuje na terenach południowego Meksyku. Obecnie, ze względu na swoją ogromną popularność, uprawiany jest w wielu tropikalnych regionach świata. Zawartość tłuszczu stanowi od 16% do 30% miąższu, w zależności od odmiany i czasu zbioru plonów.

Ze względu na dużą obecność fitosteroli, czyli substancji roślinnych bardzo zbliżonych do cholesterolu ludzkiego, ma dużą zdolność wnikania przez skórę. Dlatego olej z awokado jest cennym składnikiem wykorzystywanym w przemyśle kosmetycznym.

Zdumiewająca swym ogromem zawartość tłuszczy w awokado, może zastąpić apteczną maść na podrażnioną skórę po opalaniu. Wystarczy, że wnętrze owocu bezpośrednio nałożysz na oparzone miejsce, a załagodzi ono nasz ból i zmniejszy zaczerwienienia. Ponadto chlorofile (organiczne związki chemiczne naturalnie obecne w roślinach i nadające im zielony kolor) występujące w owocu, regenerują naszą skórę po długotrwałym pobycie na słońcu. Pieczenie szybko ustępuje i odczuwamy przyjemne ukojenie.

Witaminy w połączeniu z luteiną, zeaksantyną (najważniejszy przeciwutleniacz poprawiający wzrok) i kwasem foliowym, spowolniają proces starzenia się skóry. To znacznie tańszy sposób walki z oznakami upływu wieku, niż sklepowe specyfiki. Na dodatek w 100% naturalny i dostępny dla wszystkich (rozgnieciony miąższ zmieszaj z łyżeczką cytryny i białkiem jaja kurzego, nałóż na twarz. Pozostaw na 20 minut, a następne zmyj letnią wodą i delikatnie osusz twarz ręcznikiem. Witamina C jest niezastąpiona jeśli chodzi o właściwości odmładzające, dlatego pamiętaj aby przygotowaną maseczkę zastosować od razu, gdyż witamina ta bardzo szybko się utlenia. Aby poprawić kondycję skóry pod oczami, zastosuj dwa schłodzone plasterki awokado. Połóż się wygodnie i odczekaj 10 minut. W ten sposób szybko pozbędziesz się opuchlizny i worków pod oczami).

Lecytyna zawarta w awokado stabilizuje proces metaboliczny komórek naskórka i pobudza jego regenerację. Wspomaga odbudowę naturalnej warstwy lipidowej, co skutkuje głębszym oraz lepszym nawilżeniem. Naturalnie odbudowuje skórę i przenika do jej głębszych warstw. W jaki sposób zrobić maseczkę? Zmieszaj rozdrobnione awokado z łyżką oliwy z oliwek i wmasuj w skórę. Pamiętaj o miejscach szczególnie narażonych na przesuszenie, czyli łokcie oraz stopy. Pozostaw miksturę na 10 minut i dokładnie spłucz. Regularne stosowanie, zapewni Twojej skórze miękkość i elastyczność. Jeśli jednak potrzebujesz większego nawilżenia, do wcześniej przygotowanej maseczki dodaj łyżeczkę płynnego miodu i jogurtu naturalnego.

Awokado dzięki dużym stężeniu aminokwasów i potasu, rewitalizuje skórę głowy i poprawia formę naszych cebulek włosów. Naturalny olej polepsza kondycję suchych włosów, oraz chroni je przed nadmiernym wysuszeniem (zmieszaj awokado z łyżeczką oliwy oraz żółtkiem jajka i dokładnie wmasuj w skórę głowy, pozostaw na 15-20 minut, następnie spłucz i umyj szamponem, który stosujesz na co dzień. Maseczka wygładza, odżywia i sprawia, że Twoje włosy będą bardziej lśniące). Badania naukowe wskazują, iż może być stosowany w przypadku łuszczycy, ponieważ nawilża i zmniejsza zmiany skórne głowy.

Entuzjaści awokado znaleźli sposób, jak wykorzystać pestkę owocu, aby jej nie marnować. Pestka awokado jest twarda, gładka i ma regularny kształt, dlatego idealnie nadaje się do domowego masażu. Zbierz kilka pestek, oczyść je i dokładnie osusz, a następnie umieść w dużej misce i masuj stopy, regulując nacisk na pestki. Taki masaż przyniesie ulgę zmęczonym stopom, które często pomijamy w domowej pielęgnacji.

Ta prawdziwa skarbnica witamin i tłuszczy, znakomicie sprawdza się w kosmetyce, lecz nie możemy pominąć jej w naszej codziennej diecie. Zastosowań w kuchni na awokado jest bardzo dużo, pamiętajmy jednak, aby wybierać w pełni dojrzałe owoce, ponieważ są najbardziej wartościowe. Aby upewnić się czy owoc jest dobry do spożycia, delikatnie naciśnij skórkę palcami, owoc powinien być miękki i sprężysty, po dotknięciu skórka powinna powrócić do swego pierwotnego kształtu. Dodatkowo jeśli na skórce nie ma brązowych przebarwień, śmiało możemy delektować się witaminowym przysmakiem.

Julia Chomicz
Czytaj więcej...

Jak wprowadzić gluten do diety niemowlęcia?

Gluten to białko roślinne znajdujące się w niektórych gatunkach zbóż. Zawiera go między innymi pszenica, żyto, orkisz, jęczmień oraz owies. Gluten znajduje się również we wszystkich produktach, które w składzie mają zboża glutenowe. Skąd biorą się obawy związane z wprowadzaniem glutenu u niemowląt? Jest to jeden z bardzo silnych alergenów, a u niektórych problemy z glutenem rozwijają się w celiakię - nieuleczalną chorobę trzewną. Czy istnieje skuteczna i bezpieczna metoda na wprowadzenie glutenu do diety niemowlęcia? Kiedy zacząć podawać dziecku produkty glutenowe?

Kilka słów o celiakii i glutenie
Jednym z najczęstszych błędów jest mylenie celiakii z alergią na gluten. Choroba trzewna jest uwarunkowana zarówno czynnikami immunologicznymi jak i genetycznymi. Szacuje się, że w Polce choruje na nią około 1% populacji. Osoby, u których w rodzinie występowały przypadki celiakii są dużo bardziej narażone na zachorowanie niż te, których bliscy są wolni od problemów z glutenem. Objawy celiakii ustają, kiedy osoba chora przestaje spożywać produkty zawierające gluten. Jest to choroba nieuleczalna, więc dietę bezglutenową należy stosować całe życie. Inną sprawą jest alergia na gluten. Jest to przypadłość, z której się wyrasta. Alergia na gluten bardzo często idzie w parze z nietolerancją laktozy.

Podstawowa wiedza, którą powinni posiadać rodzice na temat glutenu w diecie niemowląt to świadomość w jakich produktach znajduje się to białko. Wszystkie produkty zawierające pszenicę, żyto, orkisz i jęczmień zawierają gluten. Jest to na przykład mąka pszenna, żytnia i orkiszowa, tradycyjne pieczywo, makarony, otręby, kasza manna oraz kasza jęczmienna. Dodatkowo za zboże glutenowe uważa się owies, pomimo że naturalnie tego białka nie posiada. Jest to spowodowane tym, że owies jest zwykle zanieczyszczony glutenem pochodzącym z innych zbóż. Aby móc bezpiecznie jeść płatki owsiane należy poszukać ich na półce z produktami bezglutenowymi (będą oznaczone międzynarodowym znakiem przekreślonego kłosa). Dodatkowo gluten bardzo często jest dodawany do gotowych produktów. Kupując je w sklepie warto zwrócić uwagę na skład i unikać produktów zawierających białka pochodzenia roślinnego, zagęszczacze i wypełniacze zbożowe, białka zbożowe oraz skrobię modyfikowaną.

Wprowadzanie glutenu do diety dziecka
Do 6 miesiąca życia niemowlęcia najlepszą dietą dla niego jest mleko mamy. Jednak już po ukończeniu 4 miesiąca warto zacząć wprowadzać do diety dziecka nowe produkty - warzywa, owoce oraz zboża bezglutenowe i glutenowe. Ważne jest, aby przed 4 miesiącem nie wprowadzać żadnych nowości - w tym czasie układ pokarmowy niemowlęcia nie jest na tyle dojrzały, by był w stanie strawić inne produkty niż mleko mamy. Kiedyś zalecano by gluten wprowadzać dopiero w 10 miesiącu życia. Dzisiaj podejście do tego tematu jest dużo bardziej swobodne. Najnowsze badania mówią, że w przypadku celiakii, której podłoże jest w dużej mierze genetyczne, nie ma znaczenia, kiedy gluten zostanie wprowadzony do diety dziecka. Ryzyko choroby pozostaje wciąż to samo. Również karmienie piersią podczas wprowadzania glutenu nie chroni przed chorobą trzewną. Jednak eksperci zgadzają się co do jednego - produkty glutenowe należy wprowadzać stopniowo i cały czas obserwować reakcje dziecka.

Zobacz także wideo: https://www.youtube.com/watch?v=2hnpZNk_uf4&t=2s

Te wszystkie wytyczne są to jednak tylko zalecenia, nie nakazy. Każde dziecko jest inne, dlatego podczas wprowadzania nowych produktów trzeba być elastycznym. Pierwszy kontakt dziecka z glutenem, na przykład pod postacią kaszki glutenowej, to degustacja. Pół łyżeczki kaszki ugotowanej na wodzie lub mleku matki to wystarczająca ilość jak na pierwszy raz. Jeśli dziecko nie jest zainteresowane czystą kaszką glutenową, można tę odrobinę dodać do znanej mu kaszki bezglutenowej lub zupki jarzynowej i w taki sposób podać pierwszą porcję glutenu. Zamiast kaszki można podać niemowlęciu zmiksowane płatki owsiane ugotowane na wodzie. Jeśli rodzice uznali, że później zaczną wprowadzać gluten do diety dziecka, to pierwszym posiłkiem glutenowym może być kawałek chleba, bułki lub makaron. Warunkiem jest to, żeby dziecko siedziało już stabilnie i potrafiło gryźć. Jeden posiłek glutenowy dziennie jest wystarczający jak na pierwsze kontakty z tym białkiem.

Objawy świadczące o problemach z trawieniem glutenu
Wiedząc już jak wprowadzić gluten do diety, można powoli podawać dziecku małe ilości produktów glutenowych. Podczas tego procesu należy jednak cały czas obserwować reakcje niemowlęcia. Jakie objawy powinny wzbudzić zaniepokojenie? Wzdęcia, wymioty, biegunka, wysypka, rozdrażnienie i niepokój u dziecka, bóle brzucha. Warto wtedy odstawić na jakiś czas gluten i zobaczyć czy nastąpi poprawa. Warto również skonsultować się z pediatrą, który pomoże sprawdzić czy dziecko cierpi na celiakię, alergię na gluten czy może objawy nie miały nic wspólnego z wprowadzaniem do diety glutenu.

Więcej na temat produktów glutenowych i bezglutenowych w diecie niemowlęcia można znaleźć na https://www.zdrowystartwprzyszlosc.pl/kaszki-glutenowe-i-bezglutenowe-jak-wprowadzic-gluten.
Czytaj więcej...

3 sprawdzone sposoby na łupież łojotokowy

  • Opublikowano w Zdrowie

Odczuwasz nieprzyjemne swędzenie, a na grzebieniu znajdujesz żółte, tłuste łuski? To znak, że dopadł Cię łupież łojotokowy. Sprawdź, co trzeba zrobić, aby skutecznie go wyleczyć i cieszyć się znów zdrową skórą głowy.

Czym jest łupież łojotokowy
Łupież łojotokowy to choroba skóry wywołana przez drożdżaki z gatunku Malessezia Furfur. W odróżnieniu od łupieżu suchego, nie obsypuje Twojego ubrania nieestetycznymi białymi płatkami suchej skóry, lecz występuje w postaci małych, żółtych, tłustych kuleczek lub łusek widocznych np. na kolcach szczotki.

Przyczyny powstawania łupieżu łojotokowego
Łupież tłusty powstaje w wyniku nadmiernej pracy gruczołów łojowych. Kiedy zaczynają one wytwarzać większą ilość łoju (a dzieje się tak np. przy zaburzeniach hormonalnych), wówczas dochodzi do namnażania się na głowie drożdżaków. Ulubionym pokarmem tych grzybów jest tłuszcz. Z chęcią spożywają więc wytwarzany przez Ciebie łój. Pozostałością po ich uczcie są wydalone produkty przemiany materii, które silnie drażnią skórę. A podrażniona skóra reaguje dokładnie tak jak przy większości stanów zapalnych, czyli zaczyna się nadmiernie łuszczyć.

3 sposoby leczenia łupieżu łojotokowego

Sposób 1 - wybór odpowiedniego szamponu na łupież tłusty
Leczenie łupieżu łojotokowego powinnaś rozpocząć od sięgnięcia po dobry szampon przeciwłupieżowy. Dobry - czyli taki, który po pierwsze:
- Ograniczy wydzielanie sebum
- Wyciszy skórę oraz wyleczy stan zapalny
- Będzie posiadał w składzie środki przeciwgrzybicze
- Skutecznie oczyści skórę
Składnikami, które powinnaś znaleźć w szamponie na łupież łojotokowy, są przede wszystkim siarka i cynk. To dzięki nim ograniczysz wydzielanie nadmiaru łoju i nie wytworzysz kolejnej pożywki dla drożdżaków. Z kolei jeśli w szamponie na łupież tłusty znajdziesz pantenol, alantoinę, czy wyciąg z aloesu, możesz być pewna, że wyciszysz skórę i ograniczysz stan zapalny. W każdym szamponie na łupież tłusty powinnaś znaleźć też lipoglicynę (caprolyl glycine). Jest to aminokwas, który łączy w sobie kwas pochodzący z oleju kokosowym oraz naturalną glicynę. Działa on silnie przeciwgrzybiczo oraz przeciwbakteryjnie, powoduje więc zmniejszenie liczby drożdżaków odpowiedzialnych za powstawanie łupieżu. Ważnym składnikiem, po którym poznasz, że sięgasz po naprawdę skuteczny szampon na łupież łojotokowy jest kwas salicylowy. Pomaga on dokładnie oczyścić skórę głowy z nadmiaru sebum oraz martwego naskórka, co również ogranicza mnożenie się drożdżaków.

Sposób 2 - regulacja hormonów
Nadmiar wytwarzanego łoju, który stoi u podłoża łupieżu łojotokowego, jest spowodowany wahaniami hormonalnymi. Jeśli zaczynasz wytwarzać więcej testosteronu (tak, nawet jeśli jesteś kobietą), to wpływa to na przyspieszoną pracę gruczołów łojowych. Stają się one powiększone i zaczynają wytwarzać większe ilości oleistej substancji. Powiększone gruczoły łojowe i nadmierna ilość wytwarzanego łoju jest też charakterystyczna dla łojotokowego zapalenia skóry. Dlatego w pierwszej chwili możesz być zdezorientowana, czy cierpisz na łupież łojotokowy czy masz łojotokowe zapalenie skóry. Jednak tej drugiej przypadłości towarzyszy jeszcze świąd i zaczerwienienie skóry. Jeśli więc nie zauważasz u siebie czerwonej, swędzącej skóry a dostrzegasz jedynie żółte, lepkie łuski, z pewnością cierpisz jedynie na łupież łojotokowy. Zarówno łojotokowe zapalenie skóry jak i łupież łojotokowy leczy się pod nadzorem dermatologa oraz endokrynologa, który zleci Ci odpowiednie badania hormonów oraz pomoże Ci je wyregulować.

Sposób 3 - odpowiednia dieta
Objawy łupieżu tłustego da się zmniejszyć, jeśli tylko zadbasz o prawidłową dietę. Kiedy włączysz do niej produkty bogate w cynk, zyskasz lepszą odporność organizmu i szybciej przywrócisz prawidłowe funkcjonowanie skóry. Objawy łupieżu tłustego zniwelujesz również wtedy, gdy sięgniesz po żywność bogatą w selen np. kukurydzę. Selen posiada bowiem właściwości przeciwgrzybicze i pozwala szybciej uporać się z niechcianymi drożdżakami Malessesia Furfur.

Czytaj więcej...

Dieta na erekcję, czyli jak z konia pociągowego zrobić ogiera?

Według dostępnych na chwile obecną danych szacunkowych problemy z erekcją ma około 1,5 miliona polskich mężczyzn po 30. roku życia. Celowo piszę o danych szacunkowych, bo precyzyjnych informacji na ten temat nie ma - i to wcale nie dlatego, że nie ma możliwości ich zgromadzenia, tylko dlatego, że mało który facet mający kłopoty z erekcją przyzna się do tego komukolwiek. A już szczególnie lekarzowi.

My, kobiety, zwykle dowiadujemy się o trapiących naszych mężczyzn dolegliwościach w sferze seksualnej w sposób jak najbardziej praktyczny, bo nam też faceci nie uznają za stosowne powiedzieć cokolwiek. Tyle tylko, że my, drogie panie, mamy możliwość coś zmienić nawet wtedy, gdy nasz ukochany u lekarza ostatni raz był z okazji badań okresowych stwierdzających przydatność do pracy. Owszem, pewnie na początku będzie płacz i zgrzytanie zębów (u faceta, rzecz jasna), ale uwierzcie mi, że warto. Sprawdziłam w praktyce.

Od czego zacząć?
Odpowiedź brzmi krótko: od rozmowy. Ale takiej szczerej, bez owijania w bawełnę i udawania, że kłopoty z erekcją to nic takiego, bo to bzdura - to jest bardzo konkretne coś takiego, co potrafi zniszczyć najlepszy związek. Może się okazać, że trzeba będzie pójść do lekarza, żeby postawił dokładną diagnozę, ale w bardzo wielu przypadkach wystarczy zacząć od zmian w trybie życia naszego mężczyzny. Dużych zmian.

Po pierwsze: koniec leżenia odłogiem. Naukowcy już jakąś chwilę temu udowodnili, że najlepsze ćwiczenia na erekcję to aktywność fizyczna - jazda na rowerze, pływanie, bieganie czy w zasadzie cokolwiek, co dotlenia organizm, aktywuje dużą liczbę mięśni i (zupełnie przy okazji) spala nadmiarowe kilogramy. Trzeba po prostu jakoś naszego pana wyciągnąć z domu. Może na przykład powinien pograć w tenisa z mężem naszej najlepszej przyjaciółki? Albo zacząć się wybierać z nami na wycieczki rowerowe? Kiedyś mawiało się, że ruch to zdrowie i to stwierdzenie nie straciło na aktualności ani trochę. Ruch to jednak nie wszystko...

Jesteś tym, co jesz!
Warto naszego mężczyznę uświadomić kulinarnie co do prawdziwości powyższego stwierdzenia. Hamburgery, frytki, smażenina i inne podobne „pyszności” stanowią podstawę piramidy żywieniowej przeciętnego mężczyzny w wieku produkcyjnym. Ten stan rzeczy musi ulec zmianie. Radykalnej.

To właśnie w tym momencie zaczynają się zwykle największe męskie płacze i żale, ale warto postawić sprawę jasno i zapytać, co bardziej lubi Twój facet: niezdrowe żarcie czy seks? Bo jeśli to pierwsze, to to drugie zniknie z jego życia. A jeśli to drugie, to musi zniknąć to pierwsze. Innej alternatywy nie ma. Jeszcze nie słyszałam o facecie, który zrezygnowałby z seksu na rzecz fast foodów...

Do sprawy diety na erekcję trzeba oczywiście podejść rozsądnie, bo generalnie nie istnieje żaden nie wytworzony sztucznie pokarm, który by faktycznie wywoływał popęd seksualny. Nie znaczy to jednak, że nie można wspomóc Matki Natury. Do diety naszego mężczyzny powinny zatem trafić:
- jajka na miękko (ze względu na wysoką zawartość argininy, która bierze udział w syntezie tlenku azotu, a ten z kolei działa rozszerzająco na naczynia krwionośne, w tym także i ciała jamiste. Uwaga - jajka na twardo nie są już tak rewelacyjne pod względem dietetycznym!)
- owoce morza, orzechy, pełnoziarniste pieczywo i otręby (zawierają sporo cynku, niezbędnego do syntezy testosteronu, który jest odpowiedzialny między innymi za efektywność erekcji)
- buraki (zawierają mnóstwo antyoksydantów i stymulują produkcję tlenku azotu, o którym wspominałam wyżej. Ponadto jedzenie buraków ma pozytywny wpływ na wydolność fizyczną dzięki redukcji ilości tlenu spalanego w trakcie wysiłku)
- kakao i/lub gorzka czekolada (ze względu na wysoką zawartość substancji stymulujących wydzielanie endorfin, które działają rozluźniająco i antystresowo)

Oprócz tego warto zadbać o to, by przynajmniej co jakiś czas w jadłospisie znalazł się szafran (przyprawa, która wpływa pozytywnie na czas trwania erekcji), czosnek (ze względu na obecność allicyny, która poprawia krążenie krwi, a tym samym wspomaga erekcję), a także na stałe włączyć do diety na erekcję owoce i warzywa. Zawarty w nich błonnik oraz liczne witaminy i antyoksydanty dodatkowo usprawniają krążenie krwi.

To oczywiście nie jedyne, co możemy zrobić, aby nasz „domowy koń pociągowy” na powrót stał się dzikim i nieujarzmionym w sypialni ogierem - sporo interesujących informacji na ten temat można znaleźć na stronie http://www.permen.pl/wspomaganie-erekcji-dieta-i-styl-zycia.html. Warto do niej odesłać szczególnie tych panów, którzy twierdzą, że ich kłopoty z erekcją są tymczasowe, że same przejdą i że nie muszą w swoim życiu niczego zmieniać. Ja uważam, że skoro nawet producent jednego z najpopularniejszych wśród męskiej części populacji suplementu diety twierdzi, że suplement powinien tylko wspomagać, a nie leczyć, to chyba coś w tym jest. A teraz idę przygotować kolację - dziś jajka na miękko...
Czytaj więcej...

Wegetarianizm - czy to zdrowe?

Wegetarianizm wywodzi się z Indii i jest znany od prawie 4 tysięcy lat. W dzisiejszych czasach to raczej forma kultury oraz stylu życia. Ale czy sam w sobie jest zdrowy i jak wpływa na nasze życie?

Choć bycie wege jest dziś bardzo na topie - taką dietę stosują miliony ludzi na świecie, także Ci znani i lubiani (aktorzy, muzycy, gwiazdy telewizji) - to udowodniono główne korzyści wynikające z takiego stylu życia:
- wegetarianie są szczuplejsi
- stosując tą dietę zmniejsza się ryzyko zapadnięcia na choroby serca, krążenia, czy cukrzycę oraz otyłość
- gdy w diecie jest więcej warzyw i owoców, a mniej produktów pochodzenia zwierzęcego, tym mniejsze ryzyko wystąpienia nadciśnienia, chorób oczu, czy udaru mózgu
- jedząc mniej mięsa, jaj oraz nabiału mamy mniejsze szanse na zachorowanie na Alzheimera i astmę
- wegetarianie mają silniejszy system odpornościowy i żyją nawet o 10 lat dłużej niż mięsożercy

Wegetarianizm u dzieci i kobiet w ciąży
Bez obaw można wprowadzić dietę wegetariańską również swoim dzieciom. Będą one wyższe, a ich poziom IQ lepszy niż u rówieśników jedzących mięso. Poza tym dzieciom wege mniej zagraża otyłość, choroby serca, czy cukrzyca.

Częstym dylematem wegetarianek jest, czy na powrót włączyć do menu mięso, jeśli jest się w ciąży. Otóż oprócz konsultacji z lekarzem, który doradzi najlepszą dietę, jest też urozmaicenie dodatkowo swojego menu. Należy spożywać przede wszystkim większe ilości żelaza i białka. Warto też uzupełnić braki aminokwasów, które są pochodzenia zwierzęcego i spożywać więcej warzyw strączkowych, tofu, czy orzechów. Żadna mądrze dobrana i zbilansowana dieta, nawet wegetariańska, nie wpłynie niekorzystnie na rozwój i zdrowie dziecka.

Dieta wegetariańska tylko indywidualnie
Przejście na jakąkolwiek dietę powinno być dobrane tylko indywidualnie. Jest to związane z naszym wiekiem, metabolizmem, trybem i stylem naszego życia, a także budową anatomiczną i upodobaniami smakowymi.

Jak przy każdej diecie, tak i tu ważna jest jakość, ilość oraz proporcje dostarczanych do organizmu składników odżywczych: minerałów, witamin, białka, węglowodanów, tłuszczów i wody. Inny zasób energii będzie potrzebny osobie aktywnej fizycznie, inny tej, która stroni od wysiłku i odpoczywa leżąc na kanapie. Dlatego tak istotne jest, aby każdą dietę, także wegetariańską, dostosować do indywidualnych potrzeb. Tylko wtedy będziemy mieć pewność, że naszemu organizmowi niczego nie brakuje.

Zalety i wady bycia wege
Największą z zalet diety wegetariańskiej jest zmniejszenie poziomu złego cholesterolu we krwi. W konsekwencji obniżone jest ryzyko wystąpienia chorób sercowo - naczyniowych. Ponieważ wegetarianie często spożywają produkty, które są bogate w nienasycone kwasy tłuszczowe oraz witaminę E, obniżają w ten sposób ciśnienie krwi. Kolejną korzyścią z bycia na diecie wege jest mniejsza podatność na cukrzycę, gdyż w diecie występuje duże spożycie błonnika. Warto również zaznaczyć, że zwiększona ilość witaminy C w codziennym menu, przyczynia się do zmniejszenia ryzyka wystąpienia nadwagi i otyłości.

Jak w każdej diecie, także wegetariańskiej, wyróżnić trzeba jej wady
Do głównych należy niedobór witamin i minerałów, który jest spowodowany nieprawidłowo skomponowaną dietą. Krzywica, osteomalacja, osteoporoza, niedożywienie, biegunki, czy nieregularne miesiączkowanie są również wadami tej diety.

Jeżeli kobieta w ciąży jest na diecie wegetariańskiej, ważne jest, aby utrzymać prawidłowy poziom żelaza, gdyż niedobór może prowadzić do wcześniejszego porodu i mniejszej masy wagowej dziecka.

Dieta wege ma pozytywny wpływ na nasz organizm, a jej urozmaicony jadłospis pozwala na zachowanie długiego zdrowia i opóźnienie procesów starzenia się. Ale należy pamiętać, że rezygnacja z jedzenia mięsa nie jest odpowiedzią na wszelkie dolegliwości. Dlatego trzeba być świadomym zarówno zalet, jak i wad tej diety.

Angelika Libelt
Czytaj więcej...

Leki odchudzające - korzystać? Nie korzystać?

Za nami piękny świąteczny czas. Czas wypełniony spotkaniami z rodziną, przyjaciółmi, nierzadko przy obficie zastawionym stole, na którym goszczą niecodzienne, pyszne potrawy. W tym okresie niejedna z nas postanawia na chwilę „zapomnieć” o diecie, liczeniu kalorii, kontrolowaniu wagi czy ilości centymetrów w obwodzie, by skosztować przynajmniej raz każdego z tradycyjnych dań.

Po świętach, jak co roku, zabieramy się do układania listy noworocznych postanowień, wśród których najczęstszymi są jeszcze bardziej gorliwa walka z niechcianymi kilogramami, powrót do dawnej formy czy zdrowsze odżywianie. Bo któż z nas nie chciałby być posiadaczem idealnej sylwetki i to najlepiej w kilku prostych krokach i w jak najkrótszym czasie? By osiągnąć swój cel, nierzadko sięgamy po promowane w mediach specyfiki - suplementy diety lub leki, które mają za nas wykonać całą pracę - spalić tkankę tłuszczową i wyszczuplić przy naszym minimalnym wysiłku. Pytanie brzmi, czy jest to dla nas dobre rozwiązanie, czy to tylko pozorna korzyść?

W pierwszej kolejności należy odróżnić lek od suplementu diety. Suplement diety w przeciwieństwie do leku jest uzupełnieniem podstawowej diety w witaminy, składniki mineralne lub inne substancje z wyłączeniem produktów, posiadających właściwości produktu leczniczego; wykazuje działanie odżywcze lub inne fizjologiczne i klasyfikowany jest jako środek spożywczy. Lek natomiast jest ksenobiotykiem, czyli substancją obcą dla organizmu - nie jest przez niego ani produkowany ani w sposób naturalny przyjmowany z pożywieniem. Jego zadaniem jest modyfikacja procesów fizjologicznych w taki sposób, by hamować przyczyny choroby lub nie dopuścić do jej rozwoju. Oprócz korzyści z jego przyjmowania, stanowi pewien balast dla ustroju, który musi wydatkować energię na jego metabolizowanie do postaci, którą będzie można usunąć na zewnątrz. Nadrzędną cechą leku i wskazaniem do stosowania jest pozytywny efekt, wynikający z jego przyjmowania, przewyższający wystąpienie ewentualnych skutków ubocznych. Dlatego właśnie większość leków dostępnych jest na receptę i nie możemy sami decydować o ich zażywaniu.

Jedynym dostępnym w Polsce lekiem bez recepty na odchudzanie jest orlistat (nazwa handlowa Alli). Jego działanie opiera się na hamowaniu enzymu o nazwie lipaza trzustkowa, odpowiedzialnego za rozbijanie tłuszczu do kwasów tłuszczowych, wchłanianych do krwioobiegu ze światła jelita. Ilość kalorii przyswajana z tłuszczy obniża się, wzrasta natomiast zawartość tłuszczu w kale, co jest przyczyną zaburzeń żołądkowo-jelitowych, uczucia dyskomfortu w jamie brzusznej, wzdęć, biegunek tłuszczowych, plamień z odbytu czy nawet nietrzymania stolca. Inną substancją stosowaną w postaci leku odchudzającego jest sibutramina (występuje m.in. w produkcie o nazwie Adipex). Jest lekiem anorektycznym, tzn. hamującym łaknienie poprzez nasilenie poposiłkowego uczucia sytości, ponadto zwiększa wydatkowanie energetyczne, co w rezultacie, wg nieoficjalnych źródeł, prowadzi do utraty nawet 25 kg w jeden miesiąc!  Ze względu na zawartość w leku fenterminy - pochodnej amfetaminy oraz niebezpiecznych dla zdrowia i życia skutków ubocznych, preparat został wycofany ze sprzedaży w Polsce. Najgroźniejszymi konsekwencjami jego zażywania są zaburzenia widzenia, zaburzenia psychiczne, uzależnienie, wzrost tętna i ciśnienia tętniczego krwi, a w efekcie zwiększona częstość występowania udarów mózgu i zawałów serca. Ze względu na zdolność sibutraminy do zwiększania wydolności organizmu jest ona wciąż dodawana do preparatów ziołowych oraz odżywek dla sportowców, o czym producenci nie informują na ulotkach.

Warto też wspomnieć o kilku innych preparatach, których stosowanie dopuszczone jest tylko w USA. Pierwszy o nazwie Qsymia jest kombinacją znanych już substancji odchudzających, m. in. wspomnianej wcześniej fenterminy. Lek hamuje łaknienie, wywołuje szybsze uczucie sytości oraz sprawia, że spożywane pokarmy wydają się mniej smaczne. Na podobnej zasadzie działa specyfik o nazwie Bielviq, uważany za bezpieczniejszy niż Qsymia ze względu na, jak zapewniają naukowcy, brak skutków ubocznych dotyczących serca i układu krwionośnego. Ostatni środek to Contrave - lek, który oprócz hamowania uczucia głodu powoduje obniżenie poczucia smaku słodyczy. Kłopot z dopuszczeniem do obrotu Contrave polegał na tym, że na ulotce tego preparatu nie zamieszczono wszystkich działań niepożądanych, głównie chodziło o jedną z substancji odchudzających - bupropion, którego zażywanie może wzbudzać myśli samobójcze.

Ważny jest fakt, że każdy z przytoczonych leków, wydawany jest z polecenia lekarza dopiero wtedy, gdy mamy do czynienia nie z nadwagą, ale z otyłością, a niektóre z nich, gdy pacjent cierpi na otyłość powikłaną innymi chorobami metabolicznymi, jak nadciśnienie czy cukrzyca, a więc jego zdrowie i życie są zagrożone. Ponadto na wszystkich ulotkach opisujących działanie środków odchudzających widnieje informacja, iż lek powinien być stosowany równolegle ze zdrową dietą o obniżonej kaloryczności i ćwiczeniami fizycznymi wykonywanymi systematycznie kilka razy w tygodniu. Zanim więc poprosimy lekarza o receptę lub zamówimy nasze wymarzone pigułki przez Internet rozważmy czy naprawdę jest nam to potrzebne? Czy nie jesteśmy w stanie poradzić sobie z naszą nadwagą bez faszerowania się dodatkową chemią? W czasach, kiedy tak trudno znaleźć na półce sklepu spożywczego produkt bez jednego konserwanta, stabilizatora czy barwnika, odpowiedź nasuwa się sama.
                                                 
Mgr Iwona Kobylińska
Dietetyk
Czytaj więcej...

Gotuj zdrowo bez soli!

Wydaje się nam, że nie dosalając potraw, ograniczamy spożycie soli. To bez znaczenia, jeśli coraz rzadziej sięgamy po świeże nieprzetworzone produkty. Zapominamy o starym dobrym powiedzeniu, że sól to biała śmierć.

Dla prawidłowego funkcjonowania nasz organizm potrzebuje 1g soli dziennie. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) jako normę dla dorosłego człowieka dopuszcza  5g. To jedna łyżeczka do herbaty. Tymczasem badania pokazują, że przeciętny Polak spożywa do 10-15 gramów! Koncentracja takiej ilości soli w organizmie potrafi wyrządzić naprawdę duże krzywdy. I nawet jeśli teraz dobrze się czujemy, nasze ciało prędzej czy później zacznie bić na alarm.

Nadmiar sodu w organizmie
Sól kamienna niemal w całości składa się z sodu. Spożywana w nadmiarze zatrzymuje wodę w organizmie, w rezultacie czego zatyka tętnice i powoduje wzrost ciśnienia. To jedna z chorób cywilizacyjnych, która nieleczona, może zagrażać naszemu życiu.
Nadciśnienie tętnicze prowadzi do zaburzenia pracy wielu narządów i układów. Najbardziej cierpi na tym serce, ale również nerki i układ krwionośny. Dowiedziono, że w krajach, gdzie spożycie soli jest wysokie, częściej występuje umieralność z powodu chorób układu krążenia. Na konsekwencje związane z nadmiernym spożyciem soli narażone są głównie osoby starsze. Zwłaszcza kobiety po menopauzie - u kobiet generalnie częściej występuje nadciśnienie tętnicze. Osoby znajdujące się w grupie ryzyka powinny stosować dietę niskosodową. Ubogi w jony sody jadłospis jest polecany również każdemu, kto stara się dbać o własne zdrowie.

Dieta bez soli
Zdrowe posiłki, a przy tym smaczne, można przygotować używając jak najmniej soli kuchennej. Na wstępie należy wyeliminować z jadłospisu produkty przetworzone: dania z torebki, mrożoną garmażerię, kostki rosołowe, mieszankę przypraw zawierającą sól. Przyprawy naturalne, takie jak czosnek, cebula, czarny pieprz, imbir, koperek, bazylia, rozmaryn itd. możesz w miejsce soli dodawać do posiłków. Ogranicz również spożycie produktów kiszonych: ogórków i kapusty. Zamiast tego świeże warzywa możesz skropić odrobiną soku z cytryny. Przygotowując potrawy, staraj się wykorzystywać ich własne soki i oleje oraz unikać przegrzania lub spalenia. Na rynku dziś dostępne są produkty, które pomogą przygotować smaczne i zdrowe posiłki (np. Philipiak garnki). Więcej informacji na temat garnków philipiak znajdziesz na najwyzszajakosczycia.pl.
Czytaj więcej...

ŻYCZYMY CI PRZEDE WSZYSTKIM ZDROWIA, czyli dobra dieta na co dzień i od Święta

Tradycyjna kuchnia Polaków obfituje w ciężkie, smażone potrawy od których radują nam się żołądki i kubki smakowe, a przez które cierpi zdrowie - zwłaszcza nasze serca.

Okres przedświąteczny to dobry moment na zrobienie dietetycznego rachunku sumienia, ponieważ jeśli na co dzień jemy niezdrowo, to właśnie w Święta przekraczamy wszelkie granice umiaru - jemy dużo więcej i mamy niewiele ruchu. Dostarczamy organizmowi cholesterolową bombę, która nie zniknie po zakończeniu Świąt, ale pogorszy nasze zdrowie na lata. - mówi Faustyna Ostróżka z Narodowego Programu Walki z Zawałami, Udarami i Chorobami Układu Krążenia "Mam dobry cholesterol".

Badania wskazują, że ponad 60% Polaków ma obecnie podwyższony cholesterol - nie pozwólmy, by ten wynik zwiększył się po Świętach. Okazuje się jednak, że nawet drobne zmiany w diecie powodują obniżenie cholesterolu i mogą uratować nasze zdrowie, równie duże znaczenie ma ruch, zwłaszcza na świeżym powietrzu.

Świąteczny stół
Wigilia zwyczajowo jest złożona z dań postnych. Jednak w ten dzień na naszym stole czeka wiele pułapek - chociażby w ilości podawanego jedzenia. Tradycja nakazuje spróbować każdej z 12 potraw - jednak nie oznacza to, że powinniśmy się tego dnia przejadać. Odrobina ruchu po wieczerzy wigilijnej też nie zaszkodzi. Ubierzcie się ciepło i wyjdźcie na spacer w rodzinnym gronie lub na pasterkę.

Dania na wigilijnym stole są w dużej mierze uzależnione od regionu. Najczęściej jednak wymienia się zupy (barszcz, zupa grzybowa, kwas wigilijny), ryby (karp, śledzie), pierogi, gołąbki, susz, kapusta z grochem, orzechy czy mak w różnych postaciach. Wiele z tych potraw niestety nie jest dobra dla naszego serca. Na szczęście nie trudno znaleźć dla nich zamienniki będące gotowymi pomysłami na zdrową kolację świąteczną.

Naszym głównym wrogiem na świątecznym stole jest karp. To jedna z najtłustszych ryb, która usmażona na głębokim oleju zamienia się w niebezpieczną bombę kaloryczną. W tej sytuacji najlepiej rybę grillować, zapiec w piekarniku albo przygotować w wersji duszonej. Karp sprawdzi się również podany w galarecie, zwłaszcza z dużą ilością warzyw. Ewentualnie można lekko nagiąć świąteczną tradycję i zamiast karpia sięgnąć po zdrowszą rybę. Kolejną pułapką w Wigilię będą pierogi oraz uszka - a zwłaszcza ich wysokokaloryczne ciasto, które nie ma żadnego dobroczynnego wpływu na nasz organizm poza dostarczaniem nam energii. Dlatego warto ich unikać, albo chociaż używać do nich mąki z pełnego przemiału albo mieszanki zwykłej (białej) i pełnej, dobrym rozwiązaniem jest też mąka owsiana. Na szczęście na wigilijnym stole nie brakuje również potraw zdrowych i pełnych w wartości odżywcze, pułapką jest jednak sposób ich przygotowania i dodatki. Na przykład kapusta z grochem jest bogata w wapń, żelazo i błonnik. Groch jest źródłem białka, a całe danie wpływa na obniżenie poziomu cholesterolu. Dodatkowo w potrawie znajdują się kminek i majeranek, które usprawniają trawienie. Jednak z dodatkiem skwarków oraz tłuszczu potrawa ta zmienia się w niezdrową i niebezpieczną mieszankę dla osób z wysokim poziomem cholesterolu. Podobnie sytuacja wygląda z makiem. Mak jest źródłem magnezu oraz wapnia, ale podawany w postaci makówek (danie śląskie) lub makowca - wspierany przez ogromne ilości cukru - zagraża naszemu zdrowiu. Na szczęście łatwo możemy zmienić kilka składników w przepisie, dzięki czemu danie będzie dużo bardziej dietetyczne, ale nie straci walorów smakowych.

Makówki light (przepis na 4 osoby):
-    1l mleka
-    2-4 łyżek miodu
-    200 g maku (zmielonego na sucho)
-    2 szklanki ziaren pszenicy (bez łusek)
-    150 g orzechów laskowych
-    100 g orzechów włoskich
-    100 g rodzynek

Pszenicę wypłucz, namocz w zimnej wodzie na noc, aby zmiękła. Następnego dnia zalej ją wrzątkiem (co najmniej 2 litrami, inaczej pszenica się przypali) i gotuj około 1 godziny pod przykryciem na małym ogniu. Ziarna powinny być miękkie, ale nie rozgotowane. Ugotowane ziarna odcedź i wystudź. Następnie posiekaj orzechy. Z mlekiem zagotuj miód (im mniej miodu tym zdrowsze będzie danie). Wsyp zmielony mak i ponownie zagotuj. Na koniec dodaj pszenicę, orzechy i rodzynki i dokładnie wymieszaj.

Faustyna Ostróżka z Narodowego Programu Walki z Zawałami, Udarami i Chorobami Układu Krążenia "Mam dobry cholesterol" dodaje - Wigilia ma też kilka miłych dla naszego serca niespodzianek. Po pierwsze Barszcz. To danie jest niskokaloryczne i doskonale sprawdza się jako zaspokojenie pierwszego głodu po całym dniu postu, a buraki wspomogą pracę wątroby. Kompot z suszu także będzie miłym gościem na naszym stole, ponieważ błonnik i węglowodany będą sycić - dzięki czemu zachowamy umiar w jedzeniu pozostałych potraw. Pamiętajmy jednak, by nie słodzić zbytnio kompotu. Absolutnym hitem dietetycznym jest śledź w oleju rzepakowym. Olej kupujemy zaraz przed Wigilią i skrapiamy nim ryby na chwilę przed podaniem.

Wigilia z założenia jest postna - a w związku z tym dużo zdrowsza. Przyrządzając potrawy na wigilijny stół - pamiętajmy o tym, by nie nadużywać tłuszczu - w końcu ta wyjątkowa kolacja składa się aż z 12 dań więc nie trzeba ich dodatkowo obciążać.

W pozostałe dni świąteczne powinno się unikać wędlin, tłustych mięs, kiełbas, salami, tłustych serów żółtych, chipsów, wyrobów cukierniczych, a przecież większość z tych specjałów kojarzy nam się ze świętami. Zachowajmy zdrowy rozsądek i umiar. Nie odkładajmy swojego zdrowia na później, mamy tylko jedno i czas najwyższy o nie zadbać - bądźmy dobrzy dla swojego serca już od tych świąt, a ono odpłaci się podwójnie. Niech zdrowe jedzenie wejdzie nam w krew.

Zdrowych Świąt Bożego Narodzenia życzy Wam Narodowy Program Walki z Zawałami, Udarami i Chorobami Układu Krążenia "Mam dobry cholesterol".

www.mamdobrycholesterol.pl
www.facebook.com/MamDobryCholesterol


makowki

Czytaj więcej...

Czym kierować się przy wyborze dietetyka?

Wielu z nas ma za sobą jakieś doświadczenia z odchudzaniem. Niektórzy szukają informacji w internecie, inni próbują sił na własną rękę. Jednak czym się kierować, jeśli chcemy zaczerpnąć rady specjalisty? Po czym poznać dietetyka, który nas wesprze w sposób spełniający nasze oczekiwania?

Profesjonalny dietetyk dobierze dla Ciebie zbilansowaną dietę.

    - Dietetyk z powołania, czy z zawodu…?

Jeśli zdecydujemy się na ten poważny krok, jakim jest pójście do specjalisty, powinniśmy w pierwszej kolejności zaczerpnąć trochę wiedzy na jego temat. Jak wiadomo internet bywa odpowiedzią na wszystkie pytania i jeśli nie możemy znaleźć nic o terapeucie którego przysłowiowo mamy „na oku” to powinniśmy raczej z niego zrezygnować. Jeśli natomiast bez problemu udało nam się trafić na wiele różnych opinii i to najlepiej na kilku różnych portalach czy stronach, to z całą pewnością możemy obdarzyć taką osobę większym zaufaniem.

Kolejną sprawą jest to, że nie powinniśmy czuć się skrępowani pytając o kompetencje lub wykształcenie wybranego terapeuty. Osoby, które posiadają wykształcenie kierunkowe czy też odpowiednie uprawnienia do prowadzenia terapii z całą pewnością nie będą miały oporów by nam o tym powiedzieć. Niestety w naszym kraju nie ma żadnej regulacji prawnej względem dietetyków i zawód ten może wykonywać każdy, efektem czego często zdrowie pacjentów powierzane jest osobom niekompetentnym, które nie tylko nie pomogą nam, ale także w wielu przypadkach mogą zaszkodzić!

Dodatkowym aspektem na który możemy zwrócić uwagę, to gdzie się mamy udać na wizytę. Nie chciałabym nikogo skrzywdzić swoją opinią, ale chyba nie zaufałabym – mimo niezaprzeczalnej wygody – dietetykowi, który przyjeżdża do pacjentów, lub przyjmuje ich w nieprzystosowanym pokoju w mieszkaniu. Terapeuta przyjmujący w gabinecie, z adresem, telefonem, jest już osobą publiczna, podlegającą weryfikacji – w razie ewentualnych problemów będziemy wiedzieć, gdzie pójść by się z nim ponownie skonsultować.

    - No to już jestem – czego się spodziewać?

Na spotkaniu dietetyk powinien zebrać bardzo wiele informacji, żeby móc ułożyć program żywieniowy w sposób właściwy. Jeżeli mamy poczucie, że terapeuta stara się tylko „odrobić lekcje” i nie przykłada się właściwie do wywiadu z nami, to powinno nam się zaświecić czerwone światełko. Właściwie ułożony jadłospis powinien uwzględniać takie kwestie jak styl życia, godziny pracy oraz jej zmianowość, aktywność fizyczną oraz wiele innych, poza oczywistymi takimi jak płeć, wiek, wzrost, waga czy procentowa zawartość tkanki tłuszczowej. Bardzo ważny też jest wywiad zdrowotny – kompetentny dietetyk zapyta nas o wyniki badań lub zleci nam ich wykonanie, oraz przeprowadzi szczegółową analizę przebytych chorób, zwłaszcza tych, związanych z kwestią żywienia.

Ponadto każdy dietetyk powinien dysponować odpowiednim sprzętem i – choć to zaskakujące – umieć się nim posługiwać, oraz potrafić udzielić odpowiedzi na nasze pytania i wątpliwości, a także wyjaśnić nam takie parametry jak procentowa zawartość tkanki tłuszczowej czy podstawowa i całkowita przemiana materii. Niestety- prawie żaden z „samozwańczych” dietetyków nie posiada wiedzy nawet na temat tego typu podstaw, dlatego jeśli dietetyk nie będzie umiał nam wytłumaczyć czym się one różnią, to bierzmy nogi za pas!

Ważną kwestią jest także samo nastawienie dietetyka do nas i naszego „przypadku”. Pamiętajmy, że to właśnie terapeucie powierzamy nasze – jakby nie patrzeć – problemy, dlatego w gabinecie powinniśmy czuć się komfortowo i dobrze. Uśmiechnięty dietetyk – to terapeuta, który motywuje, a także jest przekonany o sukcesie pacjenta dzięki swojej pracy, która daje mu satysfakcję.

    - Mam jadłospis – skąd mam wiedzieć, że jest dla mnie dobry?

Przede wszystkim, jeśli otrzymamy jadłospis od dietetyka już na wizycie – to możemy śmiało wyrzucić go do kosza. Opracowanie właściwego planu żywieniowego, dobranego indywidualnie, jest owocem wielogodzinnej pracy, nawet dla najbardziej doświadczonego terapeuty. Zatem jeśli wręczy nam on go już na spotkaniu – znaczy dokładnie tyle, że dał nam wydrukowany gotowiec, przygotowany „dla kogoś” czyli tak naprawdę „dla nikogo”. Zatem aby móc podjąć terapię, musimy uzbroić się w cierpliwość.

Kolejna sprawa – jeśli w jadłospisie nie ma umieszczonych ilości produktów, tylko wszystko jest napisane „mniej więcej”, „około”. „kilka sztuk” lub „garść” to powinno to wzbudzać nasze zaniepokojenie. Wprawdzie nie ma co popadać w paranoje, ale jadłospis powinien opierać się na wartościach dopasowanych do osoby której dotyczy, a nie „mniej więcej”. Tym bardziej nie należy akceptować jadłospisów zawierających jedynie wskazówki lub skomponowanych na zasadzie – „najadać się do woli” tym czy tamtym – jeśli dotyczą czegokolwiek poza warzywami. Równie dobrze można najadać się do woli czymkolwiek, ale do tego nie potrzebujemy przecież dietetyka, prawda?

Kolejną sprawą jest to, że dietetyk powinien uwzględnić nasze preferencje smakowe, a jadłospis powinien być tak skomponowany, by nie znudził nam się po tygodniu. Najlepsi terapeuci układają swoim pacjentom menu na każdy dzień oddzielnie – dzień po dniu, tak, by dieta była urozmaicona i smaczna. Jeśli dostaniemy od dietetyka jedynie kartkę z kilkoma przepisami, to znaczy, że nasz terapeuta nie przyłożył się właściwie do swojej pracy. A przecież dieta powinna być urozmaicona i smaczna.

Wybranie dietetyka jest trochę jak wybranie psychologa. To z nim będziemy rozmawiać o naszych problemach, jemu mówić o kwestii związanej z aspektem odżywiania. Dlatego wybierajmy tych, którzy mają doświadczenie, a o ich kompetencji dowodzą chociażby zadowoleni pacjenci. Warto zatem przed wyborem specjalisty dobrze się zastanowić, czy jesteśmy w stanie mu zaufać? Czy na pewno chcemy oddać w jego ręce nasze zdrowie? Pamiętajmy, że jeśli wybierzemy dobrze, to będzie to już dość dużą częścią naszego sukcesu, a my i nasze zdrowie będziemy w dobrych rękach.

Olimpia Przyjemska
Dietetyk
http://www.znanylekarz.pl/olimpia-przyjemska
Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS