Menu
logo tjk main

Kobiety noszą spodnie, więc dlaczego mężczyźni nie chodzą w spódniczkach?

Kiedyś kobieta kojarzona była głównie z rolą matki i pani domu. Była istotą drobną i w zasadzie trochę nieporadną. U jej boku musiał stać mężczyzna z krwi i kości. Charakteryzował się siłą, zaradnością i pracowitością. Na przestrzeni lat zaszło wiele zmian dotyczących charakteru i ról społecznych. Wyzwolenie, wolność i niezależność dużo przyniosło nam kobietom. Ale czy mężczyźni walczą o swoje prawa tak skutecznie jak my kobiety? Nosimy spodnie symbolizujące siłę. Oni nie noszą spódniczek, które kojarzone są z delikatnością i subtelnością. Zastanawiając się nad tym, doszłam do paru zaskakujących wniosków.

Kobiety chcą mieć siłę, a mężczyźni nie chcą jej oddać. Od zarania dziejów to mężczyzna dbał o rodzinę pod względem finansowym. To On polował i przynosił pożywienie do domu. Dzięki niemu rodzina miała co jeść. Panowie grali pierwsze skrzypce. Gdy kobieta nie mogła mieć dzieci, oni mieli przyzwolenie na porzucenie jej dla innej, która urodzi potomstwo. Obraz, jaki zapamiętaliśmy z bajek czy filmów dla dzieci ma prosty przekaz. Kobieta powinna czekać na mężczyznę swojego życia jak na zbawienie. Na białym koniu ma się pojawić zaradny, silny rycerz. Symbolizujący dobrobyt i niosący poczucie bezpieczeństwa. Czy taki idealny oraz męski wizerunek, miałby być naruszony przez symbol kobiecości w postaci spódniczki?

My chcemy być lepsze, a oni już są dobrzy. Biorąc pod uwagę stereotypy to nam wolno mniej niż naszym kochanym mężczyznom. Przykład jest prosty. Jak nazywana jest kobieta obściskująca na przyjęciu kilku mężczyzn? Niestety - wszyscy wiemy… Jak nazywany jest mężczyzna flirtujący i zabawiający kilka kobiet jednocześnie? Też wiemy. W najgorszym wypadku określimy go podrywaczem. Dziwi Was to, że my idziemy w kierunku spodni? Chcemy mieć większe przywileje, chcemy częściej zasiadać na wysokich stanowiskach, chcemy też większej tolerancji. Jasna sprawa. Faceci odgórnie otrzymali to wszystko o co my kobiety musimy walczyć. Chcemy w wielu kwestiach im dorównać, lecz w drugą stronę - oni nie mają takiej potrzeby. Mają większe poczucie własnej wartości. Wyobraźcie sobie jak wielką karą byłoby dla mężczyzny usłyszeć - „ktoś w tym związku musi nosić spódniczkę”. Powszechnie znane powiedzenie przecież jest - „ktoś w tym związku musi nosić spodnie” i nam kobietom absolutnie to nie uwłacza, ani nie przeszkadza. Niestety, dla naszych partnerów wersja numer jeden byłaby nie do zaakceptowania.

Nie wyobrażam sobie założyć spódniczki. To śmieszne. Nawet gdybym przegrał zakład z kumplami, nigdy bym tego nie zrobił. Nie daj Boże ktoś by mnie zobaczył i wtopa na wiele miesięcy albo i lat! Mam kobietę, która głównie chodzi w spodniach i bardzo to lubię. Podkreślają jej kształty i długie nogi. Rurki to rodzaj spodni dla kobiet, takich też bym nie założył. To babskie - Kamil, 24l.

Wydaje mi się, że to kobieta w większości sprawuje władzę w związku i części garderoby nie mają tu nic do rzeczy. My z natury jesteśmy bardziej odporne psychicznie, choć może na pozór tego nie widać. Nie chciałabym, żeby faceci chodzili w spódniczkach. To byłoby straszne! Zatarłyby się wszelkie granice między płciami. Kto powiesiłby mi żyrandol w mieszkaniu? Mąż w spódniczce? Haha… - Sylwia, 3ll.

Oczekujemy silnego ramienia, a oni delikatnej dłoni. Tak to już jest i w tym wypadku można powołać się tylko na koncepcje stwórcy. Istnieją wyjątki, które oczywiście potwierdzają regułę. W tradycyjnej relacji między kobietą a mężczyzną jest w miarę jasny podział ról. Z racji tego, że spodnie już nosimy - mamy więcej do powiedzenia. Niby to tylko część garderoby, ale za tym idzie o wiele więcej. Dawno temu był to po prostu protest przeciwko takim podziałom, jakie istniały. Dziś jest to naturalne. Ba, mężczyźni zaczynają doceniać naszą siłę. W wielu przypadkach to kobiety grają pierwsze skrzypce w związku, są bardzo wymagające i niezależne. A co jest w tym najlepsze? Faceci zaczęli to lubić. Niezaradne kobietki nie są już tak pożądane jak kiedyś.

Geniusz tkwi w prostocie. Prosząc dziś pewnego mężczyznę o to, aby wypowiedział się na temat artykułu, dostałam zaskakującą odpowiedź. Faceci nie noszą spódniczek, bo …mają brzydkie nogi. Uwierzcie, że wiele myśli przychodzi mi do głowy w związku z tematem tego artykułu, ale na to bym nie wpadła. Spróbujcie sobie wyobrazić umięśnione i owłosione nogi w zwiewnej, kolorowej spódniczce? Nie i już. W tym temacie można poruszyć jeszcze problem homoseksualizmu, który utożsamiany jest z kobiecym głosem, kobiecą garderobą. Nie ma na to społecznego przyzwolenia, chociaż obecnie osoby homoseksualne są bardziej akceptowane niż kilka lat temu. Nadal jednak niestety budzą gniew i agresję wśród otoczenia. Założenie spódniczki byłoby przekroczeniem granicy, która (jak niektórzy uważają) została już mocna nagięta. Heteroseksualny mężczyzna w nawet najmniejszym calu nie będzie chciał przypominać kobiety. Tak już funkcjonuje jego ego.

Nie chciałbym, żeby kobiety nosiły szerokie spodnie, bojówki czy powyciągane dresy. Pięknie wyglądają w obcisłych rurkach i dżinsach. O spódniczkach nie wspomnę, bo to już niestety rzadkość. Apeluję więc do kobiet: pokazujcie nogi! My faceci, niestety nie możemy się tym chwalić. No chyba, że latem, w krótkich spodenkach - Bartek, 23l.

Pewne rzeczy są zarezerwowane dla kobiet, a pewne dla mężczyzn. Tak skonstruowany jest świat i na tym to polega. Być może dla niektórych jest to krzywdzące, ale z drugiej strony - to wszystko jest potrzebne. Trzeba wzajemnie się uzupełniać, a nie do siebie upodabniać - Anka, 37l.

Do czego to prowadzi? Kobiety nadal walczą o swoje prawa, chcą się rozwijać i nie stać w cieniu. Nie wiemy czy za kilkadziesiąt lat role się nie odwrócą. Równouprawnienie ma swoje plusy, ale może być zgubne. Czy wyobrażamy sobie proszenie mężczyzny o rękę, albo odprowadzanie go do domu? Wolność i niezależność jest kwestią dyskusyjną i na pewno indywidualną. Nie trzeba nosić spodni, aby być człowiekiem twardo stąpającym po ziemi. Nie trzeba też zakładać spódniczki, aby stać się delikatnym i wrażliwym. Nasze archetypy są już lekko zmodyfikowane. Czy chciałybyście wejść w skórę mężczyzny, a jemu oddać swoje babskie „brzemię”?...  

Paula Purgał, 21l.
Czytaj więcej...

A gdy facet jest młodszy…

Idąc ulicą widzisz dojrzałą kobietę, pochłoniętą rozmową z młodym mężczyzną. Nic specjalnego, każdy przecież może rozmawiać. Nagle obydwoje łapią się za ręce i obdarzając się namiętnym pocałunkiem, odchodzą. Z jaką myślą zostajesz? „Ale ona ma szczęście. Dorwała takie Ciacho” czy „Jak tak można”?

Słyszę teraz wypowiedź mojej babci „Oni mają z głową coś nie tak. Nikt ich nie nauczył, żeby szukać partnera w swoim wieku? To nie jest normalne!” Ale pytanie: Co nie jest normalne? Pokazywanie swoich uczuć publicznie czy istnienie związku pełnego miłości?

Do niedawna związki „pokoleniowe” budziły konsternację lub nawet kontrowersje. Przyjęty w społeczeństwie dany sposób łączenia się w pary nie mógł odbiegać od normy, czyli „szukam mężczyzny - rówieśnika lub dwa, trzy lata starszego.” Na szczęście norma jest pojęciem względnym i tylko ludzie zaściankowi tudzież „starsi” żyją według ustalonej zasady „tak wypada”, a nie: „chcę być szczęśliwa-za wszelką cenę”.

Choć dzisiaj jesteśmy bardziej przychylni i wyrozumialsi dla par z różnicą wieku, to nie można oprzeć się wrażeniu, że łatwiej nam zaakceptować związek typu on-starszy, ona- młodsza. Wtedy mówimy” przynajmniej dziewczyna ma opiekuna”. A co z parami, w których to właśnie mężczyzna jest młodszy? Kto, kim się opiekuje? Czy kobieta ma poczucie bezpieczeństwa?

Tego rodzaju pytania rodzą się nieustannie i nadal będą się rodzić, a to za sprawą silnego wpływu stereotypów. Powszechnie uważa się, że każdy mężczyzna powinien wybudować dom, zasadzić drzewo i spłodzić potomka. Innymi słowy - być prawdziwą ostoją rodziny. Co za tym idzie, głowa domu-mężczyzna musi być dojrzalszy, mądrzejszy i bardziej doświadczony niż reszta rodziny- Alfa rządzi. Jak to się ma do rzeczywistości? Nijak. Ile jest takich rodzin, w których widać prawdziwego Alfę? Zazwyczaj to właśnie Szyja, nie ważne czy młodsza czy starsza, ma dar rozstawiania wszystkich po kątach. Niestety stereotyp to myśl, pogląd, a traktowany jako wzorzec, nie może przestać istnieć (ale można go przekształcić).

Dlaczego zatem zwracamy uwagę na młodszych i vice versa?
Kobiety decydujące się na tego typu związek to w przeważającej mierze osoby niezależne (również finansowo), posiadające satysfakcjonujący je status w społeczeństwie, a co najważniejsze, to osoby dojrzałe emocjonalnie. Jaki mężczyzna nie zwróciłby uwagi na takie Panie, gdy przez cały czas otacza się „trzpiotkami”, które na pytanie: Dlaczego? odpowiadają: Bo tak? Dojrzała kobieta nie ma problemu z wyznaczeniem własnych celów. Wie, czego chce i wie, jak to osiągnąć. Dlatego też, nie szuka ona nauczyciela czy mentora, z którym „łatwiej będzie przejść przez życie”. Młodszy, szczególnie o wiele młodszy partner, to po prostu bratnia dusza. W takim związku nikt nie narzuca sobie ról „Ty zarabiasz, a ty zajmujesz się domem”. Mężczyzna rozumie, że partnerka spełnia się zawodowo, z drugiej strony, ona zdaje sobie sprawę, że jej ukochany dopiero rozwija skrzydła.

A co z seksualnością?
Jeśli chodzi o sprawy „łóżkowe”, to niemalże perfekcyjny układ. Biorąc pod uwagę statystyki, większość kobiet dopiero po trzydziestce wzmaga częstotliwość uprawiania seksu. Natomiast u mężczyzn wzmożony popęd seksualny pojawia się w wieku studenckim. Takie „statystyki” na pewno cieszą obydwie strony. Poza tym, każda dojrzała kobieta jest w pełni świadoma swojego seksapilu i tego, w jaki sposób reaguje na nią płeć przeciwna.

Wszystko pięknie brzmi, ale jak naprawdę wyglądają relacje takich par, zakładając, że zamieszkują razem pod jednym dachem? Na to pytanie odpowiedziała 48-letnia Weronika. Jakie są relacje między nami? Z pewnością lepsze niż z moim pierwszym mężem. Michała poznałam, gdy byłam tuż po rozwodzie. Wykończona psychicznie, zostałam sama z dwójką przedszkolaków. Gdy w pracy pojawił się nowy kolega, nawet nie zamierzałam się z nim bliżej zapoznawać, zważywszy, że był 10 lat ode mnie młodszy. Po pewnym czasie okazało się, że nie mam z kim zostawiać dzieci, kiedy muszę prowadzić spotkania business’owe. Michał sam zgłosił się na ochotnika. Tak po kilku sesjach „niańczenia” usłyszałam od swoich pociech: „A kiedy wujek nas odwiedzi?”. Tak po 2 lata „wujek” został „ojczymem”. Na samym początku naszego związku, nie wiedziałam czy dobrze robię. On miał 24 lata, a ja nie zamierzałam przyjąć pod dach trzeciego dziecka, sama potrzebowałam wsparcia. Dziś po wielu latach wspólnego życia, wiem, że nic lepszego nie mogło mi się trafić. Michał tchną we mnie życie i zaraził swoją energią. Nauczył mnie: „Nie patrz za siebie, patrz wprzód-tam przecież zmierzasz.” W naszym związku najważniejszy jest szacunek, zaufanie i ciągłe „napędzanie się nawzajem.” To jest dojrzała miłość. Czy czuję się od niego mądrzejsza? W życiu! To ja słucham jego rad. Nigdy mnie nie zawiódł.

Historia Weroniki niszczy pogląd o młodych, lekkomyślnych i nieodpowiedzialnych mężczyznach. Natomiast potwierdza ona powiedzenie: „Nie oceniaj po…wieku.” Znamy wiele opinii, które mówią o późniejszym dojrzewaniu mężczyzn. Ale czy na pewno? A może „dziecinność” to wyjątek?

Bez wątpienia jednak, każdy kij ma dwa końce. Istnieje wiele par, których związek nie przetrwał, ponieważ… No właśnie, dlaczego tego rodzaju „miłość” przestaje mieć rację bytu? Tym razem, wypowiada się 36-letni Marek. Kiedy miałem 26 lat poznałem 43-letnią Marysię. Nasz związek był pełen pasji i fascynacji swoimi osobami. Chociaż w domu okazywaliśmy sobie wiele czułości i zaangażowania, to nie mogłem zrozumieć, dlaczego wśród jej znajomych zawsze jestem „siostrzeńcem”. Po kilku latach rozstaliśmy się, bo na siostrzeńcu się nie skończyło. Byłem cierpliwy, naprawdę, ale kiedy twoja połówka zaczyna ci matkować i „czuwać” nad finansami, to faktycznie coś było nie tak. Poza tym, po pewnym czasie przestała zwracać uwagę na swój wygląd. Nie owijając w bawełnę, robiła się coraz mniej atrakcyjna. Obydwoje doszliśmy do wniosku, że to nie to. Na pewno nie do końca życia.

Bez fascynacji drugą osobą, czy jest starsza czy młodsza, każdy związek się wypala. Jeśli po głowie jednego z partnerów zamiast myśli „Kocham Cię, bo jesteś”, krąży myśl „Kocham Cię, bo jesteś atrakcyjny/a”, to jakakolwiek polemika na temat wieku owych bohaterów nie ma sensu. Zewnętrznie może i eksponują swoją dojrzałość, aczkolwiek wewnątrz, nadal słychać głos dziecka.

Paulina Nawrocka, 23l.
etnolingwistyka UAM




8-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Z małego chłopca w dorosłego mężczyznę. Czy można sprawić by facet wreszcie dorósł?

Podobno mężczyźni nie dojrzewają nigdy. Mówi się, że to duże dzieci. Z jednej strony to dość urokliwe, a z drugiej często może doprowadzać nas do nie lada frustracji.

To prawda, że kobiety są coraz bardziej samowystarczalne, ale tradycyjny model rodziny wcale nie przechodzi do lamusa. Jeśli już jesteśmy MY, to warto by był to związek partnerski, gdzie obie strony dają z siebie po równo. Niestety początki bywają trudne. Facetom czasem wydaje się, że żona to będzie „druga mama”, która upierze, ugotuje, posprząta a jak trzeba będzie, biedactwo do piersi utuli. Ale hola hola! Te czasy minęły bezpowrotnie i zaczęło się prawdziwe życie.

Nie wydaje się Wam, że często dużą winę za takie zachowanie mężczyzn ponoszą ich matki? Zwłaszcza te, które widzą w swoim synu cały świat i wyręczają go ze wszystkiego? Taka ślepa miłość, niestety przynosi więcej złego niż pożytku. Później facet to „ciepła kluska”, która nie potrafi zrobić koło siebie za wiele. Szkoda, że takie matki nie rozumieją, że wychowując syna trzeba przecież przygotować go do życia i tak naprawdę wychować go tak, by kolejna kobieta nie musiała zaczynać od początku. Na szczęście toksycznych matek jest mniej niż więcej. Niestety coraz częściej to sami mężczyźni nie potrafią, lub nie chcą wynieść z domu tego, co mama nauczyła. A dlaczego? Bo tak wygodniej, oczywiście. Myślą, że kobieta ich życia będzie matką, żoną i kochanką, zawsze doskonałą i niezniszczalną.

Najgorsze jest to, że często my kobiety jesteśmy tak zaślepione naszym mężczyzną, zwłaszcza na początku związku, że robimy dla niego i za niego niemalże wszystko. W ten sposób same prowokujemy, że ON nie umie albo nie chce dojrzeć. A on to doskonale potrafi wykorzystać. Tylko, że później, gdy zmniejsza się dawka hormonów szczęścia i oczy otwierają się szerzej, rzeczywistość zaczyna nas przerażać i przerastać. I nagle okazuje się, że mamy w domu biednego, zagubionego małego chłopca, który sam nie wie, czego chce - czyli chyba najgorsza z możliwych wersji faceta w domu!

Zatem, żeby się tak nie zdarzyło, jasno i otwarcie na samym początku ustalajmy zasady. Jak nasz ukochany próbuje wymigać się od obowiązków standardowym „kochanie ty to zrobisz lepiej” nie dajmy się zmanipulować! Pewnie ma rację, pewnie i tak będziemy po nim poprawiać, ale najlepiej by tego nie widział. Chwalmy, chwalmy i jeszcze raz chwalmy! To złoty środek, który działa zawsze i jest naprawdę zachętą do dalszych działań.

Z drugiej strony to trochę straszne i przykre zarazem, że same musimy wywalczyć sobie to, czego oczekujemy „na starcie” i, że musimy wychowywać dorosłego człowieka. A tak by się chciało mieć koło siebie macho, który zawsze wie, jaką decyzję podjąć, który wie, czego chce i nie zachowuje się jak zagubiony w świecie marzeń chłopiec. Kogoś, kto podejmie czasem za nas decyzje na jaki film pójdziemy do kina, kto czasem zaplanuje jak spędzimy wieczór. Ktoś, kto czasem zrobi wszystko za nas.

Jednak „metody wychowawcze” są dużo prostsze, niż by się wydawało. Przykładowo: czy wiecie, co należy zrobić, gdy nie można się doprosić by obraz, który miał zawisnąć na ścianie rok temu nadal leży w kartonie? Owszem, możemy go same zawiesić, ale po co? Niech i ON coś zrobi. Otóż najlepszy sposób, to spokojnym tonem oznajmić: „kochanie wiesz, w przyszłym tygodniu odwiedzi nas tata/brat/sąsiad/przyjaciel, poproszę go by przy okazji zawiesił ten obraz”. Nic nie działa lepiej! Urażone męskie ego i wrodzone poczucie władzy na własnym terytorium są silniejsze niż wszystkie nasze argumenty. Przecież nasze kochanie nie pozwoli by inny samiec, ingerował na jego terenie. I voila! Obraz wisi. I tak jest niemalże ze wszystkim. Wystarczy tylko uderzyć w ten czuły punkt i mamy to, co chcemy.

Sport, gry komputerowe, spotkania z kolegami – to te pasje, na które zawsze mężczyzna ma i znajdzie czas!. I tak jak jestem w stanie zrozumieć, że dorosły facet interesuje się sportem, tak wybaczcie, ale tej mega pasji do gier komputerowych nie jestem w stanie pojąć! Jak można całymi wieczorami siedzieć przed komputerem? A na drugi dzień jeszcze analizować to godzinami z kolegami? Co w tym tak fascynującego? Rzeczywistość oferuje nam każdego dnia tyle atrakcji, że jakoś nie potrzebuję urozmaicać tego bezproduktywną grą w zabijanie wirtualnego wroga albo szukanie skarbu.

Kiedy mężczyzna dorasta?
Nigdy. To już ustalone. Są jednak momenty w życiu, które sprawiają, że potrafi spoważnieć, choć trochę. Wiadomo nie każdy, nie generalizujmy. Ślub, wspólny dom, już nie mieszkanie studenckie i luźny związek – czasem to stanowi przełom w życiu i zachowaniu faceta, potem dziecko. Gdy pojawia się na świecie, mężczyzna jak człowiek pierwotny zaczyna czuć, że jest ważny i w pewnych kwestiach niezastąpiony. Łowca, zdobywca, żywiciel rodziny. Przecież wie, że takie maleństwo jest od niego w pełni zależne. I nagle okazuje się, że jak chce to naprawdę potrafi. A co więcej nie raz się spełnia w nowej roli i odkrywa sam, że bycie dorosłym też jest fajne.

Czy jesteśmy w stanie sprawić by nasz mężczyzna wreszcie dorósł?
Niestety nie ma na to złotego środka. I raczej do końca nie jest to możliwe. Ale ile uda nam się wypracować to nasze, Drogie Panie. Nie ważne, czy prośbą czy groźbą. Grunt czy skutecznie. Czasem udaje się to bardziej, czasem mniej, niekiedy wcale. Wtedy warto się zastanowić czy chcemy mieć w domu kolejne dziecko, które nigdy nie dorośnie, czy chcemy faceta 100% testosteronu w testosteronie (albo, chociaż w sporej części). Wybór należy do nas. I choć nierzadko wiąże się to z naszą ciężką pracą i ogromem cierpliwości, to warto.

Tak naprawdę mężczyzna starzeje się, ale nie dorasta nigdy. Może nas to irytować, możemy rwać sobie włosy z głowy, albo możemy to zaakceptować. Jeśli tylko potrafi w trudnych sytuacjach być oparciem, głową rodziny i umie stanąć na wysokości zadania, to te drobne rzeczy, które sprawiają, że nadal ma coś z dziecka…ech… cóż, szczerze? Ja je poniekąd cenię. Inaczej chyba strasznie wiałoby nudą. Życie jest tak poważne, że szkoda wciąż mówić o nim poważnie, czasem takie urozmaicenia dodają mu smaczek.

A tak między nami… Czasem strasznie zazdroszczę facetom tego luzu, tego, że to dziecko nigdy w nich nie zasypia. Dlatego właśnie im żyje się łatwiej, potrafią zamknąć się w swoim chłopięcym świecie i choć na chwilę oderwać od problemów.

Niech mój mąż będzie sobie czasem tym małym dzieckiem, tylko niech nie przekracza limitu :)

Magdalena Zbytek-Książkiewicz, 30l.




8-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Czy faceta można i powinno się sobie wychować? Jak wypracować partnerstwo w związku?

"Faceci są jak kafelki- jak je dobrze ułożysz możesz deptać całe życie". Hmm....Zgadzacie się z tym?

Ile kobiet, ilu mężczyzn, ile związków, tyle sposobów na zgodne długoletnie wspólne życie. Sukcesem powodzenia i przetrwania każdego związku jest wzajemna akceptacja siebie i tolerancja w wielu sprawach! Nikt nie jest idealny, dlatego decydując się na bycie z kimś akceptujemy go takim jakim jest, z wszystkimi jego wadami lub my kobiety będziemy próbowały zmienić naszego mężczyznę - "wychować", aby wyeliminować przyczyny kłótni, które potrafimy przewidzieć, znając płeć przeciwną….Oczywiście, nie jest możliwa całkowita zmiana charakteru człowieka, jednak kobiety mają swoje złote, autorskie metody, dzięki którym życie z naszym partnerem nie będzie przypominać horroru, a stanie się źródłem przyjemności. Przecież tu chodzi o nasze całe życie!

Skupmy się teraz na mężczyźnie. Bądźmy szczerzy, wiemy, że jest on tak skonstruowany genetycznie, że zawsze nas czymś zdenerwuje, wyprowadzi z równowagi, zawsze zrobi coś źle, jest to tylko kwestią czasu. Potem oczywiście przeprosi (bo musi :) ) ale za kilka dni i tak znów to samo, znów coś przeskrobie i tak w kółko. Oni po prostu tacy są, tak mają w naturze! Czy chcemy więc niepotrzebnie i tak często denerwować się, żyć w taki sposób przez lata? Kochamy go, zależy nam na nim, chcemy z nim być, dlatego możemy troszkę ułatwić sobie te i tak trudne życie, bo żeby związek przetrwał oboje partnerów musi nad nim pracować, dbać o niego! Możemy przejąć inicjatywę i "wychować" naszego mężczyznę w świadomy dla niego sposób lub nie :) Brzmi dziwnie? Bo to dorosły mężczyzna a nie dziecko? Wcale nie! Więc co to znaczy?

Gdy nasz związek jest jeszcze na luźnym etapie i oparty na spotykaniu się a nie mieszkaniu razem, nie widzimy bardzo wielu rzeczy, wad naszego faceta. Dotąd w naszych oczach był ideałem a my żyłyśmy jak w bajce. Jednak gdy z czasem oboje zdecydujemy, że nasz związek zaczyna być poważniejszy bo chcemy przebywać ze sobą 24 na dobę, czas na kolejny krok - wspólne mieszkanie. Dopiero wtedy zobaczymy WSZYSTKO! Czar pryska jak bańka mydlana! Po krótkiej obserwacji naszego partnera przychodzi czas na refleksję i bardzo ważny moment, aby podjąć decyzję, jaka będzie rola obojga w związku i w domu! Tę decyzję tak naprawdę podejmuje kobieta! W zależności od tego jaka to będzie decyzja, ma ona ogromny wpływ na cały przyszły związek, relacje obu partnerów, spokój czy kłótnie, szczęście czy rozpad związku.(Dotyczy to kobiet będących w tzw. "normalnym związku", gdzie jest to układ partnerski, kobieta jak i mężczyzna mają takie same prawa, bo jeśli jest to związek toksyczny i mężczyzna rządzi w domu, jest despotyczny i zdominował swoją partnerkę, ponieważ wykorzystuje jej bardzo słabą psychikę, niską samoocenę, oraz fakt, że jest od niego całkowicie uzależniona również finansowo, to w tym przypadku kobieta nie będzie miała kompletnie nic do powiedzenia…Jest to niewątpliwie tragedia dla takich kobiet, szczerze współczujemy paniom będącym w takim związku z przeróżnych przyczyn i z całą pewnością jest to temat na osobny artykuł).

Podstawową przyczyną dla których mężczyźni uważają, że nie muszą kompletnie nic robić w domu, są ich długoletnie przyzwyczajenia wyniesione z okresu dzieciństwa, gdy matka wyręczała go we wszelkich pracach domowych, również sprzątając codziennie wokół swojego ukochanego synka, zbierając ubrania z podłogi i układając je w kostkę, robiąc mu wszystkie posiłki itd. Obserwując taki model związku-małżeństwa młody chłopak utwierdza się w przekonaniu, że tak właśnie ma być! Że to jest normalne! Niestety, ale w ten sposób kochająca matka szkodzi tylko jemu i jego przyszłej partnerce, która będzie miała z nim problemy prowadząc wspólne gospodarstwo w późniejszym samodzielnym i dorosłym życiu.

Tak samo działa to w drugą stronę. Kobieta od dziecka uczona i wychowywana przez swoją matkę samodzielności, wykonywania powierzonych obowiązków domowych, jest przyzwyczajona, że to właśnie kobieta prowadzi cały dom a mężczyzna - tata, przychodząc do domu po pracy - odpoczywa. Potem jako już dorosła kobieta przenosi te same zwyczaje do własnego związku i domu. Kieruje nią troska, dbanie o swojego partnera, świadomość, że sama zrobi wszystko znacznie szybciej i lepiej niż on.

Drogie Panie, to stereotypy! Kobieta w domu wszystko robi sama - mężczyzna nie ima się babskich prac, bo facetowi nie wypada?! Te czasy już dawno minęły! To czasy naszych prababć, babć i mam!
Oczywiście, że nie w każdym domu tak było ale w większości z nich i taki model rodziny miał ogromny wpływ na kolejne pokolenie, które robiło dokładnie to samo! Ale czasy się zmieniły! Teraz kobiety nie chcą tylko siedzieć w domu! Są bardziej samodzielne, wyzwolone, mogą decydować o sobie, swojej przyszłości, swoim życiu i spełniać się zawodowo, osiągnąć to samo co mężczyźni! Jest równouprawnienie! Możemy być niezależne i podejmować wszelkie decyzje! Pracować i utrzymywać się same! Mamy prawo głosu! Owszem, nadal w nas tkwi poczucie obowiązku, które przez wieki było nam wpajane i przekazywane z pokolenia na pokolenie, kobiety były wychowywane w świadomości, że prowadzenie domu oraz dbanie o swojego mężczyznę to naturalna kolej rzeczy, która nie podlega dyskusji, ale już nie w takim wymiarze jak kiedyś. Zmienia się profil związku, rodziny, kobiety głośno mogą mówić czego oczekują od związku i partnera, zamiast jak wcześniej tylko podporządkowywać się obyczajom i kulturze. Skoro kobiety walczyłyśmy o równouprawnienie, to chyba w jakimś celu, prawda? Bo może nie były szczęśliwe? Jeśli nasz mężczyzna nie spełnia naszych oczekiwań – nie chcemy takiego partnera i kończymy związek, po co się męczyć? Teraz możemy wybierać i same decydować o sobie i swojej przyszłości.

Jest XXI wiek i panują nowe zasady! Dlaczego mężczyzna nie może nam pomagać w domu? Wynieść śmieci, odkurzyć mieszkania, zrobić zakupów czy prania? Czy to aż takie skomplikowane? A! mało męskie…No tak…Koledzy będą się śmiali…Bzdura! Jeśli chcemy aby nasz związek przetrwał to partnerstwo jest jego podstawą! Musimy sobie wzajemnie pomagać we wszelkich domowych obowiązkach. Mężczyźni muszą też dbać o porządek wokół siebie, sprzątać po sobie a nie wyręczać się nami we wszystkim. My też pracujemy, jesteśmy zmęczone a przychodząc do domu czeka nas tam druga praca - dom, rodzina, dzieci. My też mamy prawo do odpoczynku, relaksu, czasu dla siebie. Też chcemy spotkać się z koleżanką, pójść do kina, do fryzjera czy kosmetyczki i poczuć się dobrze, poczuć się kobieco i sexi! Oczywiście, że kobiety i tak będą zawsze w domu robiły znacznie więcej, niż ich mężczyźni, dlatego ta "symboliczna" pomoc naszych panów jest dla nas tak ważna, bo wtedy nie czujemy się aż tak wykorzystywane. Miło, gdy sam wyniesie swoje brudne ubrania do łazienki, łącznie ze skarpetkami :) - odwieczny problem, sprzątnie ze stołu butelkę po wypitym piwie, zaniesie do kuchni talerz po posiłku, ogólnie dba troszkę o samego siebie, wtedy my kobiety mamy więcej czasu dla siebie a nie poczucie, że ciągle musimy po nim sprzątać, bo czy on sprząta po nas?

Niestety, ale niewielu jest mężczyzn, którzy tak sami z siebie będą chcieli nam pomagać, dlatego my same musimy o to zawalczyć! Jeżeli jednak trafi nam się partner, który od samego początku popiera nasze poglądy, lub zgadza się wprowadzić takie zasady - wspólne obowiązki w domu, jesteśmy mega szczęściarami! Życie będzie dużo łatwiejsze dla nas, bo wiele drobnych spraw wykona właśnie on, podczas gdy my, możemy w tym czasie zająć się już zupełnie czymś innym. Wtedy jesteśmy mniej zmęczone i mamy dla partnera więcej czasu, wspólnie możemy spędzić wieczór w domu lub gdzieś wyjść. Taki związek jest o wiele przyjemniejszy.

A co jeśli nie mamy takiego szczęścia? Jeśli tak nie jest - musimy podjąć decyzję - albo to my zajmujemy się całym domem (co jest tylko kwestią czasu, że będzie to źródłem konfliktów ) albo uczciwie uświadamiamy naszego mężczyznę, że nie jesteśmy pełnoetatową sprzątaczką 24/h i każdy ma swoje obowiązki w domu. Takie jasne postawienie sprawy w odpowiednim momencie a najlepiej na samym początku zamieszkania ze sobą, pozwoli uniknąć wielu kłótni i może uratować nasz związek. Gorzej jeśli partner kompletnie się temu sprzeciwi, bo uważa że to kobieta powinna zajmować się domem. Mamy drugie wyjście – niestety to zaakceptować, bo go kochamy…lub sprytnie wprowadzić swój plan w jego niewiedzy :) i zacząć powolutku wychowywać naszego faceta….Jest to proces długotrwały, bo powolny, ale dobrze obmyślony - skuteczny :) My kobiety mamy swoje sposoby, metody…oj mamy….a lista tego, czego może nagle "zabraknąć" naszemu partnerowi, czego możemy go "pozbawić", może być baaaardzo długa…Metoda kija i marchewki zawsze jest skuteczna, może nie jest to fer w 100 %, ale skoro nie mamy innego wyjścia, a chcemy osiągnąć swój cel, to liczy się tylko skutek - osiągnięty efekt końcowy a nie metoda. Przecież zależy nam na naszym związku a faceta trzeba czasem wziąć sposobem. Nie bez powodu mówi się, że głową jest mężczyzna a szyją kobieta... która nią kręci...

Czy zatem jest coś złego w tym, że w trosce o swój związek chcemy sobie partnera "wychować"?
Przecież nie robimy tego z naszego lenistwa. Kobiety są pracowite, potrafią zadbać o dom, rodzinę, mają znacznie więcej obowiązków i 2 etaty: praca zawodowa i dom, ale nie o to tutaj chodzi. My chcemy mieć tę drobną pomoc od naszego mężczyzny, bo wtedy czujemy, że on to robi dla nas a to znaczy, że jesteśmy dla niego ważne, że się z nami liczy, że zależy mu na nas, że nas szanuje!. Nawet jeśli tylko wyniesie te brudne skarpetki do łazienki zamiast zostawiać je w sypialni na podłodze abyśmy my to zrobiły za niego! Jeśli zrobi to sam, co zajmie mu kilka sekund, wiemy, że zrobił to dla nas, bo go o to poprosiłyśmy. Takie drobne gesty są ważne i my je doceniamy, prawda? Potem można pójść dalej i przyzwyczaić partnera do wynoszenia śmieci, nauczyć obsługiwać pralkę, myć naczynia lub robić małe zakupy. To już zależy od nas, na ile chcemy aby nam pomagał, ale pomagać powinien!

Wdrażajmy nasz plan powoli, aby go nie wystraszyć. Po pierwsze: rozmawiaj z nim. Dopóki nie powiesz wprost o swoich oczekiwaniach nie łudź się, że domyśli się sam... Sprytnie obróć sytuacje tak, że jeśli zrobi to o co go prosisz, wtedy będziecie mieli więcej czasu dla siebie. Jeśli widzisz, że twój partner spędza kolejną godzinę przy ekranie komputera, lub telewizora, a Ty wciąż się krzątasz po mieszkaniu sprzątając, prasując, gotując, powiedz, że potrzebujesz pomocy a potem masz ochotę gdzieś wyjść z nim lub spędzić uroczy wieczór w domu. Dodaj też, że jeśli ci nie pomoże to sama nie zdążysz wszystkiego zrobić a wtedy nie będziecie mieli czasu dla siebie i nigdzie nie pójdziecie. Bądź konkretna.. Skuteczny jest też wariant 2 - szeptaj mu coś miłego do uszka, podrap po główce i pokaż jak bardzo jest dla ciebie ważny, jak go kochasz. Zaproponuj miły wieczór, ubierz się tak, jak on lubi i jeśli dobrze to rozegrasz, zobaczysz, że "swoją pracę domową" wykona z prędkością światła :) Niech facetom nie wydaje się, że jesteśmy tylko od sprzątania, gotowania, prania.

Jeśli zawodnik jest szczególnie uparty wytocz cięższe "argumenty". Pamiętaj, że będąc stanowczą sprawiasz, że facet bardziej liczy się z Twoim zdaniem. Nie ulegaj za każdym razem. Umawiacie się, że jego obowiązkiem jest wynoszenie śmieci, a kiedy widzisz, że z kosza już się wylewa a ty słyszysz tylko "zaraz", "za chwile", nie krzycz, nie denerwuj się, bo nie ma sensu. Kiedy wychodzi do pracy zatarasuj mu pełnym worem wyjście z domu. Gwarantuje, że będzie musiał je wynieść.
Sposobem i sprytem Drogie Panie zamiast robić nieziemską awanturę. Szkoda naszych nerwów, od tego robią się zmarszczki, przecież nie będziemy jeszcze szkodzić swojej urodzie, facet nie jest tego wart! Bądźmy sprytne!

Magdalena (29 lat)
"Przez 10 lat małżeństwa przyzwyczajałam mojego lenia do dwudaniowych obiadków, śniadanka do pracy, prania poukładanego w kosteczkę. Któregoś dnia postanowiłam DOŚĆ. Wróciłam do pracy i skłoniłam męża do większej samodzielności i pomocy w prowadzeniu domu. Pierwszy dzień poza domem... I pytanie, ile telefonów do żony trzeba wykonać, żeby zrobić pranie... (Skarbie, czy czarne pranie razem z białym? Skarbie, a czy do czarnego i białego muszę użyć innego proszku? Skarbie, a gdzie leży ten proszek??? Skarbie, a gdzie wywieszę pranie, bo chyba zaczyna padać? Skarbie, jak długo to ma się prać? Skarbie, a jak właściwie włącza się pralkę???)Wieczorem wchodzę do domu: woda na podłodze, pranie białe od proszku ociekające wodą, bo przecież nikt nie powiedział, że po praniu włącza się wirowanie. Ręce opadają. Jednak nie minęło zbyt wiele czasu, kiedy sam zaczął zaskakiwać mnie dwudaniowymi obiadkami. Wiecie Panie, że same przytakujecie lenistwu swoich mężczyzn potem na nich narzekając? Tak. Sprawdziłam na swoim przykładzie:) Kiedy mężczyzna zostaje rzucony na głęboką wodę pokazuje co potrafi, nie dajcie się nabrać na ich nieporadność.

Tak więc do dzieła! Nie od dziś wiemy, że kobiety są z Wenus a faceci z Marsa i że co logiczne dla nas, dla mężczyzn jest w dalekim kosmosie, z którego to kosmosu musimy im to z dnia na dzień przybliżać.... Nie możemy w nieskończoność zamykać po nich ubikacji, zmywać naczyń i zbierać brudnych skarpetek z wszelakich części mieszkania. Wbrew pozorom takie wychowanie sobie partnera jest niezwykle proste. Wszystko co jest nam do tego potrzebne mamy w zanadrzu- upór, urok, powab. Nauczmy się te zalety skutecznie wykorzystywać, a nasze życie z mężczyznami będzie owocne i bezkonfliktowe. Na każdego jest sposób, trzeba tylko go znaleźć.
Czytaj więcej...

Najczęstsze kłamstwa facetów

Temat rzeka. Facet = kłamstwo. Pokażcie mi takiego, który nie kłamie... Owszem, każdemu to się zdarza, nikt nie jest przecież święty, ale oni mają to we krwi, potrafią kłamać w najprostszych i najgłupszych sprawach, nawet takich kompletnie bez sensu, co nas - kobiety irytuje i doprowadza do szału! Zastanawiamy się wtedy - po co to robią? dlaczego? I dochodzimy to jednego, tego samego zgodnego wniosku z wszystkimi koleżankami - faceta nie da się zrozumieć!

Mężczyzna kłamie średnio sześć razy w ciągu dnia. Zazwyczaj nie ma się jednak o co martwić, jeśli nie są to poważne oszustwa, tylko niegroźne mijanie się z prawdą.

Co słyszymy najczęściej? Otóż:
1) Właśnie miałem do Ciebie zadzwonić
2) Nie miałem zasięgu
3) Przepraszam, nie zdążyłem odebrać
5) Bateria w telefonie mi padła
6) Wszystko u mnie w porządku
7) To już ostatnie piwo
8) Wcale tak dużo nie wypiłem
8) Nie, twoja pupa nie wygląda w tym grubo
9) Już wracam do domu
10) Zaraz będę
11) Utknąłem w korku
12) To nie było wcale takie drogie

Pomyślmy nad przyczyną... Czy nie za często "suszymy głowy" naszym panom? O najróżniejsze sprawy: o to, że nie dzwonili co 3 minuty, że za kolejnym telefonem musiałyśmy czekać AŻ godzinę, że znów się spóźnili. Święty straciłby cierpliwość:) Czyli co? że to nasza wina - kobiet, tak? Ale patrząc z drugiej strony, jeśli pytamy partnera o banalnie prostą rzecz – np. gdzie jesteś kochanie? usłyszymy - już wracam, albo zaraz będę co jest wymijającą odpowiedzią, jakby odpowiedzenie wprost było tajemnicą a to daje nam do myślenia! I wtedy zapala nam się czerwona lampka i agresor... bo co to za problem powiedzieć prawdę?, że: w sklepie, w pracy, na ulicy itd., ale nie, my usłyszymy - zaraz będę. Ile razy to słyszałyście? Robimy więc drugie podejście, bo chcemy wiedzieć i już jesteśmy podejrzliwe, może tym razem się uda... - no to gdzie jesteś kochanie? i słyszymy - no przecież mówiłem, że już idę... i tak wygląda cała rozmowa...
W tym momencie mamy dwa wyjścia - próbować dalej aż do skutku i w domu skończy się to awanturą, albo odpuszczamy bo nie warto.

Podobne przykłady na tę sytuację to usłyszeć, że jest np. w pracy lub u mechanika z samochodem a tak naprawdę świetnie bawi się gdzieś z kumplami, podczas, gdy my w tym czasie czekamy z ciepłym obiadem lub kolacją na stole. No i jak tu się nie zdenerwować? Staramy się, poświęcamy czas i co dostajemy w zamian? Boli nas, że facet nie potrafi być z nami szczery ze zwykłej wygody dla siebie lub z tchórzostwa i krótko mówiąc – zbywa nas...Oj…my kobiety tego bardzo nie lubimy...

Pieniądze - temat do kłótni dla obu partnerów. Bądźmy szczere, my kobiety sobie na przykład nie żałujemy pieniędzy na kolejną parę butów, sukienkę czy kosmetyki, więc w tym przypadku kłamstwa odnośnie pieniędzy wydanych na zakupy to nie tylko specjalność naszych panów :) Ale…kiedy nasz mężczyzna wraca do domu z kolejnym niepotrzebnym gadżetem, to już uważamy za przesadę…:) Wiemy, że mężczyźni to wieczni chłopcy, którzy uwielbiają swoje zabawki i często nie liczą się z finansami, aby je mieć. Jednak my kobiety wychodzimy z bardzo prostego założenia, że to co my kupujemy sobie jest przemyślanym zakupem i jest nam to potrzebne!!! a 3-ci telefon komórkowy który sobie właśnie kupił nasz mężczyzna to zwykła przesada. Czy nie mamy troszkę racji? Może gdyby to co kupują panowie było im faktycznie potrzebne to z pewnością nic byśmy nie powiedziały, ale skoro to tylko …kolejny telefon komórkowy, bo jest to najnowszy modny model, który ma dodatkowe 2 opcje od obecnego telefonu komórkowego i trzeba się pochwalić zakupem przed kumplami, niech zazdroszczą, to nasz rozsądek bierze górę i zdecydowanie mówimy NIE. Oczywiście naszą opinię musimy głośno wyrazić partnerowi, który jak się okazuje, już wcześniej przygotował się do tej rozmowy jaka będzie go czekać i aby załagodzić pole rażenia, proporcjonalnie zaniża wartość zakupionego przedmiotu, czyli wydanych pieniędzy, co jest mijaniem się z prawdą lub mówiąc wprost - kłamstwem. My o tym wiemy i denerwuje nas takie traktowanie, że niby jesteśmy takie naiwne, krótko mówiąc - awantura gotowa...

Dlaczego więc faceci kłamią...? Najczęściej... dla świętego spokoju, żeby nie musieć wysłuchiwać kolejnego potoku pytań z naszej strony "a gdzie", "a z kim", "a o której", "a po co", "a dlaczego", "a za ile" itd. itd. Czy to grzech, że my kobiety chcemy wszystko wiedzieć, mieć kontrolę? Jest to przecież jakiś sposób o dbanie o nasz związek i dmuchanie na zimne.

Najgorzej jest gdy do naciągania prawdy naszego partnera nakłaniają go koledzy "No chodź na piwo, żona nie zając nie ucieknie, powiesz, że zostałeś dłużej w pracy"... Teraz wszystko zależy od NIEGO. Czy podda się presji kumpli i nie chcąc wyjść na pantoflarza pójdzie z kolegami okłamując żonę, czy podąży za zdrowym rozsądkiem i wybierze szczerość? Niestety tych drugich jest znacznie mniej. Nie wiedzieć czemu facet z automatu nawet nie pomyśli, że może powiedzieć żonie prawdę - kochanie chce iść z kumplami na piwo, tylko z góry zakłada, że nie będzie mógł, więc aby pójść – kłamie. Warto się tutaj zastanowić, czemu my kobiety jesteśmy czasem przeciwne tym wyjściom z kumplami na piwo? A może mamy jakiś konkretny powód? Może Ci koledzy są kompletnie nieodpowiedzialni i zawsze wpakują naszego faceta w jakieś kłopoty, a może nie znają umiaru w piciu i nasz facet przychodzi do domu pijany, czego my nie lubimy? Przykładów i powodów może być wiele. Nie jesteśmy takie jędzowate jakimi nas czasem widzą panowie, tylko chcemy uniknąć pewnych sytuacji, również dbamy i troszczymy się o nich czego nie widzą i nie rozumieją.

Ciekawa jestem, czy mężczyźni mają świadomość faktu, że o większości ich kłamstewek dobrze wiemy, ale nie dajemy tego po sobie poznać i czasem naprawdę w drobnych przypadkach lepiej machnąć na nie ręką, niż robić hałas, nie warto, szkoda naszych nerwów. My i tak wszystko widzimy, obserwujemy, notujemy a potem znajdujemy odpowiedni sposób i czas aby wyegzekwować konsekwencje ich czynów w sprytny dla nas sposób:) Więc niech czasem sobie myślą, że "im się udało". To my decydujemy z których kłamstw czy kłamstewek chcemy robić awanturę i wyciągać konsekwencje.

Wygoda - to najczęstszy powód naciągania prawdy. Panowie wychodzą z prostego założenia, że lepiej trochę pościemniać, żeby nie stwarzać powodów do konfliktu i nie wylądować na niewygodnej sofie w salonie bez kolacji.. Jakby nie spojrzeć mężczyźni są od nas uzależnieni i potrzebują nas, nawet jeśli się do tego nie przyznają, bez nas by zginęli! Kto wiązałby im krawaty, gotował obiadki, szykował kanapeczki do pracy, prał, sprzątał, robił zakupy i prowadził cały dom? Bez względu na to ile lat ma mężczyzna 20, 35 czy 50, przez całe życie dbają o niego kobiety, najpierw matka potem partnerka, dlatego on zawsze czuje się bezpieczniej u boku dbającej o niego kobiety. Nie jest przecież żadną tajemnicą, że my kobiety jesteśmy bardziej odpowiedzialne, rozsądne, poukładane, lepiej radzimy sobie z wszelkimi problemami oraz nawałem obowiązków, będąc jednocześnie matką i żoną.

Na drobne kłamstewka naszych panów możemy ewentualnie przymknąć oko, dopóki są naprawdę niewinne, nic nie znaczące i nie zburzą spokoje w naszym związku (o ile w ogóle można powiedzieć w ten sposób o mówieniu nieprawdy). Co zrobić jednak, gdy zwykłe niedopowiedzenia przeradzają się w prawdziwe kłamstwa mogące nieść za sobą poważne konsekwencje...? Takich na pewno nie możemy ignorować... Co należy uczynić, kiedy facet informuje nas o np: wyjeździe służbowym, a przypadkiem dowiadujemy się o jego obecności w tym czasie gdzieś zupełnie indziej? Odpuszczanie małych grzeszków może powodować popełnianie większych, dlatego WYCIĄGAJMY KONSEKWENCJE a przede wszystkim ODPOWIEDNIE WNIOSKI na przyszłość...

Życie składa się z drobiazgów i to one są bardzo ważne w dniu codziennym. Już kilka może spowodować duży konflikt, dlatego nie lekceważmy ich, bo zawsze wszystko zaczyna się od drobiazgów.

Martyna (27 lat)
"Najczęstsze kłamstwa facetów? O tym powinnam napisać książkę, a nie wypowiedź do krótkiego artykułu... Nigdy nie popełniajcie mojego błędu i nie ignorujcie faktu, że Wasz mężczyzna mija się z prawdą. Nawet, jeśli chodzi o bzdurę... Zaczyna się od małych kłamstewek, a kończy oszustwami nie do przyjęcia, bo zaczynają sobie wyobrażać, że jeśli nikt nie wyciąga konsekwencji, to mogą czuć się bezkarni. NIE POZWALAJCIE NA TO"!!! U mnie zaczęło się wbrew pozorom niewinnie. Mój były partner namiętnie grał w Totolotka. Pewnie co druga Pani czytająca to co teraz pisze uśmiechnie się pod nosem z myślą co w tym takiego strasznego... Otóż nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że z czasem zaczął wydawać na tą "przyjemność" krocie... Pieniądze przeznaczone dla dzieci, na szkołę, na jedzenie, utrzymanie. Dowiedziałam się o tym za późno... Przez kilka miesięcy wypłacając pieniądze z konta zastanawiałam się co się stało z odkładanymi lata pieniędzmi. "Kochanie musiałem oddać auto do mechanika, coś z silnikiem". Czy ja znam się na autach? Zepsuł się, to trzeba zapłacić za naprawę. Następnym razem, kiedy zapytałam, czy nie wypłacał kolejnej sumy stwierdził, że musiał pożyczyć teściowej. Ja jeszcze jak głupia ucieszyłam się, że pomaga matce... Gdyby nie zbieg okoliczności pewnie nie wiedziałabym nic do dzisiejszego dnia. Filmowa scena- żona szykując rzeczy do prania znajduje w kieszeniach spodni coś pogrążającego jej partnera... Ja znalazłam kupony za tysiące złotych... A nie miałam za co ubrać dzieci do szkoły... Okłamywał miesiącami nie tylko mnie, ale własne dzieci. Nie zastanawiałam się ani chwili. Teraz wiem, że mimo szczerej miłości nie należy wierzyć we wszystko ślepo... Przede wszystkim rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa... Złoty środek na wszystko...

Ania (24 lata)
"Mój Dominik często ściemnia. Najlepsze jest to, iż zdaje się być pewnym, że ja o tym nie wiem. Nawet nie wie jak grubo się myli. Ostatnio bardzo późno wracał do domu. Tłumaczy się pracą, obowiązkami. Któregoś dnia zupełnym przypadkiem okazało się jednak, że to nie praca tak pochłania jego czas. Przesiaduje wieczorami z kumplami w pubie zostawiając mnie samą. Jak napotkam dobrą okazję dam mu do zrozumienia, że wiem o wszystkim. Ciekawa jestem co powie. To niby niegroźne "piwko z kolegami" ale niech nauczy się szczerości. Przecież nie zamknę go w domu jeśli powie prawdę. Jeśli chodzi o inne kłamstwa nie jest to nic, co powinno wzbudzać niepokój, raczej drobnostki typu, że wydał w tym miesiącu na papierosy i benzynę mniej, niż naprawdę... Co nie zmienia faktu, że na dłuższą metę nawet takie niegroźne kłamstewka są irytujące. Czuję się tak, jakby On nie miał do mnie zaufania i jakby nie umiał przewidzieć mojej reakcji na słowa, które od niego usłyszę. Ale czy dlatego kłamie... Nie wiem. Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Może faceci po prostu tak mają...

Sytuacja, która spotkała Panią Martynę daje nam szansę nauki bez konieczności popełniania błędów... Bo w końcu lepiej wyciągać wnioski z pomyłek innych, niż własnych... Brutalne, ale takie jest życie. Nie każdą z nas może spotkać tak skrajny przypadek. Może u większości wygląda to tak, jak u Pani Ani, czyli na oko niegroźnie, w obu przypadkach pamiętajmy jednak o tym, aby reagować odpowiednio na kłamstewka naszych Panów zanim przerodzą się w coś co może nas naprawdę skrzywdzić.

Aż chce się powiedzieć:
Idealny mąż nie pije, nie pali, nie uprawia hazardu i nie istnieje...

Jednak warto, aby Panowie chociaż próbowali oraz nas bardziej szanowali. Kwiaty, czekoladki, prezenty, którymi potem w formie przeprosin obdarowują nas, abyśmy im wybaczyły, czasem pomagają a czasem nie. Wszystko zależy od kalibru ich winy i częstotliwości kłamstw. W pewnym momencie już to nie wystarcza a i słowo przepraszam wypowiedziane po raz setny, nie ma żadnej wartości...
Czytaj więcej...

Zazdrosny facet. Jak z nim żyć? Czy taki związek ma sens?

Drodzy panowie! Który z Was jest zazdrosny o swoją partnerkę? Cisza?...
Aha, mam Was! Większość facetów jest zazdrosna o swoją kobietę tylko on nie chcę się do tego przyznać! ;)

Zazdrości może nie być, może być niezauważalna albo przesadna. Brak zazdrości w związku może też być problemem. Pomaga ona budować więź i zbliżyć partnerów do siebie. Jednak kiedy zaczyna być jej za dużo - oznacza to dwie rzeczy: jest ku temu powód, bo partner/partnerka nas zdradza bądź staje to się "chorobą".

Skąd bierze się zazdrość u facetów? Dlaczego mężczyźni są o nas zazdrośni? I kiedy zazdrość staje się chorobliwa? Pomogę Wam odpowiedzieć na te nurtujące pytania...

Ciężko jest nam rozgryźć facetów. Dlaczego? Bo lubią skrywać swoje uczucia, nie potrafią o nich mówić, a co dopiero powiedzieć nam wprost, że są zazdrośni. Jak dobrze wiemy mężczyźni się do zazdrości nie przyznają i starają się jej nie okazywać. Swoje najgłębsze żale i rozterki zachowują dla siebie, a my możemy tylko domyślać się o co im chodzi. Nie potrafią się przyznać, że są o nas zazdrośni, ale nienawidzą kiedy rozpływamy się nad zdjęciem znanego aktora. Więc o co im chodzi, zastanawiamy się.

Teoretycznie faceci mają mnóstwo powodów aby być o nas zazdrośni. Czasem są to bardzo oczywiste motywy, innym razem to skrajne przypadki, których nie jesteśmy w stanie wyjaśnić. Powodów możemy dać im wiele: lubimy flirtować, ładnie się ubierać, odkrywać swoje wdzięki, bo jesteśmy kobietami i taka nasza natura. Jednak w pewnym momencie naszą nieświadomość może zaburzyć nasza druga połówka. Dlaczego? Faceci nie lubią konkurencji! Więc kiedy przy naszym boku kręci się przystojny, opalony brunet - nasz mężczyzna rusza do ataku. Okazane nam zainteresowanie ze strony innego mężczyzny to powód do kłótni z naszym partnerem i prawdopodobnie ciche dni…Ale czy my musimy to zainteresowanie odwzajemniać? Często jest to jednostronne, jednak nasz partner i tak wyczuwa zagrożenie i uważa, że jesteśmy winne takiej sytuacji, bo skoro inny mężczyzna nas adoruje to musiałyśmy dać mu ku temu powód! Bzdura! Wiążąc się z kimś, nie przestajemy być kobietą, nie przestajemy dbać o siebie, swój wygląd, nadal chcemy być atrakcyjne i czuć się dobrze, czuć się piękne nawet dla samej siebie. Przecież związek nie oznacza zaprzestania bycia kobiecą i sexowną, dlatego będąc w związku nadal możemy podobać się również innym mężczyznom, co jest miłym uczuciem dla każdej kobiety, ale na tym koniec, nic więcej się nie dzieje. My o tym wiemy, ale czy nasz partner też? Tu właśnie pojawia się problem.

Jak rozpoznać kiedy znajdziemy się w toksycznym związku? Ciągłe awantury, kłótnie, wypominanie to już jest wstęp do końca związku. Nadgorliwy samiec widzi w każdej sytuacji zagrożenie. Wszyscy mężczyźni zbliżający się do jego partnerki bliżej niż na 3 metry są traktowani jak wrogowie, którzy czym prędzej muszą być wyeliminowani. Z czasem chorobliwie zazdrosny mężczyzna zabroni nam opuszczać jego terytorium bez jego towarzystwa i będzie skutecznie próbował zamknąć nas w złotej klatce.. W takiej sytuacji należy jak najszybciej zakończyć ten "związek"!

Do pewnego stopnia zazdrość jest zdrowa dla związku. Oznacza ona, że komuś na kimś naprawdę zależy. Jednak pamiętajmy, że są pewne granice, których nie należy przekraczać - ani my, ani nasi partnerzy. Szanujmy siebie i ich! Każda ze stron w związku potrzebuje przestrzeni, swobody, nie może czuć się przytłoczona drugą osobą lub wręcz "dusić się z braku powietrza". Pamiętajmy, że jesteśmy wartościowymi kobietami, które zasługują na prawdziwą miłość bez skaz a przynajmniej warto do takiej dążyć, szukać a potem o nią dbać i pielęgnować.

A jakie wy macie spostrzeżenia na ten temat?
Spotkałyście się z zazdrością w związku?
Jak rozwiązać problem przesadnej zazdrości, czy istnieje takie rozwiązanie?
Czytaj więcej...

Dżentelmen - co to znaczy? Czy to już wymarły gatunek?

Dżentelmen...Kiedyś tym zaszczytnym mianem określano mężczyzn z tzw. "dobrych domów", bądź z pochodzeniem szlacheckim...Cóż znaczy to dziś? Co myślimy słysząc słowo "dżentelmen"? Czy w czasach feminizmu, równouprawnienia i ogólnej znieczulicy można nim jeszcze być? Czy w czasach gdy uwydatnia się podziałka na metro i macho jest miejsce dla mężczyzny z zasadami, staromodnego i staroświeckiego?

Może niektóre kobiety przyczyniły się do tego, że mężczyźni wobec nich coraz rzadziej zachowują się jak dżentelmeni, a może już wychowując małe dzieci coraz rzadziej zwraca się uwagę na to, żeby małego chłopca wychować na młodego dżentelmena. Prawdopodobnie z tych przyczyn gatunek, o którym mowa uznać możemy za wymierający, wymagający ochrony ścisłej :)

Tak jak wśród mężczyzn coraz rzadziej można spotkać dżentelmenów, tak wśród kobiet chyba coraz rzadziej można spotkać prawdziwe damy, kobiety z klasą. Na szczęście wyjątki się zdarzają.

Pomyślmy jednak, czy cechy determinujące u mężczyzn bycie, bądź nie bycie dżentelmenem ograniczają się jedynie do ich stosunku do płci pięknej? Tak nam się wydaje, aczkolwiek nie jest to jedyna kwestia. Zwróćmy uwagę na aspekt wychowania, honoru i szacunku dla innych, co również jest bardzo istotne. Weźmy na ten przykład ustępowanie miejsc w środkach komunikacji starszym osobom, paniom w ciąży, zatrzymanie się na ulicy przy obcej osobie potrzebującej pomocy. Rzadko kogo stać na pozornie proste zwyczajne gesty...

Odnośnie tego artykułu przypomniałam sobie może zabawną, może wzbudzającą refleksję sytuację. Kilka dni temu szłam do mieszkania obładowana torbami większymi ode mnie. Tuz przed wejściem na klatkę schodową pędem błyskawicy minął mnie jakiś chłopak, na oko 11/12 lat. Uprzejmie się przywitał, wbiegł przede mną po schodach, aby uchylić drzwi, zabrał ode mnie torby, pomógł mi wnieść je na 2 piętro i z uśmiechem na buźce się pożegnał :) Zrobił to w tak miły, naturalny sposób, że zaczęłam zastanawiać się, ile osób wychowujących dzieci kładzie nacisk na uwydatnianie tego typu cech i zachowań... Jeśli po drodze nie zaleje Go wodospad wszechobecnego prostactwa i chamstwa, można mieć nadzieję, że chłopiec ten wyrośnie na wspaniałego mężczyznę, prawdziwego dżentelmena, bo w taki sposób został wychowany.

Dżentelmen kojarzy mi się z eleganckim Panem, szykownym, dbającym o pozytywny wizerunek nie tylko zachowaniem, ale też wizualnością, mającym świadomość tego którym widelcem zjeść krewetkę, a którym kawior :) Z której lampki sączyć wino, z której wodę, ale pewnie dużą role w takiej wizji grają stereotypy.

Wracając na ziemię... Wychodząc na ulicę, obserwując otaczających nas mężczyzn i ich zachowania doszłam do przykrych wniosków... Młode pokolenie zatraca pewne moim zdaniem nienaruszalne wartości odnoszące się do kultury osobistej, uprzejmości i przyzwoitości, co trudno jest przyswoić z dnia na dzień...

Ja mam w domu swojego osobistego dżentelmena :) W każdej sytuacji mogę liczyć na Jego bezinteresowną pomoc. Pomijam kwestie, które my - Panie tak lubimy, jak przepuszczanie w przejściach, otwieranie przed kobietą drzwi samochodu. Może miałam szczęście, a może jest wśród nas szersza grupa dżentelmenów, których po prostu nie zauważamy, albo na których drodze nie miałyśmy okazji stanąć.

Czytaj więcej...

Facet pantoflarz. Nuda czy gwarancja na długi udany związek?

Według badań 90 proc facetów postępuje tak, jak sobie tego życzą ich partnerki. 75 proc. uważa, że robią to, co sami chcą... Coś się tu chyba wyklucza. Daję głowę, iż zdecydowana większość Was Panie miała choć raz do czynienia z pantoflarzem, czy to w roli partnera życiowego, czy też z obserwacji :)

W encyklopedii definicja słowa "Pantoflarz" powinna brzmieć "Nuda, nuda, nuda..." Czegóż podniecającego, zaskakującego, fascynującego możemy spodziewać się bowiem, po mężczyźnie (!?), który nie ma na żaden temat własnego zdania, którego każda reakcja jest do przewidzenia, ponieważ polega tylko na przytakiwaniu? Kobiety to podobno płeć słabsza, potrzebująca oparcia, poczucia stabilizacji i bezpieczeństwa. Czy to wszystko zapewni nam ktoś, komu wygodniej jest pozostawać w naszym tle? To ja z pantoflarzem czułabym się jak mężczyzna w związku, a nie na tym Panie nam chyba zależy :) Hmm…Nad uczuciami nie panujemy, trafiając więc na przypadek pantoflarza możemy spróbować Go sobie wychować, tylko jak „nakłonić” kogokolwiek, do zdrowej stanowczości. Poza tym powiedzmy sobie, że duża część tych Panów, to nie ci, którzy zagłaskują kota na śmierć, ale ci, którzy znaleźli sobie sposób na łatwe życie, ucieczkę od odpowiedzialności, problemów i sporów przy dokonywaniu wyborów. Można by stwierdzić, że to dobry sposób na utrzymanie długiego związku, ale partnerstwo, to partnerstwo, a nie wychowywanie dorosłego dziecka. Czy mylę się mówiąc, iż kobieta pragnie być adorowana, zadziwiana i zaskakiwana? A czym zaskoczy nas "pantoflarz"? Może tym, że powie: "Dobrze Skarbie", zamiast "Oczywiście Kochanie". Związek z tego typu mężczyzną nie jest gwarantem długiego związku, bo nie daje tego, czego podświadomie oczekujemy: elementu zaskoczenia. Kto zainteresuje Was bardziej? Silny, pewny siebie mężczyzna nie pozwalający sobą dyrygować, przynoszący niespodziewanie śniadanie do łóżka, kwiaty, przygotowując Wam po pracy gorącą kąpiel, czy facet, który bezustannie pyta: "Na pewno nie chcesz świeżych bułeczek, tylko chleb?" "A może jednak wolisz białe róże?" "Na pewno woda nie jest za gorąca?"

Iza J. (32 lata)
"Oczywiście, że pojedziemy dziś do kina", "Wolisz góry, dobrze, zaraz odwołam rezerwację nad morzem". Kilka razy dziennie pytania, czy na pewno wole herbatę, czy kawę, mimo, że nigdy nie pijam kawy... Pozornie to nic takiego, hmm... można by rzec bajka. Zawsze pysznie ugotowane, posprzątane, czego nigdy od Niego nie wymagałam. Wchodzę po pracy do pięknie ogarniętego mieszkania, z obiadem na stole. Marzenie prawda? Może i macie rację, bo cierpimy na deficyt zaradnych mężczyzn, ale kiedy rodziły się poważne problemy zostawałam sama jak palec. Zaczynając od bzdury typu malowanie mieszkania. Pytam K. o kolor jaki chciałby na ścianie w odpowiedzi oczywiście słyszę, że mam wybrać sama na pewno będzie przepięknie... Nie miałam potrzeby podświadomej manipulacji K. tak jak to niektóre Panie mają w zwyczaju, aby mieć decydujące zdanie w związku i pokazać mężczyźnie, że nie może sobie pozwalać na zbyt wiele... Co więcej na wszelkie sposoby próbowałam wykrzesać z Niego choć odrobinę asertywności i męskości... Nie potrafił mnie niczym zaskoczyć, każdy dzień z Nim podobny był do poprzedniego, nie potrafił być stanowczym w żadnej kwestii, zaczynając od bzdur, kończąc na poważnych życiowych sprawach dotyczących np. Ślubu. Zawsze pozostawał "poza" albo wybierał rozwiązania, których myślał, iż oczekuję. Nigdy nie był w stanie się postawić... Nie muszę dodawać, że związek ten należy w tej chwili do zamierzchłej przeszłości, do której niechętnie wracam myślami.

Jola M. (24 lata)
Z idealnym facetem jest jak z dobrze przyrządzonym kurczakiem - idealnie dobrane pikantne, przyprawy, przypieczona skórka, delikatne mięso- nie przysporzą Cię o niestrawność, ale dadzą gwarancję smakowego orgazmu. Kierując się tą metaforą Pantoflarza porównać można go do nieprzyprawionego, niedogotowanego udka upichconego na parze, który owszem zapełni Ci żołądek, ale cóż po tak bezdoznaniowym posiłku?! Kubki smakowe prędzej, czy później popełnią samobójstwo, a my zmuszone do skoku w bok, zaserwujemy sobie pikantny kebab w nocnym barze. Dążymy przecież do intensywności. Bo która z nas chciałaby mieć w domu biegające po kuchni, łazience i sypialni (!!!) jałowe kurczę w fartuchu?

Jak w każdej innej sprawie, tak i w sprawach związków z pantoflarzami nie należy generalizować. Może są gdzieś wśród nas nieliczne przypadki kobiet, którym życie w związku, gdzie nie ma o czym podyskutować, gdzie tylko one skazane są na podejmowanie wszelkich decyzji odpowiada. Ale wedle mnie, jak i myślę większości kobiet ciężko wyobrazić sobie długi, szczęśliwy związek z pantoflarzem.

Jeśli macie na ten temat inne zdanie, albo najdzie Was ochota na podyskutowanie na ten temat zapraszam do komentarzy, gdzie można swobodnie zająć swoje stanowisko :)

 

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS