Menu
logo tjk main

Kobiety, które nie potrzebują mężczyzn

Świat w ostatnim czasie trochę stanął na głowie. Mężczyźni jakby zniewieścieli, kobiety zrobiły się bardziej męskie.

Kobiety i mężczyźni w wielu kwestiach pozamieniali się rolami. Zacierają się podziały, między męskim, a kobiecym życiem. Coraz częściej zaczyna pojawiać się pytanie: Czy kobiety potrzebują mężczyzn?

W dzisiejszych czasach, spotykamy całe tłumy pięknych, wykształconych, dobrze zarabiających kobiet, które dumnie nazywają siebie wolnymi, nie potrzebującymi mężczyzn Singielkami. Czas dzielą między pracą, SPA, spędzaniem czasu z przyjaciółkami oraz seksem z poznanymi w delegacji czy na imprezie mężczyznami. Są w końcu wolne, mają do tego prawo.

Nawet kiedy u Singielki zaczyna dochodzić do głosu instynkt macierzyński i decyduje się na dziecko, traktuje ona mężczyznę tylko i wyłącznie jako dawcę nasienia lub poddaje się zabiegowi in vitro. Mężczyzna jest „przedmiotem” (tak, dla takiej kobiety tylko przedmiotem) zupełnie zbędnym.

„Mam wszystko. Mężczyzna przeszkadzałby mi tylko w życiu, ograniczałby mnie. Do zaspokojenia potrzeb fizycznych, zawsze ktoś się znajdzie, nie muszę do tego się wiązać.” - Arletta, 32l.

„Dzisiejsze kobiety, w dużym stopniu mnie odstraszają. To tacy faceci w kieckach. Fajnie, że są zaradne, mają dobre prace itd. Tylko, że ja chciałbym mieć w domu, ciepłą, troskliwą kobietę, której będę w wielu sprawach potrzebny.” - Krystian, 27l.

Kolejną grupą, zdawałoby się niepotrzebującą mężczyzn, są aktywne, walczące feministki. Te Panie, nie wiedząc dlaczego, nie tylko mężczyzn nie potrzebują, a wręcz ich nienawidzą i to w zasadzie, głównie za to, że chodzą po ziemi. Feministki, chcą zająć miejsca mężczyzn w każdej sferze życia, chcą ich niemalże zupełnie wyeliminować. Słuchając czasem wypowiedzi zagorzałych feministek, przypomina mi się tekst, z kultowego już filmu „ Seksmisja”: „Liga broni, Liga radzi, Liga nigdy cię nie zdradzi!”. Uważam jednak, że te Panie bardziej niż mężczyzn, nienawidzą kobiet, które chciały prowadzić szczęśliwe życie u boku kochającego mężczyzny i im się to udało.

„Kiedyś byłam aktywną feministką. Do czasu, aż poznałam mojego męża. Miłość bardzo defeminizuje i dobrze. Dzięki temu jestem kobietą, a nie babo-chłopem” - Grażyna, 43l.

Współczesne kobiety, z jakiegoś powodu, na siłę chcą zapominać o podziale płci, o swojej kobiecości. Ktoś mądrze powiedział, że: „Na Wenus wstęp miały tylko kobiety, na Marsa - mężczyźni. Spotkali się na Ziemi. Później kobiety podbiły Marsa. Gdzie mają wrócić?”. No właśnie, czy nie czas jednak wracać na Ziemię, miejsce spotkania z mężczyznami?

My Kobiety, osiągnęłyśmy taką pozycję, dzięki której bycie w związku, nie oznacza podporządkowania się partnerowi, bo to nie daje poczucia bezpieczeństwa, a jedynie wzbudza strach. Warto na powrót odnaleźć w sobie kobiecość, tą zdrową kobiecość, wypełnioną subtelnością, delikatnością, słabościami. Kobiecość, która nie jest bezsilnością, a jedynie czasem potrzebą wsparcia się na czyimś ramieniu, czasem potrzebą wypłakania się w czyjąś koszulę. Czy tego chcemy czy nie, czy za wszelką cenę to wypieramy, czy nie, w naturze kobiety, głęboko zakorzeniona jest potrzeba umiejscowienia siebie w związku. W dobrym, zdrowym związku. A dobry związek, to taki, który oparty jest na partnerstwie i równości, ale uwzględniający również wzajemne potrzeby, a co za tym idzie, odmienność płci.

Kobiety, które upierają się przy tym, że nie potrzebują mężczyzny, tak naprawdę tą potrzebę wypierają. Dzieje się to z jakiegoś powodu, najczęściej w związku z jakimiś niemiłymi doświadczeniami z płcią przeciwną, potrzebą udowodnienia czegoś sobie lub światu, zwykłą przekorą.

Kiedy jednak, te kobiety na chwilę przestaną „walczyć” ze swoją naturą, pozwolą dojść do głosu swojej kobiecości, zrozumieją, że mężczyzna jest im potrzebny. Zrozumieją, że potrzebują jego siły, ciepła, trzeźwego, racjonalnego myślenia, aż w końcu tego, by tak po prostu kochał je za nic, za to, że są.

Kasia Wełnic
Terapeutka, zwolenniczka harmonii między logiką a emocjami, zafascynowana wszechświatami równoległymi. :)
Czytaj więcej...

Andrzejki dla feministki

Ostatnio zauważyłam, że Andrzejki zaczęły szczęśliwie zmieniać swoją formułę. Z wróżb branych na bardzo poważnie - kiedy i czy wyjdę za mąż, pozostały tylko wspominki. Najpierw ewoluowały w dobrą zabawę i pełne śmiechu interpretacje tradycji by potem całkiem zejść na dalszy plan. Teraz Andrzejki to przede wszystkim ostatni dzień przed adwentem - trzeba się więc wybawić (jeśli ktoś nie bawi się w adwencie;)).

Co jednak jeśli jesteś zaproszona na imprezę Andrzejkową w starym stylu z wszelkimi zwyczajami i wróżbami mającymi na celu odsłonić świetlaną przyszłość opierającą się wyłącznie na tym, czy znajdziesz już w tym roku swoją drugą połówkę czy nie? A tymczasem nie w głowie Ci całkowicie szukanie męża, bo „mąż to ewentualnie może poszukać Ciebie i to na Twoich warunkach...”.
Oczywiście jest to wyimaginowany przypadek.

Aczkolwiek z przymrużeniem oka postanowiłam podpowiedzieć takiej kobietce, co powinna zabrać ze sobą na Andrzejkową imprezę z wróżbami.

Wróżba numer 1:
Ustawianie butów w kolejności....
Jeśli ustawiać buty to niech to będą DOBRE buty. Mam tutaj garść propozycji. Z pomocą przychodzą Aquazzura, Prada i LeeMcQueen.


Wróżba nr 2:
Przebijanie serc z imionami przyszłej drugiej połówki...
Jeśli przebijać to tylko stylowo. Do tego w sam raz nada się szpikulec do przytrzymywania koczka lub dobry grzebyczek. Wtedy niczym dziewczyna Jamesa Bonda poprzebijasz sobie cokolwiek tylko będziesz chciała;).


Wróżba nr 3:
Lanie wosku...
Miło by było mieć fajną zapachową świecę. Ale jeszcze fajniej dobry lakier na paznokciach - bo w końcu ten klucz trzeba jakoś trzymać ...


Co najlepsze, wszystkie te akcesoria możemy połączyć z każdą sukienką z każdego stylu. Z małą czarną, w kwiatki, kolorową lub ultra-sexy lub ultra-spokojną.


Jak się bawić to tylko dobrze ! :)
Czytaj więcej...

PRACA – istotą życia kobiety

9c2fe6cb8c357cf6d57c8926869c1003 XLNawiązując do roli pracy w życiu kobiet w XIX i XX wieku oraz okresu PRL- u, należy niniejszy tekst rozpocząć od przedstawienia najistotniejszego czynnika, który wpłynął na zmianę życia i powszechnego dostępu do różnych dziedzin pracy, a mianowicie powstania ruchu kobiet, rozwoju emancypacji w XIX wieku. Występują jednak pojedyncze stwierdzenia historyczne, iż to nie sam ruch oderwał kobietę od ogniska domowego, lecz rozwój stosunków wciągnął ją w prąd życia ogólnego.

Ewolucja ekonomiczna jaka nastąpiła w Królestwie Polskim w 1870 roku, zmusiła kobiety do zarobkowania. Rzucono się masowo na handel i rękodzieło, a zatem konieczne było przygotowanie do tych zawodów, rozszerzenie zakresu ich pracy, a co najistotniejsze zmiana krzywdzących ograniczeń prawnych. W okresie najsilniejszej fali feminizmu jaka przypadała na lata 1870-1900, duży wpływ na rozwój ruchu kobiecego mieli mężczyźni, którzy byli głównymi rzecznikami praw kobiet. To właśnie w „Przeglądzie Naukowym” ukazał się artykuł twórczości Adama Wiślickiego pt: „niezależność kobiety” w którym przedstawił radykalne żądania równouprawnienia kobiet w edukacji i pracy zawodowej.


Przemysł drobny w guberniach Królestwa Polskiego w XIX wieku, charakteryzował się przede wszystkim dużą ilością kobiet pracujących w domu na rachunek fabryk. Pozwalało to pogodzić obowiązki domowe i gospodarskie, a zarazem poszerzyć dochody rodziny. Przesilenie rolnicze, przyrost naturalny oraz ograniczone z wielu względów pole do pracy zawodowej, sprawiło iż nie tylko lud zaczął interesować się dodatkową pracą, również dla wielu wykształconych kobiet była to szansa na zwiększenie zarobków. Do przemysłu domowego niewątpliwie należało: tkactwo, szewstwo, bednarstwo i garncarstwo oraz inne specjalności w zależności od okolic. Ponadto istniały w ówczesnych czasach folwarki, które stanowiły zakłady gospodarcze w których miały odbywać szkolenia oraz kursy dla młodych panienek, które posiadłyby umiejętności w praktycznym zawodzie gospodarstwa kobiecego.

Poruszając w dalszym ciągu kwestie działalności kobiet, przeżywam literacką retrospekcję zagłębiając się w stronnice „Kobiety Współczesnej” – tygodnika publikowanego w okresie międzywojennym. Myślę, o odwadze aktywistek, ich niezłomnej wierze w swoją z pozoru delikatną siłę. Jeśli nawet trudno jest pokierować wyobraźnią tak dosadnie, uświadamiając sobie istotę radości jaką jest dla feministek uzyskanie praw, staję się widzem ówczesnych kilku chwil, kierując swoje oczy na setki kobiet, które zgodnie z konstytucją marcową, w roku 1921 uzyskały prawa polityczne. Nowe akty prawne poszerzyły grono nauczycielek, pojawiły się telefonistki, stenotypistki, a także pierwsze lekarki. Jeszcze przed wybuchem I wojny światowej szanse na pracę zyskują również kobiety zamężne. Bardziej pobłażliwie i przychylnie traktowane są zawody artystyczne takie jak pisarka, malarka czy poetka.


W okresie międzywojennym sytuacja społeczno – ekonomiczna polskich kobiet uległa przemianie. Informacje dochodzące z dwóch stron, mówiły o ograniczeniu kobiet jak i zwiększeniu swobody obyczajowej kobiet przez wstrząsy I wojny światowej. Można powiedzieć, że przeobrażenia po odzyskaniu niepodległości oraz recesji na płaszczyznach życia społecznego, zmuszały kobiety do zmiany roli społecznej w tym do podjęcia pracy. Rozluźnienie obyczajowe kobiet, które dawało kobiecie swobodę, większą samodzielność zaczęło uwidaczniać się w różnych miejscach rozrywki, widoczne to było zwłaszcza w miastach, wśród inteligencji. Kobiety mieszkające w skupiskach, posiadały większą autonomię niżeli kobiety zamieszkałe w wsiach i niewielkich miastach. Na wsi ciężka praca była czymś naturalnym. W przeciwieństwie do kobiet zatrudnionych w przemyśle, praca w gospodarstwie nie wpływała negatywnie na życie rodzinne. Przy wzmożonej aktywności zawodowej kobiet, z czasem okazało się, że niemożliwe jest pogodzenie obowiązków matki i żony z stanowiskiem pracy.

Pozycję Kobiet w społeczeństwie coraz częściej wyznaczała praca zawodowa. Nie można tu jednak mówić o ambicji kobiet, samorealizacji lecz najbliższą prawdą podjęcia pracy były potrzeby materialne. Aż do końca okresu międzywojennego środowisko robotnicze kobiet w Polsce wynikało z sytuacji ekonomicznej jaka ograniczyła miejsca pracy dla mężczyzn, a także z samego faktu, że kobiety łatwiej potrafiły dostosować się do danych sytuacji.


W wojennych latach kobiety zaczęły masowo pracować w fabrykach zastępujących mężczyzn obecnych na frontach, stanowiąc tańszą siłę robotniczą. Zwiększyła się ich rola w fabrykach zbrojeniowych, przemyśle chemicznym i maszynowym. Kobiety z odpowiednim wykształceniem często zastępowały również stanowiska typowe męskie w urzędach. W latach 1910- 1912 kobiety dopuszczono również do udziału w pracach paramilitarnych, gdzie jako członkinie żeńskich oddziałów strzeleckich przechodziły szkolenia wojskowe. Po wybuchu wojny, w Oddziale Wywiadowczym i Brygadzie Legionów służyło już aż 46 kobiet.

W latach trzydziestych dwudziestego wieku odsetek kobiet pracujących umysłowo stopniowo podnosił się. Większą rolę kobiet niżeli w sferze pracy fizycznej, odgrywało powojenne wzmocnienie stanowiska społecznego kobiet, a mianowicie zacieranie granic w zakresie wykształcenia między nimi a mężczyznami. Przede wszystkim pracowały nie tylko te kobiety, które musiały, ale również te które chciały. Tę pierwszą grupę stanowiły kobiety pracujące w przemyśle ciężkim i średnim, zaś drugą grupę reprezentowały zazwyczaj lekarki.


Ruch feministek
spotykał się z zarzutem odrywania kobiet od ogniska domowego, od powołania zasadniczej roli kobiety jako matki i żony. Jednak w odpowiedzi na cios płci męskiej, delegatki przypominały iż macierzyństwo jest naturalną rolą kobiety, dlatego poszerzając swoją wiedzę i umiejętności, w pierwszej kolejności czynią to z uwagi na przyszłość swoich dzieci. Filozof Hegel uważał, że jeśli państwo jest w rękach kobiety, znaczy, że znajduje się w niebezpieczeństwie. Opinie jednak były podzielone. Inni uważali kobietę za bliższą duchowi narodu, matkę, wychowawczynię wszystkich pokoleń, posiadającą instynkt ojczyzny. Wśród działaczek pojawiały się słowa krytyki dla kobiet, które nie lubiły polityki, dotyczyło to mianowicie niemożności w dochodzeniu swoich praw. Bez udziału w życiu politycznym, nie można mieć wpływu na decyzje państwa i narodu. Praca w sejmie budowała życie kobiet i stwarzała nowe szanse na likwidacje ograniczeń, dlatego 17 marca 1921 za sprawą konstytucji, siedmioro kobiet zasiada na stanowiskach w Sejmie i Senacie.

Okres Polski Ludowej w badaniach na temat historii kobiet jest swoistą luką, której szczeliny wypełnione zostały milczeniem według przeświadczeń feministycznych kręgów. W latach 1951 – 1989 realizowano politykę pełnego zatrudnienia, ze względu na mniejszą liczbę ludności oraz liczne zniszczenia po II wojnie światowej. Po 1945 roku, pojawiły się warunki sprzyjające aktywizacji kobiet. Presja konieczności pojęcia pracy miała taki sam charakter we wszystkich warstwach społecznych. Pojawiły się nowe zawody dla kobiet, dotychczas zarezerwowane wyłącznie dla mężczyzn. Była to między innymi praca jako „traktorzystka”, „murarka”, „hutniczka” czy „maszynistka pociągu”. Praca górnicza kobiet, nie była przymusem obecnego systemu politycznego, lecz jedynie szansą na lepiej płatną pracę niżeli ta na powierzchni. Przeciwnie, wydawać by się mogło, że kopalnia to ogrom ciężkiej pracy, przy dużym zaangażowaniu fizycznym, jednakże dla wielu kobiet stanowiła ona pracę o mniejszym wysiłku, gwarantującą wyższe położenie w hierarchii i przydziały żywności.


PRL przede wszystkim odciął kobiety od przedwojennej myśli emancypacyjnej pozbawiając je również politycznej sprawczości.
Wielu współczesnych autorów, zainteresowanych ową tematyką, nie chcąc pozostawiać „dziur”, nadal sięga do źródeł analizując, tworząc nowe argumenty wyjaśniające działanie polskiej polityki ludowej. Zatem rożnie tłumaczy się represyjny okres stalinizmu, być może pomimo mnogich zarzutów odsunięcia na bok działalności feministek, można doszukać się w tym okresie „pozornej” emancypacji, swoistej niezależności ekonomicznej i prestiżu społecznego dla kobiet. A typowe męskie zawody, które zaczęły wykonywać kobiety pozwoliły na awans w społecznej hierarchii i zwiększyły niezależność finansową, która miała przekładać się na stosunek kobiet do ich tradycyjnych ról w społeczeństwie.

Leopold Tyrmand w latach 50-dziesiątych pisząc o „traktorzystkach”, „murarkach” określał ową pracę jako zbrodnia kobiecości. Prezentujące się kobiety w kombinezonach, groteskowo nazywał babochłopami. Z czasem, rzeczywiście kobieta wykonująca męski zawód była symbolem wynaturzenia stalinizmu, który pogwałcił porządek.


Podsumowując, chciałabym uzmysłowić jak ważna jest rekonstrukcja dziejów, wydobywanie wspomnień z książek, czasopism, rozmów z innymi kobietami, które uczestniczyły w tworzącej się historii, która dziś budzi podziw, krytykę bądź zainteresowanie. Zebrana wiedza na temat pracy kobiet w poszczególnych okresach naszego kraju, ma przede wszystkim uświadomić nam samą istotę pracy, która przez wieki wcale nie była cykliczną ścieżką kariery, lecz ogromnym trudem by przyszłość ich dzieci i narodu wyglądała świetliście.

Życzę wszystkim Czytelnikom przyjemnego zamyślenia, które pozwoli Wam dostrzec jak wielką ewolucję przeszły kobiety w polskiej świadomości pracy.


Magdalena Sobczak

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS