Menu
logo tjk main

Poczuj się jak projektant mody!

Jak często wracacie z zakupów z pustymi rękami, bo wszystko, co było w sklepach, nie odpowiadało Waszym gustom? Jeżeli odpowiedź brzmi “zawsze”, “często”, “zdarza się” to mamy dla Was rewelacyjną propozycję!

Obecnie wiele sklepów, głównie internetowych, oferuje swoim klientom możliwość zaprojektowania butów i biżuterii samodzielnie. Oryginalne obuwie w ulubionych kolorach zamawiane przez Internet pomoże nam oszczędzić sporo czasu na zakupach. Może być to kłopot dla kogoś, kto uwielbia wszystko przymierzać, ale warto się przemóc przez wzgląd na możliwość posiadania butów jedynych w swoim rodzaju! Natomiast indywidualnie zaprojektowana biżuteria to rewelacyjny pomysł na prezent dla bliskiej osoby lub dla samej siebie z myślą o jakimś ważnym wydarzeniu.

Na czym polega projektowanie butów w Internecie? Początkowo było to zjawisko popularne wśród sklepów sportowych, które oferowały klientom stworzenie idealnego modelu w ulubionych kolorach. Obecnie możemy zaprojektować nie tylko obuwie do biegania, ale też szpilki, balerinki czy zimowe buty.

2
źródło: http://www.funindesign.pl/

Po wyborze upragnionego modelu, wybieramy na rysunku elementy buta i kolorujemy je w dowolny sposób. Wybór kolorów, tak jak i poprzedni etap projektowania, uzależniony jest od marki. Warto przejrzeć propozycje wszystkich możliwych sklepów, zanim zabierzemy się za tworzenie swojej wymarzonej pary szpilek lub tenisówek.

3
źródło: http://www.funindesign.pl/
 
4
źródło: http://www.funindesign.pl/
 
5
źródło: http://www.funindesign.pl/
 
6
źródło: http://www.loft37.pl/

7
źródło: http://www.loft37.pl/

8
źródło: http://www.loft37.pl/

Wadą butów zaprojektowanych przez siebie może być ich cena, ponieważ w przeciwieństwie do tańszych sieciówek kosztują one więcej - za szpilki zapłacimy ok. 400 zł, a za zimowe buty ok. 500 zł. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że są to zamówienia indywidualne i wyjątkowe, kwota wydaje się adekwatna do zakupu.

Co możemy jeszcze personalizować? Biżuterię! Moda na bransoletki z wygrawerowaną, ważną dla nas datą panuje już dosyć długo. Nic dziwnego! To bardzo dobry pomysł na prezent dla bliskiej osoby lub uwiecznienie ważnej chwili, a dodatkowo super dodatek do noszenia na co dzień.


9
źródło: http://www.lilou.pl/pl

10
źródło: http://www.lilou.pl/pl
 
11
źródło: http://www.lilou.pl/pl

Cena w przypadku spersonalizowanej biżuterii zależy od wielu czynników takich jak rodzaj sznurka oraz liczby zawieszek. Jeśli nie masz pomysłu na prezent dla bliskiej osoby z okazji urodzin lub innej ważnej daty, taka bransoletka lub naszyjnik to świetny pomysł!

12
Propozycje bransoletek firmy Lilou
źródło: https://www.facebook.com/bemylilou

13
Propozycje bransoletek firmy Lilou
źródło: https://www.facebook.com/bemylilou

14
Propozycje bransoletek firmy Lilou
źródło: https://www.facebook.com/bemylilou

Możemy personalizować również torebki. W tym przypadku możemy wybrać dowolne kolory lub grawer i zawieszki. Najniższa cena wyjątkowej torebki wynosi ok. 600 zł.

15

źródło: http://www.loft37.pl/

16
źródło: http://www.lilou.pl/pl

Przedstawione oferty marek pokazują, że moda może być zabawą, a samodzielne projektowanie dobrym rozwiązaniem, umożliwiającym stworzenie butów idealnych pod kątem swoich upodobań lub biżuterii, przywołującej na myśl ważne wydarzenie. Jeżeli nie widzimy w tym pomysłu dla siebie, możemy wykorzystać to przy okazji urodzin najbliższych - bon na oryginalne buty lub kolczyki z inicjałami będą niecodziennym prezentem od serca!

Aneta Dmochowska, 20l.
Czytaj więcej...

Kultura niska, kultura wysoka

  • Opublikowano w Magazyn

kultura1Od dawna zastanawiam się, kto decyduje o wartości wytworów kultury oraz kto lub co wyznacza trendy w sztuce i kieruje naszymi gustami. Dlaczego jedne utwory i prace trafiają do kanonu dzieł, a inne są skazywane na miano kiczu?

Już pisząc tytuł tego felietonu nasuwa mi się myśl, że niektóre określenia stosowane do opisu sztuki są oksymoronami. Bo czy kultura może być niska? Wydaje mi się, że albo coś należy do zbiorów kultury, albo nie i wtedy jest jedynie zwykłym rezultatem pracy człowieka, który niekoniecznie powinien nazywać samego siebie artystą. Odchodząc już od tych językowych rozważań nad samym pojęciem kultury i jego znaczeniem warto zastanowić się, dlaczego mówiąc o niej, powszechnie dzielimy ją na dwa rodzaje: tę wyższych lotów i niższą? Jak jeden rodzaj wpływa na drugi i co to wszystko oznacza dla nas, zwykłych odbiorczyń sztuki, które chcą po prostu napawać się jej pięknem i niespecjalnie są gotowe do zmiany swoich gustów?

 

Cały problem kręci się, moim skromnym zdaniem, wokół mainstreamu i wszystkiego, co stoi w opozycji do niego. Mainstream, czyli nurt reprezentowany przez większość artystów, odnosi się do czegoś, co w danym momencie jest powszechne i ogólnie spotykane, dostępne dla szerokiego grona odbiorców (głównie dzięki promowaniu w środkach masowego przekazu), a także zrozumiałe i akceptowane. Można zatem powiedzieć, że mainstream to cały zestaw trendów panujących w kulturze, powielanych przez szerokie grono twórców. Złośliwi stwierdziliby, że to po prostu papka, którą karmi się masę. Ja, delikatniej stwierdzę, że to zbiór wytycznych, którymi artyści kierują się, niekoniecznie po to, by wznieść się na estetyczne wyżyny, lecz w celu jak najlepszego sprzedania swoich uzewnętrznionych myśli. I w tym właśnie momencie pojawia się kwestia nieodłączna dla naszych czasów, czyli zysk. Nie odkryję Ameryki, pisząc, że inwestuje się w tych artystów (a później również promuje), którzy mogą przynieść duże zyski. Jak w takim razie wesprzeć rozwój indywidualizmu i kreatywnej twórczości? Szerokiej publiczności w końcu podoba się to, co jest przyjemne w odbiorze i łatwe do zrozumienia. Jednostki i instytucje posiadające odpowiednie środki finansowe, teoretycznie mogące wspomóc młodych alternatywnych artystów, liczą na zysk, a ten zostanie osiągnięty tylko w wyniku sukcesu sprzedaży. Sukces sprzedaży to sprzedaż masowa, a sprzedaż masowa to sprzedaż szerokiemu gronu odbiorców. Szerokie grono odbiorców lubi, jak już wcześniej wskazałam, to, co nie wymaga zbyt dużego wysiłku umysłowego. I tak koło się zamyka. Wniosek? Jeśli coś nie jest mainstreamowe ma o wiele mniejszą szansę na sukces. Idealnym potwierdzeniem tego może być fakt, że ustawodawcy w naszym kraju byli zmuszeni do wprowadzenia nowelizacji w kwestii radiofonii i telewizji. Dlaczego? Sytuacja polskiej sceny muzycznej w radiu była fatalna. Programy radiowe niechętnie emitują piosenki rodzimych wykonawców. Aktualnie jednak co najmniej 33% czasu emisji piosenek ma być przeznaczone na utwory polskojęzyczne. Tak więc, prawdą okazuje się przypuszczenie, że to, co nie osiągnęło i (według grona decydentów) nie osiągnie statusu hitu, jest z rynku wypierane. Chociaż należy wskazać, iż nie jest to regułą. Wiele z nas, mimo wszystko, czuje potrzebę obcowania z kulturą wyższych lotów czy z artystami mało popularnymi. Pragnę zaznaczyć, drogie Czytelniczki, że absolutnie nie neguję wszystkiego, co wpisuje się w aktualne trendy. Nie wyłączam radia, kiedy akurat jest w nim piosenka z gatunku disco polo czy pop, nie przenoszę się do innego pokoju, gdy domownicy oglądają kiczowatą amerykańską komedię. Ba! Słysząc kolejny melodyjny utwór, daję mu się porwać, a widząc czołówkę filmu, dołączam do współlokatorów. Jednocześnie jednak nie wstydzę się przyznać, że uwielbiam wręcz balet i operę. Te dwie formy sztuki potrafią przenieść mnie na wyższy poziom estetycznej i egzystencjalnej świadomości. Widok rosyjskiej primabaleriny perfekcyjnie wykańczającej każdą solówkę czy możliwość poszukania głębi w partii operowej śpiewaczki dają mi więcej radości niż można by to sobie wyobrazić. W życiu codziennym spotykam się niestety z brakiem zrozumienia. Znajomi, którzy kompletnie nie trawią baletu, żartują, że uwielbiam oglądać śmiesznych facetów w rajtuzach. Pasjonaci opery z kolei wytykają mi, że teoretycznie interesują mnie prawdziwie cenione dzieła, ale jednocześnie oglądam tandetne, kompletnie bezwartościowe seriale. I jak tu znaleźć równowagę? Moja odpowiedź brzmi: robić to, co uważa się za słuszne i nie przejmować się opinią innych. Ile razy w końcu mogę tłumaczyć każdemu dlaczego oglądam/ słucham/czytam akurat to, a nie coś innego? Nie znajduję powodu do wstydu w tym, że chcę, aby kino nie tylko zmuszało mnie do moralno-egzystencjalno-filozoficznych rozmyślań, ale również było źródłem najprostszej rozrywki i relaksu. Czasami, po dniu wytężonej pracy umysłowej, mam zwyczajnie ochotę obejrzeć łzawą komedię romantyczną i w aurze kompletnego rozluźnienia zakończyć wieczór.

 

kultura2Dopiero teraz zdaję sobie sprawę z tego, że chyba po prostu lubię zachowywać równowagę raz poświęcając swoją uwagę bardziej skomplikowanym dziełom, a raz zatracając się w rozrywce, jaką daje mi kicz. I muszę dodać, że doceniam funkcje ich obu.

 

Wychodząc z założenia, że czytelnik sam powinien decydować, co mu się podoba, a także odkładając na bok wszelkie moje sympatie i uprzedzenia, w kulturalnym dziale magazynu To ja kobieta postaram się znaleźć złoty środek i dostarczyć Państwu informacji na temat sztuki w szerokim kontekście. Znajdą się tu nie tylko artykuły dotyczące dzieł wyższych lotów, ale także tych mainstreamowych. Obiektywnie będę opisywać wszelkie nowe zjawiska, ale również dobrze znane dzieła. A co najważniejsze właśnie Wam, Czytelniczki (a także, mam nadzieję, Czytelnicy) pozostawię ocenę wszystkiego, co dotyczy artystycznego świata. Bo kultura, niezależnie od tego, co mówią jej krytycy, ma taką wartość, jaką nada jej indywidualny odbiorca.

Czytaj więcej...

Co to jest lans?

Drogie Panie

Temat może wywołać różne reakcje, ale czy tego chcemy, czy nie... takie zjawisko funkcjonuje w naszym obecnym społeczeństwie, dlatego postanowiliśmy poruszyć go na naszym Portalu. Bez względu na to, czy jesteśmy jego zwolenniczkami czy też przeciwniczkami - temat istnieje. Nie udawajmy więc oburzenia czytając poniższy artykuł, bo zostały jedynie stwierdzone fakty a każda z Was ma do czynienia z czymś takim w swoim środowisku, bez względu na to, czy je tolerujemy, czy też nie...

Wyzwanie podjęła nasza Portalowiczka Agata – studentka, opisując swoje spostrzeżenia i odczucia a my bardzo chętnie usłyszymy co Wy o tym sądzicie. Zapraszamy do dyskusji.

Wbrew pozorom pojęcie trudne i bardzo obszerne. Co ja przez to rozumiem?
Hmmm... Przeczytajcie dalej, a poznacie moje zdanie i opinie na ten temat.

Dla mnie to zjawisko można interpretować na dwa typy zachowań.

Jak powszechnie wiadomo istnieją w Poznaniu miejsca (z resztą nie tylko w Poznaniu), które są przeznaczone dla różnych klas społecznych, różnych środowisk społecznościowych, ogólnie dla różnego rodzaju ludzi. Patrząc bliżej na nasz poznański Stary Rynek nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to miejsce należy właśnie do jednych z takich miejscówek. Coraz więcej młodych dziewczyn decyduje się na przechadzkę po owym rynku, w celu "wyhaczenia" potencjalnego osobnika na jej przyszłego sponsora czy 'Pana do towarzystwa'. Tak, niestety, takie zjawisko wśród polskiej młodzieży jest coraz bardziej popularne. Młode dziewczyny lansują się w ten sposób dzięki czemu dostają to co chcą. Nie da się ukryć, że są dziewczyny i 'dziewczyny'. Podział na takie 'Panie' niestety możemy obserwować coraz częściej wśród studentek.

Nikogo już nie razi widok dziewczyny przesadnie wydekoltowanej, z ostrym makijażem i mini która ledwo się zaczynając już kończy. Dziewczyny w ten sposób lansują się, chcą być zauważone, czasami nawet poprzez takie zachowanie dowartościowują się. Przykre to, ale wiele dziewczyn w ten sposób się nie szanuje. Są miejsca, puby, kluby do których chodzi się tylko w celu pokazania się, wylansowania. W takich miejscach właśnie młode dziewczyny znajdują swoich sponsorów, którzy to zabiorą je na zakupy, do fryzjera, do kosmetyczki... a wszystko po to, żeby się „pokazać”. Pomyślmy… przecież dziewczyna nie musi się oszpecać strojem i przesadnym makijażem, może zwrócić na siebie uwagę poprzez ładny, skromny strój i odpowiednie zachowanie. Niestety coraz więcej dziewczyn jednak wybiera sposób pokazywania jak największej ilości ciała, szukając przy tym facetów i pokazywania się, lansowania się gdzie tylko się da.

W moim drugim rozumieniu stwierdzenia lansować się, kryje się nieco 'łagodniejsza' idea tego zjawiska. W dobie internetu i różnego rodzaju komunikatorów każdy musi być ze wszystkim na bieżąco. Ciężko znaleźć już osoby, a zwłaszcza młode dziewczyny, które by nie posiadały konta na jakże popularnych portalach społecznościowych. Obserwując owe portale codziennie widzę jak płynie sobie życie u znajomych. I pomyśleć, że jeszcze z 5 lat temu, gdy takie portale nie były jeszcze rozpowszechnione, aby dowiedzieć się co u kogo słychać trzeba było zadzwonić ewentualnie napisać maila czy sms'a. Oczywiście nie ma nic złego w posiadaniu konta na takiej stronie i raz po raz dodanie jakiegoś zdjęcia. Ale tutaj nasuwa się pytanie, jakie to są zdjęcia?? Każdy już chyba zauważył, że w sieci można znaleźć wszystko. Dziewczyny lansują się przez internet, wstawiając codziennie po kilka czasami nawet kilkanaście zdjęć gdzie to one nie były, co robiły, z kim były no i oczywiście jak wyglądają. Zazwyczaj u takich osób zdjęcia te nie przedstawiają bajecznie kolorowych i rodzinnych obrazków. Coraz więcej dziewczyn decyduje się na wstawianie swoich roznegliżowanych zdjęć, aby się pokazać wszystkim, aby się wylansować. Zamiast jednego zdjęcia z wakacji wstawiają kilkadziesiąt, żeby czasami nikomu nic nie umknęło i każdy mógł je 'podziwiać'. Tak, słowo lans odnosi się także do takiego zjawiska internetowego.

Poza tym wiele osób także w dzisiejszych czasach chce się przypodobać znajomym, mieć to co oni, pokazać się światu. Dziewczyny chcą mieć wszystko co jest akurat na topie, bo to jest fajne, bo to jest lans. Wszystko co zobaczą w telewizji, w gazecie na bilboardzie musi być ich, bo dzięki temu pokażą się, zostaną zauważone, wylansują się na fajniejsze, bo one to mają, inne nie.

Gdy zapytałam moje koleżanki co dla nich znaczy słowo LANS, odpowiedziały:

(Magda, 23 lata, studentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Adama Mickiewicza)
"Według mnie lans jest chęcią pokazania siebie, swoich umiejętności, albo rzeczy materialnych, które posiadamy. Kiedyś słyszałam, że lans nie jest tym samym co szpanowanie, ponoć ma bardziej pozytywne znaczenie, ale nie zgadzam się z tym. W moim odczuciu są to równoważne pojęcia. Słowo "lans" kojarzy mi się negatywnie. Przywodzi mi na myśl slang młodzieżowy, w którym oznacza chwalenie się, popisywanie, bycie na czasie. Zjawisko lansu może i nie jest groźne, o ile nie przeradza się w obsesję.

Za przykład mogę podać jedną z moich koleżanek. Uparcie stara się przypodobać swoim koleżankom z pracy. Chce wyglądać tak jak one, a nawet mówić i robić to samo. Co chwila kupuje nowe ciuchy i gadżety, by przypodobać się reszcie swoich znajomych i im zaimponować. Nie pozwala nawet by koleżanki widziały ją dwa razy w tym samym stroju. Cięgle coś zmienia. Takie zjawisko zupełnie do mnie nie przemawia i nie rozumiem tego.
Wydaje mi się, że źródłem lansu jest środowisko, w którym przebywamy, co widać w powyższym przykładzie. Uparte dążenie do stawianych sobie ideałów może być groźne, ponieważ po drodze można zatracić samego siebie. Dlaczego każdy chce być taki jak inni? Po co dopasowywać się do reszty? Każdy ma swoje zalety i to właśnie z nich trzeba korzystać. Świat jest piękniejszy właśnie dzięki temu, że wszyscy różnimy się między sobą."

Nasza Portalowiczka, Agata Przybylska
(studentka, Poznań),
która rejestrując się na naszym portalu,
wygrała Profesjonalną Sesję Zdjęciową.

Zobacz pełną relację (09.07.2010)

(Danka, 20 lat, studentka położnictwa na Uniwersytecie Medycznym)
"W moim rozumieniu lans jest to chęć przypodobania się innym, poprzez zachowania, styl bycia i ubierania się, niecałkowicie zgodny z własnymi przekonaniami. Ludzie lansują się, aby "być na topie". Z lansem wiąże się podążanie za najnowszymi trendami mody. Ostatnio często spotykam ludzi, którzy bardzo chcą wyglądać jak modele pozujący w kolorowych czasopismach. Chcąc lansować się, często pomijają kwestie estetyczne, i wyglądają po prostu śmiesznie. Lansowanie wiąże się z dużymi kosztami, bo przecież jeżeli chcesz być cool, to musisz kupować oryginalne ciuchy, zegarki, perfumy...


Podsumowując:
W moim odczuciu słowo lans, czy też zjawisko lansowania się nie przemawia do mnie w sposób, który bym miała naśladować. Dla mnie priorytetem w życiu jest rodzina, ukochana osoba i rozwijanie się w kierunku moich zainteresowań i umiejętności. Jednak dla innych młodych dziewczyn chęć lansowania się, pokazywania i bycia zawsze numerem jeden przewyższa wszystko. Oczywiście są gusta i guściki i to co mi nie odpowiada, innym dziewczynom się podoba. Dlatego też każdy może posiadać opinię na ten temat, wyrazić ją, ale nikt nie może zabronić nikomu lansować się...


A Ty co o tym myślisz?

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS