Menu
logo tjk main

Piętnasty tydzień ciąży - ważny dla dziecka i dla mamy

Okres pomiędzy 15 a 20 tygodniem ciąży to ważny czas w przebiegu ciąży. Można wykonać w tym okresie m.in. przesiewowe badania prenatalne w kierunku wad genetycznych. Lekarze zalecają poddanie się wówczas specjalnym testom. Badania te nie wykryją występowania konkretnego zaburzenia u dziecka, jednak na ich podstawie będzie można określić ewentualne ryzyko jego wystąpienia. Lekarz prowadzący ciążę najczęściej sam powinien zalecić wykonanie takich testów, ale mamy mogą się także same o skierowanie na nie upomnieć.

Warto porozmawiać ze swoim ginekologiem, czy zaleca wykonanie dodatkowych badań, ponieważ wiele zależy od wieku kobiety. Gdy jest ona w okresie pomiędzy 30 a 40 rokiem życia, a ciąża jest pierwsza, to może istnieć mniejsze lub większe ryzyko różnych nieprawidłowości, które też w ogóle nie muszą się zdarzyć. Dlatego wskazane jest to sprawdzić na jak najszybszym możliwym etapie. Piętnasty tydzień ciąży jest do rozpoczęcia testów prenatalnych najlepszym momentem.

Rozwój dziecka w piętnastym tygodniu ciąży
W okolicy 15 tygodnia ciąży rozwijające się w łonie matki maleństwo waży około 70 gram i ma 12 cm długości. Skóra dziecka jest w tym okresie bardzo jasna i cienka. Widoczne są pod nią pojedyncze naczynia krwionośne. W 15 tygodniu ciąży kształtuje się wzorzec owłosienia, który będzie towarzyszył dziecku przez całe życie. Stopniowo na ciele płodu pojawia się delikatny meszek, który wkrótce pokryje całe jego ciało.

Maluszek w piętnastym tygodniu ciąży zaczyna się intensywnie ruszać. Jeśli jest sam, ma jeszcze sporo miejsca. W przypadku, jeśli mamy do czynienia z ciążą mnogą, maluchy często wykonują ruchy, np. małe kopniaki względem siebie. Niektóre badania wykazały, że wcześniej zaczynają ruszać się dziewczynki. To one są bardziej aktywne i jeśli są w towarzystwie chłopca, to one bardziej kopią i przepychają się w obrębie matczynej macicy. Ruchliwość maluszka lub kilku maluchów w 15 tygodniu, którą mama zaczyna coraz mocniej odczuwać od tego momentu, powinna tylko cieszyć, bowiem ich aktywność jest dla nich bardzo korzystna. Ma ona pozytywny wpływ na tempo rozwoju maleństwa lub kilku, jeśli jest to ciąża mnoga.

Mama w 15 tygodniu ciąży
O ile pierwszy trymestr mógł dostarczać mamie sporych niespodzianek związanych z występowaniem wymiotów, nudności czy zawrotów głowy, o tyle od piętnastego tygodnia zaczynają puchnąć stopy i dłonie, a brzuszek z ruszającym się już w tym okresie dzieckiem jest coraz większy. Organizm mamy zaczyna teraz często zatrzymywać wodę, a przez to powstają obrzęki. Można jednak sobie poradzić z tymi nowymi ciążowymi objawami. Lekarz podczas okresowej wizyty zaleci w tym czasie spędzanie większej ilości czasu na świeżym powietrzu i umiarkowanej długości spacerach. Wskazane jest pływanie w basenie. Podczas odpoczynku w domu zaś m.in. drzemki z uniesionymi nogami. Podczas snu dobrze jest się układać na lewym boku, gdyż taka pozycja usprawnia przepływ krwi.

Kalendarz ciąży - dla orientacji, spokoju i na pamiątkę
Jedną z podstaw dobrego samopoczucia mamy w czasie ciąży jest jej wiedza o tym, co zarówno z nią jak i z dzieckiem dzieje się w poszczególnych tygodniach i miesiącach. Dla własnej samokontroli i bezpieczeństwa warto więc, aby mama prowadziła kalendarz ciąży. To, jak bardzo będzie rozbudowany, zależy już tylko od niej.

Poza danymi medycznymi, które pochodzić będą z wizyt u lekarza prowadzącego, mama może też notować m.in. przyrost wagi swojej i dziecka. Ważne mogą się okazać zapiski dotyczące ilości snu w ciągu doby czy aktywności ruchowych, a także notatki dotyczące kontrolowania wysokości ciśnienia tętniczego. Może wpisać sobie do grafiku wizyty w szkole rodzenia, a nawet zaplanować dietę uwzględniającą najlepsze składniki pokarmowe potrzebne dla zdrowia nienarodzonego jeszcze dziecka na poszczególnych etapach ciąży. W osobistym grafiku ciążowym warto zaznaczyć przyjmowanie ważnych suplementów diety, takich jak kwas foliowy.

Kalendarz ciąży może się również okazać wspaniałą pamiątką. Ciąża to unikalny stan, który tworzy konglomerat nie tylko zwykłych rutynowych czynności, ale też ciąg niezapomnianych przeżyć. Niektórzy specjaliści w trosce o samopoczucie ciężarnej kobiety, zachęcają do notowania jej stanów psychicznych. Pamiętnik pisany w czasie ciąży, to sposób na zatrzymanie niezwykłych chwil, ale też swoista recepta na autoterapię w chwilach gorszego nastroju.
Czytaj więcej...

Mleko NAN - mleko po karmieniu piersią

Pokarm jak od mamy
Karmienie piersią jest najlepszym sposobem żywienia niemowlaka, ale z pewnych względów bywa ono niemożliwe. Niektóre kobiety mają problem z laktacją, więc ich dzieci muszą spożywać od urodzenia specjalne mleko modyfikowane. Na rynku obecnie nie brakuje tego typu pokarmów, które są sprzedawane zarówno w aptekach, jak i w supermarketach.

Od momentu narodzin
Przez pierwsze sześć miesięcy życia możemy karmić niemowlę pokarmem oznaczonym symbolem „1” - przypisanym do określonej grupy wiekowej. W tej kategorii niedawno na rynku polskim pojawiło się mleko w proszku NAN Pro 1 zawierające bakterie L.reuteri, takie jak w pokarmie od matki, a także wysokiej jakości białko OPTI PRO® oraz błonnik pomagający utrzymać równowagę jelitową. Przeznaczone jest dla zdrowych niemowląt, niemających problemów z ulewaniem. Według lekarzy pediatrów jest to jedno z najlepszych mlek dostępnych w powszechnej sprzedaży. Występuje także w odmianie dla niemowląt o podwyższonym ryzyku wystąpienia alergii jako: NAN Pro H.A. 1 z B.lactis. Jest ono idealnym pożywieniem dla dzieci, które są uczulone na mleko krowie. Zostało opracowane tak, żeby dostarczać organizmowi dziecka niezbędne składniki odżywcze takie, jak: białka, węglowodany, tłuszcze, witaminy i minerały.

W rytmie pierwszych kroków
Dziecko kończące pół roku zaczyna dostawać pokarm oznaczony symbolem „2”. NAN Pro 2 z nową formułą to doskonała propozycja w tym przedziale wiekowym. Zawiera aktywne kultury bakterii L.reuteri takie, jakie są w mleku od matki. Wiele matek w tym okresie świadomie decyduje się na zaprzestanie karmienia piersią swojego dziecka, ponieważ pokarm sztuczny zawiera wszystkie niezbędne składniki odżywcze. Według lekarzy pediatrów jest to najlepsze mleko po karmieniu piersią (więcej informacji na http://www.mleko-nan.pl/karmienie-piersia.aspx). Ponadto dla dzieci, u których występuję ryzyko alergii na białko mleka krowiego i które są na diecie hipoalergicznej, dostępne jest specjalne mleko modyfikowane NAN Pro H.A. 2.

Kiedy smoczek idzie w odstawkę
Po dwunastu miesiącach życia maluch powinien być karmiony mlekiem z symbolem „3” lub „Junior”. Idealną propozycją dla takiego dziecka jest dostępne w sklepach mleko modyfikowane NAN Pro 3 z bakteriami L.reuteri. Z kolei dla tych, które są na diecie hipoalergicznej, przeznaczone jest to z oznaczeniem: NAN Pro HA 3. Produkowane przez firmę Nestle mleko modyfikowane Nestle Junior od 1 roku życia zawiera aż 19 razy więcej żelaza niż mleko krowie, a także 10 witamin. Występuje w następujących wariantach smakowych: waniliowym, miodowym, a także z kleikiem ryżowym. Wraz z upływem kolejnych miesięcy dziecko może powoli przejść na mleko modyfikowane NAN Pro 4. Jest ono bardzo zdrowe, bo zawiera żywe kultury bakterii BIFIDUS BL, wysokiej jakości białko i wzbogacone jest w witaminy z grupy B.

Nie tak dawno temu nietolerancja przez dziecko laktozy od momentu urodzenia stanowiła spore wyzwanie dla jego opiekunów, którzy musieli mu zapewnić inne źródło pokarmu. Dziś wystarczy odwiedzić pobliski sklep i zaopatrzyć się w specjalne mleko w proszku. Henri Nestle sprawił, że życie wielu rodzin stało się mniej uciążliwe, także tych, w których z różnych względów nie praktykuje się karmienia piersią.
Czytaj więcej...

Matka i córka na zakupach

Czy kiedykolwiek byłyście ze swoją mamą na zakupach? Czy mama kupiła wspaniałą bluzkę, która do tej pory zalega w szafie? Czy same nie polecałyście mamie rzeczy w której świetnie wygląda?

Zakupy matki i córki to ciekawe zjawisko :). Niekiedy wychodzi idealnie, na ogół jednak do ideału zbliżamy się w miarę zaniku różnicy pokoleniowej (która nigdy ot tak do końca nie zginie, ale troszkę się wyrównuje przez tarcie z obydwu stron).

Często zdarza mi się być na zakupach, na których staję pomiędzy młotem i kowadłem ( - dlatego staram się ich unikać :)). Czasem matka ze swoją już prawie dorosłą pociechą usiłuje znaleźć „śliczną garsonkę” „na studia” i na odwrót, pociecha zdejmuje plastikowe bransoletki na których brakuje tylko napisu „myszka Miki” i podaje swojej matce - mówiąc, że teraz będzie młodziej wyglądać. Widok z drugiej strony jest dwojaki: albo przerażenie, albo wiara w to, że ta pierwsza strona chce dobrze i dobrze doradza. I obie odpowiedzi są trafne… Bo i każdy „chce dobrze” i to wewnętrzne uczucie przerażenia powinno dojść do głosu :).

Dlaczego tak się dzieje? Pewnie dlatego, że każdy ma swój gust, każda z kobiet wyrosła w innej epoce i każda doskonale wie jak powinna ubrać się ta druga, żeby się za nią nie wstydzić;). Jeśli to matka jest silniejszą osobowością wtedy usiłuje „porządnie” ubrać córkę w „ładne” rzeczy, a gdy silniejszą osobowość ma córka, to matka zaczyna traktować ją niemalże jak swoją rówieśniczkę i wychodzi ze sklepu z bluzką z wielkim napisem „FUCK” w cekiny.

Jeśli jesteś więc córką zarządzającej matki - jedyna dobra rada – nie dawaj się, bo w wieku 20 lat możesz w najgorszym wypadku wyglądać jak Mary Poppins. Nie mówię „jak pensjonarka”, bo ten look jest teraz mocno zbuntowany i ok, ale właśnie jak urzędniczka z 50 letnim stażem. Lub, jeśli Twoja matka ma fioła na punkcie beauty - jak spalona i poobstrzykiwana u kosmetyczki 40latka.

Każdy wiek ma swoje prawa i przywileje, a w dobrym guście jest po prostu być sobą :) i wyglądać na swój wiek, a nie na wiek sąsiadki z parteru. To oczywiście skrajne przypadki - aczkolwiek widziane przeze mnie przez lata pielgrzymek po centrach handlowych i domach moich klientek.

Jeśli chodzi o córki swoich matek, to i tak sprawa nie jest taka straszna, bo córka może być najwyżej mylona ze swoją nauczycielką (co prawda będąc w gimnazjum) lub pytaną wciąż „do którego liceum katolickiego chodzi”. Gorzej sprawy wyglądają w przypadku odwrotnej silnej relacji.

„Mamo kup sobie tą sukienkę, jest rewelacyjna” - stoję sobie w przymierzalni obok i z ciekawości zawodowej wyglądam na zewnątrz, żeby zobaczyć tą „rewelację”. No i widzę… kobietę o szarej twarzy, wiek lat 50+ waga ++ ubraną w tiule na ramiączkach, plus wspomniane cekinki okraszające pomarszczony lekko dekolt, kolor sukienki - coś pomiędzy PRL-owskim papierem toaletowym a brzoskwinią - czyli źle uprana sukienka wróżki. Wszystko razem pięknie pasowałoby na muśniętą słońcem dwudziestoparolatkę z idealnym jak lustro dekoltem i sportową figurą… Na tej kobiecie (skądinąd wcale nie brzydkiej, ale już nie super młodej), ten odcień i fason plus tkanina, wyglądała jakby pożyczyła ją z szafy swojej pięcioletniej wnuczki, która miesiąc temu miała ją na balu przedszkolaków, niestety rozmiarowo też. Czyli dziewczęcość/dziecięcość w wydaniu dojrzałej kobiety - AŁA! Oczywiście można się tak ubrać, do tego kolorowe boa z piór i włosy na fioletowo - tylko potem nie należy się dziwić, że raczej każdy będzie patrzył z lekkim zdziwieniem, a nie z zachwytem. Ale to już zależy jaki mamy cel - szokować czy dobrze wyglądać.

Typ dorosłej kobiety noszącej dziewczęce sukienki - to chyba najgorszy przypadek. I wcale nie chodzi mi tu o to, żeby nie nosić spódniczek mocno nad kolano - jak się ma 60 lat i ładne nogi, ale nie tiulowych spódniczek, wyglądających jak od 20-letniej Madonny lub 5-letniej Zuzi. Jeśli chcemy założyć koszulkę z jelonkiem Bambi - to tak jak na ostatnich pokazach mody Givenchy, zwróćmy uwagę na to że jednak co za dużo to nie zdrowo, jelonek był ok, ale bez fluorescencyjnych kolorów, wyglądał „dorośle”, a nie zabawkowo.

Nie należy też kopiować stylu swoich pięknych i młodych córek - trzeba poszukać siebie, bo i „pojechane kolorowe trampki” wprost od licealistki i „seksowna obcisła sukienka z duuużym dekoltem” od 20-30 latki, po prostu nie dodają uroku - a przecież chcemy podkreślać atuty a nie demaskować swój wiek i wady...

Cały czas ta sama zasada, jeśli masz córkę w przedszkolu i lat 30 to nie noś jej sukienek, a jeśli już zatarła się lekko granica międzypokoleniowa, to i tak 10 razy pomyśl - kim chcesz być i jak wyglądać, bo z tłumu koleżanek córki i tak będziesz się wybijać:).
Z drugiej strony nie dziw się, że Twoja nastoletnia córka nie chce chodzić w worze pokutnym ;) i „ładnym sweterku ze ślicznymi guziczkami”.

Nieważne czy matka i córka czy po prostu dwie przyjaciółki - każdy jest inną osobowością i nie należy mu narzucać swojego stylu na siłę :).

View the embedded image gallery online at:
http://www.tojakobieta.pl/tag/mama.html#sigProGalleriab749ea8e0b


Czytaj więcej...

Matka Polka - jeden dzień z życia młodej mamy

Pojawienie się dziecka oznacza całkowitą rewolucję w życiu. Zwłaszcza, jeśli decydujemy się zawiesić karierę zawodową na jakiś czas, żeby zostać w domu i zająć się wychowaniem potomka. Zmienia się wszystko, a szczególnie nasz rozkład dnia. Już nic nie jest tak poukładane jak wcześniej. Trzeba być w pełnej gotowości, aby dzielnie stawić czoła wszystkim nadchodzącym przygodom.

Czas na weekendowe leniuchowanie do późnych godzin, śniadanie w łóżku i twórcze nicnierobienie odchodzą w niepamięć. Teraz to mały człowieczek ustala nasz plan dnia. I choć wiele rzeczy wpisuje się w stały jego rozkład, to nigdy do końca nie wiadomo co akurat się przytrafi, co też tym razem nasza Pociecha wymyśli.

Dzień do dnia podobny…
„Siedzenie” w domu z dzieckiem ma wiele plusów, dla niego, dla nas. Jednak po kilku tygodniach, miesiącach każdy dzień zdaje się być taki sam. Jeśli nie mamy kalendarza, który podpowie jaki to dzień miesiąca, to naprawdę niezwykle łatwo jest stracić rachubę. Tu nie gonią nas terminy, wszystko co robimy musi być po prostu wykonane od razu, nie da się nic odłożyć na później. Nie obowiązuje już złota zasada - „co masz zrobić dziś zrób pojutrze, będziesz mieć dwa dni wolnego”. Nie ma mowy! Zadania zlecane ad hoc, lub według dziennego grafiku narzuconego przez małego Szefa.

Niezawodny budzik…
Tak jak nasz zegarek mógł nas czasem zawieźć i nie zadzwonić na czas, albo w ogóle - to tutaj nie ma mowy o żadnej pomyłce, zapomnieniu, czy jakiejkolwiek taryfie ulgowej. Dziecko jest jak mały kogucik, „zapieje” skoro świt, a niekiedy i o wiele wcześniej. Nie ma zmiłuj się, trzeba wstać, mleko, pielucha itp. Nie można przestawić „budzika” na kolejne pół godziny. Wstawać i to już!

Sport to zdrowie
Zadziwiającym jest fakt, jak krzątanie się koło takiego Malca wpływa na kondycję. Ciągły ruch, często w biegu, prawie jak na Olimpiadzie. Tylko, że tu zamiast złotego medalu nagrodą jest zadowolenie i uśmiech dziecka, a przegraną nasz wymagający trener kwituje grymasem i płaczem. Oczywiście nie można pominąć kwestii spacerów, które w połączeniu z obciążeniem wózka (kg) i samego małego spacerowicza, naprawdę czasem skutecznie zastępują siłownię. A jeśli nasza pociecha raczkuje, to bieżnia wysiada. Setki kilometrów pokonanych w domu mogą spokojnie kwalifikować nas do udziału w maratonie.

Zawodowy wielozadaniowiec
Opieka nad małym dzieckiem to prawdziwy egzamin dla kobiecej podzielności uwagi. My naprawdę potrafimy robić kilka rzeczy jednocześnie. Bez problemu można prać, gotować obiad, posprzątać, i w tym samym momencie rozmawiać przez telefon, naturalnie nie zapominając oczywiście o wszelkich czynnościach związanych z Brzdącem. Wszystko to kwestia logistyki. Dobre zaplanowanie czasu a pod koniec dnia wszystko lśni i błyszczy. Maluch zadowolony, dom zniewala czystością. To nic, że My wtedy funkcjonujemy na ostatkach sił. Najważniejsze, że zadania wykonane a dzień można zaliczyć do udanych. Perfekcyjna Matka Polka…

Bogate życie towarzyskie
Nic tak nie sprzyja nawiązywaniu nowych znajomości jak wspólne spacery - nieodzowna część naszego planu dnia. Plac zabaw jest idealnym miejscem do rozmów z innymi mamami i ojcami. Nagle okazuje się, że z zupełnie obcą osobą łączy nas tak wiele! A ile przy okazji możemy się nauczyć i dowiedzieć - jakie sklepy z akcesoriami dla dzieci warto odwiedzić, jakie pieluchy nie odparzają, jak radzić sobie z wysypką etc. Prawdziwa skarbnica wiedzy a grono znajomych systematycznie się powiększa.

Wieczór dla siebie…marzenie każdej etatowej mamy
Koniec dnia. Maleństwo wykąpane, nakarmione, bajka na dobranoc przeczytana, Bobas utulony do snu. Wtedy przychodzi ten moment… chwila dla nas, wymarzony błogi spokój. Oczywiście o ile dziecko akurat nie ma kolek, nie ząbkuje, nie jest chore, nie marudzi - po prostu słodko śpi. Wreszcie możemy odpocząć, poleniuchować, spokojnie wypić ulubioną herbatę, przeczytać książkę, obejrzeć film. Zakładając, że po ciężkim i pracowitym dniu naprawdę mamy na to siły i ochotę. Często nie mamy wyjścia, takie wieczorne chwile są jedynymi, kiedy możemy nadrobić zaległości.

Choć bycie mamą w pełnym wymiarze godzin jest jednym z najlepszych okresów w życiu, warto czasem pomyśleć o sobie. W natłoku spraw, w rutynie jaką stwarza bycie w domu z Pociechą, gdy każdy dzień przypomina „dzień świstaka” naprawdę można zacząć wariować… Najlepszym lekarstwem jest znaleźć czas dla siebie, chwilę na swoje pasje. Odpocząć, złapać przysłowiowy oddech. Pozwolić, by czasem ktoś nam pomógł, wyręczył. Nie musimy być takie idealne, nie wszystko musimy robić na określoną godzinę, nie musimy być Zosią Samosią. Nic się nie stanie, jeśli pomyślimy o sobie. Dziecko jest częścią nas, naszego życia, ale pamiętajmy, że poza byciem mamą, jesteśmy kobietami, przede wszystkim. Nie zapominajmy, że potrzebujemy zrobić coś dla samych siebie - dla naszego zdrowia, ciała i umysłu.

Magdalena Zbytek-Książkiewicz, 30l.

Czytaj więcej...

Mama w domu, czy mama w pracy?

Coraz rzadziej słyszymy „miejsce kobiety jest w domu przy dziecku”. Współcześnie wiele kobiet decyduje się na powrót do pracy. Czy słusznie? Z pewnością znaczna część z nich do tej pory zadaje sobie to pytanie.

Każda mama chciałaby dla dziecka jak najlepiej. Dlatego, gdy przychodzi moment wyboru praca albo dziecko, staje przed nie lada dylematem. Z jednej strony chciałaby wrócić do wykonywanych wcześniej zadań, z drugiej odzywa się jej instynkt macierzyński, który mówi „zostań”. I co wtedy zrobić?

 

Pani Ula (33l.) wróciła do pracy dwa lata po urodzeniu dziecka. Nie żałuje podjętej decyzji. Co ją do tego skłoniło? - Chciałam być wśród ludzi, których znałam, z którymi przebywałam wcześniej parę lat.

Nie ukrywa też, że jednym z powodów powrotu do pracy była potrzeba dodatkowych dochodów. Na pytanie co dał jej powrót do pracy, odpowiada bez namysłu - Satysfakcję, poprawił samopoczucie. Nie myślę tylko o obowiązkach domowych, ale zajmuję się czymś innym. Życie pracującej mamy nie jest łatwe. Pogodzić pracę z domem można, trzeba tylko chcieć. W moim przypadku jest to realne też dzięki pomocy męża i rodziny, chociaż sama staram się wszystkiemu zaradzić – dodaje.

Każda mama chciałaby jak najdłużej pozostać ze swoim dzieckiem, dlatego warto pamiętać, iż obecnie zgodnie z art.180 § 1.Kodeks pracy przewiduje pozostanie kobiety na urlopie macierzyńskim przez okres:

1. 20 tygodni w przypadku urodzenia jednego dziecka przy jednym porodzie
2. 31 tygodni w przypadku urodzenia dwojga dzieci przy jednym porodzie
3. 33 tygodni w przypadku urodzenia trojga dzieci przy jednym porodzie
4. 35 tygodni w przypadku urodzenia czworga dzieci przy jednym porodzie
5. 37 tygodni w przypadku urodzenia pięciorga i więcej dzieci przy jednym porodzie
a także daje prawo do dodatkowego urlopu macierzyńskiego w wymiarze od 4 do 6 tygodni.

Kobieta ma także możliwość przebywania na urlopie wychowawczym przez okres do 3 lat, ale nie dłużej niż do ukończenia przez dziecko 4 roku życia.

Teoretycznie powrót mamy do pracy zwiększa stan domowego budżetu. Niestety pojawia się dodatkowy wydatek związany z opłatą za opiekunkę, żłobek, czy przedszkole.

Obecnie przedszkola i żłobki przeżywają oblężenie. Nie tak łatwo znaleźć wolne miejsce dla swojej pociechy a miesięczne opłaty przerażają niejednego rodzica. W tym momencie pojawiają się wątpliwości, czy nie lepiej byłoby, gdyby mama pozostała w domu. Dlatego przed podjęciem decyzji warto rozeznać się w sytuacji i stawkach opłat za przedszkola, opiekunki, czy chociażby poradzić się innych mam.

Miesięczne wynagrodzenie opiekunki w dużych miastach wynosi 1200 – 1600zł/mc. W mniejszych zaś kształtuje się w granicach 500 – 800zł. Sytuacja ze żłobkami i przedszkolami wygląda następująco:
- żłobek prywatny – od 400zł do 1230zł
- przedszkole prywatne –od 400zł do 1400zł
- żłobek państwowy – od 350zł do 500zł
- przedszkole państwowe – od 300zł do 500zł

Pamiętajmy też, że początki dziecka w przedszkolu są trudne. Często stres, słaba odporność organizmu sprzyja chorobom. Dlatego też poza przedszkolem nawiążmy kontakt z osobą, która w tych trudnych dla mamy i dla dziecka chwilach, służyłaby pomocą.

Wiele kobiet zastanawia się, czy ma jeszcze szansę po kilku latach wrócić do pracy. Pani Ula z uśmiechem stwierdza - Będąc na urlopie wychowawczym nie miałam obaw co do powrotu do pracy i co do zwolnienia z niej. Szefostwo zapewniło mnie, że miejsce czeka.

Niestety każdy kolejny rok spędzony w domu, zmniejsza szanse kobiet na znalezienie pracy. Pracodawcy poszukują osób z doświadczeniem, którego nam będzie brakowało. Co prawda odchowane dzieci są dla pracodawcy sygnałem, że jego pracownica rzadziej będzie chodziła na zwolnienia spowodowane chorobą dziecka, a tym samym będzie wydajniejszym pracownikiem. Na szczęście pracodawcy coraz rzadziej „patrzą wilkiem” na kobiety ciężarne. Na jednej z rozmów o pracę usłyszałam: - My wiemy po co kobieta wiąże się z mężczyzną – po to, żeby mieć dzieci i my to rozumiemy. Kobieta urodzi, odchowa i wróci do pracy. Nie zmienia to faktu, że trafiają się też tacy pracodawcy, dla których kobieta z dzieckiem jest na starcie skreślona.

 

Jak wynika z Kodeksu pracy Pracodawca dopuszcza pracownika po zakończeniu urlopu wychowawczego do pracy na dotychczasowym stanowisku, a jeżeli nie jest to możliwe, na stanowisku równorzędnym z zajmowanym przed rozpoczęciem urlopu lub na innym stanowisku odpowiadającym jego kwalifikacjom zawodowym, za wynagrodzeniem nie niższym od wynagrodzenia za pracę przysługującego pracownikowi w dniu podjęcia pracy na stanowisku zajmowanym przed tym urlopem. Tak samo sytuacja wygląda z powrotem z urlopu macierzyńskiego.

A jaki jest pogląd mężczyzn na temat powrotu kobiety do pracy?
Powrót mojej żony do pracy był tak naprawdę bardziej jej decyzją. Nie odradzałem jej tego ani nie namawiałem – stwierdza Zenek (37l.) - Siedząc w domu była zawsze na miejscu. Teraz planujemy każdy dzień, dogadujemy się co "z jutrem". Dajemy radę ,bo tego chcemy – mówi optymistycznie.

Pamiętajmy, że dziecko jest szczęśliwe, wtedy, gdy mama jest szczęśliwa. Chęć podjęcia przez nas pracy nie oznacza, że nie kochamy swoich pociech i nie chcemy z nimi spędzać czasu. Zanim podejmiemy decyzję rozważmy wszystkie za i przeciw. Przedyskutujmy to na spokojnie z partnerem i rodziną, do której nie raz będziemy musiały zgłaszać się po pomoc w sytuacjach patowych. Jeśli jednak nasza pensja w całości będzie miała pokrywać wynagrodzenie niani, opiekunki, żłobka czy przedszkola, wtedy poważnie zastanówmy się czy warto wracać do pracy. Idealną wówczas alternatywą (bezpłatną) o ile mamy taką możliwość, będzie od wieków sprawdzona instytucja – babcia, która dla wnuczki czy wnuka poświęci swój cały wolny czas a my będziemy spokojne wiedząc, że nasza pociecha jest w dobrych rękach.

Joanna Zegardło, 28l.

zegadlo




5-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Zaganiany świat, zaganiana mama…

Dużo się słyszy, że w dzisiejszym świecie żyje się coraz szybciej, że ludzie mają mniej czasu dla siebie samych. Na nic nie starcza im czasu. Uzależniamy się od gadżetów reklamowanych w telewizji. Zamiast spotykać się ze znajomymi, rozmawiamy z nimi przez Internet. A nasz świat przedstawiany przez autorów programów telewizyjnych oraz reklam, mija się z rzeczywistością. Bo przecież wiadomo, że nie ma mamy, która by cały dzień prała, czy stała przy zlewie mozolnie szorując gary i ciężko przy tym wzdychała. Nie ma też kobiet, które mają manie usuwania plam z ubrań swoich pociech. Zresztą połowa pań, które tak pięknie wymalowane, ubrane prosto od stylisty odgrywa w telewizji role mam, nigdy nie miały nic wspólnego z rodzeniem dzieci. Dlatego też należy spojrzeć na ten cały medialny świat z przymrużeniem oka.

Ale jak w takim świecie, gdzie wszystko pędzi na złamanie karku odnajdują się dzisiejsze mamy?

Zewsząd mówi się, że dzisiaj kobiety wychowujące dzieci mają bardzo dobre warunki, wiele udogodnień, ogrom możliwości czyli wszystko na wyciągniecie ręki. Można łączyć pracę i wychowywanie dzieci. Ale czy rzeczywiście jest tak różowo, jak jest to przedstawiane w mass mediach? Z jednej strony tak, gdyż jeszcze parę lat temu nie było tak dużych możliwości jak obecnie. Wszystkie potrzebne produkty, czy to żywieniowe, czy też ubrania i artykuły przemysłowe są teraz ogólnie dostępne dla wszystkich. Przy czym jednocześnie jesteśmy zasypywani reklamami tysiąca produktów, które wmawiają nam, że koniecznie musimy to wszystko mieć, bo inaczej nasze życie nie będzie miało sensu, że będziemy np. marnować czas na zmywanie naczyń, zamiast poświęcić go na zabawę z dzieckiem. To samo tyczy się masy nowoczesnych gadżetów, które nie zawsze są wybawieniem od nielubianych obowiązków. Oczywiście są rzeczy, które rzeczywiście się przydają, jednak jest to tylko niewielki odsetek, tego co jest nam wciskane na każdym kroku.

Identycznie sytuacja wygląda, jeśli chodzi o artykuły dla dzieci, z tym że te potrafią być nawet kilkakrotnie droższe niż ich odpowiedniki dla dorosłych. Na przykład buciki, małe kozaczki mogą kosztować nawet ok. 200 zł, czy też płaszczyk dla małej dziewczynki 150 zł. Już za samo to, że na ubranku, czy jakimś gadżeciku dla dziecka jest postać, z którejś bajki, płaci się dodatkowo ok. 20 zł. Oczywiście rodzice mają ogromny wybór i nie muszą się decydować na drogie ubrania, czy zabawki, ale kiedy dziecko i rodzić ogląda reklamy, gdzie w bardzo przekonujący sposób piękna pani, przekonuje nas, że musimy mieć ten a nie inny produkt, początkowo głupiejemy i po chwili zostajemy po niedługim czasie z niepotrzebną rzeczą.

Jedna z mam tak mi powiedziała o zakupach pod wpływem chwili: Raz się dałam naciągnąć na jedną rzecz, już w sumie nawet nie pamiętam, co to takiego było. Pamiętam tylko, że po jakimś czasie byłam wściekła na siebie, że kupiłam bubel, który leży i zbiera kurz.

Dlatego właśnie trzeba mieć dystans do świata reklamy i mieć zdrowe podejście do tego co tak naprawdę jest w życiu potrzebne dla nas i dla dziecka.

Zacytuję tutaj jedną wypowiedź, która bardzo mi się spodobała: Ja tam nie podążam za najnowszymi trendami w modzie i technologii. Nie kupuję dziecku żadnych wymyślnych zabawek z dwóch powodów. Po pierwsze nie stać mnie na nie, a po drugie nawet gdyby mnie było na nie stać, to to nie ma najmniejszego sensu, gdyż najlepszą zabawką dla mojego synka jest drewniana łyżka i pokrywki od garnków. Kiedy powyciąga je z szafek ma największą radochę. Jego mina jest wtedy bezcenna. Wątpię czy bardziej by się cieszył z jakiegoś plastikowego samochodziku. Przyznam szczerze, że nieraz sama biorę jakieś jego „zabawki” i z chęcią przyłączam się do zabawy. Mąż czasem na mnie wtedy dziwnie patrzy, ale widzę, że sam chętnie by się do nas dołączył.

Od jakiegoś czasu w telewizji można obejrzeć inny rodzaj reklamy dotyczący mam, a mianowicie reklamy społeczne, promujące jednoczesne wychowywanie dziecka i pracę zawodową. Wszystko w tych reklamach jest tak pięknie przedstawione. Bezproblemowo. Po prostu czysta sielanka, aż chciałoby się tam przenieść. Niestety, kiedy rozmawiałam z kilkoma mamami, które są w sytuacji, gdy muszą wybierać, zostać z dzieckiem, czy wracać do pracy, mówiły one, że to nie wygląda tak jak w reklamie. No, ale jak wiadomo, reklamy nie zawsze mówią prawdę. Po pierwsze pracodawcy nie zawsze chętnie przyjmują z powrotem do pracy młode mamy. Nieraz przyjmują je na kilka miesięcy a potem rozwiązują z nimi umowę. We wspomnianych spotach reklamowych mowa jest też o tym, że w dzisiejszych czasach kobieta może pracować zdalnie. Owszem może, jednak w Polsce niewiele firm oferuje taką formę pracy. Można niekiedy znaleźć dodatkowe zatrudnienie w formie zdalnej, lecz przeważnie są one gorzej opłacane, w porównaniu z tym, co zarabia się na etacie. No, ale też nie ma co wybrzydzać, bo każdy grosz się liczy.

Reklamy poruszają jeszcze jedną dosyć drażliwą kwestię, a mianowicie: przedszkola, żłobki i inne formy opieki nad dziećmi do lat trzech. Tak naprawdę to jest temat rzeka i w dodatku budzi wiele kontrowersji, więc w tym artykule zostanie opisany bardzo ogólnie. Są miejsca dofinansowywane przez państwo, ale jest ich strasznie mało i bardzo ciężko się do nich dostać. Przedszkola przyzakładowe to raczej wyjątek a nie reguła. A gdy ktoś zapyta o przedszkola i żłobki prywatne, ja odpowiem tak jak mi odpowiedziała jedna z mam, której synek chodzi do prywatnego przedszkola - „płać i płacz” lecz po chwili zastanowienia powiedziała - „w sumie to się cieszę, że maluch chodzi do prywatnego przedszkola. Jest ono naprawdę dobre, dużo jest zajęć, sympatyczne panie, które zajmują się synkiem, no i co ważne jest blisko domu, a najbliższe przedszkole państwowe jest oddalone o pół godziny jazdy samochodem. W związku z czym oszczędzamy na dojazdach (śmiech)”.

Tak, więc jak widać z jednej strony przed mamami otwiera się wiele możliwości, i dobrze, bo jest to krok naprzód, jednakże jest o wiele gorzej z wdrożeniem tych pomysłów w życie. Jednak małymi kroczkami na pewno osiągnie się duży sukces, a jeśli ktoś naprawdę chce coś w swoim życiu zrobić, dokona tego.

I jak tu nie zwariować, kiedy z każdej strony słyszy się sprzeczne informacje: jak ma się żyć, jak wychowywać dziecko, co mu kupować. A jeszcze niech do tego dojdą porady naszych mam i babć, które mimo ich najszczerszych chęci, niejednokrotnie są już nieaktualne? Przykładem mogą tutaj być chociażby zasady pielęgnacji malucha, które od kilku lat są inne od tych, jakie wpajano naszym mamom.

Trzeba trzeźwo spojrzeć na świat i pomyśleć sobie tak: Przecież ta pięknie wystylizowana pani, gdy już wraca do domu wygląda tak samo jak ja. Tak samo chodzi w dresach po domu, kłóci się z mężem o te same drobiazgi i ma takie same troski.

A kiedy mamy już dosyć całego tego świata, weźmy naszego maluszka i wyjdźmy z nim do parku na spacer. Zabierzmy ze sobą odrobinę suchego chleba, który posłuży nam do nakarmienia kaczek i łabędzi. Po prostu stwórzmy swój własny świat - swój i dziecka, na tak długo jak tylko się da. Choćby miało to być tylko pół godziny dla nas.

Iwona Czyżykowska, 28l.

 


 

5-12

 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS