Menu
logo tjk main

Gotowanie stało się łatwiejsze… z internetem

Dla wielu z nas gotowanie jest pasją. Początki zawsze są trudne, nie z braku wiedzy, lecz z braku doświadczenia. Może i potrafimy obsługiwać najnowsze smartfony, jednocześnie nie wiedząc nawet ile powinny gotować się ziemniaki. Pomocą służy nam internet, nasze babcie nie miały takiej możliwości.

We wcześniejszych latach kobiety przykładały większą wagę do gotowania, dlatego nasze mamy poświęcały dużo czasu by swoją wiedzę przekazywać potomstwu. Nie oszukujmy się, aktualnie każdy walczy o swoją pozycję w pracy, w społeczeństwie. Na szczęście braki kulinarne możemy uzupełnić dzięki portalom o gotowaniu czy zdrowej żywności. W internecie znajdziemy odpowiedzi na najprostsze pytania: „ile czasu gotować ryż?”, „jak robi się jajecznicę?”, „jak zrobić pomidorową?”. Dla niektórych odpowiedzi są banalne, a inni nie wiedzą nawet od czego zacząć.

fot2

A co, jeśli robimy wszystko zgodnie z przepisem, a jednak nam nie wychodzi?
Kiedyś zaczynałybyśmy wszystko od początku. Obecnie mamy możliwość wpisać nasz problem w wyszukiwarce internetowej, uzyskać odpowiedź i szybko naprawić błąd.

Mi osobiście nie raz zważyła się masa do ciasta, pytałam mamy: „Co teraz?” Odpowiedź była jedna: „Musisz zrobić ją od nowa”. Niestety czasu było jak na wagę złota, więc uparłam się i opisałam swój problem w internecie. Mało osób wie, że wystarczy "zepsutą" masę wstawić do ciepłej wody i ubijać ją do momentu, aż składniki staną się jednolite. Właśnie takie ciekawostki często ratują całą naszą ciężką prace.

Książka kucharska jest raczej nieodzowną częścią domu, choć rzadko do niej zaglądamy
Prościej jest otworzyć laptopa i wpisać w Google, co jest dużą oszczędnością czasu i pieniędzy. Wszystkie przepisy mamy do dyspozycji za darmo, i nie marnujemy czasu na szukanie, przeglądanie książek. Pod przepisami w sieci zazwyczaj znajdują się opinie oraz rady, które często są bardzo przydatne.

Co zrobić, gdy w trakcie robienia ciasta zabrakło nam składnika? Biegniemy do sklepu? Wystarczy zerknąć w komentarze, na pewno którejś z nas już się to przydarzyło, więc podpowie nam, czym go zastąpić.

Kiedyś prowadziło się zeszyty z ulubionymi przepisami. Lecz co, jeśli zeszyt nam się zniszczy, bądź wyblaknie. Dziś, o wiele wygodniej jest założyć bloga w internecie z przepisami, z dostępem dla innych internautów. Ułatwia to życie wielu osobom, które nie mają smykałki do gotowania. A gdyby tak zacząć czerpać z tego zyski? W ten sposób powstali blogerzy kulinarni, którzy: wymyślają nowe przepisy, opisują swoje doświadczenia, doradzają, są w interakcjach z ludźmi, piszą książki. Każdy z nas ma więc możliwość robić to co kocha i w ten sposób zarabiać pieniądze.

fot3

Pomocne są także portale internetowane, które informują nas, w jakim sklepie możemy kupić potrzebny składnik. Oferta dowozu do domu - kolejna oszczędność naszego cennego czasu. Czego chcieć więcej, gdy ma się w domu dwójkę dzieci i zero czasu na zakupy.

Internet daje nam niezwykłą gamę możliwości. Ja sama miałam niełatwe początki w kuchni, lecz społeczność internetowa zawsze służyła mi radą i wsparciem. Zrozumiałam, że każdemu może coś nie wyjść i nie wolno się poddawać.

Alicja Bogucka
FOTO: Alicja Bogucka
Czytaj więcej...

Życie z jego pasją

Zazdrość to uczucie, które ma stać na straży trwałości związku. Bywa jednak, że kobieta jest zazdrosna o swojego partnera, bo zbyt dużo czasu poświęca innej. Można się złościć, obrażać, a nawet płakać, ale trudno wygrać z taką rywalką jaką jest... pasja.

Mężczyźni i ich hobby to temat nieprzenikniony dla wielu kobiet. Związek to inwestycja w drugiego człowieka - będąc razem poświęcamy innej osobie coś o wiele bardziej cennego niż pieniądze - swój czas. Obecnie jest to towar deficytowy, dlatego tak ważne, żeby gospodarować nim rozsądnie.

Co jednak jeśli nasz partner przeznacza wolne chwile na swoje hobby?

Jednym z 12 elementów, które według badań opublikowanych na łamach naukowego pisma „Social Psychological and Personality Science” czynią związek długotrwałym jest spędzanie przez partnerów wspólnie czasu. Nic więc dziwnego, że wiele kobiet decyduje się podjąć próbę i zacząć dzielić pasję swojego mężczyzny. Problem w tym, że nie zawsze warto jest to robić.

Jakie hobby mają mężczyźni najczęściej? Oczywiście lista jest znacznie dłuższa. A jakie ma Twój partner?

SPORT
„Nigdy nie byłam fanką siłowni, ale chcąc zaimponować mojemu chłopakowi zaczęłam z nim ćwiczyć. Trzy razy w tygodniu wspólnie chodzimy na treningi. W tym czasie nie rozmawiamy, ale dzięki temu zyskaliśmy parę wspólnych tematów. Trwa to już od roku, a mi bardzo spodobała się taka forma spędzania wolnego czasu. Cieszę się, że wciągnęłam się w jego hobby bo dzięki temu zyskałam zgrabniejszą sylwetkę” - Kinga, 25l.

Sport

„Dzięki mojemu byłemu dowiedziałam się, że wędkarstwo to sport. Wiem również, że jest to bardzo droga dyscyplina, która wymaga cierpliwości. Moja przygoda z nią skończyła się podczas wyjazdu na Mazury. Kiedy mój chłopak zaproponował mi weekend nad jeziorem wyobrażałam sobie romantyczny wyjazd we dwoje. Straciłam nadzieję gdy dowiedziałam się, że oprócz mnie zabrał ze sobą wędki i przynęty. Wyglądało to tak, że ja siedziałam w domku letniskowym pod kocem, zła i pogryziona przez komary, a on w szuwarach wyczekiwał wielkiego brania. Od tego pamiętnego wyjazdu już się nie spotykamy” - Monika, 23l.

Sport2

MOTORYZACJA
„Odkąd pamiętam mój tato spędzał sobotnie popołudnie w garażu czyszcząc i polerując swoje auto. Nie zdziwiło mnie więc zainteresowanie mojego chłopaka branżą motoryzacyjną. Chociaż ja nie jestem miłośniczką czterech kółek i nie podzielam jego pasji to chętnie jeżdżę na zloty i czytam artykuły, które pisze na bloga. Czasami denerwuje mnie, że dba bardziej o swój samochód niż o mnie, na przykład wcierając krem czekoladowy w felgi. Jednak akceptuje jego pasję” - Joanna, 27l.

Motoryzacja

GRY KOMPUTEROWE
„Mężczyźni to duże dzieci, zmieniają się tylko ich zabawki. W przypadku mojego męża, no cóż ... Zmienia się sprzęt i wersje gry, ale jego zamiłowanie do rozgrywania meczy on-line, zabijania potworów czy budowania farmy nie słabnie ani na moment. Kiedyś próbował mnie nauczyć obsługiwać joystick, żebyśmy mogli grać razem, ale mnie to wcale nie bawiło. Odpuściłam i przeżyłam sfrustrowana wiele wieczorów. Hobby mojego męża teraz dzieli z nim nasz syn, a ja z przerażeniem patrzę na to jak niewiele ich różni, gdy siadają przed ekranem komputera” - Jola, 36l.

Game

To czy powinniśmy starać się dzielić zainteresowania ze swoim partnerem zależy od nas samych. Robienie czegoś na przymus raczej nie jest drogą, którą powinno się podążać. Zamiast konkurować z hobby, najlepiej jest je zaakceptować, a wolny czas wykorzystać na realizowanie siebie.

Szukanie kompromisu jest w końcu codziennością w związku.

Agnieszka Dębowska
Czytaj więcej...

Hobby to pieniądz…czyli jak na nim zarobić?

„Rób to, co kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia swojego życia” . Idąc tropem tej genialnej maksymy, postanowiłam dziś wystukać słów parę na temat hobby. Moich, Twoich, Waszych. A mianowicie tego, w jaki sposób na własnych pasjach można zarabiać.

Od dzieciństwa jesteśmy karmieni przez rodziców wypowiedziami typu:
- „pieniądze na drzewie nie rosną”
- „jak będziesz sama zarabiać, docenisz wartość pieniądza”
- „chcesz coś dostać, to musisz na to zapracować”

Jako dzieci faktycznie nie znamy wartości pieniądza, ale jak każdy chcemy je posiadać, móc nimi dysponować, kupić sobie nową lalkę, lizaka czy grę. Praktycznie każdy z nas jako nastolatek miał styczność z pracą dorywczą. Ulotki, zbieranie owoców, praca w restauracji czy kawiarni i nie ma w tym nic złego, ponieważ praca pozwala na przyswojenie pewnych umiejętności i wiedzy. Uczy samodzielności, zaradności, kontaktu z ludźmi, co jest bezcenne w dalszym życiu zawodowym i osobistym.

Nie znam chyba ani jednej osoby, która nie chciałaby posiadać pieniędzy tak po prostu, bo życie za krótkie na pracę, bo w kraju ciężko, bo nie będzie „kto miał robić na nasze emerytury”, bo „nam się należy”. Niestety jaki świat jest - każdy widzi, albo udaje, że nie widzi i na tym cierpi. Rzadko kiedy cokolwiek można dostać za darmo. Postawa roszczeniowa jest postawą bardzo zdradliwą, choć niektórzy przekonują się o tym dopiero po latach narzekania na niesprawiedliwość wszechświata. Czy ktokolwiek z Was w tym momencie mojego artykułu uwierzy mi, że na własnym hobby można zarobić?

Jako osoba, która znalazła sposób, aby hobby połączyć z zarabianiem pieniędzy, przygotowałam dla Was listę rzeczy „do zrobienia przed osiągnięciem wielkiego sukcesu”. Zaczynamy!
1. Uwierz we własne siły
TO jest całkowita podstawa każdego przedsięwzięcia. Droga do sukcesu nie jest usłana różami, wręcz przeciwnie - jest kręta, wyboista i długa. Podczas tej długiej wędrówki coś, czego nie może zabraknąć to samoświadomość. Świadomość tego, że da się radę, cokolwiek by się nie działo.


2. Określ cele
Postaw sobie pytanie - na czym Ci zależy i w jaki sposób chcesz to osiągnąć. Nie chodzi o budowanie dokładnego biznesplanu, to nie ten etap. Chodzi o start. O ruszenie z kopyta. O zbadanie samego siebie, swoich oczekiwań i planów.


3. Zbadaj branżę
Zobacz, czy ktoś już zajmuje się czymś podobnym do tego, czym Ty chcesz. Sprawdź czasopisma i portale branżowe. Korzystaj z możliwości Internetu. Przy dobrych chęciach i chwili wolnego czasu, znajdziesz tam coś więcej niż tylko pornografię i Wikipedię. Inspiruj się, pytaj, szukaj, porównuj. Jeżeli trzeba - kontaktuj się z osobami, które mogłyby Ci coś doradzić, powiedzieć „jak to jest to robić”.


4. Pamiętaj, że Internet to Czwarta Władza tego kraju
Żeby odpowiednio rozreklamować własną działalność, potrzeba dużo cierpliwości, ale możesz zacząć od prostej rzeczy - funpage’a na największym portalu społecznościowym w galaktyce. Śmiejcie się, ale wszystko zaczyna się od tzw. poczty pantoflowej. Falami.


5. Działaj
Zacznij robić to, co kochasz, tak aby pokochali to inni. Bądź oryginalna. Bądź „świeża”. Nie bój się być czymś „nowym”.


6. Ignoruj hejterów i trolli
Jak dobrze wiadomo - idiotów i zazdrośników na tym świecie nie brakuje. Wystarczy przejrzeć pierwszy z brzegu portal i już roi się tam od krytyki (niekoniecznie zasłużonej i konstruktywnej) oraz wyzwisk. Niestety nie ma ograniczeń ani wiekowych, ani światopoglądowych, jeżeli chodzi o dostęp to Internetu, a często czytając wypowiedzi co poniektórych wydawałoby się dorosłych osób - żałuję.


7. Rozwijaj się
Czytaj, oglądaj, twórz. Niech ludzie widzą, że się rozwijasz, że nie stoisz w miejscu, że masz nowe pomysły i chcesz się nimi dzielić z innymi. Żeby ludzie pozytywnie nas postrzegali, sami musimy być pozytywni.


To trochę „suchej” teorii na temat ścieżki, jaką można sobie samej wytyczyć. Wszystko brzmi pięknie a ktoś pomyśli, że to jakieś banały.  

Zatem czas na przykłady prosto z życia
1. Dominika Budzyńska i Maxineczka
Dwie młode kobiety, które rodzą w Polkach piękno. Ich porady dot. kosmetyków a makijaże zapierają dech w piersiach niejednej z Pań. Mają tysiące fanek, prowadzą świetne blogi/vlogi. Jeżeli ktoś wątpi, że DA SIĘ, to wspomnę, że Dominika porusza się na wózku inwalidzkim, co nie przeszkadza jej wcale w czerpaniu radości i inspiracji z życia.

2. Macademian Girl
Okrzyknięta Najlepszą Blogerką Modową. Jej stylizacje są piękne, kolorowe, odważne, jak na zaściankowość Polski. Zapraszana do mediów, chętnie doradzi - co na siebie założyć, a czego raczej unikać. Ma 23 lata. Tyle, ile większość z nas.

3. Pillov
Widziałyście kiedyś poduszki, które wyglądały jak wielkie cukierki, ciastka, muffiny? Teraz możecie nie tylko zobaczyć, ale również taką posiadać!

4. Łukasz Kielban z Czasu Gentlemanów
Z wykształcenia historyk zgłębiający zwyczaje i niuanse życia mężczyzn międzywojnia. Z powodzeniem poszukuje na swoim blogu odpowiedzi na pytanie - „gdzie ci mężczyźni?”. Naczelny Gentleman III RP.

5. Dorigami
Trio 20-latków z Konina w Wielkopolsce, którzy zaraz po maturze postanowili zająć się… składaniem papieru. Japońska sztuka origami jest ich pasją, którą zaczęli rozwijać podczas pokazów, na których zarabiają. Coraz bardziej interesują się nimi konińskie i poznańskie media. Mają zapał i chęci, żeby udowodnić światu, że jeżeli „się chce”, to można. Skąd wiem? Wchodzę w skład Dorigami.


Oto mały przegląd ludzi, którym „się chce”. Którzy mają pomysł na siebie i wcielają go w życie. Pamiętajcie, że „zarabiać” można nie tylko pieniądze. Takie inicjatywy pomagają rozwinąć skrzydła, własne kompetencje społeczne. Własne hobby może oznaczać o wiele więcej niż tylko brak wolnego czasu. Sława, kariera, rozpoznawalność, poznawanie nowych ludzi i miejsc, odkrywanie możliwości, o których wcześniej nawet byśmy nie pomyśleli. Tak się zyskuje. Tak się zarabia. Tak się wspiera rozwój samego siebie.

Kończąc przytoczę zdanie, które widniało na drzwiach jednego z poznańskich punktów ksero:
„Nigdy nie mów, że czegoś nie da się zrobić, bo zawsze znajdzie się idiota z inicjatywą, który nie wie, że tego nie da się zrobić i to zrobi!”.

Dominika Pacyńska, 20l.

Czytaj więcej...

Wypalenie zawodowe - powolna śmierć pasji

- Kim chcesz być jak będziesz dorosły? – pytam grupy sześciolatków
- Policjantem, strażakiem, fryzjerką, nauczycielką…

Patrzę na rozgorączkowane twarze dzieciaków, które z błyszczącymi oczami i podekscytowanymi głosami opowiadają, kim zostaną w przyszłości. Niektóre opowiadają o swoich rodzicach i ich zawodach. Chcą tak jak oni być bankierem jak tata, czy kosmetyczką jak mama.

Potem? Wyrastają ze swoich postanowień. Niektóre - przecież mamy policjantów, strażaków, nauczycieli. Tak się zastanawiam, kto wie, może to ich postanowienie jeszcze z dzieciństwa? A może tak po prostu wyszło? Przypadek? Powołanie? A może … pasja?

Kolejny krok to studia, które są przepustką do zdobycia wymarzonego zawodu. Zaczynamy pracę i … No właśnie to groźne „i”


Zawód początkowo wykonywany z pasją. Praca – marzenie. Nieważne, jaki to zawód. Każdy powinien być uprawiany z powołaniem.

Pierwsze miesiące, czy lata pracy. Ciągle jeszcze mówimy z dumą, o swoich pomysłach, innowacjach, co zrobimy, co wprowadzimy. Mnożące się w umysłach myśli, które ciągle dodają nam skrzydeł. Potem coś się dzieje. Czujemy, że to co chcemy zrobić zderza się z murem obojętności, pogardliwego pytania – daj spokój, chce ci się? Bezsensu.

Jeszcze z tym walczysz, wierzysz, że to co robisz, robisz dobrze, jest to potrzebne. Potem… czujesz zmęczenie. Zastanawiasz, co się stało: dlaczego praca nie cieszy? Dlaczego coraz gorzej jest wstać do niej? Dlaczego czujesz nasilające się zniechęcenie – przecież tak kochałaś, to co robisz? Dlaczego to, co było twoją pasją tak po cichu umiera?

Otóż masz do czynienia z wypaleniem zawodowym. Zjawisko to zostało pierwszy raz zdiagnozowane przez Christinę Maslach - psycholog socjalną amerykańskiego pochodzenia. Odkryła ona, że wypalenie zawodowe to nic innego jak chroniczna reakcja organizmu na stres, na który składają się trzy elementy:

- Wyczerpanie emocjonalne i psychofizyczne. Na tym etapie odczuwa sięlęk, napięcie, zniechęcenie, poczucie krzywdy, bezsenność, stan depresyjny, poczucie fizycznego zmęczenia.

- Depersonalizacja. Mamy tu do czynienia z narastającą obojętnością, niechęcią do kontaktów z otoczeniem i wzrastający cynizm.

- Poczucie obniżenia osobistej adekwatności. Etap ten jest najbardziej groźny dla poczucia własnej wartości. Tracimy satysfakcję i zaangażowanie zawodowe. Coraz częściej odczuwamy rozczarowanie i poczucie klęski. Obwiniamy się za brak umiejętności.

Jak poradzić sobie z takim zjawiskiem?Jak obronić swoją pasję i siebie? Aby odpowiedzieć na to pytanie należy poznać etapy, które składają się na proces wypalenia zawodowego. Należy podkreślić, że każdy kolejny etap to coraz silniejszy stopień szkody i coraz bardziej radykalny sposób radzenia sobie z objawami.

Pierwszym etapem jest stadium ostrzegawcze. Niestety może być niezauważalne, bądź nierozpoznawalne. Objawami tego etapu jest skłonność do coraz częstszych przeziębień, ciągłe bóle głowy. Problemy ze spaniem i narastająca irytacja. Zapobieganie nie jest trudne. Wystarczy jedynie krótki odpoczynek bądź zajęcie się tym, co najbardziej lubimy. Kiedy jednak zlekceważymy pierwsze oznaki, dochodzi do kolejnej fazy wypalenia zawodowego. Trwałe i dłuższe występowanie syndromów, które zmieniają się w gwałtowne wybuchy irytacji i niemożliwości skupienia na pozornie łatwych zajęciach, które do tej pory nie sprawiały żadnych kłopotów. Pojawia się także nieprzyjemny objaw dokuczliwy dla otoczenia – pogardliwe odnoszenie się do ludzi. Zapobieganie: wymagany jest dłuższy odpoczynek. Dobrą receptą jest odcięcie się od pracy i zajęcie zupełnie czymś innym, co sprawia nam satysfakcję. Kiedy jednak zlekceważy się ten etap wypalenia, dochodzi do trzeciej i najbardziej groźnej fazy. Groza tego zjawiska polega na tym, że syndromy z poprzednich etapów stają się chroniczne. Dochodzi do powstania wrzodów żołądka, występowania nadciśnienia, napadów depresji. Może nastąpić poczucie osamotnienia i alienacji. Także w sferze osobistej następuje kryzys. W tej sytuacji cierpi nie tylko osoba dotknięta wypaleniem zawodowym, ale i jej rodzina, przyjaciele oraz współpracownicy.

Leczenie: w tym przypadku jedynie pomocna okaże się terapia z profesjonalistą. Trzeba pamiętać, że na tym etapie może dojść do poważnej depresji i zagrożenia wyrzuceniem z pracy.

Jak widać z powyższego tekstu wypalenie zawodowe może być groźnym zjawiskiem nie tylko dla nas samych, ale i dla naszego otoczenia. Warto zatem spojrzeć w głąb siebie, zainteresować się swoim samopoczuciem. To nie egoizm, to zadbanie o siebie i o to, co w życiu lubimy robić. Czy pasja nie zasługuje na to, żeby ją ocalić?

Na podsumowanie tego wykładu posłużę się mottem, według którego żyje moja koleżanka Marta Obuch – autorka komedii kryminalnych – bo życie polega na przeżywaniu.

Ja się pod tym podpisuję. Ktoś jeszcze?

Czytaj więcej...

Drobiazgi, które upiększają świat

  • Opublikowano w Magazyn

zdj3Marilyn Monroe w filmie Mężczyźni wolą blondynki śpiewała, że diamenty są najlepszymi przyjaciółmi dziewczyny. Rzeczywiście – nawet jeśli nie każda z nas marzy o wartościowych błyskotkach od Tiffany’ego, Cartiera czy Harry’ego Winstona, to z pewnością żadna nie kryłaby zadowolenia z posiadania ich. Mimo wszystko niewiele z nas może sobie pozwolić na te piękne małe dzieła sztuki. Spora część kobiet jednak kocha biżuterię. Jak radzimy sobie w tej sytuacji, gdzie z jednej strony uwielbiamy precjoza, a z drugiej po prostu nie stać nas na nie? Zwykle kupujemy rzeczy z mniej wartościowych materiałów u jubilera lub poszukujemy czegoś odpowiedniego w działach z akcesoriami sklepów sieciowych. Bardzo popularne w ostatnich czasach stało się również zamawianie biżuterii u młodych, zdolnych i kreatywnych osób, które w wolnych chwilach tworzą te robiące wrażenie drobiazgi. Jedną z takich osób jest 20-letnia Gabriela, dziewczyna, traktująca swoje zajęcie wyłącznie jako pasję, ale według mnie zasługująca na miano projektantki biżuterii.

- Trudno mi określić styl, w jaki wpisują się moje „wyroby”. Myślę, że zaszufladkowanie tego, co robię i spięcie w nawiasy pewnie dodałoby mi splendoru, ale ja robię to spontanicznie i chyba najodpowiedniejsze będzie określenie „styl wolny”. Moje wyroby są czasem starannie przemyślane, a innym razem zrobione pod wpływem nagłego "olśnienia". Nie preferuję żadnego typu, wzoru, koloru biżuterii. Tworzę to, co wydaje mi się w danej chwili odpowiednie – mówi młoda artystka. Jak sama zaznacza, najczęściej wykonuje kolczyki. To one są głównym przedmiotem jej zainteresowania. Czasami robi też bransoletki, ale jest to uzależnione od potrzeb. Nieraz wystarczy, że zobaczy jakiś materiał, albo stare elementy biżuterii i już wie, że wykorzystując poszczególne części, może wykonać coś nowego, ciekawego.

zdj14Gabriela ciągle stara się odnaleźć również w innych dziedzinach tworzenia. Próbowała i cały czas próbuje swoich sił w dziedzinie mody. Jakiś czas temu zaczęła się interesować szyciem oraz przeróbką ubrań. Zafascynowało ją to jak w prosty sposób można odmienić stary T-shirt, spódnicę czy sweter. – Mimo wszystko chciałabym się związać w przyszłości z projektowaniem biżuterii. Wiem, że na pewno z tego nie zrezygnuję i wiem, że jeśli w przyszłości nie będzie to moim głównym zajęciem, to przynajmniej jedyną pasją mojego życia.

Historia miłości Gabrieli jest dosyć typowa. - Już jako małe dziecko nosiłam czereśnie na uszach. Tak jak prawie każda dziewczynka. Pomysł na robienie swoich rzeczy wziął się u niej poprzez obserwowanie, ale głównie z chęci noszenia czegoś innego, indywidualnego, co by podkreślało jej osobowość. - Podglądałam mojego tatę. Jest on bardzo zdolnym złotnikiem, więc dzięki obserwowaniu jego pracy zawsze mogłam liczyć na poznanie nowych technik wykonywania biżuterii.

Dzięki swojemu tacie dziewczyna miała też możliwość zdobywania pierwszych potrzebnych materiałów. Jak sama z uśmiechem przyznaje zwyczajnie je podbierała. Aktualnie części i ozdobne drobiazgi wyszukuje również na pchlich targach czy wśród wielu innych rzeczy na giełdzie. Czasami przerabia starą połamaną biżuterię, traktując ją jako półprodukt. – Materiały zazwyczaj kosztują grosze, ale czasem jest to większa inwestycja. Jeśli chodzi o kwestie finansowe, to wymagana jest kreatywność. Nie trzeba mieć dużo pieniędzy, by stworzyć coś pięknego. Uważam, że każdy może robić biżuterię. Zależy to jedynie od jego pomysłowości. Można ją wykonywać dosłownie ze wszystkiego - od drewnianych patyczków, po starą aluminiową puszkę. Zawsze będzie miała ona swój wyjątkowy charakter.

zdj23Dziewczyna część potrzebnych rzeczy robi również sama - gnie druty, wykonuje półprodukty. Ostatnio, na tyle, na ile pozwala jej czas, ćwiczy również stapianie różnokolorowych fragmentów szkła. Choć jak sama zaznacza, na tym etapie tworzenia trudno mówić o świadomym tworzeniu. Dodaje również, że marzy o wyrabianiu własnych niepowtarzalnych koralików i nawet zaczęła już ten plan wcielać w życie.

Jeśli zaś chodzi o sam projekt rzeczy, którą chce zrobić, młoda projektantka nie zawsze go tworzy. Czasami rysuje, ale głównie jej praca opiera się na pomyśle, który po prostu chce jak najlepiej przełożyć bez szkicowanie. Zdarza się także, że widząc jakąś biżuterię czerpie inspirację do zrobienia własnej. - Zawsze próbuję czegoś nowego, wychodzi mi to nieraz nawet dobrze, ale niekiedy nie potrafię sprostać wyzwaniu. Robienie takiej biżuterii ma na celu przetestowanie nowych materiałów czy też sprawdzenie moich możliwości.

Cały proces tworzenia, oprócz technicznych umiejętności, wymaga także właśnie pomysłowości i ogromnej kreatywności. Gabriela opowiada, że jeżeli już coś widzi oczami wyobraźni, to technicznie nie stanowi to problemu. Wygina bigle, które stanowią podstawę, robi zapięcie i w zależności od tego, co to ma być, wykonuje element. – Jeśli chodzi o część „estetyczną”, zawsze staram się pozyskać odpowiednie materiały do danego projektu, ale czasem zdarza się tak, że nie może ona ujrzeć światła dziennego, gdyż gotowy wyrób nie byłby funkcjonalny, czy też brakuje mu "tego czegoś".

zdj29Kiedy pytam dziewczynę o cechy jakie trzeba mieć, by móc zająć się tym, co ona, odpowiada, że konieczne są głównie chęci, ale też właśnie zdolności manualne i cierpliwość. Pasja ta pochłania również dużo czasu. – Ostatnio poświęcam jej go bardzo mało, gdyż studiuję. Jednakże im więcej poznaję różne techniki, tym bardziej jestem pewna, że przyjdzie czas, kiedy cała zabawa przerodzi się w gruntowne zaznajomienie się z rzemiosłem, które jest niezbędne do swobodnego poruszania się w tej materii. Wykonanie jednej rzeczy trwa godzinę, dwie, a czasami dłużej.

 

Jeśli natomiast chodzi o zadowolenie z produktów swojej pracy, Gabriela podkreśla, że jest perfekcjonistką i nie zdarza jej się raczej być pełną podziwu dla tego, co stworzy. Często wraca do czegoś, co już zrobiła, by móc to zmodyfikować i ulepszyć. – Nigdy nie zdarzyło mi się czegoś wyrzucić, ale w 90% bardzo trudno jest przenieść wymarzoną wizję na rzeczywistość. Dopiero wtedy, gdy moja znajomość obróbki metalu będzie na dobrym poziomie, łatwiej osiągnę to, co wymyśliłam. Na razie największą satysfakcję daje uśmiech na twarzy osoby, która chce nosić to, co zrobię.

Dziewczyna mówi, że bardzo chciałaby nadal pogłębiać swoją wiedzę w dziedzinie jubilerstwa. Jest pewna, że jeszcze wiele nauczy ją jej tata. Z podziwem w głosie dodaje, że chciałaby choć w połowie wiedzieć i umieć to, co on. Na razie nie planuje nauki pod tym kątem w szkole czy na kursie, ponieważ nie ma na to czasu, choć nie ukrywa, że w przyszłości bardzo by chciała. Dodaje: - Idąc na studia kierowałam się tym, aby mieć "pewny zawód", dzięki któremu z łatwością znajdę pracę, a jubilerstwo miało zostać moim popołudniowym hobby.

Pasja oczywiście koliduje w jakimś stopniu z innymi zajęciami dziewczyny. Na pierwszym miejscu są studia, ale często ucząc się, rysuje ona projekty, które chce wykonać w wolnym czasie. Inspiracje zazwyczaj przychodzą same. - Czasami widzę jakiś element, kuleczkę, patyczek, pałeczkę i zaczynam się zastanawiać, czy coś z tego można zrobić. Wiele rzeczy lepiej wygląda w wyobraźni niż w rzeczywistości, niestety. To, co uda mi się zrobić daję znajomym i jestem szczęśliwa, że to, co stworzę komuś się podoba. Kiedy widzę kobietę noszącą moją biżuterię czuję zadowolenie, prawdziwe zadowolenie. Oczywiście sama też noszę moje „produkty”, bo robię je głównie dla siebie. Zdarza się też, że wymyślam coś, co tata wykorzystuje w swojej pracy.

zdj31Gabriela śmieje się, że bliscy czasami mają już dosyć jej pomysłów. Rodzice są zmęczeni jej ciągłym kombinowaniem i testowaniem nowych idei. Często wypróbowując kolejne koncepcje, niekoniecznie związane w 100% z biżuterią, angażuje ona w swój nierzadko abstrakcyjny pomysł całą rodzinę. To właśnie rodzina jest też głównym nabywcą jej biżuterii. – Najbliższe osoby, a także znajomi są testerami nowych wzorów lub po prostu proszą mnie o zrobienie czegoś, co zauważyli u mnie wcześniej. Mają oni jakieś swoje wyobrażenia odnośnie tego, co chcieliby nosić, ale też zdają się na mój instynkt. To, co zrobię zależne jest np. od okazji, na którą ma być przygotowane. Inaczej zrobię eleganckie kolczyki na wieczór, a inaczej codzienną bransoletkę.

Osoby z otoczenia dziewczyny mówią, że ma ona artystyczną duszę, a sama zainteresowana w 100% się z tym zgadza. Uwielbia modę, ciągle śledzi najnowsze trendy. W wolnych chwilach lubi zajmować się rękodziełem, nieustannie próbuje robić coś nowego - miski, żyrandole, świeczniki, gadżety do domu, ale też uwielbia decoupage (ozdabianie przedmiotów wzorami wyciętymi z papieru). Projektowanie wymaga też śledzenia aktualnych tendencji. Moja rozmówczyni podkreśla, że zawsze jest coś nowego, ale zdarza się, i to coraz częściej, że są to przybliżone wzory wyrobów sprzed kilkunastu lat, które przeżywają swoją drugą młodość. Zyskują one poprzez nowatorskie podejście do danego trendu. Jeśli chodzi o jej osobiste upodobania, to największe wrażenie robi na niej duża, kolorowa, a najlepiej abstrakcyjna biżuteria.

Gabriela jest doskonałym przykładem tego, jak kreatywni i niezwykli potrafią być młodzi polscy projektanci biżuterii. Choć ona sama nie określa się jeszcze tym mianem, z pewnością postrzega już siebie w tej kategorii. W końcu to, co tworzy jest efektem jej pomysłów i idei. W Polsce coraz więcej pojawia się miejsc, gdzie można kupić biżuterię w bardzo zindywidualizowanym i charakterystycznym stylu. Najbardziej szeroki wybór oferuje nam oczywiście Internet. To tu znajdziemy sklepy kolejnych designerów z zaskakującym podejściem do projektowania. Warto zdecydować się na dzieło wychodzące spod ręki właśnie nieznanego jeszcze artysty. Pamiętajmy, że piękne są nie tylko tak uwielbiane przez bohaterkę, którą zagrała Marilyn Monroe, diamenty, ale również (patrząc ze względu na szlachetność materiału) teoretycznie bezwartościowe wyroby, którym artyści nadają duszę. W noszeniu biżuterii nie chodzi przecież o to, by pokazywać światu swoje bogactwo materialne, lecz o podkreślenie swojego stylu i zaakcentowaniu tego, co najbardziej w sobie lubimy.

Zarówno zdjęcia, jak i biżuteria znajdująca się na nich są autorstwa Gabrieli Józefowicz.

Czytaj więcej...

Pasja w wyścigu o nasz czas

  • Opublikowano w Magazyn

pasja1W magazynach dla kobiet niejednokrotnie wyczytać można, jak ważna jest radość życia. Tytuły z okładek krzyczą, że powinnyśmy być wiecznie uśmiechnięte, zadowolone, zrelaksowane i przede wszystkim spełnione.

Nad trzema pierwszymi określeniami nie warto się chyba rozwodzić. Co jednak oznacza ostatnie z nich? Kobieta spełniona, czyli jaka? Część z Was odpowie zapewne, że taka, która osiągnęła sukces zawodowy, ma wspaniałą rodzinę czy udany związek. Ja jednak uważam, że kobieta spełniona to ta, która posiada luksus robienia tego, co daje jej satysfakcję – jeśli nie w pracy, to przynajmniej w czasie wolnym.

Sposobów na samorealizację jest tyle, ile może zrodzić się w naszych głowach. Warunek konieczny to przede wszystkim właśnie pomysłowość, chęć do działania, ale też pewne zasoby czasu. Z tym ostatnim, jak powszechnie wiadomo, większość z nas ma problemy. W końcu spoczywa na nas szereg obowiązków. Niewiele jest osób, które żyją tylko przyjemnościami, mogąc pozwolić sobie na rezygnację z ciężkiej pracy.
Wygospodarowanie choćby kilku wolnych chwil jest dla ogromnej części Polek prawdziwym problemem. A jeśli już uda się to zrobić, kobiety wolą poświęcić je na prace domowe, spotkania z najbliższymi czy po prostu odpoczynek przed telewizorem. Poza tym pojawić się może szereg innych czynników, które uniemożliwiają realizowanie pasji. Jakich?


O tym opowiedziała mi 22-letnia Ania, studentka prawa. - Kiedyś miałam wiele hobby. Wszystko, za co się brałam wychodziło w zasadzie dobrze. Rysowanie, szydełkowanie i inne formy artystyczne były moją pasją w okresie dzieciństwa. Dodatkowo moje prace trafiały na duże aukcje charytatywne, co sprawiało mi radość i wielką satysfakcję. Jak każde dziecko uwielbiałam też śpiewać i występować w sztukach - byłam odważna i wierzyłam w siebie. W tamtych latach swój czas wolny spędzałam jak tylko chciałam, mogłam robić wszystko – wspomina z rozrzewnieniem. Jak sama jednak stwierdza jej największą pasją był taniec. Zauważa, że mogła być zmęczona, lecz nie miało to żadnego znaczenia – tańcząc nie czuła tego. Kiedy pojawiały się problemy, taniec pomagał jej się z nimi uporać. Do końca gimnazjum był dla niej wszystkim. Niestety, w pewnym momencie musiała pożegnać się ze swoją miłością. - Choroba sprawiła, że musiałam zrezygnować z tego, co dawało mi największą radość. Już w podstawówce pojawiały się problemy ze stawami skokowymi, jednak nie były one tak poważne. W miarę upływu lat każdy krok był bardzo ważny. Jeden niewłaściwy ruch i miałam wycięte kilka miesięcy z życia. Problem stawał się coraz poważniejszy, gdyż zaczął dotyczyć także kolan. W końcu musiałam przejść operację. To właśnie po niej zakończyłam swoją przygodę z tańcem raz na zawsze. Dziewczyna daje mi do zrozumienia, że tak naprawdę zamknęły się przed nią również inne możliwości. Nie mogła robić wielu rzeczy. Na przykład jakikolwiek sport stał się dla niej w jednej chwili marzeniem, którego już nigdy nie będzie w stanie zrealizować. - Było mi bardzo ciężko, razem z tańcem zatraciłam jakąś część siebie, przestałam pisać, rysować, śpiewać. Nic nie dawało mi satysfakcji. W tamtym czasie moją rozmówczynię spotkała jeszcze jedna strata – w wypadku pasja2samochodowym zginął jej tata. - Było nam z mamą ciężko, a z racji tego, że nigdy nie byłam zbyt otwarta, jeśli chodzi o swoje uczucia, zamknęłam się w swoim pokoju, życie poświęcając nauce. Cały czas siedziałam w książkach. Gdy zmieniłam szkołę, poznałam nowych ludzi i spotykałam się z nimi, ale mimo wszystko nauka zajmowała najwięcej czasu. Wybierając ją miałam też inny cel - zdobycie stypendium, by pomóc mamie w problemach finansowych. Później zaczęły się studia. Ania wyjechała ze swojego rodzinnego miasta, a to wiązało się z kosztami, więc znów nauka stała się priorytetem. Mimo posiadania przyjaciół i chłopaka, zaczęło jej czegoś brakować. – Gdzieś pomiędzy tymi wszystkimi przeżyciami zatraciłam swoją radość życia. Chciałam odnaleźć jakieś zaginione hobby na nowo. W końcu postanowiłam coś zmienić. Próbowałam znów pisać, ale niestety nie miałam już takiego talentu, a nie stać mnie było na odnalezienie swoich mocnych stron na różnorodnych kursach. Impuls sprawił, że pewnego poranka wzięła ołówek oraz kartkę i zaczęła rysować. - Kilka prac wypadło całkiem nieźle. Nie mam jednak sprzętu do rozwijania tej umiejętności, o ile tak to można nazwać. Zapytasz mnie, jakiego sprzętu? Niestety w dzisiejszym świecie rozwijanie swoich umiejętności wiąże się z wydatkami. Jeśli chcemy być zauważeni, musimy sprostać najpierw tym, którzy swoje talenty są w stanie rozwijać na specjalistycznych kursach. Dziś próbuję zrobić coś jeszcze, mając nadzieję, że to pomoże mi odzyskać pewność siebie i dawną radość. Nie będę zdradzać o co chodzi, bo nie chcę zapeszyć, ale możesz mi życzyć powodzenia.

Przykład Ani dokładnie przedstawia jak okrutny potrafi być los. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że możliwość poświęcenie się ulubionemu zajęciu jest prawdziwym darem, który może nam zostać odebrany. Kiedy stracimy już to, czemu uwielbiamy się oddawać, potrzeba wiele sił i motywacji, by na nowo szukać pasji. A można ją znaleźć dosłownie wszędzie. Często także w innych osobach. Wie o tym doskonale 53-letnia Maria, księgowa pracująca w średnim przedsiębiorstwie.Nigdy nie miałam żadnej konkretnej pasji. Interesowałam się wieloma kwestiami, ale ani jedna nie była dla mnie tak wciągająca, by się w nią zagłębić. Poza tym ciągle nie miałam czasu – najpierw były studia, później pierwsza praca, w której musiałam się nieustannie wykazywać, założenie rodziny. Kiedy pojawiły się moje dzieci, to one stały się dla mnie priorytetem. A jak wiadomo ciężko pogodzić pracę, zajmowanie się domem oraz wychowanie pociech i przy tym znaleźć jeszcze chwilę na własne przyjemności.

pasja3Maria przekonuje mnie, że nawet bez posiadania konkretnych zamiłowań czuje się spełniona, ponieważ może pochwalić się dwiema wspaniałymi córkami i synem. Teraz, gdy w końcu odrobinę zwolniła udało jej się uświadomić sobie, co tak naprawdę daje jej radość i sprawia, że każdy kolejny dzień wita pełna energii. – Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że to właśnie wielka rodzina – mąż, dzieci, wnuki, moje siostry są... moją pasją. Spędzanie z nimi wolnego czasu, to najlepsze, co mogę dla siebie zrobić. Kobieta przyznaje, że przy okazji odkryła jak wiele szczęścia daje jej rozpieszczanie najbliższych poprzez gotowanie im i wydawanie dla nich przyjęć. I chociaż nie zawsze okoliczności sprzyjają częstemu widywaniu się i zbieraniu rodziny przy jednym stole, stara się ona, aby przynajmniej w czasie świąt czy urodzin każdego z członków wszyscy byli w komplecie. Wtedy może się popisać swoimi kulinarnymi zdolnościami i finezją. – Czas w kuchni, który teoretycznie jest ciężką pracą, to dla mnie tak naprawdę relaks. Wszystkie przygotowania, zapachy, kolory wprawiają mnie w znakomity nastrój. A najbardziej miłe w tym wszystkim są efekty, czyli widok uśmiechów na twarzach moich smakoszy. I te ich pytania, jak ugotowałam jedną potrawę, z czego składa się inna. Później też dzielenie się nowymi przepisami, pomysłami. Wiem, że dla wielu osób to bardzo błahy, czy wręcz śmieszny temat, ale ja naprawdę kocham być z moją rodziną i ubarwiać ich życie tymi drobnymi kulinarnymi „wyczynami”. Moja rozmówczyni na zakończenie dodaje, że według niej faktycznie to głównie nadmiar obowiązków, a przede wszystkim wynikający z niego ciągły brak czasu uniemożliwia oddawanie się swoim pasjom czy chociażby odpoczynek w sposób taki, jaki każda z nas najbardziej lubi. – Nie chciałabym wypowiadać się w imieniu wszystkich kobiet, ale większość tych, które znam to perfekcjonistki, czujące nieopuszczającą je ani na minutę potrzebę robienia wszystkiego idealnie. Szczególnie młodsze pokolenie chce realizować wiele ambicji, podejmować wyzwania, a przy tym z niczego nie rezygnować. Myślę, że zbyt wiele oczekuje się od życia. Za dużo chcemy doświadczyć. W tym ciągłym pędzie łatwo zagubić siebie i zapomnieć o tym, co tak naprawdę daje nam radość. Dlatego czasami warto zwolnić i przypomnieć sobie własną osobę sprzed „wielkiej gonitwy”, a wtedy na pewno będziemy robić, co w naszej mocy, by wygospodarować czas dla siebie.

W słowach Marii jest dużo prawdy. Zazwyczaj ułożenie listy spraw, które są dla nas priorytetowe oraz zebranie tych mniej ważnych, a także dobra organizacja i planowanie dnia pozwolą znaleźć odpowiednią ilość czasu do realizacji własnych zamiłowań. Czasami jednak okazuje się, że nawet życie z kalendarzem i zegarkiem w ręce nie pomaga nam wyszukać wolnych chwil. Co wtedy nam pozostaje? 31-letnia Oliwia, kosmetyczka prowadząca własny salon twierdzi, że jedynym wyjściem jest pogodzenie się z sytuacją i odłożenie rzeczy, które lubimy robić na później. Na później, czyli na kiedy? – Nie wiem, ja ciągle mówię, że za tydzień, miesiąc, rok uda mi się w końcu wrócić do tego, co sprawia mi przyjemność. Ale kolejne tygodnie mijają, a ja wciąż marzę o tym, by chociaż porządnie się wyspać. Tak naprawdę myślę, że to „później” oznacza chyba emeryturę – mówi rozbawiona kobieta. Jak sama wspomina, odkąd zaczęła pracować, czyli już na studiach, niezwykle rzadko pozwala sobie na jakiekolwiek przyjemności. Szczególnie teraz, kiedy prowadzi własny biznes nawet obejrzenie serwisu z informacjami w telewizji graniczy u niej z cudem. Wcześniej, gdy była dzieckiem uwielbiała podróżować z rodzicami. – Zwiedziliśmy wiele wspaniałych miejsc. Pamiętam, że z niecierpliwością oczekiwałam na kolejne nasze wyjazdy. Praktycznie co drugi weekend jeździliśmy na wycieczki. Polegały one na tym, że wcześniej szukaliśmy miejsc, które warto by zobaczyć, mama szykowała prowiant, tata obmyślał trasę, a później ruszaliśmy w drogę. Dwa razy w roku wybieraliśmy się też w podróże z prawdziwego zdarzenia, czyli lecieliśmy w jakieś odleglejsze miejsca.

Oliwia opowiada, że nigdy nie udało jej się postawić nogi w jakimkolwiek kraju znajdującym się poza Europą, ale nasz kontynent przemierzyła wzdłuż i wszerz. Doskonale pamięta szczegóły kolejnych wypraw – smak lodów we Włoszech czy niezwykłą atmosferę Paryża. – To były świetne czasy. Moim jedynym obowiązkiem była szkoła, w której nie miałam większych problemów. Mogłam więc robić to, na czym zależało mi najbardziej. A z racji tego, że w domu nie mieliśmy problemów finansowych sprawa wydawała się jeszcze prostsza. Często wyobrażałam sobie, że jako dorosła kobieta lecę do Australii czy Chin. Na marzeniach się skończyło. I choć podobnie jak w dzieciństwie, nie jest u mnie jakoś wyjątkowo źle z pieniędzmi, to nie mogę wybrać się w żadną podróż. Nie zostawię przecież mojego salonu. Muszę korzystać z tego, że mam sporo klientek, a poza tym lubię pilnować sama interes. Nie potrafię powierzyć prowadzenia biznesu nawet mojej najbliższej współpracowniczce. Chyba nic na to nie poradzę.

Oliwia tłumaczy mi, że naprawdę bardzo chciałaby wybrać się gdziekolwiek, ale od razu dodaje, iż źle czułaby się ze świadomością wyjechania z miasta w momencie, gdy w końcu firma zaczęła przynosić zadowalające dochody. Kobieta wskazuje też jak ważne jest dla niej, by realizować się w pracy i mieć poczucie wykorzystania każdej zawodowej szansy. Według niej jeśli bardzo lubi się swój zawód, to upierając się, można nazwać go pasją. Albo przynajmniej wmówić sobie, że nią jest. Wtedy nieobecność naszego hobby i relaksu może okazać się znośniejsza.

Taniec, podróże, gotowanie, uprawianie sportów, sztuka... Nieważne jest, czym lubimy się zajmować, ale to jak podchodzimy do własnego zamiłowania. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że każda z nas ma inne priorytety. Niektóre z Pań uważają zapewne, że domaganie się czasu tylko dla siebie jest egoistyczne i lepiej byłoby skupić się na potrzebach innych, np. dzieci. Nie twierdzę, że jest to coś niewłaściwego. Myślę jednak, że odrobina egoizmu i szaleństwa byłaby dobra dla każdej z nas. I nawet jeżeli nie posiada się konkretnego hobby, warto szukać czegoś, co pomoże się zrelaksować, oderwać od codzienności i przypomnieć o marzeniach z czasów dzieciństwa.

Artykuł ten zakończę pustym, dla wielu, hasłem – musimy nauczyć się dzielić swój czas między obowiązki, przyjemności i zwykłe leniuchowanie. A, o ile to konieczne, powinnyśmy też zmienić swoje podejście do ambicji zawodowych i sukcesu. Znaleźć równowagę. Nie rezygnować z niczego, ale przenieść część swojej uwagi na zaniedbywane i odkładane w nieskończoność plany. Pasje walczą w wyścigu o każdą minutę naszego czasu. Miejmy nadzieję, że ich walka coraz częściej będzie kończyć się sukcesem.

Imiona bohaterek zostały zmienione na ich życzenie.

Czytaj więcej...

Obiektyw oknem na świat

  • Opublikowano w Magazyn

foto1- Nigdy nie sugerowałam się żadnym stylem fotografowania. Po prostu jedno zdjęcie mi się podoba, a drugie nie. Mało tego – tak bardzo broniłam się przed jakimś ukierunkowaniem w fotografii, że nie chciałam iść na żaden z kursów – mówi 21 letnia Ula, która od wielu lat pasjonuje się fotografią i dziś nie wyobraża sobie bez niej życia. - Sięgnęłam tylko do instrukcji obsługi aparatu. Odpowiada mi taka wiedza, bo nie ma tam sugestii, tylko konkretne wskazówki. Może to śmieszne, ale boję się, że idąc na kurs coś zostanie mi zabrane i będę robiła zdjęcia zgodne z estetyką prowadzącej go osoby. Chcąc nie chcąc ktoś, od kogo się uczę pokazuje mi swój kierunek. Zależy mi na tym, by robić zdjęcia tak jak ja je widzę. Nie mam pojęcia czy prezentują one jakąś wartość, ale wiem, że dla mnie są... bezcenne.

 

Ula to niezwykła dziewczyna. Pogodna, optymistycznie nastawiona do świata i każdego nowego doświadczenia. Trudno wyrazić słowami jak niesamowitą aurę wytwarza wokół siebie, tym bardziej opowiadając o swoim zamiłowaniu. Jak sama wspomina, gdy była dzieckiem, zawsze strasznie interesowała ją ta mała skrzyneczka, którą rodzice robili jakieś cuda. - Czasem błyskało, czasem po prostu pstrykało i można było przejrzeć się w półkuli, która wysuwała się po przesunięciu magicznego przycisku. Dopiero po jakimś czasie dowiedziałam się, że błysk dawała lampa, pstrykanie to naciśnięcie spustu migawki, a to tajemnicze szkiełko to soczewka obiektywu – mówi z uśmiechem. – Pamiętam, że podobało mi się też zmienianie kliszy. Kiedy byłam mała, rodzice robili bardzo dużo zdjęć, ale do pewnego momentu. Nie wiem dlaczego to się urwało, ale ja przejęłam pałeczkę i tak mi już zostało.

 

foto2Pierwszy własny aparat dziewczyna dostała w 4. klasie podstawówki. - Rodzice zabrali mnie do sklepu i pozwolili, żebym sama wybrała sobie prezent urodzinowy. Bardzo dobrze pamiętam tę sytuację, bo stanęłam przed jednym z „najtrudniejszych” w życiu wyborów... Zabrać ze sobą elektronicznego pieska, który biegał, merdał ogonem i podnosił łapę czy aparat. Wybrałam to drugie! – Ula śmieje się na samo wspomnienie całej sytuacji i dodaje: - Nie mam pojęcia czy to zaważyło na dalszej kolei wydarzeń, ale nie wierzę w przypadki. Chyba po prostu tak miało być. Do dziś mam ten aparat – toporny, srebrno-czarny klocek. Zadziwia mnie, że jako mała dziewczynka skusiłam się na coś tak ponurego z wyglądu, ale jak to powiedział Mały Książę „najważniejsze jest to, co niewidoczne dla oczu”, a dla mnie wnętrze było cudowne. Ula wskazuje, że niezwykle ważna dla niej była możliwość podejmowania decyzji, co uwieczni i zapamięta, a co nie. Nadal świetnie czuje się z nieopuszczającą ją niezależnością w kwestii stylu fotografowania oraz tego, kto lub co będzie obiektem realizowania jej sztuki. Aktualnie uwielbia robić zdjęcia ludziom w codziennych sytuacjach. Dziewczyna zwraca uwagę, że chyba najlepiej robi się fotografie człowiekowi, gdy jest on tego nieświadomy. Zdjęcia są wówczas prawdziwe, swobodne, bo ludzie są... prawdziwi i swobodni. Podkreśla również, że za pomocą aparatu, mimo tego, że niektórzy w to nie wierzą, można uwiecznić uczucia. Według niej człowiek mówi też ciałem i to często nawet więcej niż potrafi wyrazić słowami, a ona, jako artystka, tę mowę obserwuje. - Niektórzy współpracują z modelkami, fryzjerami, stylistami, wyszukują się za pomocą portali internetowych itp. Jest to wspaniała okazja do poznania wielu ciekawych osób, ale mnie to nie kręci. Moim zdaniem modelki nigdy nie są spontaniczne. Zwykle operują wachlarzem wcześniej wyuczonych min, gestów i póz, które opanowały przed lustrem. Nie lubię „ustawianych” zdjęć.

 

foto3Nietrudno odnieść wrażenie, że dla mojej rozmówczyni aparat to przedmiot pierwszej potrzeby, tak ważny jak dla innych kobiet telefon czy podręczna kosmetyczka. Sama zainteresowana potwierdza to mówiąc, że pierwsze pytanie, które pada, gdy wychodzi z domu lub wyjeżdża gdzieś z najbliższymi brzmi: Ula, a zabrałaś aparat?, niezależnie, czy jest to rodzina czy znajomi, a ona zawsze odpowiada to samo: Tak, mam. Aparat jest zawsze najistotniejszy na jej liście rzeczy do zabrania. - Jakiś czas temu poszłam na bilarda ze znajomymi i tego samego wieczoru postanowiliśmy, że w nocy pojedziemy nad morze. Jedyne po co wpadliśmy do domu to bluzy i aparat, bo nie miałam go akurat przy sobie. Każdy ze znajomych wie, że bez niego nie możemy wybrać się na żadną dłuższą wycieczkę. Jeżeli ktoś nowy dołącza do towarzystwa, od razu jest pouczany, żeby się nie przejmował, bo chcąc nie chcąc będzie miał pełno zdjęć – tłumaczy z radością. – Nie każdy chce, żeby robić mu zdjęcia, ale właśnie dzięki takiemu przedstawieniu sytuacji przez znajomych nowa osoba czuje się trochę pewniej widząc, że to naturalne, iż ktoś w zasadzie obcy biega wokół niej „pstrykając fotki”. Wielu ludzi się krępuje, ale nie wiedzą, że piękno jest w każdym. Naprawdę w każdej osobie można znaleźć coś urzekającego, co warto sfotografować. Poza tym czasami naprawdę dużo się dzieje, a nie sposób wszystkiego zapamiętać. Aparat to mój klucz do zatrzymania chwil. Dzięki niemu jestem spokojna, że już nigdy ich nie zapomnę, bo naprawdę byłoby szkoda.

 

foto4Fotografia to niezaprzeczalnie przepiękna i inspirująca dziedzina sztuki, ale chcąc zajmować się nią bardziej poważnie oraz mieć możliwość zrobienia zdjęć naprawdę świetnej jakości trzeba dysponować odpowiednim sprzętem. Dla takiej pasjonatki jak Ula nawet to nie było jednak przeszkodą. Przez długi czas zbierała pieniądze na porządny aparat. Jak? Odkładała kieszonkowe i podejmowała drobne prace, np. koszenie trawy. – Ale tak naprawdę wszystko zawdzięczam rodzicom. To oni kilka lat temu postanowili z okazji Dnia Dziecka przyspieszyć moje żmudne zbieranie pieniędzy. Razem pojechaliśmy kupić wymarzony aparat, który oczywiście sama wybrałam.

 

Dziś fotografowanie jest nieodłączną częścią życia Uli. Ona sama podkreśla, że nie ma pojęcia, co będzie się działo jutro, za tydzień, ale wie, że to, czym zajmuje się teraz, chciałaby robić cały czas. To po prostu weszło jej już w nawyk. Najważniejsi są dla niej ludzie i ich uczucia. Bez nich nie potrafiłaby żyć. Robiąc zdjęcia odkrywa ich zwyczaje, przyzwyczajenia, widzi uśmiech, a czasami również smutek. Wszystkie te kwestie nigdy jej nie powszednieją, bo uważnie je obserwuje a nie puszcza mimochodem. Dzięki swojej pasji może też zapamiętać więcej osób. Wiadomo, że ścieżki się łączą i rozchodzą, często się o kimś zapomina. Ula mając zdjęcia w każdej chwili może sobie przypomnieć dawnych znajomych, a także spędzone z nimi chwile. – Jeżeli miałabym zrobić piramidę wartości, na samej górze byliby ludzie i fotografia, dalej miłość i fotografia, a następnie wolność i fotografia. Dla mnie jest to już nieodłączny fragment mojego życia. Fotografii nie da się wpasować w jedno miejsce, ona po prostu trwa. Daje dużo radości, wspomnień, odprężenia. To wszystko sprawia, że czuję się dobrze. A jeśli ja czuję się dobrze, to każdemu wokół też to się udziela. Widzę same plusy.

 

foto5Skoro dla Uli fotografia jest wypełnieniem jej życia, od razu nasuwa mi się myśl, że musi poświęcać jej bardzo dużo czasu. Pytam więc wprost, czy rzeczywiście jest tak, że wszystkie inne zajęcia podporządkowuje temu jednemu. – Nie, nie wyznaczam specjalnie czasu. Zwykle jest tak, że mam aparat przy sobie. Nawet jeśli mam go nosić cały dzień po to, żeby zrobić tylko 3 zdjęcia. Czasem właśnie te 3 są lepsze niż sto innych z poprzedniego dnia. Na ogół robię ich dużo, co najmniej 2 jednego ujęcia. Zawsze jedno z nich jest lepsze. Rzadko też coś kasuję. Przechowuję je wszystkie i nieraz do nich wracam. Zdarza się, że zdjęcie, które wcześniej mi się nie podobało, teraz okazuje się tym lepszym. Dlatego walczę, gdy ktoś próbuje mi jakieś skasować, bo nie podoba mu się jak wyszedł.

 

Młoda fotograf podkreśla również, że jak do tej pory nie traktowała swojego zajęcia w kategorii pracy. Mówi, że jest na to za wcześnie, chociaż nie wyklucza takiej ewentualności w przyszłości. Do tej pory obsługiwała chrzciny i urodziny, ale nie w celach zarobkowych. Najlepszą zapłatą była radość, którą wywołało u niej samo poproszenie jej o uwiecznienie tak wyjątkowych chwil. Ogromną satysfakcję daje również myśl, że udało się oddać fotografią to, co wcześniej chciało się uchwycić. – Jest kilka takich zdjęć, które w pełni przedstawiły wygląd rzeczywistości. Są też takie, które ani trochę mi się nie podobają. Ale najbardziej cieszę się, kiedy uwiecznię ludzi lub rzeczy, których już nie ma. Do tego dążę, do uchronienia przed zapomnieniem. Jestem szczęśliwa, gdy oglądamy z najbliższymi zdjęcia i nagle ktoś wykrzykuje: „Ja naprawdę tam byłam?” lub „Ja naprawdę to robiłem?”. Wiem, że w pewien sposób to dzięki mnie ta osoba pamięta, co było, mimo, że wcześniej zdążyła już zapomnieć.

 

foto6Dodatkową, a dla Uli chyba najważniejszą zaletą jej hobby jest to, że integruje ono ludzi. W jaki sposób? Dziewczyna sugeruje, że często robiąc zdjęcia, obserwuje relacje między innymi. Czasami nawet w momencie ustawiania poszczególnych osób do wspólnej fotografii z jakiejś imprezy. Wtedy dopiero zauważa się, kto przyszedł, niektórzy dopiero w tym momencie witają się ze znajomymi albo poznają z nieznajomymi. Zwykle tworzy się nieduży chaos, a po zdjęciu wszyscy się rozchodzą, ale już z nowo poznanymi lub dawno niewidzianymi osobami. Ponadto trzeba też przecież wysłać wszystkim zdjęcia. W tym celu wymienia się mailami i numerami telefonów, co również zbliża.

 

Pomimo długiej rozmowy z Ulą i wyraźnego rozjaśnienia kwestii fenomenu jej pasji, nadal nie do końca rozumiem jak to możliwe, by tak bardzo zżyć się z jakąś rzeczą. – Wiesz... ja najbardziej widzę świat obrazami. Dla niektórych najważniejsze są dźwięki, a ja zawsze najbardziej doceniam to, co widzę. Chociażby zamiast zamknąć się w pokoju i posłuchać jakiejś płyty, wolę wyjść i coś pooglądać (zwykle ludzi). I najczęściej też zabieram właśnie aparat po to, by te obrazy zachować – tłumaczy mi i natychmiast dodaje: - Muszę Ci powiedzieć, że lubię coś tworzyć. Niektórzy składają sobie modele, a ja robię zdjęcia. Kiedyś usłyszałam, że nie aparat robi zdjęcia, tylko człowiek. Dużo w tym prawdy, a już tym bardziej jeśli chodzi o fotografię analogową. Jestem nią zachwycona, chociaż jest ona coraz rzadziej spotykana. Miało się 36 zdjęć do wykorzystania i nie można było na bieżąco sprawdzać efektów... To dopiero sztuka! Teraz możemy zobaczyć, poprawić parametry i zrobić kolejne zdjęcie, a wtedy naprawdę trzeba było się na tym znać.

 

Po zakończeniu wywiadu nie mam żadnych wątpliwości, że Ula to prawdziwa artystka, która nie wyobraża sobie życia bez swojego aparatu. Dzięki niemu nie tylko może się realizować, sprawiać radość innym, ale też ciągle spotykać nowych ludzi i doświadczać emocji, których wcześniej nie znała. – Ludzie są moją pasją, interesują mnie ze wszystkimi swoimi zainteresowaniami, humorami, wyznaniami. Najbardziej ciekawi różnorodność wśród nich. To chciałabym uchwycić – inność każdego, wyjątkowość. Każdy przecież jest niezwykły. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości – podsumowuje dziewczyna. Czy możliwe jest, by podobnie jak ona zachowywać na lata wyjątkowe, ulotne chwile i uwieczniać cały wachlarz uczuć najbliższych? Oczywiście, chociaż po rozmowie z nią odnoszę wrażenie, że warunkiem koniecznym do zrobienia dobrego zdjęcia jest nie tyle aparat o świetnych parametrach, ile osoba posługująca się nim pełna empatii, otwartości i gotowości do zauważania wszędzie niewidocznych dla większości detali.

 


 

agmaNa pytania o swoją pracę, rodzaje aparatów, a także sekrety wykonania dobrego zdjęcia odpowiada Pani Agnieszka Meissner, profesjonalny fotograf, właścicielka studia „AGMA STUDIO PHOTO GALLERY”, współpracująca z portalem „TO JA KOBIETA”.

 


Od ilu lat jest Pani profesjonalnym fotografem?
- W zawodzie pracuję 22 lata. Zaczynałam jako fotoreporter w ogólnopolskim tygodniku Poznaniak. Teraz jako niezależny freelancer. Mam własne studio fotograficzne "AGMA STUDIO PHOTO GALLERY" w Poznaniu. http://agma-studio.pl/fotograf-poznan-agnieszka-meissner/fotografia-odbiciem-sztuki-dawnych-mistrzow/ 

Czy po takim okresie czasu zajęcie to nadal sprawia Pani przyjemność?
- Kocham swoją pracę. Każde nowe zlecenie jest kolejnym wyzwaniem dla mnie.

I nie wpada się mimo wszystko w rutynę?
Ja nie wpadam w rutynę, z całą pewnością nie. Do każdego tematu podchodzę indywidualnie i z pasją.

Jakie są główne różnice między sprzętem (aparatem i akcesoriami) dla amatorów, a tym profesjonalnym?

- Zależy o jaki aparat chodzi. Aparaty mają konkretne programy, np. pejzaż, portret, zdjęcia nocne, detal itp. Tych programów najczęściej używają amatorzy. Profesjonalista używa programów z preselekcją czasu lub przysłony, ewentualnie trybu ręcznego, tak, aby samemu kontrolować parametry zdjęcia.
Dla profesjonalisty bardzo ważne są parametry obiektywów - dlatego czasami obiektyw kosztuje tyle samo, co aparat. Potrzebujemy obiektywy jasne, czyli z dużą przysłoną, aby móc wykonywać zdjęcia w trudnych warunkach oświetleniowych.
Ponadto aparaty używane w fotografii profesjonalnej mają matryce z dużą rozdzielczością – umożliwia to drukowanie z nich dużych zdjęć, np. na plakaty czy billboardy. Amatorzy tego raczej nie potrzebują, więc ich aparaty mają matrycę z mniejszą ilością pikseli. Poza tym amatorzy zazwyczaj kupują aparaty kompaktowe, a profesjonaliści lustrzanki, ale prawdę mówiąc dzisiaj bardzo wielu amatorów również fotografuje lustrzankami, więc tutaj podział jest trochę sztuczny.
Kompakt ma tę zaletę, że jest mały i poręczny. Odwrotnie lustrzanka - trzeba się trochę nadźwigać.

A jakie są różnice w cenach między taką najprostszą lustrzanką dla laików, a sprzętem dla zawodowców?
- Ceny trzeba by sprawdzić w sieci, ale podejrzewam, że najprostsza lustrzanka z obiektywem kitowym (w zestawie) może kosztować ok.1800 - 2000zł. Sprzęt dla zawodowego fotografa należy rozpatrywać od ok.10 000 tys. (aparat, obiektyw).

Czy mogłaby Pani polecić jakieś szkoły/kursy dla ludzi, którzy chcieliby zdobyć wiedzę w zakresie fotografii?
- Nie mogę polecić kursów, bo ich nie znam, ale wystarczy wygooglać w wyszukiwarce internetowej i pojawia się ich całe mnóstwo. U mnie można zamawiać prywatne lekcje obsługi sprzętu i kursy fotografii dla małych grup lub pojedynczych osób oraz naukę obróbki zdjęć na komputerze.

A czy w Polsce w ogóle kształci się fotografów, tak jak ludzi w innych dziedzinach sztuki?
- Są wyższe szkoły, akademie sztuki, uniwersytety artystyczne i tam prowadzi się wykłady i ćwiczenia z zakresu fotografii. W Poznaniu jest Uniwersytet Artystyczny, a na nim kierunek fotografia.

Czy mogłaby Pani udzielić naszym Czytelniczkom kilku rad? Jak zrobić dobre zdjęcie z podróży czy z rodzinnej imprezy?
- Najważniejsze - uważnie patrzeć, obserwować i analizować: światło i kompozycję kadru. Zwracać uwagę na to, aby dana sfotografowana sytuacja miała tzw. ręce i nogi, czyli nie obcinać istotnych elementów na zdjęciu, ale też nie fotografować ludzi zbyt szerokim kadrem. Uwaga na zdjęcia wakacyjne w pełnym słońcu - w fotografii jest jedna istotna zasada – latem najlepsze zdjęcia wychodzą do godz. 10.30 i po godzinie 16.30. Portrety w pełnym słońcu to też nie jest najlepszy pomysł. Warto ustawić modela tyłem do słońca a samemu stanąć w cieniu. Rodzinna impreza? Przede wszystkim nie świecić lampą błyskową prosto w twarz, bo to czyni obraz płaskim, a najczęściej pierwszy plan jest prześwietlony. Należy też zmienić balans bieli, aby zdjęcia nie wyszły zbyt żółte. Ewentualnie gdy mamy zewnętrzną lampę błyskową z ruchomą głowicą to świecimy w sufit lub boczną ścianę i oświetlamy scenę światłem odbitym, a nie bezpośrednim.

Czytaj więcej...

Narysuj swój świat

  • Opublikowano w Magazyn

narysuj1My, kobiety, często narzekamy na brak czasu. Mamy przecież wiele obowiązków. Uczymy się, pracujemy, dbamy o swoje cztery kąty. W najgorszej sytuacji są te z nas, które charakteryzują się perfekcjonizmem i czują, że wszystko, za co się zabierają, musi być wykonane idealnie. Każde zadanie, dla tej grupy reprezentantek płci pięknej, wydaje się być niecierpiącym zwłoki i wymagającym najwyższego stopnia uwagi. Wspaniały związek, świetne relacje z przyjaciółmi i dalszymi znajomymi, okazywanie zainteresowania rodzinie, zadbane mieszkanie, satysfakcjonujące kolejne sukcesy w pracy – listę spraw, które czasami absolutnie słusznie, a czasami zupełnie bez powodu są według nas priorytetowe, można by mnożyć w nieskończoność.

 

Jak w takim razie w natłoku zajęć, które często same na siebie zrzucamy, znaleźć miejsce na rozwój swoich zainteresowań, poświęcenie się im? Mogłoby się wydawać, że nie jest to wykonalne, a my same zostajemy skazane na monotonne życie pozbawione przyjemności. Jeśli jednak naprawdę uwielbia się czymś zajmować, zawsze znajdzie się na to odrobinę czasu.

 

Doskonałym tego przykładem jest historia 21-letniej Aleksandry i jej wielkiej pasji – rysowania. - Zaczęłam rysować już jako dziecko – mówi dziewczyna. – Dlaczego? Szczerze mówiąc z bardzo prostego powodu, mianowicie nie miałam zbyt dużo towarzystwa. Poza tym ciągle obserwowałam moją chrzestną, która miała artystyczne zacięcie. Ona stanowiła dla mnie źródło ogromnej inspiracji, ponieważ jest bardzo charakterystyczną osobą... ekscentryczną – dodaje z uśmiechem.

 

Kiedy patrzę na prace Aleksandry, nie mogę wyjść z podziwu. Odnoszę wrażenie, że wszystko, za co tylko się zabierze, musi stać się prawdziwym dziełem sztuki. Mam tu na myśli nie tylko rysunki wykonywane ołówkiem. Ola bowiem nie ogranicza się do jednej formy tworzenia. Często maluje różnego rodzaju farbami, pastelami czy węglem. Jej prace są wyjątkowe. Niezwykle realistyczne, zawierające głębię, a przy tym dokładnie oddające każdy szczegół. Ich tematyka jest różna – począwszy od przedmiotów martwej natury, przez zwierzęta w ruchu, na portretach skończywszy.

 

narysuj2Mnie zastanawia jedno – czy w tym pozornie niewymagającym nakładu środków finansowych zajęciu, rzeczywiście może odnaleźć się każdy, bez względu na zasobność swojego portfela, a jedynym koniecznym warunkiem jest talent? – Jeśli zaczynasz brać rysowanie na serio i nie chcesz czuć ograniczeń, staje się ono kosztowne. Jednak na początek wystarcza sam ołówek i kołonotatnik. Warto nosić go ze sobą i utrwalać chwile. Osoby, które są początkujące lub tworzą tylko i wyłącznie, po to, by uzewnętrznić obrazy, przewijające się im w głowach, mogą więc spokojnie oddać się swojej pasji nie martwiąc się o pieniądze. Jeśli natomiast tworzy się dla innych, np. ofiarując swoje prace jako prezenty czy, tym bardziej, kompletuje portfolio w celu dostania się na uczelnię artystyczną, pojawiają się spore koszty. Nie są to duże kwoty, ale wraz ze wzrostem częstotliwości rysowania, wzrasta zużycie materiałów, czyli automatycznie również wydatki. Jest z kolei wiele przedmiotów, które mogą się bardzo przydać, ale wymagają już większej inwestycji, np. sztaluga.

 

Patrząc na Aleksandrę i to, ile radości oraz satysfakcji daje jej ulubione zajęcie, nie mam wątpliwości, co do tego, że dziewczyna byłaby gotowa oszczędzać na szeregu innych rzeczy po to, by móc kupić papier i potrzebne do przelania na niego obrazów, narzędzia. – Rysowanie wiele mi daje. Dzięki temu uzewnętrzniam się. Zapewnia mi ono poczucie zadowolenia. Obrazuje to, że ciągle się rozwijam. Na ogół – zamyśla się. – Jeśli jakaś praca jest, według mnie, gorsza od poprzedniej oczywiście mnie to smuci. Jednak idzie się dalej, mimo wszystko. Malowanie oczyszcza...oczyszcza ducha. Poza tym jest pewną formą przekazu. Tego, że szukam jakiejś interakcji ze strony otoczenia. Dzięki niemu poznaję też wiele nowych, ciekawych osób. Ostatnio na warsztatach zetknęłam się z niezwykłym towarzystwem, ludźmi o ogromnych zasobach wiedzy i rozległymi horyzontami, które sprawiają, że aż chce się dołączyć do tych kręgów.

 

Jak nietrudno się domyślić, sztuka wymaga poświęcenia odpowiedniej ilości czasu. Nie mogę się powstrzymać przed zadaniem Aleksandrze pytania o to, jak godzi wszystkie obowiązki ze swoją pasją. – To trudne zadanie. Szczególnie, gdy jest się typem takiej osoby jak ja. Ciągle chciałabym robić tysiące rzeczy, ale do wielu z nich brakuje mi samozaparcia, niesłabnącego zapału i właśnie czasu. Poza tym dla mnie priorytetem jest rodzina. Wolę dłużej posiedzieć i porozmawiać przy niedzielnej kawie. Niestety, jeśli naprawdę chcesz przekazać rysunkiem czy obrazem jakąś treść, najpierw musisz dobrze opanować formę, a do tego potrzebne jest doświadczenie. Jednocześnie dziewczyna zaznacza, że rodzina pochwala jej zaangażowanie, to jak chce się rozwijać. – Większość moich prac trafia właśnie do najbliższych mi osób - członków rodziny, chłopaka. Choć ciągle mi się wydaje, że są one za słabe, by ozdabiać jakąś ścianę, to jeden z obrazów wisi u mojej babci, a niedługo pojawi się obok niego także mój rysunek.

 

narysuj3Dla mojej rozmówczyni rysowanie to nie tylko pasja, ale również sposób na życie. W tym roku dziewczyna, pomimo tego, że studiuje już na kierunku technicznym, złożyła podanie na Uniwersytet Artystyczny. Niestety, do przyjęcia na uczelnię, zabrakło jej jednego punktu, co oznacza, że była o włos od dostania się na jeden z najbardziej obleganych wydziałów. Jak sama jednak zaznacza, nie zamierza się poddawać i za rok znów zaniesie swoje dokumenty do komisji rekrutacyjnej.

 

Aleksandra dla wielu z nas mogłaby stanowić wzór. Pomimo codziennych zobowiązań i zdarzających się porażek, nie porzuciła swoich marzeń, a nawet coraz bardziej się im oddaje. Nie ma przecież nic wspanialszego niż poczucie, że przy dobrej organizacji własnego życia możemy czasami skupić się na tym, co kochamy. Tym bardziej mobilizujące jest, tak jak w przypadku bohaterki artykułu, przekonanie, że zaangażowanie we własne zainteresowania może w przyszłości zaowocować luksusem budzenia się z myślą, iż każdy kolejny dzień przyjdzie nam spędzić na robieniu tego, co sprawia nam największą przyjemność. A już na pewno nic nie cieszy bardziej niż możliwość realizowania się w zawodzie, który jednocześnie jest pasją.

Czytaj więcej...

Samorealizacja - czas start!

Czy czuję się spełniona? Czy w moim życiu to ja jestem najważniejsza? Czy życie ucieka mi przez palce i marnuję swój czas na coś co nie sprawia mi przyjemności?

To tylko niektóre pytania, jakie zapewne zadaje sobie każda kobieta kilkakrotnie. Odpowiedzi na nie mogą być różne w zależności od sytuacji. Jeśli w dwóch pierwszych pytaniach odpowiedziałaś „nie” a w ostatnim „tak”, koniecznie przeczytaj ten artykuł, a dowiesz się jak zmienić swoje życie.

Coraz częściej w prasie, telewizji, czy nawet w radiu spotykamy się z terminem samorealizacji. Same często używamy tego słowa, ale czy tak naprawdę wiemy co ono dokładnie oznacza? Otóż termin ten pochodzi z dziedziny psychologii i jest ściśle związany z rozwojem osobistym. Inaczej mówiąc chodzi przede wszystkim o realizowanie istniejących w człowieku możliwości, potencjału, które do tej pory nie były wykorzystywane.

W samorealizacji najważniejsze jest skupienie się właśnie na tych możliwościach i dodatkowo odpowiednio je w sobie rozwijać i polepszać. Każda z nas ma zarówno wady jak i zalety, nie zapominajmy o tym. Zamiast nieskutecznie eliminować w sobie złe nawyki, skupmy się lepiej na tym co w nas najlepsze! Z całą pewnością, każda z nas posiada wspaniałe umiejętności, talenty, czy cechy o których istnieniu nawet nie wiedziałyśmy. Zdolności takie tylko czekają, aż je zauważysz, uwolnisz i udoskonalisz.

Jeden z najbardziej popularnych amerykańskich psychologów, Abraham Maslow tworząc piramidę podstawowych potrzeb życiowych człowieka, nie zapomniał również o samorealizacji. Posiadanie konkretnych celów, pragnień, czy rozwijanie talentów umieścił na samym szczycie swojej piramidy.

Początki zawsze bywają trudne, wie to każda z nas. Powiecie - oczywiście, że doskonale wiecie, jakie macie zalety, umiejętności i nic nowego nie odkryjecie. Ale czy na pewno? Jestem przekonana, że w każdej z Was kryje się niebywały potencjał, którego jeszcze nie wykorzystałyście. A więc do dzieła! Zastanów się nad samą sobą. Skup się przede wszystkim na swoich zaletach. Pomyśl w czym jesteś naprawdę dobra, co sprawia Ci najwięcej przyjemności. Uwielbiasz eksperymentować w kuchni? Kup książkę kucharską i raz w tygodniu dla swojej rodziny przyrządź przepyszne danie w weekend. Radość sprawisz nie tylko sobie, ale i najbliższym. Zawsze chciałaś nauczyć się języka obcego, by podczas zagranicznych wakacji płynnie rozmawiać bez barier z obsługą hotelu? Poświęć dziennie choćby pół godzinki na naukę słówek. Z biblioteki wypożycz potrzebne Ci podręczniki i ruszaj do boju!

Samorealizacja to między innymi skuteczne uszczęśliwianie siebie samej. Nikt nie powiedział, że pracowanie nad samą sobą jest łatwe, wręcz przeciwnie to rzecz trudna i często żmudna. Ale uwierzcie mi, warto. Od kiedy zacząć? Najlepiej od zaraz! Odkładanie tego na inny termin nie jest najlepszym rozwiązaniem. Swoje życie najlepiej zmienić już, zaraz!

W swoich działaniach, dotyczących samorealizacji samej siebie musimy pamiętać o pewnej regule, a mianowicie zasadzie złotego środka. Nie możemy popadać w skrajność. Oczywiście w naszym życiu to MY jesteśmy dla siebie najważniejsze i nigdy nie powinnyśmy robić czegoś wbrew sobie. Jednak zauważmy, że ludzie, którzy nas otaczają, rodzina, dzieci, czy mąż, nie mogą czuć się odepchnięci na boczny tor.

Samorealizacja to nie tylko dbanie i podążanie za swoimi pragnieniami, ale również dostrzeganie pragnień bliskich nam osób. Trudno jest realizować swoje pragnienia w pojedynkę, prawda? Wsparcie chociażby jednej osoby pomaga nam znacząco. Sama świadomość tego, że ktoś nas wspiera choćby miłym słowem, czy gestem, podbudowuje nas i dodaje sił. Dlatego i my same powinnyśmy wspierać naszych bliskich. Odrobina altruizmu, czy empatii jeszcze nikomu nie zaszkodziła, a wręcz przeciwnie, pomogła.

Tego typu zachowanie, czy nawet można powiedzieć, postawa życiowa jest nam niezwykle pomocna, a wręcz niezbędna. Powiedzmy sobie szczerze, bez dobrych kontaktów z otoczeniem, trudno nam samej będzie budować na nowo naszą świadomość i zmieniać nasze życie. Stwierdzenie, że wszystko zaczniemy od nowa, a dotychczasowe życie skreślimy grubą kreską nie będzie miało większej racji bytu. Nie możemy tak po prostu odciąć się od tego co było, bo to zawsze wróci, niczym bumerang, czasem nawet ze zdwojoną siłą. Dlatego właśnie jeśli chcemy zmienić coś w swoim dotychczasowym życiu powinniśmy zacząć od tego co było, a nie tego co będzie. Przeszłość ma największy wpływ na naszą przyszłość i tego się trzymajmy!

Najważniejsze w tym wszystkim jest to, aby w ogóle spróbować. Nie można marnować czasu, bo przecież czas to pieniądz. Pamiętaj o tym, że robisz to tylko i wyłącznie dla siebie. Jeśli za pierwszym razem nie wyjdzie, spróbuj czegoś innego. Nie trzymaj się kurczowo jednej rzeczy.

Szukaj takiej pasji, czy umiejętności, której poświęcisz się z wielką radością, a nie obowiązkiem. Samorealizacja w dzisiejszym świecie, który pędzi niesamowicie, jest bardzo ważnym aspektem każdego z nas. Żyjemy coraz szybciej, zapominając o tym co dla nas jest najważniejsze, o nas samych. Poświęcamy się bez reszty rodzinie, często przyjaciołom, a co z nami? Czas to zmienić.

Samorealizacja, czas start!

Natalia Kozłowska, 23l.




5-12


 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS