Menu
logo tjk main

Przewodnik prezentowy Tchibo: wyjątkowe upominki dla pięciu typów kobiet

  • Opublikowano w Prasowe
Atmosfera świąt to nie tylko klimatyczne dekoracje i dodatki, ale też oryginalne prezenty, które zachwycą obdarowaną przyjaciółkę, dziewczynę, żonę i córkę. To one tworzą najpiękniejsze świąteczne historie. Każda kobieta jest wyjątkowa - jedna przechowuje w szafie dziesiątki par szpilek, inna ma garderobę pełną dodatków i skrytek z drobiazgami, u kolejnej regały uginają się pod ciężarem książek. Na szczęście w Tchibo dla każdej z nich znajdziesz coś wyjątkowego.

zdj1

Dla rozważnej i romantycznej
Postaw na uwodzicielską klasykę, zgodnie z najnowszymi trendami - srebrna bransoletka, do tego zegarek na skórzanym pasku, a może komplet: naszyjnik w kształcie litery Y z uszlachetnionego rodem mosiądzu, pierścionek i wiszące kolczyki z kryształami Swarovskiego. Połyskujący akcent doskonale uzupełni każdą stylizację - zarówno rozważną, jak i romantyczną.
 
zdj2

Dla zmarźlucha
Sprawa jest prosta - wybór prezentów zacznij od ciepłego dwustronnego koca. Pięknymi i praktycznymi upominkami będą też domowe bambosze, kubek termiczny, motany szal i rękawiczki z polaru. Wszystko to dla osoby, o której ciepło myślisz!

zdj3

Dla fanki bajek
W tym przypadku Święta powinny być nie tylko magiczne, ale też bajkowe. Dress code: Mickey! Ta kolekcja zachwyci zarówno duże, jak i małe miłośniczki mody z połyskującymi detalami i uroczymi motywami z bajek.

Do wyboru: wygodne bluzy, czapki, legginsy, spódnice tiulowe, piżamy, koszule nocne, figi, ciepłe skarpety i szale ozdobione rysunkami z Disney’a. Będzie wesoło, świątecznie i bajkowo!

zdj4

Dla podróżniczki
Kobieta kochająca przygody, weekendowe wypady za miasto i dłuższe wyprawy w nieznane doceni praktyczny prezent. Może to być stylowa kosmetyczka, w której jest wiele zakładek i przegródek zapinanych na zamek błyskawiczny. Przydatnym gadżetem będzie alarm do torebki z jasno świecącą diodą LED i praktyczną funkcją latarki.

Prezentowym pewniakiem będą także solidne walizki na czterech kółkach obracających się o 360 stopni, ze zintegrowanym zamkiem TSA, pasami mocującymi i ścianką działową. Do wyboru w trzech rozmiarach - każda na inną okazję.

Dla kochającej praktyczne dodatki
Co zadowoli kochającą piękne dodatki kobietę? Może to być torba - z wysokogatunkowego materiału stylizowanego na skórę, do noszenia na ramieniu i przez ramię. Trafionymi prezentami będą też: portfel z żetonem do wózka na zakupy czy rękawiczki skórzane z delikatnej, miękkiej skóry. A może coś do domu? W Tchibo znajdziesz szafkę na biżuterię z lustrem, przegródkami i haczykami na kolczyki i wisiorki.

Więcej informacji na Tchibo.pl
Czytaj więcej...

Z pamiętnika woodstockowiczki

Tablica – Kostrzyn nad Odrą. Ile dłoni dotykało jej zanim dotknęła moja. Jedziemy mercedesem z przyczepą campingową. Dzięki Bogu dotrzemy wcześniej, wygodniej i żar z nieba nie zamieni campingu w saunę.

Mamy 31 lipca 2012, a droga dojazdowa do pól namiotowych jest już zablokowana przez pokojowy patrol i policję. „Przykro nam, ale nie ma już miejsc” – odparł młody mężczyzna charakteryzowany na hipisa, gdy podjechaliśmy pod barierkę. No cóż, zatrzymujemy się na parkingu po drugiej stronie, zapoznajemy się z sąsiadami, w tym 10 letnią Kingą i z Kanadyjczykami, którzy przyjechali z Berlina. Tłum ludzi szybko zapełnia puste, zielone miejsca otoczone taśmą. Okoliczne ścieżki i dróżki leśne stają się coraz bardziej tłoczne. A namioty z godziny na godzinę wyrastają jak grzyby po deszczu.

wood002Rozpoczął się XVIII Przystanek Woodstock, dla wielu ludzi to nie tylko niezwykły festiwal, ale dom, do którego wracają po całorocznej tułaczce.

Koncertowanie miało miejsce już 1 sierpnia w Wiosce Kriszny i na Małej Scenie. A nasz dzień zaczął się o 4 nad ranem za sprawą intensywnych rozmów przybyszów z zachodu. Nic dziwnego atmosfera Woodstocku narasta, a niepokonani nie kładą się spać. Warsztaty z szybkiego czytania rozpoczynały się o 9.00. Oczywiście, że powinnam tam być! Ile razy marzyło mi się błyskawiczne, jak za dotknięciem magicznej różyczki, przeczytanie Potopu czy Krzyżaków. Nim jednak mój organizm zaczął gromadzić energie po nieprzespanej nocy, przegapiłam lekcje gry na gitarze, ściankę wspinaczkową i warsztaty improwizacji kabaretowej. Temperatura rosła, a siedzenie w przyczepie stawało się coraz bardziej męczące. Ktoś na zewnątrz rozpoczął rozmowę, ktoś usiadł na trawie i zapalił papierosa. Zupełnie przypadkiem otoczyliśmy sięwood003 ludźmi z Bydgoszczy. Po szybkiej wymianie spojrzeń i uścisku dłoni razem parzyliśmy zupkę pomidorową z paczki.

Tłum ludzi jak fala podmyła nas, siedzących na trawie. I było już pewne, że muzyka i radość współtowarzyszy jest najlepszym akumulatorem naszych ciał. Później Marta pokazała nam tablice z napisem „free hugs” - darmowe uściski [przyp. red.] i nim dotarliśmy do pasażu zupełnie nieznajomi ludzie tulili się do nas z uśmiechem, wyzwalając jeszcze większą energię. Byli i tacy, z tekturowymi bilbordami, na których widniał napis ręcznej produkcji „przytulę umytych”. Ciężko jednak nie skłamać, nawet tym szczególnie obłoconym.
Występ kabaretu Łowcy B. ominął nas dużym łukiem, ponieważ przypływ fali jaka nas pochłonęła, dokonał się dopiero pod Dużą Sceną. Ciemność rozdarła na strzępy jasność nad Kostrzynem, a reflektory zaczęły pulsować ostrym światłem w rytm muzyki. I choć tego dnia Duża Scena pozostawała jeszcze pozbawiona głosu, po północy na całym polu dookoła zgromadzili się ludzie na nocne kino prezentujące ubiegłoroczny Woodstocku.

wood006Obudził nas deszcz. Przerażenie, że tam w epicentrum, panuje zamieszanie i nie jeden doświadcza powodzi całego „woodstockowego” dobytku. Nim przestało padać, przesiedziałam jeszcze dwie godziny w przyczepie wpatrując się w spływające po małym okienku krople. Chociaż na zewnątrz pogoda nadal nie obiecywała przyjemnego spaceru, wybiegłam z reklamówką na głowie i mokłam stopniowo, przybierając na wadze. Niepokonani wciąż istnieli! Jedni maszerując w kaloszach, drudzy tańcząc zupełnie boso w kałużach deszczu. Irokezy lekko naruszone, kolory włosów trochę wypłowiałe, lecz uśmiech ten sam. Przez mikrofon tuż przy scenie, ktoś powiedział: „kochani uważajcie na siebie,

dbajcie o sąsiadów”. Ta zasada sprawdza się na Woodstocku, ludzie zwracają uwagę na innych, są życzliwi. Jednak spośród 300 tysięcy ludzi, zawsze znajdzie się ktoś, kto pozbawi kogoś zęba, namiotu czy portfela.

Oficjalne rozpoczęcie Przystanku Woodstock, miało miejsce na Dużej Scenie o godzinie 15.00. Nawet Pan prezydent dodał kilka słów od wood007siebie i zniknął tak szybko jak się szybko pojawił. Koncert Vavamuffin otwierający festiwal, zgromadził tłumy na pola tysiąca, deszczowych jezior. A słońce powróciło wraz z pragnieniem, tym samym powodując wzmożony ruch w kierunku sklepu „Lidl”. Powędrowaliśmy na górkę ASP. Dwie, młode dziewczyny w białych koszulkach na których widniał obrazek z odnawialnym źródłem energii, zachęciły nas do puszczania latawców. Jednak wiatru nie było, ani w prawo, ani w lewo. Mój latawiec opadał, a sznurki innych zaczęły krzyżować się z moim. W końcu powiało. Silnie, ale z deszczem.
Tak jak na scenie zmieniali się wokaliści, tak i my zmienialiśmy mokre koszulki. A kiedy już odpuściliśmy, pozostało nam naturalne wysuszanie i ewentualna gęsia skórka. Wieczór upływał przy muzyce, kręgu znajomych i piwie. I choć koncertów nigdy nie za dużo, postanowiliśmy udać się do namiotu „Muzeum Powstania Warszawskiego” i patriotycznym porywem serca obejrzeć proponowany film „Pseudonim Anoda”. Obraz był klarownej czystości, uszy jednak bez namowy ciała, oddały się muzyce dochodzącej ze sceny. Tak naprawdę nieistotne było w którym miejscu znalazłeś się gdy scena zaczynała tętnić życiem, muzyka odnajdzie Cię, a Ty podążysz za nią.

wood009Rankiem przy pasażu dostrzegłam znów tekturowe bilbordy, było ich mnóstwo. Młodzież z Przystanku Jezus, myła wszystkim chętnym stopy, zapraszając na dyskotekę. Inni zbierali na powrót do domu, na piwo lub oferowali darmowy pocałunek. Pojawiły się także tabliczki o treści: „zbieram na zabicie Justina Bibera”, które cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Wyjście na pasaż do południa, kojarzyło mi się z przechadzaniem po ulicach miasta. Mnóstwo namiotów, w których można było kupić niespotykane koszulki, okulary czy zwyczajnie podładować telefon i wysłać kartkę. Także kąpiel tysięcy ludzi naraz wydawała się czymś naturalnym, a woda solidaryzowała. Jednak bez wątpienia najgorszym momentem w całym wodostockowym urlopie było zmierzenie się z wejściem do „toi toi’a”, gdzie swoje potrzeby załatwiało się z zegarkiem w ręku i koszulką zasłaniającą nos.

Przejedzona chlebem z pasztetem i zupką pomidorową, przy popołudniowym koncertowaniu wybrałam godny spożycia obiad, a mianowicie ziemniaki z kefirem. I nawet jeśli nie zdołałam wszystkiego zjeść, znaleźli się i tacy, którzy z głodu plastikowy talerzyk doprowadzili do ponownej czystości.wood010
Mój analogowy zenit stracił ostatnie wolne klatki, na paradę super bohaterów z miasteczka galaktycznego i przejazd motocyklistów wzdłuż pasażu. Głośne warczenie silnika i mężczyźni w ciemnych skórach o wyglądzie wikinga, przyprawiali godny dobrego smaku festiwal. I choć nie wiem czy przechodzący obok nas rycerz w zbroi odnalazł swojego konia, a plastikowa butelka na sznurku imitująca psa rzeczywiście dała głos. Woodstock to najlepszy, barwny festiwal, pełen kurzu, dziwacznych ludzi i ich strojów. To pokaz siebie. Swojego ja, które bywa nade wszystko zabawne i fantastyczne.

Siedzę na górce ASP wspominam swój przyjazd i myślę o powrocie. Pędzą obok mnie dwaj mężczyźni w kaskach, ścigają się na rowerach. Ten młodszy przegrywa. Ma gorszy rower i mniejszą, tylnią oponę. Krzyczymy: „dawaj, dawaj”. Finiszują, przewracając się. Zachodzi słońce, ostatni raz spoglądam na barwne grzyby, porastające całe pole namiotowe, których nie spotkam w żadnym innym lesie, tylko tu i dopiero za rok. Inni płaczą. Pożegnania przecież należą do najtrudniejszych.


Tekst i foto:
Magdalena Sobczak

 


 

5-12

 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

 

Czytaj więcej...

Barcelona, Barcelona..

Drogie Portalowiczki i Portalowicze!
Dziś zapraszam Was w bardzo ciekawą i pełną przygód podróż do Barcelony, drugiego po Madrycie największego miasta Hiszpanii.

Barcelona liczy 1,5mln mieszkańców i niewątpliwie jest jednym z najpiękniejszych, europejskich miast. Zaoferuje Wam przeżycia zarówno kulturalne, rozrywkowe, kulinarne, jak i...sportowe!.

Ogromnym plusem miasta jest to, iż posiada wspaniałą, ocienioną palmami plażę, na której możemy przez kilka dni poleniuchować gdy już zmęczymy się bieganiem po zatłoczonej La Rambli lub oglądaniem niezliczonej ilości bardzo ważnych zabytków. W pobliżu plaży znajduje się port z reprezentacyjnymi, nowoczesnymi budowlami olimpijskimi. La Rambla to najsłynniejsza ulica Hiszpanii, która tętni życiem o każdej porze dnia i nocy. Ta zabytkowa aleja schodząca w kierunku morza to skupisko kiosków z gazetami, ptaków w klatkach, straganów z kwiatami, wróżbitów, muzyków i mimów. Do słynnych budynków La Rambla należą Opera Liceu, wielka hala targowa La Boqueria (którą należy koniecznie odwiedzić w dzień targowy!) oraz kilka wspaniałych rezydencji. Na pewno sprawi Wam też przyjemność wizyta w Erotic Museum położonym przy La Rambli.

Po zachodniej stronie La Rambli znajduje się przewspaniała gotycka dzielnica, która jest jedną z najrozleglejszych i najbardziej harmonijnych średniowiecznych starówek Europy. Wśród labiryntu uliczek i placyków wznosi się niezwykła gotycka katedra. Na dziedzińcu otoczonego krużgankami wirydarza katedralnego rosną palmy oraz spacerują gęsi, trzymane tu zgodnie z wielowiekową tradycją. Natomiast bazylika Santa Maria del Mer oraz średniowieczny Pałac Królewski, obok którego, pod ziemią ciągną się największe na świecie ruiny miasta rzymskiego to dwa pozostałe obiekty, których nie wolno przeoczyć.

Barcelona to również, a może przede wszystkim, secesja i geniusz Gaudiego, architekta-wizjonera, który nadał temu miastu wyjątkowy charakter. Projekty artysty zostały wcielone w życie i dziś świadczą o wielkiej odwadze i otwartym umyśle jego mecenasów i zleceniodawców. Nigdzie indziej na świecie nie powstały tak oryginalne dzieła architektoniczne jak wciąż jeszcze niedokończona Sagrada Familia, bajkowy Park Guell, zapierająca dech w piersiach kamienica Casa Batllo oraz wyjątkowa w swej formie Casa Mila. Na każdym kroku można spotkać pocztówki, kalendarze, kubki, breloczki i inne pamiątki z wizerunkami tych budowli. Bajkowy styl Gaudiego, w którym fantazja artysty nie znała żadnych ograniczeń sprawił, że rozsławił on swoje miasto do tego stopnia iż dzisiaj pod jego realizacjami zbierają się tłumy turystów, a kolejki do kasy po bilety ciągną się po kilkadziesiąt metrów. Jest to niewątpliwie duży minus gdyż w tak gęstej atmosferze prawie niemożliwe jest kontemplowanie ich piękna. Najbardziej jednak zdumiewającym jest fakt iż w tych zabytkach znajdują się prywatne apartamenty zamożnych mieszczan, tak jak to było też ponad sto lat temu gdy powstawały.

Barcelona to miasto sztuki przez duże „S”. Czterech największych hiszpańskich artystów to właśnie katalończycy tworzący w Barcelonie. Antoni Gaudi, Pablo Picasso, Salvador Dali i Joan Miro. Barcelońskie muzea z dziełami wszystkich czterech oblegane są już od samego rana przez spragnionych wizualnych doznań miłośników sztuki.

Dla tych młodożeńców, którzy interesują się piłka nożną Barcelona ma do zaoferowania niezwykłą podróż do świata tegoż najpopularniejszego sportu. Tutaj bowiem znajduje się siedziba klubu FC Barcelona. Zwiedzanie stadionu z zapleczem i olbrzymiego muzeum sportu oraz wizyta w klubowym sklepie ze strojami sportowymi i pamiątkami może zająć kilka długich godzin. Jeśli do Barcelony wybierzemy się w terminie, w którym odbywa się mecz piłkarski to nie wolno nam przepuścić takiej okazji. Najniższe ceny biletów – 30 Euro, najwyższe – ponad 1000 Euro. W pierwszym przypadku będziemy siedzieli na najwyższej trybunie stadionu, w drugim mamy miejsce w loży vipowskiej, elegancki obiad, nocleg w hotelu oraz rozmowę z piłkarzami. Stadion, który mieści 100 000 osób pęka w szwach a kibice ubrani w klubowe koszulki, szaliki, czapeczki czy chusty gorąco dopingują swoich ukochanych piłkarzy. Warto choć raz w życiu to zobaczyć i poczuć się jak rodowity Barcelończyk. A po meczu udać się do pobliskiego pubu na piwo aby wraz z hiszpańskimi kibicami opijać zwycięstwo gospodarzy.

Natomiast tym, których piłka nożna nie interesuje proponuję zmysłowy wieczór przy dźwiękach hiszpańskiej muzyki połączony z niezwykłym pokazem tańca flamenco. Wiele restauracji oferuje tzw. pakiet: kolację, drinka i show w jednej cenie ok. 60 Euro.

Gdy zmęczy nas miasto powinniśmy koniecznie udać się na całodniową wycieczkę do najświętszego miejsca Katalonii, pobliskiego klasztoru Montserrat, położonego wysoko w skalistych górach. Jest to miejsce pielgrzymek Hiszpanów oraz znane miejsce kultu. W bazylice znajduje się słynna rzeźba Czarnej Madonny. Legenda głosi, że wyrzeźbił ją sam św.Łukasz a przywiózł św. Piotr w 50 roku. W 1881 roku Czarna Madonna została ogłoszona patronką Hiszpanii.

Oprócz wrażeń estetycznych, duchowych i artystycznych oraz sportowych emocji Barcelona oferuje nam również doznania smakowe i kulinarne. Katalońskie suszone wędliny cieszą się zasłużoną sławą w całej Hiszpanii w szczególnie pikantna kiełbasa fuet. Tradycyjne potrawy można zjeść w małych rodzinnych restauracjach, barach tapas w zwłaszcza na wspaniałych lokalnych targach. Oryginalną potrawę możemy popić miejscowym winem Cava, jednym z bardziej cenionych towarów eksportowych Hiszpanii. A jeśli chcemy dowiedzieć się czegoś więcej na temat produkcji tego szlachetnego trunku to wiele okolicznych winnic oferuje zwiedzanie połączone z degustacją.

Barcelona to wymarzone miasto na tygodniową podróż wakacyjną, narzeczeńską, przyjacielską, rodzicielską a nawet poślubną….Możemy tu zarówno poleniuchować na gorącym piasku pod palmami, jak również dokształcić się kulturalnie, duchowo i artystycznie. Do czego Was gorąco zachęcam.

Lektura obowiązkowa
Transport: Po Barcelonie poruszamy się metrem, autobusem oraz na piechotkę. Można wykupić sobie Barcelona Card, kartę, która uprawnia nas do darmowych przejazdów transportem publicznym (metro, autobusy miejskie dzienne i nocne, linii miejskich FGC, tramwaje, pociąg w stronę lotniska, i Renfe w strefie 1), zniżek oraz darmowych wstępów do muzeów, teatrów, parków rozrywki, nocnych lokali, sklepów, restauracji oraz innych usług Koszt 5-dniowej karty - 30 euro. Bilet 10 przejazdowy – 6 euro, pojedynczy – 1,25 euro.

Waluta: Do Hiszpani wolno wwieźć dowolną kwotę, jeżeli jednak przekracza ona 6000euro należy to zgłosić. Czeki podróżne można wymieniać w bankach, kantorach wymiany, niektórych hotelach i sklepach. Banki w Katalonii czynne są od 8.00 do 14.00 z wyjątkiem lipca i sierpnia kiedy prawie wszystko jest zamknięte.. najlepszy kurs wymiany oferują banki, najniższy jest w bankomatach.

Noclegi: Koniecznie należy zarezerwować przed przyjazdem gdyż w Barcelonie przez okrągły rok jest mnóstwo turystów. Za łóżko płacimy od ok. 20 euro w schroniskach młodzieżowych na wieloosobowej sali do ok. 300 euro w ekskluzywnych hotelach.

Wyżywienie: Restauracji i barów jest do wyboru do koloru. Na każdą kieszeń. Pożywny obiad można zjeść już za 10 euro w lokalnym barze przy bocznej uliczce. Natomiast na La Rambli wieczorem roi się od „naganiaczy”, którzy zapraszają zmęczonych turystów do środka. Ceny w „turystycznych” knajpkach zaczynają się od 20 euro – do ok. 50 za trzydaniowy posiłek i pół butelki wina..

Toalety: Publiczne, płatne toalety należą w Kataloni do rzadkości. Większość ludzi korzysta z toalet w barach i restauracjach, domach towarowych lub hotelach.

Zwiedzanie: To nie lada wyzwanie! W Barcelonie setki turystów codziennie czekają w długich kolejkach aby dostać się do kilku najbardziej słynnych obiektów. Do niektórych, jak np. pałacu muzyki katalońskiej, trzeba zarezerwować sobie bilet już dzień lub dwa dni wcześniej. Ceny biletów wstępu są raczej wysokie: Sagrada Familia: 11,5 euro z przewodnikiem, Casa Batlo – 16 euro, Camp Nou – 9,90 euro, Casa Mila – 12 euro, Park Guell – na szczęście za darmo.

Text i fot: wasz fotograf - Agnieszka Meissner

View the embedded image gallery online at:
http://www.tojakobieta.pl/tag/podroz.html#sigProGalleria9ec3837149

 


 

4-12

 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Zapiski z podróży – Chorwacja i Czarnogóra

Wyruszając w kierunku Chorwacji spodziewałam się kraju pełnego kolorowych kwiatów, ciekawego folkloru, intrygującej historii. Pierwsze spotkanie z nią sprowadziło mnie na ziemię (a wręcz do Polski sprzed około 15 lat): niskie blokowiska, szare kolory, zapomniana tradycja, ludzie bez życia. Na szczęście to było tylko pierwsze wrażenie...

Pierwszy punkt podróży i moim zdaniem obowiązkowy: Park Narodowy Jezior Plitvickich. Piękne turkusowe jeziora przeplatane bajecznymi wodospadami. W głębi turkusu możemy spostrzec mnóstwo małych, szarych rybek wśród, których bezkarnie przepływają kaczki. Wokół nas wiele zielonych drzew, kwitnące kwiaty i pnące się winorośla po skałach. Czułam się jak w lagunie! Kiedy zmogło nas zmęczenie skorzystaliśmy z promów i pociągów, które kursowały pomiędzy stacjami.

Kolejny dzień – kolejne miasto, o którym prawdopodobnie większość z Was słyszała – Dubrownik. Aby dostać się tam jechaliśmy wzdłuż chorwackiego wybrzeża oraz kilkadziesiąt kilometrów przez wybrzeża Bośni i Hercegowiny. Miasteczko zachwyciło nas piękną zabudową i starym miastem. Podczas spaceru po murach obronnych mogliśmy podziwiać z góry czerwone dachy jasnych zabudowań miasteczka i klify, które wręcz stapiały się z murem.

Czarnogóra (Montenegro) – spodziewałam się biednego kraju, ubogiego w jakiekolwiek ciekawe miejsca. A tu miłe zaskoczenie!

Podążaliśmy wzdłuż malowniczej Boki (Zatoki) Kotorskiej aby zwiedzić malutkie miasteczko Perast skąd stateczkiem wycieczkowym dopłynęliśmy do małej wysepki pośrodku zatoki – Gospa od Skrpjela (Matka Boża na Skale). Wyspa z okazałym kościołem skrywa ciekawą legendę. Odnaleziono pod wodą obraz Matki Boskiej, który miał odnaleźć swoje miejsce na stałym lądzie. Jednak obraz ten uparcie powracał w to samo miejsce. Dlatego z wraków statków i kamieni wybudowano tam sztuczną wysepkę i postawiono na niej kościół ze świętym obrazem.

Zatoka składa się z mniejszych zalewów. Przy zalewie Kotorskim znajduje się miasteczko o podobnie brzmiącej nazwie – Kotor. Oprócz białych budynków z czerwonymi dachami, które towarzyszą nam od początku tej wycieczki, możemy wspiąć się na mury obronne miasteczka. Z ich szczytów podziwiać możemy całą okolicę i pobliskie miejscowości. Widok niezapomniany!

Na następny dzień wybraliśmy się do większego kurortu nadmorskiego Czarnogóry – Budva. Kamieniste plaże, przepiękne, luksusowe jachty odwracają naszą uwagę od staromiejskich zabudowań. W wąskich uliczkach, które są cechą charakterystyczną wybrzeża adriatyckiego, możemy zakupić czarnogórskie wino Vranac i liczne pamiątki oraz rękodzieła. Warto zaopatrzyć się również w pachnące woreczki lawendy, których zapach unosi się wśród straganów.

Stąd już jest coraz bliżej do najdalszego punktu naszej wyprawy – wyspa Świętego Stefana, która czaruje nas już z oddali. Udajemy się poprzez przesmyk aby zobaczyć wyspę z bliskiej odległości. Nie wchodzimy tam – wstęp jest płatny gdyż na samej wyspie znajdują się luksusowe apartamenty i mniejsze hoteliki, do których często przybywają gwiazdy kina, celebryci i politycy. Chcąc porobić piękne zdjęcia na pamiątkę, wbiegłam na piaszczystą plażę po czym zaskakuje mnie pan, który mówi, że wstęp na plażę również jest płatny – 50 Euro.

Kierujemy się już w stronę drogi powrotnej, w kierunku Chorwacji i do miasta Split. Mamy okazję nocować w murach Pałacu Dioklecjana. Otaczają nas dookoła zabudowania rezydencji słynnego cesarza. Zwiedzamy podziemia, kanały, przechodzimy do świątyń, a na koniec wspinamy się na wieżę. To wszystko za jednym razem, bo zlokalizowane jest tuż obok siebie.

Jeśli chodzi o jedzenie – moim skromnym zdaniem, wolę naszą polską kuchnię. Pieczywo pszenne, które smakuje tylko kiedy jest świeże, podawane jest nie tylko na śniadanie, ale również obiadokolacje. Do obiadu obowiązkowo podana jest sałata z pomidorem i ogórkiem. Dania są nie przyprawione albo przyprawione za mocno. Zostaliśmy również zaskoczeni tradycyjnym daniem chorwackim – ryż z motwą. Jest to potrawa, która wygląda dość nieapetycznie gdyż ryż zabarwiony jest na czarno – ponieważ w czasie gotowania mątwa wypuszcza specyficzny atrament. A smakuje... Po prostu rybką!

Obsługa klienta, szczególnie w restauracjach, pozostawia wiele do życzenia. U nas w Polsce słyszy się „klient nasz pan”, u nich jest wręcz odwrotnie – „nie ten klient, przyjdzie następny”. Kelnerzy mają ślimacze tempo. Chcąc spożyć danie w restauracji dobrze jest poświęcić na to około 1,5 godziny. Często na samo przyjęcie zamówienia musimy czekać około 20 minut, rozstawienie talerzy i sztućców zajmuje im kolejne 30 minut. Dopiero po tym czasie możemy spodziewać się posiłku...

Ogólne wrażenia? Ja osobiście jestem zadowolona z wyjazdu. Serdecznie mogę Wam polecić Chorwację i Czarnogórę na spędzenie wakacji w uroczych kurortach nadmorskich. Nie zapominajcie również, że oprócz leżenia plackiem na plaży jest wiele do zobaczenia. Wbrew pozorom historia tych państw jest równie ciekawa jak nasza...

Paulina Dorna
Studentka Turystyki Międzynarodowej w Poznaniu

 

View the embedded image gallery online at:
http://www.tojakobieta.pl/tag/podroz.html#sigProGalleria3f84ef7d72

 


 

5-12

 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Zakochana w Etiopii

Jeśli zdecydujecie się na tę przygodę, to gwarantuję Wam, że ta wyprawa na zawsze pozostanie w Waszej pamięci…tak jak i pozostaje wciąż w mojej. Czarny Ląd, gorące serce Afryki, kolebka ludzkości, magiczna Etiopia.

Należałoby odpowiednio wcześnie wykupić wycieczkę do Etiopii w jednym z biur podróży jeśli chce się być pewnym jutra i mieć świadomość, że pod koniec dnia czeka na nas miłe łóżeczko z czystą pościelą. I jakiś wypas diner w ekskluzywnej, turystycznej restauracji… Lecz jeśli jest się gotowym na przeżycie wspaniałej, aczkolwiek trochę ryzykownej przygody, można ten wyjazd zorganizować indywidualnie. Co ja oczywiście GORĄCO polecam!!!!

Indywidualnie to nie znaczy, że Etiopię trzeba zwiedzać samotnie. Na miejscu, w stolicy, Addis Abebie, najlepiej wynająć jeepa z kierowcą, który będzie zarówno przewodnikiem, pilotem, organizatorem, kucharzem, tłumaczem a także w sytuacjach newralgicznych także nieocenionym opiekunem. Nieocenione są tutaj wszechobecne Toyoty Landcruserki. W najróżniejszym wieku… Od sypiących się już staruszek bez klimatyzacji po totalny wypas nówki z ostatniej produkcji…

Etiopia nie ma bowiem takiej bazy turystycznej jak Azja i podróżowanie na własną rękę lokalnymi środkami transportu oraz szukanie noclegu na chybił trafił jest równoznaczne z przedłużeniem pobytu o przynajmniej dwa tygodnie.

W zależności od tego ile mamy czasu wybieramy: wyprawę na północ, wyprawę na południe lub obie: łączymy północ z południem kraju.

Północ to część zabytkowo – historyczna i tam jako pierwsze miasto na trasie zwiedzamy Gonder- dawną stolicę Etiopii, w którym znajduje się kompleks zamkowy cesarzy Etiopii, ruiny pałacu oraz łaźnie Fasilidesa. Wszystko razem wywiera ogromne wrażenie, tym bardziej, że kolejni władcy prześcigali się w budowaniu coraz to większych i potężniejszych budowli. Drugim ważnym punktem na trasie jest Aksum – miasto muzeum. Tutaj znajduje się bowiem niezwykły ogród 75 smukłych, kamiennych stelli, z których najwyższa mierzy 33 metry. W Aksum znajduje się też najsłynniejszy przedmiot religijny całego chrześcijańskiego świata: tabot, czyli Arka Przymierza. Przechowuje się ją w specjalnie uświęconym budynku na terenie katedralnym ale nikt na świecie nie może jej oglądać. Strzeże jej pilnie jeden mnich, który sprawuje tutaj dożywotnią funkcję strażnika kamiennych tablic Mojżesza.


Ciekawostka:

Nawet ekipie uznanego na całym świecie magazynu „National Geographic” nie pozwolono zobaczyć tablic. Aksum to również siedziba pałacu i łaźni Królowej Saby oraz grobowca potężnego cesarza Kaleba. Celem ostatecznym wycieczki na północ jest magiczna Lalibella, miasto 12 wspaniałych, wykutych w skale kościołów. Lalibela jest wpisana na listę zabytków UNESCO a także jest celem wielu religijnych pielgrzymek. Etiopski Kościół Ortodoksyjny powstał w Aksumie w IV wieku i dzisiaj około połowa mieszkańców kraju to jego wyznawcy. Pozostałe religie to islam, katolicyzm, protestantyzm i animizm. Legenda głosi, że król Lalibela, będąc jeszcze małym chłopcem miał sen, w którym został zaniesiony do nieba przez anioły i tam pokazano mu miasto wydrążonych w skale kościołów. Po koronacji kazał je odtworzyć na Ziemi a w ich budowie pomagały mu zastępy aniołów.

Kościoły w Lalibeli, tak jak i 800 lat temu, pełnią funkcję sanktuarium chrześcijańskiego, duchowego ośrodka życia religijnego w mieście. Kiedy spaceruje się w mieście bladym świtem można spotkać ubranych na biało pustelników, którzy wyszli ze swoich cel i czytają fragmenty z Biblii, jest się świadkiem sceny, która powtarza się od wieków każdego ranka. Z Lalibeli, samolotem wracamy do Addis Abeby i tym razem kierujemy się na południe, wzdłuż Rowu Abisyńskiego, do Doliny Omo. Największą atrakcją tego regionu, oprócz podziwiania krajobrazów, parków narodowych i obserwacji zwierząt są odwiedziny w wioskach plemiennych, których mieszkańcy żyją jakby świat wokół nie istniał zachowując swoje obyczaje sprzed stuleci. A może nawet tysiącleci….Prawdę powiedziawszy członkowie wszystkich plemion leżących na turystycznym szlaku już doskonale orientują się czym jest aparat fotograficzny i że dzięki temu urządzeniu mogą w dzisiejszych czasach robić interesy życia. Za upublicznianie swojego wizerunku każą sobie płacić w lokalnej walucie i określają konkretne, bardzo proste reguły i stawki. Za jedno zdjęcie (jeden trzask migawki) każda sfotografowana na zdjęciu osoba otrzymuje ustaloną stawkę np.2 biry (40 groszy). Czyli 5 osób na zdjęciu to kwota 10 birów. Każde kolejne zdjęcie tej samej grupy, to kolejne 10 birów. itd. Skupienie malujące się na twarzach modeli to często wyraz uważnego słuchania trzasków migawki aparatu fotograficznego.

A jest co fotografować. Turysta zostaje „wrzucony” w centrum takiej plemiennej wioski i nie wie na czym najpierw wzrok zatrzymać. Czy na wymalowanych twarzach młodych chłopców, czy na fantazyjnych nakryciach głowy kobiet, czy na wzorach blizn ozdabiających ciała młodych dziewczyn, czy na odkrytych biustach, czy na przerażających glinianych płytkach umieszczonych w ustach kobiet z plemienia Mursi… Każde plemię odróżnia się jedno od drugiego strojem, kolorem i ilością koralików w bransoletkach, ozdobami, fryzurami… czasami mieszkają w odległości 20-50 km od siebie a sprawiają wrażenie jakby pochodzili z różnych końców świata. Łączy ich jedno: kolor skóry i wyjątkowa jak na Afrykańczyków szlachetność rysów twarzy. Zarówno mężczyźni jak i kobiety są wysocy, delikatni i szczupli. No może za wyjątkiem tych ze wspomnianego plemienia Mursi, którego członkowie są dość agresywni i czasem „źle im z oczu patrzy”… Bezwarunkowo palmę pierwszeństwa dzierży plemię Hamerów, którego kobiety słyną z niezwykłej urody oraz pięknych fryzur i malowania swojego ciała i włosów ochrą wymieszaną ze zwierzęcym łojem.

Wyjazd do Etiopii to jak wyprawa do innej Galaktyki. Aż trudno uwierzyć, że w odległości 5000 km od naszych cieplutkich domków z łóżeczkami i białą pościelą mieszkają ludzie w chatach z bambusa, ubrani w kozie skóry a za ozdobę służą im blizny na ciele….

Ja tam byłam i w Etiopii się zakochałam i wiem, że wrócę.

Text i fot: Agnieszka Meissner

Więcej zdjęć z Etiopii na http://www.facebook.com/pages/AGMA-STUDIO-AGNIESZKA-MEISSNER/245416005505534
oraz
http://www.facebook.com/pages/AGMA-STUDIO-AGNIESZKA-MEISSNER/245416005505534

p.s. i stało się to … wróciłam do Etiopii po raz kolejny… i wkrótce część druga relacji z wyprawy.

View the embedded image gallery online at:
http://www.tojakobieta.pl/tag/podroz.html#sigProGalleria595e06fe45

Czytaj więcej...

Nieprzewidziane sytuacje w podróży z pilotem

  • Opublikowano w Porady

Podróżując po świecie bądź zwiedzając polskie miasta możemy spotkać się z różnymi sytuacjami, których my, a także organizatorzy wycieczek nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Często znajdujemy się w sytuacjach, które na pierwszy rzut oka wydają się bez wyjścia. Pamiętajmy, że pierwszą osobą, do której powinniśmy się zwrócić powinien być pilot, bądź przewodnik, w zależności gdzie jesteśmy, co zwiedzamy.

 

Według książki "Zawód z pasją" (Hebda Paweł, Madejski Jerzy) pilot wycieczek jest zawodem stosunkowo nowym. Zadania pilota, jak większość z nas myśli, nie polegają na oprowadzaniu grupy turystów po historycznych miejscach czy muzeach itp. Podstawowymi kompetencjami pilota jest doprowadzenie grupy turystów bezpiecznie do miejsca docelowego, zapewnienie im noclegu i wyżywienia, a czasem również opiekę lekarską. Krótko podsumowując, pilot jest osobą odpowiedzialną za formalną stronę organizacji wycieczki.

Opierając się na "Vademecum pilota grup wycieczek" (red. Gołembski Grzegorz), które polecam osobom zainteresowanym tematem, przedstawię Wam kilka trudnych sytuacji, z którymi możecie się spotkać będąc na wycieczce. Pamiętajcie jednak, że są to tylko propozycje możliwych rozwiązań!

 

Jednym z najczęstszych problemów spotykanych tuż przed podróżą jest nieodpowiedni standard autokaru. Brak toalety lub klimatyzacji może sprawić, że my jako turyści będziemy czuć się bardzo niekomfortowo. Często odmówimy podróży skoro trasę mieliśmy pokonać autokarem o wyższym standardzie. Pilot w takiej sytuacji powinien skontaktować się z organizatorem. Jeżeli to możliwe próbuje zamienić autokary. Jednak w przeciwnym razie możemy oczekiwać od niego rekompensaty w postaci innych świadczeń.

Bardzo często po przybyciu na miejsce wycieczki okazuje się, że nasz bagaż zaginął. Pilot ma obowiązek poinformować służby lotniska o zaistniałej sytuacji, a następnie sporządzić protokół zaginięcia i wypełnić formularze oraz podać miejsca zakwaterowania. Po wykonaniu wszystkich formalności pilot powinien zapewnić nam podstawowe rzeczy do użytku codziennego, pożyczając od innych podróżnych bądź od siebie.

Dokonując zakupu wycieczki z noclegiem, to operator automatycznie dokonuje rezerwacji miejsc noclegowych w danym hotelu. Zdarza się tak, że po przyjeździe nie ma miejsc dla wszystkich bądź części grupy. Pilot powinien zainterweniować natychmiast w recepcji oraz u dyrekcji okazując dokument, który potwierdza daną rezerwację. Jeśli negocjacje nie zakończą się pozytywnie turyści powinni otrzymać rekompensatę.

W przypadku, gdy zostaniemy okradzeni w hotelowym pokoju natychmiast musimy zgłosić zaistniałą sytuację pilotowi wycieczki. Po zgłoszeniu w recepcji należy spisać protokół oraz zawiadomić miejscową policję. Jeżeli zginęły również dokumenty trzeba jak najszybciej zgłosić konsulatowi, który wyda dokumenty zastępcze.

Na umówionym miejscu nie pojawił się przewodnik. Pilot po wyjaśnieniu czy nie nastąpiła jakaś pomyłka w jak najkrótszym czasie musi zorganizować zastępstwo przewodnika. Do czasu jego przybycia realizuje dalszy program lub przewodniczy sam wykorzystując własne informacje.

Zdarzają się również sytuacje, w których może zginąć uczestnik imprezy turystycznej. Wówczas na miejsce powinna być wezwana policja oraz lekarz, który potwierdzi zgon. Pilot powinien poinformować o zaistniałej sytuacji ubezpieczyciela oraz placówkę dyplomatyczno – konsularną. Organizator wycieczki natomiast zawiadamia o przykrym fakcie rodzinę zmarłego. Minimum dwie osoby, w tym pilot, dokonują spisu rzeczy zmarłego, które następnie są przekazane rodzinie.

 

Omówiłam tylko kilka z kilkudziesięciu przykładów, które są opisane w "Vademecum...". Jednak w realnym świecie możemy spotkać się z setkami sytuacji nieprzewidzianych. Ale pamiętajmy, że z każdej, nawet z tej najtrudniejszej, jest wyjście. Nie starajmy się ich rozwiązywać na własną rękę. Zawsze z pomocą przyjdzie nam pilot, więc nie bójmy się z niej korzystać.

 

 

Paulina Dorna
Studentka Turystyki i Rekreacji w Poznaniu

Czytaj więcej...

Czy warto jechać na zakupy do USA?

Podczas mojej niedawnej wizyty w Stanach, uważnie obserwowałam tamtejszy rynek mody. Wysokie ceny w Polsce, a także tracący na wartości dolar coraz częściej zachęcają Polaków do wyjazdów na zakupy do Stanów Zjednoczonych, gdzie co chwile można spotkać przeceny, promocje, wyprzedaże. Na Amerykańskim rynku ceny są niższe niż w Polsce od 20 do 80%. Oprócz tanich komputerów, sprzętu sportowego czy elektroniki oczywiście można kupić markową odzież i kosmetyki po atrakcyjnych cenach. Jednak trzeba wiedzieć, gdzie można ją kupić. W tzw. sklepach dyskontowych (discount stores), fabrycznych (factory outlet) najbardziej znanych placówek, takich jak: Macy's, Marshall, Target czy Burlington można znaleźć odzież światowych marek: Lacoste, Diesel, Replay, Ralph Lauren, Calwin Klein, Levis, Jordan, Adidas, Nike, Puma, Tomy Hilfinger. Wyobraźcie sobie drogie panie, w Polsce za cenę 1 pary jeansów marki Levis w Stanach kupiłam 3 pary i oczywiście modele spodni, których u nas nie znajdziemy. Atrakcyjnym miastem na zakupy jest Nowy York, np. na ulicy Broadway, ceny są naprawdę niskie szczególnie gdy chodzi o kosmetyki, perfumy za które można zapłacić czasem do 70% taniej niż Polsce. Np. cena błyszczyka Lancome jest w cenie naszego MaxFactor czy Loreal. W galeriach handlowych można spotkać sklepy z Amerykańską odzieżą takich firm jak: Abercrombie, Hollister, Guess, czy na pewno znana wszystkim paniom marka: Victorias Secret, gdzie ceny bielizny są porównywalne do cen Triumpha. Wybór, kolory, wzory staników czy piżam, a także zmysłowe zapachy perfum jak otaczające reklamy pięknych modelek Victorii Secret, sprawiały że trudno mi było wyjść ze sklepu :)

Ale jedno wam powiem miłe panie. Spacerując po galeriach, ulicach, ciesząc oczy pięknymi wystawami, samochodami, kolorowymi reklamami spotkałam niewiele atrakcyjnych kobiet...

Monika Gerber
(wizażystka, stylistka)


usa2usa3usa5usa6

Fot. Monika Gerber

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS

W Polsce

Za granicą

Porady

Ciekawostki

Święta na wyjeździe