Menu
logo tjk main

Czego nie ubierać, jeśli chcesz dostać awans…

Ubieraj się tak, na jakim stanowisku chciałabyś pracować - to zdanie pada bardzo często na wszelkich coachingowych panelach.

Ostatnio przypomniało mi się, bo w ramach researchu byłam na kilku wykładach odnośnie wizerunku. Zaraz potem przypomniał mi się rysunek, na którym szef wypowiada te słowa, a na następny dzień każdy przychodzi w ubraniu z wymarzonej pracy (Batman, Gandalf, księżniczka... :)).

3

Ile jest prawdy w tym zdaniu i dlaczego stosowanie tego wprost często mija się z celem?
Odpowiedzi jest kilka. Po pierwsze, jeśli jesteśmy na niższym szczeblu drabiny - ubieranie się w stylu prezesa może mieć efekt uboczny - zwolnienie, czyli absolutne przeciwieństwo zamierzonego. Po drugie, nasza wizja stanowiska do którego aspirujemy może być inna niż osoby decyzyjnej. Czyli w firmie gdzie szef zazwyczaj przychodzi w bojówkach i luźnej bluzie, ubieranie się w 3-częściowy garnitur mocno mija się z wizją firmy.

Ogólna zasada otrzymania awansu jest taka: unikaj wszystkiego co jest ZA (BARDZO). Za krótkie, za jaskrawe, za dosłowne (dekolt do pasa ;)), za wystrzałowe, za sztywne, za napuszone. Nie bądź BARDZIEJ od zarządu ;).

Nie chodzi tu jednak o to, żeby się nie wyróżniać, ale żeby dobrze wpasowywać się w krój firmy i pokazywać, że jest się osobą godną zaufania, której zależy na dobrej marce firmy.

Jak to osiągnąć? Po pierwsze, zobacz jak ubiera się zarząd, Twój szef/szefowa, staraj się ubierać w podobnym stylu, ale nie przewyższaj ich w liczbie dodatków, jakości garniturów itp. Na zasadzie marketingowego odbicia - lubimy wszystko co jest podobne do nas, osoby decyzyjne zaczną traktować nas lepiej. Pod warunkiem jednakże, że nie zostanie nadepnięty punkt rywalizacyjny - czyli nie wzbudzimy poczucia zagrożenia będąc lepszymi/lepiej ubranymi. Ot taka sztuczka.
Wiem co mówię, bo spotkałam również przypadek zwolnienia z powodu za dobrego ubrania się - prezes innej firmy zwracał się, zamiast do prezesa, do pracownika niższego szczebla sądząc po ubiorze... i tak lepiej ubrany podpisał na siebie wyrok ;).

Jesteś na najniższym stanowisku? Ubieraj się o ząbek lepiej - tak działa nowoczesne podejście do dress code. Nie przeskakuj od razu w stylu ubierania się 3 stanowisk w górę, staraj się ubierać do następnego stopnia. O tym właśnie mówi sensu stricto zdanie o ubieraniu się do pracy/stanowiska, którą/ę chcesz.

Czy ma to coś wspólnego ze stylem? Oczywiście, styl nie musi krzyczeć, możemy swoim wizerunkiem dobrze zarządzać i stawiać na efekty.

1
Czytaj więcej...

Brak ambicji zawodowej i życiowej u partnera. Lenistwo chorobą XXI wieku

Każdy z nas lubi poleniuchować i zaszyć się w domowych pieleszach. Co jednak zrobić kiedy lenistwo przyjmuje poważniejszą formę i nie mamy siły ani anergii aby zrobić coś konstruktywnego ze swoim życiem? A co gorsze - co zrobić jeśli nasz życiowy partner zaległ na kanapie w sensie dosłownym i w przenośni?

Dzisiejszy rynek pracy dla młodych ludzi jest trudny. Wyższe wykształcenie, tytuł magistra, szkolenia, kursy, praktyki - to wszystko na nic się zdaje, gdy mamy stawić czoła wymaganiom potencjalnych pracodawców. W dużych miastach, takich jak Warszawa, Gdańsk, Poznań, Kraków i Wrocław sytuacja jawi się lepiej niż w mniejszych miejscowościach. Jest to jednak złudne, gdy weźmiemy pod uwagę ilość osób, które przeprowadzają się po studiach do metropolii i próbują swoich sił w szukaniu pracy.

Warszawa jest pełna przyjezdnych, brzydko mówiąc „słoików”, jak nazwali ich Warszawiacy. Sama jestem słoikiem i odbieram to określenie bardzo pejoratywnie. Bo jak tu odeprzeć zarzut, że zabieram rodowitym Warszawiakom pracę i przestrzeń życiową skoro mam prawo do lepszego życia i zarobków, a sytuacja w moim rodzinnym mieście temu nie sprzyja. Dyskusji na temat „słoików” było już wiele, ale warto zastanowić się nad tym, jak ma wyglądać nasze życie gdy już znajdziemy się w tym wielkim, pełnym perspektyw mieście.

W końcu, po dłuższym lub krótszym czasie znajdujemy pracę. Rzadko kiedy wymarzoną, bo po studiach człowiek jest nieopierzony, nie ma doświadczenia zawodowego - co jest solą w oku pracodawców. Ale praca jest, to najważniejsze. Zarobki pozostawiają wiele do życzenia, ale przecież to dopiero początek. Ten początek przeciąga się czasami do kilku a nawet kilkunastu lat. Znam ludzi, którzy pracują w jednej firmie kilkadziesiąt lat i sami nie wiedzą czy jest im z tym dobrze czy źle. Trzeba przyznać, że jest to starsza generacja, naszych rodziców albo rodzeństwa. My musimy stawić czoła współczesnym wymaganiom.

Często ludzie, którzy na początku swojej drogi zawodowej mieli wielkie plany, energię do ich realizacji i działania na wielu polach, osiadają na laurach i przyjmują to co już dostali z całym dobrodziejstwem inwentarza, nie dając z siebie już nic i zapominając o żyjących jeszcze niedawno w ich głowach i sercach ambicjach.

Faktem jest, że młodzi ludzie mają wysokie oczekiwania materialne w stosunku do swoich umiejętności. Uważają, że wszystko im się należy bo skończyli studia i wykazali się nie lada odwagą rezygnując z życia na garnuszku rodziców. Problem leży jednak o wiele głębiej, z czego mało kto zdaje sobie sprawę. Jesteśmy wobec siebie bezkrytyczni, opierając swoje oczekiwania na życiu osób, którym jak często uważamy: albo się poszczęściło (bo przecież niemożliwe żeby ktoś znalazł taką wspaniałą pracę sam, bez znajomości i jeszcze tak dobrze płatną), albo którzy całe życie ciągle się uczyli, rezygnując z życia towarzyskiego więc teraz naturalne jest że im to procentuje. Nie wspominając o osobach które miały tak wygodną sytuację życiową, że mogły sobie pozwolić na pracę podczas studiów bez rezygnowania z uciech życia codziennego. Wymówek i usprawiedliwień jest wiele. A może powinniśmy zacząć od siebie, a potem równać do tych, którzy nam imponują?

Wśród generacji ludzi około trzydziestego roku życia pojawiła się niebezpieczna tendencja spędzania wolnego czasu. Mężczyźni wolą spędzać czas wolny grając w gry komputerowe, telewizyjne, oglądając telewizję. Gdy jeden z partnerów chce zmotywować swoją drugą połowę do działania, często pojawiają się pretensje i wymówki, takie jak brak pieniędzy na studia podyplomowe, czy czekanie na rozwój w aktualnej firmie. Normą wśród młodych ludzi jest odkładanie wszystkiego na później.

Temat ten pojawia się często podczas rozmów ze znajomymi i rodziną, budząc niemalże kontrowersje w różnicach stanowisk i opinii.

Zaczerpnęłam tej wiedzy u paru osób:
Razem z chłopakiem pochodzimy z małej miejscowości, w której nie mogliśmy liczyć na znalezienie pracy. W związku z tym, zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę do Warszawy. Oboje, po mniej więcej miesiącu znaleźliśmy pracę, co dodało nam nieco animuszu - jesteśmy jednak coś warci. Mieszkamy w Warszawie już 4 lata. Dwa razy awansowałam, pojawiły się nawet niewielkie podwyżki, chociaż nie jestem usatysfakcjonowana kwotą którą zarabiam. Nabyłam już trochę doświadczenia i zaczęłam rozglądać się za inną pracą. Poradziłam zrobić to samo mojemu chłopakowi, który oczywiście na początku bardzo się zapalił do tego pomysłu, ale już mniej więcej od roku sprawa sukcesywnie rozchodzi się po kościach. Z jednej strony chce zmienić pracę, ponieważ uważa, że w obecnej już go nic dobrego nie czeka, ale z drugiej strony może sytuacja się rozkręci i skoro jest w tej firmie od początku jej istnienia, to niedługo zaproponują mu lepsze stanowisko. Błędne koło……Studia podyplomowe nie wchodzą na razie w grę, ponieważ on do końca nie wie, co chce w życiu robić. A jeśli nie będzie kontynuował obecnej ścieżki zawodowej, to jaki jest sens kształcenia się dalej w tym konkretnym kierunku. Nie robi nic żeby zadbać o jego, naszą przyszłość. Głównym zajęciem jest granie w gry komputerowe i sukcesywne zaleganie na kanapie. Sytuacja nie jest ciekawa i nie odbija się dobrze na naszym związku.

U mnie i mojego męża sytuacja jest inna niż u większości młodych małżeństw. Tak się ułożyło, że ja zarabiam od niego prawie dwa razy więcej, chociaż on ma pracę, którą lubi i w której się realizuje. Czasami przez to powstają między nami nieporozumienia. On nie czuje się jak głowa naszej małej rodziny, uważa że jest to niemęskie, jeśli mężczyzna zarabia mniej od kobiety. Ja nie mam z tym problemu, chociaż oczywiście bardzo bym chciała żeby jego poczucie własnej wartości było jak najlepsze. Z drugiej strony, on nie robi nic, żeby tę sytuację zmienić. Mógłby znaleźć dodatkową pracę i wyrównać domowy budżet, a ma ku temu możliwość bo godziny pracy ma bardzo luźne - Alicja, 28l.

Jesteśmy już parą prawie 7 lat. Nie myślimy jeszcze o zakładaniu rodziny i ślubie. Skupiamy się na rozwoju zawodowym, aby móc ze spokojnym sumieniem i zabezpieczeniem finansowym tę rodzinę w przyszłości założyć. Mamy takie samo podejście do tej sfery naszego życia. Oboje pracujemy i zarabiamy podobne kwoty - niewygórowane, ale na życie w Warszawie nam starcza. Jesteśmy nawet w stanie trochę odłożyć. Problem pojawia się, gdy trzeba zaangażować się w sprawy domowe, np. drobne naprawy, nie daj Boże malowanie mieszkania, kupowanie jego wyposażenia. Chciałam nadmienić, że mieszkamy w wynajmowanym mieszkaniu, więc takie sytuacje zdarzają się sporadycznie, ponieważ nie możemy w nim za dużo zmieniać. On uważa, że nic nie jest potrzebne, wykazuje się całkowitym brakiem decyzyjności w naszym związku. Jest dobrze, tak jak jest, niczego nam nie potrzeba. Często jeździmy do naszych domów rodzinnych które oddalone są 300 km od Warszawy. Jesteśmy wtedy zdani na życzliwość naszych znajomych, którzy mają samochody, lub niełaskę podróżowania busami, w których podróż nie należy do najprzyjemniejszych. Według mojego partnera samochód nie jest nam potrzebny, chociaż bylibyśmy w stanie go kupić chociażby na raty - Agnieszka, 27l.

Brak ambicji i lenistwo nie jest jednak tylko domeną mężczyzn. Kobiety często liczą na utrzymanie przez swoich partnerów lub gdy pojawia się dziecko, nie wracają już do pracy z urlopu macierzyńskiego, wychowawczego i utrzymanie rodziny zostaje na głowie ojca. Oczywiście wychowywanie dziecka też jest pracą, ale przyznajmy, że przy dziesięciolatku czy trzynastolatku pracy nie ma już tyle, co przy kilkulatku czy niemowlaku - Maja, 29l.

Lenistwo stało się chorobą XXI wieku. Żyjemy w trudnych dla młodych ludzi czasach, ale tym bardziej powinniśmy dawać z siebie jak najwięcej. Rozwijać się, kształcić, stymulować poprzez czytanie książek, realizowanie swoich zainteresowań. To wszystko daje energię do działań na polu zawodowym i prywatnym.

Katarzyna Wajnberg
Czytaj więcej...

10 000 miejsc pracy dla Polaków w Lipsku!

Region Lipsk poszukuje przeszkolonych, wykwalifikowany pracowników z Polski.

15 września Roadshow Invest Region Miasta Lipsk w poszukiwaniu wykwalifikowanych pracowników ruszy w  trasę do Polski.
Invest Region Leipzig GmbH jest spółką zarządzaną przez miasto Lipsk, Izbę Przemysłowo-Handlową i powiatowe władze północnej Saksonii i Lipska. Jest ona odpowiedzialna za krajowy i międzynarodowy marketing, rozwój biznesu, relokacje i rekrutacje wykwalifikowanych pracowników dla regionu Lipsk. „Organizujemy roadshow po Polsce, Czechach i na Słowacji, aby zatrudniać przeszkolonych pracowników. Naszym celem jest zwrócenie uwagi na Region Lipsk i przedsiębiorstwa w Zachodniej Saksonii oraz możliwości tworzenia stanowisk dla wykwalifikowanych pracowników” - wyjaśnił Lutz Thielemann, Dyrektor Zarządzający Invest Region Leipzig GmbH. Znani pracodawcy w regionie Lipsk to m.in. Porsche, BMW, DHL, jak i Siemens oraz Dow Chemical, Telekom i Villeroy & Boch. Wszystkie sektory poszukują wykwalifikowanych pracowników z doświadczeniem zawodowym,  a także absolwentów i praktykantów. Szczególnie wysokie jest zapotrzebowanie na wykwalifikowanych pracowników technicznych, w tym nauk przyrodniczych i logistyki, ale potrzebni są także pracownicy w przemyśle spożywczym i gastronomii oraz z zakresu rzemiosła. Region Lipsk wiąże się z unikalną jakością życia, korzystnymi opłatami za mieszkanie, szeroką ofertą wydarzeń kulturalnych i rekreacyjnych o międzynarodowym charakterze. W przeciwieństwie do ofert pracy w Europie Zachodniej, Saksonia nie jest zbyt daleko od Polski. W szczególności dla polskich wykwalifikowanych  pracowników ta odległość stanowi istotną różnicę. Podczas spotkania z przedstawicielami Lipska będzie można uzyskać ważne informacje i zapoznać się z rzeczywistymi ofertami pracy na wirtualnej giełdzie: http://www.invest-region-leipzig.de/polski/work_in_leipzig08.html
a, także z ofertami na tablicy. Jest tam ponad 10 000 ofert pracy. Roadshow odwiedzi następujące miejsca w Polsce:

15 -16.09.2014 Wrocław, Plac Solny
17-18.09.2014 Poznań, Plac Wolności
19.09.2014 Warszawa, Uniwersytet Warszawski
20.09.2014 Warszawa, Ambasada Niemiec
22- 23.09.2014 Kraków, Galeria Krakowska
24- 25.09.2014 Katowice, Plac Honorowy/Spodek Arena

Wielojęzyczny zespół ekspertów Invest Region Leipzig jest gotowy odpowiedzieć na wszelkie pytania osób zainteresowanych pracą w tym regionie.

RoadshowLipsk 2 IMG 1869 IMG 1870
Czytaj więcej...

Rozmowa kwalifikacyjna. Kto ma większe szanse, kobieta czy mężczyzna?

Konstytucyjne równouprawnienie w niektórych sferach życia społecznego wciąż jest dość fikcyjne. Nadal istnieje podział na zawody ,,kobiece” i  ,,męskie”, płeć bywa decydującym czynnikiem zatrudnienia, określającym nieraz charakter pytań do kandydata. Niektóre z nich mogą balansować na granicy prawa, naruszając zasady równości na rynku pracy.

Według badań przeprowadzonych podczas ogólnopolskiej kampanii dotyczącej szans płci1, odpowiedź na pytanie, czy pracodawcy tak samo traktują kobiety i mężczyzn ponad połowa ankietowanych dopatrywała się dyskryminacji.

Kobiety często borykają się ze stereotypami, o jakie posady mogą się starać, a o jakich mogą zapomnieć. Utarte schematy w społeczeństwie mocno wpływają na psychikę jednostki. Wiele Pań nie składa swojej aplikacji w odpowiedzi na niektóre ogłoszenia, z góry skazując się na przegraną.

Myślę, że duże znaczenie ma płeć oraz kto jest po drugiej stronie podczas rozmowy. Jeśli osobą kwalifikującą jest kobieta, o wiele chętniej przyjmie mężczyznę na stanowisko. Miedzy nami jest duża rywalizacja, mierzymy swoją miarą wygląd, zachowanie. Często kierowniczki boją się, że nowa pracowniczka może je wygryźć. Choćby z tej jednej prostej przyczyny wolą przyjąć mężczyznę, który wydaje się mniej konkurencyjny - Ania, 23l.

Pracodawców bardzo interesuje życie osobiste kandydatów. Chcą ocenić na ile wybrana osoba, będzie właściwą decyzją, patrząc na przyszłościowy rozwój firmy. Szczegółowe pytania są bardzo bezpośrednie, mało dyplomatyczne, a nawet łamiące prawo. Duże emocje zawsze wzbudzają te, dotyczące macierzyństwa. Kobiety zaprzeczają lub wymijająco wypowiadają się na temat zakładania rodziny, bo wierzą, że deklaracja pełnej dyspozycyjności zwiększy szansę zdobycia pracy. Presja oparta na przeświadczeniu, że szybko i łatwo można zastąpić jednego pracownika drugim, zmusza często do rezygnacji z osobistych planów. Jeśli nie zrobimy tego my, ktoś inny poświęci część swojego życia na poczet dobrych zarobków.

Myślę, że zdecydowanie mężczyźni mają lepiej podczas starania się o pracę. Kobiety zawsze pytane są o to, czy planują mieć dziecko, czy mają już rodzinę lub chcą założyć w najbliższym czasie. Oczywiście pytania różnią się w zależności od wieku, ale jeśli mówimy o etapie największej aktywności zawodowej, to mężczyźni są dla zatrudniających bardziej ,,pewnymi” pracownikami - Ola, 29l.

Polska, jak wiele innych krajów, boryka się z problemem niżu demograficznego. Powinniśmy doceniać macierzyństwo, a nie postrzegać jako przeszkodę w rozwoju.  Możliwość rodzicielstwa to wciąż jednak bardziej kłoda rzucana pod nogi w drodze do sukcesu zawodowego.

Nie tylko kobiety mają styczność z dyskryminacją. Mężczyźni również mogą czuć się momentami znieważeni.

Cechy wyróżniające kobiety to dobra organizacja pracy, skrupulatność, umiejętność myślenia wielotorowego. Według złośliwych opinii stanowisko sekretarki dawniej wiązało się z parzeniem kawy, odbieraniem telefonów, co najwyżej obsługą kserokopiarki. Obecnie pomimo większego zakresu obowiązków, w których skład wchodzi pisanie przemówień, negocjowanie umów oraz organizacja pracy niemal całego biura, wciąż aplikacja mężczyzny na posadę asystenta, nie ma większych szans w starciu z podaniami kobiet. Kompetencje coraz większe, gdzie fizjonomia nie powinna mieć znaczenia, jednak kreowana przez media męskość, nie pozwala na piastowanie takich stanowisk przez płeć brzydką. Stereotypowa siła, bezwzględność, odporność na stres odgórnie determinują do innych prac.

Pamiętam dziewczynę, która szukała pracy biurowej, stawka mniej więcej dwa tysiące złotych. Gdziekolwiek nie poszła, musiała się zgodzić na  kontakty osobiste, w  zakres wchodziło parzenie kawy i wszystko co wiązało się z ułatwieniem pracy przełożonym. W dodatku była atrakcyjna, czyli wygląd miał duże znaczenie. Mężczyzna nie miałby tam czego szukaćJacek, 34l.

Męski seksizm jest rzadziej spotykany, ale również istnieje. Jest tak samo krzywdzący jak kobiecy, lecz mniej się o nim mówi, ponieważ poruszony, często wywołuje kpiny. Panowie niekiedy są nadmiernie obciążani, a gdy nie dają rady, nazywani nieudacznikami. Każdy ma granice wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Szczególnie ta druga wielokrotnie jest przekraczana, poprzez wywieraną presję.

Kobiety o wiele częściej zauważają akty dyskryminacji w stosunku do siebie niż mężczyźni. Uważają też, że o wiele trudniej zdobyć im pracę, bo nie każdej mogą się podjąć.

Mężczyźni zdecydowanie rzadziej odnotowują problem lub wyrażają opinię, że istnieje równouprawnienie, które rozwiązuje wszelkie kłopoty, dotyczące krzywdzących zachowań. Niestety akty prawne w praktyce  są łamane, niektórzy nawet nie zdają sobie sprawy kiedy. Kodeks pracy chroni wszystkich obywateli równo, więc warto znać swoje podstawowe prawa, bo dyskryminacja może dotknąć każdego. Wszelkie pytania dotyczące osobistych planów na przyszłość, w tym: macierzyństwa, zamążpójścia, wyznania, orientacji seksualnej, narodowości są niedozwolone i sankcjonowane prawnie2. Warto mieć świadomość przywileju odmówienia odpowiedzi i odwagę, by z niego skorzystać. Asertywność też jest ważną cechą, chętnie wymienianą przez aplikantów w CV. Bądźmy konsekwentni, aby słowa pisane w podaniu, nie były jedynie nic nieznaczącą konfiguracją liter. Wtedy łatwiej nawiążemy kontakt z potencjalnym pracodawcą, mniej będziemy obawiać się nowych wyzwań.

Francuski poeta Antoine de Saint-Exupéry mawiał:  wymagania i wyrzeczenia, które narzuca praca zawodowa, przeobrażają i wzbogacają świat. Nie chodzi jednak o rezygnację z własnych marzeń, a przede wszystkim życia prywatnego. Unieszczęśliwiając siebie, nie jesteśmy w stanie dużo osiągnąć. Jeśli profesja zaczyna zastępować wiele sfer życia warto się zastanowić, ile warte jest poświęcenie oraz co możemy bezpowrotnie stracić w pogoni za pieniądzem.

Ewa Kuhnert, 23l

1. Kampania informacyjno-promocyjna dotycząca zasad równości szans płci w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki
2. Ustawa z dnia 26 czerwca 1974r. – Kodeks pracy (Dz. U. 1998.21.94, rozdział IIa, art.18-21)
Czytaj więcej...

Miejsce pracy - ulica

Grają na skrzypcach, gitarach i akordeonach, niektórym grają też na nerwach. Ile płaci ulica i jak komfortowo żyje - stereotypowa, biedniejsza część obywateli? Co zmusza ludzi do ulicznego zarobku oraz jakie są jego konsekwencje?

Otóż coraz więcej młodych ludzi a także osób w podeszłym wieku, najczęściej płeć męska rencistów i emerytów godzi się na uliczne show. Jedni śpiewają, drudzy tańczą, jeszcze inni malują a czasem po prostu są, wyglądają, siedzą… Młodzi liczą na przygodę, hobby, pasje, kontakt z innymi, ale i spełnienie się w tym co lubią. Potem dochodzą do tego inne przyjemności takie jak pieniądze, pieniądze i pieniądze. Na piwo, na leki, na to czy tamto. Pieniądze, które wpadają do kieszeni ulicznych artystów oczywiście są miłe, cieszą oczy i kapelusz, są owocem często dość trudnej pracy, ale przyprawiają o niemałe problemy.

Ile to kosztuje?
Performerzy, aby legalnie wystąpić na ulicznych zakamarkach muszą wykupić od miasta pozwolenie na zajęcie pasa drogowego, czyli uiścić opłatę za wykorzystanie miejsca na którym występują. To nie koniec wydatków. Kontrolerzy Izby Skarbowej również sprawdzają, czy płacenie podatków (jako osoba czynnie zarabiająca) jest tak samo praktykowane jak opłaty dla miasta, których ściganie jest szybsze. Administracja dotyka wszystkich - ich również więc Izba Skarbowa ostrzega, że ten kto nie odprowadza podatku, podlega karze karno-skarbowej. Mówiąc krótko nieopodatkowane pieniądze są nielegalne. Nie mają prawa bytu na ulicach, placach starych miast i innych miejscach godnych uwagi, bez jakiegokolwiek poświadczenia o odprowadzaniu podatków od zarobionej kwoty. To czyste wzbogacenie się, więc jako obywatel kraju, jego obowiązkiem konstytucyjnym jest pomoc państwu, ponoszenie ciężarów i świadczeń publicznych wraz z podatkami - tak pisze sama Konstytucja.

Słodki owoc zarobku
Ale jaki jest tego plus? Ile uliczny artysta może zarobić właśnie w ten sposób? Anonimowi artyści zgodnie twierdzą, że w czasie wakacyjnym ich dniówka to ok. 200 zł i wzwyż! Stawka za „wynajęcie sceny publicznej” waha się od 1 zł do kilku złotych za metr kwadratowy, jest to opłata za dzień użytkowania.

Bezdomni również nie mają mniej. Pytając jednego z poznańskich bezdomnych, słyszę odpowiedź - Nawet kilka stów jak się uśmiechnę - odpowiada. Czy jest więc farciarzem, złodziejem czy po prostu takie są realia ulicznego zarobku, nie pytałam.

Miejska walka z wiatrakami
Kolorowe i melodyjne miasta przyciągają, spacerując aż chce się przystanąć i zamyślić na chwilę. Niestety, afer „z nimi” co niemiara. Dlaczego? Za głośno, za długo, za często. Najbardziej mogą bać się właścicieli restauracji, którzy najczęściej zgłaszają sprawę na policję. Właściciele restauracji nie robią tego dla siebie, uważają, że to przeszkadza ich klientom, gościom ogródków, ponieważ dźwięk często z wzmacniacza jest na tyle głośny, że zagłusza muzykę wewnątrz lokalu.

Tadeusz Lis, gitarzysta, który od dawna grywał na Poznańskim Rynku ulubiony utwór mieszkańców „Zegarmistrz świata purpurowy”, niestety nie został ciepło przyjęty przez wszystkich. Strażnicy miejscy w październiku ubiegłego roku nałożyli na niego mandat w kwocie 200 zł za zakłócanie porządku. Pan Lis mandatu nie przyjął i tym samym sprawa trafiła do sądu, gdzie zagrał przed sędzią (prośba sądu) i ją wygrał. Stanowisko sądu było jednoznaczne, muzyka Pana Lisa nie zakłóca spokoju i tym samym powoduje anulowanie mandatu.

FOTO: Marek Zakrzewski

 

Magda Strzykalska, 22l.

Czytaj więcej...

Jestem niezależną kobietą i dobrze mi z tym. Inni uważają to za wadę. Czy mają rację?

Kwestia niezależności i samodzielności działania już dla Kanta była niezwykle ważnym elementem życia ludzkiego. Uważał, że nie ma nic bardziej przerażającego niż to, że działania jednego człowieka muszą niekiedy podlegać woli innego. Było więc dla niego oczywiste, że każda rozumna osoba, funkcjonuje jako sama w sobie i w ten sposób powinna być traktowana.

Czy jednak we współczesnym świecie istnieje miejsce dla samodzielnych, niezależnych kobiet? A jeśli tak, w jaki sposób są one odbierane przez otoczenie?

30-letnia Ewa twierdzi, że odkąd zaczęła pracować, zawsze miała dużo problemów z przełożonymi. Rodzice bowiem nauczyli ją twardego stąpania po ziemi, asertywności oraz pokonywania przeszkód bez pomocy innych.

Wiedziałam, że jeśli sama czegoś nie zrobię, to nikt inny tego za mnie nie wykona. Na studiach była to dobra taktyka, dzięki której zawsze wywiązywałam się z obowiązków. Jednak jak się później okazało, kilku moim pracodawcom, takie podejście przeszkadzało. Chcieli mieć zawsze rękę na pulsie. Musieli wtrącać swoje trzy grosze. Starałam się uprzejmie acz stanowczo nie przyjmować ich pomocy. Było dla mnie oczywiste, że skoro to mnie zlecono zadanie, uznawana jestem za osobę kompetentną i zdolną do jego wykonania. Po utracie kolejnego stanowiska, nauczyłam się że muszę zapomnieć o swoim stylu pracy, jeśli chcę się gdzieś utrzymać na dłużej.”

Na szczęście Ewie udało się w końcu trafić na pracodawcę, który jest równie niezależną osobą, co ona. „Wreszcie mogę się rozwijać. Nie boję się przedstawiać swoich pomysłów i wiem, że mój przełożony w 100% ufa temu co robię, to niezwykle motywujące.”

Nie tylko jednak praca jest polem, na którym ukazuje się kobieca niezależność. Częstym przykładem problemów na tej płaszczyźnie jest rodzina. Zwłaszcza jeśli chodzi o kontakty kobiet z matkami czy teściowymi.

45-letnia Anna wspomina jak wiele nerwów przysporzył jej własny charakter.
Kiedy urodziłam pierwszego syna byłam szczęśliwa, że wreszcie moje dziecięce marzenia się spełniają. Czekało mnie kształtowanie nowego człowieka, wychowywanie go tak jak potrafię najlepiej i wpajanie podstawowych wartości. Nie ukrywam, że wszystkie dodatki w postaci karmienia, usypiania i przewijania także mnie cieszyły. Jednak moją wizję zaczęła burzyć zupełnie odmienna, wizja teściowej. Jako osoba bardziej doświadczona rościła sobie prawo do kierowania mną - To zrób inaczej, tam go nie kładź, ubierz go cieplej - Nie potrafiłam przejść nad tym do porządku dziennego. Wyraziłam jasno, że to mój syn i wiem co robię. Ona wychowała swojego i wyszło jej to bardzo dobrze, ale na tym koniec. Niestety teściowa nie była w stanie tego zrozumieć. Do dziś nasze relacje są dość oziębłe.”

Dla Anny niezależność okazała się mieć nieprzyjemne skutki. Ale czy żałuje?
Nigdy nie czułam, że postąpiłam niesprawiedliwie. Rozumiem zaangażowanie w wychowanie wnuka i naprawdę nie miałabym nic przeciwko gdyby babcia zabierała go na spacery. Jednak strofowanie każdej mojej decyzji i dawanie do zrozumienia, że sobie nie radzę, było ponad moje siły. Na szczęście mąż okazał się pomocny i także niezależny. Przyznał mi rację, a nasz syn wyrósł na naprawdę porządnego człowieka.”

Z pewnością nie jest też łatwo matkom, które decydują się na kontynuowanie kariery zaraz po urodzeniu dziecka. Przyjęło się bowiem, że co najmniej roczny urlop macierzyński jest niezbędny w jego prawidłowym wychowaniu. Niektórzy jednak nie mogą i nie chcą pozwolić sobie na tak długą przerwę w pracy. Obecnie można przecież pogodzić pracę i wychowanie. Istnieje wiele agencji opiekunek. Niestety taki wybór nadal jest postrzegany jako coś złego. Matka, która „porzuca” swe dziecko i oddaje je pod opiekę obcej kobiecie traci w oczach większości ludzi. Nie powinno tak być, ponieważ bycie dobrą, kochającą mamą wcale nie wyklucza podążania zawodową ścieżką. Oczywiście, czas spędzony z dzieckiem na pewno jest krótszy, ale może dzięki temu lepiej wykorzystany? Nie możemy oceniać wyborów kobiet, dopóki nie znajdziemy się w ich sytuacji, a najlepszym dowodem na to, że wszystko idzie zgodnie z planem powinien być uśmiech dziecka na widok mamy wracającej z pracy.

26-letnia Kasia spotkała się z zupełnie innym problemem. Jako pewna swego, samodzielna dziewczyna, długo nie mogła znaleźć odpowiedniego partnera. „Wychowywała mnie tylko mama. Od zawsze więc ze wszystkim musiałyśmy sobie radzić same. Te wszystkie męskie czynności, nie sprawiały mi problemu i tak naprawdę nie byłam przyzwyczajona do ulgowego traktowania.” Kontakty z chłopakami nie były dla niej trudne, ale dla nich okazywały się nie lada wyzwaniem. Jak bowiem zaimponować dziewczynie, która wszystko potrafi? „Nie oczekiwałam otwierania przede mną drzwi i zawsze wchodziłam pierwsza, nie musieli pomagać mi w noszeniu ciężkich rzeczy ani przysłowiowym wkręcaniu żarówek. Nie raz tracili cierpliwość i przyznawali, że moja niezależność im przeszkadza.” - W jakiś sposób bowiem odbierało im to męskość. Każdy facet chce czuć się potrzebny.

Kasia często bywa odbierana jako osoba zimna i egoistyczna. Jest samodzielna i zaradna, więc nie ma problemów by wyjść na miasto bez towarzystwa czy zaszyć się gdzieś w kącie z książką. Nie ma też problemów ze znalezieniem zajęcia, bo nie rozdrabnia się na rzeczy nieistotne. Spotyka się to z powszechną zazdrością. „Co w tym złego, że nie potrzebuję świty ludzi, która będzie robiła rzeczy za mnie? Mam problem, to go rozwiązuję, w miarę możliwości sama. Szkoda tylko, że gdy mężczyzna jest niezależny, wszyscy go szanują i podziwiają.” Kasię oburza fakt, że narzuca jej się rolę nieporadnej tylko dlatego, że jest kobietą. Jednak będąc w związku, stara się trochę panować nad swoim charakterem. „Zdarza się, że mój chłopak ma do mnie pretensje. Staram się więc trochę udawać, że z czymś sobie nie radzę, żeby poczuł się lepiej. Chociaż męczy mnie to strasznie, bo sama nie lubię być bezużyteczna. Radek jednak nie ma gentlemańskich zapędów i nie boli go, że wymieniam żarówki zamiast niego.”

Rozważając przypadki moich rozmówczyń zauważyłam, że wszystkie są dumne ze swojej niezależności i samodzielności. Wiedzą czego chcą i nie potrzebują radzenia się innych. Kierują się przede wszystkim tym, co jest dobre dla nich, a nie tym co jest dobre dla innych. Może być to uznawane za przejaw egoizmu, i nie oszukujmy się, trochę jest. Niemniej jednak nie uznałabym tego za wadę. Kreujemy własne życie, w którym musimy czuć się swobodnie, będąc w zgodzie ze sobą, to naprawdę wymaga dużej autonomii i samozapracia. Możemy doprowadzić do sytuacji, w której swą postawą zyskamy ogromny szacunek, ale częściej będzie to wykluczenie społeczne. Im bardziej bowiem chcemy postawić na swoim i dążyć do własnych celów, tym mniej oglądamy się na innych. Pojawia się pracoholizm, zanikają więzi. Niezależność jest postawą zarówno pożądaną jak i niebezpieczną. Nikt nie chce by wchodzono mu na głowę, ale z drugiej strony potrzebujemy drugiego człowieka i bez częściowej rezygnacji z własnej autonomii, może być trudno kogoś znaleźć.

Dobrym podsumowaniem powyższych rozważań, wydaje się być wypowiedź Pani Agnieszki Kozłowskiej - Rajewicz, Pełnomocniczki Rządu ds. Równego Traktowania:
„[…] to zewnętrzne otoczenie, które rości sobie prawo do oceniania i wnioskowania, na podstawie liczby dzieci i krótkiego wywiadu, o uzależnieniu i braku szczęścia „kobiet domowych”, wykonuje zamach na niezależność kobiet. Bo niezależność to prawo do swobodnego wyboru - modelu rodziny, religii, modelu życia prywatnego i zawodowego. Do zdefiniowania swojej roli w różnych sferach życia.”

Aleksandra Pelz, 21l.

Czytaj więcej...

Facebook i pracodawca wie o Tobie wszystko…

To, że facebook stał się elementem naszej codzienności, nikogo już nie dziwi. W końcu portale internetowe to fajna sprawa. Jakie są ich plusy? Zapytałam użytkowników.

Rafał:Facebook daje możliwość kontaktu praktycznie z każdym znajomym. Jest to bardzo przydatne zwłaszcza, jeśli chodzi o szkołę. Dzięki niemu możemy nie tylko korespondować o rzeczach prywatnych, ale przekazywać sobie informacje o zajęciach, uzgadniać różne organizacyjne sprawy itp. Przydaje się on też do poznawania nowych ludzi, zwłaszcza płci przeciwnej. Nie każdy ma odwagę od razu zagadać do kogoś "na ulicy" czasem łatwiej jest nawiązać kontakt właśnie przez facebooka.

Agnieszka:Jeśli chodzi o facebooka to oczywiście daje on nam możliwość utrzymywania kontaktów ze znajomymi i rodziną. Fajnie wiedzieć co dzieje się np. u rodziny za granicą. Internet daje nam taką możliwość. Wystarczy parę kliknięć i wszystko już wiem. Mogę zobaczyć ich zdjęcia, prześledzić posty, itp. Poza tym, to świetny informator. Wiesz kiedy i co się dzieje. Jesteś na bieżąco np. z jakimiś imprezami w okolicy, spotkaniami, ogólnie ciekawymi wydarzeniami. Jest on niewątpliwie przydatny.”

Jak widać, zalet facebook ma wiele. Portale społecznościowe pozwalają nam „rozdwoić się” i istnieć zarówno w rzeczywistym jak i wirtualnym świecie. Czasem jest to znaczne ułatwienie. W mgnieniu oka możemy kontaktować się z naszymi znajomymi. Wiadomo, że klikanie przez Internet nie zastąpi nam rozmów i spotkań przy kawie, ale jest to na pewno wygodny, szybki oraz darmowy sposób na kontaktowanie się z innymi osobami, gdy jest to niemożliwe w realu.

Mogłoby się wydawać, że owe portale mają same plusy, prawda? Jednak zawsze są dwie strony medalu. Często ta druga - zła, niesie za sobą wiele zagrożeń. Tak jest i w tym przypadku. Przykład? Na portalach internetowych bardzo często udostępniamy nasze dane osobowe, do których wszyscy mają wgląd. Zauważmy, że każdy wtedy może w bardzo prosty sposób dowiedzieć się gdzie mieszkamy, co robimy, czy jesteśmy sami, czy wyjeżdżamy, itp. To samo dotyczy naszych zdjęć, które z łatwością można kopiować i przerabiać. Aż strach pomyśleć, co może się stać, gdy takie informacje dostaną się w niepowołane ręce, wyobraźnia ludzka nie zna granic.

Jednak w tym artykule chcę zwrócić uwagę na inny problem, o którym słyszy się coraz częściej. O co chodzi? Oto, że Internet, a głównie portale społecznościowe, np. facebook, mogą znacznie zaszkodzić naszej karierze.

Internet jest głównym źródłem informacji we współczesnym świecie również dla pracodawców. Często trudno jest się im oprzeć pokusie zerknięcia na profil potencjalnego kandydata na dane stanowisko, bądź też stałego, zatrudnionego już pracownika firmy. Przeglądając nasze profile mogą natknąć się na różne informacje o nas, zarówno takie, które mogą postawić nas na piedestale jak i te, które mogą zrzucić nas z niego i to z wielkim hukiem. Może też zdarzyć się tak, że na podstawie tego, co zaobserwuje pracodawca, wyciągnie on fatalne dla nas wnioski. Przecież każdy szef chce mieć rzetelnego i godnego pracownika, który dba o wizerunek jego firmy. Wtedy kompromitujące zdjęcie, wulgarny, rasistowski czy ubliżający komuś wpis bądź komentarz, może pozbawić nas piastowanej posady.

To zjawisko „podglądania” przez pracodawców naszych profili określa się mianem online screening. Staje się ono powoli nieodłączną częścią rekrutacji oraz coraz częstszym powodem zwolnień. Przykładów jest mnóstwo.


W Polsce najgłośniejszym przypadkiem była sprawa p. Joanny Grabowskiej. Pracowała ona na stanowisku asystentki wychowawcy w ośrodku dla niepełnosprawnych dzieci. Pracę tę straciła. Zdjęcia, które umieściła na swoim profilu nie spodobały się dyrektorce, zwłaszcza to, które przedstawiało jej koleżankę siedzącą tyłem do obiektywu. Jej plecy były odkryte. Zwierzchniczka poprosiła więc o ich usunięcie. Joanna zablokowała je, lecz niepotrzebnie dodała komentarz: "Pozdrawiam serdecznie donosiciela, przez którego musiałam zablokować moje zdjęcia". Zdanie to wywołało wiele negatywnych komentarzy, co rozwścieczyło dyrektorkę. Joanna została zwolniona.

Również E. Wiśniewska, były prezes stołecznego Miejskiego Przedsiębiorstwa Taksówkowego straciła pracę przez swoje posty. Negatywnie wypowiedziała się o rodzinach ofiar katastrofy smoleńskiej. Jej słowa przedostały się do mediów. Szybko zostały nagłośnione i dotarły do pracodawcy. Pani Wiśniewska musiała pożegnać się ze swoją posadą.

Przypadki zwolnień poprzez aktywność w Internecie zanotowano również w innych krajach. Sprawcami złego były głównie zdjęcia (np. nauczycielki z piwem, pielęgniarki z pensjonariuszami lub cheerleaderki z osobą, której halloweenowy strój pokryty był swastykami i hasłami antysemickimi) i komentarze, posty (m.in.: kelnerki, która negatywnie wypowiadała się o klientach, którzy zostawili mały napiwek czy pielęgniarek opisujących sytuację pewnego pacjenta na forum facebooka naruszając przez to prywatność).

Natychmiastowych zwolnień nie uniknęły również osoby, które publicznie wyrażały niezadowolenie ze swojej pracy (pisały, że ich praca jest nudna, że mają za dużo obowiązków, itp.) narzekały na pracodawców czy klientów. Wszelka krytyka, obraza oraz szyderstwa, nie pozostaną bez echa, jeżeli odkryje je nasz przełożony.

Wypowiedzenie otrzymała również pewna kobieta, która twierdziła, że ma silną migrenę. Oznajmiła pracodawcy, że światło z ekranu komputera przeszkadza jej w wykonywaniu obowiązków, że powinna przebywać w ciemnym pokoju. Jednak jej szef przyłapał ją na facebooku, w czasie, kiedy kobieta powinna odpoczywać w zaciemnionym pokoju. Na zwolnienie nie musiała długo czekać.

Nasza nieostrożna aktywność w Internecie może nieść za sobą przykre konsekwencje. Przykładów i powodów, przez które możemy stracić naszą posadę jest wiele. Jeśli więc zależy nam na naszej pracy, powinniśmy racjonalnie korzystać z możliwości jakie daje nam Internet.

Portale takie jak facebook, czy też prowadzone przez nas blogi, potrafią zdradzić o nas wiele (np. nasze zainteresowania, kompetencje, kulturę osobistą). Dlatego najlepiej by było, gdyby dane kontaktowe jak i pozostała zawartość naszego profilu widoczne były tylko dla najbliższych znajomych. Musimy mieć świadomość, że pracodawca może zwrócić uwagę na rozmaite rzeczy. Przykłady podane wyżej są tego dowodem, uważajmy więc, by nasz przypadek nie stał się kolejnym.

Aleksandra Parusel20l.

 

Czytaj więcej...

Telemarketing - plaga dzisiejszych czasów?

Jesteś młodą osobą, nie masz doświadczenia i chcesz mieć elastyczny czas pracy? Zapraszamy do telemarketingu! Lekka i przyjemna praca czy uporczywe nękanie klientów?

Obecnie większość ofert pracy na portalach internetowych zajmują ogłoszenia zachęcające do pracy w call center. Są to centra obsługi telefonicznej, centra kontaktów z klientami - jakkolwiek nienazwane - to całość elementów programowych służących do masowych kontaktów z klientami za pośrednictwem telemarketingowego medium - telefonu.

Ze strony teoretycznej wygląda to całkiem nieźle, wraz z metamorfozą społeczeństwa w społeczeństwo informacyjne, pozyskiwanie klientów i przekazywanie informacji w taki sposób jest dużo tańsze, szybsze, wygodniejsze i łatwiejsze. Jest to teraz najpopularniejsza forma pracy dla studentów - przede wszystkim dlatego, że jest elastyczna. Do telemarketingu biorą praktycznie „z ulicy” i prawie każdą liczbę pracowników.

Jak wygląda to od strony finansowej?
W teorii nieźle - zwykle oferują podstawę i dodatkowe prowizje za szybkość oraz efektywność w dzwonieniu. Niestety, w związku z natłokiem takich firm na rynku, tworzą się wymagania, z którymi wiążą się normy, które okazują się praktycznie niemożliwe do wyrobienia. Próba ich osiągnięcia (podstawowa stawka najczęściej wynosi 6 -7 złotych na godzinę) kończy się stresem i zniechęceniem.

Dochodzi do tego kwestia, że nie czujesz się w żaden sposób wyróżniony w pracy, jesteś trybikiem, który musi działać w określony sposób, tak, żeby maszyna telemarketingowa mogła się kręcić, ale nie masz za bardzo możliwości, żeby się rozwijać, co przytłacza. Bo jak długo można wytrzymać w pracy, w której odczuwasz stagnację i nie masz szansy na rozwijanie umiejętności? Tak sprawa ma się z jednej strony.

A jak widzą to owi klienci? Zależy…
Niektóre infolinie mają za zadanie pomóc w problemach technicznych, inne zaoferować nowe korzystniejsze oferty - jako klient danej firmy byłabym zadowolona z takiej możliwości.

Gdyby ktoś zadzwonił raz i … ustosunkował się do mojej odpowiedzi - by było ok, ale… odbierając taki telefon czasem miewam wrażenie, że rozmawiam z automatyczną sekretarką - „nie, nie jestem zainteresowana, dziękuję”, „dobrze, rozumiem, dziękuję za rozmowę, do widzenia”. Następnego dnia telefon o identycznym przekazie i zaczynam mieć wątpliwości czy Ci telemarketerzy oprócz umiejętności mówienia posiedli także umiejętność …słuchania. Jednak nie mogę winić o to tylko ich, zdaje sobie dobrze sprawę z tego, że dostali gotowe scenariusze, których muszą się trzymać.

Następnym problemem jest tzw. wykradanie baz danych
Zdarza się to wówczas, gdy firma bierze numery telefonów do klientów firmy konkurencyjnej, ażeby „namówić ich” na przeniesienie się do nich. Przedstawienie oferty to jedno - temu służy reklama, oczywiście może być i w formie telefonicznej, ale z przedstawieniem oferty zazwyczaj ma to niewiele wspólnego. Mówi się raczej o nakłanianiu, tyle że, gdy trafimy na klienta, który świadomie wybrał tą a nie inną firmę, bo owa oferta mu najbardziej pasuje, może zrazić się do firmy, która za wszelką cenę chce mu wcisnąć swoją własną. A co wówczas z telemarketerem, który stoi pomiędzy firmą dla której pracuje, a klientem z którym rozmawia? Nikt chyba nie lubi kogoś zamęczać i nękać, gdy ten odmawia, a już na pewno nie lubi być ofiarą, na której wyżywa się poirytowany klient.

Kapitalizm rządzi się swoimi prawami, wyścig szczurów, wygryzanie się nawzajem, konkurencyjność - to było, jest i będzie. Lecz zaapelujmy do firm, ażeby traktowały człowieka bardziej personalnie, nie jest on przecież odznaczonym numerem w bazie danych, a osobą wolną, decydującą i myślącą.

Sformułowanie - pozyskiwanie klientów zostało chyba potraktowane przez niektórych zbyt dosłownie… 

Maria Iwaniuk

Czytaj więcej...

Przyjaciółka szefem. Czy taki układ ma szansę przetrwać?

Relacje między kobietami przeważnie bywają skomplikowane, ale gdy mowa o trwałej i silnej przyjaźni, często wieloletniej, wydaje się, że nie ma rzeczy, która mogłaby ją złamać. Jednak takie myślenie może być złudne, gdyż „zmiana ról odgrywanych” przez obie osoby może zaważyć na kontaktach między nimi, zwłaszcza, gdy do tej pory były na równorzędnej pozycji, a nagle jedna została szefową drugiej… Czy w takiej sytuacji przyjaźń przetrwa? Chciałoby się powiedzieć - tak. Przecież jedna osoba powinna cieszyć się z sukcesu drugiej, zwłaszcza jeśli są sobie bliskie. Jednak rzeczywistość bywa zupełnie inna.

Zosia i Magda to dwie przyjaciółki od lat pracujące razem. Tworzą mały, bo kilkuosobowy zespół. Zosia, wraz z obecną kierowniczką tworzyły firmę od samych początków i mimo, że są tylko czyimiś pracownikami, bo właścicielem placówki jest spółka, to włożyły wiele energii i wysiłku w jej zorganizowanie. Po roku, ich współpracownikiem została Magda, a kilka miesięcy później dołączyła jeszcze jedna osoba. W czteroosobowym składzie dogadywały się idealnie. Do czasu, kiedy aktualna kierowniczka złożyła wymówienie, a jej miejsce zajęła wspomniana Zosia. Do tej pory panie dzieliły te same obowiązki, a dodatkowo Zosię z Magdą łączyła przyjaźń. Nie raz spotykały się w knajpce, by wspólnie ponarzekać na kierowniczkę, czy niezbyt wysoką pensję. Małe ploteczki z pracy nikomu nie szkodziły, a te spotkania zbliżyły do siebie obie kobiety, tak bardzo, że po latach zostały najlepszymi przyjaciółkami, odwiedzały się w domu, znały swoich mężów i rodziny.

Co sprawiło, że nastąpił kryzys? Wiele drobnych sytuacji. Początkowo obie cieszyły się, że stworzą zespół na własnych zasadach, bez miłej, ale despotycznej i wymagającej szefowej. Jednak nowe stanowisko Zosi wymagało respektowania jej poleceń przez zespół. Trudno przecież wyegzekwować od pracowników realizowania wytycznych służbowych, gdy nie jest się traktowanym serio. Brak autorytetu, którego doświadczyła bohaterka przytoczonej historii sprawił, że zespół zamiast działać prężniej, zaczynał się sypać.

Wszystkie prośby kierowane do pracowników, w tym także do przyjaciółki, były odwlekane, a koleżanki zwracając się do nowej szefowej po imieniu (bo tak zwykle mówiły do siebie w pracy) śmiały się, że czuje ona władzę, że wpadła w rolę i niebawem stanie się despotką w spódnicy. Te początkowo śmieszne i niesprawiające przykrości żarty zaczynały przybierać inne formy.

Przerwa na lunch, którą zwykle spędzały wspólnie w małej kawiarni piętro niżej, stała się krępująca, gdyż wszyscy milkli, gdy do stolika zbliżała się Zosia. Podobnie z przerwą na papierosa i innymi małymi spotkaniami w kuchni czy stołówce. Przerywano żarty i śmiechy, a gdy Zosia pytała z czego się śmieją, udzielano jej wymijających odpowiedzi. Nie potrzeba było wiele czasu, by zrozumiała, że to ona jest obiektem kpin, którym przewodzi jej najbliższa przyjaciółka Magda.

Zazdrość, być może nieświadoma, objawia się wieloma złośliwościami. Nie jest to nagłe zerwanie przyjaźni, lecz drobne grzeszki popełniane z żalu, że ktoś jest od nas lepszy. I tak małe złośliwości zmieniają atmosferę w pracy, do tego stopnia, że relacje często stają się tylko służbowe, a z dawnej przyjaźni nic nie pozostaje.

Pracodawca myśląc o awansie kogoś ze swojej firmy, chce widzieć tylko korzyści, które mu dana osoba przyniesie. Tym samym to, co przeszło koło nosa zazdroszczącej osobie - jest dla niej porażką i zadręcza się ona z powodu sukcesu kogoś innego a nie własnego. Szkoda, że zapominamy o poświęceniach awansowanej osoby, jakie wiążą się z otrzymaniem nowego, wyższego stanowiska. My widzimy tylko lepszą pensję, rozwijającą się karierę i nowe możliwości, ale być może te korzyści zostały osiągnięte zostawaniem po godzinach, zwiększonym stresem lub ciężką pracą w weekendy, kosztem rodziny, więc awans jest zasłużonym wynagrodzeniem i docenieniem tych trudów.

Zazdrość potrafi wykrzywić nasze spojrzenie na daną sprawę. To co osiągnęła koleżanka z pracy, nagle staje się lepsze i automatycznie same chcemy to mieć. Zachowanie przyjaciółki Zosi - Magdy było prawdopodobnie spowodowane tym uczuciem. Żal, że to ona nie została leaderem zespołu, a przecież miała takie same szanse, sprawił, że starała się na siłę umniejszać sukces przyjaciółki - od początkowych żartów i zbytniej swobody, po bezczelność i brak wykonywania swoich obowiązków.

Pomieszanie relacji osobistych i zawodowych, może skutkować wieloma niepowodzeniami na obu płaszczyznach. W pracy osoba podwładna, która przyjaźni się z szefem często czuje się bezkarna i zbyt pewna siebie. Myślenie schematem typu: skoro widziałam szefową w cekinowej bluzce tańczącą w kiczowatym klubie, bądź płaczącą po rozstaniu z ukochanym, to niemożliwe, aby ona zwróciła mi uwagę, że mam nieodpowiedni strój służbowy lub że zwierzałam się w pracy ze swojej ostatniej przygody miłosnej innej koleżance. W takiej sytuacji, gdy jednak dochodzi do konfrontacji na relacji szef-pracownik, podczas której przyjaciółka-szef upomni swojego pracownika, każda uwaga może być odebrana bardzo osobiście. Skarcona osoba może pomyśleć, że skoro sama często była świadkiem różnych scen stawiających nową szefową w niezbyt korzystnym świetle, to może czuć się uprzywilejowana i liczyć na całkowitą tolerancję swoich niekoniecznie profesjonalnych zachowań. Stąd też w przypadku powtarzających się spięć na płaszczyźnie zawodowej pomiędzy szefem a podwładnym, może dojść do odsunięcia się od siebie przyjaciółek i osłabienia więzi prywatnej, niezwiązanej z pracą.

Ważne jest wytyczenie sobie konkretnych i stanowczych granic. Nie jest to proste, bo jak wyrazić się niepochlebnie o projekcie przyjaciółki, nad którym pracowała wiele godzin? Jak z pokorą przyjąć wszelką krytykę a następnie po kilku godzinach pójść wspólnie na kawę? Brakuje także jednego czynnika łączącego dawne przyjaciółki, jest to jak w przypadku historii Zosi i Magdy - wspólny front przeciwko wrogowi. Mimo, iż nie doświadczały wielu przykrości ze strony dawnej szefowej, to lubiły czasem ponarzekać na jej władczy ton, czy brak wyrozumiałości. Z kim teraz o tym rozmawiać, skoro to przyjaciel stał się nagle przysłowiowym „wrogiem”? Wtedy często nawiązują się bliższe więzi pomiędzy pracownikami a nowy szef - szefowa, która kiedyś była jedną z nich, zostaje tematem plotek.

Jednak czy zawsze przyjaźń jest z góry skazana na przegraną? Nie musi przecież tak być, ale trzeba włożyć sporo wysiłku, by oddzielić przyjaciółkę od szefa i przyjaciółkę od pracownika. Wszelkie służbowe konflikty i nieporozumienia - wyjaśniać w pracy, a nie opowiadać o nich z żalem innym pracownikom. Przyjaźń jest bowiem relacją bardzo trwałą i mocną. Wystarczy tylko odpowiednio nią pokierować, by z faktu, że przyjaciółka została szefem - czerpać same korzyści. Trzeba natychmiast ustalić nowe zasady, podkreślić fakt, że relacje zmieniły się w danej grupie, jednak nadal jest się zespołem, a posiadanie przyjaciela - szefa, może świetnie sprawdzić się w dalszej pracy np. miłą i bezpośrednią atmosferą w biurze. Już sam sukces bliskiej osoby powinien cieszyć. Jeśli jednak dostrzegalne są objawy zazdrości, warto bardziej zmotywować zespół do działania, pokazując im, że również mają możliwość awansu i kariery.

Dodatkowo nowy szef zna podwładnych lepiej niż poprzedni, gdyż był jednym z nich i przyjaźnił się z zespołem lub chociażby z jego częścią. Może zatem tak przydzielać zadania, by pracownicy wykonywali to, co najbardziej lubią i w czym są najlepsi. Taki podział ról przyniesie owocną współpracę i obustronne korzyści.

Przyjaźń pomiędzy dwiema osobami pracującymi w tej samej firmie, nie należy do łatwych, lecz warto pamiętać, by nie zniszczyć czegoś, co jest ważniejsze niż kariera czy stan konta.

 

Elżbieta Reimann, 24l.

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS