Menu
logo tjk main

Seks na pierwszej randce

Czy seks na pierwszej randce to przesada? Choć większość z nas oficjalnie nie podpisze się pod takim pomysłem, a psychologowie odradzają zbyt szybkie uleganie pokusom - są tacy, dla których seks to punkt obowiązkowy pierwszego spotkania.

Gdy poznajemy kogoś, kto - oprócz tego, że świetnie nam się rozmawia, dodatkowo pobudza naszą wyobraźnię, niecierpliwie czekamy na moment, gdy będziemy ze sobą naprawdę blisko. Nasz związek przechodzi przez kolejne etapy, w których pojawienie się intymności jest momentem wyjątkowym.

Nie wszyscy jednak chcą czekać. Chcąc od razu wejść na upragnioną ścieżkę, przechodzą do ofensywy już na pierwszej randce.

Panowie i panie – bo zdarza się, że i one zjawiają się na pierwszej randce z własnym planem do zrealizowania – stosują kilka strategii, by zaprosić drugą stronę do łóżka. Jakich sztuczek próbują i z jaką spotkały się reakcją – zobaczcie sami.

Randka z podtekstem
- Po 30 minutach w kawiarni powiedział, że dziś w TV film o kardynale Wyszyńskim – mówi Kasia. - I że on bardzo by chciał ten film zobaczyć oczywiście ze mną. Jak dojechaliśmy do niego, okazało się, że film dawno się zaczął, także przełączył na jakiś thriller erotyczny. A ja byłam taka naiwna, że naprawdę uwierzyłam, że on chce ten film o Kardynale zobaczyć!

Katarzyna wspomina podobną sytuację, krótko po nawiązaniu kontaktu z pewnym panem z ogłoszenia. – Pewnego pięknego dnia zadzwonił telefon, usłyszałam miły głos i pomyślałam, że to chyba ten, o którym marzę. Codzienne telefony i wymiana e-maili - było miło. Więc oboje pragnęliśmy się spotkać. Nadszedł ten dzień. Zachowanie jego było poniżające. Jemu chodziło tylko o seks. Spotykał chyba wiele naiwnych kobiet, bo się plątał w rozmowie… Ale ja jestem na poziomie i znam swoją wartość. Więc nic z tych rzeczy. Nie jestem przeciwniczką seksu, bo jest bardzo ważny w życiu każdego z nas. Ale wszystko wymaga kultury.

No właśnie, choć niektórym wydaje się, że skoro nie mówią czegoś wprost i stosują wyszukane – choć chyba tylko według ich zdaniem – sztuczki, to wszystko jest w porządku. Tymczasem dając nadzieję na to, że zależy nam właśnie na tej, konkretnej osobie i w krótkim czasu rozwiać jej wątpliwości i dać do zrozumienia, że tu chodzi tylko o seks, okazujecie brak kultury i nie zdziwcie się, jeśli zostaniecie posądzeni o śmieszność.

Prosto z mostu
Karola tak wspomina zakończenie swojej pierwszej randki z pewnym studentem. – Gadka szmatka przez dwie godziny, w końcu odprowadzam go na pociąg, a że do jego przyjazdu było jeszcze 35 minut, więc stwierdził, że chce ze mną cementować związek (a że blisko był sklep z art. Budowlanymi, to tam go wysłałam).

- Najgorsza była randka z facetem, który po kawie zapytał: "No to gdzie? Do ciebie, czy do mnie?" – wspomina z kolei Hanka. – Inny zwierzał mi się, że żona mu odmawia seksu od 7 miesięcy. Liczył chyba na to, że ja będę jego pogotowiem seksualnym.

- Na spotkanie przyszedł pijak jakiś. Na dodatek od razy zaczął aluzje, że może byśmy już poszli, że ma wolny dom... – żali się Mlfk.

- Zaczęła wręcz wskakiwać na mnie, próbowała wkładać mi ręce w spodnie, nie reagowała na moje sugestie, żeby się nie śpieszyć i może wyjść na kolację, do kina, usiąść spokojnie i porozmawiać - opowiada EmigrantUSA. - Ale jej zdaniem nie miało to sensu, bo przez codziennie maile i rozmowy telefoniczne to wystarczające, że ma na mnie ochotę. W końcu się rozebrała. Powiedziałem, że nie mam przy sobie gumek, że pojadę i kupię. Po prostu najzwyczajniej w świecie dałem stamtąd nogę.

Strategia polegająca na absolutnym nie skrywaniu swoich prawdziwych zamiarów na pierwszej randce zdecydowanie ma swoje zalety. Bo choć do zbyt subtelnych nie należy, a osobie zainteresowanej czymś więcej niż jednorazową przygodą, wylewa na głowę kubeł zimnej wody – daje nam przynajmniej szybką odpowiedź co do przyszłości naszej nowej znajomości.

Pozbawieni więc nadziei na romantyczny rozwój sytuacji, zamykamy ten krótki rozdział naszego życia uczuciowego i przystępujemy do dalszych działań (czytaj: poszukiwań ODPOWIEDNIEGO kandydata/ki do naszego serca).

A mogło być tak pięknie
Kamila znalazła się po tej drugiej stronie, a więc podrywających właśnie w ten mało subtelny sposób. Wie, że pospieszyła się niepotrzebnie i tym samym przekreśliła swoją szansę na dalszą znajomość z fajnym chłopakiem.

– Umówiła nas moja koleżanka – mówi. – Najpierw poszliśmy na piwo, gdzie mogliśmy trochę porozmawiać i lepiej się poznać, a potem byliśmy zaproszeni do naszych wspólnych znajomych na imprezę domową. Od początku mi się spodobał, co zresztą starałam się ukrywać. Wychodziło nieźle, bo jestem dość nieśmiała. Ale potem, już na imprezie, jak zaszumiało mi w głowie od alkoholu, całkiem się to zmieniło. Można powiedzieć, że zmuszałam go do posunięcia się o krok za daleko, stosując różne chwyty. Było blisko, ale on wycofał się, mówiąc, że to nie dla niego. Było mi potwornie głupio. Przed północą byłam w domu.

Seks z happy endem
Podobna historia 10 lat temu przytrafiła się Ance. Dziewczyna poznała chłopaka w sieci, świetnie im się rozmawiało, postanowili się więc szybko spotkać. Zakochany przyjechał wkrótce do jej rodzinnego miasta i zarezerwował pokój w hotelu. Jej nowa znajomość o mały włos nie zakończyła się podobnie jak w przypadku Kamili.


- Spędziliśmy razem uroczy dzień, potem wieczór – mówi Anka. – Oprowadziłam go po moich ulubionych miejscach… Świetnie nam się rozmawiało, była między nami chemia i za nic nie chcieliśmy się jeszcze rozstawać. Postanowiliśmy wypić w hotelu drinka i z okna jego pokoju popatrzeć na miasto nocą. Poszliśmy razem do łóżka i… do niczego między nami nie doszło. Były pocałunki, rozmowa do rana i krótki sen w jego objęciach. Najpierw dziwiłam się, że nie chce niczego więcej. Potem wyrzucałam sobie, że i tak pozwoliłam mu na zbyt wiele. Byłam pewna, że po prostu mu się nie spodobałam i więcej się nie odezwie. Potem on przyznał, że chciał zostawić „coś na potem”, mieć po co wracać i że nie chciał się spieszyć. Długo jednak nie czekaliśmy, bo do „tematu” wróciliśmy już na drugiej randce. Jesteśmy razem od 10 lat i choć to stało się na drugim spotkaniu, to pierwsze jest dla mnie najważniejsze.

Okazuje się, że nie tylko historia Anki ma swój happy end….

- Aż wstyd się przyznać, ale po trzech godzinach znajomości poszłam do łóżka z chłopakiem, który teraz jest moim mężem. Zaiskrzyło, że nie mogliśmy wytrzymać, a teraz po dziesięciu latach seks jest jeszcze wspanialszy niż jak to się mówi "za małolata" – wspomina justa.

- To był sex w samochodzie, ciężko było spojrzeć sobie później w oczy, ale po 3 latach bycia ze sobą pobraliśmy się i jesteśmy teraz już 4 lata po ślubie, tak więc sex skończył się happy endem – dodaje Ewa.

Jak widać, jeśli między dwojgiem ludzi iskrzy, nie potrzeba żadnych sztuczek. Sprawy potoczą się prawdopodobnie własnym torem… Joanna Godecka, life coach i ekspertka portalu randkowego Sympatia.pl przestrzega jednak przed podejmowaniem takiego ryzyka. W artykule "Czy to pora na seks" przedstawia taki oto idealny scenariusz związku, w którym seks jest momentem kulminacyjnym bliskiej relacji patnerów:

- Spotykamy się, dowiadujemy o sobie coraz więcej, uczymy się siebie nawzajem - wymienia. - Potrzeba chociażby kilku tygodni, aby zbudować wzajemne zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Wtedy pojawia się intymność, czyli wspólny świat pary spędzającej ze sobą coraz więcej czasu. Przyjemność i poszerzanie gamy wspólnych doświadczeń prowadzi do zaangażowania. I to jest ten właściwy moment, w którym seks cementuje, a nie torpeduje związek. W łóżku oboje zachowujecie się swobodnie i otwarcie, bo czujecie się akceptowani.

 

Sylwia Stodulska-Jurczyk

sympatia




8-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Troje na randce

Skąd biorą się sytuacje, w których całą przyjemność psuje nam nasz Wewnętrzny Krytyk? Nasz fałszywy przyjaciel, a może raczej dręczyciel? Dlaczego zabieramy na randki terrorystę? Dlaczego pozwalamy mu na jego złośliwe komentarze?

Na randce z terrorystą
- Ostatnio przyłapałem się na tym, że w trakcie stresujących sytuacji, w tym randek, prowadzę sam ze sobą jakiś dialog, który w rezultacie jeszcze bardziej mnie dołuje - mówi Paweł. - Siedziałem z dziewczyną, którą poznałem przed chwilą i opowiadałem jej jakąś anegdotę. W tym czasie jakiś głos w mojej głowie mówił "ale przynudzasz, to jej kompletnie nie interesuje, szybko skończ zanim stwierdzi, że jesteś beznadziejny" w rezultacie zacząłem się stresować…

- Umówiłam się z nowym chłopakiem poznanym w sieci – opowiada Ewa. - Usiedliśmy knajpce, fajnie nam się gadało. Byłam z siebie zadowolona, dopóki przy stoliku nieopodal nie pojawiła się inna para. Dziewczyna była wyjątkowo atrakcyjna. Świetna figura, świetne ciuchy, piękne włosy. Poczułam się jak balonik, z którego uszło powietrze. Do końca spotkania myślałam o tym, czy mój partner zauważył różnicę między nami i czy myśli "szkoda że tak nie wyglądasz Ewo". Ten natrętny "głos" sprawił, że poczułam się przygnębiona.


Dwa przykłady, ten sam problem. Sytuacja, w której całą przyjemność psuje nam Wewnętrzny Krytyk. Nasz fałszywy przyjaciel, a może raczej dręczyciel? Dlaczego zabieramy na randki terrorystę? Dlaczego pozwalamy mu na jego złośliwe komentarze?

Huston, mamy problem
Idąc na spotkanie, wychodząc naprzeciw nowej miłości - chcemy, by się nam udało. Aby pierwszy kontakt był sukcesem, aby po nim nastąpiły kolejne. Ale to nigdy nie jest pewne. Każdy człowiek wie, że miłosne historie nie zawsze kończą się happy endem. Mimo to, osoby o prawidłowej samoocenie, zachowują wewnętrzną otwartość. Oczekują dobrego obrotu spraw, są jednak gotowe przyjąć również porażkę.

Dla osób, których samoocena jest chwiejna, odrzucenie jest znacznie bardziej bolesne. Formułują one wnioski, które zazwyczaj jeszcze bardziej ją obniżają. Zamiast powiedzieć sobie – "no cóż, nie spotkałem jeszcze tej jedynej lub jedynego", mówią sobie, "nikt mnie nigdy nie pokocha", "już zawsze będę sam", "jestem do niczego".

Dlatego na randkach, w których biorą udział, pojawia się ten trzeci - Wewnętrzny Krytyk. Choć wydaje się to paradoksem, jego poszepty, które podkopują naszą wiarę w siebie i w efekcie torpedują wysiłki, by się spodobać – mają za zadanie nam pomóc. Uchronić przed rozczarowaniem, nie pozwolić się zranić.

Wewnętrzny Krytyk jest jak centrum wczesnego ostrzegania – wychwytuje wszystko, co może świadczyć o tym, że zostaniemy odrzuceni. Natychmiast wysyła nam komunikat – Huston, mamy problem!

Gdy mówimy i nie dostrzegamy aplauzu – szepce do ucha, że przynudzamy, gdy w otoczeniu pojawi się ktoś atrakcyjny ostrzega "oho, i tak mu się nie spodobasz!" Słowem - daje nam do zrozumienia, że nie warto robić sobie nadziei. Im wcześniej to zrozumiemy, tym mniej będzie bolało…

Ponegocjuj z terrorystą
Wewnętrzny Krytyk uważa, że działa w naszym najlepszym interesie. Jednak jego metody przypominają raczej ładunek wybuchowy, który wysadza w powietrze nasze dobre samopoczucie, niwecząc nasze wysiłki i torpedując nasz sukces. Jak sobie z nim poradzić? Na szczęście możesz z nim negocjować.


Na początek zrozum co dokładnie do ciebie mówi:
- Weź dwadzieścia wdechów – w następujący sposób: cztery oddechy powinny być normalne a piąty jak najgłębszy. Nie rób przerw między wdechami i wydechami i odwrotnie. Zrób tak cztery serie, czyli w sumie dwadzieścia oddechów. Koncentruj się w tym czasie na swoim ciele, nie myśl o niczym innym.
- Wyobraź sobie sytuację, w której ostatnio usłyszałeś jego głos. Wczuj się w nią, przypomnij sobie jak się wtedy czułeś.
- Poczuj w jakich partiach ciała gromadzi się związane z tym napięcie. W którym miejscu odczuwasz największą słabość.
- Wsłuchaj się w swoje uczucia i emocje – staraj się dokładnie usłyszeć głos Wewnętrznego Krytyka i zrozumieć co mówi.
- Powtarzaj to ćwiczenie zawsze, kiedy czujesz się zniechęcony, masz poczucie winy lub bezradności.

Stwórz dystans
Kiedy już zrozumiesz, co mówi do ciebie Krytyk - znajdź dla niego imię, które będzie odzwierciedlać jego intencję. Niech to imię będzie tak zabawne jak niedorzeczne są działania Twojego Krytyka (no bo przecież są one pozbawione sensu, oparte na nierealnych obawach lub wymysłach przewrażliwionego ego). Może to być na przykład Pani Zamartwialska lub Pan Najmądrzejszy itp. Zauważ także, że Krytyk zawsze działa według schematu, nie stać go na finezję i racjonalne oceny, do których ty jesteś zdolny.

Schematy, które ograniczają
Niech ograniczają Krytyka, ale nie Ciebie. Poznaj je i obroń się przed nimi. Doskonałym sposobem jest wykazanie Krytykowi, że jego przekonania nie mają sensu.

1. Pan Doświadczony
Twój krytyk ma skłonność go uogólnień. Nie udało ci się spotkanie z dziewczyną? Krytyk z pewnością uznał, że to dowód na to, że NIGDY z ŻADNĄ dziewczyną ci się nie uda. A może twierdzi, że WSZYSCY fajni faceci są zajęci, że ZAWSZE trafiasz kulą w płot… Czy jest w tym choć odrobina sensu?

2. Zaszufladkowany
Ma skłonność do przypinania łatek i etykietek. Przypisuje Twoim różnorodnym doświadczeniom wspólne mianowniki, np. moje związki to totalna porażka, moje życie uczuciowe to mętlik itp. Takie myślenie o sobie pogłębia w Tobie poczucie bezradności. Nie musisz mu ulegać. Pamiętaj, że każde doświadczenie jest inne, że każde jest cenna lekcją.

3. Wykrywacz błędów
Tak jak poszukiwacz skarbów - Twój Krytyk ustawia swój detektor na pomyłki, gafy i niepowodzenia. Zapraszasz ukochanego na obiad, serwujesz mnóstwo pyszności, komplementom i zachwytom nie ma końca… Jednak, gdy nadchodzi pora deseru, przypalasz odrobinkę krem brulee. Taaaak, twój Krytyk - z pewnością uzna cię za beznadziejną gospodynię, a wieczór za totalną klapę. Czy chcesz się z nim zgodzić?

4. Rysownik kontrastów
Twój krytyk uznaje tylko czerń i biel i nie używa innych kredek. W praktyce oznacza to, że bezsensownie podnosi ci poprzeczkę. Musicie natychmiast wpaść sobie w ramiona, ziemia musi zadrżeć w posadach lub… nic z tego nie będzie. Krytyk nie uznaje półtonów i odcieni emocji. Jeśli ktoś nie zemdlał z wrażenia na twój widok to znaczy, że mu się ani trochę nie spodobałeś. Czy naprawdę ty też tak myślisz?

5. Medalista
Nie możesz swobodnie zachowywać się w towarzystwie, bo Twój Krytyk bezustannie porównuje cię z innymi. Dlatego koncentrujesz się na tym, czy aby ktoś nie okaże się bardziej inteligentny, sympatyczny, wesoły, lepiej ubrany. Trudno ci stanowić klasę samą w sobie. Krytyk wciąż poddaje cię presji. Czy naprawdę potrzebny Ci złoty medal we wszystkich możliwych konkurencjach?


6. Telepata
Uczysz się czytać w myślach otaczających cię osób. To oczywiście sprawka Krytyka, który uważa, że zyskasz przewagę i będziesz przygotowany na ewentualny atak. "… jest na pewno wściekła, że się spóźniłem…", "nie podoba mu się moja sukienka, jestem pewna, że nie lubi tego koloru…", "na pewno wolałaby żebyśmy poszli na inny film…" Cóż z tego, że nadal nie wiesz co on/ona myślą… A może by tak… zapytać?

7. Pan "zawszystkoodpowiedzialny"
Twój krytyk czyni cię odpowiedzialnym za wszystkie okoliczności, wszystkie osoby oraz wydarzenia wokoło. Jeśli więc w miejscu, w którym się umówiłeś z dziewczyną, zabraknie lodu do drinków lub zgaśnie prąd z pewnością powie ci "no tak, nawet nie umiesz wybrać miejsca na randkę, ona już się z tobą więcej ni umówi". Czy aby na pewno?

8. Pan wszechpotężny
W nieco innym schemacie ta sama odpowiedzialność za wszystko i wszystkich każe ci być omnipotentnym. Twój krytyk wymaga od ciebie, byś stanął na wysokości zadania. Zadzwonisz do elektrowni, złajasz personel za brak lodu – zrobisz wszystko, aby stwierdzić, że w pełni panujesz nad sytaucją. Tylko… po co?

To niektóre ograniczające schematy - pułapki, które zastawia na ciebie twój Krytyk. Systematyczny trening sprawi, że zaczniesz je omijać.

Joanna Godecka 

sympatia




8-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Koszmarna randka - tak lepiej nie wyglądaj na pierwszym spotkaniu!

- Spóźniła się 2 godziny. Co najmniej 3 wałki tłuszczu i braki w uzębieniu. Gdy rozmawialiśmy przed seansem, "zalotnie" dotknęła swoich rudych włosów, a pod pachą plama wielkości piłki do ręcznej...Oto, jak lepiej nie wyglądać podczas randki.

"Zdejm okulary, to coś z ciebie będzie"
Recepty na to, jak powinniśmy wyglądać na pierwszej randce oczywiście nie ma. Chciałoby się powiedzieć – przecież nasz wygląd i strój to nasza sprawa i nikomu nic do tego. Owszem – prawdopodobnie nasz strój nie będzie dla nikogo żenujący ani szokujący, jeśli w parze za nim pójdzie określony sposób zachowania czy choćby tłumaczące go pasje… choć i tutaj radzimy naprawdę dużą ostrożność.

Jak twierdzi Osobista Stylistka OSA - każdy ma swój antyfetysz, czyli taką rzecz, której po prostu nie jest w stanie zaakceptować w wyglądzie drugiej osoby podczas pierwszej randki. – Jednych mężczyzn odstręczają białe kozaczki, innych awangardowe buty od projektantów ("całkiem fajna z niej laska, ale te buty - jak ja się z nią pokażę?"). Sama spotkałam się z niewybrednym komentarzem, nie na randce, a na ulicy, dotyczącym moich ukochanych okularów Gucci: "ej, mała, zdejm te okulary, to może coś z Ciebie będzie" - postanowił zagadać pewien pan. A myślałam, że jestem taka stylowa. Widocznie nie dla wszystkich.

Pierwsza randka to nie polowanie na dzikiego zwierza ani gonitwa za wodnym ptactwem w samym środku puszczy –wielgaśne, rozciągnięte bojówki i gumowce po kolana możemy więc sobie odpuścić. Spotkanie z nowo poznaną dziewczyną to nie wypad za miasto z kumplami czy rybki – kolorowe, krótkie gatki odsłaniające przed światem większość twoich skarbów czy swoją wierną przyjaciółkę – kraciastą koszulę – też spokojnie możesz dać wolne.

Pierwsza randka to sytuacja wyjątkowa – jakkolwiek „na luzie” do niej podchodzisz. Odrobina klasy i szacunku dla drugiej strony jest więc niezbędna ;)

"Nawet kominiarz bierze kąpiel"
- Jestem mechanikiem i brud zza paznokci znika mi tylko w trakcie urlopu – tłumaczy rigmec. - Jak szedłem na randkę, to dziewczyny zawsze się mnie pytały o ręce. Tylko jedna to dyskretnie przemilczała, bo jej ojciec był mechanikiem. Już 16 lat jesteśmy małżeństwem.

Odpowiada mu osoba w nicku takie jest życie. - Przed randką to nawet kominiarz bierze kąpiel - więc dziwię się, że ci nie przyszło do głowy wyczyszczenie paznokci – pisze. - Dbanie o własny wygląd mówi poniekąd o tym, na ile się sami staramy i na ile nam zależy. Im "łatwiejszy" obiekt, tym większa tolerancja co do jego niedoskonałości – brutalne, lecz prawdziwe.

Oczywiście, możesz mieć równie wiele szczęścia i trafić na osobę, której twoja dbałość o schludny wygląd nie będzie mieć wielkiego znaczenia. Pomyśl jednak, jak wiele osób możesz do siebie zrazić już na wstępie? Pamiętaj, że czysto wyglądać warto przy każdej okazji – a umówmy się, że randka to okazja wyjątkowa. To niejako wyraz szacunku dla osoby, z którą się umawiasz, której ściskasz dłoń na przywitanie, z którą idziesz do lokalu i jesz kolację.

Jeśli nie możesz pochwalić się superwyglądem tak na co dzień, może warto poświęcić nieco czasu na to, by dobrze się zaprezentować i nie wprawiać innych w zakłopotanie?

- Umówiłam się przez internet z panem bez nogi – wspomina Kika. – Nic wcześniej nie powiedział o swoim kalectwie. Podjechał samochodem, czekał tam na mnie. Kiedy zaproponowałam spacer, pogłaskał się po udzie, na którym kończyła się noga, dopiero wtedy zorientowałam się. Reszta była też nieprzyjemna.

W całej sytuacji nie chodzi oczywiście o niepełnosprawność, lecz o szczerość wobec osoby, z którą się umawiamy. Skoro doszło między nami do spotkania, to znaczy, że w jakiś sposób już się polubiliśmy, coś o sobie wiemy i chcemy pogłębić tę znajomość. Jeśli zaczniemy ją od kłamstwa – bez względu na to, czy chodzi o wygląd, stan cywilny i inne sprawy, możesz mieć pewność, że znajomość skończy się tak szybko, jak się zaczęła.

 

Parasol bez deszczu
- Zaprosił mnie kolega z pracy – wspomina Agna. – To miała być zwykła kawa. Nie znaliśmy się zbyt dobrze, bo pracowaliśmy w dużej firmie, w różnych działach. Przyszedł na spotkanie i czułam, jakby wyszedł dopiero z siłowni… Śmierdziało od niego strasznie i ciężko było mi z nim wysiedzieć, mimo że tak naprawdę miło się rozmawiało…

Z kolei Awe tak wspomina swoją pierwszą randkę. – Spotkanie na Starówce. Ogromny, czarny parasol większy od właściciela, plastikowe, czarne sportowe buty z zadartymi do góry noskami i za krótkie spodnie. Z wrażenia patrzyłam mu w oczy, żeby nie patrzeć w dół. I niestety, nie padało.

Wygląd to jednak nie wszystko, o czym przekonała się Justysia. - Kiedy odprowadził mnie do domu, zaprosiłam go do środka z grzeczności. On też chciał być dobrze wychowany i zdjął buty. Myślałam, że padnę. Po tej krótkiej na szczęście wizycie godzinę wietrzyłam mieszkanie. Do następnego spotkania nie doszło.

- Spóźniła się 2 godziny - narzeka Wronek. - Co najmniej 3 wałki tłuszczu i braki w uzębieniu. Gdy rozmawialiśmy przed seansem, "zalotnie" dotknęła swoich rudych włosów, a pod pachą plama wielkości piłki do ręcznej. Gdy wyszła do toalety, miałem chęć "drzeć zelówy" czym prędzej. Potem było tylko gorzej. Co chwilę brała swoje włosy do ust - myślałem, że puszczę pawia.

 

To, jak wyglądasz na randce ma ogromny wpływ na to, jak będzie cię postrzegać druga strona. Kiedy pojawisz się w niezadbanym, brudnym ubraniu, butach, spodniach - nie będziesz musiał nic mówić, bo swoim wizerunkiem i tak przekażesz, że w nosie masz to, jak wypadniesz... I nie chodzi o przesadną elegancję. Jeśli nie wybieracie się do opery - nie jest ci potrzebny garnitur. Jeśli spędzicie czas w kawiarni - wybierz coś elegancko, ale nie "sztywnego"...

Joanna Godecka, ekspertka portalu randkowego Sympatia, uważa, że ubranie to nie tylko kwestia mody, lecz wyraz naszych upodobań estetycznych i sygnał, kim jesteśmy. Sprawdzi się tu więc zasada "złotego środka".

- Na pierwszą randkę warto ubrać się w swoim stylu, ale nie przeginać. Odradzam skrajności, np. super podarte dżinsy, bo kiedy druga osoba ubierze się elegancko, stworzymy wrażenie, że ją lekceważymy. Odradzam także nadmiar "seksu" w ubraniu, bo wtedy wysyłamy jednoznaczny sygnał, że chcemy być obiektem seksulanym. A więc superdekolt i ekstrmalna mini raczej nie będzie pasować na pierwsze spotkanie.

Czego nie zakładać na pierwszą randkę? Porada Osobistej Stylistki OSY:
Niektóre kobiety nienawidzą polarów, inne zbyt wytartych dżinsów i wielkich pasków z ozdobnymi klamrami. Nie trzeba dodawać, że niektóre takie paski wręcz uwielbiają. Trudno więc jednoznacznie powiedzieć, czego na pewno nie zakładać na randkę… Zależy od targetu. I celu. Chociaż kalesony (moja przyjaciółka na sam dźwięk tego słowa traci apetyt na wszystko) - to chyba "antywybór uniwersalny". Podobnie jak wyszczuplająca bielizna - drogie panie, taką wybaczy tylko kochający mąż, który niejedno już widział.

Co poza tym?
Czarne przezroczyste rajstopy, zbyt krótka mini spod której widać klin rajstop, cieliste podkolanówki z lycry, t-shirt z napisem "piwo ukształtowała to wspaniałe ciało", czy też inny - z równie zachęcającym hasłem.

Niewybredne t-shirty to również zakaz dla Panów, seksualne aluzje surowo zabronione! Proponowałabym również zrezygnować z dresu i butów do biegania, chyba że randka odbywa się na stadionie. I z tandetnych hawajskich koszul, chociaż pewnie każda "koszulowa potwora" znajdzie swojego adoratora. A właściwie adoratorkę.

 

Sylwia Stodulska-Jurczyk

sympatia




7-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Koszmarna randka - tego lepiej nie mów na pierwszym spotkaniu!

Jakich słów nie używać podczas pierwszej randki? Co sprawi, że twój partner ucieknie z pierwszego spotkania, zanim zdążysz pokazać się z tej najlepszej strony? Oto najgorsze teksty, jakie zdarzyło wam się usłyszeć podczas randek.

Wiedz, że sukces pierwszej randki zależy nie tylko od tego, o czym mówisz, ale i od tego, jak mówisz. Oba aspekty powinny ze sobą idealnie współgrać. Bo cóż z tego, że chcąc wziąć sprawy w swoje ręce, zaproponujesz swojej partnerce pokrycie kosztów rachunku za obiad (co mogłaby odebrać przychylnie), skoro wypowiadasz się tak zuchwale, że ostatnie kęsy dosłownie stają jej w gardle?

Sprawdziliśmy, jakie często popełniacie błędy podczas pierwszych randek. Niestety, okazuje się, że tu nie wszystkie chwyty są dozwolone. Jeśli jednak postanowisz wprowadzić je w życie – klęska murowana.

Uważam, że…
- W ciągu pierwszych pięciu minut zadał mi pytania typu: ile chcę mieć dzieci i jak często chodzę do kościoła oraz zdążył powrócić do tematu krótkich spódniczek dziewczyn na imprezie, co dla niego kojarzyło się jednoznacznie z paniami lekkich obyczajów, poruszył też temat aborcji – wymienia Anna. – Oczywiście ja raczej nie miałam okazji odpowiedzieć. Miałam na tej randce spódnicę długą do ziemi. Ale jak szliśmy obejrzało się za mną dwóch mężczyzn i jeden powiedział "fajna dziewczyna", no cóż, pewnie każdy inny facet by się ucieszył, że idzie z atrakcyjną kobietą, ale temu już coś nie pasowało i zaczął doszukiwać się czegoś w moim stroju, sposobie bycia itd. Stwierdził, że za jego kobietą nie powinni się oglądać mężczyźni i że ich sprowokowałam. Generalnie randka to koszmar, każdy według niego był nie taki jak trzeba, zdążył obgadać każdego, kogo znałam i wiele osób których nie znałam.

Podobną przygodę miała Regina, która tak wspomina swoje spotkanie z oryginalnym randkowiczem. – Zaprosił mnie do kina, potem wpadł do mnie na herbatę (…) Jak zobaczył obrazek z Matką Boską na ścianie dostałam wykład w tonie fanatycznego ateizmu. Najlepsze jest to, że ta Maryja już tam wisiała, jak się wprowadzałam.

Zadawanie niezręcznych i dość osobistych pytań czy dzielenie się opiniami na tematy powszechnie uznawane za dość kontrowersyjne, to naprawdę kiepski pomysł tematów na pierwszej randce. Oczywiście, mając zdecydowane poglądy, czy zdanie na jakiś temat, chcielibyśmy wiedzieć, co myśli o tym druga strona, ale dajmy sobie wzajemnie czas na poznanie się i spokojną rozmowę na tematy bardziej neutralne, takie, w których obie strony będą się czuły swobodnie. Na tematy "egzystencjalne" przyjdzie jeszcze pora.

O pieniądzach – z rozwagą
A najlepiej wcale, przynajmniej na początku. Zarobki, wydatki i pożyczki to naprawdę kiepski temat na pierwszą randkę. Temat podejmowaliśmy w Sympatii wielokrotnie i za każdym razem na forum toczy się pewne rodzaju wojna, w której panowie zwykle oskarżają panie o to, że "lecą tylko na ich pieniądze i bezczelnie o nie wypytują", panie z kolei zarzucają przede wszystkim dwa skrajne podejścia do tematu - skąpstwo lub nadmierne szastanie i chwalenie się zasobem portfela.

- Poznałam kiedyś faceta, który zaproponował mi abyśmy się czegoś napili (było strasznie gorąco) na ujęciu wody oligoceńskiej – wspomina Viera. – Pił wodę prosto z kranu. Jak wcześniej mi powiedział, do kawiarni nie chodzi, żeby nie wzbogacać restauratorów. Poza tym opowiadał, jak to udało mu się kupić sobie młode ziemniaki za 27 groszy za kilogram. Wcześniej, jak były po 1,5 zł, to nie kupił, bo za drogo. Najśmieszniejsze, że nie był taki biedny. Z tego co mówił był Sales Managerem w jakiejś firmie zagranicznej.

Odwrotną sytuację opisuje Aga. – Dałam sie zaprosić na randkę, bo po jego licznych zaproszeniach pomyślałam, ze może on w gruncie rzeczy jest fajny, ale w imprezowej atmosferze, hałasie, przy kumplach zachowuje się trochę pajacowato. Przyszedł w przyciasnej marynareczce i zaczął opowiadać, ze tatuś ma szklarnię, a on i brat odkładają na mercedesy. Tatuś pilnuje, żeby nie przepuszczali kasy. Nie mogłam się doczekać końca tego spotkania, nerwowo sie rozglądałam, czy nikt znajomy mnie nie widzi.

Karola tak wspomina z kolei swoją pierwszą randkę z pewnym studentem. – Czekałam na niego na dworcu PKP - krótkie zapoznanie, jakaś knajpka, zamawiamy kawkę, a on rzuca tekstem: "Ale żeby było jasne, każdy płaci za siebie!" No masakra jakaś (kawa kosztowała 2,50)!

Jeśli jesteś facetem i to ty byłeś inicjatorem spotkania – bądź poważny i zachowaj się adekwatnie do sytuacji. Nie chodzi o to, że jako mężczyzna masz taką powinność, a raczej o to, że powinieneś w tej sytuacji wziąć sprawy w swoje ręce i być konsekwentny. Poza tym możesz zaproponować, taktownie, zapłacenie rachunku. Jeśli trafisz na osobę, która stanowczo sobie tego nie życzy – uszanuj to, nie naciskaj i nie komentuj. I nawet, jeśli masz wrażenie, że jej poziom tolerancji jest dość wysoki, a poczucie humoru nieprzeciętne - picie wody oligoceńskiej prosto z kranu zostaw sobie lepiej na inny wieczór, najlepiej w męskim gronie ;)

Jeśli jesteś kobietą, nie pytaj wprost o zarobki, stan posiadania, marki samochodów, czy rodzinne włości. Na mężczyzn działa to jak przysłowiowa płachta na byka, dlatego ich reakcją na takie zachowanie jest przypięcie Ci łatki osoby nie tyle "wścibskiej", co zwyczajnie "interesującej się moimi pieniędzmi". I pamiętaj, jeśli wydaje Ci się, że twoja sytuacja finansowa jest lepsza, lepiej zarabiasz – nie przechwalaj się, bo twojemu partnerowi będzie zwyczajnie przykro i niezręcznie.

Komplementy aż głowa boli
- Moja najdziwniejsza randka w sumie powinna mnie dowartościować i cieszyć, a trochę mnie speszyła – pisze Adria. – Facet całą kolację powtarzał jaka jestem piękna i cudowna. No wszystko fajnie, ale nie, jeśli to jedyne, co mówi w ciągu półtorej godziny!

No właśnie, komplementy na randce to odwieczny problem, szczególnie męskiej części randkowiczów. Oczywiście, chcemy być mili i przyjaźni, dlatego często szukamy sposobu na to, jak okazać partnerce to, że naprawdę nam się podoba. Niestety czyniąc to nieporadnie albo zbyt nachalnie, uzyskamy efekt dokładnie odwrotny. Jeszcze gorzej, jeśli wysilimy się na epitety kompletnie nie odzwierciedlające "stanu rzeczy".

Podobno "dobre słowo" ma ogromną siłę i jest niczym głaskanie duszy, które uskrzydla nas i dodatkowo mobilizuje. Warto więc od czasu do czasu obdarować drugą stronę miłą pochwałą, bo zbyt często nie tylko traci na wartości, ale wprawia w zakłopotanie i zażenowanie. Jeśli więc nie masz pewności, jak powinien brzmieć twój komplement i jak często na niego stawiać, lepiej o nim zapomnij. Czasem to, co niewypowiedziane, działa z podwójną mocą ;)

Co do szczerości - nie sil się na nią za wszelką cenę, bo jedyny efekt jaki uzyskasz będzie ten, który wywołał amant Mili. - Facet opowiedział mi, jak to się napracował, żeby umyć samochód przed spotkaniem ze mną… że aż mu pot leciał po ja… Potem opowiedział, jak to ukradł z kumplem ciężarówkę piachu z budowy... i takie tam. To była ostatnia randka.

Być sobą – nie taki znowu frazes
- Byłem na randce z laską która ubzdurała sobie że jest sobowtórem Dody – pisze Marek. – Ten sam denerwujący śmiech, podobny tatuaż, styl mówienia, kuse majtki. Wypisz, wymaluj Doda. Nie mam nic do Dody jako artystki, ale żeby chodzić z dziewczyną, mającą lat 29, która ją naśladuje we wszystkim, to za dużo dobrego. Z drugiej strony - wiem, że ona ma zainteresowania, że nie jest taka głupia, że ma własne zdanie.

Być może partnerka Marka wyszła z założenia, że atuty – które zresztą zdołał wychwycić – to za mało, by zrobić dobre wrażenie? "Dodatkowym efektom specjalnym" powierzyła w pewnym sensie swój sukces. Czy zdawała sobie sprawę, że efekt, jaki uzyskuje, jest zupełnie odwrotny? Być może warto było postawić po prostu na "siebie"? Cóż, dziś już się tego nie dowiemy.

- Na randce nazmyślałam, że pracuję w ministerstwie, że mam własne auto, mieszkanie – wyznaje Kasia. – Pracuję w mięsnym, moja matka pije, a ojca nie pamiętam. Tego chłopaka poznałam przez internet, on jest z tzw. dobrego domu, ojciec ma komisy samochodowe a matka dwie apteki. Nazmyślałam, bo wiedziałam że nasz związek nie ma dalszych szans. Kłamałam ile wlezie, powiedziałam że studiuję w Łazarskim w Warszawie, że mam psa yorka, że moja matka pracuje w telewizji, że byłam na wakacje w Egipcie, a w realu nigdy nie byłam nawet za granicą. Teraz nie wiem co mam robić, bo jak się dowie, że pracuję w mięsnym.

Koloryzowanie bądź przemilczanie pewnych, niewygodnych z naszego punktu widzenia, faktów to klasyczna technika autopromocji na pierwszej randce. Cóż, bez względu na płeć, chcemy wypaść idealnie i pozostawić po sobie świetne wrażenie. Problem w tym, że zwykle nie wierzymy, że jesteśmy to w stanie zrobić bez "dodatkowych pomocy". Oczywiście nie dotyczy to tylko pań - z badań wynika, że 1/3 mężczyzn kłamie na pierwszej randce przede wszystkim w takich kwestiach jak: praca, przeszłość, zainteresowania, posiadane auto oraz sytuacja materialna. Dokładnie w takiej kolejności.

Oczywiście, o ile roczny dochód netto nie jest sprawą, która powinna zaważyć na naszym zainteresowaniu drugą osobą i temat ten nie powinien być kwestią omawianą podczas pierwszego spotkania, o tyle ubarwianie i "podkręcanie" historii swojego życia, by wydawało się jeszcze ciekawsze i jeszcze piękniejsze - zdecydowanie odradzam. Pamiętajmy o tym, że – jakkolwiek szare i "zwyczajne" wydaje nam się nasze życie, dla kogoś, kto zdecydował się na randkę z nami - jest niczym książka, której zakończenia nikt jeszcze nie zna… Może warto, by ten ktoś sam zdecydował, czy ma ochotę zostać jednym z jej bohaterów?

 

Sylwia Stodulska-Jurczyk

sympatia




7-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Czekoladowe nutki, czyli czego słuchać przy romantycznej kolacji

Muzyka zawsze miała znaczenie w moim życiu. Towarzyszyła mi na każdym etapie mojego dzieciństwa, dojrzewania i stawania się dorosłą kobietą. Potrafiła ukoić ból, pozwalała się wyszaleć, dawała radość, nastrajała pozytywnie. Wyciszała złe emocje i pobudzała dobre.

Nigdy nie umiałam odpowiedzieć na pozornie proste pytanie: Jakiej muzyki słuchasz? Nie potrafiłam odpowiedzieć, bo czasem było to pop, czasem reggae, czasem klasyka. Najlepszą muzyką była ta, która dopasowywała się do mojego nastroju, mojego etapu w życiu.

Kiedy byłam zakochana, mojej miłości towarzyszyła piosenka Jeniffer Rush Power of Love, czy Barbra Streisand Women in Love. Gdy z nastolatki stawałam się dorosła - Edyta Górniak Jestem kobietą. Będąc nastolatką słuchałam muzyki, która opierała się na zasadzie umpc umpc umpc. To też miało swoją nazwę – muzyka dance, czyli taka, przy której można było poskakać na dyskotece. Lubię wymyślać własne nazwy muzyki, nie pop nie jazz, ale muzyka na uspokojenie, wyciszenie np. Nocne pogaduchy, czy na pobudzenie Rześkie trele. Jakże więc miałam odpowiedzieć na pytanie: jaką muzykę lubisz? Muzykę na nastrój każdego dnia.

W moim życiu uczuciowym różnie się układało. Na początku zawsze było pięknie, potem coś się psuło i kończyło. Może ja za dużo oczekiwałam? Nie wiem. Mateusz pojawił się w momencie, kiedy postanowiłam, że będę sama. Była to decyzja dość rozpaczliwa, która zapadła po kolejnym rozczarowaniu.

Siedziałam w kawiarni nad filiżanką kawy o smaku czekolady i rozmyślałam o tym, jaka to ja będę samodzielna i samowystarczalna i żaden facet nie jest mi do szczęścia potrzebny. Bunt wzmagała muzyka o głośnym, niezidentyfikowanym brzmieniu. Było to dość irytujące. Nagle kątem oka zauważyłam jakiś ruch przy sąsiednim stole. Spojrzałam odruchowo i zobaczyłam przystojnego mężczyznę. Nasze spojrzenia się spotkały. Uśmiechnął się do mnie. Zawołał kelnerkę i poprosił o zmianę muzyki, na taką, która „odpowiadałaby spotkaniu pięknej kobiety siedzącej nad filiżanką kawy”. Kelnerka spojrzała na mnie, uśmiechnęła się i za chwilę zamiast dyskotekowej „łupanki” z odtwarzacza popłynęły dźwięki płyty Sade. Poczułam jak się zakochuję…

… Od momentu poznania Mateusza minęły już dwa miesiące. Każdemu naszemu spotkaniu towarzyszyła odpowiednia muzyka. Nazwałam ją Czekoladowe nutki, na cześć poznania Mateusza w kawiarni. Długo trwało, zanim zaprosiłam ukochanego mężczyznę na kolację. Obawiałam się tego momentu, nie wiedziałam czego oczekiwać po tym spotkaniu. Wreszcie odważyłam się… i nie żałuję. Ten ognik w jego oczach przekonał mnie, że postąpiłam słusznie. Zastanawiałam się, jaka muzyka będzie odpowiednia na dzisiejszą kolację. Bowiem mniej ważne było to, co będzie stało na stole (mam nadzieję, że mój ukochany przyjdzie głodny mnie, a nie mojej sałatki), ważniejsza była melodia na tyle cicha, aby słyszeć czuły szept i na tyle romantyczna, żeby wprowadzić w nastrój. Zapomniałam na chwilę co robię i zaczęłam myśleć o Mateuszu, który miał dziś do mnie przyjść. Myślałam o jego oczach, w których było tyle czułości, gdy patrzył na mnie. Ten tajemniczy uśmieszek na ustach, które tak cudownie całowały… Mocny aromat kawy przerwał rozmyślania. Spojrzałam na czekoladę, którą miałam zamiar przyozdobić deser. Kilka wiórek ułożyło się w ćwierćnutę. Uśmiechnęłam się do siebie. No tak, Czekoladowe nutki. Jakie piosenki zasługują na tą słodką nazwę? I co ważniejsze, które z nich zasługują na romantyczny wieczór? Przejrzałam swoją płytotekę. Niedawno odkryłam świetną piosenkę Michała Bajora „Miłość w sam raz”. Doskonała, miła dla ucha i taka prawdziwa o miłości nie wyidealizowanej, z dobrymi i gorszymi momentami. Bardzo lubię też utwór zespołu Chilly my „Biała koszula”. No dobrze, może piosenka z podtekstem, ale co tam. Podśpiewując „ a jutro włożę białą koszulę, będzie to dzień inny niż wszystkie i ulicami, którymi chodziłem pójdę poprosić cię o rękęęę” nakładałam sukienkę w kolorze cynamonu. Tak, to stanowczo świetna piosenka na wieczór. A nuż coś mu podpowie? Ok, ok. Powrót do rzeczywistości. O! Jeszcze to: Peter White i Basia z ” Just another day”, sama Basia “Baby You’re My” i przystojny Marcin Nowakowski z utworem “Better Days Ahead”. Myślę, że spokojne piosenki smooth jazz będą wisienką na torcie. Nagły dzwonek zapowiedział wizytę upragnionego gościa. Siedzieliśmy obydwoje patrząc na siebie z czułością. Muzyka cichutko płynęła z odtwarzacza otulając nas swoją słodkością. Świece dumnie wyprostowane oświetlały jego twarz, która zbliżała się do mojej coraz bardziej i bardziej. Potem nie widziałam, nie słyszałam już nic. Wtem poczułam, że Mateusz wstaje. Przeraziłam się, że zrobiłam coś nie tak. Wychodzi!

Mateusz wyciągnął do mnie rękę i podniósł do góry. Objął ręką w pasie i mocno przytulił. Zaczęliśmy tańczyć. Uspokoiłam się w jednej chwili. Nie, on wcale nie miał zamiaru stąd wychodzić, przeciwnie, wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały, że kolacja przeciągnie się i zjemy razem śniadanie. Nie miałam nic przeciwko temu. Czyż mogłam chcieć czegoś więcej. Świece migotały tworząc świetliste cienie na ścianach. Tańczyły razem z nami, jakby cieszyły się z naszego szczęścia. Muzyka pobudzała nasze emocje, radość z przebywania ze sobą. Nagle Mateusz zatrzymał się i spojrzał mi w oczy. Usłyszałam swój głos mówiący: „zostań” i ten jego uśmiech, który mówił jak bardzo tego pragnie.

Każda z nas chciałaby przeżyć taką kolację przy świecach. Te chwile, kiedy w powietrzu czuć atmosferę czułości. Nutki płynące wokół zakochanej pary owijają swym ciepłym oddechem. Aromat miłości unoszący się wokół i nieśmiało szkicowana przyszłość już nie oddzielnie a razem[1].

 

[1] Proponuję przesłuchać wszystkie wymienione utwory. Zostały one specjalnie dobrane do potrzeb tego artykułu. Gwarantuję, że wszystkie poczujecie się wyjątkowo.




5-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Randka (nie) idealna

Wszyscy mają marzenia. Pragnieniem każdej z nas jest ten jedyny, który przyjedzie jak rycerz na białym koniu pod nasze okno i będzie śpiewał serenady opiewające naszą urodę. Oczywiście w dzisiejszych czasach zbroję zastępuje skórzana kurtka, a rumaka Harley Davidson, lub markowy samochód, lecz chęć odnalezienia ideału pozostaje niezmienna od tysięcy lat.

Uniwersalna jest też potrzeba wyjścia za mąż, pięknej uroczystości weselnej i życia w miłości i szczęściu. Ale zanim to wszystko się osiągnie czeka nas pierwsza randka, która niejednokrotnie pokazuje, czy nasz wybranek to rzeczywiście ten jedyny…

Często się słyszy, że pierwsza randka to takie romantyczne i niepowtarzalne wydarzenie, które się pamięta do końca życia. Szczególnie gloryfikowana jest ona w amerykańskich komediach romantycznych. Pogląd ten przenosi się również do życia codziennego. I owszem pierwszą randkę często pamięta się do końca życia, ale z uwagi na to, że przebiegła zupełnie inaczej niż tego chciałyśmy.

Dlaczego tak się dzieje, że pierwsza randka staje się rozczarowaniem? Może właśnie dlatego, że oglądamy film, w którym piękny pan poznaje piękną panią, w ciągu jednego dnia zakochują się w sobie, idą na schadzkę, a wieczorem spędzają upojne chwile. Rzeczywistość jest zupełnie inna. Spotyka się dwoje ludzi, którzy przypadają sobie do gustu. Z czasem zaczynają się sobą coraz bardziej fascynować. Decydują się na spotkanie. Ich oczekiwania są duże, bo przecież nie raz widzieli, jak to jest na takiej pierwszej randce. A tu co? Wielka klapa, on milczy i się denerwuje, przy czym poci się niesamowicie. Ona „gada jak nakręcona”, też się denerwuje. W końcu wylewa niechcący wino na stół.

To jeden z łagodniejszych scenariuszy, jakie mogą zdarzyć się na takim spotkaniu. Jednak o wiele gorzej sprawa się ma, gdy umówione zostaniemy na tak zwaną randkę w ciemno, przez jakąś koleżankę, bądź zatroskaną ciocię. Gdy idziemy spotkać się z człowiekiem, którego kompletnie nie znamy, nie wiemy czego możemy się spodziewać.

Jak powiedziała mi jedna z moich znajomych, która miała „przyjemność” być swatana przez swoją ciocię, nie można nastawiać się na nie wiadomo co, bo rozstaniemy się z poczuciem rozczarowania. Moja ciocia umówiła mnie z chłopakiem ze swojej pracy. Naopowiadała mi o nim niestworzonych rzeczy. Oczywiście wiedziałam, że połowa z tego co mówi to wymysł jej wyobraźni, lecz przez to jej gadanie nastawiłam się na coś zupełnie innego niż miało miejsce. Spędziłam miły wieczór, jednak oboje byliśmy bardzo skrępowani, gdyż jak się później okazało ciocia i mi zrobiła „odpowiednią reklamę”, która znacznie odbiegała od rzeczywistości. Mimo początkowego skrępowania zdecydowaliśmy się na rozwinięcie naszej znajomości. Czas pokaże co z tego wyjdzie.

Jest jeszcze jeden problem związany z randkami w ciemno, a mianowicie wygląd drugiej osoby. Co jeśli się okaże, że mężczyzna, który na nas czeka odbiega od naszych wyobrażeń męskiego kanonu urody? Na to pytanie postawione jednej z rozmówczyń usłyszałam taką odpowiedź: Koleżanka strasznie chciała mnie umówić ze swoim kuzynem. Długo nie chciałam się zgodzić. Ale tyle czasu mnie namawiała, że w końcu uległam. Kiedy weszłam do kawiarni i go zobaczyłam w pierwszej chwili chciałam brać nogi za pas i uciekać, bo okazało się, że urodą odbiega daleko od ideału. Jednak zobaczył mnie i nie miałam wyjścia. Później było mi niezmiernie głupio, bo bawiłam się świetnie na tym spotkaniu.

Zdarzają się też przypadki ekstremalne, kiedy to naprawdę trzeba jak najszybciej uciekać, gdyż mimo naszych starań nic nie wychodzi. Powodów tego jest wiele od niechlujnego wyglądu po nachalne, nieodpowiednie zachowanie, czasami przechodzące w agresję. Pewnie każda z nas może podzielić się taką przygodą. I teraz tą historię opowiada koleżankom „ku przestrodze”. Trzeba jednakże pamiętać, że są to wyjątki od reguły.

Jak się okazuje główną winę za nasze randkowe rozczarowanie ponosi nasze nastawienie. Kiedy oczekujemy fajerwerków, a mamy tylko i wyłącznie małe promyczki świec, wiadomo że nie będziemy zadowolone z efektów. Czy nie lepiej nastawić się na miły wieczór, spędzony w towarzystwie drugiej osoby, która może okazać się naszą drugą połową?

Dajmy szansę „zwykłemu” mężczyźnie, kto wie, może okaże się on naszym księciem z bajki …

Iwona Czyżykowska, 28l.




4-12


 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Co on o tobie myśli na pierwszej randce?

http://m.ocdn.eu/_m/aea9a142033187ae7ed32779d2c4891c,10,1.jpgPanowie mają swoje tajne metody, by sprawdzić, czy to ty jesteś właśnie tą jedyną, dobrą kandydatką na partnerkę. Poznaliście się w wirtualnej rzeczywistości, zaprosił cię na randkę? Nie panikuj! Podpowiemy, co zrobić, a czego unikać, by spotkanie było udane.

"Czy to jej prawdziwa twarz?"
Każdy mężczyzna zastanawia się, jak wyglądasz, kiedy wstajesz z łóżka. Nie przesadzaj więc z makijażem. Gruba warstwa "tapety" nie zostanie doceniona. Wbrew pozorom - dla panów liczy się naturalny wygląd. Nie przyklejaj więc sztucznych rzęs, nie tapiruj fryzury, nie oblewaj się toną perfum - nie popadaj w przesadę.

To samo tyczy się twojego ubioru. Jeśli będzie zbyt wyzywający - pomyśli, że to dla niego niebezpieczne, bo oglądać się za tobą będzie każdy facet w otoczeniu.

Dekolt po pępek, spódniczka ledwo zakrywająca pupę i dziesięciocentymetrowe szpilki - zostaw ten zestaw na pikantne spotkanie sam na sam u ciebie. Strój powinien być schludny i taki, w którym będziesz się czuła dobrze i kobieco, ale który nie będzie zbyt odsłaniał twoich ponętnych kształtów.

 

"Czy stać mnie na tę księżniczkę?"
Jesteście w restauracji czy w modnej knajpie? Pomyśl dwa razy, zanim złożysz zamówienie. Nie wybieraj najdroższego drinka czy dania z karty. Jeśli wybierzesz takie luksusy – jemu w głowie zapali się czerwona lampka, a w kieszeni zabrzmią monety.

Pomyśli, że jesteś księżniczką z wygórowanymi potrzebami i zwyczajnie zrezygnuje z dalszej znajomości, bo uzna, że go na ciebie nie stać.

Nie chodzi jednak o to, by siedzieć cały wieczór przy jednej wodzie mineralnej. Zwyczajnie zamów coś, co zwykle zamawiasz, kiedy idziesz z przyjaciółkami.

 

"Czy jej buzia nigdy się nie zamyka?"
Tę uniwersalną prawdę można powtarzać w nieskończoność. Panowie mają niski próg tolerancji dla bezmyślnej paplaniny. Jeśli buzia rzeczywiście ci się nie zamyka, opowiadasz ciągle o sobie, przyjaciółkach, współpracownikach, imprezach, o bzdurach napisanych w plotkarskich gazetach – on będzie tylko udawał zainteresowanie.

Kiedy powie ci, że nagle mu coś wyskoczyło i musi wracać – nie bądź zdziwiona. Jeśli niewiele o sobie wiecie – bezpieczniej będzie trzymać się neutralnych i zajmujących tematów, takich jak muzyka, filmy, hobby.

 

Jeśli to nawet typ intelektualisty, a ty w głowie masz historię literatury – nie zamęczaj go wykładem. Daj mu dojść do słowa, wysłuchaj, co ma do powiedzenia i zadawaj pytania – poczuje się doceniony. Kiedy połechtasz jego ego i poprosisz o wyjaśnienia zawiłych kwestii, w których on jest ekspertem – z pewnością chętnie ci wszystko wyjaśni i wprowadzi w tajniki nawet niepojętej dla ciebie fizyki kwantowej.

"Obsmaruje mnie potem na fejsie?"
Jeśli cokolwiek ci się w nim nie spodoba, a on to wyczuje - po pierwszej randce będzie się martwił, że w stylu Carrie Bradshaw skrytykujesz jego każde słowo i opublikujesz na Facebooku czy na swoim blogu. Aby zapewnić go, że nie zbierasz materiałów na kolejną posiadówkę z przyjaciółkami – nie wyciągaj swojego smartfona, by aktualizować swój status.

Jeśli już jesteśmy przy telefonach – wycisz go i pod żadnym pozorem nie odbieraj. Nic się przecież nie stanie, jeśli przez godzinę czy dwie będziesz poza zasięgiem.

Nie krytykuj jedzenia, nie krzycz na kelnera, nie stroj fochów, nie bądź marudna - to go na pewno wystraszy i już nigdy więcej się z tobą nie umówi.

"Czy dogada się z moimi kumplami?"
Faceci chcą umawiać się z kobietami, które potrafią wyluzować się z ich kumplami i dobrze będą się czuć w ich towarzystwie. Jeśli co chwilę marudzisz, że coś ci nie odpowiada, że kelnerka niemiła, że jedzenie niedobre i krytykujesz wszystko wokół – nie nastawiaj się, że on pozna cię ze swoimi najbliższymi przyjaciółmi.

Pokaż, że potrafisz być miła, uśmiechaj się i spraw, by postrzegał cię jako otwartą na ludzi "dziewczynę z sąsiedztwa", której pozazdrości każdy.

Pokonaj swoją nieśmiałość. Jeśli nie wydusisz z siebie słowa - pomyśli, że nie jesteś nim zainteresowana, a jego koledzy na pewno cię nie polubią.

 

"Czy mogę poznać ją ze swoją mamą?"
Kiedy spotykacie się po raz pierwszy pewnie już wizualizuje sobie ciebie bez ubrań, niezależnie od tego, jak wypadniesz na randce. Ale w jego głowie kiełkuje jeszcze inny obraz. Jeśli między wami zaiskrzy - będzie się zastanawiał, co o tobie pomyśli jego rodzina, a w szczególności mama.

Wstrzymaj się z niecenzuralnym słownictwem, nie używaj słów na k…, p…, ch… itd. Jeśli nawet nie jesteś aniołkiem – pohamuj agresywne słowa, gesty i zrezygnuj z wyzywających ciuszków.

Nie szkodzi, że nie jesteś typem doskonałej pani domu, nie umiesz gotować, a w pracy spędzasz więcej niż 10 godzin na dobę. Pokaż, że masz inne zalety. Każda mama doceni opiekuńczość, zaradność i opanowanie w stresujących sytuacjach.

"Czy dziś wydarzy się coś więcej?"
Tak, to właśnie chodzi o seks. Jego umysł uruchomił już instynkt przekazywania genów i nawet, kiedy będzie słuchał o tym, gdzie się wychowałaś i pytał o imię twojego ulubionego zwierzątka z dzieciństwa – będzie myślał o czymś bardziej przyjemnym. I choć jak większość facetów - będzie starał się omijać ten temat z daleka, bo przecież dżentelmenowi nie wypada wspominać o seksie na pierwszej randce.

W twoich gestach i słowach będzie szukał potwierdzenia, że wpadł ci w oko i masz na niego ochotę. Chemia między partnerami jest bardzo ważna. Jeśli czujesz, że chcesz się z nim spotkać ponownie – daj mu sygnał, na przykład uśmiechając się zalotnie. W ten sposób będzie wiedział, że ci się spodobał i następna randka gwarantowana.

 

"Czy będzie dobrą matką dla moich dzieci?"
Każdy facet, który myśli poważnie o związku i pragnie prawdziwej miłości, będzie bacznie cię obserwował. Matka jego dzieci powinna być osobą rozsądną i odpowiedzialną. Jeśli będziesz palić jednego papierosa za drugim, zaczniesz opowiadać o dzikich przygodach ze znajomymi, o szybkich autach i nadużywaniu alkoholu - to będzie dla niego sygnałem ostrzegawczym.

 

Dla ciebie to wszystko brzmi jak dobra zabawa, dla niego - niekoniecznie musi tak być. Jeśli chcesz związać się na poważnie - bądź dla niego spokojną i zrównoważoną kobietą. Pokaż, że cenisz ciepło domowego ogniska i lubisz dzieci.

Uwodzenie i sztuka flirtu to subtelna rzecz. Jeśli jesteś na pierwszej randce i chcesz spotkać się z nim jeszcze raz - bądź sobą. Pokaż, że masz w sobie naturalną kobiecość, która emanuje z każdej z nas. Dodatkowymi atutami będą: poczucie humoru, żywe zainteresowanie tym, co on ma do powiedzenia i kropla szaleństwa. Ten miks stanie się dla was eliksirem miłości i sprawi, że nie będziecie mieli siebie nigdy dość.

Trzymam kciuki.

 

Katarzyna Michałowska

sympatia




4-12


 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Randka „ idealna”, czyli... dlaczego czasem lepiej zostać w domu

Kasia to ładna, blondwłosa dziewczyna, która wie czego chce i zawsze dąży do celu. Jej urok polega również na tym, że ma słabość do poznawania mężczyzn na różnego rodzaju portalach społecznościowych - w tym temacie Katarzyna mogłaby z powodzeniem prowadzić warsztaty dla amatorek.

Selekcja zawsze wygląda tak samo: minimum 30 lat (górna granica około 43), zadbany – przy czym powinnam napisać ZADBANY, ponieważ Kasia jest studentką kosmetologii i wie najlepiej, co to znaczy dbać o swój wygląd. Potencjalny kandydat musi mieć poczucie humoru. Aha i najważniejsze - Kasia uwielbia wyrzeźbione, męskie plecy. Swoją drogą ciężko byłoby znaleźć faceta bez pleców...

Dlaczego właściwie głównym źródłem poszukiwań jest Internet? Czyżby była tak nieśmiała w relacjach z mężczyznami? Nie potrafi podejść do tego, który wpadł jej w oko, aby z nim porozmawiać? Nic z tych rzeczy. Sama forma poszukiwania dostarcza jej wiele przyjemności i potrzebnej wiedzy. Zanim zdecyduje się na randkę dokładnie sprawdza osoby, którymi jest zainteresowana. Dzięki temu może w pewien sposób zapoznać się z mężczyzną, przy założeniu, że mówi on prawdę, a to z kolei na pewno pomaga przy pierwszym spotkaniu. Poza tym jest jeszcze jeden problem. Czas. Nasza bohaterka jest zapracowaną, młodą kobietą, która większość czasu w tygodniu spędza w pracy. Założenie po ciężkim dniu kapci i włączenie komputera, to dla niej swoista forma relaksu.

Kiedy cudownie odnaleziony w Internecie mężczyzna przejdzie szereg prób i testów, przebrnie przez liczne pytania Kasi, wówczas dziewczyna decyduje się na spotkanie (na marginesie dodam, że zdarzyło jej się nie przyjść w umówione miejsce...)

Pierwszym szczęśliwcem okazał się poznany na portalu randkowym Jerzy...Jerzyk. Pomimo licznie umawianych randek pierwsze spotkanie nastąpiło dopiero po półrocznej, intensywnej znajomości. Podczas jednej z imprez, w przypływie entuzjazmu, Kasia postanowiła napisać Jerzykowi gdzie się obecnie bawi. Powtarzać dwa razy nie musiała - wybranek zjawił się szybko. Kiedy na sali, wśród bawiącej się młodzieży, wyłonił się postawny mężczyzna, którego fizyczność nie miała absolutnie nic wspólnego z fantazjami matrymonialnymi bohaterki, i który ze spokojem mógłby być ojcem połowy obecnych na imprezie osób, mina Kasi mówiła sama za siebie. Pomimo...dość sporego rozczarowania dziewczyna postawiła kulturalnie się przywitać i wypić to piwo, które sobie nawarzyła przez pół roku. Jerzy okazał się bardzo miłym panem, któremu niewątpliwie odpowiadała wizja spędzenia wieczoru z młodą, atrakcyjną dziewczyną. Nie myślcie sobie czasem, że dziewczyna zaaranżowała to spotkanie bez żadnej ochrony. Przez cały czas na posterunku byli jej koledzy, którzy oprócz turlania się ze śmiechu byli również gotowi działać, jeśli tylko zaszłaby taka konieczność.

Ten jakże uroczy wieczór zakończył się dla naszej bohaterki wizytą w kawiarni. Była to na pewno najszybciej wypita kawa w jej życiu. Ciężar wzroku obsługujących kelnerek mówił sam za siebie: piękna i bestia. Czy nasza koleżanka wyciągnęła z tego zdarzenia jakąś lekcję dla siebie? Oczywiście... że nie.

Cała ta niezwykła randka stała się źródłem żartów i żarcików ze strony przyjaciół Kasi, którzy z pewnością jeszcze długo nie pozwolą jej o tym zapomnieć.

Dziewczyny!
Pamiętajmy, że Internet, oprócz możliwości poznania naprawdę ciekawych i wyjątkowych osób, niesie ze sobą ryzyko manipulacji i oszustw. Nie dajmy się nabrać na ładne słówka i przystojniaka z fotografii. Mitomanów nie brakuje, a Internet dodatkowo stanowi dla niektórych źródło takiego natchnienia i polotu literackiego, że nagroda Nobla to za mało. Życie bywa naprawdę przewrotne i zamiast wymarzonej randki będziemy brały udział w prawdziwym horrorze i to jeszcze w roli głównej.

Anna Czerwiec, (23 l.)

 


 

1-12

 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS