Menu
logo tjk main

Pary wśród grupy przyjaciół i relacje między nimi…

To była jedna z wielu imprez tego lata. Urodziny, imieniny i „domówka” u kolegi, na której ja i mój chłopak poznaliśmy nowych znajomych. Dobrze się bawiliśmy, była świetna muzyka. W pewnym momencie zauważyłam, że coś jest nie tak… Nowi znajomi zachowywali się dziwnie podczas tańców. Tomek*, który był w związku z Andżeliką, tańczył z Joanną, łapiąc ją za pośladki i mówiąc pieszczotliwie „kochanie” albo „słoneczko”. Pomyślałam, że za dużo wypił i zdenerwowana, zaczęłam wypatrywać Andżeliki, żeby jej pokazać co się dzieje. A ona… bawiła się trochę dalej z Piotrkiem, chłopakiem Asi. Zamurowało mnie, gdy zobaczyłam u nich podobne sceny, które ujrzałam przed chwilą. O co tutaj chodzi?...pomyślałam w lekkim szoku.

Joanna przyuważyła, że patrzę się na nich jak na wariatów. Podeszła do mnie i powiedziała: „My się tak tylko bawimy. Jesteśmy grupą przyjaciół już długie lata, mamy do siebie zaufanie. To przecież nic złego”. I poszła bawić się dalej, ale ja nadal nie mogłam uwierzyć w to, co oni robią. No ale - nie przyszłam tutaj, żeby się zamartwiać jakimiś wymysłami innych ludzi, tylko żeby dobrze się bawić. Po jakimś czasie zaczął ze mną tańczyć Tomek. Nagle złapał mnie w pasie, podniósł i wybiegł z salonu na taras, gdzie siedział Kamil, mój chłopak. Ześlizgnęłam mu się a jego ręka znalazła się na moim pośladku i to pod spodenkami… Spojrzałam na niego z wściekłością, a potem na Kamila. Mierzył go wzrokiem, po czym podniósł głos i powiedział: „A Ty gdzie dotykasz moją dziewczynę? Lepiej uważaj, bo jak to się znowu powtórzy…”. Wiedziałam, że Kamil mógłby nie zapanować nad sobą, gdyby widział, że któryś z tamtych się do mnie przystawia. Nie byliśmy jednak u siebie więc musieliśmy panować nad emocjami, żeby nie doszło do jakiejś awantury… Z drugiej strony byłam szczęśliwa, że Kamil i ja mamy takie samo zdanie na ten temat, że walczyłby o mnie. Dlatego później, gdy poszliśmy tańczyć już razem, unikałam ich towarzystwa…

Andżelika oczywiście nie miała żalu do Tomka, za to, że mnie „tam” dotykał. Mnie osobiście coś takiego by zabolało, gdyby mój chłopak łapał za pośladek inną dziewczynę. Nie rozumiałam tych ich „zasad”, jeśli w ogóle tak to można nazwać. Kamil mi później powiedział, że Andżelika również chwytała go za pupę, ale odsunął jej dłoń - No i co, przecież nic złego nie robię. To jest śmieszne, to ma być tylko zabawa. Ja nie jestem zazdrosna o Asię, a ona o mnie. Ale nie martw się, Tobie i Monice (czyli mnie) nie zrobiłabym żadnego świństwa.

Dla mnie to nie jest raczej normalne, że wy wszyscy się tak obmacujecie. Ciekawe co by powiedziała Monika, gdyby zobaczyła ciebie chwytającą mnie za pośladki!

Czy byłam o to zła? Chyba nie. Bo widziałam ich zachowanie i widziałam, że oni tak robią. Każdy z każdym.  Z drugiej strony ciekawe, że oni uwielbiają się obmacywać. Zastanawiałam się jeszcze, co by było, gdyby Kamil był tam sam. Jakby to wtedy wyglądało… Jakoś nie ufałam im do końca, jeśli chodzi o zapewnienia, że nie wywiną mi żadnego świństwa.

Naprawdę dobrze się bawiłam, wytańczyłam ile się da. Ale pomiędzy tym wszystkim czułam niepokój. O siebie i o Kamila. O nas. Czyhające niebezpieczeństwa, które z pozoru są niewinne, mogą doprowadzić do różnych sytuacji. Kamil był na mnie trochę zły, że nie zareagowałam, np. nie odpychając ręki Tomka ode mnie, ale on zaskoczył mnie totalnie, choć powinnam była być na takie możliwości przygotowana.

Zadaję sobie pytanie - czy w dzisiejszym świecie takie coś jest normalne i…bezpieczne. Przecież z każdej strony media bombardują nas tematami o zdradach itp. Jeśli pozwolimy sobie na takie poluźnienie zasad, nawet w ramach żartów, to ktoś się kiedyś zapomni lub uzna, że to przecież nic złego i się stanie… Tym bardziej na imprezach, gdzie nie brakuje alkoholu… Ja tak nie chcę. Nie po to buduję ze swoim chłopakiem coś, by później przez kogoś innego i jego dziwne zwyczaje to stracić. Myślimy poważnie o swoim związku i o wspólnej przyszłości. A samo podejście do tego jak chcemy żyć i jak siebie nawzajem traktujemy, ma bardzo duże znaczenie. Znając kogoś bardzo długo, mimo wszystko nie chciałabym, żeby ta osoba „przystawiała” się do mojego partnera, nawet nie mając nic złego na myśli. Każdy taki widok, obłapujących się „gdzie popadnie” i mówienie do siebie „kochanie moje”, sprawiłoby mi ból. A może jestem za bardzo zazdrosna, może nie jestem na czasie? Być może… Uważam jednak, że takie zachowanie nie jest fair wobec partnerów. Pozwalanie sobie na zbyt wiele nie jest najbardziej rozsądne. Nie wstydzę się tego, że mamy takie a nie inne zasady. Przynajmniej wiem, czego mogę się spodziewać u swojego chłopaka i czy mogę czuć w nim oparcie. A on wie, czego może spodziewać się po mnie.

Mówi się, że przyjaźń silniejsza jest niż miłość. Inni uważają odwrotnie. Nie ma przyjaźni między kobietą a mężczyzną. A jeśli nawet takie przypadki się zdarzają, to nie jest ich dużo. Prędzej czy później zawsze do czegoś dochodzi.

Ciekawi mnie jak potoczy się dalej życie tej grupy ludzi. Czy po pewnym czasie uznają, że popełniają błąd? Czy zrozumieją? A może się mylę, może ich zachowanie pozostanie bez zmian…Pierwszy raz spotkałam się z czymś takim i mam nadzieję, że ostatni. Kiedy poznamy innych ludzi, chciałabym, aby oni w taki sposób nie postępowali...

Resztę przemyśleń pozostawiam Wam, Drodzy Czytelnicy.

*  - imiona zostały zmienione

Monika Rymaszewska, 20l.
Czytaj więcej...

5 powodów, dlaczego wciąż nie wychodzi ci z żadnym facetem

Kolejny twój związek okazuje się klapą, a ty znów zadajesz sobie pytanie, co poszło nie tak. Dlaczego ominęło cię szczęście i dlaczego wciąż poznajesz tych niewłaściwych facetów?

Sprawdź, gdzie możesz popełniać błędy:

1. Pochopnie uznajesz, że to miłość życia
Poznajesz fajnego faceta. Od początku wydaje ci się bardzo interesujący, choć nie zawsze potrafisz powiedzieć, dlaczego. Szybko uznajesz, że to jest to. I ta myśl pochłania cię bez reszty. Jesteś pewna, a właściwie chciałabyś być pewna, że ten właśnie facet spełni twoje marzenia o szczęśliwym związku. Że to właśnie on, z całą pewnością, da ci to wszystko, o czym od dawna marzyłaś.

Większość kobiet ma głowie wzór idealnego partnera. Badania potwierdzają, że zwykle zbliżony jest on do jej własnego ojca. Właśnie dlatego możesz się zakochać w kimś, kto wzorcowo bardzo ci odpowiada, a niekoniecznie do ciebie pasuje.

Nie podejmuj decyzji dotyczących nowego partnera zbyt pochopnie, nawet, jeśli z pozoru to kandydat idealny. Daj rozwinąć się tej znajomości. Oczywiście, jest mnóstwo przypadków miłości, która zradza się podczas pierwszego wejrzenia. Nic się jednak nie stanie, jeśli dopuścisz do głosu odrobinę zdrowego rozsądku i po prostu dasz sobie czas. Poznaj najpierw jego wady i zalety, naucz się je akceptować, sprawdź, czy możesz na niego liczyć i jak zachowuje się w różnych okolicznościach. Upewnij się, że jemu też zależy na tej relacji. A potem - kochaj do woli!

2. Spieszysz się z wyznaniami
Mężczyźni nie są zwykle zbyt wylewni. Czasem, będąc nawet w wieloletnim związku, nie potrafią uzewnętrzniać się tak, jakby tego pragnęła ich partnerka. Ale ty jesteś przecież tak bardzo zakochana. Niecierpliwie czekasz więc na wyznania z jego strony. W końcu zaczynasz naciskać, dopytywać, domagać się jasnych deklaracji. A to błąd.

Czasem gesty i drobne uczynki z jego strony mówią więcej, niż najpiękniejsze słowa. Właśnie w taki sposób on okazuje ci swoje uczucia. Nie pospieszaj go. Niech sam zdecyduje, kiedy będzie gotowy na wyznania. Jeśli naprawdę czujesz, że to ten jedyny, odrobina oczekiwania sprawi, że – gdy w końcu nastąpi ta długo wyczekiwana chwila – będziesz czuła jeszcze większą satysfakcję. Wykaż się cierpliwością, jeśli nie chcesz go zbyt szybko spłoszyć i po raz kolejny uznać, że trafiłaś na niezdecydowanego i niewłaściwego faceta.

Pamiętaj, że zainteresowanie powinno się okazywać delikatnie i stopniowo. Tak, aby żadna ze stron nie była skrępowana i miała prawo wyboru. Jeśli więc nie masz stu procentowej pewności, że on odwzajemnia twoje uczucia, nie zasypuj go wyznaniami. Jego reakcja może być gwałtowna – po prostu wystraszy się i wycofa. Zaskoczony czy zszokowany może – nawet pozornie – zupełnie zlekcewarzyć twoje uczucie. Ty poczujesz się dotknięta i niedoceniona. A wasza znajomość zakończy się - przedwcześnie…

3. Idealizujesz, a potem żałujesz
Początek znajomości to zawsze wielkie emocje i wzajemna fascynacja. To czas poznawania się, ale też patrzenia na siebie przez pryzmat różowych okularów. Powinnaś jednak pamiętać, że etap fascynacji mija po kilku, kilkunastu miesiącach. W tym czasie stopniowo poznajesz swojego partnera, ale im dłużej będziesz go znała, tym więcej zauważysz w nim wad. I jak twierdzą psycholodzy, jest to całkiem normalne. Przed nowym partnerem, na początku znajomości, każdy chce wypaść odrobinkę lepiej, stara się więc podwójnie. Weź to pod uwagę, zanim zaczniesz wypominać swojej drugiej połówce, że mniej się stara, że rzadziej sprawia niespodzianki, że częściej bałagani. Naukowcy z uniwersytetu w Buffalo udowodnili, że im bardziej idealizujemy partnera, tym jesteśmy szczęśliwsi. Badając młode małżeństwa co pół roku, przez kolejne trzy lata, doszli do wniosku, że pary, które patrzą na siebie bardziej racjonalnie, są mniej zadowolone ze swojego związku. Idealizowanie drugiej połówki okazał się natomiast dawać obojgu więcej optymizmu i pomagał we wspólnym rozwiązywaniu problemów. Warto jednak pamiętać, że faza zakochania trwa właśnie ok. 3 lat. Później związek wymaga od partnerów więcej wyrozumiałości.

Aby znów uniknąć rozczarowania, masz dwa wyjścia. Już na początku spróbuj zdać sobie sprawę z tego, że twój ukochany za jakiś czas nieco się zmieni i nie zawsze będzie już tylko twoim Słodkim Misiem, ale też zwykłym, zmęczonym, wpatrującym się dłuższą chwilę w telewizor facetem. Albo po prostu - spróbuj zaakceptować jego drobne wady i potknięcia.

4. Nie słuchasz innych
Rodzina i znajomi czasem widzą więcej, niż ci się wydaje. W końcu znają cię na wylot. Szybko zauważą, że facet, z którym się spotykasz, nie do końca jest tym, kim myślisz. Chcą dla ciebie dobrze, więc zdarza im się napomknąć, że coś jest nie tak. W tej sytuacji pozostaje ci się rzecz jasna oburzyć. Przyjaciółka, która perfidnie krytykuje twojego ukochanego, nie może być przyjaciółką. A rodzice – przecież to twoje życie, cóż oni mogą o nim wiedzieć.

Nie musisz od razu wdrażać w życie ich pomysłów. Prawdą jest, że to ty jesteś najbliżej swojego partnera i wiesz, jak się przy nim czujesz. Ale może czasem warto ich wysłuchać i nieco bardziej krytycznie spojrzeć na kogoś, z kim zechcesz dzielić resztę życia. Jeśli nie dostrzeżesz w nim kogoś, kto z pewnością nie jest dla ciebie, tym mocniej utwierdzisz się w swoich uczuciach.

5. Boisz się, że już zawsze będziesz sama
Poznajesz kogoś, kto wydaje się całkiem w porządku. On wyraźnie się tobą interesuje, a tobie od dłuższego czasu doskwiera samotność. Wszystkie koleżanki i znajome od dawna z kimś się spotykają, a ty w towarzystwie ciągle jesteś w pojedynkę. Postanawiasz więc dać mu szansę i poczekać, co ciekawego rozwinie się z nowej znajomości. Mijają miesiące, a ty przyzwyczaiłaś się do jego obecności w twoim życiu. Brakuje ci jednak większych emocji, z czasem jego osoba zaczyna ci wręcz przeszkadzać.

Najpierw więc zaczynasz zastanawiać się, co robisz u boku tego faceta. Potem męczysz się, ale nie wiesz, jak wybrnąć z tej trudnej sytuacji. Tym bardziej, że on wciąż jest taki, jak na początku i właściwie nie masz się do czego przyczepić.
Inny przypadek – na początku waszej znajomości wszystko toczy się jak w bajce. Oboje szczęśliwi, zakochani, pełni pomysłów i planów na przyszłość. Po pewnym czasie on już nie jest tą osobą, co kiedyś. Rozmijacie się w swoich oczekiwaniach, ale żadne z was nie potrafi się wycofać. Poza tym znacie się już przecież tyle lat. Włożyliście w ten związek tyle czasu i poświęcenia. Nie chcesz myśleć o tym, że rzucasz dotychczasowe życie i wszystko zaczynasz od początku. Męczysz się, coraz częściej wdając się w konflikty z partnerem. A kiedy w końcu wszystko się rozpada, uznajesz, że przecież ten związek nigdy nie mógł się udać…

 

Sylwia Stodulska-Jurczyk

sympatia

Czytaj więcej...

Dlaczego gdy mówimy do mężczyzny, on zawsze wszystko rozumie inaczej?

Na ten temat napisano już wiele książek, pewnie niejedną jeszcze napiszą. Hmm, porozumienie między mężczyzną a kobietą to mit? Najśmieszniejsze jest to, że odpowiedź jest zmienna i zależna od czasu trwania związku i od humoru.

Tak samo często słyszę odpowiedzi:
a) Tak, my doskonale się z mężem, chłopakiem dogadujemy
b) O nie, ile razy ja coś powiem, to on nigdy nie zrozumie

Tak, tak, wiem, kobiety z Wenus, mężczyźni z Marsa. Dwie oddzielne planety, nie mające nic ze sobą wspólnego. Nie, przesadziłam, coś wspólnego mają, obie są planetami. Na temat (nie)porozumienia się między obiema płciami powstała niejedna też anegdotka.
Ja przedstawię tą, taki niewielki quiz. Nie będę podpowiadała sensu wypowiedzi. Proponuję przeczytać i dać do przeczytania swemu mężczyźnie. Uwaga! Zaczynamy..
Kobieta zagląda do swojej szafy, za chwilę słychać rumor i .. cisza. Podchodzi do swojego męża, który czyta gazetę.
- Już żadna spódnica na mnie nie wchodzi. Nie dopinam się po prostu, nie mam już co założyć.
Mąż nadal czyta gazetę. Kilka dni później, kobieta podchodzi do męża - Czy ty wiesz, że nawet bluzki się nie dopinają? No zobacz, tu ciśnie, tu się rozłazi. Nie mam już co założyć kompletnie.
Mąż czyta gazetę. Zbliżają się Walentynki, kobieta z niecierpliwością czeka zadowolona z siebie. Ziarenko zostało zasiane, czy aby zrozumiał? Na pewno tak, przecież wyraźnie mu to zasugerowała. Wraca mąż, zadowolony z siebie podaje żonie pięknie opakowany prezent. Żona szczęśliwa rozpakowuje go i wyciąga … pas odchudzający. Załamana krzyczy do męża:
- To ty na Walentynki kupiłeś mi pas odchudzający?
Mąż zaskoczony odpowiada
- No jak to? Przecież cały czas mówisz o tym, jak utyłaś!

No jak tam poszedł quiz? Na ile procent zaliczony (chodzi mi o panów)? Choć, wiecie co drogie Panie? Ja opowiedziałam tę anegdotkę swojemu mężowi i nieco zaniepokojona zapytałam czy wie, o co kobiecie chodziło? Z ulgą odetchnęłam gdy usłyszałam odpowiedź męża. Tak, wiem o co chodzi. Chciała nowe ubranie. Przyznajcie same, nie cudowny jest mój mąż? Skłaniam się więc ku odpowiedzi a). Żeby jednak nie załamywać pozostałych pań powiem szczerze, nie zawsze tak jest. Czasem to śmieszne, czasem mniej. Przykład? Proszę bardzo ( dla podkreślenia zgrozy sytuacji powiem, że pewnie nie jedna z Pań to usłyszała). Ile razy się zdarzyło, gdy potrzebowałyśmy zaakcentowania przez naszego mężczyznę swojej urody?
- (żona) och, zobacz, przytyłam. Czuję się straaasznie gruba
- (mąż). Nie przejmuj się. Kochanego ciałka nigdy nie za wiele.
I co my robimy? Awantura gotowa:
Tak? Więc uważasz, że jestem gruba? Pewnie. Oczywiście, nic dziwnego, że… to dlatego oglądasz się za… one są szczuplejsze. Od dziś zarządzam dietę, koniec z obiadkami. Tobie też się przyda, myślisz, że jesteś bez zarzutu

etc. etc. Co robi wówczas mężczyzna? Nie ma zielonego pojęcia, o co nam chodzi.
Ok, zejdźmy z wagi – temat drażliwy.

Nie daleko jednak odeszłam, jedzenie. Raz na jakiś czas urywamy się z domu na koleżeńskie ploty. Obiad naszykowany stoi w lodówce, dziecko odrabia lekcje. Żona podchodzi do męża i stara się skupić jego uwagę zabierając gazetę, pilot od telewizora i staje naprzeciwko niego. Mówi do niego wyraźnie i głośno dokładnie wymawiając słowa (swoją drogą rodzi się pytanie dlaczego? Ma nadzieję, że jak nie usłyszy to przeczyta z ruchu ust i zapamięta?).

- Kochanie, pamiętasz, że wychodzę. Co robisz taką minę? Mówiłam Ci to tydzień temu, wczoraj i dziś też. Dwa razy. Aha, ok., przypominasz sobie widzę. Teraz słuchaj mnie uważnie. Słuchasz? W lodówce stoi przygotowany obiad. Zupę trzeba wyjąć i podgrzać na małym ogniu. Pamiętaj, na małym. Mamy coraz mniej garnków. Ostatnio spaliłeś trzy. Na górnej półce w lodówce są kotlety do podgrzania w rondelku. Na małym ogniu. Na kuchence stoją ziemniaki w wodzie, już posolone. Posolone, słyszysz?
Ugotuj je. Ja będę wieczorem to zrobię kolację. Wszystko zrozumiałeś? Wiesz, co masz robić? Na pewno? To pa.
Odpowiedzi męża nie są zanotowane, ponieważ cały wykład siedzi i kiwa głową.

Żona siedzi z koleżankami. Nie może się jednak rozluźnić bo przez cały czas dzwoni mąż pytając, gdzie są ziemniaki, bo nie stoją w lodówce, gdzie są ugotowane kotlety, bo na kuchence ich nie ma. Wreszcie nastaje cisza, wkrótce jednak niepokoi to żonę. Jednak jest telefon – dzwoni dziecko, które pyta kiedy mama wróci do domu bo jest głodne. Na nerwowy krzyk mamy dziecko odpowiada, że tata nie może podejść bo coś tłucze w kuchni. Chyba spalił garnek gotując zupę, ziemniaki są strasznie słone, a kotletów nie znalazł, to zjedli z chlebem. Żona ma dość rozrywki. Wraca pospiesznie do domu, bo dziecko siedzi głodne. Po powrocie do domu widzi swoją pociechę i jej ojca jedzącego zamówioną pizzę. W kuchni sajgon. Zdenerwowana pyta męża, dlaczego nie zrobił obiadu tak, jak mu kazała. Mąż odpowiada poirytowany
- Zupę postawiłem na mały ogień, nie wiem dlaczego się przypaliła, mówiłaś, że ziemniaki są nie posolone, więc posoliłem. A kotletów nie ma. Wszędzie szukałem.
Żona biegnie do kuchni, za chwilę wraca z kotletami.
- Oo (dziwi się mąż) a gdzie były?
- Tam, gdzie mówiłam w lodówce!
- Nie wiem, czemu się denerwujesz. Dziecko było głodne, to zamówiłem pizzę. Zamiast mnie pochwalić, że zadbałem o niego masz do mnie pretensje. Ja nic nie mówiłem, kiedy wychodziłaś z koleżankami, zamiast podać mi obiad, a teraz wysłuchuję pretensji.. itd. itd.
Znany scenariusz? Może być ich więcej. Ale nie teraz drogie panie.
Idę do kuchni – mąż grzeje zupę :)

Czytaj więcej...

Nastały inne czasy, ale mężczyzna musi być mężczyzną

Młode pokolenie pewnie nie pamięta, ale jeszcze moje może sobie przypomnieć czasy, kiedy to mężczyźni zarabiali, a kobiety wyłącznie zajmowały się domem i dziećmi.

No, dobrze, może przesadziłam. W końcu nie jestem aż tak stara. Jak byłam mała, moi rodzice pracowali obydwoje. Skąd więc zdanie powyżej? Może trochę kokieterii? Może przypomniałam jak było w innych domach? A może, co najbardziej prawdopodobne pamiętam domy moich dziadków. Chyba, najszybciej to. Chociaż też ciężko powiedzieć, bo jedni moi dziadkowie mieszkali na wsi i byli rolnikami. Drudzy zaś mieszkali w mieście i mogę z pewnością powiedzieć o byt całej rodziny troszczył się dziadek. W czasie, kiedy babcia zajmowała się domem oraz dziećmi, dziadek wstawał o świcie, szedł budować mosty i drogi w naszym mieście i poza nim. Jest taki mostek (niewielki), którym kiedyś często jeździłam. To ręce mojego dziadka go stworzyły. Mocno odchorował tę pracę, ale najchętniej mówił o mostach. Czuł się szczęśliwy… No dobrze, trochę odbiegłam od tematu. Darujcie wspomnienia, ale tak mi się miło po nich zrobiło.

Teraz nastały inne czasy. Kobiety bardzo chętnie uciekają (?) odnajdują się w pracy zawodowej. Nie, nie, nie widzę w tym nic złego. Sama pracuję, bo bez tego.. Kiedyś spróbowałam – trzy lata po urodzeniu dziecka siedziałam w domu. Ciągła praca i niekończący się trud, bo dziecko nabałagani, mąż nie posprząta. Dziękuję, ale nie. Chociaż fakt, jestem domatorem. Wychodzenie do pracy na etat również nie zawsze zachęca, zwłaszcza jak pogoda jest ponura. Dlatego znalazłam inny sposób – własna firma i działalność w domu. Nie ma nic lepszego (choć i ma minusy), bo pracę trzeba przerwać i obiad zrobić, albo ktoś przerywa. Są to małe niedogodności, za małe, żeby się nimi przejmować. Wyda się komuś, że to, co piszę jest nie na temat. Na temat. Ponieważ mimo tego, że pracuję, nie uważam, że to powinna być domena jedynie kobiet.

Mężczyzna, który nie pracuje… uf ciężki temat do zgryzienia. Jak mówi mój mąż – taki mężczyzna nie czuje się mężczyzną. Może czasem jest miło, może czasem jest to obojętne, ale na dłuższą metę – nie przejdzie. Dlatego mimo innych czasów, silniejszych i mniej uzależnionych od męskiego ramienia kobiet mężczyzna musi czuć się mężczyzną. Nie tylko w strefie zawodowej, ale i w obowiązkach domowych.

Przykład? Proszę bardzo. Od zawsze wykonywałam wszelkie prace, które wiążą się z mężczyznami. Młotek, gwoździe, przepychanie zlewów, zmiana uszczelek, zmienianie koła, mycie auta, wizyty mniej lub bardziej przymusowe w warsztatach – codzienność. Oczywiście do tego „babskie” obowiązki. Mojemu byłemu mężowi to nie przeszkadzało, przeciwnie czuł się świetnie. A ja miałam satysfakcję, jakaż to ja dzielna i daję sobie radę. Z czasem jednak, czułam się zmęczona i zniechęcona. Cóż, chciałam – miałam. Były mąż jak sama nazwa wskazuje, zniknął. Pojawił się nowy partner i tu podkreślam – mężczyzna. Okazało się, że nie muszę przepychać sama zlewu, bo mam obok siebie pomocną dłoń i głowę pełną pomysłów, jak zrobić to, co wydało mi się niemożliwe. Mogę więc odłożyć kombinerki i pomalować paznokcie. Więc ja mam przepchany zlew, a mąż smaczny obiad, który pochwali. Cóż chcieć więcej?

Ale cóż – siła przyzwyczajenia, czy bardziej brak cierpliwości. Bo przecież my kobiety wiemy, że mężczyzna zrobi męską robotę, ale „za chwilę kochanie”. I jak to mówił Faust „chwilo trwaj”. I trwa i trwa ta chwila. A to już dla kobiety ciężkie wyzwanie, ale czeka, czeka i wreszcie dość! Chwyta to, co ma pod ręką i robi. Tak też było w moim przypadku. Skrzypiały drzwi wejściowe i zacinały się przy otwieraniu. Słuchając kolejny dzień ‘tak, kochanie, już za chwilę” poczekałam, aż wyjdzie z domu. Z racji braku odpowiednich narzędzi – „jesteś kobietą, po co ci narzędzia?” uzbroiłam się w kuchenny tłuczek, nóż do pieczywa, pilnik do paznokci, kuchenną rękawicę, olej jadalny i patyczek do czyszczenia uszu poszłam reperować drzwi. Za pomocą tłuczka i rękawiczki ustawiłam skrzywiony zamek, pilnikiem spiłowałam wystającą część drewna, olejem i patyczkiem nasmarowałam zawiasy i już. Drzwi się zamykają i nie skrzypią. Wrócił mąż do domu, spojrzał na mnie taką rozpromienioną, szczęśliwą i pyta
- co masz taką minę? Zrobiłaś coś pysznego?
Stoję za nim i otwieram i zamykam drzwi. On nadal nie rozumie
- co ty robisz?
Odpowiadam już deczko mniej szczęśliwa
- no słyszysz? Nie skrzypi.
Patrzy na moje kuchenne narzędzia i pyta się
- zreperowałaś drzwi? Przecież to męska robota? Dlaczego na mnie nie poczekałaś?
I idzie do pokoju. Satysfakcję trafia szlag, czuję się niedoceniona. Za chwilę wraca do mnie i mówi
- cieszę się, że zrobiłaś to dobrze, ale to męska rzecz zadbać o dom. Ja jestem mężczyzną i powinnaś powiedzieć, żebym to zrobił. Patrzy na mnie i zgaduje co chcę powiedzieć
- to trzeba było powiedzieć, że bardzo ci na tym zależy. Zrobiłbym od razu.
Więc nieodwołalnie, podział jest: kobieta jest kobietą, mężczyzna mężczyzną i każdy ma swoje obowiązki. Nie, nie na sztywno. Kobieta przytrzyma gwóźdź, mężczyzna zmyje. Ale nie wyrywajmy się tak do przodu, wtedy będzie harmonia.
Swoją drogą – szafka mi skrzypi. Ale co tam, poczekam. To nie „babska robota”.

 


 

8-12

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

A gdy facet jest młodszy…

Idąc ulicą widzisz dojrzałą kobietę, pochłoniętą rozmową z młodym mężczyzną. Nic specjalnego, każdy przecież może rozmawiać. Nagle obydwoje łapią się za ręce i obdarzając się namiętnym pocałunkiem, odchodzą. Z jaką myślą zostajesz? „Ale ona ma szczęście. Dorwała takie Ciacho” czy „Jak tak można”?

Słyszę teraz wypowiedź mojej babci „Oni mają z głową coś nie tak. Nikt ich nie nauczył, żeby szukać partnera w swoim wieku? To nie jest normalne!” Ale pytanie: Co nie jest normalne? Pokazywanie swoich uczuć publicznie czy istnienie związku pełnego miłości?

Do niedawna związki „pokoleniowe” budziły konsternację lub nawet kontrowersje. Przyjęty w społeczeństwie dany sposób łączenia się w pary nie mógł odbiegać od normy, czyli „szukam mężczyzny - rówieśnika lub dwa, trzy lata starszego.” Na szczęście norma jest pojęciem względnym i tylko ludzie zaściankowi tudzież „starsi” żyją według ustalonej zasady „tak wypada”, a nie: „chcę być szczęśliwa-za wszelką cenę”.

Choć dzisiaj jesteśmy bardziej przychylni i wyrozumialsi dla par z różnicą wieku, to nie można oprzeć się wrażeniu, że łatwiej nam zaakceptować związek typu on-starszy, ona- młodsza. Wtedy mówimy” przynajmniej dziewczyna ma opiekuna”. A co z parami, w których to właśnie mężczyzna jest młodszy? Kto, kim się opiekuje? Czy kobieta ma poczucie bezpieczeństwa?

Tego rodzaju pytania rodzą się nieustannie i nadal będą się rodzić, a to za sprawą silnego wpływu stereotypów. Powszechnie uważa się, że każdy mężczyzna powinien wybudować dom, zasadzić drzewo i spłodzić potomka. Innymi słowy - być prawdziwą ostoją rodziny. Co za tym idzie, głowa domu-mężczyzna musi być dojrzalszy, mądrzejszy i bardziej doświadczony niż reszta rodziny- Alfa rządzi. Jak to się ma do rzeczywistości? Nijak. Ile jest takich rodzin, w których widać prawdziwego Alfę? Zazwyczaj to właśnie Szyja, nie ważne czy młodsza czy starsza, ma dar rozstawiania wszystkich po kątach. Niestety stereotyp to myśl, pogląd, a traktowany jako wzorzec, nie może przestać istnieć (ale można go przekształcić).

Dlaczego zatem zwracamy uwagę na młodszych i vice versa?
Kobiety decydujące się na tego typu związek to w przeważającej mierze osoby niezależne (również finansowo), posiadające satysfakcjonujący je status w społeczeństwie, a co najważniejsze, to osoby dojrzałe emocjonalnie. Jaki mężczyzna nie zwróciłby uwagi na takie Panie, gdy przez cały czas otacza się „trzpiotkami”, które na pytanie: Dlaczego? odpowiadają: Bo tak? Dojrzała kobieta nie ma problemu z wyznaczeniem własnych celów. Wie, czego chce i wie, jak to osiągnąć. Dlatego też, nie szuka ona nauczyciela czy mentora, z którym „łatwiej będzie przejść przez życie”. Młodszy, szczególnie o wiele młodszy partner, to po prostu bratnia dusza. W takim związku nikt nie narzuca sobie ról „Ty zarabiasz, a ty zajmujesz się domem”. Mężczyzna rozumie, że partnerka spełnia się zawodowo, z drugiej strony, ona zdaje sobie sprawę, że jej ukochany dopiero rozwija skrzydła.

A co z seksualnością?
Jeśli chodzi o sprawy „łóżkowe”, to niemalże perfekcyjny układ. Biorąc pod uwagę statystyki, większość kobiet dopiero po trzydziestce wzmaga częstotliwość uprawiania seksu. Natomiast u mężczyzn wzmożony popęd seksualny pojawia się w wieku studenckim. Takie „statystyki” na pewno cieszą obydwie strony. Poza tym, każda dojrzała kobieta jest w pełni świadoma swojego seksapilu i tego, w jaki sposób reaguje na nią płeć przeciwna.

Wszystko pięknie brzmi, ale jak naprawdę wyglądają relacje takich par, zakładając, że zamieszkują razem pod jednym dachem? Na to pytanie odpowiedziała 48-letnia Weronika. Jakie są relacje między nami? Z pewnością lepsze niż z moim pierwszym mężem. Michała poznałam, gdy byłam tuż po rozwodzie. Wykończona psychicznie, zostałam sama z dwójką przedszkolaków. Gdy w pracy pojawił się nowy kolega, nawet nie zamierzałam się z nim bliżej zapoznawać, zważywszy, że był 10 lat ode mnie młodszy. Po pewnym czasie okazało się, że nie mam z kim zostawiać dzieci, kiedy muszę prowadzić spotkania business’owe. Michał sam zgłosił się na ochotnika. Tak po kilku sesjach „niańczenia” usłyszałam od swoich pociech: „A kiedy wujek nas odwiedzi?”. Tak po 2 lata „wujek” został „ojczymem”. Na samym początku naszego związku, nie wiedziałam czy dobrze robię. On miał 24 lata, a ja nie zamierzałam przyjąć pod dach trzeciego dziecka, sama potrzebowałam wsparcia. Dziś po wielu latach wspólnego życia, wiem, że nic lepszego nie mogło mi się trafić. Michał tchną we mnie życie i zaraził swoją energią. Nauczył mnie: „Nie patrz za siebie, patrz wprzód-tam przecież zmierzasz.” W naszym związku najważniejszy jest szacunek, zaufanie i ciągłe „napędzanie się nawzajem.” To jest dojrzała miłość. Czy czuję się od niego mądrzejsza? W życiu! To ja słucham jego rad. Nigdy mnie nie zawiódł.

Historia Weroniki niszczy pogląd o młodych, lekkomyślnych i nieodpowiedzialnych mężczyznach. Natomiast potwierdza ona powiedzenie: „Nie oceniaj po…wieku.” Znamy wiele opinii, które mówią o późniejszym dojrzewaniu mężczyzn. Ale czy na pewno? A może „dziecinność” to wyjątek?

Bez wątpienia jednak, każdy kij ma dwa końce. Istnieje wiele par, których związek nie przetrwał, ponieważ… No właśnie, dlaczego tego rodzaju „miłość” przestaje mieć rację bytu? Tym razem, wypowiada się 36-letni Marek. Kiedy miałem 26 lat poznałem 43-letnią Marysię. Nasz związek był pełen pasji i fascynacji swoimi osobami. Chociaż w domu okazywaliśmy sobie wiele czułości i zaangażowania, to nie mogłem zrozumieć, dlaczego wśród jej znajomych zawsze jestem „siostrzeńcem”. Po kilku latach rozstaliśmy się, bo na siostrzeńcu się nie skończyło. Byłem cierpliwy, naprawdę, ale kiedy twoja połówka zaczyna ci matkować i „czuwać” nad finansami, to faktycznie coś było nie tak. Poza tym, po pewnym czasie przestała zwracać uwagę na swój wygląd. Nie owijając w bawełnę, robiła się coraz mniej atrakcyjna. Obydwoje doszliśmy do wniosku, że to nie to. Na pewno nie do końca życia.

Bez fascynacji drugą osobą, czy jest starsza czy młodsza, każdy związek się wypala. Jeśli po głowie jednego z partnerów zamiast myśli „Kocham Cię, bo jesteś”, krąży myśl „Kocham Cię, bo jesteś atrakcyjny/a”, to jakakolwiek polemika na temat wieku owych bohaterów nie ma sensu. Zewnętrznie może i eksponują swoją dojrzałość, aczkolwiek wewnątrz, nadal słychać głos dziecka.

Paulina Nawrocka, 23l.
etnolingwistyka UAM




8-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Z małego chłopca w dorosłego mężczyznę. Czy można sprawić by facet wreszcie dorósł?

Podobno mężczyźni nie dojrzewają nigdy. Mówi się, że to duże dzieci. Z jednej strony to dość urokliwe, a z drugiej często może doprowadzać nas do nie lada frustracji.

To prawda, że kobiety są coraz bardziej samowystarczalne, ale tradycyjny model rodziny wcale nie przechodzi do lamusa. Jeśli już jesteśmy MY, to warto by był to związek partnerski, gdzie obie strony dają z siebie po równo. Niestety początki bywają trudne. Facetom czasem wydaje się, że żona to będzie „druga mama”, która upierze, ugotuje, posprząta a jak trzeba będzie, biedactwo do piersi utuli. Ale hola hola! Te czasy minęły bezpowrotnie i zaczęło się prawdziwe życie.

Nie wydaje się Wam, że często dużą winę za takie zachowanie mężczyzn ponoszą ich matki? Zwłaszcza te, które widzą w swoim synu cały świat i wyręczają go ze wszystkiego? Taka ślepa miłość, niestety przynosi więcej złego niż pożytku. Później facet to „ciepła kluska”, która nie potrafi zrobić koło siebie za wiele. Szkoda, że takie matki nie rozumieją, że wychowując syna trzeba przecież przygotować go do życia i tak naprawdę wychować go tak, by kolejna kobieta nie musiała zaczynać od początku. Na szczęście toksycznych matek jest mniej niż więcej. Niestety coraz częściej to sami mężczyźni nie potrafią, lub nie chcą wynieść z domu tego, co mama nauczyła. A dlaczego? Bo tak wygodniej, oczywiście. Myślą, że kobieta ich życia będzie matką, żoną i kochanką, zawsze doskonałą i niezniszczalną.

Najgorsze jest to, że często my kobiety jesteśmy tak zaślepione naszym mężczyzną, zwłaszcza na początku związku, że robimy dla niego i za niego niemalże wszystko. W ten sposób same prowokujemy, że ON nie umie albo nie chce dojrzeć. A on to doskonale potrafi wykorzystać. Tylko, że później, gdy zmniejsza się dawka hormonów szczęścia i oczy otwierają się szerzej, rzeczywistość zaczyna nas przerażać i przerastać. I nagle okazuje się, że mamy w domu biednego, zagubionego małego chłopca, który sam nie wie, czego chce - czyli chyba najgorsza z możliwych wersji faceta w domu!

Zatem, żeby się tak nie zdarzyło, jasno i otwarcie na samym początku ustalajmy zasady. Jak nasz ukochany próbuje wymigać się od obowiązków standardowym „kochanie ty to zrobisz lepiej” nie dajmy się zmanipulować! Pewnie ma rację, pewnie i tak będziemy po nim poprawiać, ale najlepiej by tego nie widział. Chwalmy, chwalmy i jeszcze raz chwalmy! To złoty środek, który działa zawsze i jest naprawdę zachętą do dalszych działań.

Z drugiej strony to trochę straszne i przykre zarazem, że same musimy wywalczyć sobie to, czego oczekujemy „na starcie” i, że musimy wychowywać dorosłego człowieka. A tak by się chciało mieć koło siebie macho, który zawsze wie, jaką decyzję podjąć, który wie, czego chce i nie zachowuje się jak zagubiony w świecie marzeń chłopiec. Kogoś, kto podejmie czasem za nas decyzje na jaki film pójdziemy do kina, kto czasem zaplanuje jak spędzimy wieczór. Ktoś, kto czasem zrobi wszystko za nas.

Jednak „metody wychowawcze” są dużo prostsze, niż by się wydawało. Przykładowo: czy wiecie, co należy zrobić, gdy nie można się doprosić by obraz, który miał zawisnąć na ścianie rok temu nadal leży w kartonie? Owszem, możemy go same zawiesić, ale po co? Niech i ON coś zrobi. Otóż najlepszy sposób, to spokojnym tonem oznajmić: „kochanie wiesz, w przyszłym tygodniu odwiedzi nas tata/brat/sąsiad/przyjaciel, poproszę go by przy okazji zawiesił ten obraz”. Nic nie działa lepiej! Urażone męskie ego i wrodzone poczucie władzy na własnym terytorium są silniejsze niż wszystkie nasze argumenty. Przecież nasze kochanie nie pozwoli by inny samiec, ingerował na jego terenie. I voila! Obraz wisi. I tak jest niemalże ze wszystkim. Wystarczy tylko uderzyć w ten czuły punkt i mamy to, co chcemy.

Sport, gry komputerowe, spotkania z kolegami – to te pasje, na które zawsze mężczyzna ma i znajdzie czas!. I tak jak jestem w stanie zrozumieć, że dorosły facet interesuje się sportem, tak wybaczcie, ale tej mega pasji do gier komputerowych nie jestem w stanie pojąć! Jak można całymi wieczorami siedzieć przed komputerem? A na drugi dzień jeszcze analizować to godzinami z kolegami? Co w tym tak fascynującego? Rzeczywistość oferuje nam każdego dnia tyle atrakcji, że jakoś nie potrzebuję urozmaicać tego bezproduktywną grą w zabijanie wirtualnego wroga albo szukanie skarbu.

Kiedy mężczyzna dorasta?
Nigdy. To już ustalone. Są jednak momenty w życiu, które sprawiają, że potrafi spoważnieć, choć trochę. Wiadomo nie każdy, nie generalizujmy. Ślub, wspólny dom, już nie mieszkanie studenckie i luźny związek – czasem to stanowi przełom w życiu i zachowaniu faceta, potem dziecko. Gdy pojawia się na świecie, mężczyzna jak człowiek pierwotny zaczyna czuć, że jest ważny i w pewnych kwestiach niezastąpiony. Łowca, zdobywca, żywiciel rodziny. Przecież wie, że takie maleństwo jest od niego w pełni zależne. I nagle okazuje się, że jak chce to naprawdę potrafi. A co więcej nie raz się spełnia w nowej roli i odkrywa sam, że bycie dorosłym też jest fajne.

Czy jesteśmy w stanie sprawić by nasz mężczyzna wreszcie dorósł?
Niestety nie ma na to złotego środka. I raczej do końca nie jest to możliwe. Ale ile uda nam się wypracować to nasze, Drogie Panie. Nie ważne, czy prośbą czy groźbą. Grunt czy skutecznie. Czasem udaje się to bardziej, czasem mniej, niekiedy wcale. Wtedy warto się zastanowić czy chcemy mieć w domu kolejne dziecko, które nigdy nie dorośnie, czy chcemy faceta 100% testosteronu w testosteronie (albo, chociaż w sporej części). Wybór należy do nas. I choć nierzadko wiąże się to z naszą ciężką pracą i ogromem cierpliwości, to warto.

Tak naprawdę mężczyzna starzeje się, ale nie dorasta nigdy. Może nas to irytować, możemy rwać sobie włosy z głowy, albo możemy to zaakceptować. Jeśli tylko potrafi w trudnych sytuacjach być oparciem, głową rodziny i umie stanąć na wysokości zadania, to te drobne rzeczy, które sprawiają, że nadal ma coś z dziecka…ech… cóż, szczerze? Ja je poniekąd cenię. Inaczej chyba strasznie wiałoby nudą. Życie jest tak poważne, że szkoda wciąż mówić o nim poważnie, czasem takie urozmaicenia dodają mu smaczek.

A tak między nami… Czasem strasznie zazdroszczę facetom tego luzu, tego, że to dziecko nigdy w nich nie zasypia. Dlatego właśnie im żyje się łatwiej, potrafią zamknąć się w swoim chłopięcym świecie i choć na chwilę oderwać od problemów.

Niech mój mąż będzie sobie czasem tym małym dzieckiem, tylko niech nie przekracza limitu :)

Magdalena Zbytek-Książkiewicz, 30l.




8-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Kiedy w związek wkrada się rutyna i nuda... Jak temu zapobiec?

Początek znajomości między mężczyzną i kobietą to najbardziej emocjonujący czas. Najpierw dokładamy starań, by tę drugą osobę do siebie zachęcić, zaimponować czymś, co sprawi, że jej zainteresowanie będzie rosło i będzie chciała nas poznać bliżej.

Kiedy już się to uda, chcemy na każdym spotkaniu wypaść jak najlepiej. Nie ma mowy, by wyjść z ukochanym do kina, czy na kawę w tym samym stroju, który miałyśmy na sobie poprzednim razem, z niezadbaną fryzurą, czy bez makijażu. Chcemy wyglądać tak, aby nie mógł oderwać od nas wzroku i żeby absolutnie nie przyszło mu do głowy obejrzeć się za inną.

Panowie również przykładają dużą wagę do tego, by nas powalić na kolana. I nie chodzi tylko o to, że są świeżo ogoleni i pachnący, mężczyźni potrafią zupełnie nieźle komponować ubranie i zachwycić dobrym gustem.

Kiedy tzw. pierwsze lody są już przełamane i czujemy się w swoim towarzystwie wystarczająco swobodnie, chcemy przeżywać wspólnie jak najwięcej chwil. Pomysłów nigdy nie brakuje. Nieważne, czy pójdziemy na szarlotkę do ulubionej cukierni, posiedzimy w parku, ciesząc się sobą, czy wybierzemy razem do pubu. Sama myśl, że robimy coś razem jest niesamowita.

Jeśli jeszcze nie mieszkamy razem, czułe pożegnania, tęsknota i zwykły SMS o treści „dobranoc”, sprawia, że czujemy się szczęśliwi, bo wiemy, że jest ktoś, kto o nas myśli. Po pewnym czasie nabywamy przekonania, że to jest osoba, z którą chcemy iść przez życie. Mamy te same pasje, potrafimy rozmawiać ze sobą przez pół nocy, śmiać się z tych samych dowcipów, oglądać te same filmy. Nadchodzi więc moment na poważne decyzje związane z przyszłością. Albo postanawiamy się pobrać, albo po prostu zamieszkać ze sobą, by mieć dla siebie więcej czasu, bez konieczności rozstawania się na dłużej, niż wymaga tego praca.

Najpierw nieopisana radość łączy się z pewnymi obawami. A co, jeśli nie sprawdzę się w roli żony? Może on ma inne wyobrażenia na temat naszego partnerstwa? Znów dochodzimy do momentu, w którym musimy się starać.

Poznajemy swoje przyzwyczajenia i chcemy im sprostać, by najzwyczajniej w świecie sprawić sobie przyjemność.

Jednak po kilku latach jesteśmy już pewni, że wiemy o sobie wszystko. Pojawia się monotonia a każdy dzień zaczyna przypominać jakiś niepisany schemat. Wstajemy rano, każde je śniadanie w biegu, spieszy się do pracy. Jeśli wychowujemy dzieci, to przygotowujemy poranny posiłek dla wszystkich, wkładamy drugie śniadania do woreczków i zajmujemy się codziennymi czynnościami. Potem dom po kolei zapełnia się domownikami, obiad i zaczynamy zdawkowe rozmowy, typu: „Jak tam w szkole? - Ok.”. „Jak w pracy? - W porządku.” I właściwie każdy zajmuje się swoimi sprawami. Dzieci biegną do komputera, mąż siada przed telewizorem a Ty zabierasz się do mycia naczyń po posiłku, potem pranie, sprzątanie i padasz z nóg….

Jeśli zaś jesteście tylko we dwoje, również może dopaść Was znudzenie. On woli wyjść wieczorem na mecz z kolegami, Ty biegasz do koleżanek na pogaduchy. Do kawiarni już nie chodzicie, bo przecież kawę można wypić w domu. Do kina nie ma sensu iść, skoro prawie każdy posiada dziś płaski, ogromny telewizor. Zmęczenie nie pozwala nieraz na romantyczny, pełen uniesień wieczór. Zamiast seksownych haleczek zakładasz wygodną, bawełnianą piżamę do łóżka. Wyczerpani codziennymi obowiązkami nie macie nastroju na spontaniczne zbliżenia. W Waszej sypialni zieje nudą…!

Po pewnym czasie stwierdzasz, że właściwie nie masz już chęci, ani siły, by zadbać o siebie, w końcu nic się nie stanie jak jutro umyjesz włosy, albo pochodzisz cały dzień w dresie. Przecież po tylu wspólnych latach nie będziesz mu otwierać drzwi w szpilkach, miniówce i bluzce z dekoltem, bo pomyśli, że zgłupiałaś, albo, że go zdradzasz. I tak rodzi się prawdziwy wróg związku - rutyna.

Aby do niej nie dopuścić, przede wszystkim oboje musicie pozbyć się błędnego myślenia. Zwykle sądzimy, że taka jest kolej rzeczy- najpierw silne zauroczenie, potem głębokie poczucie stabilizacji, bez tej ekscytacji partnerem, która była, kiedy się poznaliśmy. Myślimy, że to normalne, skoro wybrał właśnie mnie i zbudowaliśmy poważny związek, to znaczy, że jest już mówiąc językiem potocznym „zaklepany” i etap starań jest już zakończony. Jednak w dalszym ciągu każdy z nas potrzebuje oprócz tej więzi zwykłych bodźców, dotyku, pocałunków, przytulania. Przecież najlepszym lekarstwem na trudności, z którymi musimy się zmagać każdego dnia, jest właśnie to, że możemy podzielić się naszymi odczuciami z drugą, bliską sercu osobą. Dzięki jej czułości możemy oderwać się od szarej rzeczywistości.

Aby ożywić relacje z partnerem, naprawdę nie potrzeba wiele wysiłku. Podstawową zasadą jest to, by jak najwięcej rzeczy robić wspólnie. Nie pozwalajmy na to, by nasze życie toczyło się gdzieś obok niego. Jeśli w większości Wasz wolny czas wygląda tak, że Ty rozwiązujesz krzyżówkę, a On przerzuca kanały w tv, to pora na zmiany. Wybierzcie się w miejsca, w których wcześniej bywaliście. Usiądźcie przy tym samym stoliku w restauracji, zamówcie te same dania, co kiedyś i powspominajcie, jak było wtedy. Zapewne skończy się tak, że oboje będziecie zaśmiewać się do rozpuku ze swojego zachowania podczas pierwszej randki.

Może warto wygospodarować trochę czasu, by zaplanować sobie wycieczkę w weekend? Na pewno nieraz marzyliście, by zwiedzić jakieś ciekawe plenery. Zróbcie to. A kiedy nie ma takiej możliwości, wystarczy zwykły spacer, nieważne, czy sami, czy z dziećmi, byle wspólnie.

 

Dobrym pomysłem są też drobne niespodzianki. Słuchajcie się uważnie nawzajem, może on ma ochotę zjeść coś, czego od dawna nie miałaś czasu przyrządzić. Z pewnością mile go zaskoczysz podając kolację z jego ulubionym przysmakiem w roli głównej. Jeśli lubi słuchać muzyki jakiegoś zespołu, który właśnie wydał płytę, a Ty mu ją uroczyście wręczysz, tak zupełnie bez okazji, również będzie zachwycony.

Nie szczędźcie też sobie czułych słów. Znacznie więcej radości przyniesie krótki SMS, gdy wiesz, że właśnie siedzi w pracy, że myślisz o nim i nie możesz się doczekać, kiedy wróci, niż suche pytanie: „Kiedy będziesz, bo nie wiem, na którą robić obiad?”

Przypominanie, że ukochana osoba wciąż jest dla nas najważniejsza, niewiele kosztuje, a potrafi dodać skrzydeł.

Receptą na udany związek podzieliła się ze mną 36-letnia Julia:

„Jesteśmy małżeństwem od dziesięciu lat. Oboje wiemy, że o związek trzeba zabiegać cały czas. To prawda, że nieraz po ciężkim dniu nie ma na nic ochoty. Ale tak naprawdę liczą się nawet drobne gesty. Nawet kiedy oglądamy wspólnie film na DVD, siedzimy przytuleni do siebie. Uwielbiam, kiedy on komentuje niektóre sceny, potrafi rozbawić mnie do łez. Kiedy mamy wolne, gotujemy razem. Nie ma wiecznego wypychania, ty zrób herbatę, a ty zajmij się dziećmi, odciążamy się nawzajem z obowiązkami. Wychodzimy także wspólnie, wiadomo, że mając rodzinę nie zawsze można pozwolić sobie na późną kolację w lokalu, ale lubimy np. wybrać się do znajomych na grilla, dzieciaki dokazują po ogrodzie, a my też mamy czas na rozmowy i relaks. Ostatnio razem postanowiliśmy zrobić remont kuchni, co prawda ja niewiele się na tym znam, ale pomagałam, ile mogłam. Po wielu zmaganiach wreszcie się udało, usiedliśmy na podłodze zmęczeni, ale szczęśliwi, jakbyśmy dokonali niewiarygodnego cudu. Kiedy w zeszłym tygodniu mąż musiał wyjechać w delegację, wstałam rano i znalazłam na lodówce przyczepioną magnesem krótką informację: „kocham Cię. Będę tęsknił.” Serce mi podskoczyło do góry. Snułam się po domu i brakowało mi go jak nigdy. Takie właśnie drobnostki, fakt, że myślimy o sobie nieustannie sprawiają, że nie ma miejsca na ochłodzenie uczuć.”

Żeby odnieść prawdziwy sukces i nie poddać się rutynie, potrzeba pracy obojga partnerów. To nie może być tak, że Ty się starasz ze wszystkich sił, wymyślasz wspólne zajęcia, umawiasz Was z przyjaciółmi, a on kręci nosem, że mu się nie chce i najchętniej spędziłby dzień w fotelu. Warto porozmawiać szczerze o naszych oczekiwaniach, o tym, co nam się nie podoba. Obraz wiecznie naburmuszonego faceta spoglądającego znad gazety, albo kobiety spędzającej większość wieczoru na portalach społecznościowych, nie pobudzi wzajemnej fascynacji.

Trzeba pamiętać, że oprócz tego, że tworzycie podstawową komórkę społeczną, jesteście wciąż parą zakochanych w sobie osób, mających swoje pragnienia, potrzebujących bliskości. Nie myślcie, że w związku wszystko Wam się należy. Jeśli już udało się odnaleźć tą jedną, wielką miłość, to dbajcie o nią z całych sił!

Agnieszka Witkowska, 31l.




7-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Internet - lek na samotność?

Żyjemy szybko. Praca, studia, dom, jakiś obiad (byle co), może program w telewizji, czasem wyjście ze znajomymi, obowiązki domowe i rodzinne. Wszystko w pośpiechu, ledwo znajdziemy czas dla siebie. Przy tym całym zabieganiu często czujemy się samotni.

Nie mamy z kim porozmawiać wtedy, kiedy tego potrzebujemy, bo każdy zajęty jest swoim życiem i rzadko znajduje czas dla drugiej osoby, a jeśli już, to woli się bawić i odreagować niż słuchać wynurzeń smutnej koleżanki.
Z drugiej strony słuchanie wiecznie narzekających sąsiadek, męża czy koleżanek z pracy także męczy i mamy tego dość. Być może dlatego tak wielu z nas szuka pomocnej dłoni w Internecie. Jest on obecnie na tyle powszechnym zjawiskiem, że często zanim pójdziemy do lekarza, sami próbujemy zdiagnozować swoją chorobę wpisując objawy w wyszukiwarkę google.pl lub na forach internetowych. Dlaczego zatem nie poszukać lekarstwa na problemy związane ze sferą emocjonalną? Znaleźć internetowych przyjaciół, którzy będą dla nas mieli więcej czasu i cierpliwości niż najbliżsi?

Wcale nie jest to takie trudne. W Internecie aż roi się od różnych witryn, na których można znaleźć chętnego rozmówcę, a nawet ich kilku.
Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę „szukam przyjaciela”, a wyświetli się nam mnóstwo forów i stron, gdzie zamieszczane są tego typu ogłoszenia. Przykładem może być www.adpedia.pl/towarzyskie/przyjaciele. Po wejściu zobaczymy wiele linków do osób, które chciałyby porozmawiać z kimś przez Internet, ale także w realu, np. Pani z Oleśnicy napisała: Szukam przyjaciółki (najlepiej w okolicach trzydziestki), która potrafiłaby znaleźć czas na wspólne rozmowy, spędzanie czasu. Jest mi smutno, bo choć mam wspaniałego partnera i cudowną córeczkę to brakuje mi kobiecych rozmów, wspólnych zakupów, aktywnego spędzania czasu. Mam dość osób wyłącznie narzekających na życie, choć wiem, że czasem rozmowa o ciężkiej sytuacji każdemu jest potrzebna. Czy są jeszcze takie osoby??? Jest to przykład kobiety chcącej odpocząć od codzienności, a przy tym tęskniącej za zwykłymi babskimi rzeczami.

Czasem każdej z nas brakuje takich wieczorów czy dni, podczas których chętniej byśmy coś zrobiły z jakąś przyjaciółką, odpoczęły od domowych spraw i spędziły czas z inną kobietą w podobnym wieku, z którą mogłybyśmy troszkę zaszaleć.

Nieco inne podejście ma osoba, która na tym samym portalu zamieściła takie oto ogłoszenie: Zależy mi na poznaniu i zaprzyjaźnieniu się z kilkoma dziewczynami. Chciałabym stworzyć taki rodzaj babskiego teamu do wspierania się nawzajem i do oderwania się od codziennego rytmu. Empatia pożądana. Dystans do siebie i świata wskazany. Reszta bez znaczenia. Najlepiej w wieku 23- 30 .

Fajny pomysł - stworzenie paczki przyjaciółek, które będą się nie tylko ze sobą świetnie bawiły, ale także wspierały i pomagały sobie nawzajem.

Podam jeszcze jeden przykład takiego ogłoszenia: Witam. Jestem 27-letnią mamuśką 2 maluszków, mieszkającą za granicą. Poszukuję kogoś z kim bym mogła sobie poklikać zwłaszcza wieczorem gdy facet zajęty gra na komp., a dzieciaki śpią, ponieważ mimo obowiązków czuję się samotnie. Ta Pani podała w swoim ogłoszeniu główny powód poszukiwań przyjaciół w Internecie: samotność. Uczucie, które w dzisiejszych czasach jest plagą. Aby się go pozbyć sięgamy po najróżniejsze środki. Nieraz są to silniejsze używki takie jak alkohol, który jednak bardziej szkodzi niż pomaga.

Internet natomiast nie tylko okazuje się być zbawieniem dla osób, które nie mają czasu na utrzymywanie stałych znajomości w realu ze względu na nadmiar obowiązków, a chciałyby z kimś porozmawiać, ale także pozwala na znalezienie prawie dokładnie takiej osoby, jakiej byśmy w danym momencie potrzebowali. Czy szukamy młodej matki, z którą wymieniałybyśmy doświadczenia i obawy, czy szalonej studentki, czy przyjaciółki o podobnych zainteresowaniach... Można powiedzieć: od wyboru do koloru. Na różnych forach oraz stronach dotyczących jednego hobby wypowiadają się ludzie szukający kontaktu z kimś, kto ma takie same zainteresowania, także bez trudu możemy znaleźć bratnią duszę.

Chciałabym wspomnieć jeszcze o czatach. W przeciwieństwie do wyżej wymienionych witryn są one czymś, co dzieje się tu i teraz o każdej porze dnia i nocy. Zawsze ktoś „siedzi na czacie”. Możemy wybrać sobie odpowiedni pokój, ponieważ na czatach istnieją podziały np. ze względu na region, hobby, wiek itp. Jeśli potrzebujemy porozmawiać z kimś natychmiast, taka forma jest jak najbardziej pomocna.

Istnieją też negatywne strony nawiązywania znajomości przez Internet. Po pierwsze wielu z nas traci wtedy kontakt z rzeczywistością. Po co zagadywać do kogoś obcego w realu, skoro można wejść na forum i być anonimowym? Nie ma problemu, jeśli się ośmieszymy, to nie będziemy musieli spojrzeć tej osobie prosto w twarz... Z drugiej strony nigdy nie wiemy, kto jest naszym rozmówcą i zaufanie do takiej osoby powinno być ograniczone, ponieważ może ona wykorzystać podane przez nas informacje do własnych celów.

W Internecie roi się od różnego typu ludzi nie mających dobrych intencji. Poza tym pójście na łatwiznę nie zawsze kończy się dobrze. O wiele lepiej mieć kogoś w realnym świecie, kto w razie potrzeby przyjdzie i pomoże, niż wirtualnego przyjaciela. Zatem jeśli czujemy się samotni i chcemy sięgnąć po pomoc w Internecie, uważajmy na wszelkie odstępstwa od normy w rozmowie. Unikajmy spotkań w realu czy pokazywanie twarzy, a najlepiej postarajmy się znaleźć kogoś, kto szuka poprzez strony internetowe znajomości, która będzie się rozwijała w rzeczywistym świecie. Rozejrzyjmy się także za przyjaciółmi wokół nas. Kto wie, może wielu ludzi mijanych przez nas codziennie w pracy, na studiach czy w bloku także potrzebuje przyjaźni takiej, jak my...

Anita Karolczak, 22l.

 


 

5-12

 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Boją się kobiet 4S?

Wśród atrakcyjnych, dobrze wykształconych, zamożnych singielek mieszkających w wielkich miastach panuje przekonanie, że trudno im znaleźć stałego partnera, ponieważ większość mężczyzn boi się 4S, czyli Samowystarczalnych Samodzielnych Seksownych Singielek.

 

Singielki uważają, że sprawiając wrażenie kobiet bardzo samodzielnych w różnych sferach życia, nie tylko pod względem ekonomiczno-finansowym, ale także w codziennym funkcjonowaniu komunikują otoczeniu, że nie potrzebują mężczyzny u swojego boku, ponieważ doskonale sobie ze wszystkim radzą same.

 

Dobra kobieta to posłuszna kobieta?
- Jestem za silną kobietą, bo ja jestem fajną kobietką, potrafię być miła, kochana, bo taka jestem, ale też potrafię, jak mi to powiedział chłopak na odchodnym, że potrafię tupnąć nóżką – mówi Hanna, 37 lat. – Po czym wziął sobie młodszą o sześć lat dziewczynę, zapatrzoną w niego. Ja też wiem, że na pierwszy raz to się mną każdy facet zachwyca, a potem przy bliższym poznaniu tracę, bo jestem inna, niż oczekiwali. Mężczyźni się mnie boją, chcą, żeby kobieta była mądra, inteligentna, a tak naprawdę - lepiej, żeby się słuchała. Może to jest tak, że to mężczyźni zniewieścieli, a kobiety zmężniały i to się gdzieś tak rozbiegło. Ale to tak jest, że kobiety na wysokich stanowiskach są same, bo jak one mają już wszystko, to nie potrzebują już tego faceta. Choć uważam, że taki dojrzały facet to raczej to doceni, niż ucieknie.

Z rozmów z singielkami wynika, że część z nich uważa, że większość mężczyzn boi się po prostu kobiet zdecydowanych, mających własną opinię na każdy temat, potrafiących podejmować decyzje. Ich zdaniem mężczyzna lubi dominować nad partnerką nie tylko w sferze zawodowej, ale i domowej. Singielki uważają, że większość mężczyzn na żony czy dziewczyny wybiera sobie tak zwane "głupie blondynki" lub "szare myszy", gorzej wykształcone, mniej inteligentne, najczęściej dużo młodsze, którymi po prostu "da się kierować".

 

"Kotku, pomóż, bo niunia nie umie"
- Nie muszę sobie męża szukać - tylko po to, żeby mieć dach nad głową, żeby mnie podwoził, załatwiał różne sprawy, jednym słowem utrzymywał i sprawował opiekę – zapewnia Małgosia, 34 lata. – Są takie kobiety przecież, wieczne małe dziewczynki, słodkie do bólu, infantylne, którymi trzeba się zająć, wyręczyć, zaopiekować, wszystko załatwić. Oczywiście wtedy facet czuje się na maksa potrzebny, bo taka panna nic sama nie umie zrobić. Robi tylko wielkie zdumione oczy, mówiąc: "Kotku, pomóż, bo niunia nie umie".

 

- Może przesadzam, ale znam takie kobiety - mówi dalej Małgosia. - Tylko ja chcę związku partnerskiego, a nie relacji tatuś - córeczka, bo jeden tatuś mi wystarczy. Tylko problem w tym, że mam wrażenie - choć może mylne - że wtedy taki facet nie czuje się potrzebny, bo przecież ja umiem wszystko załatwić i nie uwieszam się na nim. Faceta potrzebuję do miłości, do niczego innego. Chcę z nim założyć rodzinę i być szczęśliwa.

Na forach internetowych można znaleźć wiele dyskusji na ten temat. Mężczyźni, którzy się na nich wypowiadają zwracają uwagę na to, że singielki są jakby kobietami z "innego świata wartości", że cenią ponad wszystko niezależność i wolność, samorealizację. Uważają oni, że takie kobiety nie są w stanie poświęcić wystarczającej uwagi i czasu na budowanie stałego związku, bo są zbyt zajęte przede wszystkim karierą zawodową.

 

Łowczynie sukcesów i seksu
- Też kiedyś trafiłem na taką singielkę, gdzie - albo sesja, albo praca nie pozwalały na zaangażowanie się – wspomina forumowicz Radomsky. - I chodź wiem, że była o mnie zazdrosna i jej się podobałem, to nic z tego nie wyszło, aż w końcu dałem sobie spokój. Później "na trzeźwo" oceniłem jej charakter i stwierdziłem, że po prostu do siebie nie pasujemy. Ja chciałem jej poświęcać dużo czasu, a ona była łowczynią sukcesów zawodowych, niestety.

Poza tym panowie podkreślają, że część kobiet 4S nie chce budować trwałych relacji, ponieważ mężczyzna jest im potrzebny "tylko" do łózka. Problem zaczyna się wtedy, kiedy mężczyzna się w taką relację angażuje na poważnie, a dziewczyna nie. Pojawiają się komentarze panów - przyznających, że byli w związkach, czasem długotrwałych, myśląc, że są one perspektywiczne.

Jednak po próbie deklaracji bycia razem czy nawet oświadczyn, dowiadywali się, że ich partnerki nie traktują ich związku poważnie, tylko jako formę zaspokojenia potrzeby bliskości fizycznej i przyjemności z seksu.

- Jaki ma sens usidlać singielkę? – pyta na forum Taki Jeden. – Byłem w takim niby związku, ona piękna i na eksponowanym stanowisku i z widokami na normalny układ. Tak mi się wydawało. Nic z tego. Trwało to dwa lata. Dla niej liczył się tylko seks. I kompletnie nic poza tym.

Facet musi być facetem
Trzecim powodem, o którym piszą mężczyźni na forach jest to, że nie każdemu dane jest robić oszałamiającą karierę zawodową, dobrze zarabiać, mieć piękny apartament i jeździć drogim autem. Uważają, że jeśli nie ma się na koncie sukcesu zawodowego i materialnego - jednym słowem nie jest się "kimś" – to nie ma szans na to, żeby takie dziewczyny zainteresowały się "przeciętnym" chłopakiem.

- Dużo jest ludzi samotnych, którzy nie znaleźli drugiej połowy, bo muszą mieszkać z rodzicami i robią karierę za około 1500 złotych i jakoś ciężko tym zaimponować kobiecie – uważa kolejny forumowicz. – Jak się już trafi ta druga połowa, która mogłaby dołożyć swoje drugie 1500 złotych to jest często "sukowata" :)

Pytanie brzmi, czy te kobiety i ci mężczyźni są w stanie dostrzec coś poza utartymi stereotypami na temat płci przeciwnej. Wyjść poza schematyczne myślenie, zaszufladkowanie zachowań i potrzeb.

Na pozór silne i niezależne singielki potrzebują męskiego ramienia, na którym mogą się oprzeć, i nie chcą wcale żyć jedynie z superbohaterem. Z kolei panom podobają się kobiety, które wiedzą, czego chcą od życia, są samodzielne i zaradne – byleby pozwoliły na to, by jednak "facet pozostał facetem".

 

Julita Czernecka

sympatia




5-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS