Menu
logo tjk main

Jak mówić, by nas słuchano

jak mowic net1Doskonały wybór dla tych, którzy chcą opanować lub udoskonalić swoje zdolności oratorskie.

Dzięki tej lekturze szybko dowiesz się w jaki sposób komunikować się z dużym audytorium, przekonać innych do swoich racji, ale również jak zabłysnąć elokwencją podczas mniej oficjalnych spotkań. Pozycja obowiązkowa nie tylko dla wykładowców, managerów czy trenerów. Pomaga ona również lepiej komunikować się z najbliższymi. Autorka przedstawia w książce proste techniki i metody pomagające przełamać naturalny lęk przed publicznymi wystąpieniami oraz rady jak się prezentować w trakcie mówienia. Podkreśla również, że ważny jest całokształt występu, a nie tylko treść przemówienia. Dzięki systematycznym ćwiczeniom każdy może stać się mówcą doskonałym.

Dzięki  metodom zawartym w tej książce:

•    zrobisz dobre, pierwsze wrażenie
•    wzbudzisz szacunek u słuchaczy
•    zainteresujesz audytorium
•    zyskasz pewność siebie w trakcie mówienia
•    będziesz wyluzowany
•    pozbędziesz się stresu

Notka o autorce:
Iwona Majewska-Opiełka: psycholog, mówca motywacyjny, doradca w zakresie rozwoju osobowości i trener liderów. Prekursorka i jedna  z najciekawszych postaci ruchu rozwoju potencjału człowieka w Polsce. Charyzmatyczna, budząca entuzjazm - inspiruje i porywa do działania. Założycielka Akademii Skutecznego Działania Iwony Majewskiej-Opiełki, oferującej unikatowy, oparty na spójnej koncepcji program szkoleń. Jest autorką 18 książek z dziedziny samodoskonalenia, w tym takich, jak: Akademia Sukcesu, Umysł lidera, Wychowanie do szczęścia, Sukces firmy, Ku doskonałości, Czas kobiet, Droga do siebie, Siła kobiecości i Trener osobisty. 365 dni z Iwoną Majewską-Opiełka, Sprzedaż i charakter, Logodydaktyka. Droga rozwoju oraz najnowszej „Logodydaktyka w edukacji”.

_____________________________________________________

Tytuł: Jak mówić, by nas słuchano
Autor: Iwona Majewska-Opiełka
Data wydania: styczeń 2015
ISBN: 978-83-7489-586-6
Oprawa: miękka
Format: 120 x 195
Liczba stron: 176
Cena: 24,90
Patronat: Lady Business Club, Magazyn Madame
WWW:  http://www.gwp.pl/14173,jak-mowic-by-nas-sluchano-psychologia-pozytywnej-komunikacji-2015-.html

Czytaj więcej...

Emocje - jak to jest u kobiet a jak u mężczyzn?

Otaczają nas z każdej strony. Przeszkadzają, martwią, utrudniają życie. Pomagają, uczą, przypominają kim jesteśmy. Jesteśmy tylko ludźmi i szargają nami emocje.

Człowiek jest w stanie przeżywać cały katalog zróżnicowanych uczuć. Strach, wstyd, poczucie winy, złość, smutek, wstręt, zawód, lęk, zazdrość, niepewność, bezsilność, żal. Na szczęście wiele jest także tych miłych. Miłość, radość, zachwyt, euforia, nadzieja, podniecenie. Każde z nich wprowadza nas w określony stan, nad którym czasem nie możemy zapanować. Na tym właśnie polega podstawowa różnica między kobietą a mężczyzną. Nad opanowaniem. Tak naprawdę bowiem, panowie odczuwają wszystko równie mocno, jak panie. Odpowiada za to część naszego mózgu, która w budowie jest taka sama dla obu płci - ciało migdałowate. Jest ono czymś w rodzaju centrali - odbiera bodziec i decyduje o reakcji emocjonalnej całego organizmu.

W zakresie podstawowych emocji nie różnimy się też od innych ssaków. U ludzi jednak, w procesie socjalizacji, rozwinęły się bardzo subtelne i złożone uczucia oraz różne formy ich ekspresji. Przede wszystkim zaś zdolność do hamowania reakcji lub powstrzymywania się od niej.

Czy zatem u kobiet, które znane są z większej ekspresywności, zwierzęca natura bierze górę?

Nie od dziś wiadomo, że to samo zdarzenie zupełnie inaczej wpływa na kobiety niż na mężczyzn. Ustaliliśmy już, że prawdopodobnie jednak odczucia są podobne. Wszystko jest kwestią wychowania. Od najmłodszych lat, chłopcy są uczeni hamowania emocji, karceni za nadmierne płakanie i „mazanie się”. Podział na silnego nieustraszonego łowcę i jego kruchą, dbającą o dzieci kobietę jest tak stary, jak istnienie ludzkości. Trudno się więc dziwić, że nie jest łatwo zmienić taki schemat. I dobrze, nam kobietom, potrzebni są opanowani partnerzy, którzy zajmą się naszymi zszarganymi nerwami.

Niestety, kobiece humory potrafią skruszyć nawet najbardziej cierpliwego faceta. Kiedy nagle, nie wiadomo skąd, zaczynamy płakać. Ze szczęścia, smutku, bezradności? Kto je tam wie! - powiedziałby mężczyzna. No trudno, wiemy, że panowie mają znacznie mniej rozwiniętą inteligencję emocjonalną i nie potrafią prawidłowo rozszyfrowywać uczuć. Nie zmienia to jednak faktu, że kulimy się w fotelu, przytulamy do poduszki i szlochamy. Czasem przez to, że z ulubionego programu odpadła nasza faworytka, czasem gdy umiera główny bohater filmu. A może akurat ubzdurało nam się, że jednak „on” nas tak nie kocha. Niezależnie od tego czy smuci nas błahostka, czy naprawdę poważny problem, nic tak nie pomaga jak wtulenie w ramię ukochanego. Może być też kubek gorącej czekolady, porcja lodów albo zakupy.

To, że często szargają nami emocje, nie znaczy, że nie potrafimy sobie z nimi radzić. Może to lepsze rozwiązanie niż męskie tłumienie wszystkiego w sobie.

Jedną z bardziej charakterystycznych cech płci pięknej jest gadulstwo i bogata gestykulacja. Oczywiście są wyjątki, ale zostańmy jednak przy stereotypie. Właśnie w ten sposób dajemy ujście naszym przeżyciom. Zarówno tym pozytywnym, jak i negatywnym. Po udanym dniu, pełnym niespodzianek i miłych momentów, musimy z siebie wszystko wyrzucić. Kogo spotkałyśmy, kto krzywo spojrzał, co nam się udało, a co nie powiodło. Taka już nasza urocza natura i lepiej z nią nie walczyć. Jeśli bowiem się nas nie słucha albo chociaż nie udaje, potrafimy się naprawdę rozzłościć. Potrzebujemy zainteresowania! Nie trzeba się nad nami rozpływać, ale poświęcenie uwagi może zaoszczędzić sporo stresu obu stronom. Zwłaszcza kiedy chcemy porozmawiać właśnie o uczuciach. Są to najtrudniejsze tematy do przeprowadzenia między kobietą a mężczyzną. Jakkolwiek bowiem starałybyśmy się wytłumaczyć panom, o co nam chodzi, dla nich to czarna magia. Te niuanse, które nas drażnią, potrafią doprowadzić do dzikiej awantury tylko dlatego, że on nie wie, o co nam chodzi.

Nie ma sensu przyglądać się każdej emocji z osobna. Wiemy przecież, że często je okazujemy. Ale czy wszystkie łatwo jest załagodzić? Co się dzieje, kiedy zazdrość przesłania nam oczy? Ona właśnie jest jedną z najsilniej odczuwanych przez kobiety. Nie jest to w żaden sposób uwarunkowane naukowo, po prostu źle znosimy krzywdę i odrzucenie. Jeśli więc na horyzoncie pojawia się zagrożenie, czy to w stosunku do naszego wybranka, czy stanowiska w pracy, wpadamy w lekką panikę. Robimy się ostrożne i podejrzliwe. I nikt nam nie wytłumaczy, że wszystko w porządku, dopóki nie przekonamy się o tym na własnej skórze.

Potrafimy jednak przeżywać też pozytywne emocje. Tą najpiękniejszą i najbardziej przez nas pożądaną, jest miłość. Kiedy wiemy, że choćby walił się świat, nic nam nie przeszkodzi, i że ten Jedyny na pewno nie sprawi nam bólu. W takiej miłosnej euforii kumulują się radość, zachwyt, ekscytacja, nadzieja i wzruszenie. Łączą się one w jedynym w swoim rodzaju tańcu. Właśnie wtedy stajemy się nad wyraz gadatliwe, ruchliwe i uśmiechnięte. Nie potrafimy tłumić swego szczęścia bo chcemy, żeby dowiedział się o tym cały świat!

To wszystko jednak my kobiety, już wiemy. Znamy swoje wady, przyzwyczajenia i specyficzną naturę. Co jednak o emocjonalności kobiet sądzą mężczyźni?

Zadałam kilka pytań Adamowi (22l.), który w moim odczuciu całkiem nieźle radzi sobie w rozszyfrowywaniu damskich rozterek.
Jak reagujesz, gdy nagle Twoja dziewczyna wpada w atak paniki?
Jeśli znów panikuje, myślę sobie „o znowu coś sobie ubzdurała, pewnie zaraz przejdzie”. Zachowanie rozumiem, każdy ma swoje okresy rozemocjonowania. Kobiety wydają się mieć ich więcej, jednak mają one płytszy i krótszy przebieg aniżeli u mężczyzn tj. są spowodowane najczęściej błahostką, którą facet by zignorował lub sobie z nią poradził bez większego poruszenia.

Czy rozumiesz takie zachowania, wiesz skąd to się bierze?
Trudno to jednoznacznie określić. O ile u facetów zazwyczaj powód jest jasny, o tyle u kobiet wybuch złości lub popadnięcie w smutek nie ma żadnej zasady. Zdarza się wybiórczo i potrafi skończyć się równie szybko, jak się zaczęło.

Jak sobie z tym radzisz, czy da się pomóc, czy trzeba przeczekać?
To zależy, jakie emocje wchodzą w grę. Jeżeli jest zła lepiej nie wdawać się w dyskusję, bo tak czy inaczej się przegra (Kobieta ma zawsze racje! Nawet jak jej nie ma). Jeżeli widzę, że jest smutna, to staram się nie wnikać o co chodzi, tylko najpierw pocieszyć. Dopiero później kiedy rozeznam się w sytuacji, pokazuję logiczne wyjścia, staram się uświadomić jej, że jednak nie jest tak źle (bo zazwyczaj nie jest).

Czy faceci też tak mają?
Trochę generalizując, faceci są emocjonalni, ale mniej to okazują. Boją się przede wszystkim ośmieszenia, a w dzisiejszym świecie okrutnie pragmatycznych kobiet o to bardzo łatwo. Ponadto utarło się, że faceci nie płaczą. Tylko złość jest męską domeną, na którą często sobie pozwalamy.

Teoretycznie nie odkryliśmy nic nowego. Kobiety nie potrafią tłumić emocji, panom zaś przychodzi to z łatwością. Wynika to z naszego wychowania. My potrzebujemy się wygadać, im wystarczy napić się piwa czy wyjść pobiegać. I niezależnie od tego czy nas rozumieją, potrzebujemy ich wsparcia i w większości przypadków milczenia. Czy jednak ktokolwiek w tej sytuacji powinien się wstydzić?

Jesteśmy tak ukształtowani i mimo licznych żartów związanych z naszą odmiennością, wszystko idealnie współgra. Panie się smucą, panowie je pocieszają. One panikują, oni dzielnie idą zabić pająka. Świat jednak ewoluuje. Coraz więcej mówi się o tym, jak ważne w naszym życiu jest okazywanie emocji przez mężczyzn, oraz kobieca walka o swoje. Myślę, że nie jest możliwa całkowita zmiana ról. Ale dajmy sobie szansę! Chłopcy powinni mieć możliwość wyrażenia się poprzez płacz czy rozdrażnienie, bez kąśliwych uwag i lęku przed odrzuceniem. Na dziewczynki, nie ma co chuchać i dmuchać, dadzą sobie radę.

Ja i tak śmiem twierdzić, że wszystko jest kwestią indywidualną. A przede wszystkim zależy od sytuacji. Gdy to Jemu jest źle i smutno, Ona zbiera się w sobie i myśli racjonalnie. Kiedy Ona traci nerwy, On stara się ją uspokoić, nawet mimo swojej bezsilności czy irytacji.

Aleksandra Pelz, 21l.

Czytaj więcej...

Pracujesz w nietypowych godzinach? Sprawdź jak powinna wyglądać twoja dieta!

W obecnych czasach możemy zaobserwować wzrost osób pracujących w nietypowych godzinach: na nocną zmianę, wczesnym porankiem lub późnym popołudniem. Istnieje wiele zawodów, w których ludzie wykonujący je (lekarze, barmani, ochroniarze, strażacy, piekarze itp.) prowadzą inny tryb życia, w porównaniu z resztą społeczeństwa, przestawiając swój zegar biologiczny. Niestety często związane jest to z problemem objawiającym się nieumiejętnością dostosowania właściwej diety do ciągłych zmian rytmu biologicznego, co ma wpływ na apetyt.

Rodzi się mnóstwo pytań - dlaczego?
- czujemy się zmęczeni
- przybieramy na wadze
- stajemy się agresywni lub ospali
- pogarszają się stosunki z rodziną
- pojawiają się zaburzenia snu i stany depresyjne

Czy posiadamy własny zegar, odliczający czas dla procesów zachodzącym w naszym organizmie?
Każdy z nas powinien być świadom, iż istnieje takie pojęcie jak zegar biologiczny – udowodnione naukowo. Jest to zespół sterowanych genami procesów biochemicznych w komórkach, umożliwiający pomiar czasu i synchronizację procesów życiowych, do cyklicznie pojawiających się zmian (dzień/ noc), w otaczającym nas środowisku zewnętrznym. Największą rolę w koordynowaniu rytmu okołodobowego (snu i czuwania), odgrywa melatonina (hormon syntetyzowany w szyszynce).

Pewnie wielu z Was zastanawia się gdzie w naszym organizmie możemy znaleźć takie miejsce – mianowicie w przedniej części podwzgórza (jądra nadskrzyżowaniowe). Uszkodzenie go np. podczas wypadku, może nieść za sobą konsekwencje w postaci zmian behawioralnych, zaburzenia okołodobowych rytmów fizjologicznych i biochemicznych.

Jakie ryzyko niesie za sobą praca w nietypowych godzinach?

Z tak zwaną pracą zmianową, związane są wszelkiego rodzaju zaburzenia i choroby, do których należą:
- zwiększone ryzyko chorób sercowo – naczyniowych (choroby niedokrwienne serca i nadciśnienie tętnicze)
- brak regularnych kontaktów towarzyskich może nasilać uczucie samotności, obniżenie nastroju i w końcu prowadzić do ciężkich stanów depresyjnych
- zaburzenia metaboliczne (miażdżyca, cukrzyca)
- problemy z utrzymaniem prawidłowej masy ciała
- zapalenie błony śluzowej żołądka, zgaga
- bezsenność
- przewlekłe zmęczenie i osłabienie układu odpornościowego
- większe spożycie kawy, leków uspokajających i nasennych – często nazywa się je objawami zespołu nietolerancji pracy zmianowej

Jak dostosować odżywianie do ciągłych zmian rytmu biologicznego?
Należy pamiętać, że w ciągu dnia zmienia się tempo przemiany materii, najszybsze jest w godzinach porannych, natomiast najmniejsze wartości osiąga wieczorem. Jest to główny powód, dla którego ważne staje się utrzymanie modelu przyjmowania regularnych posiłków, zwracania uwagi na jakość spożywanych produktów oraz ich częstość i ilość.

Oczywiście nie możemy zapomnieć o wypijaniu ok.2 l czystej wody w ciągu dnia i ograniczeniu używek (kawa, guarana), które lepiej zamieniać np. na zieloną herbatę. Równie dobrze jest zachować odpowiedni odstęp czasu, między jedzeniem a udaniem się na spoczynek, w celu uniknięcia tzw. „odkładania tkanki tłuszczowej”. Warto wiedzieć, że częste zmęczenie i rozregulowanie rytmu biologicznego sprzyja ochocie na produkty o wysokim indeksie glikemicznym, a efektem tego może być wzrost masy ciała.

Zalecenia żywieniowe dla osób pracujących we wczesnych godzinach porannych
1. Rano kiedy się przebudzisz (około godz. 6) sięgnij po szklankę zimnej, przygotowanej wody, a następnie wypij filiżankę ciepłego napoju np. zielonej herbaty, dodatkowo zjedz jedną porcję owoców.

2. W pracy pamiętaj o śniadaniu bogatym w błonnik, z małą ilością cukrów prostych. Najlepiej przygotuj wcześniej chleb wielozbożowy lub razowy, napój i jogurt lub pożywną sałatkę warzywną.

3. Na podwieczorek (około godz. 17) sięgnij po produkt pochodzenia mlecznego (w dni wolne raczej z niego zrezygnuj).

4. Na obiad i kolacje powinno się przygotować posiłki lekkostrawne, z małą ilością tłuszczu, jednakże nie spożywaj je zbyt późno!

Zalecenia żywieniowe dla osób pracujących na nocną zmianę

1. Spożywaj dwa główne posiłki dziennie, oczywiście postaraj się by były przyjmowane o stałych porach, postępuj tak również w dni wolne od pracy.

2. Gdy wrócisz z pracy do domu, pamiętaj by przed położeniem się spać zjeść lekki posiłek.

3. Przed wyjściem do pracy (jeżeli jesteś narażony na ciężki wysiłek fizyczny) należy spożyć obfity posiłek.

4.W ciągu dnia zjedz 2 lub 3 przekąski, z małą zawartością cukru.
- po przebudzeniu: lekka przekąska np. owoc, jogurt, suszone owoce, warzywa lub chleb razowy z szynką albo białym serem
- w nocy, podczas pracy: przekąska powinna głównie opierać się na produktach bogatych w białko: pierś z kurczaka, indyka lub sałatka rybna, jajko; pozwolą one na podtrzymanie stanu czuwania. Dla orzeźwienia można również przygotować koktajl warzywny lub owocowy (oczywiście bez dodatku cukru)

Dieta a problemy z zasypianiem
Jeżeli miewasz problemy z zasypianiem, raczej staraj się unikać środków nasennych w farmakologicznej postaci. Radzę kierować się alternatywnymi sposobami, w postaci ograniczenia środków pobudzających jakimi są herbata, kawa, niektóre oranżady itp. Również przygotowując kolację nie dodawaj dużej ilości soli i ostrych przypraw, zastąp je łagodnymi np. koper, kminek.

Ostatni posiłek spożywaj najlepiej 3 godziny zanim położysz się spać. Niech będzie ubogi w tłuszcz, który spowalnia procesy trawienne co może powodować problemy z zasypianiem. Z produktów spożywczych wybieraj ciemny ryż, soczewicę lub lekkie zupy – krem. Uważaj także na alkohol, który owszem działa nasennie, ale niestety zaburza strukturę snu i może być powodem częstych przebudzeń.

Monika Dudek, 20l.
Właścicielka strony internetowej
www.wzdrowejkuchni.pl

Czytaj więcej...

Troje na randce

Skąd biorą się sytuacje, w których całą przyjemność psuje nam nasz Wewnętrzny Krytyk? Nasz fałszywy przyjaciel, a może raczej dręczyciel? Dlaczego zabieramy na randki terrorystę? Dlaczego pozwalamy mu na jego złośliwe komentarze?

Na randce z terrorystą
- Ostatnio przyłapałem się na tym, że w trakcie stresujących sytuacji, w tym randek, prowadzę sam ze sobą jakiś dialog, który w rezultacie jeszcze bardziej mnie dołuje - mówi Paweł. - Siedziałem z dziewczyną, którą poznałem przed chwilą i opowiadałem jej jakąś anegdotę. W tym czasie jakiś głos w mojej głowie mówił "ale przynudzasz, to jej kompletnie nie interesuje, szybko skończ zanim stwierdzi, że jesteś beznadziejny" w rezultacie zacząłem się stresować…

- Umówiłam się z nowym chłopakiem poznanym w sieci – opowiada Ewa. - Usiedliśmy knajpce, fajnie nam się gadało. Byłam z siebie zadowolona, dopóki przy stoliku nieopodal nie pojawiła się inna para. Dziewczyna była wyjątkowo atrakcyjna. Świetna figura, świetne ciuchy, piękne włosy. Poczułam się jak balonik, z którego uszło powietrze. Do końca spotkania myślałam o tym, czy mój partner zauważył różnicę między nami i czy myśli "szkoda że tak nie wyglądasz Ewo". Ten natrętny "głos" sprawił, że poczułam się przygnębiona.


Dwa przykłady, ten sam problem. Sytuacja, w której całą przyjemność psuje nam Wewnętrzny Krytyk. Nasz fałszywy przyjaciel, a może raczej dręczyciel? Dlaczego zabieramy na randki terrorystę? Dlaczego pozwalamy mu na jego złośliwe komentarze?

Huston, mamy problem
Idąc na spotkanie, wychodząc naprzeciw nowej miłości - chcemy, by się nam udało. Aby pierwszy kontakt był sukcesem, aby po nim nastąpiły kolejne. Ale to nigdy nie jest pewne. Każdy człowiek wie, że miłosne historie nie zawsze kończą się happy endem. Mimo to, osoby o prawidłowej samoocenie, zachowują wewnętrzną otwartość. Oczekują dobrego obrotu spraw, są jednak gotowe przyjąć również porażkę.

Dla osób, których samoocena jest chwiejna, odrzucenie jest znacznie bardziej bolesne. Formułują one wnioski, które zazwyczaj jeszcze bardziej ją obniżają. Zamiast powiedzieć sobie – "no cóż, nie spotkałem jeszcze tej jedynej lub jedynego", mówią sobie, "nikt mnie nigdy nie pokocha", "już zawsze będę sam", "jestem do niczego".

Dlatego na randkach, w których biorą udział, pojawia się ten trzeci - Wewnętrzny Krytyk. Choć wydaje się to paradoksem, jego poszepty, które podkopują naszą wiarę w siebie i w efekcie torpedują wysiłki, by się spodobać – mają za zadanie nam pomóc. Uchronić przed rozczarowaniem, nie pozwolić się zranić.

Wewnętrzny Krytyk jest jak centrum wczesnego ostrzegania – wychwytuje wszystko, co może świadczyć o tym, że zostaniemy odrzuceni. Natychmiast wysyła nam komunikat – Huston, mamy problem!

Gdy mówimy i nie dostrzegamy aplauzu – szepce do ucha, że przynudzamy, gdy w otoczeniu pojawi się ktoś atrakcyjny ostrzega "oho, i tak mu się nie spodobasz!" Słowem - daje nam do zrozumienia, że nie warto robić sobie nadziei. Im wcześniej to zrozumiemy, tym mniej będzie bolało…

Ponegocjuj z terrorystą
Wewnętrzny Krytyk uważa, że działa w naszym najlepszym interesie. Jednak jego metody przypominają raczej ładunek wybuchowy, który wysadza w powietrze nasze dobre samopoczucie, niwecząc nasze wysiłki i torpedując nasz sukces. Jak sobie z nim poradzić? Na szczęście możesz z nim negocjować.


Na początek zrozum co dokładnie do ciebie mówi:
- Weź dwadzieścia wdechów – w następujący sposób: cztery oddechy powinny być normalne a piąty jak najgłębszy. Nie rób przerw między wdechami i wydechami i odwrotnie. Zrób tak cztery serie, czyli w sumie dwadzieścia oddechów. Koncentruj się w tym czasie na swoim ciele, nie myśl o niczym innym.
- Wyobraź sobie sytuację, w której ostatnio usłyszałeś jego głos. Wczuj się w nią, przypomnij sobie jak się wtedy czułeś.
- Poczuj w jakich partiach ciała gromadzi się związane z tym napięcie. W którym miejscu odczuwasz największą słabość.
- Wsłuchaj się w swoje uczucia i emocje – staraj się dokładnie usłyszeć głos Wewnętrznego Krytyka i zrozumieć co mówi.
- Powtarzaj to ćwiczenie zawsze, kiedy czujesz się zniechęcony, masz poczucie winy lub bezradności.

Stwórz dystans
Kiedy już zrozumiesz, co mówi do ciebie Krytyk - znajdź dla niego imię, które będzie odzwierciedlać jego intencję. Niech to imię będzie tak zabawne jak niedorzeczne są działania Twojego Krytyka (no bo przecież są one pozbawione sensu, oparte na nierealnych obawach lub wymysłach przewrażliwionego ego). Może to być na przykład Pani Zamartwialska lub Pan Najmądrzejszy itp. Zauważ także, że Krytyk zawsze działa według schematu, nie stać go na finezję i racjonalne oceny, do których ty jesteś zdolny.

Schematy, które ograniczają
Niech ograniczają Krytyka, ale nie Ciebie. Poznaj je i obroń się przed nimi. Doskonałym sposobem jest wykazanie Krytykowi, że jego przekonania nie mają sensu.

1. Pan Doświadczony
Twój krytyk ma skłonność go uogólnień. Nie udało ci się spotkanie z dziewczyną? Krytyk z pewnością uznał, że to dowód na to, że NIGDY z ŻADNĄ dziewczyną ci się nie uda. A może twierdzi, że WSZYSCY fajni faceci są zajęci, że ZAWSZE trafiasz kulą w płot… Czy jest w tym choć odrobina sensu?

2. Zaszufladkowany
Ma skłonność do przypinania łatek i etykietek. Przypisuje Twoim różnorodnym doświadczeniom wspólne mianowniki, np. moje związki to totalna porażka, moje życie uczuciowe to mętlik itp. Takie myślenie o sobie pogłębia w Tobie poczucie bezradności. Nie musisz mu ulegać. Pamiętaj, że każde doświadczenie jest inne, że każde jest cenna lekcją.

3. Wykrywacz błędów
Tak jak poszukiwacz skarbów - Twój Krytyk ustawia swój detektor na pomyłki, gafy i niepowodzenia. Zapraszasz ukochanego na obiad, serwujesz mnóstwo pyszności, komplementom i zachwytom nie ma końca… Jednak, gdy nadchodzi pora deseru, przypalasz odrobinkę krem brulee. Taaaak, twój Krytyk - z pewnością uzna cię za beznadziejną gospodynię, a wieczór za totalną klapę. Czy chcesz się z nim zgodzić?

4. Rysownik kontrastów
Twój krytyk uznaje tylko czerń i biel i nie używa innych kredek. W praktyce oznacza to, że bezsensownie podnosi ci poprzeczkę. Musicie natychmiast wpaść sobie w ramiona, ziemia musi zadrżeć w posadach lub… nic z tego nie będzie. Krytyk nie uznaje półtonów i odcieni emocji. Jeśli ktoś nie zemdlał z wrażenia na twój widok to znaczy, że mu się ani trochę nie spodobałeś. Czy naprawdę ty też tak myślisz?

5. Medalista
Nie możesz swobodnie zachowywać się w towarzystwie, bo Twój Krytyk bezustannie porównuje cię z innymi. Dlatego koncentrujesz się na tym, czy aby ktoś nie okaże się bardziej inteligentny, sympatyczny, wesoły, lepiej ubrany. Trudno ci stanowić klasę samą w sobie. Krytyk wciąż poddaje cię presji. Czy naprawdę potrzebny Ci złoty medal we wszystkich możliwych konkurencjach?


6. Telepata
Uczysz się czytać w myślach otaczających cię osób. To oczywiście sprawka Krytyka, który uważa, że zyskasz przewagę i będziesz przygotowany na ewentualny atak. "… jest na pewno wściekła, że się spóźniłem…", "nie podoba mu się moja sukienka, jestem pewna, że nie lubi tego koloru…", "na pewno wolałaby żebyśmy poszli na inny film…" Cóż z tego, że nadal nie wiesz co on/ona myślą… A może by tak… zapytać?

7. Pan "zawszystkoodpowiedzialny"
Twój krytyk czyni cię odpowiedzialnym za wszystkie okoliczności, wszystkie osoby oraz wydarzenia wokoło. Jeśli więc w miejscu, w którym się umówiłeś z dziewczyną, zabraknie lodu do drinków lub zgaśnie prąd z pewnością powie ci "no tak, nawet nie umiesz wybrać miejsca na randkę, ona już się z tobą więcej ni umówi". Czy aby na pewno?

8. Pan wszechpotężny
W nieco innym schemacie ta sama odpowiedzialność za wszystko i wszystkich każe ci być omnipotentnym. Twój krytyk wymaga od ciebie, byś stanął na wysokości zadania. Zadzwonisz do elektrowni, złajasz personel za brak lodu – zrobisz wszystko, aby stwierdzić, że w pełni panujesz nad sytaucją. Tylko… po co?

To niektóre ograniczające schematy - pułapki, które zastawia na ciebie twój Krytyk. Systematyczny trening sprawi, że zaczniesz je omijać.

Joanna Godecka 

sympatia




8-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Nieziemski stres – jak zdać prawo jazdy

O egzaminie na prawo jazdy krąży wiele informacji. Dla niektórych zdobycie upragnionego plastiku jest czymś niemożliwym, a ilość oblanych egzaminów wydaje się nie do policzenia na palcach rąk. Natomiast dla innych zdanie za pierwszym razem to tylko formalność.

W dzisiejszych czasach my kobiety nie boimy się jeździć autem. Jesteśmy samodzielne i praktyczne. Mało, kto ośmiela się mówić, że kobieta za kółkiem to same problemy, gdyż wiadomo, że umiejętność prowadzenia auta nie zależy od płci.

O tym, że warto mieć prawo jazdy nie podlega dyskusji.
Już małe dzieci instynktownie bawią się samochodami i naśladują rodziców, którzy prowadzą auto. Każda z Was domyśla się, że kurs na prawo jazdy warto zrobić w młodym wieku tzn. kończąc 18 lat. Łatwiej wtedy przyswoić wiedzę i nabyć nowe umiejętności. Oczywiście jest sporo osób w późniejszym wieku, którzy postanowili zrealizować swoje marzenie i zapisać się na taki kurs. Tak, więc kategoria wiekowa jest dość różna.

A może warto zrobić taki prezent np. rodzicom, jeśli nie mieli oni nigdy czasu i zapału do rozpoczęcia kursu. Jest sporo Ośrodków Szkolenia Kierowców, które zajmują się tą branżą.

Ceny takiego kursu wahają się w granicach 999 zł aż do 1999 zł. Jest to spory wydatek, ale powiedzmy sobie otwarcie, jakie pieniądze nie są warte nabycia umiejętności prowadzenia samochodu? Oczywiście trzeba też wziąć pod uwagę dodatkowe koszty, gdy ktoś nie zda egzaminu. Wtedy najlepiej dokupić jazdy i egzamin, który kosztuje ok. 112 zł (egzamin praktyczny). Sam kurs składa się z części teoretycznej jak i praktycznej.

Część teoretyczna trwa ok.30 godzin lekcyjnych, a praktyczna 30 godzin zegarowych. W czasie tych zajęć kursantka lub kursant rozwiązują różnego rodzaju testy na komputerze, uczą się obowiązujących znaków i zasad panujących na drodze. A ponadto ćwiczą zadania egzaminacyjne na placu takie jak łuk i górka oraz różnego rodzaju manewry na mieście. Wszystko po to, żeby podczas egzaminu nie zrobić żadnego błędu i oczywiście nabyć odpowiednie umiejętności.

W pierwszej chwili wydaje nam się, że te 30 godzin spędzonych za kółkiem pod czujnym okiem instruktora jest dużą ilością, ale tak naprawdę to mało czasu, aby nauczyć się sprawnie jeździć. Instruktorzy muszą być bardzo spostrzegawczy i uważni. Nie mogą przegapić żadnego popełnionego błędu i starają się dopracować z kursantem najmniejsze szczegóły. Powinni być też spokojni, bo stres i nerwy nie są potrzebne.

Większość osób stresuje się przed egzaminem. Zazwyczaj kursanci zdają oba egzaminy w jednym dniu, gdyż nie chcą przeżywać stresu i zdenerwowania w dwóch terminach. Kurs teoretyczny jest o wiele łatwiejszy od praktycznego. Wystarczy nauczyć się kodeksu drogowego i systematycznie rozwiązywać testy. To klucz do sukcesu. Większość osób nie ma z tym żadnego problemu. Pytań jest 18, a każdy może popełnić maksymalnie 2 błędy. Moment, w którym na ekranie monitora wyświetla się ilość poprawnie wykonanych zadań jest szczególna. Pytania są różne, począwszy od udzielania pierwszej pomocy a skończywszy na krzyżówkach drogowych. Następnie przychodzi czas na egzamin praktyczny. Na pewno każda z nas pamięta tą podniosłą chwilę, w której usłyszała swoje imię i nazwisko oraz numer auta. Jest to informacja dla zdających o tym, że właśnie nastała ich wyczekiwana kolej na przystąpienie do egzaminu. Pierwsza część tego egzaminu odbywa się na placu egzaminacyjnym. Egzaminator sprawdzi rzetelność dowodu osobistego i pokaże, jakie zadania wylosował komputer. Tutaj trzeba wykazać się wiedzą ze znajomości pokrywy silnikowej oraz m.in. świateł. Dla nas kobiet jest to dość nudna część egzaminu. Po wejściu do samochodu można czuć się trochę niepewnie z powodu kamer zainstalowanych we wszystkich widocznych miejscach. Wielką zmorą osób zdających jest „łuk”, w którym trzeba się zmieścić i nie można wyjechać poza jego linie. Sama „górka” nie sprawia tylu problemów, choć też spora liczba osób jej nie zalicza. Jeśli na placu wszystko poszło świetnie rozpoczyna się druga część tzw. jazda po mieście. W tym momencie egzaminatorzy mają sporo zadań do wyboru np. rozpędzenia auta i zatrzymanie się we wskazanym miejscu, hamowanie awaryjne, parkowanie: prostopadłe, równoległe, skośne i wiele innych manewrów. Taki egzamin trwa od ok. 25 do 45 minut w zależności od ruchu panującego na drodze i sprawności wykonywanych zadań. Gdy egzaminator każe skręcić do Ośrodka Ruchu Drogowego jest to moment gdzie można odetchnąć z ulgą gdyż prawdopodobnie wynik egzaminu będzie pozytywny. Gdy na mieście zrobi się jakiś błąd, przez który egzamin trzeba przerwać zazwyczaj następuje zamiana miejsc tzn. za kierownicą siada egzaminator. Nie zawsze jest to jednak możliwe, więc gdy zdający wjeżdża do Ośrodka nie zawsze świadczy to o zdanym egzaminie. Po zakończonym egzaminie egzaminator wypisuje odpowiednią kartkę, na której zaznacza popełnione błędy oraz zadania. Najważniejszym miejscem na owej kartce jest mały prostokąt na dole, gdyż tam ,,sędzia” napisze wyrok, a dokładniej, jeśli ktoś zdał to napisze, że wynik jest pozytywny, jeśli nie zdał to negatywny. Na pewno niektóre z Was posiadają taką pamiątkową kartkę z pozytywnym rezultatem.

Niekiedy zdarzają się osoby, które zdają ten egzamin za 5, 15, a nawet za 20 razem i nie tracą wiary w swe umiejętności. Bo pozytywne myślenie to klucz do sukcesu. Weronika pamięta doskonale swój 7 egzamin, bo właśnie wtedy go zdała. ,,Prawko udało mi się zdać dopiero za 7 razem. Podczas wszystkich egzaminów robiłam jakieś błędy. Raz nie włączyłam świateł innym razem nie wyszło mi na łuku i górce. Nie wspomnę już o tym, że za 6 razem po 35 minutach męczarni na pasy wtargnęła jakaś pani, dzięki której nie zdałam. Jeśli nie zdałabym ostatniego egzaminu musiałabym zdawać ponownie również testy na komputerze, więc nie wiem czy podchodziłabym jeszcze do egzaminu na prawo jazdy. Tym bardziej, że dodatkowy koszt, jaki poniosłam to ok. 1000 zł”

Najszczęśliwsi są jednak Ci, którzy zdali egzamin za pierwszym razem i już niedługo będą mogli poczuć wiatr we włosach i lekkie uczucie adrenaliny. Ewelina jeździ autem już od dwóch tygodni. Wtedy to odebrała plastik, który uprawnia ją do kierowania autem. ,,Zdałam za 1 razem. Ja osoba roztrzepana i trochę nierozgarnięta. Podczas egzaminu nie czułam żadnego stresu, może tylko trochę jak prawie pomyliłam regułki. Zdałam może, dlatego, że zachowałam zimną krew, a może, dlatego, że zdawałam u light-owego egzaminatora. Teraz rozglądam się za kupnem własnego wymarzonego auta.”

Tak, więc Drogie Panie nigdy nie jest za późno na naukę i zawsze można się doszkolić. Jeśli nie macie prawka to zróbcie coś dla siebie i zapiszcie się na taki kurs. Na pewno nie pożałujecie. Natomiast, jeśli je macie, ale dawno nie prowadziłyście pojazdu, już dziś zapiszcie się na kilka doszkalających jazd. Przecież jazda samochodem to sama przyjemność.

Natalia Kurpisz, 19l.

 kurpisz

 


 

5-12

 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

 

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS