Menu
logo tjk main

INTERFERENCE FESTIVAL 2016 ZAKOŃCZONY!

  • Opublikowano w Prasowe
Przez dwa dni Teatr Szekspirowski w Gdańsku zmienił się w wielkie centrum sztuk wizualnych. Wszystko za sprawą blisko dwóch tysięcy gości, uczestników oraz publiczności 3. edycji festiwalu form komunikacji wizualnej - Interference Festival 2016.

- Pierwszy raz - poza artystami muzycznymi uczestnikami konkursu - mieliśmy gości z Francji, Niemiec, Holandii, a nawet Korei. To dowód na to, że docieramy do coraz szerszej publiczności. Festival na pewno będzie się rozwijał. W jaki sposób, na to pytanie pomogą nam odpowiedzieć uczestnicy i nasza publiczność - mówi Karol Pawłowski dyrektor zarządzający Interference Festival.

Pierwszego dnia festiwalu ogromną popularnością cieszył się „Podwieczorek Reklamożerców”, w ramach którego publiczność obejrzała tegoroczne filmy z Cannes Lions opatrzone komentarzem prowadzącego - Kuby Sagana z Agencji K2. Wszystkie elementy edukacyjne festiwalu - wykłady, spotkania i prelekcje odbywały się przy pełnych salach.

Dzień pierwszy zakończył maraton koncertowy. Świetny live act Kuby Sojki doskonale przygotował publiczność na hipnotyczny performance nowojorskiego Zebra Katz, po którym wystąpiła Zamilska. Parkiet oszalał. Impreza trwała do rana.

Drugiego dnia najwięcej emocji wzbudziło ogłoszenie laureatów konkursu. Jury w składzie: Wojciech Bąkowski, Piotr Bosacki, Tomek Ducki, Anna Maliszewska, Kuba Sagan oraz Juror Specjalny Zbigniew Rybczyński przyznało nagrody Pixel (2500 złotych) najlepszym pracom w kategoriach:

1. Eksperymentalna Krótka Forma Wizualna
Piotr Kotlicki - Hej, tam w dolinie/ Hey there, in the valley

2. Found Footage
Adrian Flury - A place I've never been

3. Kreatywna Forma Reklamowa
Piotr Matejkowski - Kosmos

4. Wideoklip
Wojciech Dagiel - GET ON

5. Nagroda Publiczności:
Jagna Firek - Odmieńczy odnajdywacz / Finder Outer

Nagrodę specjalną za całokształt twórczości i wyjątkową wrażliwość estetyczną otrzymał Eugeniusz Rudnik. Statuetkę odebrał wnuk artysty, Jakub Rudnik.

Galę poprowadził duet Małgorzata Halber i Olaf Deriglasoff. Prowadzących wspierała Iwona - obdarzona umiejętnością syntezy mowy, wygenerowana specjalnie na to wydarzenie, wirtualna postać. Wielkim zaskoczeniem dla publiczności był artystyczny przerywnik gali - odważny w przekazie performance Heidi Hörsturz. Rarytas dla koneserów ekstremalnych doznań audiowizualnych.

Ważnym punktem programu był VJ Battle - pojedynek artystów na wizualizacje muzyki. Do bitwy stanęło 8 ekip z Polski, Francji, Niemiec, Szwajcarii, Słowacji, Korei. W ciągu dwóch godzin po trzech rundach zaciętej walki, wyłoniono zwycięzców. Pierwsze miejsce i nagrodę pieniężną w wysokości 2000 złotych - Rybskie, a drugie miejsce Barbara Klein.

Dzień drugi zamknął koncert duetu Rebeka, a po zakończeniu części oficjalnej festiwalu goście tradycyjnie bawili się do wczesnych godzin porannych.

- Bardzo dziękuję wszystkim uczestnikom i gościom. To było wielkie święto sztuk wizualnych. Trzecia edycja była najlepszą do tej pory, a przecież nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa. Interference to międzynarodowy festiwal, to dobre miejsce dla konfrontacji, sprawdzenia swoich możliwości w dziedzinie video i video art-u. Teraz chwila oddechu i ruszamy z przygotowaniami kolejnej edycji - mówi Maciej Szupica, dyrektor artystyczny Interference Festival.

Organizatorzy:
Fundacja Interference, Miasto Gdańsk

Współorganizator:
Województwo Pomorskie

Partnerzy:
Urząd Marszałkowski Województwa Pomorskiego, GIWK Woda dla Pokoleń, Gdański Teatr Szekspirowski, K2 Agencja, Tauron Nowa Muzyka

Sponsor:
House

Patroni medialni:
HIRO, cojestgrane24.pl, Radio Gdańsk, trójmiasto.pl, entertheroom.pl, sophisti.pl, trendz.pl, pitupitu.pl, okonakulture.pl, uwolnijmuzyke.pl.
Czytaj więcej...

Miejsce pracy - ulica

Grają na skrzypcach, gitarach i akordeonach, niektórym grają też na nerwach. Ile płaci ulica i jak komfortowo żyje - stereotypowa, biedniejsza część obywateli? Co zmusza ludzi do ulicznego zarobku oraz jakie są jego konsekwencje?

Otóż coraz więcej młodych ludzi a także osób w podeszłym wieku, najczęściej płeć męska rencistów i emerytów godzi się na uliczne show. Jedni śpiewają, drudzy tańczą, jeszcze inni malują a czasem po prostu są, wyglądają, siedzą… Młodzi liczą na przygodę, hobby, pasje, kontakt z innymi, ale i spełnienie się w tym co lubią. Potem dochodzą do tego inne przyjemności takie jak pieniądze, pieniądze i pieniądze. Na piwo, na leki, na to czy tamto. Pieniądze, które wpadają do kieszeni ulicznych artystów oczywiście są miłe, cieszą oczy i kapelusz, są owocem często dość trudnej pracy, ale przyprawiają o niemałe problemy.

Ile to kosztuje?
Performerzy, aby legalnie wystąpić na ulicznych zakamarkach muszą wykupić od miasta pozwolenie na zajęcie pasa drogowego, czyli uiścić opłatę za wykorzystanie miejsca na którym występują. To nie koniec wydatków. Kontrolerzy Izby Skarbowej również sprawdzają, czy płacenie podatków (jako osoba czynnie zarabiająca) jest tak samo praktykowane jak opłaty dla miasta, których ściganie jest szybsze. Administracja dotyka wszystkich - ich również więc Izba Skarbowa ostrzega, że ten kto nie odprowadza podatku, podlega karze karno-skarbowej. Mówiąc krótko nieopodatkowane pieniądze są nielegalne. Nie mają prawa bytu na ulicach, placach starych miast i innych miejscach godnych uwagi, bez jakiegokolwiek poświadczenia o odprowadzaniu podatków od zarobionej kwoty. To czyste wzbogacenie się, więc jako obywatel kraju, jego obowiązkiem konstytucyjnym jest pomoc państwu, ponoszenie ciężarów i świadczeń publicznych wraz z podatkami - tak pisze sama Konstytucja.

Słodki owoc zarobku
Ale jaki jest tego plus? Ile uliczny artysta może zarobić właśnie w ten sposób? Anonimowi artyści zgodnie twierdzą, że w czasie wakacyjnym ich dniówka to ok. 200 zł i wzwyż! Stawka za „wynajęcie sceny publicznej” waha się od 1 zł do kilku złotych za metr kwadratowy, jest to opłata za dzień użytkowania.

Bezdomni również nie mają mniej. Pytając jednego z poznańskich bezdomnych, słyszę odpowiedź - Nawet kilka stów jak się uśmiechnę - odpowiada. Czy jest więc farciarzem, złodziejem czy po prostu takie są realia ulicznego zarobku, nie pytałam.

Miejska walka z wiatrakami
Kolorowe i melodyjne miasta przyciągają, spacerując aż chce się przystanąć i zamyślić na chwilę. Niestety, afer „z nimi” co niemiara. Dlaczego? Za głośno, za długo, za często. Najbardziej mogą bać się właścicieli restauracji, którzy najczęściej zgłaszają sprawę na policję. Właściciele restauracji nie robią tego dla siebie, uważają, że to przeszkadza ich klientom, gościom ogródków, ponieważ dźwięk często z wzmacniacza jest na tyle głośny, że zagłusza muzykę wewnątrz lokalu.

Tadeusz Lis, gitarzysta, który od dawna grywał na Poznańskim Rynku ulubiony utwór mieszkańców „Zegarmistrz świata purpurowy”, niestety nie został ciepło przyjęty przez wszystkich. Strażnicy miejscy w październiku ubiegłego roku nałożyli na niego mandat w kwocie 200 zł za zakłócanie porządku. Pan Lis mandatu nie przyjął i tym samym sprawa trafiła do sądu, gdzie zagrał przed sędzią (prośba sądu) i ją wygrał. Stanowisko sądu było jednoznaczne, muzyka Pana Lisa nie zakłóca spokoju i tym samym powoduje anulowanie mandatu.

FOTO: Marek Zakrzewski

 

Magda Strzykalska, 22l.

Czytaj więcej...

Sztuka minimalizmu – więcej nie zawsze znaczy lepiej. Miej mniej, dbaj o jakość

Obecnie na rynku mamy ogromny wybór marek, ubrań i dodatków. Praktycznie dostęp mamy do wszystkiego. Często skutkuje to nadmiarem ubrań w naszych szafach i frustracją w naszych głowach.
Minimalizm jest możliwością uwolnienia się od mnóstwa zawieruszonych ciuszków kładąc nacisk na posiadanie mniejszej ich ilości natomiast w dobrej jakości. Otwiera nam furtkę na bycie sobą i koncentrowanie się na dobrym wyglądzie, zachowaniu swojego stylu. Moda przemija, styl pozostaje” – Coco Chanel.

To, co proste – jest dobre
Leonardo da vinci powiedział: ‘Prostota jest szczytem wyrafinowania’. Natomiast natura jest tym do czego człowiek zawsze podświadomie będzie dążył. Minimalizm to kwintesencja jednego i drugiego.

Kolorystyka – niech Twój strój odzwierciedla Ciebie
Każda kobieta z elegancją kojarzy na pewno te cztery nieśmiertelne kolory : czarny, biały, szary oraz beżowy/ecru. Staraj się aby podstawa Twojej stylizacji była tonacji tej kolorystki. Dlaczego? Jak wiadomo, do tych odcieni możemy dobrać dodatki we wszystkich barwach jakie nam się tylko zamarzą. Są to naturalne kolory pasujące do każdego typu urody niezależnie od karnacji czy koloru włosów. Ponadto na tle tych kolorów wszystko inne komponuje się idealnie.

Dzięki temu:

  • Zyskujemy na czasie ponieważ łatwiej nam zestawić ze sobą poszczególne części garderoby
  • Uwalniamy się od niepotrzebnych rozterek typu: „Czy aby na pewno do tej fioletowej sukienki będą pasowały moje zielone szpilki ”?
  • Co więcej! Barwy te podkreślą Twoją kobiecość i subtelność


A co, jeżeli uwielbiasz kolory i czujesz się w nich dobrze? Świetnie! Wedle okazji dobieraj odpowiednio buty, torebkę i biżuterię. Masz ten luksus, że możesz puścić wodze fantazji i wybierać od jaskrawych różów po stonowane indygo – ponieważ do tych kolorów pasuje wszystko.Niech Twój strój oddaje to kim jesteś. Tylko wtedy będziesz się czuła w harmonii z sobą samą. Wybieraj klasyczne wzory i kolory – zaszalej z dodatkami. Jest to naprawdę dobra rada dla tych z Pań, które nie czują się pewnie w zestawianiu stylizacji. Nieskomplikowane reguły, proste kroje a efekt może być bardzo pozytywnie zaskakujący!

Porządek w szafie – harmonia w życiu
Czasem, pomyśleć można, że moda nie jest wcale tak ważna aby poświęcać jej tyle uwagi. W codziennym życiu setki spraw, praca, rodzina absorbują nas na tyle, że z łatwością zapominamy o trendach i elegancji. Zapełniamy nasze garderoby jednym wielkim mnóstwem bluzek, spódnic i garsonek złapanych w sklepach sieciowych przy okazji niedzielnych zakupów.

Przychodzi jednak taki moment, gdy same już nie wiemy co i gdzie mamy, bo jest tego zbyt wiele. Drażni nas wieczne zestawianie ubrań i irytuje ciągły brak jakiegoś kluczowego elementu przy usilnie dobieranym stroju. Każda z nas wie ile przynosi to nerwów ale także ile zabiera nam czasu. Może brzmi to absurdalnie, ale to jest w końcu nasz czas! Jesteśmy matkami, córkami, żonami, pracujemy, studiujemy, zajmujemy się domem, wychodzimy z psem na spacer i tak dalej, i tak dalej! Ale też chcemy zachwycać naszych partnerów, otoczenie i siebie w odbiciu w lustrze.

Sztuka minimalizmu pozwala kobietom cieszyć się codziennością a także ją ułatwia. W szafie powinnaś mieć podstawowe i niezbędne rzeczy tj.: odzienie wierzchnie, kilka par spodni, koszul, spódnic, topów, garsonek, swetrów i oczywiście sukienek czy kostiumów. Do tego odpowiednia bielizna, rajstopy, skarpetki itp. Wykorzystując zasadę KOLORYSTYKI zestawiasz ze sobą i dobierasz poszczególne częsci garderoby uzupełniając wspomnianymi wcześniej dodatkami. Nigdy nic Cię nie zaskoczy, ponieważ dzięki tej zasadzie zawsze będziesz miała ubranie na każdą okazję. A do tego staniesz się dumną posiadaczką cudownej, pukładanej garderoby. Każda rzecz powinna mieć swoje miejsce i być pogrupowana tematycznie. Wtedy odnalezienie jej szybko rano, nie sprawi Ci najmniejszego problemu a zaglądanie do szafy stanie się swoistą przyjemnością. Będziesz Panią sytuacji i pewną siebie kobietą.

„Szlachetność wszelkich materiałów jest warunkiem komfortu” – Dominique Loreau
Subtelnym ale jakże ważnym dopełnieniem powyższych wskazówek jest aspekt : Jakości materiałów naszych ubrań. Postarajmy się, aby to w czym chodzimy było możliwie jak najlepsze i najtrwalsze gatunkowo. Nie tylko dodaje to elegancji i kunsztu naszej stylizacji ale przede wszystkim ofiarowuje niesamowity komfort! Przekonacie się jak niezwykłą radość może powodować noszenie dobrze skrojonej i nie ‘gryzącej’ sukienki. Jednak za to, co dobre niestety, zawsze musimy więcej zapłacić – to nieuniknione. Odwdzięczy się to nam,gdy spojrzymy z perspektywy czasu.To, jak długi czas dana rzecz nam służy, jak zachowuje się po praniu jest bezcenną satysfakcją. Inwestując w dobre ciuchy masz pewność, że będziesz się nimi cieszyła latami. Po pewnym czasie już nie czujesz żalu, że wydajesz za dużo pieniędzy, zwyczajnie wiesz, że to się opłaca i czujesz się z tym dobrze.


Minimalizm jest metodą, a nawet propozycją stylu życia, którą możesz stosować w każdym jego wymiarze. Udowadnia nam także, iż moda jest jego znaczącą częścią. Wskazuje łatwe rozwiązania dla często uciążliwych wyborów stroju. Pomaga funkcjonować w zgodzie ze sobą nie pominąwszy przyjemności cieszenia się z fajnych ciuchów. A co najważniejsze skłania ku rozważaniom nad tym, czy czujemy się piękne i zadowolone z naszego wyglądu i doskonalenia się.
Już teraz zastanów się czy wszystko co znajduje się w Twojej garderobie jest przez Ciebie używane, czy nadaje się do wielu zestawień, nie jest zniszczone lub zmechacone. Pomyśl, ile Ty sama tracisz czasu na zastanawianie się - co założyć i do czego.
Na koniec odpowiedz sobie na pytanie - na ile Twoje ubrania sprawiają, że czujesz się w nich dobrze i komfortowo? Które z nich powodują, że czujesz, że jesteś stylowa i atrakcyjna ? Być może warto zaryzykować i poświęcić trochę więcej czasu dla lepszej jakości naszej kobiecej codzienności ?

Katarzyna Kryjak, 21l.

Czytaj więcej...

Kultura niska, kultura wysoka

  • Opublikowano w Magazyn

kultura1Od dawna zastanawiam się, kto decyduje o wartości wytworów kultury oraz kto lub co wyznacza trendy w sztuce i kieruje naszymi gustami. Dlaczego jedne utwory i prace trafiają do kanonu dzieł, a inne są skazywane na miano kiczu?

Już pisząc tytuł tego felietonu nasuwa mi się myśl, że niektóre określenia stosowane do opisu sztuki są oksymoronami. Bo czy kultura może być niska? Wydaje mi się, że albo coś należy do zbiorów kultury, albo nie i wtedy jest jedynie zwykłym rezultatem pracy człowieka, który niekoniecznie powinien nazywać samego siebie artystą. Odchodząc już od tych językowych rozważań nad samym pojęciem kultury i jego znaczeniem warto zastanowić się, dlaczego mówiąc o niej, powszechnie dzielimy ją na dwa rodzaje: tę wyższych lotów i niższą? Jak jeden rodzaj wpływa na drugi i co to wszystko oznacza dla nas, zwykłych odbiorczyń sztuki, które chcą po prostu napawać się jej pięknem i niespecjalnie są gotowe do zmiany swoich gustów?

 

Cały problem kręci się, moim skromnym zdaniem, wokół mainstreamu i wszystkiego, co stoi w opozycji do niego. Mainstream, czyli nurt reprezentowany przez większość artystów, odnosi się do czegoś, co w danym momencie jest powszechne i ogólnie spotykane, dostępne dla szerokiego grona odbiorców (głównie dzięki promowaniu w środkach masowego przekazu), a także zrozumiałe i akceptowane. Można zatem powiedzieć, że mainstream to cały zestaw trendów panujących w kulturze, powielanych przez szerokie grono twórców. Złośliwi stwierdziliby, że to po prostu papka, którą karmi się masę. Ja, delikatniej stwierdzę, że to zbiór wytycznych, którymi artyści kierują się, niekoniecznie po to, by wznieść się na estetyczne wyżyny, lecz w celu jak najlepszego sprzedania swoich uzewnętrznionych myśli. I w tym właśnie momencie pojawia się kwestia nieodłączna dla naszych czasów, czyli zysk. Nie odkryję Ameryki, pisząc, że inwestuje się w tych artystów (a później również promuje), którzy mogą przynieść duże zyski. Jak w takim razie wesprzeć rozwój indywidualizmu i kreatywnej twórczości? Szerokiej publiczności w końcu podoba się to, co jest przyjemne w odbiorze i łatwe do zrozumienia. Jednostki i instytucje posiadające odpowiednie środki finansowe, teoretycznie mogące wspomóc młodych alternatywnych artystów, liczą na zysk, a ten zostanie osiągnięty tylko w wyniku sukcesu sprzedaży. Sukces sprzedaży to sprzedaż masowa, a sprzedaż masowa to sprzedaż szerokiemu gronu odbiorców. Szerokie grono odbiorców lubi, jak już wcześniej wskazałam, to, co nie wymaga zbyt dużego wysiłku umysłowego. I tak koło się zamyka. Wniosek? Jeśli coś nie jest mainstreamowe ma o wiele mniejszą szansę na sukces. Idealnym potwierdzeniem tego może być fakt, że ustawodawcy w naszym kraju byli zmuszeni do wprowadzenia nowelizacji w kwestii radiofonii i telewizji. Dlaczego? Sytuacja polskiej sceny muzycznej w radiu była fatalna. Programy radiowe niechętnie emitują piosenki rodzimych wykonawców. Aktualnie jednak co najmniej 33% czasu emisji piosenek ma być przeznaczone na utwory polskojęzyczne. Tak więc, prawdą okazuje się przypuszczenie, że to, co nie osiągnęło i (według grona decydentów) nie osiągnie statusu hitu, jest z rynku wypierane. Chociaż należy wskazać, iż nie jest to regułą. Wiele z nas, mimo wszystko, czuje potrzebę obcowania z kulturą wyższych lotów czy z artystami mało popularnymi. Pragnę zaznaczyć, drogie Czytelniczki, że absolutnie nie neguję wszystkiego, co wpisuje się w aktualne trendy. Nie wyłączam radia, kiedy akurat jest w nim piosenka z gatunku disco polo czy pop, nie przenoszę się do innego pokoju, gdy domownicy oglądają kiczowatą amerykańską komedię. Ba! Słysząc kolejny melodyjny utwór, daję mu się porwać, a widząc czołówkę filmu, dołączam do współlokatorów. Jednocześnie jednak nie wstydzę się przyznać, że uwielbiam wręcz balet i operę. Te dwie formy sztuki potrafią przenieść mnie na wyższy poziom estetycznej i egzystencjalnej świadomości. Widok rosyjskiej primabaleriny perfekcyjnie wykańczającej każdą solówkę czy możliwość poszukania głębi w partii operowej śpiewaczki dają mi więcej radości niż można by to sobie wyobrazić. W życiu codziennym spotykam się niestety z brakiem zrozumienia. Znajomi, którzy kompletnie nie trawią baletu, żartują, że uwielbiam oglądać śmiesznych facetów w rajtuzach. Pasjonaci opery z kolei wytykają mi, że teoretycznie interesują mnie prawdziwie cenione dzieła, ale jednocześnie oglądam tandetne, kompletnie bezwartościowe seriale. I jak tu znaleźć równowagę? Moja odpowiedź brzmi: robić to, co uważa się za słuszne i nie przejmować się opinią innych. Ile razy w końcu mogę tłumaczyć każdemu dlaczego oglądam/ słucham/czytam akurat to, a nie coś innego? Nie znajduję powodu do wstydu w tym, że chcę, aby kino nie tylko zmuszało mnie do moralno-egzystencjalno-filozoficznych rozmyślań, ale również było źródłem najprostszej rozrywki i relaksu. Czasami, po dniu wytężonej pracy umysłowej, mam zwyczajnie ochotę obejrzeć łzawą komedię romantyczną i w aurze kompletnego rozluźnienia zakończyć wieczór.

 

kultura2Dopiero teraz zdaję sobie sprawę z tego, że chyba po prostu lubię zachowywać równowagę raz poświęcając swoją uwagę bardziej skomplikowanym dziełom, a raz zatracając się w rozrywce, jaką daje mi kicz. I muszę dodać, że doceniam funkcje ich obu.

 

Wychodząc z założenia, że czytelnik sam powinien decydować, co mu się podoba, a także odkładając na bok wszelkie moje sympatie i uprzedzenia, w kulturalnym dziale magazynu To ja kobieta postaram się znaleźć złoty środek i dostarczyć Państwu informacji na temat sztuki w szerokim kontekście. Znajdą się tu nie tylko artykuły dotyczące dzieł wyższych lotów, ale także tych mainstreamowych. Obiektywnie będę opisywać wszelkie nowe zjawiska, ale również dobrze znane dzieła. A co najważniejsze właśnie Wam, Czytelniczki (a także, mam nadzieję, Czytelnicy) pozostawię ocenę wszystkiego, co dotyczy artystycznego świata. Bo kultura, niezależnie od tego, co mówią jej krytycy, ma taką wartość, jaką nada jej indywidualny odbiorca.

Czytaj więcej...

Narysuj swój świat

  • Opublikowano w Magazyn

narysuj1My, kobiety, często narzekamy na brak czasu. Mamy przecież wiele obowiązków. Uczymy się, pracujemy, dbamy o swoje cztery kąty. W najgorszej sytuacji są te z nas, które charakteryzują się perfekcjonizmem i czują, że wszystko, za co się zabierają, musi być wykonane idealnie. Każde zadanie, dla tej grupy reprezentantek płci pięknej, wydaje się być niecierpiącym zwłoki i wymagającym najwyższego stopnia uwagi. Wspaniały związek, świetne relacje z przyjaciółmi i dalszymi znajomymi, okazywanie zainteresowania rodzinie, zadbane mieszkanie, satysfakcjonujące kolejne sukcesy w pracy – listę spraw, które czasami absolutnie słusznie, a czasami zupełnie bez powodu są według nas priorytetowe, można by mnożyć w nieskończoność.

 

Jak w takim razie w natłoku zajęć, które często same na siebie zrzucamy, znaleźć miejsce na rozwój swoich zainteresowań, poświęcenie się im? Mogłoby się wydawać, że nie jest to wykonalne, a my same zostajemy skazane na monotonne życie pozbawione przyjemności. Jeśli jednak naprawdę uwielbia się czymś zajmować, zawsze znajdzie się na to odrobinę czasu.

 

Doskonałym tego przykładem jest historia 21-letniej Aleksandry i jej wielkiej pasji – rysowania. - Zaczęłam rysować już jako dziecko – mówi dziewczyna. – Dlaczego? Szczerze mówiąc z bardzo prostego powodu, mianowicie nie miałam zbyt dużo towarzystwa. Poza tym ciągle obserwowałam moją chrzestną, która miała artystyczne zacięcie. Ona stanowiła dla mnie źródło ogromnej inspiracji, ponieważ jest bardzo charakterystyczną osobą... ekscentryczną – dodaje z uśmiechem.

 

Kiedy patrzę na prace Aleksandry, nie mogę wyjść z podziwu. Odnoszę wrażenie, że wszystko, za co tylko się zabierze, musi stać się prawdziwym dziełem sztuki. Mam tu na myśli nie tylko rysunki wykonywane ołówkiem. Ola bowiem nie ogranicza się do jednej formy tworzenia. Często maluje różnego rodzaju farbami, pastelami czy węglem. Jej prace są wyjątkowe. Niezwykle realistyczne, zawierające głębię, a przy tym dokładnie oddające każdy szczegół. Ich tematyka jest różna – począwszy od przedmiotów martwej natury, przez zwierzęta w ruchu, na portretach skończywszy.

 

narysuj2Mnie zastanawia jedno – czy w tym pozornie niewymagającym nakładu środków finansowych zajęciu, rzeczywiście może odnaleźć się każdy, bez względu na zasobność swojego portfela, a jedynym koniecznym warunkiem jest talent? – Jeśli zaczynasz brać rysowanie na serio i nie chcesz czuć ograniczeń, staje się ono kosztowne. Jednak na początek wystarcza sam ołówek i kołonotatnik. Warto nosić go ze sobą i utrwalać chwile. Osoby, które są początkujące lub tworzą tylko i wyłącznie, po to, by uzewnętrznić obrazy, przewijające się im w głowach, mogą więc spokojnie oddać się swojej pasji nie martwiąc się o pieniądze. Jeśli natomiast tworzy się dla innych, np. ofiarując swoje prace jako prezenty czy, tym bardziej, kompletuje portfolio w celu dostania się na uczelnię artystyczną, pojawiają się spore koszty. Nie są to duże kwoty, ale wraz ze wzrostem częstotliwości rysowania, wzrasta zużycie materiałów, czyli automatycznie również wydatki. Jest z kolei wiele przedmiotów, które mogą się bardzo przydać, ale wymagają już większej inwestycji, np. sztaluga.

 

Patrząc na Aleksandrę i to, ile radości oraz satysfakcji daje jej ulubione zajęcie, nie mam wątpliwości, co do tego, że dziewczyna byłaby gotowa oszczędzać na szeregu innych rzeczy po to, by móc kupić papier i potrzebne do przelania na niego obrazów, narzędzia. – Rysowanie wiele mi daje. Dzięki temu uzewnętrzniam się. Zapewnia mi ono poczucie zadowolenia. Obrazuje to, że ciągle się rozwijam. Na ogół – zamyśla się. – Jeśli jakaś praca jest, według mnie, gorsza od poprzedniej oczywiście mnie to smuci. Jednak idzie się dalej, mimo wszystko. Malowanie oczyszcza...oczyszcza ducha. Poza tym jest pewną formą przekazu. Tego, że szukam jakiejś interakcji ze strony otoczenia. Dzięki niemu poznaję też wiele nowych, ciekawych osób. Ostatnio na warsztatach zetknęłam się z niezwykłym towarzystwem, ludźmi o ogromnych zasobach wiedzy i rozległymi horyzontami, które sprawiają, że aż chce się dołączyć do tych kręgów.

 

Jak nietrudno się domyślić, sztuka wymaga poświęcenia odpowiedniej ilości czasu. Nie mogę się powstrzymać przed zadaniem Aleksandrze pytania o to, jak godzi wszystkie obowiązki ze swoją pasją. – To trudne zadanie. Szczególnie, gdy jest się typem takiej osoby jak ja. Ciągle chciałabym robić tysiące rzeczy, ale do wielu z nich brakuje mi samozaparcia, niesłabnącego zapału i właśnie czasu. Poza tym dla mnie priorytetem jest rodzina. Wolę dłużej posiedzieć i porozmawiać przy niedzielnej kawie. Niestety, jeśli naprawdę chcesz przekazać rysunkiem czy obrazem jakąś treść, najpierw musisz dobrze opanować formę, a do tego potrzebne jest doświadczenie. Jednocześnie dziewczyna zaznacza, że rodzina pochwala jej zaangażowanie, to jak chce się rozwijać. – Większość moich prac trafia właśnie do najbliższych mi osób - członków rodziny, chłopaka. Choć ciągle mi się wydaje, że są one za słabe, by ozdabiać jakąś ścianę, to jeden z obrazów wisi u mojej babci, a niedługo pojawi się obok niego także mój rysunek.

 

narysuj3Dla mojej rozmówczyni rysowanie to nie tylko pasja, ale również sposób na życie. W tym roku dziewczyna, pomimo tego, że studiuje już na kierunku technicznym, złożyła podanie na Uniwersytet Artystyczny. Niestety, do przyjęcia na uczelnię, zabrakło jej jednego punktu, co oznacza, że była o włos od dostania się na jeden z najbardziej obleganych wydziałów. Jak sama jednak zaznacza, nie zamierza się poddawać i za rok znów zaniesie swoje dokumenty do komisji rekrutacyjnej.

 

Aleksandra dla wielu z nas mogłaby stanowić wzór. Pomimo codziennych zobowiązań i zdarzających się porażek, nie porzuciła swoich marzeń, a nawet coraz bardziej się im oddaje. Nie ma przecież nic wspanialszego niż poczucie, że przy dobrej organizacji własnego życia możemy czasami skupić się na tym, co kochamy. Tym bardziej mobilizujące jest, tak jak w przypadku bohaterki artykułu, przekonanie, że zaangażowanie we własne zainteresowania może w przyszłości zaowocować luksusem budzenia się z myślą, iż każdy kolejny dzień przyjdzie nam spędzić na robieniu tego, co sprawia nam największą przyjemność. A już na pewno nic nie cieszy bardziej niż możliwość realizowania się w zawodzie, który jednocześnie jest pasją.

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS