Menu
logo tjk main

Archetyp przyjaźni, czyli o relacjach matki z córką. Gdy zazdrosna matka niszczy życie córki - CZ.2

Każda z nas wyobraża sobie, jak powinny wyglądać idealne relacje matki z córką. Intuicyjnie czujemy jak powinno być właściwie. Dążymy, żeby tak było, jednak nie zawsze to proste działania. Nić porozumienia plącze się z biegiem lat. Piętrzą się przemilczenia i niewypowiedziane żale. Skąd bierze się zawiść i jak długo potrafimy żywić urazę?

W pierwszej części artykułu opisałam jak z upływem czasu, zmienia się wzajemny układ między matką a córką. Zanim przeczytasz o niszczących uczuciach, których temat chcę poruszyć w drugiej części publikacji, zachęcam do przyjrzenia się metamorfozom, jakie mają miejsce na przestrzeni lat: Archetyp przyjaźni, czyli o relacjach matki z córką. Jak z biegiem lat zmieniają się potrzeby, oczekiwania, obowiązki względem siebie - CZ.1

Każda matka popełnia błędy, zdarza się jej być zaborczą i władczą. Jest to normalne zjawisko, spowodowane dużą troską o córkę, pragnieniem, aby dziecku wiodło się jak najlepiej. Jednak niekiedy negatywne wzorce zachowań wpływają w sposób stały i przybierają bardzo dominujący charakter. Wówczas możemy mówić o toksycznej matce, która zaszczepiła w dziecku traumę, wieczną obawę i niskie poczucie własnej wartości. Zazdrość, nie pozwala córce na doświadczenie pełnej satysfakcji z własnych osiągnięć. Uczucie, że nie jest dość dobra, by dążyć do realizacji marzeń, „pielęgnowane” od dziecka, nie przemija z wiekiem. Wprost przeciwnie, frustracja narasta, ponieważ w oczach matki, wciąż jej czegoś brakuje. Nawet jeśli ma rodzinę, nadal życie toczy się w cieniu toksycznego rodzica.

Dorosłe życie kształtujemy  same, często sięgając  po wzorce, jakie zostały w nas wykształcone przez doświadczenia zdobyte w dzieciństwie. Mit doskonałej rodzicielki, przy której czujemy się bezpiecznie, nie jest wieczny. Traci swoją datę ważności wraz z pierwszymi próbami ułożenia własnego życia. Konfrontując dorosłość z autorytetami i wartościami wpojonymi przez matkę, często dochodzi do różnicy zdań. Traktowana jako wymiana poglądów, kończy się z korzyścią dla obu stron. Jeśli jednak przybiera w oczach matki formę ataku na nią samą, wówczas uruchamia mechanizm obronny i wzmacnia w córce poczucie bezradności oraz zależności. Nie potrafi przyznać się do błędu, za to z chęcią wytyka potknięcia innym. Dezaprobata, tak bardzo demotywująca dla młodej osoby, często bierze się z zazdrości, że córka ma szanse lepiej ułożyć sobie życie. Niegdyś matka również ją miała, jednak uległa presji otoczenia, być może i zaborczości własnej matki. W ten sposób próbuje zrekompensować niezadowolenie z własnego losu, rozczarowania, niespełnione marzenia. To bardzo niesprawiedliwa rozgrywka, w której przegraną może być tylko jedna ze stron.  Matka nie ma nic do stracenia, a nawet może zyskać szczerość i utracone relacje z dzieckiem. Natomiast córka może przegrać autonomię, czyli krótko mówiąc własne życie.

Nadmierna kontrola wzmaga poczucie, że do niczego się nie nadajemy. Jeśli już pojawia się okazja, aby zmienić swoje życie, naszymi decyzjami często kieruje pragnienie udowodnienia matce, że świetnie radzimy sobie same. Nasza manifestacja samodzielności działa jak płachta na byka, podsycając zazdrość i chęć stworzenia jeszcze większej zależności. Dodatkowym problemem jest ogromna siła pieniądza, tworząca z niego ulubione narzędzie do kontroli. Pomaga utrzymać sprawowany od dzieciństwa nadzór. Im dłużej motywacją, aby znaleźć pracę, mieszkanie, partnera, będzie argumentowanie matce, że jestem coś warta i zasługuję na szczęście, tym trudniej będzie cokolwiek osiągnąć. Ciągłe pokazywanie „na co mnie stać”, szybko człowieka męczy i do niczego nie prowadzi. Za to matka znów ma rację, że bez niej sobie nie radzisz i miotasz się w swoim niezdecydowaniu.

Przyczyn matczynej zazdrości o niemal każdą sferę życia córki, jest wiele. Podstawowym problemem jest mit doskonałości, pod którym kryje się tak naprawdę niska samoocena. Nie ma idealnego wzorca macierzyństwa i nie do końca prawdziwe jest stwierdzenie, że każda kobieta od początku wie intuicyjnie, jak opiekować się swoim maleństwem. Jednak boi się przyznać do niewiedzy, gdy w społeczeństwie głęboko zakorzenione jest, że zaraz po urodzeniu, matka otrzymuje cudowny dar wszechwiedzy dotyczącej wychowania dziecka. Brak prawa do błędu i wzajemne, zbyt duże oczekiwania, pogłębiają stan przygnębienia oraz  wiecznego niezadowolenia z siebie. Postawiona w nowej roli, musi często zrezygnować z własnych marzeń, bo absolutnego poświecenia wymaga od niej presja otoczenia. Zapominając o swoich potrzebach, emocje muszą mieć gdzieś ujście.  Wówczas całą koncentrację matka skupia na córkę. Po latach opieki, oczekuje wdzięczności, mocno ingerującej w życie dorosłej już osoby. Nadal chce czuć się niezastąpiona, na każdym kroku udowadnia swoje racje, bez możliwości dyskusji. To bardzo ogranicza możliwości dialogu a także  zawęża pole wspólnych tematów. Schemat ciągłego niezadowolenia i wytykania błędów przenoszony jest na kolejne pokolenia.

Kolejną ważną przyczyną niezdrowej zazdrości matki jest przekonanie wpojone w dzieciństwie, że na miłość trzeba zasłużyć. Niepostrzegana jako bezwarunkowa, porównywana jest do nagrody, przykładowo za nienaganne zachowanie. Jeśli przez lata żyłaś w obawie, że każdy sprzeciw, spowoduje utratę miłości matki, odbije się to głośnym echem w przyszłości. Żaden mężczyzna nie będzie dość dobry, abyś mogła ułożyć sobie z nim życie. Relacja z matką wręcz zastąpi relację z partnerem. Selekcja kolegów z jakimi możesz się spotykać, nie skończy się z momentem osiągnięcia pełnoletniości. Wtrącanie się, zazdrość, że nie poświęcasz jej już tak dużo uwagi  co wcześniej, często będzie przyczyną rozpadu związku. Skutkiem braku szczęścia we własnym małżeństwie, jest podświadome uzależnienie dziecka od siebie, by czuć się kochaną i akceptowaną. Nic dziwnego, że gdy w życiu córki pojawia się mężczyzna, matka boi się, że odbierze jej to poczucie i zostanie zepchnięta na boczny tor. Zbyt kurczowe trzymanie córki przy sobie, nie ma nic wspólnego z bezwarunkową miłością. W niezdrowej relacji, miłości brak, za to pojawia się dużo żalu, poczucia winy. Może to mieć wpływ na zaburzenia samoakceptacji w dorosłym życiu, niemożności pokochania drugiej osoby, na zachwiania orientacji. Często, uciekająca od toksyczności córka, szuka ciepła i troski u boku innej kobiety. Oczekuje, że tego czego nie otrzymała w dzieciństwie od matki, zrekompensuje jej związek z osobą tej samej płci.

Takie jakie nasze życie emocjonalne w młodości, poczynając od niemowlęctwa, takie też będzie w dorosłości. Pominięte etapy będą się za nami ciągnąć, dopóki nie sięgniemy sedna problemu i nie odkryjemy prawdziwych emocji jakie nami kierują. Dlatego tak ważna od początku jest relacja z matką. Im więcej w niej miłości, akceptacji i zrozumienia, tym łatwiej obdarować nam tymi uczuciami inne osoby. Nieustanna kontrola, mająca miejsce w dorosłym życiu córki, prowadzi do poważnych zachwiań osobowości, a każda próba oddzielenia skończy się fiaskiem. Zazdrość natychmiast weźmie kontrole nad racjonalnymi radami matki, która nie będzie kierować się altruistycznie dobrem dziecka, lecz własnymi potrzebami.

Ewa Kuhnert, 23l.

BIBLIOGRAFIA
1.  Caplan P., Nie obwiniaj matki, tłum. Dowjad D., 2006
2.  Forward S., Toksyczni rodzice, przeł. Grażyński R., 1996
Czytaj więcej...

Apodyktyczni rodzice

Emocjonalne wyniszczenie spowodowane przez rodziców, podobnie jak chemiczna trucizna, rozchodzi się w dziecku. Wraz z rozwojem dziecka rośnie również odczuwany przez nie ból. Czyż jest lepsze słowo, niż toksyczni, którym można by się posłużyć do opisu rodziców, którzy zaszczepiają w dziecku wieczną traumę, poczucie znieważenia, poniżenia i nie przestają tego robić nawet kiedy dzieci są już dorosłe? - Susan Forward

Termin „toksyczni rodzice” nie odnosi się tylko i wyłącznie do relacji patologicznych, nie jest związany tylko z agresją czy przemocą fizyczną. Okazuje się, że czuły opiekun, który stara się być zawsze przy dziecku i pilnować go na każdym kroku, może zniszczyć jego zdrowy rozwój.

Amerykańska psycholog, Susan Forward wyróżnia kilka rodzajów toksycznych rodziców
Mimo całkowitej odmienności w podejściu do dzieci, efekty takich relacji są podobne. Jeden z pacjentów Forward stwierdził nawet: „Gdybym musiał wybierać między zniewagą fizyczną a słowną, zawsze wybrałbym bicie. Pozostają po nim ślady, a więc przynajmniej ludzie użalają się nad tobą. Jeśli chodzi o słowa, to po prostu doprowadzają cię do szału. Rany po nich są niewidoczne. Nikt się tobą nie przejmuje. Blizny fizyczne znikają znacznie szybciej niż te zadane przez obelgi.

Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, jest całkowitą prawdą. Często dochodzi do sytuacji, że dorosłe dzieci, które wyprowadziły się z domu, albo których toksyczni rodzice zmarli, nadal są psychicznie zniewoleni tym, na co przez lata były narażane.

Rodzice jako bogowie
Analogicznie do mitologii starożytnej Grecji, gdzie mieszkańcy Ziemi wiedzieli, że w każdej chwili może na nich zstąpić gniew bogów. Nie wiedzieli kiedy to nastąpi i co będzie zapalnikiem, ale była to rzecz nieunikniona.

Tak samo dzieci, które nie są w stanie przewidzieć reakcji rodziców. Poza tym widzą w nich nieomylnych, zaspokajających wszystkie potrzeby opiekunów. Życie pod ochroną takich „bogów”, daje dziecku poczucie bezpieczeństwa. Niestety dzieci z toksycznych rodzin mają skłonność do gloryfikowania swoich opiekunów i tłumaczenia ich zachowania.

Rodzice nieadekwatni
Nie są do końca przystosowani do pełnienia tak ważnej funkcji jaką jest rodzicielstwo. Zapominają, że podstawowymi prawami dziecka jest, aby było zadbane, najedzone i czuło się bezpiecznie. Jednak z drugiej strony, ograniczanie się do zapewnienia tylko tych podstawowych potrzeb, jest wielkim błędem. Kiedy jest się dzieckiem, chłonie się wszystko jak gąbka. To właśnie z zachowań rodziców, względem siebie wzajemnie i nas, czerpiemy wzorce. A więc zapewnienie właściwego rozwoju emocjonalnego, wskazywanie na różne uczucia z jakimi zmaga się w życiu człowiek, rozwijanie w dziecku poczucia własnej wartości, nie może pozostać marginalnym elementem wychowania.

Najważniejszy argument jaki przytacza Susan Forward to: Dzieci mają przede wszystkim prawo, aby być dziećmi. Mają prawo przeżyć swoje młode lata z radością, spontanicznie i nieodpowiedzialnie. Naturalnie, w miarę jak dzieci dorastają, kochający rodzice winni pielęgnować ich dojrzałość powierzając im pewną dozę odpowiedzialności i rodzinne obowiązki, ale nie za cenę dzieciństwa.”

Problem z nieadekwatnymi rodzicami pojawia się wtedy, gdy dziecko traci swoje dziecięce lata stając się rodzicem dla samego siebie, lub co gorsza dla własnych rodziców. Jest obarczone ogromną odpowiedzialnością za to, co w ogóle w młodości nie powinno go bezpośrednio dotyczyć. Gdy role się odwracają, dziecko traci wzór do naśladowania. Już nie ma skąd czerpać informacji o świecie, o pewnych społecznych zachowaniach. Do wszystkiego musi dochodzić samo, drogą prób i błędów, co często kończy się problematycznie.

Osobowość dziecka, pozbawiona modelu ról rodzicielskich w tym decydującym momencie rozwoju emocjonalnego, jest wystawiona na dryfowanie po nieprzyjaznym morzu chaosu.

Nieadekwatni rodzice nie potrafią też poświęcić dziecku należytej uwagi. Tak bardzo skupieni na sobie, swoich problemach i uczuciach, zapominają o swoich podopiecznych i o tym, jak ważne w młodym wieku jest właśnie skupienie się na emocjach dziecka. Doprowadza to do sytuacji, w których dzieci aby zwrócić na siebie uwagę rodziców, posuwają się do niebezpiecznych lub społecznie nieakceptowanych zachowań.

Rodzice kontrolerzy
Strach dorosłych przed otoczeniem, przed całym światem, przekłada się na metody wychowawcze. Jeśli rodzice zachowują się względem nas wyjątkowo zapobiegawczo, zabraniając większości rzeczy tylko dlatego by nas chronić, ma to swoje negatywne skutki. Dorosłe dzieci, całe życie będą prawdopodobnie bojaźliwi i niespokojni. Trudno im też będzie się odnaleźć w dorosłym życiu, bo przy wszelkich decyzjach będą potrzebowali pomocy rodziców. Nie ma oczywiście nic złego w pomocy ze strony naszych opiekunów. Problem pojawia się wtedy, gdy to wczesnodziecięce kontrolowanie i co za tym idzie uzależnienie od siebie dziecka, rodzice wykorzystują w jego dorosłym życiu. Boją się bowiem, że dorosłe dziecko nie będzie już potrzebowało ich pomocy. Wizja bycia niepotrzebnym, jest tak przerażająca, że posuwają się do manipulacji, wzmacniania poczucia bezradności i potrzeby pomocy.

Odczuwają strach przed opuszczonym gniazdem i kiedy dziecko staje się niezależne i się wyprowadza to czują się zdradzeni i opuszczeni. Wielu toksycznych rodziców kontroluje swoje dorosłe dzieci traktując je tak, jakby były bezradne i nieprzystosowane, nawet gdy jest to w jawnej sprzeczności z rzeczywistością.

W przypadku rodziców kontrolujących, mamy do czynienia z dwoma rodzajami zachowań:
Bezpośrednie i mało subtelne, gdy rodzice otwarcie mówią, że np. padną na zawał jeśli nie przyjedziesz na święta, że jeśli nie pomożesz w przeprowadzce to znaczy, że ich nie kochasz.

Manipulanci - niezwykle subtelni, zakamuflowani, ale uderzają ze zdwojoną siłą. Poprzez swoje zachowanie, ustawiczną pomoc, wtrącanie się, dotrzymywanie towarzystwa. Stosują bezwzględną broń - Jestem przy tobie zawsze, tak ci pomagam, wszystko dla ciebie robię, a ty mi się tak odpłacasz, odtrącasz?

Rodzice alkoholicy
Problem ten jest tak naprawdę studnią bez dna, więc nakreślę tylko jeden z problemów jaki dotyczy rodzin alkoholików. Mianowicie, robienie z tego tajemnicy. Cała rodzina sprzymierza się ze sobą w walce o udawanie, że wszystko jest w porządku. Stwarzają pozory, w które niewiedzące nic o świecie dziecko, jest w stanie szybko uwierzyć. Ponadto usilne próby zakamuflowania rzeczywistości wymagają od dziecka ogromnych pokładów energii. Cały czas stara się być czujny, nie zdemaskować sekretu. W efekcie unika nawiązywania poważniejszych relacji, izoluje się od rówieśników.

Tak jak wiele jest rodzajów toksycznych związków rodzinnych, tak wiele jest mechanizmów radzenia sobie w różnych sytuacjach. Rodzice mogą:
- zaprzeczać:
nic się nie dzieje/coś było złe, ale już się nie powtórzy - minimalizacja lub lekceważenie sprawy, obracanie jej w żart.

- dokonywać projekcji:
rodzice oskarżają dziecko o wszystkie nieadekwatności na które sami cierpią, albo obarczają winą za toksyczne zachowania, które wynikają z ich nieadekwatności.
Alkoholik obarcza dziecko winą za to, że przez jego złe zachowanie musi pić - unikanie odpowiedzialności za swoje zachowanie, szukanie kozła ofiarnego.

- sabotować:
przyzwyczajeni do podziału ról w domu, tego że każdy ma swoje miejsce, rodzice nie chcą tego zmieniać, bo zachwiałoby to ich równowagę.
Np. dziecko, które dzięki terapii zaczynało czuć się lepiej. Rodzice przerwali spotkania, bo to by zachwiało ich równowagę, przestaliby być potrzebni.

- tworzyć trójkąty:
jedno z rodziców znajduje sobie dziecko jako powiernika albo sojusznika przeciwko drugiemu rodzicowi, niezdrowy trójkąt, w którym dzieci muszą się opowiedzieć po którejś ze stron.

- dochowywać tajemnicy:
prowadzi do silniejszego związania członków rodziny, utrzymania jedności.

Toksyczni rodzice przeciwstawiają się zewnętrznej rzeczywistości, która stanowi wyzwanie dla ich przekonań. Zamiast się zmieniać, rozwijają swój spaczony pogląd na rzeczywistość, aby w ten sposób jeszcze mocnej utwierdzać się w przekonaniach, którym do tej pory hołdowali. Niestety dzieci nie mają na tyle doświadczenia, aby dokonać rozróżnienia pomiędzy rzeczywistością prawdziwą a rzeczywistością spaczoną. Zatem dzieci toksycznych rodziców wzrastają przejmując ich spaczone przekonania, które wnoszą bez modyfikacji w swoje własne dorosłe życie.

Jak twierdzi Susan Forward, wszystkie przedstawione przypadki, chociaż różniące się od siebie, prowadzą do takich samych skutków - dzieci, które nie potrafią radzić sobie w dorosłym życiu. Mające problemy z wiązaniem się z innymi ludźmi, z niskim poczuciem własnej wartości. Cały czas psychicznie związane z rodzicami, mimo fizycznej ucieczki czy śmierci rodziców.

Motywem często pojawiającym się w filmach czy literaturze, jest odwoływanie się we wszelkich psychologicznych problemach do relacji z rodzicami. Okazuje się, że w znacznej ilości przypadków, to właśnie te relacje kształtują całe nasze życie. Warto zatem porozmawiać o tym ze specjalistą, bo może to, co wydaje nam się zwykłą słabością, chronicznie złym samopoczuciem, ma znacznie głębsze podłoże. 

Tekst i cytaty na podstawie: Susan Forward „Toksyczni rodzice”

Aleksandra Pelz, 21l.

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS