Menu
logo tjk main

Modne dziwactwa

Czym jest moda? Czym jest bycie modnym? 1
Czasami człowiek czuje się zagubiony w tym gąszczu rzeczy „in”. Dlaczego nagle coś, co wczoraj było tylko zwykłym rozciągniętym swetrem, teraz jest najsensowniejszym ubraniem lansowanym przez wszystkie czasopisma i blogerów?

Bo moda to zabawa i trendy to też zabawa. Czymś innym często jest „wyglądać dobrze”, a czym innym modnie.

 

Żeby zrozumieć choć trochę dziwactwa mody, wystarczy sięgnąć do dziedzin pokrewnych, które też zaczynają być często udziwnione do granic możliwości.

 

Weźmy na przykład modę na freeganizm – czyli wyjadanie resztek ze śmietników; to jest trendy, to jest na czasie, żywić się resztkami ze śmietników – dziwaczne? A mega niewygodne buty są mniej dziwacznym pomysłem (spytajcie się spuchniętego palca)...

 freegan1

 

Kolejnym przykładem może być moda na minimalizm w życiu – czyli pozbywanie się wszelkich rzeczy z domu, posiadanie jedynie skarpet, stolika, psa i dywanika pod psa i …. komputera (w którym notabene brak zainstalowanego DOS'a i Nortona Commandera, tylko najnowsze systemy + cały świat w pigułce zwanej internetem – ...też mi minimalizm...) - znowu coś wypaczone do granic absurdu. Tak jak kwadratowa, za duża sukienka, w której moja piękna sąsiadka wygląda jak baba handlująca pieczarkami na rynku (bez obrażania uczuć).

 

Często łatwo się pogubić w tych trendach lifestylowych, może się okazać że koleś zbierający puszki i nie myjący się od dwóch tygodni jest bardziej na czasie niż my (a pewnie sam o tym nie wie).


freeganie

rothko1 rothko2 rothko3

 

Sztuka to wielkie targowisko. Czasami furorę robi zezłomowany samochód wystawiony we francuskiej galerii, dzień wcześniej pozbierany na wysypisku. Albo malarz który nagle postanowił rzucić farbami w płótno. Kwestia dorobienia ideologii. Czasami pomiędzy tymi wątpliwymi dziełami widać przebłysk geniuszu. Dlatego samą modę i dziwacznie ubranych blogerów należy traktować z lekkim przymrużeniem oka, oni się bawią, szukają, a być może większy umysł wyciągnie z tego coś sensownego – tak jak to robi Marc Jacobs (chociaż jego linie też często trzeba „przekonwertowywać do użytku”).

Marc Jacobs
Zazwyczaj patrzymy na coś i wiemy już, że wygląda to dla nas dziwacznie – prawdopodobnie, więc jest dziwaczne, ale nie ma w tym nic złego – bo poszukiwanie prowadzi do rozwiązań i standardów, ale być może to nie my jesteśmy tymi poszukiwaczami i wolimy nie wyglądać jak skrzyżowanie choinki ze strachem na wróble czy biegać po śmietnikach, bo to modne. Z wielkich podziurawionych spodni wychodzą potem lekko przetarte jeansy nadające się do noszenia. Z kosmicznych pomponów przy swetrze, lekkie nawiązania przy szaliku.

3

 

Piękne jest to, że można być wiecznym poszukiwaczem (który być może się myli albo jest genialny) lub wypracowywać sobie styl wg własnego smaku i poczucia harmonii. Wszystkie chwyty dozwolone, w końcu to nie fizyka kwantowa ;).

Czytaj więcej...

Trend OMBRE - od spodni do farb do włosów

Ciężko mówić o obecnych trendach, nie wspominając o miłosiernie panującym od kilku sezonów stylu OMBRE i ściśle wiążącym się z nim pojęciem DIP DYE.

Moda ta z łatwością zdobyła serca blogerek, fashionistek oraz innych zwykłych śmiertelników, dla których super wygląd ma znaczenie. Ale zacznijmy od początku, bo wszystko ładnie brzmi, ale o co właściwie chodzi?

Ombre to francuskie słowo, mające kilka znaczeń, ale jest jedno, które interesuje nas najbardziej. Ombre to po prostu cień, co bezpośrednio nawiązuje do metody kolorystycznego cieniowania. Charakterystyczne jest również łagodne przejście z jednego koloru w drugi, aczkolwiek zdarzają się bardziej intensywne rozwiązania, wtedy zazwyczaj traktuje się je potocznym określeniem dip dye (z języka angielskiego dip – zanurzać, dye – farbować).

 

o3

1. TOPSHOP 2. FOREVER NEW 3. TOPSHOP

 

Ombre i dip dye są o tyle elastycznym pojęciem, że mogą dotyczyć prawie wszystkiego. W sieciówkach i innych sklepach możemy znaleźć masę cieniowanych ubrań w różnych kolorach, jednak niektóre ceny mogą odstraszyć nawet najbardziej zdeterminowane osoby.
W zależności od firmy, za koszulę ombre możemy zapłacić przeróżne kwoty – od około 70 zł do ponad 300 zł w droższych sklepach. Podobnie wahają się ceny za spódnice i spodnie, aczkolwiek ciekawym rozwiązaniem są internetowe sprzedaże rzeczy przerabianych przez osoby, które po prostu lubią to robić.

Często określa się takie ubrania mianem blogerskich ze względu na to, że są robione na podobieństwo ubrań z modnych stylizacji popularnych blogerek. Wówczas ceny są o wiele niższe i ma się świadomość, że jest to w jakiś sposób coś bardziej niecodziennego niż ubranie z popularnej sieciówki. Ale nie dajcie się nabrać, w różnych sklepach internetowych dosyć często pada to określenie i to wcale nie znaczy, że każda z tych rzeczy jest coś warta i modna.

Zawsze też pozostaje nam opcja wyprzedaży, która właśnie trwa, więc jeśli chcesz zapolować na coś cieniowanego w gotowej postaci, powinnaś wyruszyć na łowy już teraz.

Ale po co kupować rzeczy gotowe, jeśli takie cieniowane ubrania możemy zrobić same! Dzięki temu rozwiązaniu nie będziemy musiały zostawić sporej gotówki w centrach handlowych, a dodatkowo będziemy miały coś niepowtarzalnego i oryginalnego zrobionego przez nas same. Wystarczy stara jeansowa koszula, miska i wybielacz!

Na tym propozycje się nie kończą. Wystarczy wpisać w Google kilka magicznych słów i wyskakuje cała masa porad DIY, co po rozwinięciu skrótu w dosłownym tłumaczeniu znaczy Zrób to sama. Dzięki tym wskazówkom, możemy łatwo przerobić nie tylko koszulę, ale też spodnie, rajstopy, tenisówki, bluzki. Jedyne co potrzebujemy to dobre chęci i trochę wybielacza . A oszczędzamy przy tym sporo pieniędzy, biorąc pod uwagę, że rajstopy ombre lepszej jakości kosztują ponad 20$ czyli ok 100 zł!

To jeszcze nie koniec, bo nasze paznokcie i włosy też mogą być ombre! Paznokcie możemy pomalować same, biorąc pod uwagę fakt, że korzystając z usług kosmetyczki jednorazowo zapłacimy ok. 20 zł w zależności od firmy. Natomiast, jeśli kupimy dwie buteleczki lakieru o różnych kolorach za tę samą cenę bądź nawet wyższą, będziemy mogły samodzielnie wykonać taki zabieg kilkanaście razy, mając do dyspozycji wspomniane dwa lakiery, wykałaczkę oraz gąbkę. Z pewnością nie jest to super szybki sposób malowania, ale zbyt dużo czasu nie zajmuje, a naprawdę warto!

 

o2

Źródło: www.weheartit.com

 

Włosy również możemy pofarbować same za pomocą farb o różnych odcieniach. Ułatwić to może gotowa farba ombre, którą możemy znaleźć w drogeriach za około 30 zł (w przeciwieństwie do usług fryzjerskich to dosyć niska cena, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę dłuższe włosy, na które potrzeba więcej niż jedno opakowanie farby) a ważne jest to, że została ona stworzona specjalnie do uzyskania tego efektu. Zazwyczaj do osiągnięcia takiej fryzury stosuje się różne odcienie blondu i brązu, aczkolwiek także częstym zjawiskiem jest stosowanie intensywnych kolorów tj. róże, błękity, zielenie, co często można spotkać w przypadku osób młodych.

Trend ombre i dip dye opiera się nie tylko na gotowych propozycjach sklepów, ale też na naszej kreatywności i wyobrażni. To super sposób na odświeżenie starych ubrań czy zmianę fryzury! To nie tylko trend elastyczny, którego zastosowanie możemy znaleźć wszędzie, ale też styl bardzo uniwersalny – nie jest określony wiekiem!

Ubrania ombre nadają się dla kobiet w każdym wieku, ale myślę, że cieniowanym T-shirtem w ulubionych kolorach również nie pogardziłby żaden modny mężczyzna. Trend ombre to szerokie pole do popisu dla każdej osoby, bo zawsze można być modnym na swój własny sposób.

 

o1

Źródło: www.followpics.com


Aneta Dmochowska, 20l.

Czytaj więcej...

Kultura niska, kultura wysoka

  • Opublikowano w Magazyn

kultura1Od dawna zastanawiam się, kto decyduje o wartości wytworów kultury oraz kto lub co wyznacza trendy w sztuce i kieruje naszymi gustami. Dlaczego jedne utwory i prace trafiają do kanonu dzieł, a inne są skazywane na miano kiczu?

Już pisząc tytuł tego felietonu nasuwa mi się myśl, że niektóre określenia stosowane do opisu sztuki są oksymoronami. Bo czy kultura może być niska? Wydaje mi się, że albo coś należy do zbiorów kultury, albo nie i wtedy jest jedynie zwykłym rezultatem pracy człowieka, który niekoniecznie powinien nazywać samego siebie artystą. Odchodząc już od tych językowych rozważań nad samym pojęciem kultury i jego znaczeniem warto zastanowić się, dlaczego mówiąc o niej, powszechnie dzielimy ją na dwa rodzaje: tę wyższych lotów i niższą? Jak jeden rodzaj wpływa na drugi i co to wszystko oznacza dla nas, zwykłych odbiorczyń sztuki, które chcą po prostu napawać się jej pięknem i niespecjalnie są gotowe do zmiany swoich gustów?

 

Cały problem kręci się, moim skromnym zdaniem, wokół mainstreamu i wszystkiego, co stoi w opozycji do niego. Mainstream, czyli nurt reprezentowany przez większość artystów, odnosi się do czegoś, co w danym momencie jest powszechne i ogólnie spotykane, dostępne dla szerokiego grona odbiorców (głównie dzięki promowaniu w środkach masowego przekazu), a także zrozumiałe i akceptowane. Można zatem powiedzieć, że mainstream to cały zestaw trendów panujących w kulturze, powielanych przez szerokie grono twórców. Złośliwi stwierdziliby, że to po prostu papka, którą karmi się masę. Ja, delikatniej stwierdzę, że to zbiór wytycznych, którymi artyści kierują się, niekoniecznie po to, by wznieść się na estetyczne wyżyny, lecz w celu jak najlepszego sprzedania swoich uzewnętrznionych myśli. I w tym właśnie momencie pojawia się kwestia nieodłączna dla naszych czasów, czyli zysk. Nie odkryję Ameryki, pisząc, że inwestuje się w tych artystów (a później również promuje), którzy mogą przynieść duże zyski. Jak w takim razie wesprzeć rozwój indywidualizmu i kreatywnej twórczości? Szerokiej publiczności w końcu podoba się to, co jest przyjemne w odbiorze i łatwe do zrozumienia. Jednostki i instytucje posiadające odpowiednie środki finansowe, teoretycznie mogące wspomóc młodych alternatywnych artystów, liczą na zysk, a ten zostanie osiągnięty tylko w wyniku sukcesu sprzedaży. Sukces sprzedaży to sprzedaż masowa, a sprzedaż masowa to sprzedaż szerokiemu gronu odbiorców. Szerokie grono odbiorców lubi, jak już wcześniej wskazałam, to, co nie wymaga zbyt dużego wysiłku umysłowego. I tak koło się zamyka. Wniosek? Jeśli coś nie jest mainstreamowe ma o wiele mniejszą szansę na sukces. Idealnym potwierdzeniem tego może być fakt, że ustawodawcy w naszym kraju byli zmuszeni do wprowadzenia nowelizacji w kwestii radiofonii i telewizji. Dlaczego? Sytuacja polskiej sceny muzycznej w radiu była fatalna. Programy radiowe niechętnie emitują piosenki rodzimych wykonawców. Aktualnie jednak co najmniej 33% czasu emisji piosenek ma być przeznaczone na utwory polskojęzyczne. Tak więc, prawdą okazuje się przypuszczenie, że to, co nie osiągnęło i (według grona decydentów) nie osiągnie statusu hitu, jest z rynku wypierane. Chociaż należy wskazać, iż nie jest to regułą. Wiele z nas, mimo wszystko, czuje potrzebę obcowania z kulturą wyższych lotów czy z artystami mało popularnymi. Pragnę zaznaczyć, drogie Czytelniczki, że absolutnie nie neguję wszystkiego, co wpisuje się w aktualne trendy. Nie wyłączam radia, kiedy akurat jest w nim piosenka z gatunku disco polo czy pop, nie przenoszę się do innego pokoju, gdy domownicy oglądają kiczowatą amerykańską komedię. Ba! Słysząc kolejny melodyjny utwór, daję mu się porwać, a widząc czołówkę filmu, dołączam do współlokatorów. Jednocześnie jednak nie wstydzę się przyznać, że uwielbiam wręcz balet i operę. Te dwie formy sztuki potrafią przenieść mnie na wyższy poziom estetycznej i egzystencjalnej świadomości. Widok rosyjskiej primabaleriny perfekcyjnie wykańczającej każdą solówkę czy możliwość poszukania głębi w partii operowej śpiewaczki dają mi więcej radości niż można by to sobie wyobrazić. W życiu codziennym spotykam się niestety z brakiem zrozumienia. Znajomi, którzy kompletnie nie trawią baletu, żartują, że uwielbiam oglądać śmiesznych facetów w rajtuzach. Pasjonaci opery z kolei wytykają mi, że teoretycznie interesują mnie prawdziwie cenione dzieła, ale jednocześnie oglądam tandetne, kompletnie bezwartościowe seriale. I jak tu znaleźć równowagę? Moja odpowiedź brzmi: robić to, co uważa się za słuszne i nie przejmować się opinią innych. Ile razy w końcu mogę tłumaczyć każdemu dlaczego oglądam/ słucham/czytam akurat to, a nie coś innego? Nie znajduję powodu do wstydu w tym, że chcę, aby kino nie tylko zmuszało mnie do moralno-egzystencjalno-filozoficznych rozmyślań, ale również było źródłem najprostszej rozrywki i relaksu. Czasami, po dniu wytężonej pracy umysłowej, mam zwyczajnie ochotę obejrzeć łzawą komedię romantyczną i w aurze kompletnego rozluźnienia zakończyć wieczór.

 

kultura2Dopiero teraz zdaję sobie sprawę z tego, że chyba po prostu lubię zachowywać równowagę raz poświęcając swoją uwagę bardziej skomplikowanym dziełom, a raz zatracając się w rozrywce, jaką daje mi kicz. I muszę dodać, że doceniam funkcje ich obu.

 

Wychodząc z założenia, że czytelnik sam powinien decydować, co mu się podoba, a także odkładając na bok wszelkie moje sympatie i uprzedzenia, w kulturalnym dziale magazynu To ja kobieta postaram się znaleźć złoty środek i dostarczyć Państwu informacji na temat sztuki w szerokim kontekście. Znajdą się tu nie tylko artykuły dotyczące dzieł wyższych lotów, ale także tych mainstreamowych. Obiektywnie będę opisywać wszelkie nowe zjawiska, ale również dobrze znane dzieła. A co najważniejsze właśnie Wam, Czytelniczki (a także, mam nadzieję, Czytelnicy) pozostawię ocenę wszystkiego, co dotyczy artystycznego świata. Bo kultura, niezależnie od tego, co mówią jej krytycy, ma taką wartość, jaką nada jej indywidualny odbiorca.

Czytaj więcej...

Trendy 2012 jesień

Jesień nadciąga dużymi krokami...Warto więc zajrzeć w najnowsze trendy, co się zmieniło, co zostaje.

 

W sklepach już sezon jesienny gra pierwsze skrzypce, odchodzą mocne żywe kolory, wchodzą przygaszone typowe dla sezonu jesiennego, jesiennej aury (ciekawe swoją drogą jak wygląda sezon jesienny na kalifornijskich ulicach lub na Florydzie - jak ktoś wie - można napisać w komentarzach - byłoby miło :)))

 DragonAlexanderWang

Pierwsze podrygi jesieni najbardziej rzucają się w oczy powrotem koloru czarnego. Wszechobecna skóra i koronki - koniecznie czarne. Styl gotycki pomieszany z nowoczesnym - ostre cięcia, nowoczesne fasony i mocne "ciemne" wpływy. Chyba nigdy do tej pory ten styl nie pokazywał się w tak ciekawej, nowej odsłonie. Często pokazywany, ale nie w ten sposób. Rewelacja dla fanów nowego Batmana, stylistyki Dragon Tatoo.... itp. Tradycyjnie mocne formy prezentuje Rock Owens, warto zwrócić uwagę na nowy styl Givenchy - ciut zapożyczony od samurajów, Jean Paul Gaultier ciut z paryskim szykiem, Costume National, DKNY i Gareth Pugh - wydanie użytkowe. Alexander Wang klasyka w wydaniu gotyckim.

 

PrintEtroKolejnym trendem, który cały czas nam towarzyszy i wciąż się rozwija jest printomania! Jesienne printy to spokojniejsze kolorystycznie printy, jednak psychodela została ta sama. Może ciut więcej form graficznych. Moja ulubiona Mary Katrantzou - znowu bawi się kalejdoskopem plus czarny rysik. Prada, Louis Vouitton - tym razem proponują oprócz printów total look, czyli garsonki i spodniumy - powrót do dopasowywania góry i dołu... Etro - wydanie najspokojniejsze printów. Generalnie trend warty zainteresowania, jeśli w wersji retro to też przepuszczonej przez pryzmat czasu.

 

Jeśli już jestem przy printach i nadrukach połączę sobie je z barokowym przepychem i złotem i wyjdzie mi kolejny mocny trend. Złote przeszycia, kilimy, bogato zdobione materiały. Nie ma ograniczeń. Wszystko nastawione na maksymalne wrażenie. Jesienne kwiaty - koniecznie złote, lub jak z kilimów: Balmain (plus rewelacyjne nowoczesne kroje), Marni, Dolce&Gabbana, Ralph Lauren wersja klasyczna, Marchesa wersja maksymalistyczna. Dolce&Gabbana wydają się najciekawsi w tym trendzie, użyli stylistyki włoskich kobiet dawnych lat, hiszpanek, kobiecość aż kapie w połączeniu z żałobnymi wtrąceniami wygląda zaskakująco dobrze.

 

Po przeciwnej stronie zamiast frywolnego baroku pojawia się kostium do pracy "out of space". Futurystyczne kształty plus SpaceBalenciaga2metaliczne, ultranowoczesne tkaniny (Balenciaga, Chloe). Hitem jest nowa forma pudełkowego płaszcza - jest on po prostu wypukły. We wszystkich kolekcjach napotykamy się na takie płaszcze (m.in. Chanel, Jil Sander, Junya Watanabe). Swoją drogą Jil Sander powraca do projektowania pod swoim nazwiskiem, ta kolekcja Rafa Simonsa dla J.S. jest rewelacyjna, Jil będzie miała dużo pracy :).

 

Z kolei przeciwstawieniem prostych, gładkich form jest miękkie futro. Używane w zaskakujący sposób nie tylko jako etola, ale jako rękawki (ogólnie też jest trend - "inne rękawy" - czyli z innego materiału niż reszta), ochrona ramion, spódnica, bluzka. W zeszłym sezonie futro było barwione, ale FutroBCBGMaxAzirateraz wraca do swoich naturalnych kolorów i nie występuje w wersji total look, tylko jako dodatek, kawałek przypięty gdzieś do całego zestawu, ale też nie na torebkach czy butach. Tutaj warto popatrzeć na BCBG Max Azira, Fendi, Missoni, Rolanda Moureta, Mulberry czy pół futrzano - pół delikatną sukienkę od Niny Ricci.

 

Cały czas przez wszystkie kolekcje przewija się motyw talii - talia cały czas jest na swoim TaliaArmanimiejscu. Czasem jest aż wyolbrzymiana przez powiększanie okolic ramion czy bioder. Kształty mają być typowe dla klepsydry. Widać to zarówno w ultranowoczesnych krojach, jak i tych nawiązujących do przeszłości. Także kobiecość górą. Na taką talię nawet pudełkowy płaszczyk może być dodatkiem nie wypaczającym sylwetki. Np. Lanvin, Burberry Prorsum, Haider Ackermann, Calvin Klein, Valentino, Armani.

 

Jak widać projektanci i tak i tak łączą wszelkie możliwe trendy, przeplatają się one ze sobą. Każda kolekcja ma swoje printy, swoją talię i swój barok z kosmosem. W tej chwili koronki plus skóra już są w sklepach, printy już zastępują letnie - pojawiają się jesienne. Za chwilę też mocnym krokiem wejdą pozostałe trendy sezonu.

 

Nic tylko bawić się nowym stylem i wizerunkiem.

 

 


 

5-12

 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Droga przez męki - modowe udręki / Niezdrowa moda

Jako kobieta, na pewno jesteś świadoma jak na przestrzeni lat, na Twoich oczach powstawały nowe trendy, pozostawiając inne w tyle. Niektórym udało się po latach powrócić, innym przydałoby się odejść do lamusa...

Moda nie zawsze idzie w parze z naszym zdrowiem a ładnie nie zawsze oznacza wygodnie. Co zatem dla Ciebie jest ważniejsze? Być trendy, czy być zdrową? Oto kilka przykładów.

Gdy będziesz chciała zrobić furorę pokazując się na imprezie w tych seksownych, obcisłych nowych jeansach - upychanie swych krągłości w te cudeńka, może poważnie zaszkodzić twemu zdrowiu. Neurologicznie znana jako Meralgia Paresthetica, to fantazyjna nazwa tego, co dzieje się kiedy twoje obcisłe spodnie uciskają nerwy. To drażniące i piekące uczucie, które ci dokucza, nie ma nic wspólnego ze świdrującymi spojrzeniami zachwyconych mężczyzn i zazdrosnych kobiet.
To właśnie uciskane nerwy i Matka Natura, która stara Ci się przekazać swą mądrość: czas na zakup ubrania o rozmiar większy!

Zakrzepy, drożdżyca i infekcje pęcherza zdecydowanie nie sprzyjają miłemu spędzaniu czasu, jeśli twoje spodnie są zbyt ciasne. Ten stan nazywa się Genital Heat Stress. Jeśli twoje narządy intymne, przez cały dzień są ściskane w obcisłych spodniach, różnorodne, ważne tkanki i układy powoli się wyłączają. Ciasne ubrania dodatkowo redukują cyrkulację powietrza, co tylko sprzyja całemu procesowi. Noszenie tak ciasnych spodni, że wyglądają jakby były wręcz namalowane na twoim ciele, może poważnie zaszkodzić w układzie trawiennym, spowodować ból dolnej części pleców oraz doprowadzić do lipoatrofii półkolistej, która objawia się miejscowym zanikiem tkanki tłuszczowej, pojawiającym się najczęściej na udach. Ubytki tkanki tłuszczowej przeważnie są linijne i układają się prostopadle do osi długiej ciała. Takie same objawy towarzyszą noszeniu bielizny ściągającej. Przylegając ściśle do części intymnej, powoduje ona chroniczną wilgotność w pochwie, a to stwarza doskonałe warunki do rozwoju bakterii. Bielizna syntetyczna jest bardzo często przyczyną zapalenia albo grzybicy pochwy.

Skoro już mowa o bieliźnie, czas przyjrzeć się kwestii biustonoszy.

Staniki przez lata przysparzały kobietom męczarni, choć z drugiej strony paradoksalnie raczej źle jest widziane chodzenie bez bielizny. Fiszbiny mogą uwierać i siniaczyć delikatną tkankę, z kolei ramiączka generują poważne problemy z kręgosłupem, a także prowadzą do obtarć skóry. Mimo tych widocznych uniedogodnień, badania lekarzy wykazują, że całkowite zrezygnowanie z biustonosza, może prowadzić do jeszcze większych problemów zdrowotnych, czy choćby estetycznych. Należy zatem pamiętać przede wszystkim o jak najlepszym dopasowaniu stanika.

Jak mawiają „nie szata zdobi człowieka”, ale co z butami?!

Nic tak nie dodaje uroku i pewności siebie jak wysokie obcasy. Zmora naszych delikatnych stóp i nadwyrężonego już kręgosłupa. Te piękne, czerwone platformy na pewno wspaniale komponują się z nową sukienką, ale niestety Twoje stopy mogą być innego zdania. Przede wszystkim wysokie obcasy mogą stępić twą „kocią zwinność”, przez co trudniej będzie Ci uniknąć niebezpieczeństwa. Jesteś bardziej narażona na wszelkie upadki, zwichnięcia i utratę równowagi. Ponadto, niekorzystne działanie szpilek, może ujawnić się dopiero po jakimś czasie. Nadwyrężone i ściśnięte więzadła oraz przesunięty środek ciężkości pozostawią twoje nogi w opłakanym stanie.

Spójrzmy na problem, bardziej specjalistycznym okiem.
Najmocniejszą kością stopy jest kość piętowa. Stanowi jej podstawowy wspornik i wystarcza do utrzymania ciężaru całego ciała. Kość piętowa jest także idealnie przystosowana do kontaktu z podłożem. Rozkład obciążenia, prawie w 1/2 przypada właśnie na kość piętową, podczas gdy reszta przechodzi przez przednią część stopy: kości śródstopia i palce. Kiedy nosimy wysoki obcas, śródstopie i palce muszą wytrzymać aż 3/4 naszej wagi - zamiast połowy ciężaru ciała. Stopa na wysokim obcasie musi być stawiana bardziej pionowo i przy każdym kroku uderza piętą w podłoże. Powoduje to mikrourazy stawów, więzadeł, a nawet kości. Podczas noszenia szpilek, również nasz kręgosłup jest nieprawidłowo wygięty, bo plecy odruchowo odchylają się do tyłu, aby utrzymać równowagę. Częste wyginanie się kręgosłupa powoduje z czasem ból w okolicy krzyżowej i może też doprowadzić do jego trwałych zwyrodnień. Ból może dotyczyć nie tylko pleców, ale też szyi oraz głowy. Warto się czasem zastanowić czy chroniczny ból głowy czy karku nie jest związany właśnie z noszeniem szpilek.

Innym problemem są wąskie czubki w bucie, tzw. szpic. Noszenie takiego obuwia to prosta droga do halluksów – staw dużego palca stopy odgina się na zewnątrz, sprawiając, że kość wystaje i boli. Ponadto noszenie szpiczastych i ciasnych butów oraz istniejący już halluks mogą być przyczyną schorzenia o nazwie palce młotkowate –palce wyginają się jak szpony i bolą.

Okazuje się, że jeszcze bardziej niebezpieczne od obcasów mogą być...japonki. Zazwyczaj aby utrzymać je na nogach, podkurczamy palce. Prowadzi to do zmęczenia stóp, obolałych łydek i zmian w sposobie chodzenia, co z kolei przekłada się na długoletnie problemy z kostkami i biodrami.

Czas na dodatki!

Nic tak niekorzystnie nie wpływa na bolący kręgosłup jak przeciążona torebka. Ciężka torba ciągnie przeciwległe ramię i podtrzymujące je mięśnie w stronę szyi. Może pojawić się nacisk na nerwy, który spowoduje ból w tych okolicach, a nawet drętwienie, przechodzące z górnej części ręki do dłoni. Torba noszona na ramię może doprowadzić do skoliozy. Według Amerykańskiego Stowarzyszenia Kręgarzy, kobiety nie powinny nosić więcej niż 10% ich masy ciała.

Akcesoria zawierające nikiel często powodują nieznośne i nieestetycznie wyglądające uczulenia. Należy być jednak czujnym ponieważ uczulenie może pojawić się nagle, nawet w dorosłym życiu.

Nie zapominajmy też o naszych partnerach.
Badania wykazują, że ok. 67% mężczyzn nosi koszule z za małym kołnierzykiem i zbyt mocno zawiązane krawaty. Ucisk żył w szyi redukuje dopływ krwi do mózgu, a także wzmaga napięcie mięśni na plecach i ramionach. Ponadto, jako że krawaty nie są zbyt często prane, stanowią idealne siedlisko bakterii.

Nie każda z nas jest oczywiście „ofiarą” mody, ulegającą wszystkim trendom i stawiającą piękny wygląd ponad zdrowie. Z pewnością jednak przyda nam się kilka rad, jak uniknąć modowych niebezpieczeństw:
- zrezygnuj z ubrań z syntetycznych tkanin (poliester, nylon, poliamid), które „nie oddychają”. Skóra w takim ubraniu bardzo się poci i łatwo o jej podrażnienia.
- najlepsza dla ciała jest lekka bielizna bawełniana, a rajstopy warto zastąpić pończochami.
- jeansy z prostą nogawką nadal będą nadawać twojej sylwetce szczupły wygląd bez narażenia na ucisk powodowany przez model skinny. Postaraj się wybierać spodnie ze stretchem albo wypróbuj jegginsy – to zwykłe legginsy, ale imitujące jeans.
- szukaj torebek z szerokimi ramiączkami (co najmniej 5cm). Przewieszenie torby przez ramię odciąży twoje plecy – torba będzie „podpierana” przez biodro. Pamiętaj, aby często zmieniać ramię, na którym dźwigasz swój dobytek.

Powodzenia na zdrowej drodze życia!

Aleksandra Pelz, 21l.




5-12


 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Saying goodbye to summer

Sierpniowy wieczór. Ja zamiast wylegiwać się na jakiejś egzotycznej wyspie, siedzę w domu (jest tak zimno, że o balkonie nie ma mowy) i szukam inspiracji do czegokolwiek. Trudno uwierzyć w to, jak zimno może być latem. Ale jest i nic na to nie poradzę, tak więc muszę się z tym pogodzić.

Myślę o lecie - oczywiście w kontekście modowym - i zastanawiam się, co ciekawego wydarzyło się w prawie minionym już sezonie. Jakie trendy opanowały sklepy, jakie kolory, fasony... i oczywiście czy jest coś, co możemy wykorzystać jeszcze jesienią.

Zacznę od królowej - jej wysokość baskinka. Założę się, że zagościła w niejednej z szaf i jeszcze na pewno sporo czasu minie zanim foto-szatzapomniana spocznie na ich dnie :) Tego lata baskinka była dodatkiem do bluzek, spódnic i sukienek. Fenomenalne jest to, że wciąż się nią zachwycamy - ze mną na czele. Ale jak można oprzeć się czemuś, co jest zarazem urocze, kobiece i sexy? Niestety, jedyny mankament jest taki, że baskinka nie każdemu pasuje. Mając szerokie biodra, lepiej jej unikajmy, żeby niepotrzebnie nie zrobić sobie krzywdy ubiorem. W szczególności jeśli chodzi o sukienki, czy spódnice – czasem lepiej zrezygnować z czegoś - nawet jeśli jest to najgorętszy hit sezonu (tak wiem, w kółko to powtarzam) ;-)

Na miejscu drugim - neony! Taaaak, ubrania w kolorze kamizelek drogowców to także gorący trend, który podoba mi się ze względu na to, że już bardziej kolorowy i radosny być nie może - a przecież latem chodzi o to, by dać sobie spokój z czernią, szarością i innymi smutnymi barwami. Zapewniam, że na to będzie czas jesienią i zimą. Na neonową bluzkę sama się skusiłam - oczywiście upolowałam na letnich wyprzedażach (które w tym roku były bardzo kiepskie). Bardzo ją polubiłam i na pewno wykorzystam jesienią, chociażby dla kontrastu zestawiając z czernią.
tshirt
Biel (także w wersji total look) - przekonuje mnie każdego roku. Nie przekonały mnie jedynie białe szpilki - choć były i nadal są bardzo modne. Białe buty zostawiam pannom młodym - w każdym innym przypadku odpadają. Pomijając białe szpilki, cała reszta jest jak najbardziej na tak! Z bielą jak wiadomo możemy zestawić każdy kolor. Mnie w tym sezonie zauroczył zestaw biel+szary, do tego trochę beżu w postaci paska, butów, czy torebki i gotowe - mówiłam już, że kocham minimalizm? :-)

Czwarte miejsce - i tu musiałam się bardzo mocno zastanowić - czy będzie to aztecki print czy buty z metalowym czubkiem, ale chyba jednak buty :-) Blaszany przód dodaje niesamowitego charakteru. Podoba mi się to, że w tym sezonie zrezygnowano z przeogromnych platform na rzecz delikatnych szpilek z czubkiem (czy to metalowy, czy zwykły - rewelacja!) Przeglądając wyprzedaże na topshop.com trafiłam na taki właśnie model i za niecałe 30 funtów zakupiłam skórzane szpilki z metalowym czubkiem, w których się absolutnie zakochałam. buty-czub

Ostatni MUST HAVE, któremu nie uległam to właśnie azteckie wzory - mogłyśmy znaleźć nawet na paznokciach. Pomimo, ze bardzo mi się to podoba, kompletnie mi nie pasuje. Jestem wierna panterce, która od kilku sezonów gości w mojej szafie zarówno na apaszkach, butach jak i bluzkach :-) Nie mniej jednak wzory azteckie polecam. Szczególnie podobają mi się w zestawie z dżinsem albo dla bardziej odważnych - z innym printem.

Anna Klemm
www.melkfashiondiary.blogspot.com




5-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Moda przemija, styl pozostaje

  • Opublikowano w Moda

Ile razy słyszałyśmy to zdanie? Wypowiedziała je wiele lat temu wizjonerka i niekwestionowana ikona dobrego smaku, Coco Chanel (zapraszam do przeczytania artykułu z działu HISTORIA KOBIET - Kobieta z krawieckim zacięciem – Coco Chanel http://tojakobieta.pl/historia-kobiet/kobieta-z-krawieckim-zacieciem-coco-chanel.html).

 

Wydaje się, że mimo upływu czasu, słowa te nadal są aktualne. Jak jednak pozostać wierną swojemu stylowi w czasach, gdy z każdej strony jesteśmy atakowane przez coraz to nowsze trendy? I, co najważniejsze dla nas, studentek, jak przy tym nie wydać fortuny?

 

Studia to okres, w którym albo poszukujemy swojego stylu albo część z nas ma już wypracowany swój gust i doskonale wie, co jej się podoba, a co jest na liście rzeczy absolutnie nie do przyjęcia. Część z nas lubi dobrze wyglądać, ale nie przywiązuje wagi do tego, czy krój sukienki, którą ma na sobie wpisuje się w trendy na nowy sezon. Z kolei druga część to dziewczyny, które są fanatyczkami modowych nowości. Niestety, zważywszy na studenckie wydatki (książki, ksero, zajęcia dodatkowe) nie zawsze możemy sobie pozwolić na ostatni krzyk mody.

 

Jak znaleźć wyjście z tej sytuacji? Czasopisma dwa razy w roku przekazują nam coś na kształt rewolucji. Już tytuły na okładkach krzyczą, że koniecznie musimy zmienić całą zawartość szafy. Buty na szpilce powinnyśmy zastąpić tymi na słupku, rurki cygaretkami, a neonowe dodatki – pastelowymi. Czasami zastanawiamy się, gdzie w całym tym szaleństwie jest miejsce na naszą opinię. Dlaczego zdanie dyktatorów mody jest ważniejsze od naszego poczucia estetyki? Wychodząc na ulicę można zobaczyć setki ultramodnych, perfekcyjnych dziewcząt i kobiet. Bycie modnym nie jest w dzisiejszych czasach nadzywczajnie utrudnione. Wystarczą pieniądze i czas, by wybrać się na zakupy. Pojawia się tylko ta niewielka, ukryta między wersami kwestia – pieniądze. Naturalnym jest, że młodych kobiet, będących na początku swojej zawodowej kariery, nie stać (w większości) na szpilki od Giuseppe Zanottiego czy trencz Burberry. Dlatego też jesteśmy skazane na poszukiwanie alternatywnych rozwiązań. Pierwszym z nich, najbardziej oczywistym, są sieciówki. Znajdziemy w nich wszystko, co potrzebne – od ubrań zaczynając, na torebkach kończąc. Nie zawsze są one jednak sprzymierzeńcem kreowania swojego indywidualnego stylu, ze względu na masowość wypuszczanych modeli. Bardziej kreatywnym sposobem na znalezienie stroju, który skradnie nasze serce, jest wyprawa do sklepu vintage. Tutaj można wyłowić naprawdę niezwykłe perełki, często od uznanych projektantów. Niezwykle owocne i inspirujące może być też przeszukanie szafy mamy czy babci. W końcu wiele trendów nie jest wymysłem naszych czasów, lecz tylko zreinterpretowaną ideą wcześniejszych lat. Niebanalnym pomysłem jest też udział w wymianie ubrań. Wymiany takie są obecnie organizowane w każdym większym polskim mieście. Ich głównym celem jest umożliwienie kobietom wynalezienia nowych zdobyczy niewielkim kosztem, a ubraniom podarowanie nowego życia.

 

Niezależnie od tego, którą z powyższych opcji wybierzemy, powinnyśmy nieprzerwanie pamiętać o własnym stylu, czyli tym, co wyróżni nas spośród tłumu od innych kobiet, ale także ten tłum obserwować, bo często można z niego wyłowić prawdziwe mistrzynie i mistrzów stylu. Nie są oni odtwórcami, ale kreatorami samych siebie i tego jak wyglądają. Ci ludzie nie płyną z prądem, wolą żyć zgodnie z własnym podejściem. Takie indywidualne nastawienie powinno być wykorzystywane nie tylko w kwestii mody. Z wszystkich stron słyszymy jak powinniśmy żyć, co kupować, gdzie bywać. Może warto zastanowić się czy to, co liderzy opinii uznają za modne/potrzebne/ciekawe, jest dla nas rzeczywiście interesujące? Warto byłoby żyć bardziej świadomie. Nie podejmować decyzji pod wpływem tego, co aktualnie społeczeństwo uważa za będące na czasie. To, że we mediach prowadzona jest akurat kampania promująca najnowszy model iPhone’a, nie oznacza, że wszystkie musimy go od razu kupić.

 

Zdecydowanie łatwiej jest postępować tak, jak aktualnie wymaga tego od nas ogół. Minimalny wysiłek może jednak sprawić, że nie tylko poczujemy się bardziej świadomymi konsumentkami, ale również wytworzymy swój własny, niepowtarzalny styl. Myślę, że aktualnie słowo odmienny nie jest pejoratywne, wręcz przeciwnie – przekazuje, że osoba, którą tym przymiotnikiem określamy to człowiek kreatywny, nie nastawiony na odtwórczość i wierny sobie. Nie mówię przy tym, że popularność czy masowość jest zła. Czy chciałybyśmy jednak patrzeć na ulicach na tak samo wyglądających ludzi? Unikalność przyciąga. I to nie na chwilę. Obraz niepowtarzalność pozostaje w naszej pamięci na długi czas, przypominjąc jak dobrze czasami spotkać kogoś zjawiskowo stylowego.

 

Beata KAPUSTA, 21 l., studentka

 


 

1-12

 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Moda i idole

beatlesOstatnio zastanowił mnie temat rzeka. Skąd projektanci czerpią pomysły na nowe kolekcje i wymyślanie wciąż nowych fasonów i stylów. Dużo się w tej chwili mówi o wielkim udziale fashion-blogerów i ich wpływie na projektantów.
Najbardziej znanym przykładem jest już od dawna wałkowany związek pomiędzy Marc’iem Jacobs’em a słynnym Brian Boy’em – filipińczykiem, który dla zabawy stworzył bloga modowego i stał się inspiracją dla znanego projektanta. Kolejnym wypływającym wciąż na wierzch tematem jest era trendsetterów. Teraz wszyscy chcą być, tym zauważonym Brian Boye’m czy Tavi i kombinują z modą – teoretycznie się nią bawią, ale praktycznie wychodzi to różnie. Magazyny i portale prześcigają się w prezentowaniu i ocenianiu stylizacji, które często wyją niewygodą, sklejaniem kliku niepasujących do siebie rzeczy na siłę i robieniem z tego niby-trendu, który ma wpłynąć na to, co będą nosić inni. Oczywiście czasem jest to tylko bicie piany i zachęta do zabawy interaktywnej w stylu „dołącz do nas na fajsbuku”. Czasem widać perełki, ale jednak rzadko – być może dlatego, że nie jest to wybierane okiem Scott’a Schulman’a (The Sartorialist) na prawdziwej ulicy, a spośród chętnych do prasowego ekshibicjonizmu lub przez ludzi bez „oka”. Generalnie chodzi o wniosek taki, że to ulica kształtuje modę. Ma wpływ na projektantów.


cureTylko skąd ta ulica ma te ubrania i pomysły?
Moje wnioski są proste. Człowiek jest stworzony tak, że lubi się na kimś wzorować i kogoś podziwiać. Wsłuchiwać się w przesłania. Kiedyś taką funkcję spełniali faraonowie, filozofowie typu Platon, fast forward do lat 19xx i trafiamy na film i muzykę. To właśnie stąd zazwyczaj wypływały wszelkie myśli przewodnie, bo ubiór nie istnieje bez przekazu. Najpierw jest filozofia, a potem demonstracja na zewnątrz naszych upodobań i gustów. Tzw. wielcy krawcy tylko odpowiadali na zapotrzebowanie „wizerunkowe”. Wymyślali wtedy jeszcze nowe modele, ale interpretacja mody należała do gwiazd kina i muzyki (od „Śniadania u Tiffany’ego poprzez Jamesa Deana i Marylin Monroe do Metallicy, DM, Radiohead i Nirvany).

I w sumie do tej pory niewiele się zmieniło. Tylko zaskakujące jest to, że w zasadzie wciąż są wałkowane te same ikony, które jak gdyby skończyły się produkować pod koniec lat ’90. Wizja idola via Internet rozmyła się na drobne i w sumie nie wiadomo, kto miałby być tym idolem. Nie ma MJ, Madonna już nie ta sama, a Lady Gaga, nawet z furą mięsa na sobie, nie robi wrażenia na dłużej niż tydzień.

Ostatnio małą dyskusję na ten temat prowadziłam z naczelnym InStyle, który twierdził, że ludzie zaczynają wzorować się na szczególnych jednostkach, podobnych tłumowi, jak Pippa Middleton, a ja doszłam do wniosku, że no niby tak, ale dlatego że pomimo mocy sprzedanych płyt idole McDonalds’owi typu Katy Perry nie są w stanie pociągnąć za sobą żadnej ideologii – nic w nich takiego nie ma, co było w przekazach gwiazd i filmów z zeszłego stulecia. Poza tym, tyle tego się narobiło, że w zasadzie wszystko się rozmyło. Znowu więc projektanci wałkują te same stylizacje Madonny z lat ’80, przerabiają książki założycieli domów mody i reinterpretują i wzorują się na ulicy, która też sięga to do lat ’60 to do lat ’70, ’80 (w tym sezonie to lata ’20) – robi się z tego wielka kula śniegowa wszelkiej maści popkultury łączonej ze sobą na milion różnych sposobów. Czasem błyśnie jakiś nowy motyw czy element, albo nawet coś na kształt geniuszu (wyprute jednak z sił przez koncerny: McQ). Ciekawe co z tego wszystkiego wyjdzie, bo moda i styl nie istnieją bez przekazu. A puste frazy są nudne.


nirvanamm2Nirvana2
madonnamm1

 
Projektanci sprzedają pewną wizję świata, ale co jeśli nie będzie nigdzie nośników i propagatorów tej wizji? Bo już powoli zaczyna się odejście od małych ikonek – czyli głupio jest nosić to samo co K.Zielińska, a kiedyś każdy by chciał kurtkę podobną do kurtki Cobaina. Wreszcie pojęcia dandys, rock’n’roll, op-art nie powstały w ciągu ostatnich 10-lat. Czyżby teraz była tylko szeroko pojęta interpretacja i już nic więcej?

Czytaj więcej...

-10 za oknem, a w sklepach powoli trendy wiosenne

Kiedy już wszyscy myśleliśmy że zimy w tym roku nie będzie, ona przyszła – pewnie tylko na chwilę i na koniec – może się mocno spóźniła, ale i tak zrobiła wrażenie. To tak jak w życiu, lepiej się spóźnić i zrobić wrażenie niż przyjść przed czasem i zanudzić wszystkich swoja obecnością. :)

 

Kolejny sezon ma troszkę ciekawostek. Oczywiście jak to sezon wiosna – lato, kolory są delikatniejsze, lżejsze. Tradycyjnie też sinusoidzie podległo natężenie kolorów – nadal jest color-blocking, ale tego sezonu kolory zaczerpnięte są z lodów, nie sorbety, tylko typowe waniliowe, delikatne, łagodne, wybielone. Oprócz tego można zauważyć wszędobylską biel, lekkie czerwienie. W wielu kolekcjach objawił się kolor żółty – co nie jest za dobrą informacją dla nie-latynosek :). Na rozbielone kolory stawiają głównie Calvin Klein, Valentino, Giambattista Valli, Louis Vuitton prowadzony przez Marc’a Jacobs’a. Ich palety są czyste, delikatne. Pierwsze motywy tych kolorów możemy zobaczyć już w Zarze – delikatne różowe marynarki czy rozbielono-pistacjowe sukienki.

 

al01al02

 

Jak w każdym sezonie musi być coś co jest „nie z tego świata”. Czasem są to wersje kosmiczne, czasem wampiryczne, tym razem projektanci – pokazują nam świat podwodny i wodny. Są odniesienia do prawdziwych wodnych roślin, jak i do Małej Syrenki i stylu życie surferów. Wystarczy spojrzeć na kolekcje Alexander McQueen (prowadzonego teraz przez Sarah Burton), Givenchy i Chanel.

 

al03al04

 

Lata ’20 to trend, który już od jakiegoś czasu interpretowany jest przez współczesną modę. Nadal obowiązuje prosta linia, detale art deco, delikatne frędzle, pióra i oczywiście błysk i satyna. Można przez chwilę poczuć klimat przedwojenny i zaraz potem go unowocześnić. Tej wiosny nurt ten widać było m.in. u Gucci i Ralph’a Lauren’a.

 

al05al06

 

Corocznym wiosennym trendem – jest trend sportowy. Niewyczerpane pokłady inspiracji – wreszcie chodzi o to, żeby było wygodnie. Czasem jest to tylko spadochronowa tkanina, czasem sportowe spodnie – generalnie projektanci zachęcają nas do miksowania sportu z casual’em. Alexander Wang nawet zmiksował styl narciarski i pozwolił mu spokojnie wejść w cieplejsze klimaty. Za to Bottega Veneta i Isabel Marant (połowa Paryża nosi ciuchy z metką Marant) – klasycznie sportowo z tzw. zakrętem.

 

al07al08

 

Baskinka – to jest to co przeszło z zeszłego sezonu na letni. Jednak nie tylko przy bluzkach, charakterystyczna niby-falbana, przeniosła się teraz na dół spódnic – jak u Falballi z Asterixa. Do tego dochodzą geometryczne formy, które stanowią przeciwwagę dla tak kobiecego dodatku. Sylwetka jest też rzeźbiona przez tkaninę jak u Burberry. Z geometrią zaprzyjaźnia się tradycyjnie Jil Sander i Balenciaga, w baskinkach przoduje Celine.

 

al09al10

 

Wszędzie jest też widoczna królująca talia – w miejscu talii – podniesionej. :) Ołówkowe spódnice z wyższą talią są już znane, ale teraz idą w parze z małymi topami. Na nieszczęście wróciło odsłanianie brzucha, na szczęście nie pępka… Góra jest trochę zaczerpnięta z Brigitte Bardot – dzięki temu nie będziemy musiały aż tak bardzo panować nad brzuchem... Cały czas stawiamy na podkreślanie talii i wydłużanie nóg.

 

al11al12

 

Pozostaje tylko czekać na kolekcje wiosenne w sklepach. Trzeba też przewietrzyć szafę i zobaczyć – może coś już tam z tych nowych kolekcji mamy – mi bardzo znajome wydają się długie spódnice i maleńkie topy – coś na kształt mody grunge z lat ’90. . . a więc … do wiosny !

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS