Menu
logo tjk main

Jak uwiecznić wspomnienia z wakacji?

Wbrew pozorom, uchwycenie magii danej chwili przy pomocy aparatu fotograficznego nie jest proste - niekiedy, wymaga od fotografującego cierpliwości oraz umiejętności przewidywania. Chcesz, aby Twoje zdjęcia z wakacji w wyjątkowy sposób uwieczniały wakacyjne wspomnienia? Miej oczy szeroko otwarte i ani na krok nie rozstawaj się z aparatem!

Obecnie, dzięki najnowocześniejszemu sprzętowi fotograficznemu, praktycznie każdy może robić wspaniałe, wakacyjne zdjęcia. Aby w pełni wykorzystać potencjał danego sprzętu, należy umieć się nim posługiwać oraz umiejętnie wykorzystywać jego rozbudowane funkcje.

Jak wykonać dobre zdjęcie?
Podczas komponowania zdjęcia stajesz przed wyborem dwóch rodzajów kompozycji - statycznej lub dynamicznej. Statyczne kadry są zrównoważone i symetryczne, niesymetryczne - pełne dynamiki. Jaki rodzaj kompozycji wybrać? Zastanów się, co chcesz uwiecznić na fotografii oraz na uzyskaniu jakiego efektu Ci zależy w danym momencie.

Robiąc zdjęcia, dobrze jest poszukać odmiennej perspektywy, czyli zmienić standardową pozycję aparatu podczas fotografowania. Ciekawe rezultaty możesz uzyskać, wykonując zdjęcia pod różnymi kątami nachylenia, np. z dołu lub z góry. Zmiana pozycji aparatu, umożliwia zaakcentowanie obecności skośnych linii na fotografiach, które przykuwają wzrok widza w głąb kadru.

Jednym z największych błędów w trakcie fotografowania jest robienie zdjęć w zbyt ostrym, południowym świetle. Dlatego unikaj robienia zdjęć pod słońce. Silne światło powinno znajdować się za plecami osoby, która wykonuje zdjęcie.

Aby zdjęcie intrygowało widza, w zależności do tego, co zamierzasz sfotografować, istotny jest właściwy dobór obiektywu. Obiektyw to podstawowe narzędzie, który służy do swoistego „przełożenia” świata realnego, trójwymiarowego na fotograficzny - dwumiarowy. Szerokokątne obiektywy oddalają od siebie elementy, które są widoczne w kadrze. Stwarza to możliwość ukazania z bliska pierwszego planu, na widocznym tle, które zachowuje kontekst uwiecznionej sceny.

Gdzie przechowywać zdjęcia?
Dawniej, kiedy na rynku były dostępne jedynie aparaty na klisze, skończoną rolkę wywoływano w zakładach fotograficznych, by jak najszybciej dostać gotowe zdjęcia i pochwalić się nimi rodzinie i znajomym. Dziś, tradycyjne przeglądanie fotografii zastąpiło klikanie komputerową myszą lub klawiaturą i oglądanie ich na ekranie monitora. Karty pamięci o dużej pojemności, w które wyposaża się aparaty cyfrowe oraz lustrzanki, umożliwiają wykonywanie setek, a nawet tysięcy zdjęć. Przechowuje się je na komputerach, płytach CD lub przenośnych dyskach. Ma to jednak niewiele wspólnego ze skrzętnym kolekcjonowaniem ich w rodzinnym albumie. Oglądanie drukowanych zdjęć może być pretekstem do wspólnego spędzania wieczorów, podczas których opowiada się nawzajem rodzinne historie oraz wymienia wspomnienia z bliskimi. Wydrukowane zdjęcia można oprawić w dekoracyjne ramki, które dodatkowo mogą stanowić także oryginalną ozdobę ścian w mieszkaniu.

Fotoksiążka - pomysł na pamiątkę z wakacji
Okres wakacyjny sprzyja podróżowaniu oraz aktywnemu odpoczynkowi. Po powrocie z urlopu, chcąc przypomnieć sobie urokliwe miejsca oraz wspomnienia, z chęcią wraca się do przeglądania fotografii z wakacji. Chcesz w dowolnym czasie wracać myślami do miejsc, które zwiedziłeś podczas urlopu? Stwórz wakacyjną fotoksiążkę, w której możesz umieścić dowolnie wybrane zdjęcia.

Fotoksiążki cieszą się obecnie coraz większą popularnością. Ten indywidualnie skomponowany album, jest złożony z kart, na których są wydrukowane dowolnie wyselekcjonowanie zdjęcia. W trakcie zamawiania tego rodzaju albumu, możesz wybrać jego format oraz formę zaaranżowania zdjęć na jego poszczególnych stronach. Przechowywanie zdjęć w albumie lub w fotoksiążce jest ciekawą formą pielęgnowania wakacyjnych wspomnień, do których zawsze wraca się z przyjemnością.

Zalety fotoksiążki
Niebywałą zaletą fotoksiążki jest możliwość samodzielnego jej zaprojektowania. Jest to możliwe przy użyciu specjalnie przystosowanej do tego aplikacji. Nowością na rynku jest możliwość załadowania do fotoksiążki filmu, który należy wcześniej skonwertować do odpowiedniego formatu. Aplikacja generuje dla filmu jednostkowy kod QR, który umieszcza się na wybranej stronie fotoksiążki. Zeskanowanie kodu za pomocą smartfonu lub tabletu, który jest wyposażony w funkcję jego odczytywania, umożliwia obejrzenie go na wybranym urządzeniu.

Postaraj się, aby zdjęcia, które wykonasz podczas urlopu nie tylko pokazywały sposób spędzania wolnego czasu oraz ciekawe miejsca, które zwiedziłaś, ale także wprowadzały odbiorcę w wakacyjny nastrój, który Ci w tamtym czasie towarzyszył. Fotoksiążka może być zbiorem najmilszych, wakacyjnych chwil oraz ciekawym pomysłem na prezent, który z pewnością ucieszy niejednego obdarowanego.

Chcesz zachować w pamięci beztroskie chwile z wczasów? Wejdź na http://www.odbitki.fotojoker.pl/cewe-fotoksiazka.html i skonfiguruj fotoksiążkę, dzięki której uwiecznisz swoje wakacyjne wspomnienia
Czytaj więcej...

Gotowa (nie) na zdrowie? (Wspomnienia cudownej kuchni mojej cioci)

Pamiętam zapach kuchni mojej cioci. Moja mama i babcie też dobrze gotowały, ale to kuchnia mojej cioci zatrzymała się w moich wspomnieniach. Gdy przekraczałam próg jej domu od razu znajdowałam się w świecie fantazji i spełnionych marzeń. To do cioci biegłam po kolejnej porażce, dla mnie mega ważnej.

Ciotuchna była „prostą" kobietą. Wychowywała się w czasach wojny, bardzo wcześnie została osierocona. Nikt nie zadbał o jej wykształcenie. Nikomu to jednak nie przeszkadzało. Miała większą wiedzę o życiu i ludziach, niż najlepszy psycholog. A ja odwdzięczałam się moją ogromną dziecięcą miłością.

Po wejściu do domu zawsze witał mnie uśmiech mojej cioci i pytanie: Co Słoneczko, życie dokopało? Poradzimy sobie z tym złem. Przepasywała mnie fartuchem i zabierałyśmy się do pracy. Uwielbiałam to robić.

Ciocia miała w kuchni dwa miejsca, w których chętnie przesiadywałam. Pierwsza to szafka, w której były malutkie, pękate słoiczki. W nich ciocia trzymała przyprawy. Nie takie, które dziś kupujemy w sklepie, ale prawdziwe z ogródka zaprzyjaźnionej zielarki. To tam poznawałam smaki i właściwości dodawanych do potraw ziół.

Pamiętacie takie powiedzenie: „figa z makiem z pasternakiem"? Otóż jedną z tajemniczych rzeczy, które ciocia dodawała do potraw jednogarnkowych był właśnie korzeń pasternaku. Zawsze mówiła, że jest to doskonały środek na ból brzucha, żołądek i schorzenia pęcherza moczowego.

Kiedy zabrakło jej pieprzu, dosypywała jagody niepokalanka pospolitego, którego ostry smak ma właściwości łagodzące zaburzenia miesiączkowe.
Były też tam zioła popularne, czyli kurkuma, sproszkowana papryka, majeranek, tymianek, oregano, szałwia, bazylia, wegeta własnej roboty. No właśnie, własnej roboty.

Kiedy byłam mała nie było tych cudownych garnków typu Philipiak czy Zepter. Smażyło się na smalcu. Dziś są zwolennicy i przeciwnicy takiego smażenia, wcześniej jednak było to... co było. Kuchnia cioci bez cudownych patelni i garnków była zdrowsza od dzisiejszej. Ponieważ wszystko było domowej roboty. Makaron, kluski, ciasta, ciasteczka, mąka... oj nie, z mąką przesadziłam. Mąka nie była domowej roboty. O, przypomniało mi się. Bułka tarta. Od cioci nauczyłam się nie kupować bułki tartej. Same ścierałyśmy zeschnięte bułki. Mniejsza wygoda niż kupić w sklepie? Pewnie tak, ale przynajmniej wiedziałyśmy, że nie wkradł się tam zbędny tajemniczy element (obrzydzać nie będę). No i wegeta, oczywiście. Wegeta to nic innego jak suszone, starte warzywa: marchewka, pietruszka, seler, cebula. Dodatkowym elementem może być natka pietruszki, koperek, ewentualnie ulubione zioło. Do pięknego, złotego koloru dodaje się kurkumy. Nie za dużo, bo ma gorzkawy posmak.

Drugim czarodziejskim miejscem w kuchni cioci była spiżarka. Tam znajdowały się przepyszne wspaniałości. Zbyt kwieciście się wyraziłam? Może, ale to i tak za mało aby określić jej zawartość. Całe rzędy słoików, w których zostało zamknięte lato: dżemy z jagód, czarnych porzeczek, malin, truskawek, wiśni przypominało chwile, kiedy buszowałyśmy po sadzie i lesie zbierając owoce. Dziwnym trafem w moich koszykach zawsze było mniej niż u cioci. A może dlatego, że więcej z nich trafiało do mojego brzucha, niż do koszyka? Hmm.. możliwe :). Obok nich pyszniły się swoimi kolorami papryki w occie, sałatki z kolorowych pomidorów, ogórki kiszone i korniszony, gruszki i grzybki marynowane oraz marmoszka. Co to jest marmoszka? Tak nazywałyśmy marmoladę ugotowaną ze świeżych antonówek z cukrem z odrobiną cynamonu. Zimą dzięki niej mogłyśmy zrobić jabłecznik o niezapomnianym smaku. Z półek zwisały warkocze czosnku (nie chińskiego, ale z własnego ogródka), papryki czerwonej i zielonej, które sama zbierałam ze szklarni. No i powiedzcie szczerze? Jak tu szybko wyjść z tego przybytku? Kiedy każdy słoik wabi - „no otwórz, posmakuj, przecież to lubisz". A tu ciocia woła - Słoneczko wracaj prędziutko musisz mi pomóc. No, cóż stawiałam opór pokusom i biegłam do cioci. Opłacało się zresztą, zawsze na wyjście do domu dostawałam jeden słoiczek ze spiżarki.

Choć minęło wiele lat, pamiętam, że produkty w kuchni mojej cioci były kolorowe. Zresztą jakżeby inaczej. Kolory kojarzą nam się ze szczęściem, radością, spontanicznością. Tak samo było w jej, a teraz mojej kuchni.

Może ktoś lubi oglądać znane dzieła malarskie. Moje oczy cieszą leżące koło siebie na stole: jasnozielona sałata, pomarańczowe i czerwone pyzate pomidory, lśniąca marchew obok białej pietruszki, bakłażan z ciemnofioletową skórką, nać pietruchy, pęczek aromatycznego koperku, młodziutkie jasnożółte ziemniaczki, biała cebula. Czyż to nie jest dzieło godne zachwytu???

Dowodem na to, że kolor spożywanego jedzenia ma znaczenie, są badania naukowe przeprowadzone przez lekarzy i dietetyków. To oni podzielili warzywa i owoce (czyli to co najpyszniejsze) na pięć grup kolorystycznych.

Grupa czerwona
to np. pomidor, czereśnie, wiśnie, rzodkiewka, truskawki, papryka wiadomo jaka – czerwona, burak, owoc granatu. Wszystkie te smakołyki zawierają likopen, czyli antyutleniacz, które doskonale wpływa na serce, obniża cholesterol, działa przeciwnowotworowo i uwaga, uwaga – odmładza. Ten skarb ukryty jest głównie w pomidorach i ciepłych jego przetworach. W grupie czerwonej jest również potas regulujący rytm serca i ciśnienie krwi.

Druga grupa to żółte oraz pomarańczowe owoce i warzywa. Do nich należą np. banany, marchewki. Tutaj znajdziemy ratunek dla włosów, paznokci i skóry. Działa również przeciwnowotworowo. Ta grupa zawiera tzw. karetonoidy będące naturalnymi przeciwutleniaczami, które zwalczają złośliwe wolne rodniki. Chronią także nasze oczy, co ważne jest szczególnie dla tych, których praca polega głównie na wpatrywaniu się w monitor.

Grupa trzecia - biała straż w zwalczaniu infekcji – czosnek, cebula, por, kalafior lub cykoria. Ich bronią są flawonoidy będące przeciwutleniaczami i alliacyny, które mają działanie przeciwbakteryjne. Moim tajemnym (choć może teraz już nie tajemnym) sposobem na przeziębienie jest sok z cebuli. Dzięki flawonoidom ma on działanie rozkurczowe, moczopędne i przeciwzapalne.

Grupa czwarta zielona. Tu możemy poszaleć, można jeść, jeść i jeść. Tutaj wiele dobrego zawdzięczamy chlorofilowi, który dzielnie wspiera pracę wątroby, wyrzuca wstrętne toksyny z organizmu i reguluje pracę jelit. Szpinak, sałata, brukselka, brokuły, kiwi, rzeżucha, natka pietruszki są bogate w witaminę B, co ma kojący wpływ na układ nerwowy. Polecam je przyszłym mamom, ponieważ obdarowują je kwasem foliowym.
Uwaga! Zielonych warzyw liściastych nie można przedawkować. Jedz śmiało, nie zachorujesz i nie utyjesz.

Ostatnia grupa niebieska. No, może znawcy kolorów będą zaprzeczać, ale niebieska to niebieska. Do tej grupy należą: fioletowe śliwki, czarne porzeczki, czerwona żurawina i granatowe borówki. Jak więc nie spojrzeć, grupa niebieska i będę się tego trzymać. Zresztą najważniejsze jest to, że zawierają antocyjanozydy, które opóźniają procesy starzenia, chronią przed infekcją oraz wspomaga walkę z zapaleniem układu pokarmowego i moczowego. Na tą ostatnią dolegliwość szczególnie polecam żurawinę.

Jak widać, nie trzeba łykać tabletek i stać w kolejkach do apteki. Wystarczy mądrze jeść i ... zapobiegać chorobie...

...Teraz, od wielu lat cioci już nie ma. Została jednak w moich wspomnieniach: stojąca na progu i uśmiechnięta. Słyszę jej głos jak mówi: Co tam Słoneczko? Życie dokopało? Chodź, poradzimy sobie z tym złem.

Teraz będąc mamą nastolatka na smutki i żale po troskach dnia codziennego przygotowuję nam coś smacznego. Coś co przegoni smutki i spowoduje, że spojrzy się z nadzieją w przyszłość i wiarą, że to co było minęło.
Kalorie? Może, ale odrobina słodyczy ma właściwości kojące. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś „zajadał" skutecznie smutki marchewką. Nie dajmy się zwariować. Naprawdę budyń domowej roboty jeszcze nigdy nikogo nie zabił. Także SMACZNEGO :)

Justyna Nosorowska była przedstawicielka firmy Zepter i Herbalife

 


 

5-12

 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS