Menu
logo tjk main

Zazdrość w związku. Dlaczego nie ufamy?

Jeżeli szukasz informacji, które ułatwią Ci zrzucenie winy za wszystkie niepowodzenia w związku na Twojego partnera lub partnerkę - ten artykuł nie jest dla Ciebie. Czytając go dowiesz się raczej, w jaki sposób spojrzeć z większym dystansem na to, co się między Wami dzieje. I tego, co można z tym zrobić.

Zapewne wielokrotnie zdarzało Ci się doświadczyć uczucia zazdrości. Tak, to bardzo nieprzyjemne. Tym bardziej, jeżeli się powtarza. Wtedy może stać się prawdziwym problemem i doprowadzić do rozpadu całej relacji. A tego oczywiście chcemy uniknąć. Przecież większość z nas marzy o udanym, satysfakcjonującym związku, w którym oboje partnerzy czują się kochani i szanowani. Chcemy przeżywać radość, cieszyć się wspólnymi chwilami, być blisko. Cóż, taki rodzaj więzi nigdy nie jest nam dany od razu. Wymaga czasu, zaangażowania obu stron i - bardzo często - pracy nad sobą.

Jakie mogą być przyczyny powtarzającej się zazdrości?

Nie dostałaś czegoś bardzo ważnego od rodziców
Czasami bardzo trudno jest zaufać w pełni drugiej osobie. Zaufanie oznacza otwarcie się, oddanie się partnerowi, pewnego rodzaju bezbronność. Jeżeli Twoje dzieciństwo nie było pełne spokoju, a rodzicom nie udało się zapewnić Ci podstawowego poczucia bezpieczeństwa, jest bardzo prawdopodobne, że będziesz te doświadczenia przenosić do swojego związku. Zdarza się tak, gdy rodzice nie są obecni - fizycznie lub emocjonalnie - przy dziecku. Gdy jedno z nich (lub oboje) odchodzi. Jeżeli nie potrafią o dziecko zadbać lub w domu są nieustanne konflikty i kłótnie. Czasami rodzice sami borykają się z trudnościami emocjonalnymi i nie są w stanie zatroszczyć się o należyte wychowanie swoich pociech. Nieustannie obawiasz się, że osoba, którą kochasz odejdzie? Tak, może dawać o sobie znać Twoje dzieciństwo.

Wspominasz poprzednie związki
Oczywiście, zdrowa porcja dystansu na początku znajomości jest dobra, a nawet wskazana. Gorzej, gdy staje się codziennością. Jeżeli w Twoich poprzednich związkach dochodziło do zdrady lub Twoi eks - partnerzy w jakiś sposób Cię zawodzili, możesz mieć tendencję do bycia podejrzliwą. Po zranieniu zawsze pozostaje jakiś ślad, to naturalne. Pytanie tylko, czy chcemy te wspomnienia w sobie pielęgnować, czy raczej decydujemy się otworzyć na to, co jest nowe. To może wzbudzać lęk. Wszystko, co nieznane zawsze powoduje jakieś obawy. Ale tym razem masz do czynienia z zupełnie inną osobą. Może warto dać Jej szansę?

Nie wierzysz w siebie
Zazdrość może wynikać z niskiej samooceny. Nie czujesz się ze sobą dobrze? Jeżeli tak, trudno oczekiwać, że uwierzysz, iż Twój partner kocha Cię za to, kim jesteś. Dużo bardziej prawdopodobne, że w Jego zachowaniu będziesz doszukiwać się znamion kłamstw i niewierności. Nie dowierzasz i wątpisz w to, że w ogóle z Tobą zostanie? Zastanawiasz się, jak to się stało, że wybrał akurat Ciebie? Wymagasz ciągłych zapewnień o miłości? Pamiętaj, taka relacja bardziej przypomina uspokajanie dziecka, niż bycie z dorosłą osobą. Nie dość, że bywa męczące, to jeszcze może działać jak samospełniające się proroctwo i sprawić, że intymność stanie się tylko wspomnieniem. Pomyśl tylko! Skoro jesteście razem, musiało istnieć wiele powodów, jesteś wartościowa dla swojej drugiej połówki.

Twój partner/partnerka daje Ci ku temu powody
Jeżeli bliskiej Ci osobie zdarzyło się już raz zawieść Twoje zaufanie, ostrożność jest w pełni uzasadniona. Zdradę trudno wybaczyć, a jeszcze trudniej jest o niej zapomnieć. Co nie znaczy, że nie jest to możliwe. Wszystko zależy od tego, jak bardzo obu stronom zależy na odbudowaniu nadszarpniętej więzi. Rozwiązanie? Zastanów się, jak czujesz się w tej sytuacji. Porozmawiaj z partnerem i sprawdź, czy bierze pod uwagę Twoje uczucia oraz punkt widzenia. Staraj się zrozumieć powody, dla których mogło do tego wszystkiego dojść. Przy odrobinie dobrej woli można naprawdę bardzo wiele zdziałać. Co innego, gdy wszystko zaczyna się powtarzać. Wtedy warto rozważyć, czy rzeczywiście jest sens pozostawać w sytuacji, która nas niszczy.

Jak zaufać?
Chyba każdy zgodzi się ze stwierdzeniem, że nie da się stworzyć satysfakcjonującego związku bez miłości i radości bycia z drugą osobą. Podobnie ma się rzecz z zaufaniem. Powtarzająca się zazdrość może ograniczać zarówno Ciebie, jak i Twojego partnera. Nikt nie lubi być kontrolowany. Naturalną reakcją jest wtedy chęć ucieczki. Trzeba pamiętać, że oboje jesteście wolnymi ludźmi i nie posiadacie się na własność. Dopiero wtedy będziecie mieli szansę naprawdę się do siebie zbliżyć. Nie chodzi też tutaj o to, aby ukrywać swoje uczucia - niech bliska Ci osoba zdaje sobie sprawę, z czym się zmagasz. Bądź szczera i mów o tym, co przeżywasz. Wtedy masz większe szanse spotkać się ze zrozumieniem.

I pamiętaj, zaufanie to zawsze ryzyko. Warto jednak je podjąć - zyski mogą przerosnąć Twoje najśmielsze oczekiwania.

Dominika Mazurkiewicz
Czytaj więcej...

Życie z jego pasją

Zazdrość to uczucie, które ma stać na straży trwałości związku. Bywa jednak, że kobieta jest zazdrosna o swojego partnera, bo zbyt dużo czasu poświęca innej. Można się złościć, obrażać, a nawet płakać, ale trudno wygrać z taką rywalką jaką jest... pasja.

Mężczyźni i ich hobby to temat nieprzenikniony dla wielu kobiet. Związek to inwestycja w drugiego człowieka - będąc razem poświęcamy innej osobie coś o wiele bardziej cennego niż pieniądze - swój czas. Obecnie jest to towar deficytowy, dlatego tak ważne, żeby gospodarować nim rozsądnie.

Co jednak jeśli nasz partner przeznacza wolne chwile na swoje hobby?

Jednym z 12 elementów, które według badań opublikowanych na łamach naukowego pisma „Social Psychological and Personality Science” czynią związek długotrwałym jest spędzanie przez partnerów wspólnie czasu. Nic więc dziwnego, że wiele kobiet decyduje się podjąć próbę i zacząć dzielić pasję swojego mężczyzny. Problem w tym, że nie zawsze warto jest to robić.

Jakie hobby mają mężczyźni najczęściej? Oczywiście lista jest znacznie dłuższa. A jakie ma Twój partner?

SPORT
„Nigdy nie byłam fanką siłowni, ale chcąc zaimponować mojemu chłopakowi zaczęłam z nim ćwiczyć. Trzy razy w tygodniu wspólnie chodzimy na treningi. W tym czasie nie rozmawiamy, ale dzięki temu zyskaliśmy parę wspólnych tematów. Trwa to już od roku, a mi bardzo spodobała się taka forma spędzania wolnego czasu. Cieszę się, że wciągnęłam się w jego hobby bo dzięki temu zyskałam zgrabniejszą sylwetkę” - Kinga, 25l.

Sport

„Dzięki mojemu byłemu dowiedziałam się, że wędkarstwo to sport. Wiem również, że jest to bardzo droga dyscyplina, która wymaga cierpliwości. Moja przygoda z nią skończyła się podczas wyjazdu na Mazury. Kiedy mój chłopak zaproponował mi weekend nad jeziorem wyobrażałam sobie romantyczny wyjazd we dwoje. Straciłam nadzieję gdy dowiedziałam się, że oprócz mnie zabrał ze sobą wędki i przynęty. Wyglądało to tak, że ja siedziałam w domku letniskowym pod kocem, zła i pogryziona przez komary, a on w szuwarach wyczekiwał wielkiego brania. Od tego pamiętnego wyjazdu już się nie spotykamy” - Monika, 23l.

Sport2

MOTORYZACJA
„Odkąd pamiętam mój tato spędzał sobotnie popołudnie w garażu czyszcząc i polerując swoje auto. Nie zdziwiło mnie więc zainteresowanie mojego chłopaka branżą motoryzacyjną. Chociaż ja nie jestem miłośniczką czterech kółek i nie podzielam jego pasji to chętnie jeżdżę na zloty i czytam artykuły, które pisze na bloga. Czasami denerwuje mnie, że dba bardziej o swój samochód niż o mnie, na przykład wcierając krem czekoladowy w felgi. Jednak akceptuje jego pasję” - Joanna, 27l.

Motoryzacja

GRY KOMPUTEROWE
„Mężczyźni to duże dzieci, zmieniają się tylko ich zabawki. W przypadku mojego męża, no cóż ... Zmienia się sprzęt i wersje gry, ale jego zamiłowanie do rozgrywania meczy on-line, zabijania potworów czy budowania farmy nie słabnie ani na moment. Kiedyś próbował mnie nauczyć obsługiwać joystick, żebyśmy mogli grać razem, ale mnie to wcale nie bawiło. Odpuściłam i przeżyłam sfrustrowana wiele wieczorów. Hobby mojego męża teraz dzieli z nim nasz syn, a ja z przerażeniem patrzę na to jak niewiele ich różni, gdy siadają przed ekranem komputera” - Jola, 36l.

Game

To czy powinniśmy starać się dzielić zainteresowania ze swoim partnerem zależy od nas samych. Robienie czegoś na przymus raczej nie jest drogą, którą powinno się podążać. Zamiast konkurować z hobby, najlepiej jest je zaakceptować, a wolny czas wykorzystać na realizowanie siebie.

Szukanie kompromisu jest w końcu codziennością w związku.

Agnieszka Dębowska
Czytaj więcej...

Czytać jego smsy czy nie czytać? Oto jest pytanie

Każdy z nas marzy o tym, by znaleźć tą jedyną, ukochaną osobę, z którą pragnie spędzić resztę swojego życia. Jednak, by tworzony przez nas związek był silny i trwały musi opierać się na wierności, zaufaniu oraz wzajemnym szacunku. Bez tych filarów wszystko zaczyna się sypać a związek skazany jest na klęskę.

Mimo, że wszyscy o tym wiedzą, to niejednokrotnie zdarza się, że te fundamenty są niestabilne. Najciężej jest chyba z zaufaniem. Mówiąc - „ufamy”, myślimy - „ostrożności nigdy nie za wiele”. Zrozumiałe jest to, że chcemy mieć swego mężczyznę tylko dla siebie. Dlatego, gdy jesteśmy u jego boku, za wszelką cenę pragniemy wyeliminować każdy, nawet niegroźny ‘kobiecy obiekt’, który zbyt bardzo się do niego zbliżył. Gorzej jest wtedy, gdy nie ma nas przy nim. Wtedy nasza wyobraźnia zaczyna działać. Tak przejawia się nasza zazdrość, która w minimalnych ilościach potrzebna jest każdemu związkowi. Jednak, gdy zmienia się w kontrolę i szpiegostwo, kiedy zaczynamy szperać w rzeczach naszego ukochanego i sprawdzać jego skrzynkę wiadomości w komórce, w związku prędzej czy później zacznie „iskrzyć”.

Przekonał się o tym Michał - „Kilka lat temu miałem dziewczynę, z którą naprawdę zamierzałem spędzić resztę życia. Jednak po jakimś czasie dziewczyna ta, bez powodu, zaczęła być o mnie zazdrosna do tego stopnia, że śledziła każdy mój krok. Musiałem dzwonić co godzinę, pisać gdzie jestem, co dokładnie zrobię. Nieraz zdarzało się, że dzwoniła do mojego szefa i pytała czy jestem w pracy, co robię, kiedy wrócę. Gdy spotykałem się z kolegami - ona nie dała mi żyć. Albo ‘przypadkiem’ umówiła się w tym samym miejscu co my, albo wydzwaniała co chwilę do mnie czy nawet do kolegów, którzy nie ukrywali tego, że to po prostu chore. Ja dość długo to wytrzymywałem, choć wiedziałem, że nie tak powinno być. Rozmowy nic nie dawały. Gdy pewnego dnia zobaczyłem, że ona szpera w moich rzeczach, czyta smsy, maile, a nawet odpisuje na nie..szkodząc mi tym (np. odmawiała obecność na konferencjach, uczestniczenia w projektach, szkoleniach, itp.) nerwy puściły i po sporej kłótni zakończyłem ten związek. Kochałem ją, ale to, co robiła nie było normalne”

A jak to jest z Wami? Nie kusiło Was nigdy, by zrobić coś podobnego? Czy byłyście bliskie przeczytania smsów albo innej korespondencji partnera? Mam nadzieję, że nie, bo to nie świadczyłoby o Was dobrze. Zaglądanie do skrzynki odbiorczej naszego mężczyzny to wkraczanie w zakazaną i bardzo delikatną sferę. Smsy, maile czy listy są osobistą rzeczą każdego z nas. Wszyscy mają prawo do prywatności i druga osoba, nawet ta ukochana, musi to zaakceptować. Wybierając opcję ‘czytaj’ - wybieramy źle.

Najczęstszą przyczyną przeszukiwania komórki jest zazdrość i podejrzliwość. Chcemy wiedzieć czy czasem nasz luby nie umawia się z kimś za naszymi plecami, nie flirtuje, nie pisze z kimś czule, itp. Boimy się zdrady, dlatego jesteśmy w stanie zamienić się we włamywacza, by poznać jego ‘sekrety’. Ale to niedobrze. Bo gdy nic takiego nie będzie miało miejsca, nie będziemy czuć się najlepiej. Wręcz przeciwnie. Prędzej czy później zacznie dręczyć nas, że nie zaufałyśmy partnerowi i przekroczyłyśmy sferę jego prywatności. Nie wspominając o tym, jak zawiedziony będzie On sam. W końcu naruszyłyśmy jego zaufanie. Możemy w ten sposób przysporzyć sobie niepotrzebnych kłótni i przykrości, a co gorsze - zburzyć dobre relacje w związku. Co sobie o nas pomyśli wiedząc o takim występku? Jedno jest pewne - zadowolony nie będzie.

Gdy najdzie nas pokusa czytania smsów i będziemy już tego naprawdę bliskie, musimy powiedzieć sobie STOP i zamienić się w myślach rolami. Jak czułybyśmy się, gdyby to nasz ukochany czytał smsowe rozmowy z naszymi przyjaciółkami. Przecież pisząc z nimi poruszamy różne, zarówno błahe, jak i istotne sprawy. Zwierzamy im się z naszych problemów oraz słabości. Razem z nimi szukamy rozwiązań, by wyjść z trudnych, nierzadko wstydliwych czy intymnych sytuacji i nie chciałybyśmy, by nasz mężczyzna się o tym dowiedział. Każdy ma jakieś drobne tajemnice i sprawy, o których nie chce rozmawiać z drugą połówką. On zapewne ma tak samo ze swoimi kumplami. Może przygotowuje Ci niespodziankę, może żalił się na ciebie po jakiejś kłótni, może omawia z kimś jakieś rodzinne sprawy, może pyta kogoś o radę, co do jakiegoś waszego problemu (itp.) - i ma on do tego prawo - tak samo jak i ty. Pamiętaj o tym!

Jak już wspomniałam pozwalając sobie na czytanie cudzych smsów może dojść do niepotrzebnych sprzeczek, a nawet jakiś większych kłótni. Gdy partner przyłapie nas na gorącym uczynku nie uwierzy, że to przez przypadek, że komórka spadła, a my podnosząc ją przypadkiem zobaczyłyśmy kilka wiadomości, które …same się otworzyły... Hmm… no nie…to mało wiarygodne. A nawet wtedy, gdy nie zostaniemy nakryte możemy źle odebrać treść wiadomości. Jeśli nie porozmawiamy o tym z właścicielem telefonu w myślach pojawią nam się błędne scenariusze, przez które będziemy odchodzić od zmysłów. Z kolei zdradzając partnerowi nasz (zły) uczynek, możemy zburzyć budowane przez lata zaufanie. Konsekwencje tego mogą być fatalne (ponura atmosfera, wzmożona czujność, zamknięcie się w sobie, niechęć do zwierzania się, dyskomfort odczuwany w obecności drugiej osoby, a nierzadko nawet rozstanie). Jaki z tego morał? Nie należy czytać smsów partnera. No chyba, że… większość kobiet (przynajmniej publicznie) popiera, iż nie należy czytać czyjeś wiadomości, nawet wybrankowi życia, chyba że dana osoba ma POWAŻNE powody, by podejrzewać ukochanego o zdradę.

„Ja nie czytam smsów mojego chłopaka. Takie mamy zasady, żeby sobie ufać. Ja też mam… może nie tajemnice, ale takie swoje sprawy i nie chciałabym, żeby on je do końca poznał. To żadne złe sprawy, ale uważam, że obok związku ma się jeszcze taki inny świat złożony z problemów typowo kobiecych, o których lepiej rozmawia się z przyjaciółkami, ale tak, gdybym zauważyła, że chłopak coś kręci..że mnie zdradza..to myślę, że byłabym w stanie zwinąć telefon i odkryć czy to prawda, bo nie ukrywajmy… tam na 90% znajdziemy odpowiedź” - Martyna, 26l.

„Nie sprawdzam co mój mąż ma w telefonie, absolutnie nie. To poniżające i egoistyczne. On ma swoje sprawy jak każdy człowiek i nie będę wystawiała naszych relacji na próbę, Wolę rozmawiać o problemach, o tym, co mnie dręczy. Taką metodę stosowałam w każdym związku, ale powiem Wam, że mój wcześniejszy partner zaczął mnie chłodniej traktować, przekładał nasze spotkania, wyczuwałam kobiece perfumy, itp. I kiedyś, gdy zasnął wyciągnęłam jego komórkę spod poduszki (nigdy wcześniej jej tam nie trzymał) i zaczęłam czytać, jak się okazało, piękne, romantyczne smsy. Porozmawiałam z nim o tym… i się przyznał, że mnie zdradza. Wykryłam zdradę, bolało bardzo, ale jeszcze bardziej bolałoby gdybym trwała w takim związku. Ale to czytanie to już była ostateczność, bo wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że on ma oprócz mnie jeszcze inną kobietę” - Grażyna, 42l.

Jak widzimy to nie ciekawość, nie chęć sprawdzania czy kontrolowania naszego lubego, a jedynie poparte mocnymi argumentami podejrzenia o zdradę mogą dopuścić do naruszenia przez nas prywatności naszej drugiej połówki. Wtedy rzeczywiście można zrozumieć powód przeczytania Jego korespondencji. Bo zdrada to poważny zarzut. Nic więc dziwnego, że chcemy zdobyć niezbite na to dowody, by ukrócić sobie cierpień. Jednak w każdej innej sytuacji jest to przejaw zazdrości i nieufności, która może ukazać nas w negatywnym świetle, a nawet zniszczyć relacje z naszym partnerem oraz doprowadzić do rozstania. A chyba żadna z nas nie chce się do tego przyczynić, prawda?

Aleksandra Parusel20l.
Czytaj więcej...

Przyjaciółka szefem. Czy taki układ ma szansę przetrwać?

Relacje między kobietami przeważnie bywają skomplikowane, ale gdy mowa o trwałej i silnej przyjaźni, często wieloletniej, wydaje się, że nie ma rzeczy, która mogłaby ją złamać. Jednak takie myślenie może być złudne, gdyż „zmiana ról odgrywanych” przez obie osoby może zaważyć na kontaktach między nimi, zwłaszcza, gdy do tej pory były na równorzędnej pozycji, a nagle jedna została szefową drugiej… Czy w takiej sytuacji przyjaźń przetrwa? Chciałoby się powiedzieć - tak. Przecież jedna osoba powinna cieszyć się z sukcesu drugiej, zwłaszcza jeśli są sobie bliskie. Jednak rzeczywistość bywa zupełnie inna.

Zosia i Magda to dwie przyjaciółki od lat pracujące razem. Tworzą mały, bo kilkuosobowy zespół. Zosia, wraz z obecną kierowniczką tworzyły firmę od samych początków i mimo, że są tylko czyimiś pracownikami, bo właścicielem placówki jest spółka, to włożyły wiele energii i wysiłku w jej zorganizowanie. Po roku, ich współpracownikiem została Magda, a kilka miesięcy później dołączyła jeszcze jedna osoba. W czteroosobowym składzie dogadywały się idealnie. Do czasu, kiedy aktualna kierowniczka złożyła wymówienie, a jej miejsce zajęła wspomniana Zosia. Do tej pory panie dzieliły te same obowiązki, a dodatkowo Zosię z Magdą łączyła przyjaźń. Nie raz spotykały się w knajpce, by wspólnie ponarzekać na kierowniczkę, czy niezbyt wysoką pensję. Małe ploteczki z pracy nikomu nie szkodziły, a te spotkania zbliżyły do siebie obie kobiety, tak bardzo, że po latach zostały najlepszymi przyjaciółkami, odwiedzały się w domu, znały swoich mężów i rodziny.

Co sprawiło, że nastąpił kryzys? Wiele drobnych sytuacji. Początkowo obie cieszyły się, że stworzą zespół na własnych zasadach, bez miłej, ale despotycznej i wymagającej szefowej. Jednak nowe stanowisko Zosi wymagało respektowania jej poleceń przez zespół. Trudno przecież wyegzekwować od pracowników realizowania wytycznych służbowych, gdy nie jest się traktowanym serio. Brak autorytetu, którego doświadczyła bohaterka przytoczonej historii sprawił, że zespół zamiast działać prężniej, zaczynał się sypać.

Wszystkie prośby kierowane do pracowników, w tym także do przyjaciółki, były odwlekane, a koleżanki zwracając się do nowej szefowej po imieniu (bo tak zwykle mówiły do siebie w pracy) śmiały się, że czuje ona władzę, że wpadła w rolę i niebawem stanie się despotką w spódnicy. Te początkowo śmieszne i niesprawiające przykrości żarty zaczynały przybierać inne formy.

Przerwa na lunch, którą zwykle spędzały wspólnie w małej kawiarni piętro niżej, stała się krępująca, gdyż wszyscy milkli, gdy do stolika zbliżała się Zosia. Podobnie z przerwą na papierosa i innymi małymi spotkaniami w kuchni czy stołówce. Przerywano żarty i śmiechy, a gdy Zosia pytała z czego się śmieją, udzielano jej wymijających odpowiedzi. Nie potrzeba było wiele czasu, by zrozumiała, że to ona jest obiektem kpin, którym przewodzi jej najbliższa przyjaciółka Magda.

Zazdrość, być może nieświadoma, objawia się wieloma złośliwościami. Nie jest to nagłe zerwanie przyjaźni, lecz drobne grzeszki popełniane z żalu, że ktoś jest od nas lepszy. I tak małe złośliwości zmieniają atmosferę w pracy, do tego stopnia, że relacje często stają się tylko służbowe, a z dawnej przyjaźni nic nie pozostaje.

Pracodawca myśląc o awansie kogoś ze swojej firmy, chce widzieć tylko korzyści, które mu dana osoba przyniesie. Tym samym to, co przeszło koło nosa zazdroszczącej osobie - jest dla niej porażką i zadręcza się ona z powodu sukcesu kogoś innego a nie własnego. Szkoda, że zapominamy o poświęceniach awansowanej osoby, jakie wiążą się z otrzymaniem nowego, wyższego stanowiska. My widzimy tylko lepszą pensję, rozwijającą się karierę i nowe możliwości, ale być może te korzyści zostały osiągnięte zostawaniem po godzinach, zwiększonym stresem lub ciężką pracą w weekendy, kosztem rodziny, więc awans jest zasłużonym wynagrodzeniem i docenieniem tych trudów.

Zazdrość potrafi wykrzywić nasze spojrzenie na daną sprawę. To co osiągnęła koleżanka z pracy, nagle staje się lepsze i automatycznie same chcemy to mieć. Zachowanie przyjaciółki Zosi - Magdy było prawdopodobnie spowodowane tym uczuciem. Żal, że to ona nie została leaderem zespołu, a przecież miała takie same szanse, sprawił, że starała się na siłę umniejszać sukces przyjaciółki - od początkowych żartów i zbytniej swobody, po bezczelność i brak wykonywania swoich obowiązków.

Pomieszanie relacji osobistych i zawodowych, może skutkować wieloma niepowodzeniami na obu płaszczyznach. W pracy osoba podwładna, która przyjaźni się z szefem często czuje się bezkarna i zbyt pewna siebie. Myślenie schematem typu: skoro widziałam szefową w cekinowej bluzce tańczącą w kiczowatym klubie, bądź płaczącą po rozstaniu z ukochanym, to niemożliwe, aby ona zwróciła mi uwagę, że mam nieodpowiedni strój służbowy lub że zwierzałam się w pracy ze swojej ostatniej przygody miłosnej innej koleżance. W takiej sytuacji, gdy jednak dochodzi do konfrontacji na relacji szef-pracownik, podczas której przyjaciółka-szef upomni swojego pracownika, każda uwaga może być odebrana bardzo osobiście. Skarcona osoba może pomyśleć, że skoro sama często była świadkiem różnych scen stawiających nową szefową w niezbyt korzystnym świetle, to może czuć się uprzywilejowana i liczyć na całkowitą tolerancję swoich niekoniecznie profesjonalnych zachowań. Stąd też w przypadku powtarzających się spięć na płaszczyźnie zawodowej pomiędzy szefem a podwładnym, może dojść do odsunięcia się od siebie przyjaciółek i osłabienia więzi prywatnej, niezwiązanej z pracą.

Ważne jest wytyczenie sobie konkretnych i stanowczych granic. Nie jest to proste, bo jak wyrazić się niepochlebnie o projekcie przyjaciółki, nad którym pracowała wiele godzin? Jak z pokorą przyjąć wszelką krytykę a następnie po kilku godzinach pójść wspólnie na kawę? Brakuje także jednego czynnika łączącego dawne przyjaciółki, jest to jak w przypadku historii Zosi i Magdy - wspólny front przeciwko wrogowi. Mimo, iż nie doświadczały wielu przykrości ze strony dawnej szefowej, to lubiły czasem ponarzekać na jej władczy ton, czy brak wyrozumiałości. Z kim teraz o tym rozmawiać, skoro to przyjaciel stał się nagle przysłowiowym „wrogiem”? Wtedy często nawiązują się bliższe więzi pomiędzy pracownikami a nowy szef - szefowa, która kiedyś była jedną z nich, zostaje tematem plotek.

Jednak czy zawsze przyjaźń jest z góry skazana na przegraną? Nie musi przecież tak być, ale trzeba włożyć sporo wysiłku, by oddzielić przyjaciółkę od szefa i przyjaciółkę od pracownika. Wszelkie służbowe konflikty i nieporozumienia - wyjaśniać w pracy, a nie opowiadać o nich z żalem innym pracownikom. Przyjaźń jest bowiem relacją bardzo trwałą i mocną. Wystarczy tylko odpowiednio nią pokierować, by z faktu, że przyjaciółka została szefem - czerpać same korzyści. Trzeba natychmiast ustalić nowe zasady, podkreślić fakt, że relacje zmieniły się w danej grupie, jednak nadal jest się zespołem, a posiadanie przyjaciela - szefa, może świetnie sprawdzić się w dalszej pracy np. miłą i bezpośrednią atmosferą w biurze. Już sam sukces bliskiej osoby powinien cieszyć. Jeśli jednak dostrzegalne są objawy zazdrości, warto bardziej zmotywować zespół do działania, pokazując im, że również mają możliwość awansu i kariery.

Dodatkowo nowy szef zna podwładnych lepiej niż poprzedni, gdyż był jednym z nich i przyjaźnił się z zespołem lub chociażby z jego częścią. Może zatem tak przydzielać zadania, by pracownicy wykonywali to, co najbardziej lubią i w czym są najlepsi. Taki podział ról przyniesie owocną współpracę i obustronne korzyści.

Przyjaźń pomiędzy dwiema osobami pracującymi w tej samej firmie, nie należy do łatwych, lecz warto pamiętać, by nie zniszczyć czegoś, co jest ważniejsze niż kariera czy stan konta.

 

Elżbieta Reimann, 24l.

Czytaj więcej...

Ta harpia ukradła mi męża... czyli dlaczego niektóre kobiety lubią uwodzić zajętych mężczyzn?

Coraz częściej zamieniają się role kobiet i mężczyzn. Płeć damska bardziej świadoma swojej seksualności i słabości mężczyzn chętniej wykorzystuje własne wdzięki, aby zdobyć pieniądze, stanowisko czy mieć ciekawsze życie erotyczne. Często ofiarami takich pań padają mężowie czy narzeczeni, jednym słowem: faceci w związkach. Obrączka przyciąga je jak magnes.

 

Dlaczego owe kobiety nie znajdą sobie własnego wolnego adoratora, który będzie im przynosił kwiaty czy rozpieszczał? Otóż w dużej mierze zależy to od wieku owej pani.

 

Studentki, które polują na mężów, popularny dzisiaj sponsoring, chcą przede wszystkim się zabawić z kimś, kto ma większe doświadczenie w łóżku niż ich rówieśnicy. Ponadto czyiś mąż nie będzie szukał stałego związku, żądając zamiany w kurę domową, bo taką już w domu przecież ma. I najważniejsze: znudzony własnym życiem seksualnym facet nie szczędzi pieniędzy dla swojej kochanki w zamian za igraszki w łóżku. Dla niego jest to miłą odmianą od szarego codziennego życia, pracy, żony i dzieci. Dlatego studentki polują przede wszystkim na mężów w wieku lat trzydziestu i wyżej, oczywiście z wypchanym portfelem, bo nie szukają miłości, tylko zabawy i pieniędzy, często także stanowiska. Niemoralne? Owszem, ale skoro jest popyt, to musi być i podaż. I to szeroko wykorzystują młode panie, które wolą zostać nowoczesną luksusową prostytutką niż ciężko pracować po osiem godzin w McDonaldzie za grosze.

 

Kolejne panie, które kłusują na cudzych mężów, to te piękne wykształcone, które poświęciły większość swojego życia na osiągnięcie sukcesu zawodowego. Obudziły się w wieku trzydziestu lat i uświadomiły sobie, że kariera to nie wszystko. Wracanie do pustego domu, w którym jeśli już ktoś prócz nich mieszka, to rodzice, a oprócz tego praca, praca i praca, to nie jest życie, o jakim naprawdę marzyły. Mają pieniądze, ale same już nie wiedzą, na co je wydać. Kosmetyki, ciuchy, samotne wakacje, samotny wypad do kina, bo rówieśnicy mają już dzieci, którymi muszą się zająć, lub męża, z którym spędzają większość czasu. A chodzenie z przyjaciółką i jej cudownym mężem (w większości takim paniom wydaje się, że wszyscy mężowie to cudowni, troskliwi mężczyźni, będący szczytem marzeń każdej kobiety) tylko im uświadamia samotność.

 

Wszyscy najlepsi mężczyźni dawno zajęci, a wokół tylko maminsynki i nieudacznicy życiowi. Dlatego nie dziwne, że takie kobiety zerkają zazdrośnie na mężów przyjaciółek. Być może to podłe, ale w tym momencie najważniejsze staje się zdobycie takiego mężczyzny.

 

Ponadto istnieją kobiety, które bez względu na wiek pociągają zajęci mężczyźni. Zakrawa to już bardziej o dyscyplinę sportową. Zdobycie nieosiągalnego staje się najważniejszym w życiu. Przyczyny mogą być różne.

 

Zaczynając od Freuda: kobiety takie od zawsze rywalizowały o miłość ojca z matką, której nie mogły pokonać. W późniejszym okresie nieświadomie przeniosły ową chęć pokonania rodzicielki na wszystkie kobiety posiadające mężów i dlatego nie utrzymanie takiego mężczyzny jest dla nich ważne, ale samo zdobycie go. Zaraz po tym, jak osobnik im ulegnie, tracą nim swoje zainteresowanie i szukają kolejnej swej ofiary. Innym powodem może być znudzenie własnym mężem, chęć „wymiany” partnera na młodszego, chętniejszego, świeższego. Takie żony zazwyczaj nie chcą rozwodu, ponieważ dobrze im w małżeństwie, w którym mąż przynosi pieniądze, a one zajmują się dziećmi. Chodzi tylko o swoistą odmianę w życiu seksualnym, chęć poczucia, że nadal jest się atrakcyjną kobietą. Dla nich najlepszym rozwiązaniem jest posiadanie stałego kochanka - sąsiada, który może wpaść na kilka minut na seks, albo przynieść kwiaty. Mężatki szukają często romantyzmu w swoim sekretnym chłopaku. Chcąc poczuć się bardziej adorowane, młodsze wybierają partnerów, od których są kilka lat starsze. Szukają namiętności w łóżku, która dawno wygasła. I tutaj należy wspomnieć, że również studenci chwytają się sponsoringu. Podczas gdy mąż jest zmęczony pracą, partnerką i nie chce mu się w łóżku robić nic innego poza spaniem, studenci są zupełną odwrotnością. Często najchętniej nie wychodziliby z łóżka. A to, że niektórzy z nich mają dziewczyny, nie stanowi żadnego problemu. Dziewczyna już drugi miesiąc zwleka z uprawianiem seksu, więc broń rozładowują z kim innym. Nie każdy, ale zdarzają się tacy panowie.

 

Patrząc na te kobiety, nazywając je harpiami, złodziejkami, kłusowniczkami, można odnieść wrażenie, że skupiają w sobie same najgorsze cechy. Są podłe, dwulicowe, nieodpowiedzialne. Mają gdzieś to, czy rozbiją komuś małżeństwo. Z drugiej strony dają mężczyznom to czego owi potrzebują, a czego w domu dawno już nie mają. Kobiety, które przestały o siebie dbać po zawarciu małżeństwa, narzekające i chcące tylko pieniędzy, przestają pociągać mężów. Takiemu facetowi szybciej zawróci w głowie dziewczyna, która będzie go komplementowała i patrzyła na niego maślanym wzrokiem, a ponadto zadbana, bo nawet niekoniecznie bardzo ładna. Także warto się zastanowić, czy wina leży tylko po jednaj stronie, czy też może niektóre z pań same nieświadomie doprowadzają do takiej sytuacji. Bo miłość, owszem, aż po grób, ale łatwiej jest kochać kogoś, kto nie wygląda jak zbyt krągły kocmołuch z wałkami na włosach i kwaśną miną.

 

Anita Karolczak, 22l.




5-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

 

Czytaj więcej...

Inwigilacja, czyli do czego jest zdolna zazdrosna kobieta

Sprawdzanie smsów, kontrolowanie wydatków, śledzenie poza domem, ciągłe telefonowanie, w końcu wynajmowanie detektywów i „zawodowych uwodzicielek”. Ile jest zazdrosnych i podejrzliwych kobiet, tyle jest pomysłów na udowodnienie mężczyźnie, czegoś do czego nie chce się dobrowolnie przyznać.

Każda z nas drogie panie, jeśli obecnie jest, lub kiedykolwiek była w związku, choć raz miała myśli typu „on na pewno mnie zdradza”, „co on tam kombinuje na boku?”, „czy nie za bardzo się z nią spoufala?”. Nieraz wystarczy niewinne spojrzenie skierowane w nieodpowiednią stronę, rzucona mimochodem uwaga, aby wzbudzić nasze obawy. Większa część z podejrzliwych przedstawicielek płci pięknej pozostanie tylko i wyłącznie przy takich jednorazowych myślach, gdyż mają pewność co do stałości uczuć swych partnerów, bądź też są silniejsze od chcącej zawładnąć nimi zazdrości.

Jednak są też kobiety, które ulegają pokusie sprawdzenia, co robi ich mężczyzna, kiedy nie przebywa z nimi. Kierowane zazdrością na początku wykorzystują do inwigilacji metody znane od niepamiętnych czasów.

Pierwsze oznaki „zdrady” poszukiwane są na ubraniach ukochanego. Przecież wiadomo, że jeżeli on ma coś na sumieniu to zdradzi go zapach jego koszuli, bądź ślad szminki na kołnierzyku. Kiedy pierwsze przypuszczenia zostają potwierdzone, trzeba zdobyć kolejne dowody, bardzo często wyimaginowanej zdrady.

Jedna z pań, z którą miałam przyjemność rozmawiać opowiedziała mi o swojej koleżance, która wyczuła „podejrzany” zapach od swojego męża. Kiedy usłyszałam od niej, że jej mąż ją zdradza nie wiedziałam co powiedzieć. W pierwszej chwili zamurowało mnie, ale szybko się ogarnęłam i spytałam, skąd wie, czy ma jakieś dowody. Stwierdziła, że na razie nie ma żadnych dowodów, ale wie to na pewno, bo jej małżonek trzy dni pod rząd pachniał damskimi perfumami i to różnymi. Powiedziałam jej, że to żaden dowód, bo przecież pracuje z ludźmi i nieraz zapachy przechodzą. Obraziła się na mnie, że jej nie wspieram. Po kilku dniach przyszła znowu do mnie i powiedziała, że mnie przeprasza, że się uniosła poprzednim razem. Co się okazało, jej mężczyzna chciał jej zrobić niespodziankę na rocznicę ślubu i kupić ekskluzywne perfumy, dlatego też przesiąkł zapachami. Uśmiałam się bardzo, a ona miała nauczkę na przyszłość, żeby nie wyciągać pochopnych wniosków.

Lecz, co począć, gdy nasze wątpliwości nie zostają rozwiane w dość krótkim czasie? Pomysłów jest wiele, a dzięki postępowi technicznemu możliwości są praktycznie nieograniczone.

Przeważnie zaczyna się od sprawdzania smsów, kontrolowania połączeń telefonicznych. Jeżeli coś budzi podejrzenia, wtedy często przeglądana jest korespondencja mailowa, historia przeglądarki itp. Problemem nie jest już też to, że nie zna się hasła do konta, gdyż można zatrudnić kogoś, kto je złamie. To samo tyczy się kont bankowych, bo co jak co, ale potwierdzenie transakcji na zakup, kwiatów, czy biżuterii, której my nie dostałyśmy to już dowód zdrady. Proszę też się nie burzyć na te słowa, ale za pewne wśród grona pań czytających, znajdzie się kilka, które choćby przez chwilę myślały, aby coś takiego zrobić.

 

Kiedy kobieta nie może sama sprawdzić swych obaw, co robi? Wynajmuje detektywa, który to ma potwierdzić, lub zaprzeczyć jej podejrzeniom. W Polsce od kilku lat można zaobserwować zjawisko, które staje się coraz popularniejsze. A mianowicie, zamiast samemu śledzić, wynajmuje się do tego zawodowca. Interes ten jest bardzo opłacalny co uwidacznia się poprzez specjalizację biur detektywistycznych, właśnie w śledzeniu „niewiernych” partnerów. Ostatnio nawet w jednym z telewizyjnych programów była mowa o „zawodowych uwodzicielkach”. Kim one są? Panie te, to pracownice biur detektywistycznych, które na zlecenie swoich klientek, mają sprawdzić, czy ich partner skorzysta z okazji. To klientka określa, co będzie wystarczającym dowodem.

Na co można liczyć kiedy wynajmie się takiego detektywa w spódnicy? Jak wypowiadała się kobieta zajmująca się takimi zleceniami, one nie uwodzą, stwarzają tylko sytuację, która może rozwinąć się w coś więcej i chodzi o to, czy mężczyzna skorzysta z okazji czy nie? Są to codzienne sytuacje, np. prośba o pomoc w wykonaniu jakiejś czynności, a w ramach podziękowania zaproszenie na kawę, wymiana numerami telefonu, nic zdrożnego. Budującym może być stwierdzenie, że mało który pan, zgadza się na dalsze spotkanie, bądź wymienia się numerami telefonów.

Jednak są panie, których nic nie przekona o tym, że mimo wszystko ich mężczyźni są wierni i nie zdradzają. Będą wtedy próbowały innych mniej wybrednych metod. Dla nich niech przestrogą będą słowa szekspirowskiego Jagona, który zazdrość nazywa zielonookim potworem, który niszczy osobę, która jej ulegnie.

„Strzeż się, panie, zazdrości! O, strzeż się
Tego potwora zielonookiego,
Co pożerając ofiarę - z niej szydzi.
Szczęsny, kto wiedząc o tym, że jest zdradzon,
Może nie kochać tych, co go zdradzili;
Ale jak wielkie ten cierpi katusze,
Co wielbiąc wątpi, mając podejrzenie
Namiętnie kocha!”

Mimo, że od momentu stworzenia tych słów minęło już kilkaset lat są one nadal aktualne. Bezpodstawna zazdrość zabija niejeden związek. Dlatego też warto czasem zaufać mężczyźnie, a on odwdzięczy się nam tym samym. Dzięki temu będziemy spokojniejsze i szczęśliwe.

Iwona Czyżykowska, 28l.




4-12


 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Zazdrosny facet. Jak z nim żyć? Czy taki związek ma sens?

Drodzy panowie! Który z Was jest zazdrosny o swoją partnerkę? Cisza?...
Aha, mam Was! Większość facetów jest zazdrosna o swoją kobietę tylko on nie chcę się do tego przyznać! ;)

Zazdrości może nie być, może być niezauważalna albo przesadna. Brak zazdrości w związku może też być problemem. Pomaga ona budować więź i zbliżyć partnerów do siebie. Jednak kiedy zaczyna być jej za dużo - oznacza to dwie rzeczy: jest ku temu powód, bo partner/partnerka nas zdradza bądź staje to się "chorobą".

Skąd bierze się zazdrość u facetów? Dlaczego mężczyźni są o nas zazdrośni? I kiedy zazdrość staje się chorobliwa? Pomogę Wam odpowiedzieć na te nurtujące pytania...

Ciężko jest nam rozgryźć facetów. Dlaczego? Bo lubią skrywać swoje uczucia, nie potrafią o nich mówić, a co dopiero powiedzieć nam wprost, że są zazdrośni. Jak dobrze wiemy mężczyźni się do zazdrości nie przyznają i starają się jej nie okazywać. Swoje najgłębsze żale i rozterki zachowują dla siebie, a my możemy tylko domyślać się o co im chodzi. Nie potrafią się przyznać, że są o nas zazdrośni, ale nienawidzą kiedy rozpływamy się nad zdjęciem znanego aktora. Więc o co im chodzi, zastanawiamy się.

Teoretycznie faceci mają mnóstwo powodów aby być o nas zazdrośni. Czasem są to bardzo oczywiste motywy, innym razem to skrajne przypadki, których nie jesteśmy w stanie wyjaśnić. Powodów możemy dać im wiele: lubimy flirtować, ładnie się ubierać, odkrywać swoje wdzięki, bo jesteśmy kobietami i taka nasza natura. Jednak w pewnym momencie naszą nieświadomość może zaburzyć nasza druga połówka. Dlaczego? Faceci nie lubią konkurencji! Więc kiedy przy naszym boku kręci się przystojny, opalony brunet - nasz mężczyzna rusza do ataku. Okazane nam zainteresowanie ze strony innego mężczyzny to powód do kłótni z naszym partnerem i prawdopodobnie ciche dni…Ale czy my musimy to zainteresowanie odwzajemniać? Często jest to jednostronne, jednak nasz partner i tak wyczuwa zagrożenie i uważa, że jesteśmy winne takiej sytuacji, bo skoro inny mężczyzna nas adoruje to musiałyśmy dać mu ku temu powód! Bzdura! Wiążąc się z kimś, nie przestajemy być kobietą, nie przestajemy dbać o siebie, swój wygląd, nadal chcemy być atrakcyjne i czuć się dobrze, czuć się piękne nawet dla samej siebie. Przecież związek nie oznacza zaprzestania bycia kobiecą i sexowną, dlatego będąc w związku nadal możemy podobać się również innym mężczyznom, co jest miłym uczuciem dla każdej kobiety, ale na tym koniec, nic więcej się nie dzieje. My o tym wiemy, ale czy nasz partner też? Tu właśnie pojawia się problem.

Jak rozpoznać kiedy znajdziemy się w toksycznym związku? Ciągłe awantury, kłótnie, wypominanie to już jest wstęp do końca związku. Nadgorliwy samiec widzi w każdej sytuacji zagrożenie. Wszyscy mężczyźni zbliżający się do jego partnerki bliżej niż na 3 metry są traktowani jak wrogowie, którzy czym prędzej muszą być wyeliminowani. Z czasem chorobliwie zazdrosny mężczyzna zabroni nam opuszczać jego terytorium bez jego towarzystwa i będzie skutecznie próbował zamknąć nas w złotej klatce.. W takiej sytuacji należy jak najszybciej zakończyć ten "związek"!

Do pewnego stopnia zazdrość jest zdrowa dla związku. Oznacza ona, że komuś na kimś naprawdę zależy. Jednak pamiętajmy, że są pewne granice, których nie należy przekraczać - ani my, ani nasi partnerzy. Szanujmy siebie i ich! Każda ze stron w związku potrzebuje przestrzeni, swobody, nie może czuć się przytłoczona drugą osobą lub wręcz "dusić się z braku powietrza". Pamiętajmy, że jesteśmy wartościowymi kobietami, które zasługują na prawdziwą miłość bez skaz a przynajmniej warto do takiej dążyć, szukać a potem o nią dbać i pielęgnować.

A jakie wy macie spostrzeżenia na ten temat?
Spotkałyście się z zazdrością w związku?
Jak rozwiązać problem przesadnej zazdrości, czy istnieje takie rozwiązanie?
Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS