Menu
logo tjk main

Jak tajemnice i kłamstwa niszczą związki. Koszt oszustwa, którego partnerzy nie biorą pod uwagę - CZ.1

Tajemnice i kłamstwa zagrażają poczuciu bezpieczeństwa, zaufaniu, szkodzą nam i naszym związkom - czasem nieodwracalnie. Wszyscy wypowiadamy "białe kłamstwa". Mówimy "nic mi nie jest", kiedy mamy zły dzień. Cieszymy się z niechcianych prezentów i przytakujemy, choć wewnętrznie nie zgadzamy się z czyjąś opinią. W intymnej relacji emocjonalnej szczerość obejmuje "pozwolenie" by nasz partner, wiedział, kim tak naprawdę jesteśmy, niezależnie od tego, jak wpłynie to na nasze postrzeganie. Uczciwość to więcej niż kłamstwo. Brzmi dziwnie, banalnie? Wróć do tego zdania ponownie i przeczytaj je jeszcze raz. Można kłamać w błahych sprawach, nie mówić całej prawdy, ale uczciwym nie można być, tylko "trochę".

Dlatego jest to jedna z najważniejszych cech, która jest ceniona w relacjach partnerskich. W uczciwości zawiera się również mówienie prawdy i unikanie kłamstw. Formułowanie niejednoznacznych lub niejasnych stwierdzeń, mówienie półprawd czy manipulowanie informacjami, te wszystkie zachowania wpływają negatywnie na związek. Pozbawiają partnerów wolności wyboru i świadomego działania. Chociaż możemy uważać się za uczciwych, jednak niewielu z nas ujawnia wszystkie negatywne myśli i uczucia dotyczące ludzi, z którymi jesteśmy blisko.

Większość osób, które kłamią, martwią się o ryzyko bycia uczciwym, ale niewielu myśli o ryzyku nieuczciwości. Co tak naprawdę oznaczają kłamstwa w związku, jaki mają wpływ na nasze relacje i czy przypadkiem nie przeceniamy uczciwości w swoim związku?

Po pierwsze blokują prawdziwą intymność z partnerem. Intymność opiera się na zaufaniu i autentyczności - zdolności do bycia wrażliwym - bycia "nago" nie tylko fizycznie, ale i emocjonalnie. Małe i duże tajemnice, które są utrzymywane w związkach, po pewnym czasie się kumulują, a ich odkrycie zazwyczaj jest bardziej szkodliwe niż pierwotna tajemnica. Jak dochodzi do odkrycia prawdy? Ukrywając coś przed sobą, oddalamy się, a nasze intymne i emocjonalne więzi się rozluźniają, co już jest sygnałem, że coś w związku nie idzie tak, jak powinno.

Osoba, która ukrywa coś przed partnerem, zazwyczaj nosi w sobie poczucie winy, chcąc unikać tego poczucia wobec samego siebie, stara się unikać kontaktów z osobą, z którą nie chce dzielić się swoim sekretem. Unikanie bliskości i niewygodnych tematów, staje się codziennością. Separowanie się może nawet nie być świadome. Zazwyczaj obejmuje takie rzeczy jak bycie zaabsorbowanym pracą, nadmierne spędzanie czasu z przyjaciółmi, czasochłonne hobby czy wykonywanie czynności, które pozostawiają niewielkie możliwości do prywatnych rozmów.

Powszechnie uczciwość jest ceniona jako norma moralna, chociaż kontekst i specyfika mogą się różnić między różnymi kulturami. Możemy kłamać dla tzw. dobra społecznego. Nie jesteśmy w stanie dowieść, ile par spotykamy na swojej drodze, które w głębi serca nie są szczęśliwe, jednak dla dobra dzieci, “niedenerwowania teściów” i powodów ekonomicznych ukrywają swoją niechęć do partnera. Efekt takiego zachowania? Kiedyś ta mydlana bańka pęka, nie jesteśmy w stanie żyć nie swoim życiem i być szczęśliwymi.

Naruszenie własnych wartości powoduje nie tylko poczucie winy z powodu naszych działań, ale także wpływa na koncepcję siebie. Przez długi czas oszustwo może “zżerać” naszą samoocenę. Długotrwałe poczucie winy zamienia się we wstyd, który możemy odczuwać każdego dnia, co podważa nasze poczucie godności. Przepaść między JA, które pokazujemy innym, a tym, jak czujemy się wewnątrz staje się ogromna, co może doprowadzić nawet do depresji.

Sposoby zarządzania poczuciem winy i wstydem stwarzają więcej problemów. Ukrywamy nie tylko tajemnicę, ale także to, kim naprawdę jesteśmy. Możemy budować logiczne stwierdzenia, aby usprawiedliwić nasze działania, wycofywać się, być ignorantami, stawać się rozzłoszczonymi, a nawet agresywnymi. Racjonalizujemy nasze kłamstwo lub tajemnicę, aby uniknąć wewnętrznego konfliktu i niebezpieczeństwa, które wyobrażamy sobie, kiedy ujawnimy tajemnicę. Niektórzy ludzie mają obsesję na punkcie swojego kłamstwa, do tego stopnia, że mają trudności z koncentracją. Inni natomiast są w stanie oddzielić swoje uczucia od siebie i zracjonalizować swoje działania, aby lepiej radzić sobie ze swoją nieuczciwością. Racjonalizacja ("nie będę jej denerwować, bo znów się rozchoruje") lub minimalizowanie ("zrobiłem to tylko raz") są obroną psychologiczną, która pomaga nam radzić sobie z wewnętrznym konfliktem i niepożądaną rzeczywistością, której nie chcemy widzieć. Może być ona na tyle skuteczna, że kłamca jest przekonany, że kłamstwo wspiera związek. Zazwyczaj wtedy partnerzy nie chcą się zmierzyć z prawdą bo wiąże się to z bólem i/lub trudnym wyborem.

Wszystkie te przykłady składają się na brak równowagi w sensie emocjonalnym i psychicznym, nic więc dziwnego, że po tym wszystkim nadchodzi załamanie w sensie zdrowia fizycznego. W obu przypadkach, osoby ukrywającej tajemnicę jak i osoby okłamywanej. Ofiara nawet małego kłamstwa w dłuższej perspektywie może czuć się zdezorientowana czy zestresowana. W tym przypadku poziom kortyzolu znacząco się podnosi, szkodząc organizmowi.

Są to podstawowe koszty, jakie ponoszą partnerzy, żyjąc nieuczciwe w związku. Cierpią niestety na tym dwie osoby, a w niektórych przypadkach i więcej (dzieci, przyjaciele, najbliższa rodzina). Mimo że zdajemy sobie sprawę, że tajemnice i kłamstwa negatywnie wpływają na nasze relacje, często je wykorzystujemy dla unikania problemów, trudnych tematów czy wzięcia odpowiedzialności za swoje decyzje. Życie w bezwzględnej prawdzie w związku nie jest proste, ale jest możliwe.

W kolejnym artykule na portalu tojakobieta.pl przedstawię jakie tajemnice warto ujawniać i czy faktycznie bezwzględna szczerość jest potrzebna. Zastanowimy się również, kiedy i jak powiedzieć prawdę, która może być bolesna dla partnera, oraz kto tak naprawdę jest ofiarą kłamstw i ich odkrywania.

Katarzyna Zosia Krawczyk
zenlove.pl
Czytaj więcej...

Pary wśród grupy przyjaciół i relacje między nimi…

To była jedna z wielu imprez tego lata. Urodziny, imieniny i „domówka” u kolegi, na której ja i mój chłopak poznaliśmy nowych znajomych. Dobrze się bawiliśmy, była świetna muzyka. W pewnym momencie zauważyłam, że coś jest nie tak… Nowi znajomi zachowywali się dziwnie podczas tańców. Tomek*, który był w związku z Andżeliką, tańczył z Joanną, łapiąc ją za pośladki i mówiąc pieszczotliwie „kochanie” albo „słoneczko”. Pomyślałam, że za dużo wypił i zdenerwowana, zaczęłam wypatrywać Andżeliki, żeby jej pokazać co się dzieje. A ona… bawiła się trochę dalej z Piotrkiem, chłopakiem Asi. Zamurowało mnie, gdy zobaczyłam u nich podobne sceny, które ujrzałam przed chwilą. O co tutaj chodzi?...pomyślałam w lekkim szoku.

Joanna przyuważyła, że patrzę się na nich jak na wariatów. Podeszła do mnie i powiedziała: „My się tak tylko bawimy. Jesteśmy grupą przyjaciół już długie lata, mamy do siebie zaufanie. To przecież nic złego”. I poszła bawić się dalej, ale ja nadal nie mogłam uwierzyć w to, co oni robią. No ale - nie przyszłam tutaj, żeby się zamartwiać jakimiś wymysłami innych ludzi, tylko żeby dobrze się bawić. Po jakimś czasie zaczął ze mną tańczyć Tomek. Nagle złapał mnie w pasie, podniósł i wybiegł z salonu na taras, gdzie siedział Kamil, mój chłopak. Ześlizgnęłam mu się a jego ręka znalazła się na moim pośladku i to pod spodenkami… Spojrzałam na niego z wściekłością, a potem na Kamila. Mierzył go wzrokiem, po czym podniósł głos i powiedział: „A Ty gdzie dotykasz moją dziewczynę? Lepiej uważaj, bo jak to się znowu powtórzy…”. Wiedziałam, że Kamil mógłby nie zapanować nad sobą, gdyby widział, że któryś z tamtych się do mnie przystawia. Nie byliśmy jednak u siebie więc musieliśmy panować nad emocjami, żeby nie doszło do jakiejś awantury… Z drugiej strony byłam szczęśliwa, że Kamil i ja mamy takie samo zdanie na ten temat, że walczyłby o mnie. Dlatego później, gdy poszliśmy tańczyć już razem, unikałam ich towarzystwa…

Andżelika oczywiście nie miała żalu do Tomka, za to, że mnie „tam” dotykał. Mnie osobiście coś takiego by zabolało, gdyby mój chłopak łapał za pośladek inną dziewczynę. Nie rozumiałam tych ich „zasad”, jeśli w ogóle tak to można nazwać. Kamil mi później powiedział, że Andżelika również chwytała go za pupę, ale odsunął jej dłoń - No i co, przecież nic złego nie robię. To jest śmieszne, to ma być tylko zabawa. Ja nie jestem zazdrosna o Asię, a ona o mnie. Ale nie martw się, Tobie i Monice (czyli mnie) nie zrobiłabym żadnego świństwa.

Dla mnie to nie jest raczej normalne, że wy wszyscy się tak obmacujecie. Ciekawe co by powiedziała Monika, gdyby zobaczyła ciebie chwytającą mnie za pośladki!

Czy byłam o to zła? Chyba nie. Bo widziałam ich zachowanie i widziałam, że oni tak robią. Każdy z każdym.  Z drugiej strony ciekawe, że oni uwielbiają się obmacywać. Zastanawiałam się jeszcze, co by było, gdyby Kamil był tam sam. Jakby to wtedy wyglądało… Jakoś nie ufałam im do końca, jeśli chodzi o zapewnienia, że nie wywiną mi żadnego świństwa.

Naprawdę dobrze się bawiłam, wytańczyłam ile się da. Ale pomiędzy tym wszystkim czułam niepokój. O siebie i o Kamila. O nas. Czyhające niebezpieczeństwa, które z pozoru są niewinne, mogą doprowadzić do różnych sytuacji. Kamil był na mnie trochę zły, że nie zareagowałam, np. nie odpychając ręki Tomka ode mnie, ale on zaskoczył mnie totalnie, choć powinnam była być na takie możliwości przygotowana.

Zadaję sobie pytanie - czy w dzisiejszym świecie takie coś jest normalne i…bezpieczne. Przecież z każdej strony media bombardują nas tematami o zdradach itp. Jeśli pozwolimy sobie na takie poluźnienie zasad, nawet w ramach żartów, to ktoś się kiedyś zapomni lub uzna, że to przecież nic złego i się stanie… Tym bardziej na imprezach, gdzie nie brakuje alkoholu… Ja tak nie chcę. Nie po to buduję ze swoim chłopakiem coś, by później przez kogoś innego i jego dziwne zwyczaje to stracić. Myślimy poważnie o swoim związku i o wspólnej przyszłości. A samo podejście do tego jak chcemy żyć i jak siebie nawzajem traktujemy, ma bardzo duże znaczenie. Znając kogoś bardzo długo, mimo wszystko nie chciałabym, żeby ta osoba „przystawiała” się do mojego partnera, nawet nie mając nic złego na myśli. Każdy taki widok, obłapujących się „gdzie popadnie” i mówienie do siebie „kochanie moje”, sprawiłoby mi ból. A może jestem za bardzo zazdrosna, może nie jestem na czasie? Być może… Uważam jednak, że takie zachowanie nie jest fair wobec partnerów. Pozwalanie sobie na zbyt wiele nie jest najbardziej rozsądne. Nie wstydzę się tego, że mamy takie a nie inne zasady. Przynajmniej wiem, czego mogę się spodziewać u swojego chłopaka i czy mogę czuć w nim oparcie. A on wie, czego może spodziewać się po mnie.

Mówi się, że przyjaźń silniejsza jest niż miłość. Inni uważają odwrotnie. Nie ma przyjaźni między kobietą a mężczyzną. A jeśli nawet takie przypadki się zdarzają, to nie jest ich dużo. Prędzej czy później zawsze do czegoś dochodzi.

Ciekawi mnie jak potoczy się dalej życie tej grupy ludzi. Czy po pewnym czasie uznają, że popełniają błąd? Czy zrozumieją? A może się mylę, może ich zachowanie pozostanie bez zmian…Pierwszy raz spotkałam się z czymś takim i mam nadzieję, że ostatni. Kiedy poznamy innych ludzi, chciałabym, aby oni w taki sposób nie postępowali...

Resztę przemyśleń pozostawiam Wam, Drodzy Czytelnicy.

*  - imiona zostały zmienione

Monika Rymaszewska, 20l.
Czytaj więcej...

Boją się kobiet 4S?

Wśród atrakcyjnych, dobrze wykształconych, zamożnych singielek mieszkających w wielkich miastach panuje przekonanie, że trudno im znaleźć stałego partnera, ponieważ większość mężczyzn boi się 4S, czyli Samowystarczalnych Samodzielnych Seksownych Singielek.

 

Singielki uważają, że sprawiając wrażenie kobiet bardzo samodzielnych w różnych sferach życia, nie tylko pod względem ekonomiczno-finansowym, ale także w codziennym funkcjonowaniu komunikują otoczeniu, że nie potrzebują mężczyzny u swojego boku, ponieważ doskonale sobie ze wszystkim radzą same.

 

Dobra kobieta to posłuszna kobieta?
- Jestem za silną kobietą, bo ja jestem fajną kobietką, potrafię być miła, kochana, bo taka jestem, ale też potrafię, jak mi to powiedział chłopak na odchodnym, że potrafię tupnąć nóżką – mówi Hanna, 37 lat. – Po czym wziął sobie młodszą o sześć lat dziewczynę, zapatrzoną w niego. Ja też wiem, że na pierwszy raz to się mną każdy facet zachwyca, a potem przy bliższym poznaniu tracę, bo jestem inna, niż oczekiwali. Mężczyźni się mnie boją, chcą, żeby kobieta była mądra, inteligentna, a tak naprawdę - lepiej, żeby się słuchała. Może to jest tak, że to mężczyźni zniewieścieli, a kobiety zmężniały i to się gdzieś tak rozbiegło. Ale to tak jest, że kobiety na wysokich stanowiskach są same, bo jak one mają już wszystko, to nie potrzebują już tego faceta. Choć uważam, że taki dojrzały facet to raczej to doceni, niż ucieknie.

Z rozmów z singielkami wynika, że część z nich uważa, że większość mężczyzn boi się po prostu kobiet zdecydowanych, mających własną opinię na każdy temat, potrafiących podejmować decyzje. Ich zdaniem mężczyzna lubi dominować nad partnerką nie tylko w sferze zawodowej, ale i domowej. Singielki uważają, że większość mężczyzn na żony czy dziewczyny wybiera sobie tak zwane "głupie blondynki" lub "szare myszy", gorzej wykształcone, mniej inteligentne, najczęściej dużo młodsze, którymi po prostu "da się kierować".

 

"Kotku, pomóż, bo niunia nie umie"
- Nie muszę sobie męża szukać - tylko po to, żeby mieć dach nad głową, żeby mnie podwoził, załatwiał różne sprawy, jednym słowem utrzymywał i sprawował opiekę – zapewnia Małgosia, 34 lata. – Są takie kobiety przecież, wieczne małe dziewczynki, słodkie do bólu, infantylne, którymi trzeba się zająć, wyręczyć, zaopiekować, wszystko załatwić. Oczywiście wtedy facet czuje się na maksa potrzebny, bo taka panna nic sama nie umie zrobić. Robi tylko wielkie zdumione oczy, mówiąc: "Kotku, pomóż, bo niunia nie umie".

 

- Może przesadzam, ale znam takie kobiety - mówi dalej Małgosia. - Tylko ja chcę związku partnerskiego, a nie relacji tatuś - córeczka, bo jeden tatuś mi wystarczy. Tylko problem w tym, że mam wrażenie - choć może mylne - że wtedy taki facet nie czuje się potrzebny, bo przecież ja umiem wszystko załatwić i nie uwieszam się na nim. Faceta potrzebuję do miłości, do niczego innego. Chcę z nim założyć rodzinę i być szczęśliwa.

Na forach internetowych można znaleźć wiele dyskusji na ten temat. Mężczyźni, którzy się na nich wypowiadają zwracają uwagę na to, że singielki są jakby kobietami z "innego świata wartości", że cenią ponad wszystko niezależność i wolność, samorealizację. Uważają oni, że takie kobiety nie są w stanie poświęcić wystarczającej uwagi i czasu na budowanie stałego związku, bo są zbyt zajęte przede wszystkim karierą zawodową.

 

Łowczynie sukcesów i seksu
- Też kiedyś trafiłem na taką singielkę, gdzie - albo sesja, albo praca nie pozwalały na zaangażowanie się – wspomina forumowicz Radomsky. - I chodź wiem, że była o mnie zazdrosna i jej się podobałem, to nic z tego nie wyszło, aż w końcu dałem sobie spokój. Później "na trzeźwo" oceniłem jej charakter i stwierdziłem, że po prostu do siebie nie pasujemy. Ja chciałem jej poświęcać dużo czasu, a ona była łowczynią sukcesów zawodowych, niestety.

Poza tym panowie podkreślają, że część kobiet 4S nie chce budować trwałych relacji, ponieważ mężczyzna jest im potrzebny "tylko" do łózka. Problem zaczyna się wtedy, kiedy mężczyzna się w taką relację angażuje na poważnie, a dziewczyna nie. Pojawiają się komentarze panów - przyznających, że byli w związkach, czasem długotrwałych, myśląc, że są one perspektywiczne.

Jednak po próbie deklaracji bycia razem czy nawet oświadczyn, dowiadywali się, że ich partnerki nie traktują ich związku poważnie, tylko jako formę zaspokojenia potrzeby bliskości fizycznej i przyjemności z seksu.

- Jaki ma sens usidlać singielkę? – pyta na forum Taki Jeden. – Byłem w takim niby związku, ona piękna i na eksponowanym stanowisku i z widokami na normalny układ. Tak mi się wydawało. Nic z tego. Trwało to dwa lata. Dla niej liczył się tylko seks. I kompletnie nic poza tym.

Facet musi być facetem
Trzecim powodem, o którym piszą mężczyźni na forach jest to, że nie każdemu dane jest robić oszałamiającą karierę zawodową, dobrze zarabiać, mieć piękny apartament i jeździć drogim autem. Uważają, że jeśli nie ma się na koncie sukcesu zawodowego i materialnego - jednym słowem nie jest się "kimś" – to nie ma szans na to, żeby takie dziewczyny zainteresowały się "przeciętnym" chłopakiem.

- Dużo jest ludzi samotnych, którzy nie znaleźli drugiej połowy, bo muszą mieszkać z rodzicami i robią karierę za około 1500 złotych i jakoś ciężko tym zaimponować kobiecie – uważa kolejny forumowicz. – Jak się już trafi ta druga połowa, która mogłaby dołożyć swoje drugie 1500 złotych to jest często "sukowata" :)

Pytanie brzmi, czy te kobiety i ci mężczyźni są w stanie dostrzec coś poza utartymi stereotypami na temat płci przeciwnej. Wyjść poza schematyczne myślenie, zaszufladkowanie zachowań i potrzeb.

Na pozór silne i niezależne singielki potrzebują męskiego ramienia, na którym mogą się oprzeć, i nie chcą wcale żyć jedynie z superbohaterem. Z kolei panom podobają się kobiety, które wiedzą, czego chcą od życia, są samodzielne i zaradne – byleby pozwoliły na to, by jednak "facet pozostał facetem".

 

Julita Czernecka

sympatia




5-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Inwigilacja, czyli do czego jest zdolna zazdrosna kobieta

Sprawdzanie smsów, kontrolowanie wydatków, śledzenie poza domem, ciągłe telefonowanie, w końcu wynajmowanie detektywów i „zawodowych uwodzicielek”. Ile jest zazdrosnych i podejrzliwych kobiet, tyle jest pomysłów na udowodnienie mężczyźnie, czegoś do czego nie chce się dobrowolnie przyznać.

Każda z nas drogie panie, jeśli obecnie jest, lub kiedykolwiek była w związku, choć raz miała myśli typu „on na pewno mnie zdradza”, „co on tam kombinuje na boku?”, „czy nie za bardzo się z nią spoufala?”. Nieraz wystarczy niewinne spojrzenie skierowane w nieodpowiednią stronę, rzucona mimochodem uwaga, aby wzbudzić nasze obawy. Większa część z podejrzliwych przedstawicielek płci pięknej pozostanie tylko i wyłącznie przy takich jednorazowych myślach, gdyż mają pewność co do stałości uczuć swych partnerów, bądź też są silniejsze od chcącej zawładnąć nimi zazdrości.

Jednak są też kobiety, które ulegają pokusie sprawdzenia, co robi ich mężczyzna, kiedy nie przebywa z nimi. Kierowane zazdrością na początku wykorzystują do inwigilacji metody znane od niepamiętnych czasów.

Pierwsze oznaki „zdrady” poszukiwane są na ubraniach ukochanego. Przecież wiadomo, że jeżeli on ma coś na sumieniu to zdradzi go zapach jego koszuli, bądź ślad szminki na kołnierzyku. Kiedy pierwsze przypuszczenia zostają potwierdzone, trzeba zdobyć kolejne dowody, bardzo często wyimaginowanej zdrady.

Jedna z pań, z którą miałam przyjemność rozmawiać opowiedziała mi o swojej koleżance, która wyczuła „podejrzany” zapach od swojego męża. Kiedy usłyszałam od niej, że jej mąż ją zdradza nie wiedziałam co powiedzieć. W pierwszej chwili zamurowało mnie, ale szybko się ogarnęłam i spytałam, skąd wie, czy ma jakieś dowody. Stwierdziła, że na razie nie ma żadnych dowodów, ale wie to na pewno, bo jej małżonek trzy dni pod rząd pachniał damskimi perfumami i to różnymi. Powiedziałam jej, że to żaden dowód, bo przecież pracuje z ludźmi i nieraz zapachy przechodzą. Obraziła się na mnie, że jej nie wspieram. Po kilku dniach przyszła znowu do mnie i powiedziała, że mnie przeprasza, że się uniosła poprzednim razem. Co się okazało, jej mężczyzna chciał jej zrobić niespodziankę na rocznicę ślubu i kupić ekskluzywne perfumy, dlatego też przesiąkł zapachami. Uśmiałam się bardzo, a ona miała nauczkę na przyszłość, żeby nie wyciągać pochopnych wniosków.

Lecz, co począć, gdy nasze wątpliwości nie zostają rozwiane w dość krótkim czasie? Pomysłów jest wiele, a dzięki postępowi technicznemu możliwości są praktycznie nieograniczone.

Przeważnie zaczyna się od sprawdzania smsów, kontrolowania połączeń telefonicznych. Jeżeli coś budzi podejrzenia, wtedy często przeglądana jest korespondencja mailowa, historia przeglądarki itp. Problemem nie jest już też to, że nie zna się hasła do konta, gdyż można zatrudnić kogoś, kto je złamie. To samo tyczy się kont bankowych, bo co jak co, ale potwierdzenie transakcji na zakup, kwiatów, czy biżuterii, której my nie dostałyśmy to już dowód zdrady. Proszę też się nie burzyć na te słowa, ale za pewne wśród grona pań czytających, znajdzie się kilka, które choćby przez chwilę myślały, aby coś takiego zrobić.

 

Kiedy kobieta nie może sama sprawdzić swych obaw, co robi? Wynajmuje detektywa, który to ma potwierdzić, lub zaprzeczyć jej podejrzeniom. W Polsce od kilku lat można zaobserwować zjawisko, które staje się coraz popularniejsze. A mianowicie, zamiast samemu śledzić, wynajmuje się do tego zawodowca. Interes ten jest bardzo opłacalny co uwidacznia się poprzez specjalizację biur detektywistycznych, właśnie w śledzeniu „niewiernych” partnerów. Ostatnio nawet w jednym z telewizyjnych programów była mowa o „zawodowych uwodzicielkach”. Kim one są? Panie te, to pracownice biur detektywistycznych, które na zlecenie swoich klientek, mają sprawdzić, czy ich partner skorzysta z okazji. To klientka określa, co będzie wystarczającym dowodem.

Na co można liczyć kiedy wynajmie się takiego detektywa w spódnicy? Jak wypowiadała się kobieta zajmująca się takimi zleceniami, one nie uwodzą, stwarzają tylko sytuację, która może rozwinąć się w coś więcej i chodzi o to, czy mężczyzna skorzysta z okazji czy nie? Są to codzienne sytuacje, np. prośba o pomoc w wykonaniu jakiejś czynności, a w ramach podziękowania zaproszenie na kawę, wymiana numerami telefonu, nic zdrożnego. Budującym może być stwierdzenie, że mało który pan, zgadza się na dalsze spotkanie, bądź wymienia się numerami telefonów.

Jednak są panie, których nic nie przekona o tym, że mimo wszystko ich mężczyźni są wierni i nie zdradzają. Będą wtedy próbowały innych mniej wybrednych metod. Dla nich niech przestrogą będą słowa szekspirowskiego Jagona, który zazdrość nazywa zielonookim potworem, który niszczy osobę, która jej ulegnie.

„Strzeż się, panie, zazdrości! O, strzeż się
Tego potwora zielonookiego,
Co pożerając ofiarę - z niej szydzi.
Szczęsny, kto wiedząc o tym, że jest zdradzon,
Może nie kochać tych, co go zdradzili;
Ale jak wielkie ten cierpi katusze,
Co wielbiąc wątpi, mając podejrzenie
Namiętnie kocha!”

Mimo, że od momentu stworzenia tych słów minęło już kilkaset lat są one nadal aktualne. Bezpodstawna zazdrość zabija niejeden związek. Dlatego też warto czasem zaufać mężczyźnie, a on odwdzięczy się nam tym samym. Dzięki temu będziemy spokojniejsze i szczęśliwe.

Iwona Czyżykowska, 28l.




4-12


 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Biuro matrymonialne - metoda na pokonanie samotności?

Uczucie samotności jest trudne do zniesienia dla każdego, kto go doświadcza.
Bez względu na to, jak dużo mamy wokół siebie przyjaciół i rodziny, potrzeba dzielenia życia z drugą, bliską nam osobą jest niezbędna, by odnaleźć spokój i harmonię.

Choć wielu ludzi zarzeka się, że bycie singlem jak najbardziej im odpowiada, że cenią sobie niezależność, mogą robić co chcą, mają mniej obowiązków i troszczą się tylko o siebie, to tak naprawdę w głębi duszy każdy marzy o tym, by po powrocie do domu nie witały go głuche, puste ściany, a każde zaproszenie na rodzinną uroczystość wraz z osobą towarzyszącą, nie powodowało dotkliwego ukłucia w sercu.

Często bywa tak, że nauka, potem praca całkowicie nas absorbuje i nie mamy czasu, żeby się z kimś związać, lecz prędzej czy później nadchodzi moment, gdy uświadamiamy sobie, że zdobycie kolejnego tytułu, bądź szczebelka w karierze zawodowej już nam nie wystarcza.

Jak mówi przysłowie „szczęście się mnoży, kiedy się je dzieli”. Nagle dostrzegamy, że większość znajomych ma już rodziny, doczekała się potomstwa. Wolą wybrać się z dziećmi do zoo, niż na imprezę. Zaczynamy się rozglądać za swoją połówką, ale nieraz wrodzona nieśmiałość, lub brak czasu znacznie utrudniają nam znalezienie idealnego partnera.

Wówczas nachodzi nas myśl „może przez internet?” Przecież tam można dziś znaleźć wszystko, może również miłość?

Tylko że to dość ryzykowne posunięcie. Właśnie dlatego, że w sieci można pozwolić sobie na wiele, nie zawsze trafiamy na uczciwych ludzi. Młody, dobrze zbudowany, brązowooki i bez nałogów Jan z Krakowa może okazać się w rzeczywistości niskim, pięćdziesięcioparoletnim Tadeuszem z pokaźnym piwnym brzuszkiem.
Zgrabna, uczuciowa blondynka szukająca „tego jedynego” to może znudzona życiem mężatka, chcąca się rozerwać.

Z rezygnacją więc żegnamy wirtualny świat i z powrotem zamykamy się w skorupie odosobnienia.
Jeśli chcemy w ten sposób zawrzeć znajomość, to zamiast po raz kolejny doznać rozczarowania, zmniejszmy ryzyko, korzystając z instytucji, która na co dzień fachowo zajmuje się kojarzeniem par. Z biura matrymonialnego.

Być może wiele osób uśmiechnie się z niedowierzaniem, wydawać by się mogło, że owe biura odeszły już do lamusa, bądź z ich pomocy korzystają wyłącznie panny i kawalerowie starej daty.
Nic bardziej błędnego. Skoro wszystko idzie z postępem, to i one wychodzą nam naprzeciw.

Badania pokazują, że ich klienci to osoby między 25-55 rokiem życia, w dodatku w większości posiadający wykształcenie wyższe. Do wyboru mamy zarówno serwisy internetowe (głównie dla tych osób, którym brak czasu), jak i tradycyjne biura w realu.

Jak to działa?
Pierwszym krokiem jest wypełnienie formularza. To tzw. „test doboru osobowości”. Został stworzony przez psychologów, aby poznać nas, nasze oczekiwania i uniknąć błędnych wyborów. Określamy w nim kilka czynników, nie tylko, jak dany kandydat ma wyglądać, ale też jaki typ charakteru nam odpowiada, czy będziemy w stanie tolerować jego nałogi (alkohol, papierosy), czy powinien być wierzący, jego stosunek do dzieci, itd. Po rejestracji i wykupieniu abonamentu, zatrudnieni specjaliści zajmą się weryfikacją naszego kwestionariusza oraz porównaniem go z innymi i te osoby, które wykażą podobny wynik procentowy, zostaną nam przedstawione w postaci kilku ofert. Jeśli ktoś przypadnie nam do gustu, możemy nawiązać kontakt za pomocą poczty elektronicznej. Na początku korespondencja odbywa się anonimowo, wyłącznie przez dany portal. Sami decydujemy, kiedy przejść na prywatną skrzynkę. Jest to dosyć wygodne rozwiązanie, ponieważ możemy trochę dowiedzieć się o danej osobie, unikając stresu związanego ze spotkaniem z nim twarzą w twarz. Później, znając swoje zainteresowania, odnajdując wspólne tematy, spotkanie na żywo zapewne przebiegnie w mniej nerwowej atmosferze.

Jednak rejestrując się na takiej stronie, mimo wszystko nie mamy gwarancji, że trafimy wyłącznie na ludzi o uczciwych zamiarach, choć prawdopodobieństwo jest dużo mniejsze, gdyż zwykle oszustom bardziej odpowiada grasowanie na darmowych stronach. Ceny zapisu wahają się w granicach kilkuset złotych, więc raczej możemy liczyć na poważne oferty, ale nie zaszkodzi być bardzo czujnym, odpowiadając na maile. Starajmy się jak najwięcej dowiedzieć o danym człowieku, zwróćmy uwagę na treści wiadomości, które do nas przesyła, czy nie są zbyt wulgarne, czy nie przemyca w nich podtekstów seksualnych, czy nie zadaje zbyt osobistych pytań. Niebezpieczne jest także podawanie od razu numeru telefonu, lub adresu zamieszkania na tym etapie znajomości.

Pod tym względem dużo pewniejsze wydają się być realne biura matrymonialne, które przyjmują zgłoszenia osobiście, poprzez konsultantów. Zasada działania jest podobna, tyle że poprzez rozmowę z każdym klientem, istnieje możliwość dokładniejszego poznania go, ustalenia, jakie ma poglądy, jakie wartości wyznaje, by później zaproponować mu wybór osoby o podobnym temperamencie i wrażliwości.

Taką drogę do szczęścia znaleźli Iwona, lat 35 i Michał, lat 39.
Iwona: „Na początku byłam zdania, że to idiotyczny pomysł. Namawiała mnie do tego koleżanka, więc dla świętego spokoju zadzwoniłam do biura i umówiłam się na wstępne spotkanie. Byłam zaskoczona profesjonalnym podejściem do mojego problemu. Tydzień później otrzymałam informację, że pewien mężczyzna wyraził chęć, by mnie poznać. Okazało się, że nasze testy były zgodne w 85%. Przez pewien czas pisaliśmy do siebie maile, poznawaliśmy siebie nawzajem, co lubimy, co nas denerwuje, opowiadaliśmy jak minął nam dzień. W końcu zapadła decyzja o spotkaniu. Wybrałam znaną kawiarnię, przyszłam pierwsza i strasznie denerwowałam się, że się nie rozpoznamy, ale po paru minutach czekania ujrzałam mężczyznę, który wyglądał identycznie jak na zdjęciach, przesłanych wcześniej. Oboje byliśmy zakłopotani, ale szybko znaleźliśmy wspólny język. Gdy się rozstawaliśmy pomyślałam z żalem, że pewnie więcej się nie odezwie, ale stało się inaczej. Wiedziałam, że odnalazłam bratnią duszę. Jesteśmy razem już pół roku i planujemy ślub”
Michał: „Kiedy obejrzałem kilka fotografii przedstawionych mi kobiet, Iwona od razu zwróciła moją uwagę. Miała piękne, niebieskie oczy i delikatną urodę. Modliłem się, by zgodziła się nawiązać kontakt. Potem już wszystko zależało ode mnie. Miałem pewne obawy, mając za sobą kilka nieudanych związków, niełatwo o optymizm. Jednak co do Iwony, przeczucie mnie nie zawiodło. Najchętniej oświadczyłbym się jej od razu, ale wiem, że w takich sprawach pośpiech jest niewskazany. Zrobiłem to 6 miesięcy później, w miejscu, w którym pierwszy raz ją zobaczyłem. Jestem przekonany, że to właściwa osoba.”

Taki sposób na stworzenie wartościowej relacji może budzić mieszane uczucia.
Podchodzimy do niego sceptycznie, bo trochę przypomina zakupy, oto płacimy i wybieramy to, co nam się spodoba.

Ale pamiętajmy, że biuro matrymonialne to nie sklep, tylko miejsce, które daje nam szansę na spotkanie ludzi tak samo zagubionych i nieszczęśliwych jak my.

A może i na prawdziwą miłość?

Agnieszka Witkowska, 31l.




5-12


 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Gdy jedno z partnerów nagle nam mówi – Kochanie... musimy się rozstać…

Każdy przypadek jest inny. Nie sposób określić jednej przyczyny rozpadku związków. Czasami masz wrażenie, że wszystko świetnie się układa, kochacie się, planujecie wspólną przyszłość, szukacie razem mieszkania. I nagle on stwierdza, że chyba nie tego szukał. Dobrze, jeśli stworzy szansę na kulturalną rozmowę w cztery oczy i spokojnie wyjaśni, dlaczego nie wyobraża sobie dalszego życia z Tobą. Gorzej, jeśli o jego decyzji dowiesz się w trakcie rozmowy telefonicznej lub z smsa.

 

Wtedy pojawia się kompletne niedowierzanie połączone z poczuciem upokorzenia. Dodatkowo miliony pytań: dlaczego?, co teraz będzie?, może jest inna kobieta? I następuje trudny etap - ucieczka przed światem, przejawiająca się wielodniowym przesiadywaniem w łóżku pośród tysięcy mokrych chusteczek higienicznych. Część kobiet (dużo mniejsza), reaguje zupełnie inaczej – przekazuje światu, że rozstanie z ukochanym nie jest wcale takie złe – mają przecież wolność totalną, nie muszą biec pędem do swojego mężczyzny i być na każde jego zawołanie. Zazwyczaj jednak jest to tylko gra pozorów, ukrywająca rzeczywisty stan emocjonalny.

 

Potwierdza to 25-letnia Anka, którą chłopak zostawił w dniu jej matury.

Maćka poznałam, kiedy byłam już związana z kimś innym. Na początku tylko się kumplowaliśmy, jednak kiedy relacja z poprzednim chłopakiem stawała się coraz bardziej dziwna, zaczęłam inaczej patzreć na Maćka. Postanowiłam zerwać z dotychczasowym partnerem. Maciek i ja bardzo szybko podjęliśmy decyzję o byciu razem. Wszystko wyglądało pięknie przez 3 miesiące. Nie miałam pojęcia, że jest mu ze mną źle. W dniu matury, właściwie to chwilę przed wejściem na salę, on poinformował mnie chłodnym tonem, że to koniec. Nie wiedziałam jak mam się zachować. Przed znajomymi udawałam, że nie dotknęło mnie to za bardzo, jednak serce naprawdę bolało.

 

Obecnie Anka jest w związku z kolejnym partnerem.

Jestem bardzo szczęśliwa, ale sytuacji z Maćkiem nie zapomniałam, pomimo tego, że minęło już kilka lat. On kompletnie mnie upokorzył – dodaje.

 

Kiedy ogólne rozbicie mija, przychodzi etap drugi - czas na analizę każdej minuty spędzonej z utraconym wybrankiem. Pojawiają się wyrzuty sumienia, czasami uzasadnione, w większości jednak wytworzone przez głodny wytlumaczenia umysł, wyolbrzymione. My, kobiety uwielbiamy zastanawiać się, co by było gdyby. Gdybym nie pojechała na weekend do siostry, może on by się nie zdenerwował?Może udowodniłabym, że mi na nim zależy? , Powinnam wcześniej nauczyć się gotować, on nie musiałby chodzić do restauracji i nie poznałby tej długonogiej, uderzająco pięknej kelnerki. Dochodzi nawet do absurdalnych myśli w stylu: 3 miesiące temu ubrałam o 1 cm za krótką spódnicę, raz nie doprawiłam drugiego dania, wypiłam jeden kieliszek wina za dużo. I myśl: może gdybym nie zachowała sie jak kompletnie niedojrzała egoistka, on by nie odszedł.

 

Istnieje oczywiście druga grupa kobiet, które nie szczędzą byłemu partnerowi słów krytyki, uzewnętrzniając swoją złość w postaci niecenzuralnych słów i stosując czarny PR, którego nie powstydziłyby się nawet rywalizujace ze soba partie polityczne. Nieważne jednak czy jesteśmy przedstawicielkami grupy pierwszej czy drugiej, po pewnym czasie zakładamy mocne postanowienie poprawy i rozpoczynamy wewnętrzą rewolucję. Obiecujemy sobie, że kolejny związek będzie zupełnie inny – wyzbędziemy się wszystkich wad i dołożymy wszelkich starań, aby uczucie kwitło. I, podobnie jak Anka, układamy sobie życie na nowo.

 

Zapewne niejedną z nas spotkała również sytuacja, w której to ona musiała być tą złą i ona musiała zakończyć związek. Nawet największa fascynacja czasami mija, pozostawiając szary obraz rzeczywistości i bezlitośnie obnażając wszelkie wady partnera. Zaczyna się wtedy walka z samą sobą – zerwać i skazać go na cierpienie, uwalniając siebie od fikcyjnego zadowolenia czy uszczęśliwiać jego, a na siebie wydać wyrok związku, w którym nie czujemy się spełnione? Niezależnie od tego, jaką decyzję podejmiemy, jedna osoba będzie musiała przejść przez mękę. Niewarto jednak sztucznie podtrzymywać czegoś, co dla nas nie ma już sensu. Paradoksalnie, próbując uszczęśliwić mężczyznę, możemy doprowadzić do tego, że poczuje się on jeszcze bardziej skrzywdzony. Dobrze jest zachować w sobie odrobinę egoizmu.

 

Przekonała się o tym 30-letnia Karolina, która nie potrafiła udawać, że nadal zależy jej na związku z Filipem.

Poznałam go na imprezie u znajomych – opowiada. Był bardzo przystojny i szarmancki. Szybko zorientowałam się, że mu się podobam. Nie było dnia, w którym nie rozmawialibyśmy ze sobą, chociaż przez telefon. Kiedy po śmierci mojej babci tygodniami przesiadywałam w domu, on był przy mnie. Postanowiliśmy, że powinniśmy spróbować czegoś więcej. Związek na początku był udany, jednak Filip często wyjeżdzał do szkoły w innym mieście (jak się w międzyczasie okazało był dużo młodszy niż myślałam). Po kilku miesiącach zauważyłam, że przestaje mi na nim zależeć. Strasznie zaczął mi przeszkadzać jego wiek, infantylność i śmieszne, z mojej perspektywy, problemy. Spotkałam się z nim i wprost powiedziałam, że już go nie kocham i nie widzę przysłości dla tego związku. On nie mógł zrozumieć, dlaczego chcę odejść. Tłumaczył się, przepraszał, mówił, że się zmieni. Dla mnie nie miało to jednak znaczenia, bo on był mi już kompletnie obojętny. Cieszę się, że wtedy z nim zerwałam. Na początku miałam okropne wyrzuty sumienia, ale jednocześnie czułam się świetnie, nie musiałam już niczego udawać.

 

Karolina obecnie jest singielką i jak sama przyznaje, nie spieszy jej się do kolejnego związku. Pasuje jej to, że może skupić się tylko i wyłącznie na sobie.
Zakończenie związku, nie zawsze musi kończyć się dramatem i cierpieniem jednej ze stron. Często zdarza sie, że pomimo Waszych starań i ogromnego szacunku okazywanego sobie nawzajem, wielka miłość wypala się. Teoretycznie bardzo się lubicie, macie wspólne zainteresowania, doskonale spędzacie razem czas, ale oboje czujecie, że coś nie gra. 

 

Wiele par w takiej sytuacji wspólnie podejmuje decyzję o rozstaniu, podobnie jak 20-letnia Ida i jej były już chłopak Piotr.

Bardzo długo spotykaliśmy się jako znajomi, ale oboje wiedzieliśmy, że coś do siebie czujemy. Z inicjatywą wyszedł Piotr – wprost powiedział, że bardzo mu na mnie zależy i zastanawia się czy nie moglibyśmy spróbować zostać parą. Oczywiście zgodziłam się bez namysłu. Nasz związek trwał prawie rok, byliśmy razem naprawdę szczęśliwi, ale nic nie może trwać wiecznie. W pewnym momencie, zaczęliśmy coraz rzadziej sie spotykać, nie umieliśmy ze sobą rozmawiać tak jak dawniej, czasami nawet po kilka godzin nie odpisywaliśmy sobie na smsy. Aż w końcu spotkaliśmy się i wspólnie ustaliliśmy, że chyba powinniśmy to zakończyć. Oczywiście zapewniliśmy siebie nawzajem o dozgonnej przyjaźni i załatwiliśmy wszystko w sposób cywilizowany, bez żadnych kłótni i publicznego wyciągania brudów. Do dziś często rozmawiamy przez telefon i opowiadamy sobie, co się w naszym życiu zmieniło. Nadal też śmiejemy się ze swoich żartów, których nikt obcy nigdy nie rozumiał. Mój obecny chłopak rozumie moją relację z Piotrem i nie jest zazdrosny. Wie, że nie ma o co.

 

Każde rozstanie wygląda inaczej, nie tylko ze względu na to, kto je inicjuje, ale również przez kwestię wieku. Zupełnie inne skutki niesie ono za sobą kiedy kobieta ma 20 lat, a inne, gdy ma 40. Najtrudniejsze jest wtedy, kiedy w grę wchodzi życie nie tylko dwójki dorosłych ludzi, ale również dzieci, które potrzebują obojga rodziców. Trudno podjąć decyzję i wziąć na siebie poczucie niszczenia normalnego domu niewinnym małym istotom. Często usłyszeć można, że nie warto zatracać siebie – w każdej sytuacji trzeba myśleć nie tylko o przyszłości innych, ale również, a może nawet przede wszystkim, o swojej. I choć czasem wydaje się, że jest to wyłącznie popularny slogan, warto potraktować go poważnie.

 

Podobno nic nie jest nam dane na zawsze, o wszystko trzeba z nieustającym zapałem zabiegać. Nie chodzi o to, żeby tracić ogromną część siebie, swoich przyjaciół, zainteresownia czy pasje na rzecz spędzania każdej chwili z partnerem. Nie jest też istotne bezkrytyczne akceptowanie wszelkich jego wad. Jeśli to konieczne, czasami można urządzić trzecią wojnę światową z przekrzykiwaniem i rozbijaniem talerzy. Ważne, żeby umieć po takiej kłótni wrócić i podać rękę.

 

Miłość trzeba codziennie pielęgnować. Czasami postawić na swoim, czasami schować dumę do kieszeni, a partnera traktować tak, jak same chciałybyśmy być traktowane. Jeśli pomimo wszelkich starań związek rozpadnie się, konieczne jest wyciągnięcie z niego wniosków i nie popełnianie tych samych błędów w przyszłości z nowym partnerem. Kiedy już pojawia się nowy mężczyzna i szansa stworzenia wspaniałej relacji, warto się o to postarać. Lepiej mieć poczucie, że wykorzystało się wszystkie możliwe środki niż w przyszłości wyrzucać sobie bezczynność. Niezależnie od tego czy mamy 15 lat czy 60, najważniejsze są dla nas motyle w brzuchu i potrzebujemy poczucia bezwarunkowego oparcia w partnerze. Codziennie musimy się starać, żeby za jakiś czas nie okazało się, że okażemy swoją mądrość, ale...dopiero po rozstaniu…

 

Beata KAPUSTA, 21 l., studentka

 


 

1-12

 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS