Menu
logo tjk main

Alexandra Kosecka: ,,Nie zależy mi na popularności, nie chciałabym ludziom wyskakiwać z lodówki i...’’

Alexandra Kosecka jest młodą, piękną i inteligentną kobietą, która potrafi przyznać, że życie u boku piłkarza jest przywilejem, ale bardzo jasno zaznacza, że używa go jedynie w słusznej sprawie. Prywatnie jest żoną Jakuba Koseckiego, reprezentanta Polski, zawodnika Legii Warszawa (aktualnie wypożyczonego do SV Sandhausen). Skończyła dziennikarstwo, od października podjęła się kolejnego kierunku jakim jest iberystyka, a w jej głowie wciąż rodzą się nowe, coraz to ambitniejsze plany na przyszłość.

Alexandra Kosecka: ,,Nie zależy mi na popularności, nie chciałabym ludziom wyskakiwać z lodówki i pojawiać się co tydzień w mediach. Mam inne priorytety w życiu...’’

kosecka1
(Archiwum prywatne)

Kasia Lewandowska: Zostałaś okrzyknięta polską Kim Kardashian. Uważasz, że to obraźliwe czy raczej pochlebne dla Ciebie porównanie?

Alexandra Kosecka: Myślę, że jest to neutralne porównanie, ponieważ w żaden sposób nie staram się upodobnić do Kim. Obserwując znane kobiety podziwiam te, które mogą pochwalić się osiągnięciami - naukowymi, filmowymi itp. Takim przykładem może być Malala Yousafzai. Podziwiam ją za niezłomność w działaniu, za dojrzałość pomimo młodego wieku, za ogromną odwagę, za to co musiała przeżyć, walcząc o prawo do edukacji dla dziewcząt. Są też kobiety, u których podoba mi się styl ubierania, fryzury i makijaże. Jedną z nich jest Kim Kardashian. Nie ukrywam, że lubię oglądać jej reality show, obserwuję również jej makijażystę, bo uważam, że zawsze ma perfekcyjnie dopracowane makijaż i fryzurę. Porównanie do Kim wzięło się od tego, że kiedyś wraz z fryzjerem powtórzyliśmy jedną z jej fryzur. Nie spodziewałam się, że to pociągnie za sobą takie skutki. Ta sytuacja utwierdziła mnie jednak w przekonaniu, jak funkcjonują obecnie media i jak niewiele trzeba, żeby się w nich pojawić.

KL: Wzięłaś udział w rozbieranej sesji zdjęciowej. Traktowałaś ją jako jedną z kolejnych czy miałaś pewne obawy? Nie bałaś się reakcji ludzi?

AK: Sesja do magazynu CKM była pierwszą tego typu sesją, którą zrobiłam. Nie traktowałam jej jako jedną z kolejnych, ponieważ nie jestem fotomodelką. Te kilka sesji, które dotychczas zrobiłam były ciekawym epizodem w moim życiu i utwierdziły mnie w przekonaniu, że to nie moja bajka i się do tego nie nadaję. Jeśli chodzi o reakcję ludzi, prawda jest taka, że obecnie czego człowiek nie zrobi to zawsze znajdzie się ktoś, kto go skrytykuje. Zdaję sobie sprawę, że sesja rozbierana jest czymś kontrowersyjnym, natomiast osobiście nie żałuję, że podjęłam decyzję, aby to zrobić. Przynajmniej na stare lata będę mieć pamiątkę.

KL: Pozujesz do zdjęć, przez co poniekąd pracujesz swoim idealnym ciałem. Nie ukrywasz jednak, że zdarzyło Ci się je nieco zmienić. Jak uważasz, dlaczego ludzie tak bardzo krytykują chirurgiczną ingerencję w ciało?

AK: Kompletnie nie rozumiem tej fali krytyki, która spotyka kobiety poddające się zabiegom chirurgii plastycznej i medycyny estetycznej. W Polsce mnóstwo kobiet poddaje się tego typu zabiegom. Chociaż nie ma oficjalnych danych statystycznych, to na podstawie relacji lekarzy wiemy, że to nie są pojedyncze jednostki. Kobiety nie chcą się do żadnych zabiegów przyznawać, ponieważ zaraz spotyka je krytyka. Jednak nie jest to konstruktywna krytyka, tylko ubliżanie i traktowanie takiej osoby jako kogoś gorszego. Zdarzają się oczywiście przypadki, kiedy kobieta przekroczy tę cienką granicę i wygląda komicznie, ale w takich momentach trzeba jej współczuć, a nie mieszać ją z błotem. Z czego ta krytyka może wynikać? Nie wiem. Wiele czynników, może na nią wpływać. Uważam, że to, w jaki sposób ludzie określają kobiety, które poddają się tego typu zabiegom, pokazuje tylko i wyłącznie ich poziom i brak kultury. Osobiście nie czuję się gorsza od innych, tylko i wyłącznie dlatego, że mam powiększony biust. Nie wpływa on w żaden sposób na mój charakter ani kompetencje, nie przeszkadza mi również w nauce i pracy.

kosecka2
(Archiwum prywatne)

KL: Spotykamy się ze skrajnie różnymi opiniami na Twój temat. Miła, inteligentna dziewczyna czy infantylna celebrytka? Jaka jesteś naprawdę?

AK: Zdaję sobie sprawę, jak wygląda mój wizerunek medialny. I myślę, że mogę śmiało powiedzieć, że ma się nijak do rzeczywistości. Mój problem polega na tym, że nienawidzę przemówień publicznych. Geneza mojej fobii wywodzi się jeszcze z czasów szkolnych, gdzie wykładowym językiem był angielski. Chociaż wcześniej uczyłam się tego języka, to okazało się, że nie był to wystarczający poziom na szkołę, w której każdy przedmiot był w tym języku. Zostałam rzucona na głęboką wodę i musiałam sobie jakoś poradzić, bo nie dostawałam taryfy ulgowej od nauczycieli. Z racji kiepskiej znajomości angielskiego, każda prezentacja czy przemówienie spotykały się z przykrą reakcją niektórych osób. Mianowicie - śmiali się, ponieważ język, którym operowałam nie był bogaty w słownictwo, a mój akcent był typowo polski. Z czasem było lepiej, jednak takie sytuacje na długo zapadają w pamięci. Po dzień dzisiejszy wszelkie przemówienia publiczne są dla mnie zmorą, a stres, który się z tym wiąże jest ogromny. Już dzień wcześniej to przeżywam, a w trakcie plącze mi się język, powtarzam się i nagle mam zasób słów pięcioletniego dziecka. Po co o tym mówię? Gdyż myślę, że w jakimś stopniu mogę uzasadnić swoje zdanie, że nie jestem infantylną celebrytką. Mój pierwszy wywiad z Kubą w DDTVN był bardzo słabym wystąpieniem, a to dlatego, że poziom stresu, na minutę przed wejściem na wizję, sięgnął zenitu. Pamiętam jak p. Dorota Wellman spytała mnie tuż przed wywiadem, czy się stresuję. Wstyd mi było przyznać, że tak, więc powiedziałam jej, że nie. Dla mnie była to lekcja, ponieważ wiem, że muszę ćwiczyć takie wystąpienia, gdyż na uczelni czy w pracy przemówienia i prezentacje są na porządku dziennym. Oprócz tego zdałam sobie sprawę, że chociaż skończyłam dziennikarstwo, to praca w telewizji nie jest czymś, co mogłabym robić. Jeśli chodzi o materiał na temat życia kobiet piłkarzy, pozostawię to bez komentarza. Obecnie media nie stawiają na rzetelność i obiektywność. Pojawia się to, co się dobrze sprzeda, obejrzy i da dużo kliknięć czy komentarzy. Wzięłam w tym projekcie udział, ponieważ zamysł był taki, żeby pokazać dzień z życia kobiety piłkarza. Postanowiłam, że pokażę co zajmuje większość mojego czasu. Naiwnie wierzyłam, że zostanie pokazana prawda, jednak materiał został tak złożony, żeby pokazać mnie jako osobę pustą, która nic w życiu nie robi, jednym słowem stereotypową dziewczynę piłkarza. Wycięli wszystko, co mówiłam na temat swoich pasji, planów na przyszłość i tego jak naprawdę wygląda moje życie. Po emisji tego materiału było mi niesamowicie przykro i czułam ogromny wstyd. Jednak najważniejsze jest to, że doskonale zdaję sobie sprawę jak wygląda moje życie i myślę, że każdy kto mnie zna, wie jaka jestem naprawdę. Nie siedzę w domu i nie spędzam czasu u kosmetyczki, tylko uczę się, pracuję i poświęcam się swojej pasji - jeździe konnej.

KL: Rozpoczęłaś nowe studia na Uniwersytecie Warszawskim. Dlaczego akurat iberystyka?

AK: Iberystykę wybrałam z bardzo prostego powodu. Otóż chcę się nauczyć języka hiszpańskiego. Dostałam się również na filologię włoską, jednak do iberystyki przekonał mnie fakt, że na świecie więcej osób włada językiem hiszpańskim. Są to jednocześnie bardzo wymagające i interesujące studia. W przyszłym roku chciałabym wrócić na dziennikarstwo, żeby zdobyć tytuł magistra. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i nie ukrywam, że chcę iść na trzeci kierunek, jednak najpierw chcę się skupić na iberystyce, a od przyszłego roku również na dziennikarstwie. Rodzice zawsze mi powtarzali, że w swoim życiu się napracuje, więc jeśli mam taką możliwość to powinnam się dokształcać. Dzięki mojemu Mężowi i rodzicom, mam ten ogromny przywilej, że mogę skupić się na studiach, mogę studiować dziennie, za co im jestem ogromnie wdzięczna.

KL: Znajomość z Jakubem pomogła Ci w osiągnięciu popularności, czy uważasz, że sama zapracowałaś na swoją reputację?

AK: Zdaję sobie sprawę, że gdyby nie Kuba, nie pojawiałabym się w mediach, natomiast nie jest dla mnie istotne, żeby być rozpoznawalną osobą. Cenimy sobie z Kubą prywatność, w szczególności, gdy mieliśmy przedsmak tego, jak wygląda życie gwiazd. Był taki okres, że paparazzi codziennie za nami jeździli. Nie mogliśmy nawet zakupów spożywczych zrobić, bo na drugi dzień w internecie pojawiał się artykuł o tym, że Kuba jest zakupoholikiem. Już pomijam fakt, że szedł z siatkami ze sklepu spożywczego, ale nie czuliśmy się z tym komfortowo, gdyż wydaje nam się, że nasze życie nie jest interesujące dla innych, dlatego tym bardziej nie potrafiliśmy zrozumieć tej całej sytuacji. Nie zależy mi na popularności, nie chciałabym ludziom wyskakiwać z lodówki i pojawiać się co tydzień w mediach. Mam inne priorytety w życiu, natomiast postanowiłam sobie, że gdybym kiedykolwiek miała pojawić się w mediach, to w momencie, gdy będę miała do zaoferowania coś więcej, niż tylko opowiadanie jak to jest być z piłkarzem. Obecnie, jak większość osób w moim wieku, jestem studentką, więc jeszcze długa droga przede mną, aby w mediach nie być postrzegana tylko i wyłącznie jako żona Kuby.

KL: Zdementujmy plotki - czy to prawda, że wykonujesz pełen makijaż i chodzisz do fryzjera przed każdym ligowym meczem? Jeśli tak to dlaczego, aż tak bardzo zależy Ci na perfekcyjnym wyglądzie. Jeśli nie to jak uważasz - dlaczego media na siłę chcą wykreować Ci tak niekorzystny i próżny wizerunek?

AK: Przyznaję, że parę razy zdarzyło mi się umalować przed meczem, ponieważ bardzo często po meczu idziemy z Kubą na kolację albo mamy jakieś wyjście. Nie ukrywam, że lubię chodzić do makijażystki, jak tylko nadarzy się jakaś okazja. Jak każda kobieta lubię ładnie wyglądać, w szczególności, że sama nie potrafię robić makijażu i na co dzień ograniczam go do minimum.

KL: Na jakim etapie samorealizacji się obecnie znajdujesz? Studiujesz, pracujesz, osiągnęłaś już kilka mniejszych i większych sukcesów. Uważasz, że jesteś spełniona czy jeszcze długa droga przed Tobą?

AK: Jestem szczęśliwa i spełniona, ponieważ mam kochającego Męża, który jest dla mnie wsparciem w każdej sytuacji i cudownych rodziców, na których również mogę zawsze liczyć i którzy są dla mnie wzorem i autorytetem. Nie zawsze wysokie stanowisko w pracy, mnóstwo pieniędzy na koncie świadczą o byciu spełnionym. W moim przypadku jestem zdecydowanie na początku swojej drogi. Skończyłam jeden kierunek, studiuję obecnie iberystykę, odbyłam kilka staży, a także pracowałam, ale to są początki. Jeśli chodzi o spełnienie zawodowe to jeszcze długa droga przede mną, natomiast mam nadzieję, że jeśli będziemy mieć okazję do rozmowy za kilka lat to będę mogła już więcej powiedzieć na ten temat i pochwalić się sukcesami zawodowymi.

KL: Jakie masz plany zawodowe na przyszłość?

AK: W związku z tym, że przeprowadziliśmy się do Niemiec, musiałam nieznacznie zmodyfikować swoje plany. Chciałam zacząć studia magisterskie, jednak w związku z wyjazdem nie udało mi się tego zrobić. Niestety w Niemczech również nie mogę studiować, ponieważ nie znam niemieckiego. Na szczęście spotkał mnie ogromny przywilej, ponieważ wszyscy wykładowcy zgodzili się, żebym zaliczyła drugi rok eksternistycznie. Wiąże się to z samodzielną nauką i częstym przylatywaniem do Polski, aby zaliczać poszczególne materiały, ale nie narzekam. Cieszę się, że mogę kontynuować te studia, ponieważ nie chciałam mieć rocznej przerwy. Ten niespodziewany wyjazd uświadomił mi, że nie ma sensu robić dalekosiężnych planów, bo żyjąc z piłkarzem dzisiaj jesteś w jednym miejscu, a jutro w drugim. Oczywiście chcę dokończyć studia i znaleźć stałą pracę, jednak zdaję sobie sprawę, że muszę być przygotowana na częste zmiany.

KL: Jakie jest Twoje największe marzenie?

AK: Mam mnóstwo marzeń. Pragnę żebym zarówno ja, jak i moi bliscy, była zdrowa, a także, żeby otaczali mnie ludzie, których kocham, na których zawsze mogę liczyć, a oni na mnie. Jestem przekonana, że jeśli dopisuje zdrowie i mamy osoby, które są z nami na dobre i na złe, to przy odpowiednim wysiłku i ciężkiej pracy jesteśmy w stanie osiągnąć praktycznie wszystko. Z marzeń materialnych obecnie posiadam dwa - wycieczka do Japonii oraz kupno konia. Od dawna interesuję się kulturą Wschodu, a wyjazd do Japonii, poznanie jej „od kuchni” to rzecz, która chodzi mi po głowie od kilku lat. Marzy mi się kilkutygodniowy wyjazd, podczas którego poznam wszystkie zakątki Japonii, a za przewodnika będę mieć mieszkańca Japonii, który pokaże mi miejsca mniej popularne wśród turystów, ale takie, w których można zobaczyć jak żyją Japończycy. Kupno konia to marzenie, które pielęgnuje w sobie od dzieciństwa. Już jako siedmiolatka dostałam od rodziców kucyka, ale z czasem, gdy jazda rekreacyjna przerodziła się w treningi i wyjazdy na zawody, wiedziałam, że potrzebuję konia, z którym mogę podbijać czworoboki. Wierzę, że uda mi się spełnić to marzenie, gdyż jeździectwo to moja ogromna pasja i chciałabym, żeby ponownie była częścią mojego życia, tak jak kiedyś.

kosecka3
(Archiwum prywatne)

Wywiad został udzielony dla portalu tojakobieta.pl na wyłączność

Dodaj komentarz

UWAGA!
Bardzo prosimy o niezamieszczanie w treści komentarza wszelkiej formy reklamy (która jest traktowana wtedy jako darmowa) na naszym portalu tojakobieta.pl tj. - adres strony www, e-mail, telefon, wszelkie inne dane kontaktowe. W przypadku niezastosowania się do wyżej wymienionego komunikatu oraz działań mających na celu obejście naszej prośby, będziemy zmuszeni wyciągnąć konsekwencje prawne odnośnie zarzutu bezprawnego zamieszczania darmowej reklamy. Wszelka reklama na naszym portalu jest ODPŁATNA.


Kod antyspamowy
Odśwież