Logo
Wydrukuj tę stronę

Życie u boku sportowca od kuchni

Życie u boku sportowca od kuchni
Historia naszego związku nie powala z nóg, ale miłość przecież nie potrzebuje fajerwerków i efektów specjalnych - najważniejsze jest zrozumienie, oddanie i zaufanie. To między innymi znaleźliśmy w sobie wtedy i odnajdujemy każdego dnia.

Mateusza poznałam kilka chwil przed zakończeniem 2009 roku. Mieliśmy zaledwie po naście lat, dlatego na początku nie było mowy o wielkiej miłości, a raczej nastoletniej sympatii. Z dnia na dzień nasza przyjaźń ewoluowała, w końcu oficjalnie zostaliśmy parą. Od niedojrzałych dzieciaków, aż do teraz. Od września 2014 mieszkamy w niedużym, malowniczym miasteczku Chiavari, które położone jest nad samym morzem. Mateusz gra w tutejszym klubie Virtus Entella.

1Mateusz ze swoim menagerem tuż po podpisaniu kontraktu           Nasze miasto Chiavari Fot. Kasia Małek

Życie u boku sportowca jest trudne, ale życie u boku młodego, zdeterminowanego i szalenie ambitnego profesjonalisty to już nie lada wyzwanie. Nazwisko zobowiązuje. Wszystko jednak ma swoje dobre i złe strony. Dla mnie moje życie to dzień jak co dzień, coś normalnego. Nie jestem znana i rozchwytywana. Funkcjonuję jak każda kobieta, przed wyjazdem do Włoch byłam zwykłą studentką. Nigdy nie wykorzystywałam tego, że mój narzeczony jest piłkarzem, wręcz przeciwnie. Ukrywałam to dopóki mogłam, bo chciałam by ludzie poznali mnie jako Kasię, a nie jako ,,Kasię, narzeczoną Lewandowskiego z Pogoni’’. Zapewniam - kto nie polubi mnie jako Kasi, nie polubi mnie z tym dodatkowym tytułem i odwrotnie. Po mojej pierwszej, bardzo udanej sesji na studiach, od razu posypały się komentarze, że to Mateusz opłacił moje zaliczenia na dobre stopnie. No tak, przecież dziewczyna piłkarza nie może być w czymś dobra, a już na pewno nie może być inteligenta. Niedowiarki musiały to przecież sobie jakoś wytłumaczyć. Taka niesprawiedliwa krytyka bywa często bardzo krzywdząca, już nauczyłam się nie brać jej tak bardzo do siebie. ,,Psy szczekają, a karawana idzie dalej’’.

Wyjazd do Włoch na początku był dla mnie przerażającą wizją, w ciągu dwóch dni musiałam podjąć kilka najważniejszych decyzji w moim życiu. I nie, nie dotyczyły one wyboru kostiumu kąpielowego, jak zapewne myśli wiele osób. Musiałam na krótką chwilę zrezygnować ze swoich planów. Nie wyobrażałam sobie jednak innego rozwiązania. I dla jasności - nigdy tego nie żałowałam. Zawsze podkreślam tylko, że na krótką chwilę, bo od października 2015 wybieram się na studia. Choćby nie wiem, gdzie rzuciło nas znowu życie, mój powrót na uczelnię jest pewny. Wyjazd dał mi szansę świeżego spojrzenia na swoją przyszłość. Kompletnie nie odnajduję się w sytuacji, gdzie nie mam nic do zrobienia. To nie moja bajka! Stąd też moja obecność tutaj. Bez dobrej znajomości języka, szanse na jakąkolwiek pracę tutaj są nikłe. Nawet do sprzedaży pomarańczy na targu trzeba biegle władać językiem! Nie jestem jeszcze na tym etapie językowym, ale pracuję nad tym.

Podjęłam się wyzwania i oto jestem - Kasia Małek, prowadząca dział ,,WAG’s czyli partnerki piłkarzy pod lupą’’. Dzięki temu utwierdziłam się w tym, że spełnianie marzeń nie zależy od miejsca gdzie się mieszka, ale chęci. We Włoszech, w Polsce czy na końcu świata - życie jest jak cytryna, którą musimy wyciskać z całych sił!

Satysfakcja to najpiękniejsze co może nam się w życiu przytrafić, a dzięki Mateuszowi mam jej naprawdę sporo. Każdy mecz napawa mnie dumą! Pamiętam pierwszą bramkę Mateusza, którą mi zadedykował. I ten nagłówek ,,Pierwszą bramkę dla Pogoni zadedykowałem mojej narzeczonej’’. Nosiłam głowę tak wysoko, że zaczęła boleć mnie szyja. Miło wracać do tych wspomnień i chować je do szuflady pt. ,,Nikt mi tego nie zabierze’’.

Do tej samej szuflady schowam te kilka miesięcy pobytu tutaj. Poznaliśmy wiele wspaniałych osób, które na zawsze pozostaną w naszej pamięci. Wieczorne spacery nad morzem, każdą ,,rowerową niedzielę’’, poznawanie nowych smaków, włoskiej kultury czy podróż do Florencji, która była dla mnie bardzo wyjątkowa.

2
                                                Florencja, Piazza del Duomo Fot. Kasia Małek

Życie u boku piłkarza nie jest sielanką, ale nie będę też wmawiać nikomu, że jest niesłychanie ciężkie i trudne. Normalne, jak życie u boku finansisty, malarza czy piekarza. Każdy zawód ma swoje wady i zalety. Pisałam o dumie po każdym udanym meczu, a co z tymi, które nie należały do najwybitniejszych? Wtedy obowiązuje zasada ,,trzy razy nie’’- nie pytać, nie mówić, nie denerwować. Wbrew pozorom, porażkę drużyny często odbiera się bardzo osobiście. Mecze wyjazdowe - raz na dwa tygodnie zostaję sama na zazwyczaj dwa dni. Z czasem nauczyłam się traktować to jako zaletę, czas tylko dla mnie. Czytam wtedy książki, które regularnie sprowadzamy z Polski, nakładam na twarz najdziwniejsze maseczki, a drugim okiem nadrabiam zaległości w ulubionych serialach. Czasami robię generalne porządki i piszę, dużo piszę. Przyznaję, raz na dwa tygodnie leżę i pachnę, ale nie wyciągajcie zbyt pochopnych wniosków.

Do nieprzyjemnych aspektów życia u boku piłkarza zaliczam też każdą kontuzję, którą przechodzimy razem. Cierpimy wspólnie - dosłownie i w przenośni. Przy ostatniej kontuzji byłam na całodobowym etacie - od ósmej do siedemnastej na uczelni, a potem Pani ,,przynieś, podaj, pomóż, daj’’ plus porady psychologiczne i wykłady motywujące. Generalnie życie z piłkarzem to takie całodobowe zajęcie, bo nie wiem jak inni, ale Mateusz jest typem faceta, który nie potrafi (a może nie chce?!) robić nic poza graniem w piłkę. Zawsze zastanawia mnie to, jak wytrzymuje dziewięćdziesiąt minut nieustannego wysiłku, na maksymalnych obrotach na boisku, a odkurzenie jednego pokoju to dla niego za dużo. Automatycznie włączają mu się bóle głowy, nogi, ręki, zmęczenie, spadek sił itd. To syndrom piłkarza, czy każdy facet tak ma?

Czy któraś z Was ma też wrażenie, że opowiadam jakby o jej życiu? Nic dziwnego! Dodaj do tego tylko fakt, że czasami ktoś zaczepia Was na ulicy, chce zdjęcie, autograf i koniec. To tyle z naszego ,,gwiazdorskiego’’ życia. To nie jest tak, że mam dość popularności, bo tak naprawdę nie zdążyłam jej do końca zaznać, ale zupełnie mnie to nie kręci. Nie zawsze jest tak pięknie i kolorowo jak mogłoby się wydawać. Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że wciąż mamy w sobie wzajemne wsparcie, bez którego zwariowalibyśmy po pierwszym roku tak ekstremalnego życia jakie prowadzimy. Jest w nim dużo przypadku, niestabilności i niewiedzy, ale dzięki temu nabiera ono barw.

3

                                                                Liga polska.info/extra time.tvp.pl

 

4
                                                                      Vittorio Sanguineti
Kasia Małek, 20l.
Copyright 2009-2018 © tojakobieta.pl | All rights reserved