Menu
logo tjk main

Gotowa (nie) na zdrowie? (Wspomnienia cudownej kuchni mojej cioci)

Gotowa (nie) na zdrowie? (Wspomnienia cudownej kuchni mojej cioci)

Pamiętam zapach kuchni mojej cioci. Moja mama i babcie też dobrze gotowały, ale to kuchnia mojej cioci zatrzymała się w moich wspomnieniach. Gdy przekraczałam próg jej domu od razu znajdowałam się w świecie fantazji i spełnionych marzeń. To do cioci biegłam po kolejnej porażce, dla mnie mega ważnej.

Ciotuchna była „prostą" kobietą. Wychowywała się w czasach wojny, bardzo wcześnie została osierocona. Nikt nie zadbał o jej wykształcenie. Nikomu to jednak nie przeszkadzało. Miała większą wiedzę o życiu i ludziach, niż najlepszy psycholog. A ja odwdzięczałam się moją ogromną dziecięcą miłością.

Po wejściu do domu zawsze witał mnie uśmiech mojej cioci i pytanie: Co Słoneczko, życie dokopało? Poradzimy sobie z tym złem. Przepasywała mnie fartuchem i zabierałyśmy się do pracy. Uwielbiałam to robić.

Ciocia miała w kuchni dwa miejsca, w których chętnie przesiadywałam. Pierwsza to szafka, w której były malutkie, pękate słoiczki. W nich ciocia trzymała przyprawy. Nie takie, które dziś kupujemy w sklepie, ale prawdziwe z ogródka zaprzyjaźnionej zielarki. To tam poznawałam smaki i właściwości dodawanych do potraw ziół.

Pamiętacie takie powiedzenie: „figa z makiem z pasternakiem"? Otóż jedną z tajemniczych rzeczy, które ciocia dodawała do potraw jednogarnkowych był właśnie korzeń pasternaku. Zawsze mówiła, że jest to doskonały środek na ból brzucha, żołądek i schorzenia pęcherza moczowego.

Kiedy zabrakło jej pieprzu, dosypywała jagody niepokalanka pospolitego, którego ostry smak ma właściwości łagodzące zaburzenia miesiączkowe.
Były też tam zioła popularne, czyli kurkuma, sproszkowana papryka, majeranek, tymianek, oregano, szałwia, bazylia, wegeta własnej roboty. No właśnie, własnej roboty.

Kiedy byłam mała nie było tych cudownych garnków typu Philipiak czy Zepter. Smażyło się na smalcu. Dziś są zwolennicy i przeciwnicy takiego smażenia, wcześniej jednak było to... co było. Kuchnia cioci bez cudownych patelni i garnków była zdrowsza od dzisiejszej. Ponieważ wszystko było domowej roboty. Makaron, kluski, ciasta, ciasteczka, mąka... oj nie, z mąką przesadziłam. Mąka nie była domowej roboty. O, przypomniało mi się. Bułka tarta. Od cioci nauczyłam się nie kupować bułki tartej. Same ścierałyśmy zeschnięte bułki. Mniejsza wygoda niż kupić w sklepie? Pewnie tak, ale przynajmniej wiedziałyśmy, że nie wkradł się tam zbędny tajemniczy element (obrzydzać nie będę). No i wegeta, oczywiście. Wegeta to nic innego jak suszone, starte warzywa: marchewka, pietruszka, seler, cebula. Dodatkowym elementem może być natka pietruszki, koperek, ewentualnie ulubione zioło. Do pięknego, złotego koloru dodaje się kurkumy. Nie za dużo, bo ma gorzkawy posmak.

Drugim czarodziejskim miejscem w kuchni cioci była spiżarka. Tam znajdowały się przepyszne wspaniałości. Zbyt kwieciście się wyraziłam? Może, ale to i tak za mało aby określić jej zawartość. Całe rzędy słoików, w których zostało zamknięte lato: dżemy z jagód, czarnych porzeczek, malin, truskawek, wiśni przypominało chwile, kiedy buszowałyśmy po sadzie i lesie zbierając owoce. Dziwnym trafem w moich koszykach zawsze było mniej niż u cioci. A może dlatego, że więcej z nich trafiało do mojego brzucha, niż do koszyka? Hmm.. możliwe :). Obok nich pyszniły się swoimi kolorami papryki w occie, sałatki z kolorowych pomidorów, ogórki kiszone i korniszony, gruszki i grzybki marynowane oraz marmoszka. Co to jest marmoszka? Tak nazywałyśmy marmoladę ugotowaną ze świeżych antonówek z cukrem z odrobiną cynamonu. Zimą dzięki niej mogłyśmy zrobić jabłecznik o niezapomnianym smaku. Z półek zwisały warkocze czosnku (nie chińskiego, ale z własnego ogródka), papryki czerwonej i zielonej, które sama zbierałam ze szklarni. No i powiedzcie szczerze? Jak tu szybko wyjść z tego przybytku? Kiedy każdy słoik wabi - „no otwórz, posmakuj, przecież to lubisz". A tu ciocia woła - Słoneczko wracaj prędziutko musisz mi pomóc. No, cóż stawiałam opór pokusom i biegłam do cioci. Opłacało się zresztą, zawsze na wyjście do domu dostawałam jeden słoiczek ze spiżarki.

Choć minęło wiele lat, pamiętam, że produkty w kuchni mojej cioci były kolorowe. Zresztą jakżeby inaczej. Kolory kojarzą nam się ze szczęściem, radością, spontanicznością. Tak samo było w jej, a teraz mojej kuchni.

Może ktoś lubi oglądać znane dzieła malarskie. Moje oczy cieszą leżące koło siebie na stole: jasnozielona sałata, pomarańczowe i czerwone pyzate pomidory, lśniąca marchew obok białej pietruszki, bakłażan z ciemnofioletową skórką, nać pietruchy, pęczek aromatycznego koperku, młodziutkie jasnożółte ziemniaczki, biała cebula. Czyż to nie jest dzieło godne zachwytu???

Dowodem na to, że kolor spożywanego jedzenia ma znaczenie, są badania naukowe przeprowadzone przez lekarzy i dietetyków. To oni podzielili warzywa i owoce (czyli to co najpyszniejsze) na pięć grup kolorystycznych.

Grupa czerwona
to np. pomidor, czereśnie, wiśnie, rzodkiewka, truskawki, papryka wiadomo jaka – czerwona, burak, owoc granatu. Wszystkie te smakołyki zawierają likopen, czyli antyutleniacz, które doskonale wpływa na serce, obniża cholesterol, działa przeciwnowotworowo i uwaga, uwaga – odmładza. Ten skarb ukryty jest głównie w pomidorach i ciepłych jego przetworach. W grupie czerwonej jest również potas regulujący rytm serca i ciśnienie krwi.

Druga grupa to żółte oraz pomarańczowe owoce i warzywa. Do nich należą np. banany, marchewki. Tutaj znajdziemy ratunek dla włosów, paznokci i skóry. Działa również przeciwnowotworowo. Ta grupa zawiera tzw. karetonoidy będące naturalnymi przeciwutleniaczami, które zwalczają złośliwe wolne rodniki. Chronią także nasze oczy, co ważne jest szczególnie dla tych, których praca polega głównie na wpatrywaniu się w monitor.

Grupa trzecia - biała straż w zwalczaniu infekcji – czosnek, cebula, por, kalafior lub cykoria. Ich bronią są flawonoidy będące przeciwutleniaczami i alliacyny, które mają działanie przeciwbakteryjne. Moim tajemnym (choć może teraz już nie tajemnym) sposobem na przeziębienie jest sok z cebuli. Dzięki flawonoidom ma on działanie rozkurczowe, moczopędne i przeciwzapalne.

Grupa czwarta zielona. Tu możemy poszaleć, można jeść, jeść i jeść. Tutaj wiele dobrego zawdzięczamy chlorofilowi, który dzielnie wspiera pracę wątroby, wyrzuca wstrętne toksyny z organizmu i reguluje pracę jelit. Szpinak, sałata, brukselka, brokuły, kiwi, rzeżucha, natka pietruszki są bogate w witaminę B, co ma kojący wpływ na układ nerwowy. Polecam je przyszłym mamom, ponieważ obdarowują je kwasem foliowym.
Uwaga! Zielonych warzyw liściastych nie można przedawkować. Jedz śmiało, nie zachorujesz i nie utyjesz.

Ostatnia grupa niebieska. No, może znawcy kolorów będą zaprzeczać, ale niebieska to niebieska. Do tej grupy należą: fioletowe śliwki, czarne porzeczki, czerwona żurawina i granatowe borówki. Jak więc nie spojrzeć, grupa niebieska i będę się tego trzymać. Zresztą najważniejsze jest to, że zawierają antocyjanozydy, które opóźniają procesy starzenia, chronią przed infekcją oraz wspomaga walkę z zapaleniem układu pokarmowego i moczowego. Na tą ostatnią dolegliwość szczególnie polecam żurawinę.

Jak widać, nie trzeba łykać tabletek i stać w kolejkach do apteki. Wystarczy mądrze jeść i ... zapobiegać chorobie...

...Teraz, od wielu lat cioci już nie ma. Została jednak w moich wspomnieniach: stojąca na progu i uśmiechnięta. Słyszę jej głos jak mówi: Co tam Słoneczko? Życie dokopało? Chodź, poradzimy sobie z tym złem.

Teraz będąc mamą nastolatka na smutki i żale po troskach dnia codziennego przygotowuję nam coś smacznego. Coś co przegoni smutki i spowoduje, że spojrzy się z nadzieją w przyszłość i wiarą, że to co było minęło.
Kalorie? Może, ale odrobina słodyczy ma właściwości kojące. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś „zajadał" skutecznie smutki marchewką. Nie dajmy się zwariować. Naprawdę budyń domowej roboty jeszcze nigdy nikogo nie zabił. Także SMACZNEGO :)

Justyna Nosorowska była przedstawicielka firmy Zepter i Herbalife

 


 

5-12

 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Komentarze  

 
0 #2 Ania 2012-09-08 19:03
Moim zdaniem swietny artykul ;) moja mama tez zawsze chciala tak w domu ze wszystko wlasnej roboty ale z regoly na checiach sie konczylo :-D wiec jednym slowem ZAZDROSZCZE :-D
Cytować
 
 
0 #1 Izabela 2012-09-07 14:31
ciekawy i pomocny artykuł :)
Cytować
 

Dodaj komentarz

UWAGA!
Bardzo prosimy o niezamieszczanie w treści komentarza wszelkiej formy reklamy (która jest traktowana wtedy jako darmowa) na naszym portalu tojakobieta.pl tj. - adres strony www, e-mail, telefon, wszelkie inne dane kontaktowe. W przypadku niezastosowania się do wyżej wymienionego komunikatu oraz działań mających na celu obejście naszej prośby, będziemy zmuszeni wyciągnąć konsekwencje prawne odnośnie zarzutu bezprawnego zamieszczania darmowej reklamy. Wszelka reklama na naszym portalu jest ODPŁATNA.


Kod antyspamowy
Odśwież