Menu
logo tjk main

Jak walczyć o piękną sylwetkę, jednocześnie nie wpadając w obsesję?

Jak walczyć o piękną sylwetkę, jednocześnie nie wpadając w obsesję?

XXI wiek to epoka kultu ciała. Nieważne, gdzie i w jakich okolicznościach się znajdujemy, widzimy wokół posągowe piękności - na billboardach, w telewizji i czasopismach. Pomimo tego, że teoretycznie uświadamiamy sobie jak wielki wkład w ich nieskazitelność ma Photoshop oraz praca grafików, ulegamy ich magii i zaczynamy myśleć, że powinnyśmy wyglądać tak samo.

Część kobiet nie musi wkladać nadmiernego wysiłku, aby zbliżyć się do ideału. Takie już są. Odziedziczyły dobre geny, nabyły w dzieciństwie prawidłowe nawyki dotyczący stylu życia i pielęgnacji lub po prostu mają korzystne uwarunkowania biologiczne. Niestety, grupa ta jest bardzo niewielka. Większość z nas (czyli grupa druga) musi się mocno napocić i wiele poświęcić, żeby wyglądać przynajmniej zadowalająco.

My, kobiety, z niewiadomych przyczyn jesteśmy wobec siebie niewyobrażalnie wymagające i surowe. Każda niedoskonałość spędza nam sen z powiek. Która najczęściej? Oczywiście ta mająca odbicie w wadze i figurze. Dlatego też nieustannie staramy się walczyć z nadprogramowymi kilogramami. To, że człowiek troszczy się o swoje zdrowie i sprawność, dobrze o nim świadczy. Jeśli poświęca czas na uprawianie sportów, a także dba o to, by na jego talerzu nie lądowało coś, co w rzeczywistości tylko leżało obok pełnowartościowej żywności, jest uznawany za człowieka świadomego i atrakcyjnego. Idealna sytuacja to taka, w której potrafimy właśnie zadbać o swoje ciało, ale dbanie to nie staje się obsesją.

Niestety, w naszym społeczeństwie wiele osób wchodzi w niezdrową relację z jedzeniem. Co mam na myśli? Nieustanne próby odchudzania połączone z naprzemiennym głodzeniem się i objadaniem. Często zastanawiamy się skąd u współczesnych dziewcząt i kobiet wziął się powszechny problem zaburzeń odżywiania. Trudne jest udzielenie jednoznacznej odpowiedzi. Analizując konkretne przypadki, psychologowie zazwyczaj za przyczyny podają problemy z wagą w dzieciństwie, brak akceptacji ze strony społeczeństwa, wygórowane oczekiwania rodziców czy chęć kontrolowania swojego życia. Myślę, że wszystkie te czynniki są prawdziwe, jednak podstawy problemu należałoby doszukiwać się również w naszej kulturze. Potrzeba jedzenia u ludzi pierwotnych spełniała wyłącznie jedną, podstawową funkcję – zapewniala przeżycie. W naszych czasach potrzeba ta ma głębokie korzenie obyczajowe. Telewizja promuje kolejne programy kulinarne, gazety wskazują do jakiej restauracji warto się wybrać, spotkania z przyjaciółmi urozmaicamy poprzez przygotowanie różnorodnych potraw. Wiele z nas poznaje życie przez smak. Oczywiście nie neguję tego, wręcz przeciwnie. Nie każda kobieta jednak może jeść to, na co akurat ma ochotę i przy tym zachować perfekcyjną sylwetkę. Jedne z nas nie przejmują się tym i ubóstwiają swoje krągłości celebrując możliwość delektowania się pysznościami, inne wpadają w spiralę myślenia jak jeść, to co lubię i nie przytyć. W tym momencie zaczynają się prawdziwe problemy. Nieustanne skupienie i zastanawianie się nad tym co jutro zjem na obiad, który jogurt ma więcej kalorii czy dlaczego ważę kilogram więcej niż pół roku temu nie jest niczym normalnym. Nie jest oczywiście równoznaczne z początkiem zaburzeń odżywiania, ale niesie za sobą szereg równie fatalnych skutków. Najważniejszy?

Doskonale przedstawia go cytat ze strony francuskiej blogerki modowej: Niezdrowa relacja z jedzeniem niszczy wszystkie Twoje związki. Przede wszystkim ten jeden najważniejszy, z samą sobą. Myślę, że słowa te nie wymagają komentarza. Sposób w jaki postrzegamy nasze ciała znajduje odbicie w tym jak ogólnie odnosimy się do samych siebie.

Potwierdza to 22-letnia Agata: Moje problemy zaczęły się mniej więcej wtedy, gdy skończyłam 14 lat. Zrobiłam się bardziej zaokrąglona. Nie podobały mi się moje biodra i lekko odstający brzuch, który wcześniej zawsze był płaski. Przeszkadzało mi to tym bardziej, że większość moich koleżanek była niewyobrażalnie chudziutka. Postanowiłam, że tez taka będę. W pół roku schudłam ok. 8 kg. Wtedy tego nie widziałam, ale po latach, oglądając zdjęcia, stwierdzam, że wyglądałam jak żywa reklama głodu. Niestety, nie udało mi się długo utrzymać ciała w takim stanie. Dwa lata później nie tylko wróciłam do poprzedniej wagi, ale nawet zyskałam kolejne 5 kg. Nie mogłam na siebie patrzeć, przyszedł czas na kolejną dietę. Jak ona wyglądała? Na śniadanie jogurt, na obiad jabłko. Do tego 2-3 godziny ćwiczeń lub jazdy na rowerze dziennie. Czasem z głodu miałam napady objadania, po których praktycznie nie wychodziłam z siłowni. Strasznie schudłam, ale później efekt jojo znowu się pojawił. I tak żyję do teraz. Na przemian głodzę się i objadam. Czasami zerkam na moje odbicie w lustrze i zastanawiam się jak mogę to sobie robić. Jest mi ciężko, ale mam nadzieję, że kiedyś w końcu nauczę się zdrowego odżywania. Czytam dużo książek na ten temat, zaczynam wprowadzać pewne rozwiązania do mojego życia. Nie wiem czy mi się uda.

Jak zatem walczyć o piękną sylwetkę, jednocześnie nie wpadając w obsesję? Przede wszystkim należałoby przestać myśleć o odżywianiu w kategoriach ciągłej diety. Zapewnie nie raz słyszałyście, drogie Czytelniczki, że dozwolone jest jedzenie wszystkiego, ale z umiarem. Konieczne jest zachowanie równowagi i ustalenie pewnych zasad – jeśli dziś zjem dwa kawałki ciasta, jutro będę biegać pół godziny dłużej. Nieodłącznym elementem jest też uprawianie sportu – niestety, dziewczęta, możemy nie jeść nic, ale siedząc na kanapie nie spalimy ani grama tłuszczu. Osobiście sądzę jednak, że najważniejsze jest stworzenie wspomnianego już wcześniej odpowiedniego związku z samą sobą. Powinnyśmy kochać siebie w każdym wydaniu – idealnie szczupłą, ale też z małą fałdką na brzuchu. Jeśli zaakceptujemy swoje ciała i będziemy z nich zadowolone, od razu pozytywnie na nie wpłyniemy. Żadna z nas przecież, kiedy jest szczęśliwa, nie czuje potrzeby poprawiania sobie humoru ciastkiem czy czekoladkami.

Pozytywne podejście = pozytywny wygląd ciała.

Beata KAPUSTA, 21 l., studentka

 


 

2-12

 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Komentarze  

 
0 #2 glinnka 2012-06-26 17:10
cóż, nie wpadnę w obsesję odchudzania, taką mam nadzieję :), natomiast przyznaję się, że piję czerwoną herbatę Pu-erh (najczęściej w postaci herbaty perfect slim Irvinga o owocowym smaku) - to taka moja mała... tajemnica :), ale dziękuję za cały artykuł, dzięki niemu postaram się nie stracić nad sobą kontrali
Cytować
 
 
0 #1 Queen 2012-05-05 20:57
Beato! czytam każdy Twój artykuł z wielką przyjemnością! Każdy przeczytany tekst sprawia, że z niecierpliwości ą czekam na kolejny. Bardzo podoba mi się Twoja 'lekkość' jak i styl pisania. Choć nie znam się na dziennikarstwie , to uważam, że jesteś na dobrej drodze, aby pisać teksty do najlepszych polskich czasopism skierowanych do kobiet. Oby tak dalej!
Cytować
 

Dodaj komentarz

UWAGA!
Bardzo prosimy o niezamieszczanie w treści komentarza wszelkiej formy reklamy (która jest traktowana wtedy jako darmowa) na naszym portalu tojakobieta.pl tj. - adres strony www, e-mail, telefon, wszelkie inne dane kontaktowe. W przypadku niezastosowania się do wyżej wymienionego komunikatu oraz działań mających na celu obejście naszej prośby, będziemy zmuszeni wyciągnąć konsekwencje prawne odnośnie zarzutu bezprawnego zamieszczania darmowej reklamy. Wszelka reklama na naszym portalu jest ODPŁATNA.


Kod antyspamowy
Odśwież