Logo
Wydrukuj tę stronę

Jestem beznadziejna i do niczego - ile razy to sobie wmawiałaś?

Jestem beznadziejna i do niczego - ile razy to sobie wmawiałaś? Foto: nutrivize.com

Zastanawiałaś się kiedyś, ile osób na pytanie: „co u Ciebie”, odpowiedziało „wspaniale”? Zapewne niewielu, a jeśli nawet to tylko dlatego, żeby nie zanudzać Cię swoimi problemami. Gdybyś zapytała o to samą siebie, pewnie znalazłabyś milion powodów, dzięki którym nie czujesz się w pełni szczęśliwa.

Naszą główną przeszkodą w czerpaniu radości z życia jest ciągłe dążenie do perfekcjonizmu. W szkole chcemy być prymuskami, w dorosłym życiu idealnymi pracownikami, żonami i matkami. Uważamy, że jeśli to osiągniemy, będziemy bardziej doceniane i lubiane przez otoczenie, co automatycznie podniesie naszą samoocenę. Kiedy nam się to nie udaje, załamujemy się.

Poczucie własnej wartości zostaje zachwiane również z wielu innych przyczyn. Być może to wpływ ludzi, którzy nie zawsze pochlebnie wyrażali się na nasz temat, przez co jesteśmy zdania, że do niczego się nie nadajemy. Bardzo częstym błędem jest to, że zostajemy porównywane od najmłodszych lat do innych osób. Nieraz przecież zdarzyło się, że usłyszeliśmy od rodziców, „bo twoja siostra jest zdolniejsza, lepiej się uczy, bardziej dba o porządek, pomaga w domu, a ty nie.” Podobnie postępują niekiedy nauczyciele w szkołach i przełożeni w pracy. Wyrabiają tym samym w nas przekonanie, że by zyskać uznanie, trzeba nie być gorszą. Trwamy w nim zatem i każde, nawet małe niepowodzenie traktujemy jak największą porażkę, tracąc wiarę w siebie i swoje możliwości.

Jednym z kompleksów, na który większość pań cierpi, jest daleki od oczekiwań wygląd. Widok pięknej, zgrabnej, opalonej kobiety o nienagannej fryzurze, uśmiechającej się z pierwszej strony kolorowego czasopisma, lub znajomej, która niezależnie od okoliczności prezentuje się doskonale, doprowadza nas do szału. Stajemy się wobec siebie krytyczne, oglądamy się z niesmakiem w lustrze, czynimy dość nieudolne kroki, by coś w sobie zmienić, zwykle z mizernym skutkiem. Zarzucamy sobie, że gdybyśmy były bardziej atrakcyjne, miałybyśmy szansę na lepszą pracę, jak również wzbudzałybyśmy podziw, co znacznie ułatwiłoby nam życie.

Zaniżone mniemanie o sobie może w mniejszym, lub większym stopniu być odpowiedzialne za samopoczucie. Nic w tym złego, jeśli w chwili słabości, okropnego nastroju ponarzekamy sobie na pewne rzeczy. Zwykle jednak w miarę przypływu dobrego humoru, czy jakiegoś miłego zdarzenia, porzucamy ponure myśli i nie wywierają one na nas destrukcyjnego wpływu. Problem pojawia się wtedy, gdy nie potrafimy sobie poradzić z samokrytyką. Czując się mało wartościowa, nie wierząc, że możesz czegoś dokonać, nie podejmujesz się nowych, ambitnych wyzwań ze strachu, że na pewno im nie podołasz. A jeśli nawet się zdecydujesz, pierwsza trudność, jaka Cię napotka, skutecznie odbierze Ci chęci, by dalej próbować. Wycofujesz się więc i wpadasz tym samym w przygnębienie, skąd już bliska droga do depresji.

Negatywne nastawienie sprawia, że gorzej postrzegamy rzeczywistość, która nas otacza. Głównie winna jest temu zazdrość, że innym powodzi się dużo lepiej, że potrafili pokierować swoim życiem tak, by czerpać z niego zadowolenie, a nam to nie wyszło. Swoje drobne sukcesy przypisujemy wyłącznie szczęściu, które nam dopomogło, a nie własnym umiejętnościom.

O tym, że zamiast się załamywać, lepiej wziąć sprawy we własne ręce przekonała się 35- letnia Dorota: „Moje kłopoty zaczęły się, kiedy straciłam pracę. Gdy po tygodniu bezproduktywnego leżenia na kanapie w wyciągniętym dresie minęło uczucie rozgoryczenia, pomyślałam, że przecież nie wszystko stracone, mam odpowiednie kwalifikacje, kilka lat doświadczenia, na pewno szybko znajdę nowe zajęcie. Okrutne realia ostudziły jednak mój entuzjazm. W większości ofert uderzyły mnie ograniczenia wiekowe (do 30 lat), a najlepiej, gdyby to była jeszcze osoba studiująca. Za każdym razem, gdy przeglądałam ogłoszenia, wpadałam we frustrację. Czułam się stara i nikomu niepotrzebna. Zaniedbywałam dom, siebie, dodatkowo ciążył na mnie fakt, że z jednej pensji niełatwo nam będzie utrzymać z mężem dom. Budząc się każdego dnia marzyłam, by już był wieczór, żebym mogła znów zasnąć, by zapomnieć o swoim dramatycznym położeniu. Któregoś dnia przelała się czara goryczy, kiedy mój mąż podczas kłótni zarzucił mi, że on na wszystko zarabia, a ja nie robię nic, poza oglądaniem seriali. Wtedy dotarło do mnie, że muszę coś zrobić, nie mogę tkwić w tym dołku, no i oczywiście gdzieś tam w środku odezwał się bunt „ja mu jeszcze pokażę!” Zaczęłam intensywniej szukać pracy, obdzwoniłam znajomych, by mieli mnie na uwadze, gdyby słyszeli o jakimkolwiek wolnym etacie. Udało się, po pewnym czasie zadzwoniła moja koleżanka, że znajomy jej męża chce zatrudnić parę osób. Z drżącym sercem poszłam na rozmowę, bo trudno było mi było pokonać nieśmiałość i uwierzyć w sukces. Zostałam przyjęta. Może to nie jest stanowisko moich marzeń, ale radość, że mogę znów coś robić, osiągać, przebywać między ludźmi jest tak wielka, że pozbyłam się większości swoich kompleksów. Czuję się, jakbym ożyła na nowo.”

Czas więc wziąć się w garść, drogie Panie i zacząć zwalczać w sobie to poczucie beznadziejności. Pierwsza zasadnicza rzecz: nikt nie jest idealny. Każdy człowiek ma jakieś wady i jeśli nie możemy ich całkowicie wyeliminować, postarajmy się je akceptować. To, że w jednej dziedzinie nie jesteśmy mistrzyniami, nie oznacza, że tak będzie w każdej. Musimy tylko poznać własne potrzeby, zastanowić się, w czym jesteśmy dobre i realizować swoje cele. I wcale nie muszą być na początek te największe. Nie koncentrujmy się wyłącznie na błędach, które popełniłyśmy, ale skupmy się na swoich zaletach i pomyślmy, jak możemy je wykorzystać. Wszystko zależy wyłącznie od naszego pozytywnego myślenia, nawet, jeśli zdarzą się jakieś niepowodzenia po drodze, to przecież nie znaczy, że będzie tak za każdym razem. Trzeba spojrzeć trzeźwo i wyciągnąć wnioski na przyszłość. Nie ma sensu patrzeć zazdrosnym okiem na innych, że mają lepiej, bo przecież tego nie możemy wiedzieć, czy absolutnie wszystko układa się po ich myśli. Każdy zmaga się ze swoimi przeciwnościami losu. To, że gdy idziesz z wizytą do sąsiadki i zastajesz pięknie posprzątany dom i uśmiechniętych gospodarzy nie oznacza wcale, że gdy zamkną się za tobą drzwi, nadal będzie panowała tam idylla.

Naucz się doceniać drobnostki, bo jeśli uda Ci się znaleźć zadowolenie z małych rzeczy, te trudniejsze przyjdą później z większą łatwością. I nigdy nie myśl o sobie, że jesteś do niczego, bo to nieprawda. Odszukaj w sobie to, co najlepsze, pokochaj samą siebie, a zobaczysz, że jesteś w stanie zawojować świat!

Agnieszka Witkowska, 31l.



 

5-12

 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

 

Copyright 2009-2018 © tojakobieta.pl | All rights reserved