Menu
logo tjk main

FAUX FUR idealnie na zimę!

Kiedyś naturalne futro świadczyło o dobrym guście i prestiżu właściciela. Wszystko uległo zmianie, dzięki organizacjom walczącym o prawa zwierząt. Tak nastała era FAUX FUR, czyli sztucznych futer, które stały się skuteczną alternatywą dla naturalnych propozycji.


Sztuczne futro to wymysł końca lat 20 XX wieku, ale minęło jeszcze kilkadziesiąt lat zanim zostało wprowadzone do regularnej sprzedaży. Jego popularność gwałtownie wzrosła w czasie kampanii, ukazujących cierpienia zwierząt zabijanych jedynie w celu pozyskania futra. Konflikt pomiędzy zwolennikami naturalnego futra a obrońcami praw zwierząt trwa nadal, aczkolwiek zdecydowana większość osób przejęła się losem biednych stworzeń i postawiła na syntetycznie produkowane ubrania.  

foto2

ASOS ok. 320 zł

(wcześniej ok. 460 zł)

RIVER ISLAND ok 230 zł

(wcześniej ok. 370 zł) 

MANGO ok. 280 zł

(wcześniej ok. 400 zł)

 

Centra handlowe, sklepy internetowe i różnej maści butiki, ogarnęła gorączka wyprzedaży kolekcji jesienno-zimowych. Ceny kurtek, płaszczy, swetrów spadły o kilkadziesiąt procent. To idealna pora na zakupienie sztucznego futra! W niektórych sklepach możemy zaoszczędzić nawet ponad 200 zł, więc jeśli chciałabyś mieć w swojej szafie nowy, futrzany nabytek, warto właśnie teraz przejrzeć propozycje on-line stores czy udać się do ulubionego sklepu w galerii handlowej.

foto3

vi.sualize.us


Czym się sugerować w doborze futra? Warto wybrać takie, które będzie wygodne i dobrej jakości (to raczej nie wydatek na jeden sezon) i przede wszystkim musi być to wybór podyktowany naszym gustem. W tym trendzie panuje pełna dowolność! Możemy wybrać długi, futrzany płaszcz albo krótką kurtkę. Modne kolory to również dosyć szeroki zakres – od zwykłej czerni po brązy do mięty i jesiennego burgundu.

W asortymencie sklepów pojawia się też często spotykana panterka oraz kilku kolorowe rozwiązania ze względu na połączenie różnych syntetyków. Ważne jest to, że sztuczne futro to nie tylko niższa cena od wersji naturalnej, ale też ogromny wachlarz możliwości kolorystycznych!

Ale sztuczne futro to nie tylko kurtka. Ogromną popularnością obecnie cieszy się długa, futrzana kamizelka w dowolnym kolorze, która założona na skórzaną kurtkę czy zwykłą bluzkę dodaje nam jesienno-zimowego uroku i dodatkowo uzbraja nas w drugą warstwę ciepła!

Doskonałym przykładem rewelacyjnej stylizacji może być propozycja Kasi Gorol – znanej polskiej blogerki. Kasia łączy żółto-czarną koszulę, luźną, skórzaną kurtkę z brązowym futrzakiem, co daje bardzo jesienny efekt w stylu retro. Ale kamizelka to nie tylko jesienny ubiór. Dodając cieplejsze rzeczy w pastelowych kolorach otrzymamy super pomysł na zimową stylizację!  

 

foto4 
Lookbook Kasi Gorol – właścicielki bloga jestemkasia.com

 

W propozycjach sieciówek i domów mody znajdziemy również futrzane kołnierzyki do płaszczy, torby, rękawiczki i inne akcesoria. Dodadzą one ciepłego i miłego wyglądu naszym zimowym stylizacjom, a dodatkowo ogrzeją nas bardziej niż inne, delikatniejsze materiały. W asortymencie sklepów pojawia się też inne, ciekawe rozwiązanie – płaszcz z dowolnego materiału wzbogacony o futrzane kołnierzyki, mankiety czy kieszenie.

 

foto5

ASOS ok. 95 zł

ASOS ok. 130 zł

ASOS ok. 55 zł

(wcześniej ok. 145 zł)




Celebrytki szybko podchwyciły modę na faux fur. Zakochały się w ciepłych, niesamowitych kolorach kurtek, w których ciężko było spotkać naturalne futra. Co ważne - to moda dla osób w każdym wieku – Rita Ora wybrała zawadiacką, miętową kurtkę, a Kate Moss zdecydowała się na bardziej stonowaną, jesienną wersję z futrzaną kamizelką. Wiek w tym trendzie nie gra roli – każdy może zaszaleć z faux fur, który w przeciwieństwie z naturalnym futrem nie kojarzy się głównie z babciną szafą.

 

foto6

daily.newlook.com

 

Ciekawe stylizacje ze sztucznym futrem można znaleźć też na popularnym blogu The Blonde Salad, prowadzonym przez włoszkę Chiarę Ferragni. Blogerka zakłada futro nie tylko na specjalne okazje, ale zestawia je też z prostymi, codziennymi ubraniami. Faux fur dodaje takim stylizacjom nutki ekstrawagancji i osobliwego uroku, którego nie doda nam zwykły płaszcz czy zimowa kurtka! Ważne jest też to, że kiedy kończy się zima Chiara nie chowa futer do szafy – odpowiednio zestawione faux fur będzie w sam raz na każdy chłodniejszy dzień.

foto7

www.theblondesalad.com

 

Sztuczne futro to moda dla każdego, kto chciałby ocieplić swój zimowy look: futrzane kurtki i akcesoria dodadzą uroku naszym stylizacjom! Zatem, moje Drogie, czas ruszyć na łowy i zainwestować w faux fur!

 

Aneta Dmochowska, 20l.

Czytaj więcej...

Dlaczego kobieta zawsze narzeka na brak ubrań?

Co kryje się w szafie?

Czy pamiętacie film młodzieżowy sprzed ośmiu lat „Opowieści z Narnii”? W filmie tym, czwórka rodzeństwa odkrywa za drzwiami starej szafy przejście do magicznego świata Narnii, gdzie muszą stoczyć walkę ze złem aby uratować tę piękną krainę.

Nawiązałem do tego nie bez powodu. Otóż szafa jest zasadniczo miejscem gdzie przechowujemy nasze ubrania, a czasem jakieś inne bibeloty, głównie jednak ciuchy – to rzecz oczywista. Szafa jak to szafa, jest meblem o sporych gabarytach, a za jej drzwiami nie kryje się nic innego jak zdobyte przez Was łowy na ostatnich zakupach :)

Nie odnosicie czasem wrażenia Drogie Panie, iż otwierając drzwi od prawdopodobnie Waszego ulubionego mebla, wydaje się Wam, że ujrzycie coś w rodzaju przejścia do „innego świata”? Nie mam tu na myśli Narnii, ale powiedzmy, że piękną, nieskończenie długą i szalenie atrakcyjną alejkę, po bokach której znajdują się wspaniałe i markowe sklepy, otaczające Was z każdej strony… Prada, Louis Vuitton, Armanii, Dolce&Gabbana, Christian Louboutin… Łapiecie oddech! Wszystko na wyciągnięcie ręki, ceny nie istnieją, każdy jeden ciuch idealnie na Was leży. Jesteście w niebie.

Nagle, niespodziewanie – budzicie się.

Sukienka sprzed roku, spódniczka z niemodnym już wzorem, rurki za ciasne… Powracacie do rzeczywistości dość gwałtownie i zdajecie sobie sprawę, jak bardzo nienawidzicie Waszego ulubionego mebla. Tak naprawdę, on nie jest niczemu winny… Niestety Wasza szafa, nie jest tak magiczna jak byście tego oczekiwały.

Gdy stajesz przed ubraniowym dylematem…
To rzecz naprawdę niebywała. Stoisz przed stosem ubrań, może nawet nie stosem, a wręcz Mount Everestem ubrań! I co? Wszystko nagle w jakiś przedziwny sposób obraca się przeciwko Tobie! Wszystko przestaje Ci się podobać. Każda jedna para butów, każda jedna para spodni, sukienek, tunik, bluzeczek – można tak wymieniać bez końca. Czy to stało się za sprawą jakieś złej i okrutnej czarownicy, która rzuciła na Ciebie urok? A może po prostu ktoś w nocy ukradkiem podmienia ubrania w Twojej szafie, kiedy sobie smacznie śpisz?

Nie. To niestety nie jest to.

Drogie Panie!
Kiedy wpadacie w szał zakupów, wkładacie do koszyka wszystko co na pierwszy rzut oka wydaje się stworzone specjalnie dla Was. Kupujecie miliony ciuchów, w przeróżnych kolorach, fasonach, stylach, itp. Ciągle poszukujecie nowości, aż w końcu gubicie się w tym. Kiedy nowo zakupione ubrania w szafie znajdą już swoje miejsce, staracie się w coś ubrać… Niby prosta sprawa, ale to jednak jest nie lada wyzwanie! Tutaj toczy się prawdopodobnie jakaś wewnętrzna walka :)

Nadchodzi czas przymiarek. Szukacie czegoś pod kolor butów, a może bluzki, dobieracie jakieś dodatki, może coś bardziej ekstrawaganckiego… Stajecie przed lustrem, aby przyjrzeć się swemu dziełu i nagle… Rozpacz! Boże, wyglądam tragicznie! Okropieństwo! – następuje natychmiastowa zmiana części garderoby. Zwinnymi ruchami, pełnymi niezwykłej ekspresji, wyrzucacie ze swojej szafy jakieś pojedyncze ciuchy. Kiedy znajdziecie coś, co w końcu Wam odpowiada, tak naprawdę okazuje się, że jednak Wam nie odpowiada…

Znów znalazłyście się w martwym punkcie. Jak to możliwe, że zawsze coś musi być nie tak? Pomimo setek ubrań, nie macie co na siebie włożyć! Jak pojąć ten fenomen? Czy to naprawdę takie skomplikowane, założyć po prostu spodnie i bluzkę? Dobieracie pod kolor bluzki jakieś buty i już… Przecież możecie też wykazać się odrobiną kreatywności i okaże się, że babciny sweterek świetnie komponuje się z nowymi spodniami :) Pokombinować trochę tu, trochę tam i po sprawie.

O co tutaj może chodzi?
Nasuwa mi się jedna odpowiedź – chcecie być naprawdę atrakcyjne i prawdopodobnie porównujecie się z innymi kobietami, tymi które uważacie za idealne… Na nich najpewniej każda jedna rzecz z Waszej szafy leżałaby idealnie. Błędne, oj błędne myślenie! Nikt nie jest idealny, więc na nikim każda rzecz nie będzie wyglądać dobrze.

Media tak skutecznie wpłynęły na nasze postrzeganie piękna, że zdecydowana większość kobiet popada w depresję, oglądając siebie w lustrze. Kwestia ubioru nie powinna mieć takiego wpływu na nasze życie.

Drogie Panie
Starajcie się ubierać spokojnie! Zanim staniecie twarzą w twarz ze swoimi ubraniami, dajcie sobie pięć minut na relaks, w ciszy. Spokojne, opanowane podejdźcie do swych ubrań i z rozkoszą wkładajcie je na siebie.

Czy wiecie jaki prezent sprawicie swoim mężczyznom będąc gotowe na czas? Czy wiecie ile radości wpłynie do Waszego życia, kiedy nie spóźnicie się do pracy, bo ubrania przestały z Wami współpracować tego ranka? A ile czasu zaoszczędzicie!

Proponuję zacząć od dziś :) I co najważniejsze - nie martwcie się – dla swoich facetów i tak jesteście najpiękniejsze.


Emen

Czytaj więcej...

Gdybym nie mogła dłużej śpiewać, umarłabym…

Edith Piaf a właściwie Édith Giovanna Gassion, to jedna z czołowych postaci w muzyce nie tylko francuskiej, ale również światowej. Podziwiana do dziś za swój talent oraz za biografię owianą nutką tajemnicy.

Urodziła się 19 grudnia 1915
na paryskim osiedlu de Belleville, chociaż inne źródła podają, iż przyszła na świat na chodniku ulicy Rue de Belleville, nr 72. Jej matką była Annetta, uliczna i barowa śpiewaczka z aspiracjami, aby zostać gwiazdą wielkiego formatu. Niewątpliwie to po niej odziedziczyła wybitnie piękny głos.

Niestety również od niej nie dostała krzty miłości, była małą niewygodną przeszkodą dla kariery matki. Jej ojciec natomiast był ulicznym akrobatą, imał się również pracy w cyrku. Odebrał on malutką Edith matce i oddał pod opiekę swojej rodzicielce. Babcia malutkiej Edith mieszkająca w Normandii prowadziła Dom Publiczny. Tam też Edith spędziła kilka lat, niestety niezbyt łaskawych lat.

Gdy miała 3 lata oślepła, była niewidoma do 7 roku życia. U babci opiekowały się nią tak naprawdę prostytutki. Szczególnie jedna z nich pokochała Edith i dała jej tak dużo zainteresowania, na ile mogła sobie pozwolić. Legenda głosi, iż Edith odzyskała wzrok, kiedy prostytutki zabrały ją na pielgrzymkę do Sanktuarium św. Matki Teresy. Od tego momentu Matka Teresa towarzyszyła Edith w modlitwach, aż do ostatniego tchnienia.

Po odzyskaniu wzroku przyszłą światową gwiazdą zajął się jej ojciec, Louis. Wziął ją ze sobą do cyrku, w którym pracował. Tam Edith poznawała tajniki sztuki cyrkowej i aktorskiej. Tam też według legendy ukazała jej się Matka Teresa, która obiecała, że wysłucha każdych jej modlitw.

W wieku 15 lat młodziutka artystka niewiedząca jeszcze jak wielki talent posiada, zaczęła występować na ulicach. Razem ze swoją wierną przyjaciółką zarabiały w ten sposób na życie. Została odkryta w 1935 roku przez impresaria Louisa Leplée i rozpoczęła występy w jego kabarecie "Le Gerny's" przy Champs-Élysées, pod pseudonimem "La Môme Piaf" czyli mały wróbelek.

Tak niewinnie i zupełnie przypadkiem rozpoczęła się jej kariera, pod okiem swojego wybawiciela jak sama nazywała Louisa, rozkwitała niczym ptak.
Koncertowała co dzień, poznawała ludzi, którzy chcieli jej pomagać w karierze. Tak też poznała Margarit, kompozytorkę, z którą współpracowała do końca swojej kariery. Opanowała cały Paryż, Francję, ludzie szaleli za jej głosem, utworami, charyzmatyczną postacią.

W latach 40-stych postanowiła, również podbić Amerykę. Zaczęła koncertować w New Yorku. Na początku przeżywała trudne chwile, ponieważ paryżanka z ogromnym talentem nie do końca, została zrozumiana na scenach amerykańskich. Z czasem za sprawą artykułu jednego z najbardziej poczytniejszych krytyków sytuacja ta zaczęła ulegać zmianie.

W czasie trasy po Stanach poznała człowieka, który najprawdopodobniej odegrał w jej życiu najważniejszą rolę. Był to Marcellin "Marcel" Cerdan, francuski bokser, zawodowy mistrz Francji i Europy w wadze półśredniej i średniej, a także mistrz świata w wadze średniej (1948-49). Był on największą i tak naprawdę jedyną osobą, którą Edith tak bardzo pokochała. Wychowana w braku miłości i zainteresowania, wiedziała i wierzyła, że prawdziwa miłość istnieje. Niestety z powodu tej wielkiej miłości artystka przeżyła najradośniejsze, ale też najgorsze chwile w swoim życiu. Po jednym z koncertów, na którym głównym gościem był jej wybranek, podeszła do niej Marlene Dietrich, jej idolka, gwiazda równie wielkiego formatu. Dzięki Marcelowi Edith przeżyła chwile prawdziwego szczęścia i odwzajemnionego uczucia. Niestety była również świadoma tego, że mężczyzna jej życia nigdy nie będzie do końca jej. Dzielił on swój czas pomiędzy spotkania z Edith w Stanach, jak również rodziną we Francji. Mimo rozłąki Edith kochała i była kochana. Jej utwory pełne były miłości jak i uczucia tęsknoty, ale dzięki tym ciężkim doświadczeniom jej recitale jeszcze bardziej były dramatyczne i prawdziwe.

Jedna z najbardziej miłosnych piosenek Edith to - „La vie en rose”. Piosenka opowiadająca o mężczyźnie, który usłał jej życie różami.

     „Quand il me prend dans ses bras
      Il me parle tout bas,
      Je vois la vie en rose.”

     „Gdy trzyma mnie w swych ramionach,
      wszystkie słowa mówi mi po cichu,
      widzę życie usłane różami.”

Niestety w 1949 roku będąc u szczytu kariery Marcel ginie w katastrofie lotniczej, lecąc właśnie na spotkanie z Edith. Po tym dramacie życie Edith już nigdy nie było szczęśliwe. Zupełnie załamana artystka, nie mogąc pogodzić się ze śmiercią miłości swego życia, uzależnia się od środków przeciwbólowych. Przez pięć lat jej uzależnienie sięga zenitu, z osoby przepełnionej miłością, staje się chorowitą i zgorzkniałą kobietą. Poddaje się leczeniu, niestety jej stan zdrowotny się pogarsza.

Pamiętny staje się koncert w Dreux 13 grudnia 1959 roku, kiedy to osłabiona wraca na scenę i podczas wykonywania jednego z najbardziej znanych utworów „Padam” mdleje na scenie. W 1960 roku 44-letnia wówczas Edith poważnie choruje na wątrobę i pogłębiający się reumatyzm. Nie jest już w stanie koncertować, mimo to pod wpływem nowego kompozytora jedzie po raz ostatni zaśpiewać na Olympii, z którą była związana podczas całej swojej kariery. Zaśpiewała tam utwór, który był według mnie najznamienitszym hymnem całego jej życia. „Non, je ne regrette rien” „Nie, nie żałuje niczego”.

W roku 1963, 10 października Edith umiera na raka wątroby. Odchodzi w swoim łóżku w Grasse, w towarzystwie swojej opiekunki. Do ostatnich chwil jest z nią również jej drugi mąż Theophanis Lamboukas. Mimo, że młodszy o 21 lat i oceniany za małżeństwo dla kariery, okazał się dobrym przyjacielem. Na łożu śmierci Edith wspomina ojca, jako osobę trudną i szorstką, lecz kochającą oraz oczywiście jedyną miłość swojego życia, Marcela.

Edith pozostawiła po sobie wiele pięknych utworów, zapisała się jako jedna z nielicznych, bardzo charyzmatycznych gwiazd w świecie muzyki. Niestety nie pozostawiła po sobie potomków. Z nielicznych źródeł można doczytać, iż Edith posiadała w młodym wieku córkę, zmarła ona jednak w wieku 2 lat na zapalenie opon mózgowych. Nieznany jest natomiast ojciec wspomnianego dziecka.

Edith - jej życie owiane małymi i dużymi tajemnicami. Nie było jednak tajemnicą, że jedyne czego najbardziej pragnęła Piaf, to uczucie miłości, której dostała zbyt mało, jak również niedostatecznie jej dawała.

W jednym z wywiadów powiedziała; „Najważniejszą wartością jest miłość. Wierzę w miłość, prawdziwą, a moja muzyka jest prawdziwa”.

Równie znamienne jest zdanie, od którego zaczęłam artykuł; ”Gdybym nie mogła dłużej śpiewać, umarłabym…” i tak też się stało, kiedy Edith przegrywała z chorobą, przestawała śpiewać, a kiedy przestała występować na scenie, zaczęła umierać…

Marta Dzierbanowicz, 23l. 

Czytaj więcej...

Modne dziwactwa

Czym jest moda? Czym jest bycie modnym? 1
Czasami człowiek czuje się zagubiony w tym gąszczu rzeczy „in”. Dlaczego nagle coś, co wczoraj było tylko zwykłym rozciągniętym swetrem, teraz jest najsensowniejszym ubraniem lansowanym przez wszystkie czasopisma i blogerów?

Bo moda to zabawa i trendy to też zabawa. Czymś innym często jest „wyglądać dobrze”, a czym innym modnie.

 

Żeby zrozumieć choć trochę dziwactwa mody, wystarczy sięgnąć do dziedzin pokrewnych, które też zaczynają być często udziwnione do granic możliwości.

 

Weźmy na przykład modę na freeganizm – czyli wyjadanie resztek ze śmietników; to jest trendy, to jest na czasie, żywić się resztkami ze śmietników – dziwaczne? A mega niewygodne buty są mniej dziwacznym pomysłem (spytajcie się spuchniętego palca)...

 freegan1

 

Kolejnym przykładem może być moda na minimalizm w życiu – czyli pozbywanie się wszelkich rzeczy z domu, posiadanie jedynie skarpet, stolika, psa i dywanika pod psa i …. komputera (w którym notabene brak zainstalowanego DOS'a i Nortona Commandera, tylko najnowsze systemy + cały świat w pigułce zwanej internetem – ...też mi minimalizm...) - znowu coś wypaczone do granic absurdu. Tak jak kwadratowa, za duża sukienka, w której moja piękna sąsiadka wygląda jak baba handlująca pieczarkami na rynku (bez obrażania uczuć).

 

Często łatwo się pogubić w tych trendach lifestylowych, może się okazać że koleś zbierający puszki i nie myjący się od dwóch tygodni jest bardziej na czasie niż my (a pewnie sam o tym nie wie).


freeganie

rothko1 rothko2 rothko3

 

Sztuka to wielkie targowisko. Czasami furorę robi zezłomowany samochód wystawiony we francuskiej galerii, dzień wcześniej pozbierany na wysypisku. Albo malarz który nagle postanowił rzucić farbami w płótno. Kwestia dorobienia ideologii. Czasami pomiędzy tymi wątpliwymi dziełami widać przebłysk geniuszu. Dlatego samą modę i dziwacznie ubranych blogerów należy traktować z lekkim przymrużeniem oka, oni się bawią, szukają, a być może większy umysł wyciągnie z tego coś sensownego – tak jak to robi Marc Jacobs (chociaż jego linie też często trzeba „przekonwertowywać do użytku”).

Marc Jacobs
Zazwyczaj patrzymy na coś i wiemy już, że wygląda to dla nas dziwacznie – prawdopodobnie, więc jest dziwaczne, ale nie ma w tym nic złego – bo poszukiwanie prowadzi do rozwiązań i standardów, ale być może to nie my jesteśmy tymi poszukiwaczami i wolimy nie wyglądać jak skrzyżowanie choinki ze strachem na wróble czy biegać po śmietnikach, bo to modne. Z wielkich podziurawionych spodni wychodzą potem lekko przetarte jeansy nadające się do noszenia. Z kosmicznych pomponów przy swetrze, lekkie nawiązania przy szaliku.

3

 

Piękne jest to, że można być wiecznym poszukiwaczem (który być może się myli albo jest genialny) lub wypracowywać sobie styl wg własnego smaku i poczucia harmonii. Wszystkie chwyty dozwolone, w końcu to nie fizyka kwantowa ;).

Czytaj więcej...

5 powodów, dlaczego wciąż nie wychodzi ci z żadnym facetem

Kolejny twój związek okazuje się klapą, a ty znów zadajesz sobie pytanie, co poszło nie tak. Dlaczego ominęło cię szczęście i dlaczego wciąż poznajesz tych niewłaściwych facetów?

Sprawdź, gdzie możesz popełniać błędy:

1. Pochopnie uznajesz, że to miłość życia
Poznajesz fajnego faceta. Od początku wydaje ci się bardzo interesujący, choć nie zawsze potrafisz powiedzieć, dlaczego. Szybko uznajesz, że to jest to. I ta myśl pochłania cię bez reszty. Jesteś pewna, a właściwie chciałabyś być pewna, że ten właśnie facet spełni twoje marzenia o szczęśliwym związku. Że to właśnie on, z całą pewnością, da ci to wszystko, o czym od dawna marzyłaś.

Większość kobiet ma głowie wzór idealnego partnera. Badania potwierdzają, że zwykle zbliżony jest on do jej własnego ojca. Właśnie dlatego możesz się zakochać w kimś, kto wzorcowo bardzo ci odpowiada, a niekoniecznie do ciebie pasuje.

Nie podejmuj decyzji dotyczących nowego partnera zbyt pochopnie, nawet, jeśli z pozoru to kandydat idealny. Daj rozwinąć się tej znajomości. Oczywiście, jest mnóstwo przypadków miłości, która zradza się podczas pierwszego wejrzenia. Nic się jednak nie stanie, jeśli dopuścisz do głosu odrobinę zdrowego rozsądku i po prostu dasz sobie czas. Poznaj najpierw jego wady i zalety, naucz się je akceptować, sprawdź, czy możesz na niego liczyć i jak zachowuje się w różnych okolicznościach. Upewnij się, że jemu też zależy na tej relacji. A potem - kochaj do woli!

2. Spieszysz się z wyznaniami
Mężczyźni nie są zwykle zbyt wylewni. Czasem, będąc nawet w wieloletnim związku, nie potrafią uzewnętrzniać się tak, jakby tego pragnęła ich partnerka. Ale ty jesteś przecież tak bardzo zakochana. Niecierpliwie czekasz więc na wyznania z jego strony. W końcu zaczynasz naciskać, dopytywać, domagać się jasnych deklaracji. A to błąd.

Czasem gesty i drobne uczynki z jego strony mówią więcej, niż najpiękniejsze słowa. Właśnie w taki sposób on okazuje ci swoje uczucia. Nie pospieszaj go. Niech sam zdecyduje, kiedy będzie gotowy na wyznania. Jeśli naprawdę czujesz, że to ten jedyny, odrobina oczekiwania sprawi, że – gdy w końcu nastąpi ta długo wyczekiwana chwila – będziesz czuła jeszcze większą satysfakcję. Wykaż się cierpliwością, jeśli nie chcesz go zbyt szybko spłoszyć i po raz kolejny uznać, że trafiłaś na niezdecydowanego i niewłaściwego faceta.

Pamiętaj, że zainteresowanie powinno się okazywać delikatnie i stopniowo. Tak, aby żadna ze stron nie była skrępowana i miała prawo wyboru. Jeśli więc nie masz stu procentowej pewności, że on odwzajemnia twoje uczucia, nie zasypuj go wyznaniami. Jego reakcja może być gwałtowna – po prostu wystraszy się i wycofa. Zaskoczony czy zszokowany może – nawet pozornie – zupełnie zlekcewarzyć twoje uczucie. Ty poczujesz się dotknięta i niedoceniona. A wasza znajomość zakończy się - przedwcześnie…

3. Idealizujesz, a potem żałujesz
Początek znajomości to zawsze wielkie emocje i wzajemna fascynacja. To czas poznawania się, ale też patrzenia na siebie przez pryzmat różowych okularów. Powinnaś jednak pamiętać, że etap fascynacji mija po kilku, kilkunastu miesiącach. W tym czasie stopniowo poznajesz swojego partnera, ale im dłużej będziesz go znała, tym więcej zauważysz w nim wad. I jak twierdzą psycholodzy, jest to całkiem normalne. Przed nowym partnerem, na początku znajomości, każdy chce wypaść odrobinkę lepiej, stara się więc podwójnie. Weź to pod uwagę, zanim zaczniesz wypominać swojej drugiej połówce, że mniej się stara, że rzadziej sprawia niespodzianki, że częściej bałagani. Naukowcy z uniwersytetu w Buffalo udowodnili, że im bardziej idealizujemy partnera, tym jesteśmy szczęśliwsi. Badając młode małżeństwa co pół roku, przez kolejne trzy lata, doszli do wniosku, że pary, które patrzą na siebie bardziej racjonalnie, są mniej zadowolone ze swojego związku. Idealizowanie drugiej połówki okazał się natomiast dawać obojgu więcej optymizmu i pomagał we wspólnym rozwiązywaniu problemów. Warto jednak pamiętać, że faza zakochania trwa właśnie ok. 3 lat. Później związek wymaga od partnerów więcej wyrozumiałości.

Aby znów uniknąć rozczarowania, masz dwa wyjścia. Już na początku spróbuj zdać sobie sprawę z tego, że twój ukochany za jakiś czas nieco się zmieni i nie zawsze będzie już tylko twoim Słodkim Misiem, ale też zwykłym, zmęczonym, wpatrującym się dłuższą chwilę w telewizor facetem. Albo po prostu - spróbuj zaakceptować jego drobne wady i potknięcia.

4. Nie słuchasz innych
Rodzina i znajomi czasem widzą więcej, niż ci się wydaje. W końcu znają cię na wylot. Szybko zauważą, że facet, z którym się spotykasz, nie do końca jest tym, kim myślisz. Chcą dla ciebie dobrze, więc zdarza im się napomknąć, że coś jest nie tak. W tej sytuacji pozostaje ci się rzecz jasna oburzyć. Przyjaciółka, która perfidnie krytykuje twojego ukochanego, nie może być przyjaciółką. A rodzice – przecież to twoje życie, cóż oni mogą o nim wiedzieć.

Nie musisz od razu wdrażać w życie ich pomysłów. Prawdą jest, że to ty jesteś najbliżej swojego partnera i wiesz, jak się przy nim czujesz. Ale może czasem warto ich wysłuchać i nieco bardziej krytycznie spojrzeć na kogoś, z kim zechcesz dzielić resztę życia. Jeśli nie dostrzeżesz w nim kogoś, kto z pewnością nie jest dla ciebie, tym mocniej utwierdzisz się w swoich uczuciach.

5. Boisz się, że już zawsze będziesz sama
Poznajesz kogoś, kto wydaje się całkiem w porządku. On wyraźnie się tobą interesuje, a tobie od dłuższego czasu doskwiera samotność. Wszystkie koleżanki i znajome od dawna z kimś się spotykają, a ty w towarzystwie ciągle jesteś w pojedynkę. Postanawiasz więc dać mu szansę i poczekać, co ciekawego rozwinie się z nowej znajomości. Mijają miesiące, a ty przyzwyczaiłaś się do jego obecności w twoim życiu. Brakuje ci jednak większych emocji, z czasem jego osoba zaczyna ci wręcz przeszkadzać.

Najpierw więc zaczynasz zastanawiać się, co robisz u boku tego faceta. Potem męczysz się, ale nie wiesz, jak wybrnąć z tej trudnej sytuacji. Tym bardziej, że on wciąż jest taki, jak na początku i właściwie nie masz się do czego przyczepić.
Inny przypadek – na początku waszej znajomości wszystko toczy się jak w bajce. Oboje szczęśliwi, zakochani, pełni pomysłów i planów na przyszłość. Po pewnym czasie on już nie jest tą osobą, co kiedyś. Rozmijacie się w swoich oczekiwaniach, ale żadne z was nie potrafi się wycofać. Poza tym znacie się już przecież tyle lat. Włożyliście w ten związek tyle czasu i poświęcenia. Nie chcesz myśleć o tym, że rzucasz dotychczasowe życie i wszystko zaczynasz od początku. Męczysz się, coraz częściej wdając się w konflikty z partnerem. A kiedy w końcu wszystko się rozpada, uznajesz, że przecież ten związek nigdy nie mógł się udać…

 

Sylwia Stodulska-Jurczyk

sympatia

Czytaj więcej...

Zakupy z kobietą - męski koszmar!

Ach ta magiczna, sklepowa wystawa!
Przechodzisz przez centrum handlowe i dostrzegasz tylko te cudowne przeceny, które patrzą na Ciebie błagalnym wzrokiem i proszą o wejście do sklepu. Można nawet pomyśleć, że stojące za szybą, pięknie ubrane i wystrojone manekiny, przemawiają do Was jakimś niebiańskim głosem z przestworzy zapraszając na zakupy. Nie mogąc oprzeć się temu zaproszeniu po raz kolejny mówisz do ukochanego: Kochanie, jeszcze tylko wejdźmy tutaj… I spoglądasz na swego mężczyznę słodkimi oczami, próbując jakoś załagodzić jego rozpaczliwe i nieme wołanie o ratunek. Po raz kolejny dałaś uwieść się sklepowej wystawie! Ale co tam – to przecież czysta przyjemność. Nie od dziś jednak wiadomo, że wszystko jest sprytnym chwytem marketingowym, więc z jednej strony, drogie Panie – można wybaczyć Wam tą uległość :)

Kiedy jesteśmy w sklepie…
Gdy przeszłaś już przez próg sklepu, natychmiast budzi się w Tobie instynkt łowiecki. Niczym przyczajona tygrysica, z sokolim wzrokiem wyszukujesz tej pięknej cekinowej bluzeczki, którą miałaś okazję zobaczyć na wystawie. Każda potencjalna osoba w pobliżu Twojej upatrzonej rzeczy, to wróg! Wróg który może z premedytacją skraść Twój rozmiar! To byłby koszmar.

Pochłonięta swoim szaleństwem, nawet nie zwracasz uwagi na swego mężczyznę, który najprawdopodobniej jest z tego faktu nawet zadowolony :) On tymczasem stara się dostrzec, gdzieś pośród setek ubrań swoje ulubione miejsce – miejsce do siedzenia. Obolały i zmęczony, zasiada aby złapać trochę tchu, przyglądając się Twoim wyczynom. Z uśmiechem na twarzy, uroczym spojrzeniem i zaangażowaniem wyraża się pozytywnie na temat każdej jednej rzeczy jaką mu pokazujesz, choć w głębi siebie ma ochotę krzyczeć. Gotów jest nawet ulec Twoim licznym prośbom i stać przy przymierzalni.

Wyglądam w tym dobrze? Nie odstają mi ramiona? Czy wyglądam w tym grubo? Ma za duży dekolt? Kochanie, wziąć tę czy tę sukienkę? – Te pytania, drogie Panie, które zadajecie swoim mężczyzną, nie mają sensu już po jednej, wspólnej godzinie zakupów. Każdy facet powie cokolwiek, aby jak najszybciej wydostać się z tej krainy udręki, potocznie nazywanej sklepem odzieżowym :) Jednak my mężczyźni musimy pamiętać, że negatywny komentarz skierowany do naszej lubej w trakcie przymiarek, choć byłby najbardziej szczery, może rozbudzić w niej… Demona! Dlatego nawet jeżeli mamy już dość, nie dajemy po sobie tego poznać. Pamiętajmy jednak, że każdy człowiek posiada jakąś granicę wytrzymałości :)

Jak to robią faceci…
Wyjście w celu zakupu jakiegoś ubrania, to naprawdę już kwestia przymusu. Od początku wiemy jakiej części garderoby potrzebujemy i udajemy się w tym celu, ze spokojem, do centrum handlowego. Nie przyciągają nas ceny, nie wołają nas manekiny, po prostu idziemy normalnie przez pasaż handlowy, wyszukując po drodze naszych ulubionych sklepów, gdzie zawsze możemy coś na siebie kupić. Przymierzanie trwa zaledwie do 10 minut maksymalnie i nawet nie potrzebujemy zazwyczaj kobiecych porad, bo sami widzimy co nam pasuje. Nie przejmujemy się, że jeden z naszych kolegów zakupił tę samą koszulę. Nie przykładamy szczególnej uwagi do kolorystyki garderoby. Nie próbujemy na siłę wciskać się w mniejsze rozmiary, bo też po co :)

Niestety kobiety bardzo, ale to bardzo różnią się pod tym względem od mężczyzn. Dla Was, drogie Panie, wygląd to kwestia pierwszorzędna i oczywiście nikt nie twierdzi, że to jest złe! Wręcz przeciwnie – każdy mężczyzna chce mieć obok siebie zadbaną i dobrze wyglądającą kobietę. Tylko naprawdę nie ma sensu męczyć swojego faceta tymi wspólnymi wypadami na zakupy, szczególnie kiedy musicie kupić coś dla siebie. Lepiej już zostawić go w domu, a już najlepszym rozwiązaniem będzie telefon do przyjaciółki i zaproszenie ją na tę przemiłą wyprawę, bo czy może być coś lepszego, niż wspólne, ubraniowe łowy dwóch przyjaciółek? :)

Emen

Czytaj więcej...

Gej - najlepszy przyjaciel kobiety?

Przed tobą wyjście na bardzo ważną imprezę. Lubisz, gdy męskie spojrzenia zatrzymują się właśnie na tobie. Jednak jak zwykle dopada cię syndrom pustej szafy. Nic straconego, jeszcze możesz wybrać się na szybkie zakupy.

W tak ważkiej kwestii lepiej nie ufać nawet najlepszej przyjaciółce. Mimo wszystkich deklaracji o tym, jak się kochacie i nigdy nie opuścicie, kobiety są tylko kobietami i zazdrość jest wpisana w ich naturę. Na zakupach przejawia się to najsilniej. Zwłaszcza jeśli na imprezę macie iść razem. Przyjaciółka nie może przecież wyglądać gorzej od ciebie!

W takiej sytuacji niezawodną pomocą okazuje się przyjaciel – gej.

Niezależnie od tego czy jest homoseksualistą, stereotypowym, zachwycającym się błyskotkami czy też męskim i powściągliwym. Na przyjaciela geja zawsze możesz liczyć.

Przecież on idealnie zna punkt widzenia facetów, wie w czym będziesz się podobać, a czego lepiej unikać. A co najważniejsze będzie szczery i obiektywny, bo przecież nie jesteś dla niego żadną konkurencją i chce dla ciebie jak najlepiej.

Ostatnimi czasy pojawiła się wręcz moda na przyjaźń z homoseksualistami. Największe celebrytki pokazują się na zakupach ze swoimi przyjaciółmi, chwalą tego typu znajomości i zapalczywie je promują. Moim zdaniem to jednak trochę uprzedmiotowianie. Przyjaciel nie ma być dodatkiem do butów, ale bratnią duszą, której możesz powiedzieć wszystko.

Taką właśnie osobą jest niewątpliwie gej. Z natury wrażliwszy, borykający się przecież z tymi samymi problemami co my. Też chce znaleźć mężczyznę swojego życia! Za każdym razem, kiedy pokłócisz się ze swoim partnerem lub koleżanką, czy będziesz miała jakiś problem, wystarczy jeden telefon.

Mimo tego, że znasz jego preferencje, męskie ramię to zawsze męskie ramię i działa o wiele bardziej kojąco niż przytulenie do przyjaciółki.

Przy takiej osobie możesz czuć się całkowicie bezpieczna. Nie dość, że nie ryzykujesz że będzie oczekiwał od ciebie coś więcej, to może skutecznie odstraszać namolnych adoratorów, udając twojego partnera.

Jeśli przyjaźnisz się ze stereotypowym gejem, możesz robić z nim praktycznie to samo, co z najlepszą koleżanką. Wyjścia do fryzjera, na zakupy, oglądać komedie romantyczne. Kawusie, maseczki, ploteczki.

Co więcej, taki przyjaciel nie bywa zazdrosny. Jest to cecha większości panów. Nie mówię oczywiście o zazdrości mężczyzny o swoją kobietę. Czasem jednak potrzebujesz wygadać się właśnie przedstawicielowi płci przeciwnej, chociażby dlatego, żeby poznać właściwy punkt widzenia. Będąc w związku możesz być pewna, że spotkanie z przyjacielem gejem nie wzbudzi zazdrości twojego partnera, inaczej niż w przypadku kolegi heteroseksualnego. Inaczej też, niż w przypadku rozmowy z koleżanką, zachowa się przyjaciel gej. Opowiadając mu o przygodach na imprezie, nowym zakupie czy odniesionych sukcesach, będzie cieszył się razem z tobą zamiast życzyć ci jak najgorzej. Dzieląc się z koleżanką wrażeniami o nowo poznanym chłopaku, nie masz tej pewności.

Przy geju możesz poczuć się jak prawdziwa księżniczka. Niezależnie od tego czy masz makijaż i wieczorową sukienkę, czy biegasz po domu w dresie. Jesteś kochana, cudna i śliczna jak z obrazka! Mężczyźni heteroseksualni mają problemy z okazywaniem uczuć. Tak samo kobietom rzadko udaje się prawić komplementy innym paniom. Homoseksualni przyjaciele nie mają za to najmniejszych oporów by na każdym kroku przypominać ci jaka jesteś wspaniała.

Każda znajomość może jednak doprowadzić do zawodu. Niekoniecznie miłosnego, chociaż zdarzały się i takie przypadki. Trudno bowiem nie zakochać się w mężczyźnie, który słucha tego, co do niego mówimy, nie kręci nosem podczas zakupów i przytula, nie mając żadnych niecnych zamiarów. To ideał! I czasem zapominamy, że przecież ma inną orientację seksualną. Może być też tak, że za bardzo przyzwyczaimy się do takiej relacji z przedstawicielem płci przeciwnej. Potem, w związku, będziemy oczekiwały podobnego traktowania, które nie leży już w naturze mężczyzn heteroseksualnych.

Przyjaźń z gejem może więc stanowić niebezpieczną pułapkę dla naszych uczuć. Nie zapominajmy jednak o jej zbawiennym działaniu na naszą duszę. O spokoju jaki daje taka znajomość. Bez zazdrości i rywalizacji a z idealnym porozumieniem na wielu płaszczyznach.

 

Aleksandra Pelz, 21l.

Czytaj więcej...

Dlaczego gdy mówimy do mężczyzny, on zawsze wszystko rozumie inaczej?

Na ten temat napisano już wiele książek, pewnie niejedną jeszcze napiszą. Hmm, porozumienie między mężczyzną a kobietą to mit? Najśmieszniejsze jest to, że odpowiedź jest zmienna i zależna od czasu trwania związku i od humoru.

Tak samo często słyszę odpowiedzi:
a) Tak, my doskonale się z mężem, chłopakiem dogadujemy
b) O nie, ile razy ja coś powiem, to on nigdy nie zrozumie

Tak, tak, wiem, kobiety z Wenus, mężczyźni z Marsa. Dwie oddzielne planety, nie mające nic ze sobą wspólnego. Nie, przesadziłam, coś wspólnego mają, obie są planetami. Na temat (nie)porozumienia się między obiema płciami powstała niejedna też anegdotka.
Ja przedstawię tą, taki niewielki quiz. Nie będę podpowiadała sensu wypowiedzi. Proponuję przeczytać i dać do przeczytania swemu mężczyźnie. Uwaga! Zaczynamy..
Kobieta zagląda do swojej szafy, za chwilę słychać rumor i .. cisza. Podchodzi do swojego męża, który czyta gazetę.
- Już żadna spódnica na mnie nie wchodzi. Nie dopinam się po prostu, nie mam już co założyć.
Mąż nadal czyta gazetę. Kilka dni później, kobieta podchodzi do męża - Czy ty wiesz, że nawet bluzki się nie dopinają? No zobacz, tu ciśnie, tu się rozłazi. Nie mam już co założyć kompletnie.
Mąż czyta gazetę. Zbliżają się Walentynki, kobieta z niecierpliwością czeka zadowolona z siebie. Ziarenko zostało zasiane, czy aby zrozumiał? Na pewno tak, przecież wyraźnie mu to zasugerowała. Wraca mąż, zadowolony z siebie podaje żonie pięknie opakowany prezent. Żona szczęśliwa rozpakowuje go i wyciąga … pas odchudzający. Załamana krzyczy do męża:
- To ty na Walentynki kupiłeś mi pas odchudzający?
Mąż zaskoczony odpowiada
- No jak to? Przecież cały czas mówisz o tym, jak utyłaś!

No jak tam poszedł quiz? Na ile procent zaliczony (chodzi mi o panów)? Choć, wiecie co drogie Panie? Ja opowiedziałam tę anegdotkę swojemu mężowi i nieco zaniepokojona zapytałam czy wie, o co kobiecie chodziło? Z ulgą odetchnęłam gdy usłyszałam odpowiedź męża. Tak, wiem o co chodzi. Chciała nowe ubranie. Przyznajcie same, nie cudowny jest mój mąż? Skłaniam się więc ku odpowiedzi a). Żeby jednak nie załamywać pozostałych pań powiem szczerze, nie zawsze tak jest. Czasem to śmieszne, czasem mniej. Przykład? Proszę bardzo ( dla podkreślenia zgrozy sytuacji powiem, że pewnie nie jedna z Pań to usłyszała). Ile razy się zdarzyło, gdy potrzebowałyśmy zaakcentowania przez naszego mężczyznę swojej urody?
- (żona) och, zobacz, przytyłam. Czuję się straaasznie gruba
- (mąż). Nie przejmuj się. Kochanego ciałka nigdy nie za wiele.
I co my robimy? Awantura gotowa:
Tak? Więc uważasz, że jestem gruba? Pewnie. Oczywiście, nic dziwnego, że… to dlatego oglądasz się za… one są szczuplejsze. Od dziś zarządzam dietę, koniec z obiadkami. Tobie też się przyda, myślisz, że jesteś bez zarzutu

etc. etc. Co robi wówczas mężczyzna? Nie ma zielonego pojęcia, o co nam chodzi.
Ok, zejdźmy z wagi – temat drażliwy.

Nie daleko jednak odeszłam, jedzenie. Raz na jakiś czas urywamy się z domu na koleżeńskie ploty. Obiad naszykowany stoi w lodówce, dziecko odrabia lekcje. Żona podchodzi do męża i stara się skupić jego uwagę zabierając gazetę, pilot od telewizora i staje naprzeciwko niego. Mówi do niego wyraźnie i głośno dokładnie wymawiając słowa (swoją drogą rodzi się pytanie dlaczego? Ma nadzieję, że jak nie usłyszy to przeczyta z ruchu ust i zapamięta?).

- Kochanie, pamiętasz, że wychodzę. Co robisz taką minę? Mówiłam Ci to tydzień temu, wczoraj i dziś też. Dwa razy. Aha, ok., przypominasz sobie widzę. Teraz słuchaj mnie uważnie. Słuchasz? W lodówce stoi przygotowany obiad. Zupę trzeba wyjąć i podgrzać na małym ogniu. Pamiętaj, na małym. Mamy coraz mniej garnków. Ostatnio spaliłeś trzy. Na górnej półce w lodówce są kotlety do podgrzania w rondelku. Na małym ogniu. Na kuchence stoją ziemniaki w wodzie, już posolone. Posolone, słyszysz?
Ugotuj je. Ja będę wieczorem to zrobię kolację. Wszystko zrozumiałeś? Wiesz, co masz robić? Na pewno? To pa.
Odpowiedzi męża nie są zanotowane, ponieważ cały wykład siedzi i kiwa głową.

Żona siedzi z koleżankami. Nie może się jednak rozluźnić bo przez cały czas dzwoni mąż pytając, gdzie są ziemniaki, bo nie stoją w lodówce, gdzie są ugotowane kotlety, bo na kuchence ich nie ma. Wreszcie nastaje cisza, wkrótce jednak niepokoi to żonę. Jednak jest telefon – dzwoni dziecko, które pyta kiedy mama wróci do domu bo jest głodne. Na nerwowy krzyk mamy dziecko odpowiada, że tata nie może podejść bo coś tłucze w kuchni. Chyba spalił garnek gotując zupę, ziemniaki są strasznie słone, a kotletów nie znalazł, to zjedli z chlebem. Żona ma dość rozrywki. Wraca pospiesznie do domu, bo dziecko siedzi głodne. Po powrocie do domu widzi swoją pociechę i jej ojca jedzącego zamówioną pizzę. W kuchni sajgon. Zdenerwowana pyta męża, dlaczego nie zrobił obiadu tak, jak mu kazała. Mąż odpowiada poirytowany
- Zupę postawiłem na mały ogień, nie wiem dlaczego się przypaliła, mówiłaś, że ziemniaki są nie posolone, więc posoliłem. A kotletów nie ma. Wszędzie szukałem.
Żona biegnie do kuchni, za chwilę wraca z kotletami.
- Oo (dziwi się mąż) a gdzie były?
- Tam, gdzie mówiłam w lodówce!
- Nie wiem, czemu się denerwujesz. Dziecko było głodne, to zamówiłem pizzę. Zamiast mnie pochwalić, że zadbałem o niego masz do mnie pretensje. Ja nic nie mówiłem, kiedy wychodziłaś z koleżankami, zamiast podać mi obiad, a teraz wysłuchuję pretensji.. itd. itd.
Znany scenariusz? Może być ich więcej. Ale nie teraz drogie panie.
Idę do kuchni – mąż grzeje zupę :)

Czytaj więcej...

Seks na pierwszej randce

Czy seks na pierwszej randce to przesada? Choć większość z nas oficjalnie nie podpisze się pod takim pomysłem, a psychologowie odradzają zbyt szybkie uleganie pokusom - są tacy, dla których seks to punkt obowiązkowy pierwszego spotkania.

Gdy poznajemy kogoś, kto - oprócz tego, że świetnie nam się rozmawia, dodatkowo pobudza naszą wyobraźnię, niecierpliwie czekamy na moment, gdy będziemy ze sobą naprawdę blisko. Nasz związek przechodzi przez kolejne etapy, w których pojawienie się intymności jest momentem wyjątkowym.

Nie wszyscy jednak chcą czekać. Chcąc od razu wejść na upragnioną ścieżkę, przechodzą do ofensywy już na pierwszej randce.

Panowie i panie – bo zdarza się, że i one zjawiają się na pierwszej randce z własnym planem do zrealizowania – stosują kilka strategii, by zaprosić drugą stronę do łóżka. Jakich sztuczek próbują i z jaką spotkały się reakcją – zobaczcie sami.

Randka z podtekstem
- Po 30 minutach w kawiarni powiedział, że dziś w TV film o kardynale Wyszyńskim – mówi Kasia. - I że on bardzo by chciał ten film zobaczyć oczywiście ze mną. Jak dojechaliśmy do niego, okazało się, że film dawno się zaczął, także przełączył na jakiś thriller erotyczny. A ja byłam taka naiwna, że naprawdę uwierzyłam, że on chce ten film o Kardynale zobaczyć!

Katarzyna wspomina podobną sytuację, krótko po nawiązaniu kontaktu z pewnym panem z ogłoszenia. – Pewnego pięknego dnia zadzwonił telefon, usłyszałam miły głos i pomyślałam, że to chyba ten, o którym marzę. Codzienne telefony i wymiana e-maili - było miło. Więc oboje pragnęliśmy się spotkać. Nadszedł ten dzień. Zachowanie jego było poniżające. Jemu chodziło tylko o seks. Spotykał chyba wiele naiwnych kobiet, bo się plątał w rozmowie… Ale ja jestem na poziomie i znam swoją wartość. Więc nic z tych rzeczy. Nie jestem przeciwniczką seksu, bo jest bardzo ważny w życiu każdego z nas. Ale wszystko wymaga kultury.

No właśnie, choć niektórym wydaje się, że skoro nie mówią czegoś wprost i stosują wyszukane – choć chyba tylko według ich zdaniem – sztuczki, to wszystko jest w porządku. Tymczasem dając nadzieję na to, że zależy nam właśnie na tej, konkretnej osobie i w krótkim czasu rozwiać jej wątpliwości i dać do zrozumienia, że tu chodzi tylko o seks, okazujecie brak kultury i nie zdziwcie się, jeśli zostaniecie posądzeni o śmieszność.

Prosto z mostu
Karola tak wspomina zakończenie swojej pierwszej randki z pewnym studentem. – Gadka szmatka przez dwie godziny, w końcu odprowadzam go na pociąg, a że do jego przyjazdu było jeszcze 35 minut, więc stwierdził, że chce ze mną cementować związek (a że blisko był sklep z art. Budowlanymi, to tam go wysłałam).

- Najgorsza była randka z facetem, który po kawie zapytał: "No to gdzie? Do ciebie, czy do mnie?" – wspomina z kolei Hanka. – Inny zwierzał mi się, że żona mu odmawia seksu od 7 miesięcy. Liczył chyba na to, że ja będę jego pogotowiem seksualnym.

- Na spotkanie przyszedł pijak jakiś. Na dodatek od razy zaczął aluzje, że może byśmy już poszli, że ma wolny dom... – żali się Mlfk.

- Zaczęła wręcz wskakiwać na mnie, próbowała wkładać mi ręce w spodnie, nie reagowała na moje sugestie, żeby się nie śpieszyć i może wyjść na kolację, do kina, usiąść spokojnie i porozmawiać - opowiada EmigrantUSA. - Ale jej zdaniem nie miało to sensu, bo przez codziennie maile i rozmowy telefoniczne to wystarczające, że ma na mnie ochotę. W końcu się rozebrała. Powiedziałem, że nie mam przy sobie gumek, że pojadę i kupię. Po prostu najzwyczajniej w świecie dałem stamtąd nogę.

Strategia polegająca na absolutnym nie skrywaniu swoich prawdziwych zamiarów na pierwszej randce zdecydowanie ma swoje zalety. Bo choć do zbyt subtelnych nie należy, a osobie zainteresowanej czymś więcej niż jednorazową przygodą, wylewa na głowę kubeł zimnej wody – daje nam przynajmniej szybką odpowiedź co do przyszłości naszej nowej znajomości.

Pozbawieni więc nadziei na romantyczny rozwój sytuacji, zamykamy ten krótki rozdział naszego życia uczuciowego i przystępujemy do dalszych działań (czytaj: poszukiwań ODPOWIEDNIEGO kandydata/ki do naszego serca).

A mogło być tak pięknie
Kamila znalazła się po tej drugiej stronie, a więc podrywających właśnie w ten mało subtelny sposób. Wie, że pospieszyła się niepotrzebnie i tym samym przekreśliła swoją szansę na dalszą znajomość z fajnym chłopakiem.

– Umówiła nas moja koleżanka – mówi. – Najpierw poszliśmy na piwo, gdzie mogliśmy trochę porozmawiać i lepiej się poznać, a potem byliśmy zaproszeni do naszych wspólnych znajomych na imprezę domową. Od początku mi się spodobał, co zresztą starałam się ukrywać. Wychodziło nieźle, bo jestem dość nieśmiała. Ale potem, już na imprezie, jak zaszumiało mi w głowie od alkoholu, całkiem się to zmieniło. Można powiedzieć, że zmuszałam go do posunięcia się o krok za daleko, stosując różne chwyty. Było blisko, ale on wycofał się, mówiąc, że to nie dla niego. Było mi potwornie głupio. Przed północą byłam w domu.

Seks z happy endem
Podobna historia 10 lat temu przytrafiła się Ance. Dziewczyna poznała chłopaka w sieci, świetnie im się rozmawiało, postanowili się więc szybko spotkać. Zakochany przyjechał wkrótce do jej rodzinnego miasta i zarezerwował pokój w hotelu. Jej nowa znajomość o mały włos nie zakończyła się podobnie jak w przypadku Kamili.


- Spędziliśmy razem uroczy dzień, potem wieczór – mówi Anka. – Oprowadziłam go po moich ulubionych miejscach… Świetnie nam się rozmawiało, była między nami chemia i za nic nie chcieliśmy się jeszcze rozstawać. Postanowiliśmy wypić w hotelu drinka i z okna jego pokoju popatrzeć na miasto nocą. Poszliśmy razem do łóżka i… do niczego między nami nie doszło. Były pocałunki, rozmowa do rana i krótki sen w jego objęciach. Najpierw dziwiłam się, że nie chce niczego więcej. Potem wyrzucałam sobie, że i tak pozwoliłam mu na zbyt wiele. Byłam pewna, że po prostu mu się nie spodobałam i więcej się nie odezwie. Potem on przyznał, że chciał zostawić „coś na potem”, mieć po co wracać i że nie chciał się spieszyć. Długo jednak nie czekaliśmy, bo do „tematu” wróciliśmy już na drugiej randce. Jesteśmy razem od 10 lat i choć to stało się na drugim spotkaniu, to pierwsze jest dla mnie najważniejsze.

Okazuje się, że nie tylko historia Anki ma swój happy end….

- Aż wstyd się przyznać, ale po trzech godzinach znajomości poszłam do łóżka z chłopakiem, który teraz jest moim mężem. Zaiskrzyło, że nie mogliśmy wytrzymać, a teraz po dziesięciu latach seks jest jeszcze wspanialszy niż jak to się mówi "za małolata" – wspomina justa.

- To był sex w samochodzie, ciężko było spojrzeć sobie później w oczy, ale po 3 latach bycia ze sobą pobraliśmy się i jesteśmy teraz już 4 lata po ślubie, tak więc sex skończył się happy endem – dodaje Ewa.

Jak widać, jeśli między dwojgiem ludzi iskrzy, nie potrzeba żadnych sztuczek. Sprawy potoczą się prawdopodobnie własnym torem… Joanna Godecka, life coach i ekspertka portalu randkowego Sympatia.pl przestrzega jednak przed podejmowaniem takiego ryzyka. W artykule "Czy to pora na seks" przedstawia taki oto idealny scenariusz związku, w którym seks jest momentem kulminacyjnym bliskiej relacji patnerów:

- Spotykamy się, dowiadujemy o sobie coraz więcej, uczymy się siebie nawzajem - wymienia. - Potrzeba chociażby kilku tygodni, aby zbudować wzajemne zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Wtedy pojawia się intymność, czyli wspólny świat pary spędzającej ze sobą coraz więcej czasu. Przyjemność i poszerzanie gamy wspólnych doświadczeń prowadzi do zaangażowania. I to jest ten właściwy moment, w którym seks cementuje, a nie torpeduje związek. W łóżku oboje zachowujecie się swobodnie i otwarcie, bo czujecie się akceptowani.

 

Sylwia Stodulska-Jurczyk

sympatia




8-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS