Menu
logo tjk main

Jak budować dobre relacje z ludźmi?

Istnieje parę prostych zasad, które pomagają w tym, by pozyskać przychylność ludzi. To nie są sposoby na to, by znaleźć prawdziwych przyjaciół, ponieważ do tego, trzeba mieć według mnie naprawdę wiele szczęścia. Są to zasady, by zbudować dobre relacje z ludźmi – w teorii banalne, trudne do zastosowania w praktyce, jednak summa summarum niezwykle skuteczne.

 

Przytoczę tu najważniejsze z nich, starając się poprzeć je przykładami z własnego życia. Mądrości, na podstawie których piszę ten artykuł, nie wymyśliłam ja, lecz pochodzą w dużej mierze między innymi z książki „Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi” Dale’a Carnegie. Mam zamiar stosować je w życiu, widząc jak autorzy tych tez (już prawie sto lat temu) głęboko przeanalizowali naturę ludzką. Oto klucz do zagadnienia w tak zwanej pigułce.

 

Nie krytykujmy. Krytykując, ganiąc innych nie spowodujemy zmiany, ale trwałą w nich urazę! Niestety w swoim życiu często tę zasadę łamałam. Wydawało mi się, że w kontaktach z ludźmi powinnam być szczera i spontaniczna. Ale nigdy nie wychodziło mi to na dobre. Teraz wiem, że ludzie, wobec których byłam krytyczna, żywią po dziś dzień urazę do mnie, tylko dlatego, że w niezbyt delikatny sposób próbowałam wyrazić swoją opinię. Było też na odwrót. Kiedyś podarowałam pewnemu koledze po fachu nagraną przez siebie płytę – tylko po to, by mógł jej z przyjemnością wysłuchać. Zupełnie nie spodziewałam się, że kolega napisze do mnie długi SMS, w którym doszczętnie skrytykuje mój sposób wykonania. Dlaczego to zrobił? Myślę, że napisanie niepochlebnej opinii na temat mojej płyty mogło wywołać w nim poczucie, że jest większy, mądrzejszy, wie lepiej ode mnie. Ja natomiast, jak nietrudno odgadnąć, poczułam się zmiażdżona. Czy sądzicie, że ten człowiek, z którym potem wiele razy pracowałam i który był dla mnie w innych okolicznościach właściwie całkiem miły, wzbudza moją sympatię? Spowodował tylko trwałą urazę i nic poza tym.

 

Pamiętajmy, że krytyka zawsze wraca. „Nie sądź, byś nie był sądzony” – mówi najstarsza księga świata. Raniąc ludzi nie tylko nic nie zmieniamy, ale „nie potrafimy cofnąć raz zadanych ciosów”. Jeśli chcesz komuś coś wyrzucić, może najpierw zacznij od siebie? To na pewno o wiele bardziej bezpieczne. Krytykując innych narobisz sobie wrogów, ponieważ ludzie nie zawsze kierują się logiką. Najczęściej są powodowani emocjami, pełni uprzedzeń, różnych preferencji, miłości własnej i dumy. Potępiać i narzekać potrafi każdy. Łatwo jest też pouczać... Ale ciekawa rzecz... zauważyłam, że naprawdę wielcy ludzie – artyści, z którymi miałam szczęście pracować, nigdy nie mówią o innych źle!

 

Wyrażajmy uznanie. Jednym z największych motorów ludzkiej natury jest potrzeba BYCIA WAŻNYM. Niektórzy nazywają to nawet „żądzą” bycia wielkim, uznanym. Potrzeba bycia ważnym odróżnia nas od zwierząt i spowodowała rozwój cywilizacji. Dlatego uznanie i zachęta – wyrażone w sposób szczery – mogą odmienić życie człowieka. Jednak nie może być to pochlebstwo. Jaka jest różnica między pochwałą a pochlebstwem? Pierwsze jest szczere, płynące z serca, a drugie to tylko tania gadanina. Jeśli zadamy sobie trud wyszukania w innych ich dobrych cech, to nasze uznanie, zainteresowanie „zacznie czynić cuda”. Odwołam się do prostego przykładu: nic tak nie cieszy dziecka jak zainteresowanie i szczere, uczciwe uznanie ze strony rodziców. My dorośli jesteśmy tylko ludźmi i wszyscy pragniemy należnego nam uznania.

 

Okazujmy zainteresowanie. Zanim kogoś ocenimy, skupmy się na jego potrzebach, spróbujmy popatrzeć jego oczami, przyjmijmy jego punkt widzenia. Jeśli jednak będziemy chcieli komuś za wszelką cenę zaimponować, wzbudzić zainteresowanie swoją osobą – nigdy nie zyskamy przychylności. Wszystkim nam znane są osoby, które wszelkimi sposobami usiłują zwrócić na siebie uwagę. Czy lubimy ich towarzystwo? Ludzie nadmiernie skupieni na sobie popadają w problemy i niepowodzenia.

 

A zatem: interesujmy się problemami drugiego człowieka, doceńmy jego dobre strony. Jeśli nie zainteresujesz się drugą osobą, nie masz co liczyć na zrozumienie. W moim artystycznym życiu stosuję taką zasadę: zanim wyjdę na scenę powtarzam sobie: „Wspaniale jest występować dla takiej publiczności. Cieszę się, że ci ludzie poświęcają teraz swój czas”. Zdaje mi się, że publiczność chyba to odbiera i naprawdę jest wdzięczna.

Jeśli chcemy zdobyć przychylność, to musimy zacząć od robienia różnych rzeczy dla innych ludzi. Działa to tak, że jeśli zainteresujesz się kimś, on z pewnością zainteresuje się tobą. Ale jak każda zasada dotycząca kontaktów międzyludzkich musi to być SZCZERE.

 

Uśmiechajmy się. Uśmiech także pomaga – oczywiście tylko taki, który jest szczery, serdeczny i płynie z głębi serca. Ale musisz się „autentycznie cieszyć ze spotkania z ludźmi, jeśli chcesz by oni cieszyli się także”. Nie traćmy czasu na myślenie o „wrogach”. Jeśli wyeliminuję krytykę, a patrząc na sprawy oczami innych, zacznę wyrażać uznanie, to ludzie odpłacą mi uśmiechem za uśmiech, który także zawsze wraca.

 

Zapamiętujmy imiona i nazwiska. Ja osobiście mam z tym ogromny kłopot. Podobno nie ma nic gorszego niż przekręcanie czyjegoś nazwiska lub ignorowanie jego imienia. Wynika to z tego, że” dla większości ludzi najpiękniej brzmiącym słowem jest właśnie jego imię”, a jego nazwisko „interesuje go najbardziej spośród wszystkich nazwisk na świecie”. To oczywiste i nic tego nie zmieni. Dobrym więc sposobem na zjednanie sobie ludzi na początku znajomości jest zapamiętywanie ich imion oraz okazywanie im zainteresowania, a przy tym spowodowanie, że będą czuli się przy nas ważni.

Często niechcący popełniam gafy. Bardzo trudno jest mi od razu zapamiętać imię osoby, którą poznaję. Ale jest na to sposób: uparcie powtarzam w myślach to imię parę razy, dzięki czemu szybko się ono utrwala w mojej pamięci. Nie ignorujmy tej zasady – imię i nazwisko człowieka stanowi jego „świętą własność”.

 

Uważnie słuchajmy. Nic nie schlebia bardziej niż uważne słuchanie. Może być ono „największym komplementem dla mówiącego”. Każdy z nas szuka życzliwego słuchacza, by móc podzielić się z nim swoimi spostrzeżeniami, zainteresowaniami, a czasami i ciężarem. Dlaczego tylu ludzi uczęszcza do lekarzy, „chuchając na zimne”? Może dlatego, by móc się przed kimś wygadać? Ludzie, z którymi rozmawiamy często najbardziej przejęci są sobą i swoimi sprawami. My także, przyznaję, że i ja. Jak zainteresować rozmówcę? Mówić o rzeczach, które interesują jego, które są dla niego ważne, mówić o tym, co wzbudza w nim entuzjazm. Jeśli się dostosujesz, rozmowa stanie się przyjemnością, a jeśli wdrożysz to jako zasadę – twoje życie nabierze pełni. Zrób coś, nie oczekując nic w zamian, za co rozmówca nie będzie musiał się odwdzięczać. Tę prawdę wyrażono w Biblii: „Czyń innym tak, jakbyś chciał, by czynili tobie”. Jeśli chcesz akceptacji, stosuj to w swoim życiu – doceń drugiego człowieka, okaż mu zainteresowanie, dostrzeż jak bardzo jest ważny. „Każdy z nas pragnie małych dowodów uznania”.

 

Unikajmy kłótni. Ach, jak bardzo żałuję niektórych swoich poczynań! Dopiero z perspektywy widzę, że wchodząc w konflikt – od początku stałam na przegranej pozycji. Kłótni nie da się wygrać! Istnieje tylko jeden sposób, żeby zwyciężyć kłótnię – unikać jej! Co z tego, że udowodnisz, że masz rację, kiedy druga strona poczuje się zraniona? Poza tym w większości przypadków „kłótnia i tak kończy się tym, że każda ze stron przekonana jest jeszcze bardziej o swojej racji”. Czuję, że osobiście przegrałam wiele kontaktów z ludźmi przez to, że wdawałam się w zajadłe spory. Nigdy nic dobrego z nich nie wynikało. Traciłam tylko panowanie nad sobą, wprowadzałam się w stan okropnego zdenerwowania. Żal mi dziś straconych nerwów i zawiedzionych nadziei. Czy nie lepiej było taktownie, w poszanowaniu czyjegoś punktu widzenia, po prostu załagodzić sytuację? Powinnam była więcej słuchać, szukać punktów wspólnych, by wreszcie – przyznać się do błędu.

 

Nigdy nie mówmy: „nie masz racji”. Carnegie napisał: „Jeśli powiesz komuś, że się myli, czy sądzisz, że zgodzi się z tobą? Nigdy! Ponieważ wymierzasz mu w ten sposób silny cios: kwestionujesz jego inteligencję, sądy i przekonania, burzysz dumę i szacunek, jaki dla siebie żywi. A to musi spowodować chęć odwetu. Nigdy jednak nie nakłoni go do zmiany zdania. Nie pomoże ci nawet logika Platona czy Kanta, ponieważ zraniłeś jego uczucia”. Ale co w sytuacji, gdy naprawdę musisz komuś coś udowodnić? Jest na to rada – zrób to DELIKATNIE i TAKTOWNIE, bez ataku i presji. Ludzie bardzo źle znoszą bezpośrednią krytykę, dlatego należy zrobić to POŚREDNIO – zwrócić uwagę na to co jest dobre, pochwalić i ewentualnie udzielić pomocy, nie obrażając nikogo.

 

Przyznawajmy się do własnych błędów. Naprawdę warto przyznać – nawet samemu przed sobą – że się może nie mieć racji. Można powiedzieć: „Mogę się mylić, ale wydaje mi się ,że...”. Takie stwierdzenie nie rozpęta żadnej kłótni. Okaż szacunek drugiej osobie i nie spieraj się, nie odbieraj jej „poczucia ważności”. A jeśli okaże się, że ty nie masz racji – postaraj się natychmiast to przyznać. Lepiej być samokrytycznym; w momencie gdy wyprzedzamy reprymendę de facto możemy jej uniknąć. A więc zanim skrytykujesz – przyznaj się do własnych błędów. Przyjazne podejście i uprzejmość będą silniejsze niż furia i gniew.

 

Nie przerywajmy. To kolejna kwestia, z którą walczę od jakiegoś czasu. A zasada wyraźnie mówi: pozwól się wygadać! Bardzo trudno mi wysłuchać kogoś, kto nie ma racji – natychmiast mam ochotę mu przerwać. Czasem wymaga to anielskiej cierpliwości.

Przytoczę teraz historię, której doświadczyłam na własnej skórze. Jest ona związana z przerywaniem, a jednocześnie potwierdzeniem tezy, że „jeśli chcesz mieć przyjaciół, pozwól by przyjaciele byli lepsi od ciebie”, gdyż nawet oni wolą opowiadać o swoim osiągnięciach niż słuchać, gdy my mówimy o własnych sukcesach. Pewnego dnia, załamana tym, że otrzymałam propozycję pracy z terminem, który był dla mnie nieosiągalny, zadzwoniłam do przyjaciółki. Od razu chciałam jej powiedzieć, że mam problem: „Wiesz, dostałam angaż, ale...”. Nie pozwoliła mi dokończyć. Przerwała, mówiąc z goryczą: „A ja właśnie zrezygnowałam z kontraktu”. Na swoje nieszczęście odpowiedziałam: „To dobrze”. Przyznaję, że był to nietrafiony skrót myślowy, bo zamiast wyrazić współczucie, przede wszystkim wzięłam pod uwagę to, że naprawdę dobrze zrobiła ze względu na swój zły stan zdrowia. No i rozpętała się straszliwa awantura. Przyjaciółka oskarżyła mnie o to, że zamiast wczuć się w jej sytuację, przechwalam się swoimi sukcesami. Ona nie pozwoliła mi dokończyć, a ja niedostatecznie wyraziłam empatię.

„Jeśli chcesz mieć przyjaciół, pozwól aby przyjaciele byli lepsi od ciebie – mówi Carnegie – Kiedy jednak lepsi jesteśmy my, przynajmniej niektórzy z nich czują się gorsi i są zazdrośni.” Okrutne, prawda? Ale taka jest natura ludzka. Od tej pory o swoich sukcesach mówię tylko wtedy, kiedy mnie o to pytają.

 

Przejmijmy cudzy punkt widzenia. Kiedy ludzie się mylą, nie wiedzą o tym, są przekonani o własnej racji. Nie należy ich za to potępiać, tylko zadać sobie pytanie: jak ja bym myślał/myślała na jego miejscu? Warto nauczyć się patrzeć na świat oczami innych ludzi. Gdybyśmy zamienili się miejscami, być może czułabym coś podobnego..? Okaż zrozumienie dla odmiennego punktu widzenia i współczuj. Jedyne czego ludzie potrzebują to zrozumienie i współczucie. I każdy z nas ma większe lub mniejsze, ale najczęściej wyższe mniemanie o sobie. Odwołaj się do szlachetnych uczuć – każdy z nas jest w głębi duszy idealistą i wierzy w intencje, które są z gruntu dobre. Jeżeli dam do zrozumienia, że uważam drugiego człowieka za uczciwego i szczerego, on się prawdopodobnie wobec mnie takim stanie.

 

Chwalmy. Nagroda zamiast potępienia – oto zasada, która spowodowała, że zostałam śpiewaczką i wykonuję zawód, który kocham i o którym marzyłam. Znów przytoczę anegdotę z własnego życia. Otóż w szkole średniej u początków mojej nauki śpiewu, nie szło mi najlepiej. Nie miałam dobrych fizycznych warunków do śpiewania, głos był mały, prawie nikt w szkole nie wierzył w to, że mogę w przyszłości dobrze śpiewać. Pewnego dnia, gdy ćwiczyłam w domu jakieś łatwe pieśni dla początkujących, odwiedził nas wujek. Rodzice chcieli, abym coś przed gościem zaprezentowała. Z trzęsącymi się ze strachu nogami odśpiewałam – jeszcze bardzo wtedy słabo technicznie – pieśń Moniuszki. Po skończonym „występie” wujek szczerze wykrzyknął: „Boże, co za dar! To tak jakby ktoś sznur pereł przed nami wysypał”. Czy można sobie wyobrazić, jak na mnie podziałały te słowa uznania? Były szczerze wypowiedziane, nie liczył się mój poziom techniczny, ale ogólne wrażenie, jakie wywierał mój niewyszkolony jeszcze głos. Pochwały spowodowały we mnie napływ wiary we własne siły i takie zmiany, że zaczęłam się rozwijać. Dziś jestem śpiewaczką, ale z żalem patrzę, jak szkoły niszczą w młodych artystach zapał do pracy. Miałam jednak szczęście, że rodzina wspierała mnie i nie szczędziła pochwał, gdy było trzeba. Bowiem krytyka podcina skrzydła, a pochwała inspiruje.

 

Na zakończenie chciałabym dodać, że nie ma reguł, które odnoszą się do wszystkich ludzi. Jesteśmy tak różni od siebie, że robi się naprawdę ciekawie Zasady tu przytoczone sprawdzają się w moim życiu, ale nie w odniesieniu do każdego człowieka, jakiego spotykam na swojej drodze. Jednak lektura Dale’a Cernegie bardzo dużo mnie nauczyła. Kiedyś myślałam, że wystarczy być szczerym, „być sobą”, mówić to, co się myśli – zwłaszcza w artystycznym zawodzie. Teraz wiem, że równie ważna jest POKORA, praca nad sobą, kontrola emocji w kontaktach z ludźmi. Może to przynieść dużo wspanialsze owoce, aniżeli emancypacja własnej woli, osobowości, poglądów i wizji.

 

Justyna Reczeniedi


Przeczytaj wywiad z Justyną Reczeniedi. Kliknij tutaj

Relacja z koncertu promocyjnego książki „Spotkania” Justyny Reczeniedi

okladka

recz1


Justyna Reczeniedi – solistka Warszawskiej Opery Kameralnej – jest autorką bardzo udanej i pięknie wydanej biografii Bogny Sokorskiej (2011), natomiast ostatnio ukończyła pracę nad zbiorem opowiadań pt. "Spotkania", co jest o tyle oryginalne, że jest przede wszystkim śpiewaczką operową. Ma konkretny dorobek fonograficzny (pięć płyt, współpraca z EMI Music Polska), w klasycznym środowisku muzycznym jest rozpoznawalna. Ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim, więc wartości literackie są jej również dobrze znane.




4-12


 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Inwigilacja, czyli do czego jest zdolna zazdrosna kobieta

Sprawdzanie smsów, kontrolowanie wydatków, śledzenie poza domem, ciągłe telefonowanie, w końcu wynajmowanie detektywów i „zawodowych uwodzicielek”. Ile jest zazdrosnych i podejrzliwych kobiet, tyle jest pomysłów na udowodnienie mężczyźnie, czegoś do czego nie chce się dobrowolnie przyznać.

Każda z nas drogie panie, jeśli obecnie jest, lub kiedykolwiek była w związku, choć raz miała myśli typu „on na pewno mnie zdradza”, „co on tam kombinuje na boku?”, „czy nie za bardzo się z nią spoufala?”. Nieraz wystarczy niewinne spojrzenie skierowane w nieodpowiednią stronę, rzucona mimochodem uwaga, aby wzbudzić nasze obawy. Większa część z podejrzliwych przedstawicielek płci pięknej pozostanie tylko i wyłącznie przy takich jednorazowych myślach, gdyż mają pewność co do stałości uczuć swych partnerów, bądź też są silniejsze od chcącej zawładnąć nimi zazdrości.

Jednak są też kobiety, które ulegają pokusie sprawdzenia, co robi ich mężczyzna, kiedy nie przebywa z nimi. Kierowane zazdrością na początku wykorzystują do inwigilacji metody znane od niepamiętnych czasów.

Pierwsze oznaki „zdrady” poszukiwane są na ubraniach ukochanego. Przecież wiadomo, że jeżeli on ma coś na sumieniu to zdradzi go zapach jego koszuli, bądź ślad szminki na kołnierzyku. Kiedy pierwsze przypuszczenia zostają potwierdzone, trzeba zdobyć kolejne dowody, bardzo często wyimaginowanej zdrady.

Jedna z pań, z którą miałam przyjemność rozmawiać opowiedziała mi o swojej koleżance, która wyczuła „podejrzany” zapach od swojego męża. Kiedy usłyszałam od niej, że jej mąż ją zdradza nie wiedziałam co powiedzieć. W pierwszej chwili zamurowało mnie, ale szybko się ogarnęłam i spytałam, skąd wie, czy ma jakieś dowody. Stwierdziła, że na razie nie ma żadnych dowodów, ale wie to na pewno, bo jej małżonek trzy dni pod rząd pachniał damskimi perfumami i to różnymi. Powiedziałam jej, że to żaden dowód, bo przecież pracuje z ludźmi i nieraz zapachy przechodzą. Obraziła się na mnie, że jej nie wspieram. Po kilku dniach przyszła znowu do mnie i powiedziała, że mnie przeprasza, że się uniosła poprzednim razem. Co się okazało, jej mężczyzna chciał jej zrobić niespodziankę na rocznicę ślubu i kupić ekskluzywne perfumy, dlatego też przesiąkł zapachami. Uśmiałam się bardzo, a ona miała nauczkę na przyszłość, żeby nie wyciągać pochopnych wniosków.

Lecz, co począć, gdy nasze wątpliwości nie zostają rozwiane w dość krótkim czasie? Pomysłów jest wiele, a dzięki postępowi technicznemu możliwości są praktycznie nieograniczone.

Przeważnie zaczyna się od sprawdzania smsów, kontrolowania połączeń telefonicznych. Jeżeli coś budzi podejrzenia, wtedy często przeglądana jest korespondencja mailowa, historia przeglądarki itp. Problemem nie jest już też to, że nie zna się hasła do konta, gdyż można zatrudnić kogoś, kto je złamie. To samo tyczy się kont bankowych, bo co jak co, ale potwierdzenie transakcji na zakup, kwiatów, czy biżuterii, której my nie dostałyśmy to już dowód zdrady. Proszę też się nie burzyć na te słowa, ale za pewne wśród grona pań czytających, znajdzie się kilka, które choćby przez chwilę myślały, aby coś takiego zrobić.

 

Kiedy kobieta nie może sama sprawdzić swych obaw, co robi? Wynajmuje detektywa, który to ma potwierdzić, lub zaprzeczyć jej podejrzeniom. W Polsce od kilku lat można zaobserwować zjawisko, które staje się coraz popularniejsze. A mianowicie, zamiast samemu śledzić, wynajmuje się do tego zawodowca. Interes ten jest bardzo opłacalny co uwidacznia się poprzez specjalizację biur detektywistycznych, właśnie w śledzeniu „niewiernych” partnerów. Ostatnio nawet w jednym z telewizyjnych programów była mowa o „zawodowych uwodzicielkach”. Kim one są? Panie te, to pracownice biur detektywistycznych, które na zlecenie swoich klientek, mają sprawdzić, czy ich partner skorzysta z okazji. To klientka określa, co będzie wystarczającym dowodem.

Na co można liczyć kiedy wynajmie się takiego detektywa w spódnicy? Jak wypowiadała się kobieta zajmująca się takimi zleceniami, one nie uwodzą, stwarzają tylko sytuację, która może rozwinąć się w coś więcej i chodzi o to, czy mężczyzna skorzysta z okazji czy nie? Są to codzienne sytuacje, np. prośba o pomoc w wykonaniu jakiejś czynności, a w ramach podziękowania zaproszenie na kawę, wymiana numerami telefonu, nic zdrożnego. Budującym może być stwierdzenie, że mało który pan, zgadza się na dalsze spotkanie, bądź wymienia się numerami telefonów.

Jednak są panie, których nic nie przekona o tym, że mimo wszystko ich mężczyźni są wierni i nie zdradzają. Będą wtedy próbowały innych mniej wybrednych metod. Dla nich niech przestrogą będą słowa szekspirowskiego Jagona, który zazdrość nazywa zielonookim potworem, który niszczy osobę, która jej ulegnie.

„Strzeż się, panie, zazdrości! O, strzeż się
Tego potwora zielonookiego,
Co pożerając ofiarę - z niej szydzi.
Szczęsny, kto wiedząc o tym, że jest zdradzon,
Może nie kochać tych, co go zdradzili;
Ale jak wielkie ten cierpi katusze,
Co wielbiąc wątpi, mając podejrzenie
Namiętnie kocha!”

Mimo, że od momentu stworzenia tych słów minęło już kilkaset lat są one nadal aktualne. Bezpodstawna zazdrość zabija niejeden związek. Dlatego też warto czasem zaufać mężczyźnie, a on odwdzięczy się nam tym samym. Dzięki temu będziemy spokojniejsze i szczęśliwe.

Iwona Czyżykowska, 28l.




4-12


 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Co ich kręci, co ich podnieca czyli dlaczego mężczyźni lubią niedostępne kobiety?

Wszystkim dobrze wiadomo, że to, co trudne do zdobycia wydaje się bardziej atrakcyjne. A jeżeli osiągniemy coś, co wymagało od nas poświęcenia dużej ilości czasu, wysiłku i zaangażowania, będziemy uważali to za bardzo cenne!

Często zastanawiamy się dlaczego jest tak, że mężczyźni zwracają uwagę na kobiety, które wcale nie wykazują chęci na bliższą z nimi znajomość. Dzieje się tak, ponieważ oni lubią niedostępne kobiety. Stanowią dla nich wyzwanie i gwarantują dreszczyk emocji, tak przez nich uwielbiany.

Mężczyźni są wiecznymi łowcami. Nie cieszy ich łatwa zdobycz. Oni lubią zabawę w kotka i myszkę, czyli wyznają teorię, żeby króliczka gonić a nie złapać….

Jeżeli „coś” samo wpada w ich sidła, nie jest to dla nich interesujące ani godne ich uwagi. Natomiast jeśli muszą poświęcić dużo energii na zdobycie zwierzyny (czyli kobiety), wykazać się swoją męskością, sprytem, pomysłowością, wtedy są dumni ze swojej zdobyczy. Obiekt ich zainteresowań „podany im na tacy”, zwyczajnie nudzi.

Współcześnie bardzo często zdarza się, że to kobieta pierwsza podchodzi do mężczyzny, który jej się podoba i stara się go poderwać. W ten sposób kobiety przejmują inicjatywę i często są postrzegane jako te „łatwe”. W większości przypadków lepiej jest, gdy to facet pierwszy wykaże zainteresowanie i zacznie działać. Wtedy łowy się zaczynają…On próbuje zdobyć nasz numer telefonu, potem stara się zaprosić na pierwszą kawę, randkę itd. Kiedy kobieta nie wykazuje większego zainteresowania mężczyzną, on tym bardziej stara się udowodnić jej jaki to jest wspaniały i jeszcze bardziej będzie się starał wzbudzić w niej zainteresowanie swoja osobą. Jeżeli nie uda mu się osiągnąć zamierzonego celu, to z całą pewnością zaintryguje kobietę i okaże wytrwałość a czas pokaże co dalej...

Co ona robi w czasie kiedy nie chce być ze mną? Zastanawia się mężczyzna. Myśli więc, że kobieta z pewnością prowadzi bardzo aktywne i interesujące życie, skoro nie ma czasu dla niego. Faktem jest, że im kobieta chłodniejsza i nie tak bardzo zaangażowana, tym mężczyzna bardziej stara się o jej względy.

Okazywanie dystansu przez kobiety, budzi mieszane uczucia u mężczyzn. Nie wiedzą co ona myśli o nim i co on ma jeszcze zrobić aby wreszcie jej zaimponować, zwrócić na siebie jej uwagę, bo przecież każdy facet uważa, że jest wyjątkowy i interesujący…Nie rozumie, dlaczego kobieta odrzuca jego zainteresowanie….

Jeżeli natomiast kobieta w jednej chwili daje do zrozumienia mężczyźnie - tak, możesz mnie „mieć” bez żadnego problemu…, czyli że jest na każde jego zawołanie, mężczyzna szybko traci zainteresowanie. Taka kobieta nie wymaga żadnego wysiłku z jego strony, znajomość jest więc nudna i szybko się zakończy. Gdy kobieta nie odpuszcza, nie chce być zbyt szybko porzucona, nie daje za wygraną, wtedy mężczyzna zaczyna czuć się osaczony i…szuka ucieczki. Może więc szybko zdarzyć się, że role się odwrócą i to on stanie się zwierzyną, na która poluje zdesperowana kobieta. Są kobiety, że gdy jakiś mężczyzna wpadnie im w oko, zamęczą go i zatrują mu życie…

Więc jeśli na horyzoncie pojawi się już samiec, zastanówmy się bardzo dokładnie czego oczekujemy od nowej znajomości. Jeśli facet wpadł nam w oko, przetestujmy go, nie śpieszmy się, bo pośpiech jest zgubny. Wtedy dowiemy się czy zależy mu na nas naprawdę, czy tylko szuka szybkiej, krótkiej, jednorazowej rozrywki. Jeśli będzie cierpliwy, konsekwentny w swych działaniach, to jego upór z pewnością z czasem docenimy i wynagrodzimy.

My kobiety powinnyśmy dłużej trzymać mężczyzn na dystans. W tym czasie poznajemy go, jego reakcje, zachowania w różnych sytuacjach i to daje nam obraz jego osoby. Czas…to bardzo dobry dorada. Mimo, że kobiety z natury są bardziej skłonne do poświęcania się dla drugiej osoby (np. mężczyzny), nie powinnyśmy tego robić na samym początku znajomości. Kobiety ostrożne, mniej okazujące zainteresowanie i emocje, ostatecznie znacznie lepiej na tym wychodzą i są poważniej traktowane przez mężczyzn. Bo czy kobieta, która godzi się na wszystko od samego początku i nie wymaga od mężczyzny zbyt wielkiego zachodu, może być kimś ważnym dla niego i materiałem na poważny związek? Raczej nie…Raczej kimś na krótką znajomość, romans.

Mężczyzna traci zainteresowanie kobietą, która jest na każde jego zawołanie. On woli niedostępność! Chce pozostać prawdziwym mężczyzną, czyli chce być łowcą każdego dnia.

Wiele kobiet uniknęłoby rutyny w swoim związku i braku zaangażowania ze strony mężczyzny, gdyby nie były takie ustępliwe we wszystkim, gdyby pokazały, że one też mają coś ważnego, istotnego do powiedzenia, że nie godzą się na wszystko, co mężczyzna powie. To paradoks, lecz niestety tak właśnie jest. Musimy zbudować równowagę w związku i nutkę niepewności, żeby partner zawsze czuł, że musi się z nami liczyć, że nie może podejmować decyzji za nas a nas tylko poinformować co postanowił, że może nas stracić! Właśnie kobiety te bardziej niedostępne od samego początku znajomości, potrafią zbudować bardziej partnerskie relacje w późniejszym etapie ich znajomości, związku, czy małżeństwa..

Mężczyzn kręci to, co nieosiągalne. Kobiety, które mają własne życie, świetnie się samorealizują, są aktywne, bardziej pewne siebie, nie boją się od czasu do czasu odmówić spotkania mężczyźnie. Postrzegane są wtedy przez mężczyzn jako kobiety ciekawsze, mające własne zainteresowania i plany. Taką kobietę trudniej jest zdobyć, bo jest samodzielną, niezależną, zajętą na co dzień osobą, której zdecydowanie trudniej zaimponować! Wydaje się więc, że wcale nie jest wskazane być grzeczną, uległą dziewczynką. Kobiety z charakterem i własnym zdaniem są uwielbiane przez mężczyzn. Stanowią dla nich wyzwanie bo same dobrze czują się ze sobą, bo nie muszą z niczego rezygnować. Zdobycie takiej kobiety (to znaczy wejście z nią w poważniejszy związek) jest traktowane przez nich jako wielka wygrana i triumf. Będą się starali tej relacji nie zepsuć, bo włożyli w nią wiele wysiłku.

Emilia Kuśnierczak, 25l.




5-12


 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Biuro matrymonialne - metoda na pokonanie samotności?

Uczucie samotności jest trudne do zniesienia dla każdego, kto go doświadcza.
Bez względu na to, jak dużo mamy wokół siebie przyjaciół i rodziny, potrzeba dzielenia życia z drugą, bliską nam osobą jest niezbędna, by odnaleźć spokój i harmonię.

Choć wielu ludzi zarzeka się, że bycie singlem jak najbardziej im odpowiada, że cenią sobie niezależność, mogą robić co chcą, mają mniej obowiązków i troszczą się tylko o siebie, to tak naprawdę w głębi duszy każdy marzy o tym, by po powrocie do domu nie witały go głuche, puste ściany, a każde zaproszenie na rodzinną uroczystość wraz z osobą towarzyszącą, nie powodowało dotkliwego ukłucia w sercu.

Często bywa tak, że nauka, potem praca całkowicie nas absorbuje i nie mamy czasu, żeby się z kimś związać, lecz prędzej czy później nadchodzi moment, gdy uświadamiamy sobie, że zdobycie kolejnego tytułu, bądź szczebelka w karierze zawodowej już nam nie wystarcza.

Jak mówi przysłowie „szczęście się mnoży, kiedy się je dzieli”. Nagle dostrzegamy, że większość znajomych ma już rodziny, doczekała się potomstwa. Wolą wybrać się z dziećmi do zoo, niż na imprezę. Zaczynamy się rozglądać za swoją połówką, ale nieraz wrodzona nieśmiałość, lub brak czasu znacznie utrudniają nam znalezienie idealnego partnera.

Wówczas nachodzi nas myśl „może przez internet?” Przecież tam można dziś znaleźć wszystko, może również miłość?

Tylko że to dość ryzykowne posunięcie. Właśnie dlatego, że w sieci można pozwolić sobie na wiele, nie zawsze trafiamy na uczciwych ludzi. Młody, dobrze zbudowany, brązowooki i bez nałogów Jan z Krakowa może okazać się w rzeczywistości niskim, pięćdziesięcioparoletnim Tadeuszem z pokaźnym piwnym brzuszkiem.
Zgrabna, uczuciowa blondynka szukająca „tego jedynego” to może znudzona życiem mężatka, chcąca się rozerwać.

Z rezygnacją więc żegnamy wirtualny świat i z powrotem zamykamy się w skorupie odosobnienia.
Jeśli chcemy w ten sposób zawrzeć znajomość, to zamiast po raz kolejny doznać rozczarowania, zmniejszmy ryzyko, korzystając z instytucji, która na co dzień fachowo zajmuje się kojarzeniem par. Z biura matrymonialnego.

Być może wiele osób uśmiechnie się z niedowierzaniem, wydawać by się mogło, że owe biura odeszły już do lamusa, bądź z ich pomocy korzystają wyłącznie panny i kawalerowie starej daty.
Nic bardziej błędnego. Skoro wszystko idzie z postępem, to i one wychodzą nam naprzeciw.

Badania pokazują, że ich klienci to osoby między 25-55 rokiem życia, w dodatku w większości posiadający wykształcenie wyższe. Do wyboru mamy zarówno serwisy internetowe (głównie dla tych osób, którym brak czasu), jak i tradycyjne biura w realu.

Jak to działa?
Pierwszym krokiem jest wypełnienie formularza. To tzw. „test doboru osobowości”. Został stworzony przez psychologów, aby poznać nas, nasze oczekiwania i uniknąć błędnych wyborów. Określamy w nim kilka czynników, nie tylko, jak dany kandydat ma wyglądać, ale też jaki typ charakteru nam odpowiada, czy będziemy w stanie tolerować jego nałogi (alkohol, papierosy), czy powinien być wierzący, jego stosunek do dzieci, itd. Po rejestracji i wykupieniu abonamentu, zatrudnieni specjaliści zajmą się weryfikacją naszego kwestionariusza oraz porównaniem go z innymi i te osoby, które wykażą podobny wynik procentowy, zostaną nam przedstawione w postaci kilku ofert. Jeśli ktoś przypadnie nam do gustu, możemy nawiązać kontakt za pomocą poczty elektronicznej. Na początku korespondencja odbywa się anonimowo, wyłącznie przez dany portal. Sami decydujemy, kiedy przejść na prywatną skrzynkę. Jest to dosyć wygodne rozwiązanie, ponieważ możemy trochę dowiedzieć się o danej osobie, unikając stresu związanego ze spotkaniem z nim twarzą w twarz. Później, znając swoje zainteresowania, odnajdując wspólne tematy, spotkanie na żywo zapewne przebiegnie w mniej nerwowej atmosferze.

Jednak rejestrując się na takiej stronie, mimo wszystko nie mamy gwarancji, że trafimy wyłącznie na ludzi o uczciwych zamiarach, choć prawdopodobieństwo jest dużo mniejsze, gdyż zwykle oszustom bardziej odpowiada grasowanie na darmowych stronach. Ceny zapisu wahają się w granicach kilkuset złotych, więc raczej możemy liczyć na poważne oferty, ale nie zaszkodzi być bardzo czujnym, odpowiadając na maile. Starajmy się jak najwięcej dowiedzieć o danym człowieku, zwróćmy uwagę na treści wiadomości, które do nas przesyła, czy nie są zbyt wulgarne, czy nie przemyca w nich podtekstów seksualnych, czy nie zadaje zbyt osobistych pytań. Niebezpieczne jest także podawanie od razu numeru telefonu, lub adresu zamieszkania na tym etapie znajomości.

Pod tym względem dużo pewniejsze wydają się być realne biura matrymonialne, które przyjmują zgłoszenia osobiście, poprzez konsultantów. Zasada działania jest podobna, tyle że poprzez rozmowę z każdym klientem, istnieje możliwość dokładniejszego poznania go, ustalenia, jakie ma poglądy, jakie wartości wyznaje, by później zaproponować mu wybór osoby o podobnym temperamencie i wrażliwości.

Taką drogę do szczęścia znaleźli Iwona, lat 35 i Michał, lat 39.
Iwona: „Na początku byłam zdania, że to idiotyczny pomysł. Namawiała mnie do tego koleżanka, więc dla świętego spokoju zadzwoniłam do biura i umówiłam się na wstępne spotkanie. Byłam zaskoczona profesjonalnym podejściem do mojego problemu. Tydzień później otrzymałam informację, że pewien mężczyzna wyraził chęć, by mnie poznać. Okazało się, że nasze testy były zgodne w 85%. Przez pewien czas pisaliśmy do siebie maile, poznawaliśmy siebie nawzajem, co lubimy, co nas denerwuje, opowiadaliśmy jak minął nam dzień. W końcu zapadła decyzja o spotkaniu. Wybrałam znaną kawiarnię, przyszłam pierwsza i strasznie denerwowałam się, że się nie rozpoznamy, ale po paru minutach czekania ujrzałam mężczyznę, który wyglądał identycznie jak na zdjęciach, przesłanych wcześniej. Oboje byliśmy zakłopotani, ale szybko znaleźliśmy wspólny język. Gdy się rozstawaliśmy pomyślałam z żalem, że pewnie więcej się nie odezwie, ale stało się inaczej. Wiedziałam, że odnalazłam bratnią duszę. Jesteśmy razem już pół roku i planujemy ślub”
Michał: „Kiedy obejrzałem kilka fotografii przedstawionych mi kobiet, Iwona od razu zwróciła moją uwagę. Miała piękne, niebieskie oczy i delikatną urodę. Modliłem się, by zgodziła się nawiązać kontakt. Potem już wszystko zależało ode mnie. Miałem pewne obawy, mając za sobą kilka nieudanych związków, niełatwo o optymizm. Jednak co do Iwony, przeczucie mnie nie zawiodło. Najchętniej oświadczyłbym się jej od razu, ale wiem, że w takich sprawach pośpiech jest niewskazany. Zrobiłem to 6 miesięcy później, w miejscu, w którym pierwszy raz ją zobaczyłem. Jestem przekonany, że to właściwa osoba.”

Taki sposób na stworzenie wartościowej relacji może budzić mieszane uczucia.
Podchodzimy do niego sceptycznie, bo trochę przypomina zakupy, oto płacimy i wybieramy to, co nam się spodoba.

Ale pamiętajmy, że biuro matrymonialne to nie sklep, tylko miejsce, które daje nam szansę na spotkanie ludzi tak samo zagubionych i nieszczęśliwych jak my.

A może i na prawdziwą miłość?

Agnieszka Witkowska, 31l.




5-12


 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS