Menu
logo tjk main

Wakacyjna miłość - czy musi kończyć się rozstaniem?

Lato, słońce, więcej wolnego czasu... Dla każdej z nas wakacje to okres, do którego skrupulatnie przygotowujemy się na długo przed ich rozpoczęciem. Jak co roku postanawiamy o siebie zadbać, poprawić figurę, wygląd, żeby bez kompleksów wbić się w piękne bikini. Latem czujemy się piękniejsze, powabniejsze... Jesteśmy też podatniejsze na miłosne uniesienia. To wszystko wyzwala w nas radość, którą niesie za sobą czas wolny, możliwość odpoczynku bez żadnych obowiązków i zobowiązań. Z tego też powodu jesteśmy bardziej otwarte emocjonalnie, chętniej poznajemy nowych ludzi, no i...zakochujemy się! Oczywiście idealnie, pięknie i aż po grób! Bo przecież to wszystko jest takie bajkowe... Spacery piaszczystą plażą, długie rozmowy przy świetle księżyca, oglądanie rozgwieżdżonego nieba leżąc na pachnącej zielonej trawie. Czyż to nie piękne...? Pragniemy powiedzieć "trwaj chwilo jesteś piękna". Obiekt westchnień jest wyidealizowany a "związek" ten wydaje nam się najwspanialszą rzeczą na świecie...

"Wówczas zastanówmy się, czy oby na pewno jego darzymy tym gorącym uczuciem, czy aby upalny klimat centrum naszej wyprawy, endorfiny unoszące się w powietrzu i ludzie zarażający pozytywną energią nie przyczyniły się do tego, że postrzegamy naszego wybranka tak a nie inaczej. Często bowiem jest tak, że gdy minie lato i podniecenie związane z beztroską wolnością i brakiem obowiązków dostrzegamy, że ten cud – facet wcale nie jest taki wspaniały, jak wydawał się być. Wtedy sytuacja się komplikuje a my znów zawiedzione lądujemy w ślepym zaułku. Jeśli natomiast jesteśmy pewne, abstrahując od wszystkich pozostałych czynników, że jest to facet, dla którego warto się poświęcić, a nasz wybranek wielokrotnie udowodnił, że też zasługuje na uwagę i wiąże z nami większe nadzieje, dlaczego by nie spróbować. Jeżeli nic nie ryzykujemy, a nasze poświęcenie nie wymagałoby lotu w ciemno na drugi koniec świata, warto zaryzykować"

Letnie romanse budzą tylko pozytywne skojarzenia... Dlaczego...? Bo zazwyczaj trwają tak krótko, że nie mają szans zakotwiczyć się w "normalności" na tyle, by przerodzić się w rutynę... To utopijna wizja miłości idealnej.

Wielu ludzi (nie muszę chyba dodawać, że zazwyczaj facetów) czeka cały rok na te kilka tygodni niewinnych podbojów, niezobowiązujących romansów... Angażując się w znajomość z takim mężczyzną skazujemy się na długie, zapewne jeszcze powakacyjne cierpienie...

Nie zrażajmy się jednak... Czy wakacyjna miłość przetrwa lato, czy nie jest to coś naprawdę pięknego, co z rozczuleniem i sentymentem wspominamy po latach...

Magda R. (29 lat)
Ja przeżywam najdłuższą letnią miłość na świecie :) Trwa Ona nieustannie od 8 lat i przetrwa jeszcze nie jedne wakacje. Poznałam Go pracując jako kelnerka w kołobrzeskiej kawiarni. Codziennie rano przychodził do mnie na kawę... Rozmawialiśmy bez przerwy, wieczorami długie spacery, kolacje z pysznymi śniadaniami. Wszystko jak w bajce... Miałam jednak świadomość, że to nie potrwa długo, bo przecież kto będzie dla mnie podróżował z drugiego końca Polski... Ja z Pomorza, On góral... Coś niemożliwego do zrealizowania... Marcin wrócił do Nowego Targu, ja zostałam i myślałam, codziennie myślałam o tym pustym miejscu przy stoliku w rogu kawiarni... Zaczęłam godzić się z faktem, że nigdy już Go więcej nie zobaczę... Rutynowo wykonywałam swoje obowiązki... Parzyłam kawę... Kroiłam ciasto... I pewnego dnia wrócił ON, wrócił i usiadł przy tym samym stoliku w rogu prosząc o to samo co zwykle. Stałam jak wryta nie wiedząc co z siebie wykrztusić. Serce krzyczało z radości. On też nie miał nadziei na ciąg dalszy... Traktował to z dystansem tak jak ja.... Ale i tęsknił tak jak ja... Zostawiłam więc kawiarnie w Kołobrzegu i oboje przenieśliśmy się do Poznania, gdzie otwieramy własną. Każdemu życzę tyle szczęścia ile sobie. Nie rezygnujcie z niego i walczcie, bo nie zawsze to szczęście będzie dobijać się pięściami... Musicie dać mu szansę...

Jak widać istnieją też letnie historie miłosne z happy endem... I choć niestety są w mniejszości dają nadzieję na to, iż spotkać może to również i nas. Najczęściej w najmniej spodziewanym momencie :)

 


 

4-12

 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Wakacje razem czy osobno?

Tak myślałam nad artykułami w prasie – czysto teoretycznie, bo czasami zajmuje mnie pęd ku nowości i postrzeganiu świata w inny, niż mój sposób.

Aż usłyszałam odpowiedź na postawione w pierwszym wierszu pytanie: "zależy jaki efekt chcesz uzyskać". Niby nic, a sporo w tym racji. Faktycznie, w prasie tzw. kobiecej można czytać o tym jak to fajnie jest pojechać nad morze się smażyć, a Jego wysłać w góry skoro lubi po nich chodzić.

Tylko jaki efekt chcemy uzyskać? Zależy co dla kogo jest priorytetem czy relacje z ludźmi czy smażenie lub chodzenie po górach. Wydaje mi się jednak, że o wiele lepsze są inne rozwiązania – wybór celu wakacyjnego taki, że jedno może się te 4 godziny smażyć – jak lubi, a drugie w tym czasie jeździ na rowerze czy maszeruje przez plaże. A potem fajny wspólny wieczór.

O co chodzi z tym efektem jaki chcemy osiągnąć? Chyba to jasne – co chcemy mieć ze związku i czy chcemy mieć związek. Już nie mówię o wakacyjnych przelotnych romansach, które niby mają być zagrożeniem (chociaż "strzeżonego...", nie tylko drugiej połówki, ale i siebie czasem też należy się obawiać :)), mówię o normalnym codziennym życiu i budowaniu relacji. Nie tylko w wieku lat 25, ale i po 50-siątce. Przecież nie tylko wakacyjny wyjazd można spędzić osobno, ale i całe życie jak się nie potrafi pójść na kompromis. To wcale nie nowe odkrycie.

Nie jestem przeciwna odpoczywaniu od siebie, bo czasem rozstania na krótko są budujące, ale o tym, że wyjazd wakacyjny to jednak jakieś dodatkowe przeżycie, które jest fajnie z kimś dzielić więc dlaczego kompromis wyjazdowy miałby być złym rozwiązaniem?

Nowoczesność jest ok., generalnie ważne jest to, żeby słuchać siebie i wiedzieć jakich efektów się oczekuje, żeby potem dzięki dobrym radom gazetowym nie obudzić się z ręką w nocniku :).

 


 

4-12

 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS