Menu

logo tjk main 

Kilka zdań na temat londyńskich zakupów

Właśnie wróciłam z Londynu i mimo zmęczenia po podróży, na gorąco podzielę się swoimi obserwacjami.

Po pierwsze dwa miesiące: styczeń, lipiec – warto wtedy udać się w ramach wysokich przecen. Można upolować fajne ubrania w fajnych cenach. W pozostałe miesiące warto oczywiście również wybrać się na zakupy – ale z ciut większym portfelem :).

Pierwszym przystankiem w Londynie jest oczywiście Oxford Street – tam są sklepy sieciowe. Dobrze nam znane typu H&M, River Island i Zara, tutaj znajdziemy rzeczy takie same jak w Polsce; w miesiącach przecen można upolować coś co faktycznie trafiło na przecenę – nie tak jak w Polsce :). Oprócz znanych marek warto wejść do Urban Outfiters, Jigsaw, Dorothy Perkins, Next’a i oczywiście TOPSHOP! W TOPSHOP na Oxford są dodatkowe, odrębne marki – warto tam wejść i pooglądać, od ilości rzeczy i ludzi można dostać zawrotu głowy. Ceny – Londyńskie – niestety…, ale przeceny są cudne.

Jeśli urządzamy polowanie na wielkie marki polecam Selfridges i całą Regent St, Bond St. W Selfridges od A do Z, od Armaniego, McQueena do Zegny – można kupić wszystko :). Można udać się również w stronę Sloane Square – tam podobnie (Chelsea) lub pójść do butiku rock’n’rollowej Vivienne Westwood, ewentualnie pozwiedzać Harrods’a – warto, dla samego zwiedzania. Alternatywami są jeszcze TKMaxx’y – Londyńskie są naprawdę fajne – można znaleźć sporo mocnych rzeczy za słabą cenę ;). Czasem warto wybrać się do nich troszkę dalej od głównego centrum – wtedy można w spokoju poszukać i powybierać – jak ktoś ma siły. :)

Kolejnym miejscem pielgrzymek są PRIMARK’I, niegdyś owiana złą sławą sieć (praca małych dzieci itp., nie wiem jak jest teraz). Tam nie ma co nastawiać się na przymierzanie – chyba, że ktoś uwielbia stać w kilkudziesięcioosobowej kolejce… Ceny są akurat na polską kieszeń :), dla Londyńczyków – śmieszne – stąd całe tłumy z wieeelkimi siatami biegające po sklepie, zgiełk i zamieszanie. Aczkolwiek przy kasach, pomimo kolejek stoi się baaardzo króciutko – bardzo sprawny system. W Primark’ach zależy na co się trafi. Jest tanio, materiały są gorszej jakości, ale koszulki potrafią wytrzymać sporo. Można też kupić za 10£ garnitur/garsonkę, która jest np. potrzeba na jedno, dwu-razowe wyjście i się nie szczypać.

Moimi perełkami są targi... tutaj panuje niesamowita atmosfera. Zapachy jedzenia gotowanego na chodniku przeplatają się z wrażeniami wzrokowymi. Można wyszperać naprawdę ciekawe rzeczy. Vintage, nie – vintage, ciekawostki. Można się potargować. Na takie zakupy polecam Camden i Portobello Road (ciągnie się prawie od stacji metra Ladbroke Grove do Notting Hill Gate).

Oczywiście warto też przejść się po Soho i Covent Garden – tam są butiki vintage i początkujących projektantów – bardzo fajna atmosfera, ale ceny raczej wysokie. Za to można trafić na prawdziwe dobrze uszyte ubrania i w porównaniu do cen z Selfridges – jest to bardzo tanio (nowa zakupowa teoria względności :)).

Długo i dużo by opowiadać – zależy co kto lubi, ile zamierza wydać, co kupić. Na pewno polskim sklepom jeszcze daleko do Europy – chociażby ze względu na obsługę. Tutaj często spotykam się z "mszą" w sieciówkach lub "prośbą": "mogłaby Pani tego nie wyciągać? Wszystko wisi na wieszaku" (a przecież ten sam rozmiar potrafi być czasem różnie uszyty...); tam z pokornymi minami (chociaż nie zazdroszczę) w stertach porozwalanych rzeczy w Primark’u, pracownicy dzielnie chodzą i układają – praca Syzyfa (ale przecież nie o to chodzi w sprzedaży żeby było poukładane, tylko kupione :)), w sklepach z wyższej półki są pomocni, ale nie natrętni i starają się nie krępować klienta. Oczywiście są wyjątki, ale... są to faktycznie wyjątki.

Generalnie WARTO! :) zostawić miejsce w walizce na dodatkowe zakupy.

 

londyn-zakupy1 1londyn-zakupy2londyn-zakupy3londyn-zakupy4

 

Fot. Aleksandra Lubczańska

Czytaj więcej...

Upalne lato 2011 - TRENDY

Albo deszczowe. Pytania zawsze są te same – w co się ubrać?

Pani w TV mówi, że powinnam nosić apaszki i buty na wysokich obcasach, a za oknem +30°C? Przede wszystkim: nie dać się zwariować :). Lato to wyzwanie dla wszelkich siłowni, tabletek p.tłuszcz, maseł p.cellulit. Chcemy wyglądać ładnie, młodo, świeżo, bez grama tłuszczyku. Niestety życia nie da się oszukać :). Można sobie wykroić ewentualnie co nie co, ale jeśli się nie prowadzi dobrego stylu życia, to lato zawsze będzie walką z wiatrakami.
Za to, przednio można oszukać wzrok :) i to w trybie letnim.

Po pierwsze – poznajemy swoją sylwetkę i patrzymy gdzie są te rejony, których za boga nie chcemy pokazać światu. To jest podstawa. Potem szukamy w najbliższym otoczeniu takich osób, których sylwetki uważamy za ok., i szukamy u nich tych cech których u siebie nie lubimy. I co się okazuje? Że ta osoba wg. nas idealna, również ma dysproporcje, cellulit… ale jakoś u niej tego na pierwszy rzut oka i bez przyjrzenia się, nie widać. Ona potrafi oszukać wzrok. :)

Po wstępnym przygotowaniu psychologicznym myślmy: co jestem w stanie zrobić. Czyli czy na pewno dam radę chodzić w super wysokich butach, żeby super wyglądać; czy dam radę biegać w sztywnym ubraniu i w ciasnych majtach korygujących, niezależnie od pogody? Taka mini lista za i przeciw. Potem myślimy nad krojami idealnymi dla nas i ruszamy w świat. Podstawa dobrego kroju to: nie trzeba poprawiać materiału co 5 sekund, nie trzeba patrzeć co chwilkę czy nie wystaje, jest komfortowo, wygodnie, ale też jest wewnętrzne poczucie szczęśliwości – takiej pewności siebie, którą daje dobry wygląd – wtedy patrzymy przed siebie i oszukujemy wzrok innych ludzi. Jeśli sami nie zwracamy uwagi na to czego nie lubimy, najprawdopodobniej nikt też tego nie zauważy. A jeśli zauważy to i tak będzie miał całkiem pozytywne wrażenie. Nie ma nic lepszego na dobry wygląd niż dobre samopoczucie :). Jeśli w czymś czujemy się niekomfortowo – to widać.

Letnie zakupy to sama przyjemność :). Są oczywiście inne dla kobiet w różnym wieku, może więc troszkę praktycznych porad:
0-25 lat – wszystkie chwyty dozwolone. Prawie wszystkie, ale można dużo eksperymentować. Tutaj wszelkie sklepy są pełne odpowiedzi na pytania "w co się ubrać". Podstawą są japonki, sukienka i ewentualnie szorty jeansowe – wszystko odpowiednie do danej figury i temperamentu. Teoretycznie na takie zakupy starcza 200 zł, w praktyce to ten przedział wiekowy wydaje najwięcej na ubrania :) – stosunkowo najwięcej (czyli w stosunku do posiadanych zasobów).
25-35 lat – lekkie ograniczenia wprowadzane przez życiowe wybory – praca, dzieci, życie. Znowu podstawą letniego stroju powinna być sukienka, ale uwaga – im wyżej w lata tym trudniej o sukienkę, która nie trąciłaby modą dla nastolatek. Dlatego tutaj troszkę należy odsiać, i z działu TRF czy Divided zacząć się przenosić do Woman i Basic ;). Dobre, wygodne buty to podstawa funkcjonowania. Korek, espadryle lub japonki – sprawdzają się w życiu codziennym. Spodenki zaczynają sięgać kolan, nawet jeśli wcześniej nie musiały. Idealne też są proste lniane spodnie – pasują do wszystkiego – od "wyjściowego" jedwabiu, po zwykły podkoszulek. Nie wspominam tutaj o ubraniu dress code – bo to zależne od pracy i nie ma sensu opisywać garsonki jak i fartucha farmaceuty.
35-wyżej – dobra wiadomość – niewiele się zmienia :)! Radzę tylko zacząć stanowczym krokiem omijać bluzki z "lajkrą", oblepiające, połyskujące za mocno motywy nastoletnie – żeby nie wyglądać jak dzidzia-piernik. Uwaga – podkoszulka to nie motyw nastoletni! – motyw nastoletni to czaszka w parze z kwiatkami i inne ciekawostki za mocno wycekinowane (w zależności od panującego trendu). Nigdzie nie jest napisane/powiedziane że po 60 musimy ubierać się w worki pokutne:) – spódnica z H&M nadal będzie ok., najważniejsza jest aranżacja stroju – czyli nie dodajemy do niej typowych dla nastolatek plastików itp.

Na koniec coś a propos obcasów i korygującej bielizny...

Można, ale nie trzeba! Letnia bielizna nie powinna się wciskać w ciało, żeby nie powodowała wzgórków i pagórków. A to czy ona będzie korygująca, czy też ultra delikatna – to zależy od naszych upodobań i ewentualnie: okazji. Ważne, żeby nie wpijała się w ciało. Letnie buty natomiast to inna kwestia. Tutaj wiele zależy od predyspozycji. Wiadomo jedno – noga w plastrze, nie jest ładniejsza od nogi w płytkim wygodnym buciku (szczególnie jeśli tym bucikiem jest idealnie nieskomplikowana japonka).

 

ul01ul02ul03ul04ul05ul06ul07ul08

Czytaj więcej...

Kontrolowane jesienne szaleństwo

Ostatnio pogoda nas nie rozpieszcza. Lato dało popalić ponad 30 stopniowymi upałami, w których o modzie myśli się mniej więcej tyle: "byle bym się nie przylepiła do tej sukienki". Teraz "nagle" powitała nas jesień. Chłodna jesień.

Ale kto by się tym przejmował, skoro w sercach zagościło znane dobrze uczucie potrzeby zmiany, odświeżenia, ciągot by obejrzeć z bliska nowe kolekcje w sklepach. Trzeba jednak mądrze i z głową wyjść z tej potyczki miedzy własnymi pragnieniami a bezlitosnym portfelem, aby potem nie siedzieć z głową w szafie z poczuciem winy i kacem. Żeby nie okazało się, że jednak ten sweterek do niczego mi nie pasuje, a tych legginsów i tak nigdy w życiu nie ubiorę. W związku z tym podzielę się kilkoma uwagami na ten temat – czyli jak wyjść cało z pięknych początków jesieni.


Po pierwsze – należy ustalić czy jest się zmarzluchem, jeśli tak… i pogoda nas nie rozpieszcza (babie lato tylko w piosenkach), to trzeba się nastawić na zakryte buty (czyli omijać peep toe w botkach), wiedzieć, że tego sweterka z krótkim rękawkiem i tak nie założymy, bo zmarzniemy itp., itd.


Jeśli to jest już ustalone, to zaczynamy od przeglądu swojej kochanej starej szafy (z pomocą stylistki np. mojej skromnej osoby :) www.lusty.pl albo innych koleżanek z branży :), lub we własnym zakresie). Patrzymy, co by należało usunąć, które sweterki są już naznaczone przez mole/ dziurawe/sfilcowane. Z których spodni już "wyrosłyśmy", i co nigdy nie było noszone (i nie będzie). Po takim rachunku sumienia szafowego, można ruszyć pomiędzy półki sklepowe.


Po przeglądzie szafy już wiemy, czy potrzebne nam są spodnie, bluzki i sweterki, może płaszczyk. Wtedy łatwiej jest wejść do sklepu i nie chodzić bez celu pomiędzy półkami, tylko szukać i wyławiać same konkrety do przymierzenia. Zasada jest prosta, kupujemy to, co niezbędne plus ewentualnie jedna zbędna rzecz, ale taka, przy której padłyśmy na kolana i nie chciałyśmy jej puścić z naszych rąk (bo wyglądałyśmy w niej niesamowicie).


Z własnych obserwacji: warto zainteresować się niedosłowną modą hippiczną, bo powraca wraz z karmelowym kolorem (Stradivarius, Zara). Takie buty w kolorze toffi to jest to. Wiąże się ona też niebezpośrednio ze stylem militarnym (ale w mocno złagodzonej wersji tej jesieni H&M), i modern-hipisem, czyli nowoczesne dzieci kwiaty z motocyklową kurtką (Zara, H&M). Na razie jeszcze nie ma w sklepach nawiązań do kolekcji Jacobsa hołdującej "New Look’owi" Christiana Diora (długie spódnice za kolano, rozkloszowane, malutkie góry – kobieco, podkreślona talia), a to również zapowiada się na hit późnej jesieni i zimowych kolekcji.


Tak w skrócie można opisać połączenie rozważnej z romantyczną, czyli odkrywanie nowych kolekcji i nowych 
look’ów z rozsądnym spojrzeniem & własne potrzeby...

Czyli kontrolowane jesienne szaleństwo.

Czytaj więcej...

Berlin zakupowy

Stylistka naszego Portalu Aleksandra Lubczańska w sierpniu 2010 odwiedziła niemieckie sklepy, aby wytropić "perełki" z damskich kolekcji.

Oto krótka relacja dla naszych Portalowiczek z kilkudniowej wizyty.

Chociaż zakupowe lato dobiega końca, podzielę się z Wami moimi wrażeniami z kolejnych akcji shoppingowych w stolicy Niemiec.

Berlin to przede wszystkim całkiem nowa metropolia, z takim Berlinem nie mieliśmy jeszcze do czynienia 10-8 lat temu. Teraz to ciekawe miasto, pełne nowoczesnych rozwiązań, wielokulturowe, aspirujące do bycia ultra nowoczesną i przyjazną stolicą. Mentalność Niemców jest zdecydowanie inna niż Polaków, tam każdy wie, za co dostaje pieniądze, wiec również wie jak je wydawać i kto jest dla kogo i w jakim celu pracuje. Ogólnie wszyscy starają się, żeby to miasto było super ekologiczne (nie tylko w sloganach), przyjazne mieszkańcom, przyjezdnym, i dodatkowo ciekawym - jest teraz na etapie wspierania artyzmu i ciekawych pomysłów. Ja osobiście szaleje za tamtejszym jedzeniem na każdym kroku - inaczej niż w Polsce - na każdym kroku są ciekawe knajpki, albo po prostu budki z jedzeniem, w których nie ma strachu - nie znajdziemy rozlazłego jedzenia z nieświeża sałatką, a dobre, albo bardzo dobre jedzenia, od Niemca, Araba, albo innego Włocha - to jest niesamowite, i dzięki temu nie królują Mcdonaldy i Kfc, a naprawdę dobre jedzenie. Na takie wypady polecam Kreuzberg - niesamowity klimat. Ale nie o tym miało być :)

Moda, to dla młodych Niemek, Niemców ważna cześć życiowego programu. Dzięki temu, że ich status materialny jest o wiele wyższy niż przeciętnego Polaka - moda szerokopojęta jest dla nich łatwo dostępna - i tutaj tkwi różnica zakupowa. Starsi Niemcy są przyzwyczajeni do dobrej jakości - oni więc wybierają KaDeWe i marki typu Chanel i Vuitton, albo stare, wypróbowane niemieckie dobre marki - czyli solidne (niekoniecznie mające związek z byciem ładnym).

Młodsze pokolenie stawia na tanie (dla nich) sieciowe sklepy typu H&M, Zara, Orsay itp. Dla nich to są tymczasowe ubrania na jeden sezon i nie przywiązują wagi do tego, z jakiego jest to materiału, czy nie są szyte gorącą nitką i czy starannie wykonane. Aczkolwiek akurat te marki, mają już swoją sieciową jakość, która akurat jest nie do podważenia. H&M jak to H&M - fajne ciuchy w fajnych cenach - dla Niemców w „kieszonkowych” cenach, różnica na przecenach jest taka, że u nas na przeceny w sklepach wyjeżdża część jakichś zabytków z magazynów, a z byłych kolekcji, to albo już nic nie ma i nie ma co przeceniać, albo też jedzie do magazynu. W Berlinie na przecenach naprawdę można coś upolować, a nie tylko czytać o polowaniach w gazetach, jak faktycznie w sklepach i tak nic nie ma.

Największa różnicę widać w Zarze - u nas te sklepy są dla WYBRAŃCÓW, są drogie jak dla przeciętnego Polaka, dlatego panuje w nich msza. Wszystko jest poukładane, uporządkowane, panuje nastrój lekkości i ciszy, pracownicy troszkę też zachowują się jakby pracowali w ekskluzywnym sklepie - to się czuje. Co prawda i tak jest to sieciówką, ale tą z wyższej półki. Natomiast w Berlinie np. przy Ku'damm Zara jest jednym z wielu sklepów, ceny nikogo nie szokują, ubrania walają się po całym sklepie, można do woli przebierać i wybierać bez stresu, że jest się obserwowanym i uważając żeby nie porozwalać (zresztą Niemki w tych sklepach mówiły mi tak: cytuję - nie układaj za nas, bo my stracimy pracę - i to jest właśnie myślenie Niemców). Sklep jest dla ludzi, a nie do podziwiania, bo nie jest to zwalająca z nóg cena, jakość materiałów i wykonania. Polacy nadal się boją kupować. A szkoda, bo przecież właśnie przymierzanie i jeszcze raz przymierzanie to droga do sukcesu. :)

W Niemieckich sklepach i tych z górnej półki i sieciówkach słychać za to sporo słowiańskiego języka, ale tego pisanego cyrylicą - to jest szał zakupowy dla naszych sąsiadów - wolą jechać do Berlina niż np. do Warszawy - czemu? skoro sieciówki są wszędzie takie same, ano właśnie ze względu na istnienie przecen rzeczy, które były naprawdę w tym sezonie i na duże przeceny. U Niemców jak jest przecena to cały sklep tonie w przecenach, a nie tylko 4 wieszaki, z których czasem, z dużym fuksem idzie coś wybrać. Tutaj zgadzam się ze słowami Tomka Jacykowa – u nas biją się o przecenę torebki Vuittona o 30% sprzed 6 sezonów, a w KaDeWe mają za niższą cenę najnowszy model i to tańszy (jeśli ktoś lubi kupować akurat najnowsze modele torebek).

Tutaj wspominam tylko o zakupach w Berlinie, ale oprócz samego centrum Berlina, są też miasteczka zakupowe, wielkie outlety, które naprawdę są konkurencyjne i np. ubrania Calvina Kleina można dostać za ok. 10 euro… to SĄ prawdziwe okazje :) Warto pooglądać troszkę i poszukać takich centrów w całej Europie i jeśli będziemy gdzieś na wakacjach to sprawić sobie dzień shoppingowy - będzie taniej, większy wybór i wtedy będziemy mogli porozmawiać o przecenach. :)

 

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS