Menu
logo tjk main

Co wybrać? Okulary vs. soczewki

  • Opublikowano w Zdrowie

Soczewki kontaktowe - ból, podrażnienie oka i trudność z ich zakładaniem.
Okulary korekcyjne - jeden, nudny wzór i wygląd, brudne szkła, połamane oprawki.

Stereotypowe myślenie każdy Polak ma we krwi, ale czy rzeczywiście to prawda? Fakty o soczewkach i okularach na przestrzeni lat zmieniły się diametralnie.

Co lepsze, soczewki czy okulary?
Soczewki stały się na tyle delikatne i wręcz nieodczuwalne na gałce ocznej, że coraz mniej osób noszących je narzeka na podrażnienia czy problemy z łzawieniem.

Co może być ich plusem kiedy mamy dylemat w wyborze pomiędzy nimi a okularami? Soczewek nie widać. Nie musimy pokazywać całemu światu, że mamy wadę a wzrok już nie jest w 100% sprawny. Soczewki to niwelują. Dzięki nim unikamy również dyskomfortu noszenia okularów, czyszczenia ich i za każdym razem wkładania do etui, żeby nic im się nie stało w torebce. Soczewki nie odciskają nam „nosków” na nosie, nie zostawiają też poziomych śladów od oprawki na policzkach. Jedynym stereotypowym minusem jest trudność w ich zakładaniu i zdejmowaniu. Okulary bowiem możemy zdjąć z nosa i odłożyć. Na tę samą czynność na soczewki średnio musimy przeznaczyć od kilkunastu sekund nawet do kilku minut. Z drugiej jednak strony, łatwość zdejmowania okularów przysparza problemy z ich utrzymaniem się na nosie. Mimo to, jest to dobra alternatywa dla domowników, którzy większość czasu spędzają przy książce czy komputerze. Takie aktywności nie męczą oczu a wręcz są odpoczynkiem od soczewek.

Warto wspomnieć, iż już od dawna okulary stały się dodatkiem a nawet częścią naszego stroju. Tak jak biżuteria, apaszka czy zegarek - są modnym gadżetem. Więc nawet jeśli nie chcemy na stałe ich nosić, przy soczewkach możemy pozwolić sobie na zmianę image’u.

Porównując dalej chciałabym skupić się na tej „komfortowej” zalecie, mianowicie soczewki nie zaparowują kiedy wchodzimy do ciepłego pomieszczenia, nie osiada na nich kurz, bo siłą rzeczy nasze oko je oczyszcza. Ważny jest również komfort ruchu. Nie mamy większego ograniczenia w wykonywaniu wszelkich czynności, uprawianiu sportu, fotografowaniu czy nawet oglądania kogoś przez dziurkę od klucza ;) Dodatkową ich zaletą jest to, że możemy się bawić kolorami i wzorami tęczówek, nawet zmianą z ciemnych kolorów oczu na błękitny.

Niestety obok plusów są też minusy. Użytkownicy soczewek najczęściej narzekają na wypadanie ich i jak już wcześniej wspomniałam, podrażnienia oka. Inny problem - ironicznie domyśleć się można, że niezbędny do soczewek płyn dostępny w aptekach, kończy się zazwyczaj wtedy, kiedy kupić go nie można, tj. albo w święta, albo wieczorami. Tak jak okulary, żywotność soczewek nie jest wieczna - często się zdarza, że materiał szkła kontaktowego łamie się, lub nieumiejętnie złapany, może zostać przecięty przez paznokieć.

Detale, mimo, że mniej zauważalne wcale nie oznaczają, że są mniej ważne. Dlatego na sam koniec chciałabym powiedzieć, że soczewki nie zniekształcają obrazu, tak jak robią to okulary, gdyż szkło przylega tuż na tęczówce. Okulary natomiast osadzone są w pewnej odległości od oka, nie ukazując naturalnej skali obrazu.

UV broń w dłoń!
Okulary swego czasu przeważały tym, że zawierały ochronne filtry UV, które zapobiegały powstaniu zaćmy. Dziś już i soczewki mogą chronić nas przed promieniowaniem, nawet lepiej niż okulary, ponieważ założone bezpośrednio na rogówkę nie przepuszczają większości światła, które u osób noszących oprawki, wpadają z boku lub między szkłami.

 soczewka

 

Jednak na samym początku warto pamiętać o możliwości wyboru ochrony przeciwsłonecznej, na rynku występuje kilka jej rodzajów. Producenci oferują soczewki barwione chemicznie, które niezależnie od wady wzroku można założyć i czuć się komfortowo, ale też takie, które mają funkcje korekcyjną dodatkowo. Aby wybrać te odpowiednie należy najpierw zapoznać się z ich właściwościami, gdyż kolor szkieł kontaktowych ma duże znaczenie. Jeśli liczymy na duże kontrasty i wysoką ostrość widzenia w warunkach dużego nasłonecznienia, najlepiej wybrać szkła brązowe - idealnie sprawdzają się za kierownicą samochodu. Amatorom i zaciętym miłośnikom śnieżnych szaleństw, polecane są soczewki w odcieniach żółci, złota, szarości lub różu, pokryte lustrzaną powłoką odbijającą światło. Ma to na celu bezpieczny przejazd po stoku bez ryzykownych oślepień.

Dodatkową alternatywą stały się wspomniane wyżej soczewki fotochromowe, które zmieniają barwę w zależności od nasłonecznienia korygując naszą wadę. Zmieniają się w zależności od jasności obszaru, a szybkość zaciemniania i stabilność koloru powoduje dodatkowy komfort użytkowania. Równie ważna jest możliwość przyciemnienia soczewek, czyli tzw. przydymienie ich w różnych stopniach 15%, 37%, 50%, 75% oraz 90%. Na ostre słońce zaleca się 90% a uniwersalnym wyborem jest 75%.

Aby wybrać odpowiednie okulary - nie idź na bazar, czy do pani stojącej przy plaży. Oczywiście nie zawsze te okulary są złe, ale warto wykorzystać zawarte niżej informacje. Na rynku mamy bogaty asortyment okularów przeciwsłonecznych, od designerskich po stylowe i firmowe, więc wybór należy jedynie do nas. Ale zarówno okulary przeciwsłoneczne jak i soczewki, mają jedyną funkcję - chronią nasze oczy przed szkodliwym promieniowaniem UV, więc dopływ światła do naszych gałek ocznych powinien być jak najmniejszy. Dlatego zrezygnujmy z tanich szkieł, czy plastikowych atrap okularów, gdyż zmuszamy nasze oczy do zniekształceń obrazu i dodatkowego, niepotrzebnego wysiłku, a dla nas samych jest to duży dyskomfort. Okulary przeciwsłoneczne powinny posiadać atest, ponieważ brak jakichkolwiek filtrów ochronnych uszkadza wzrok! Filtr UV to nie tylko znaczek UV 400 czy markowe logo. Filtr ten zabezpiecza naszą tęczówkę przed niebezpiecznymi promieniowaniami, ich brak może skutkować zapaleniem spojówki czy rogówki. Dalsze komplikacje to: oparzenie plamki, ślepota czy w dalszych konsekwencjach - zaćma a nawet czerniak wewnątrzgałkowy.

Okulary są oznaczone według kategorii filtra UV, to od nich zależy przepuszczalność światła. W pochmurne dni i słabe promieniowanie słoneczne, będą oznaczone kategorią 1 lub 2. Do samochodu z kolei najlepsze są z kategorii 3 i filtrem polaryzacyjnym, który niweluje światło odbite od jasnych powierzchni (śniegu, maski samochodu, wody), a na plażę, w góry czy na gorące spacery w hiszpańskiej Andaluzji wybierz kategorię nr 4.

Suma summarum okulary są tańsze. Kosztem jest jednorazowa kwota wydana na początku zakupu. Dodatkowo można liczyć się z wydatkami związanymi ze zmianą oprawek czy szkieł, naprawą lub zakupem kolejnej pary. Z soczewkami jest bardziej skomplikowana sytuacja. W zależności od tego, jakie sobie wybraliśmy (miesięczne, kwartalne) zmienia się wraz z nimi cena. Soczewki to koszt od kilku do kilkudziesięciu zł. Dodatkowo musimy zaopatrzyć się w pudełko do nich i niezbędny płyn, którego średnia to 15-20 zł - kupowany regularnie.

Magda Strzykalska22l.

Czytaj więcej...

Jak najszybciej schudnąć? Zrzucaj zbędne kilogramy z głową!

Otyłość to choroba ogólnoustrojowa, której podłożem, w dużej mierze, staje się nadmiar przyjmowanej energii z pożywienia oraz brak jej wydatkowania w aktywności fizycznej (np. bieganie, spacer, pływanie) - określanej na bardzo niskim poziomie, raczej sprowadzanej do siedzącego trybu życia.

Niestety sformułowanie: „ jesteś tym, co jesz”- jest w 100% prawidłowe. Powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, iż dieta i ruch to nieodłączna droga do zachowania zdrowia, sprawności oraz dobrego samopoczucia.

Jak otyłość wpływa na nasze zdrowie?
Otyłość wiąże się z ryzykiem wystąpienia wielu zaburzeń metabolicznych i powikłań chorobowych. Szczególnie niebezpieczny jest nadmiar tkanki tłuszczowej wewnątrzbrzusznej (tzw. otyłość androidalna). Możemy rozpoznać ją przy pomocy współczynnika WHR - stosunek obwodu tali do bioder, który u kobiet nie powinien przekraczać 0,8 u mężczyzn 0,9.

Niestety musimy być świadomi, że zwiększenie masy ciała prowadzące do nadwagi, otyłości (BMI>25) będzie wiązało się z:
- możliwością rozwoju cukrzycy typu II, gdzie komórki stają się oporne na działanie insuliny
- pojawieniem się nadciśnienia tętniczego, spowodowanego zwiększoną pracą serca, gdyż narząd ten musi dostarczyć krew do większej masy ciała
- miażdżycą, związaną z zaburzeniem gospodarki lipidowej, w której to dochodzi do wzrostu stężenia triglicerydów, cholesterolu (tzw. złego - LDL)
- chorobami stawów, objawiającymi się ich zapaleniem, poprzez duży nacisk wywierany przez ciężar ciała na kości i stawy
- nowotworami układu pokarmowego - jelita grubego, żołądka
- kamicą pęcherzyka żółciowego


Uwaga na tzw. „diety cud”
W telewizji, gazetach czy na różnego rodzaju portalach internetowych, każdego dnia, możemy usłyszeć o nowym sposobie, na utratę masy ciała w szybkim czasie, przy pomocy tabletek, zabiegów kosmetycznych oraz tzw. „cudownych diet”. Jednakże powinniśmy mocno zastanowić się, zanim wprowadzimy którąś z tych porad we własne życie!

Diety jednostronne (owocowe, mleczne, kapuściane, wysokobiałkowe - np. Dukan, bogate w tłuszcze - Kwaśniewskiego, itp.) czy też głodówki z reguły dają szybkie efekty w postaci zmniejszenia masy ciała, co jest bardzo ryzykowne, ponieważ w wyniku dłuższego i częstego ich stosowania istnieje ryzyko wystąpienia:
- niedoborów witamin, składników mineralnych (żelazo, wapń, fosfor, potas, selen, chrom, magnez)
- utraty białka, pojawienia się kwasicy
- zaburzeń wodno - elektrolitowych
- zaniku tkanki tłuszczowej, ale także mięśniowej: mięśni szkieletowych, mięśnia sercowego, (wielokrotnie głodówki należały do jednych z przyczyn nagłych zgonów w wyniku uszkodzenia mięśnia sercowego czy zaburzeń rytmu serca)


Dodatkowymi objawami mogą być:
- zaburzenia pamięci i koncentracji uwagi
- osłabienie potencji
- czy istotne z punktu klinicznego - zanik wątroby oraz nerek


Co ciekawe osoby, które szybko chudną, rezygnując z jedzenia, po zaprzestaniu kuracji w równie przyspieszonym tempie przybierają na wadze. Wielokrotne odchudzanie jest niekorzystne, ponieważ z biegiem czasu trudniej uzyskać dobre i oczekiwane rezultaty, a po każdej tego typu zmianie odżywiania, przyrost masy ciała bywa coraz większy! Możemy śmiało nazwać to efektem jo-jo, który według przeprowadzonych badań naukowych prowadzi do zwiększenia ryzyka chorób rozwijających się na podłożu otyłości (wspomnianych w pierwszej części artykułu).

Jakie są zalecenia dla osób z nadwagą i otyłością?
Przede wszystkim należy zapamiętać, iż najtrwalsze rezultaty daje odchudzanie powolne - co najważniejsze nienaraża organizmu na powikłania! Tak naprawdę w miesiącu ubytek masy ciała powinien wynosić od 2 - 4 kg, a możemy otrzymać to za sprawą diety ubogoenergetycznej tzn. z dużą ilością błonnika, ograniczeniem tłuszczu i produktów o wysokim indeksie glikemicznym.

Pamiętajmy, że zanim rozpoczniemy walkę o nasze zdrowie i lepsze samopoczucie poprzez zmniejszenie masy ciała, powinniśmy zrobić to prawidłowo! Tak więc doradźmy się specjalisty - lekarza, dietetyka. Nie próbujmy niczego na własną rękę, ponieważ może przynieść to nieoczekiwane efekty, zagrażające naszemu życiu.

Przykłady produktów zalecanych i przeciwwskazanych:

Zalecane
- Napoje:
chude - mleko (1,5 - 0,5%), jogurt, kefir, koktajl owocowo - mleczny; herbata zielona, czarna, czerwona, ziołowa - bez dodatku cukru (można skorzystać z alternatywy jaką daje np. stewia), soki z warzyw i owoców bez cukru (zwracajmy uwagę na etykiety z zawartością cukru)

- Pieczywo: chleb razowy, graham, chleb pełnoziarnisty, chrupki
- Dodatki do pieczywa: chude wędliny - szynka, polędwica, drobiowe, pasty z mięsa i warzyw, chude ryby, jajecznica, chudy ser twarogowy, homogenizowany
- Zupy i sosy: jarzynowe czyste na wywarach warzywnych (pietruszkowym, koperkowym, cytrynowym, chrzanowym itp.) np. pomidorowa, grzybowa, czerwony barszcz, chudy rosół
- Mięso, drób, ryby: mięso chude - cielęcina, młoda wołowina, jagnię, królik, kurczak, indyk, chude ryby: dorsz, lin, mintaj, sandacz, szczupak,
- Przyprawy: łagodne - kminek, majeranek, bazylia, seler, ruta, pietruszka, czosnek, cebula, koperek

Przeciwwskazane
- Napoje: wszystkie słodzone cukrem, kakao naturalne, mocna kawa, tłuste mleko, alkohol, lemoniady, pepsi, coca - cola

- Pieczywo: chleb pszenny, bułeczki, rogale, bagietki francuskie, tostowe, wypieki z dodatkiem cukru
- Dodatki do pieczywa: tłuste wędliny, kiszka, konserwy mięsne, pasztetowa, salceson, miód, dżemy, marmolady, tłuste sery - podpuszczkowe, żółte, topione, pleśniowe, typu Feta, Fromage, twaróg tłusty
- Zupy, sosy: zupy esencjonalne - na tłustych wywarach mięsnych, zagęszczane zasmażkami, z dużą ilością śmietany, sosy zawiesiste i tłuste
- Mięso, drób, ryby: tłuste gatunki - wieprzowina, baranina, podroby, gęsi, kaczki, węgorz, łosoś, sum, tołpyga, śledź, szprot
- Przyprawy: bardzo ostre - papryka ostra, chili, ocet, musztarda, pieprz, sól, Vegeta, ziarenka smaku

Monika Dudek, 20l.
Właścicielka strony internetowej
www.wzdrowejkuchni.pl

Czytaj więcej...

Cichy zabójca - syrop glukozowo-fruktozowy

Chcąc zadbać o prawidłowo zbilansowane posiłki, sięgając na sklepowe półki czytamy skład wybieranych artykułów. Staramy się unikać wszelkich „E”, a także innych konserwantów. Znakomicie, bo przecież chcemy jeść tylko to, co wpływa na nas pozytywnie i odżywia nasz organizm.

Czy jednak analizując etykiety produktów unikamy syropu glukozowo-fruktozowego? Brzmi niepozornie i niewinnie, prawda? To właśnie dlatego możemy go nazwać cichym zabójcą, który podstępnie niszczy naszą smukłą linię oraz zdrowie!

Czym więc jest syrop glukozowo-fruktozowy i czemu powinniśmy się go wystrzegać?

Jest to połączenie dwóch prostych cukrów, spotykany także pod rzadziej używaną nazwą „izoglukozy”. Powstaje z kukurydzy, rzadziej pszenicy jako efekt szeregu reakcji chemicznych.
Obecnie wykorzystuje się go na bardzo szeroką skalę - jest substancją słodzącą spotykaną w większości ciastek, jogurtów, nawet pozorne nieszkodliwych musli! Skutki jego działania są zauważalne natychmiastowo, a nie po wielu latach, tak jak to bywa przy większości szkodliwych substancji.

Wbrew pozorom glukoza i fruktoza nie czynią nam dużej krzywdy. Bez problemu są metabolizowane przez nasz organizm, konkretniej mięśnie i wątrobę. Problem pojawia się jednak przy nadmiernym ich dostarczaniu, a gorzej - dwóch związków na raz. Obecność glukozy zaburza przetwarzanie tej drugiej, co skutkuje magazynowanie się jej w wątrobie, a następnie przemianę w tłuszcz. Poza tym fruktoza hamuje działanie hormonu odpowiedzialnego za uczucie sytości, powodując tzw. wilczy głód”.

Jakie są inne skutki przemian zachodzących w naszym organizmie? Przede wszystkim otyłość, zwłaszcza tzw. „brzuszna”. Warto podkreślić, że może ona dotykać osoby szczupłe, ponieważ syrop glukozowo-fruktozowy powoduje otłuszczanie się narządów wewnętrznych! Substancja zwiększa także poziom trójglicerydów we krwi, przyczyniając się do chorób serca. Poprzez reagowanie z innymi substancjami dostarczanymi z żywnością doprowadza do insulino odporności i tym samym zwiększa ryzyko zachorowania na cukrzycę typu 2.

W ostatnich latach zanotowano wzrost spożycia syropu glukozo-fruktozowego, zwłaszcza w Ameryce, kraju borykającym się z problemem otyłości. Chyba nie warto iść w ślady naszych kontynentalnych sąsiadów! Uważajmy na to, co jemy i zmniejszmy ilość spożycia tego produktu. Zapobiegniemy w ten sposób otyłości a także chorobom cywilizacyjnym, i co za tym idzie, zagwarantujemy sobie piękną figurę oraz zdrowie!

Joanna Róg, 20l.

Czytaj więcej...

Ryby - smaczne i zdrowe, jednak wciąż niedoceniane

Zdrowe odżywianie jest bardzo modne, mimo iż czaso- i pracochłonne, jednak niezaprzeczalnie niezwykle ważne. Staramy się ograniczać wszystko co szkodliwe, choć to niełatwe. Korzystne jest dla nas tworzenie urozmaiconego jadłospisu, który dostarczy wielu wartości odżywczych.

Niestety nadal rzadko sięgamy do dobrodziejstw ukrytych w wodach i zapominamy o alternatywie dla tradycyjnego mięsa, królującego na naszych stołach. Ryby - znane wszystkim bardzo dobrze, jednak wciąż niedoceniane. Jemy je o wiele rzadziej niż powinniśmy a warto poznać ich walory, nie tylko smakowe, ale i te, które pozytywnie wpływają na cały nasz organizm.

Zdecydowanie zaleca się jedzenie ryb chociażby dlatego, że ich mięso jest dużo zdrowsze niż wołowina czy wieprzowina. Zawiera kwasy Omega-3, które wzmacniają serce i mózg, dobroczynne tłuszcze, a także białko, żelazo, witaminy (A, B, D) oraz niezwykle cenny jod. Dzięki temu wspaniale wzmacniają odporność, pomagają w łagodzeniu stanów zapalnych. Ponadto są rewelacyjne, jako profilaktyka antynowotworowa i antyzawałowa.

Najzdrowsze i najsmaczniejsze są ryby gotowane na parze, a także pieczone (również w folii) i z rusztu - ponieważ poddawane takiej obróbce kulinarnej zachowują najwięcej swoich wartości odżywczych. Zdecydowanie powinniśmy unikać smażenia ryb.

Co więcej, dania rybne wcale nie muszą być nudne i monotonne. Można je jeść w różnych postaciach, a ciekawych przepisów nie brakuje. Ryby świeże, filety, wędzone - wachlarz propozycji jest szeroki i każdy znajdzie coś dla siebie.

Najbezpieczniejsze są dla nas ryby hodowlane, ponieważ karmi je człowiek. Pozostałe jedzą wszystko co napotkają w swoim środowisku wodnym, czyli nierzadko groźne dla nas substancje. Najbardziej polecane ryby to te małe i tłuste: łosoś, karp, pstrąg, szczupak, flądra, dorsz, sola. Odradza się jedzenia ryb: tuńczyka, makreli, miecznika i rekina - te ryby mogą zawierać duże stężenie metylortęci i związków niebezpiecznych dla człowieka. Oczywiście wszystko jest dla ludzi, trzeba jedynie pamiętać by zachować odpowiedni umiar.

Tak samo ryby wędzone, przetwory konserwowe, gotowe sałatki - lepiej spożywać je w ograniczonych ilościach. Mają więcej tłuszczu i zbędnych kalorii, ponadto „wzbogacone” są nierzadko w substancje dosładzające, a także konserwanty i przeróżne chemiczne aromaty, które oczywiście ze zdrowiem mają niewiele wspólnego.

Niestety ryby wędzone nie są już takie jak kiedyś. Coraz częściej odrzuca się tradycyjne sposoby wędzenia, czyli za pomocą dymu, zastępując go chemicznym aromatem wędzarniczym. Zatem, gdy nie możemy sobie odmówić przyjemności zjedzenia takiej ryby, dla bezpieczeństwa po prostu odrzućmy jej skórę.

Kupujmy ryby świeże - te mrożone nie dosyć, że zawierają więcej wody, to wcale nie są takie smaczne. Ponadto pakowane ryby mrożone zawierają glazurę, która je konserwuje. Zwracajmy uwagę ile jej jest w opakowaniu, im mniej tym lepiej.

Podczas zakupów warto pamiętać o kilku ważnych zasadach. Świeża ryba ma delikatny zapach, wbrew pozorom nie powinna mocno pachnieć rybą. Jej skrzela powinny być czerwone, skóra błyszcząca a mętne oczy to znak ostrzegawczy. Różnorodność gatunkowa, a tym samym smakowa jest przeogromna. Warto zadać sobie odrobinę trudu, by wnieść do naszej kuchni coś nowego, innego.

Specjaliści od spraw żywieniowych zalecają jedzenie ryb 1-2 razy w tygodniu. W rzeczywistości jednak, pojawiają się na naszych talerzach dużo rzadziej. Może to czas najwyższy na zmiany?

Powinniśmy pamiętać o rybach, nie tylko przy okazji świątecznego karpia. Jedzmy je przez cały rok, to dobra inwestycja w nas samych. Odpowiednia dieta powinna być oczywiście różnorodna, a urozmaicenie jej w świeże ryby przyniesie nam z pewnością dużo plusów, które będą procentować na lata.

Ciekawostka…
Czy wiecie, że w Japonii żyje ryba, którą wielu koneserów spożywa w życiu jedynie raz? To FUGU - trująca ryba, która źle przyrządzona zabija. Jej jad powoduje śmierć przez uduszenie. Niewielu kucharzy potrafi przygotować ją tak, by pozostała w niej minimalna ilość trucizny, powodującej jedynie kłucie i uczucie drętwienia języka. Mimo śmiertelnego zagrożenia, ryba ta uważana jest za prawdziwy rarytas, niedostępny dla każdego. Szkoda, że często smakosze nie mają już okazji, by podzielić się swoimi wrażeniami…

Magdalena Zbytek-Książkiewicz, 30l.
Czytaj więcej...

Zamienniki cukru

Najczęściej, kiedy staramy się zrzucić kilka zbędnych kilogramów, pierwszym krokiem do wymarzonej sylwetki jest rezygnacja z cukru. I bardzo dobrze! Coraz więcej osób decyduje się wyeliminować „białego przyjaciela” ze swojej diety nie tylko z troski o figurę.

Niestety, czasem trudno obejść się bez czegoś słodkiego. Wtedy na ratunek przychodzą nam zamienniki. Problemem pozostaje jedynie to, który spośród szerokiej gamy produktów wybrać…

Czym jest cukier i właściwie dlaczego nie służy naszemu zdrowiu?
Biały cukier powstaje z buraków. W wyniku działania wody pozyskujemy sok, który ulega wielu procesom chemicznym m.in. krystalizacji i rafinacji, w tracie których zostaje pozbawiony wszystkich wartości odżywczych. Brak w nim cennych witamin, mikro- i makroelementów, organizm dostaje jedynie puste kalorie (aż 400 w 100 gramach, czyli około 25 w 1 łyżeczce!).

Spożywanie słodzonych produktów powoduje nagłe, skokowe zwiększenie poziomu cukru we krwi. Stan ten jednak bardzo szybko mija i po chwili jesteśmy zmęczeni i senni. Do listy negatywnych skutków spowodowanych używaniem „białego zabójcy” możemy dołączyć też obniżenie naszej odporności, zakwaszenie organizmu i próchnicę.

Aby wybrać mniejsze zło…
Coraz częściej spotykamy się z artykułami bezcukrowymi. Producenci oferują nam tzw. produkty „light”, jednak przy ich wyborze trzeba być bardzo czujnym! Pomimo, że nie dostarczają zbędnych kalorii to zasobne są w związki szkodliwe dla naszego zdrowia.

Unikajmy przede wszystkim: aspartamu, sorbitolu, sukralozy.

Polecam natomiast:
ksylitol - czyli cukier brzozowy, który przeciwdziała próchnicy, ułatwia przyswajanie wapnia, posiada niższy indeks glikemiczny niż cukier, przez co nie spowoduje u nas tzw. „wilczego głodu”. Poza tym jest dużo mniej kaloryczny – w 100 gramach ma około 240 kcal.

syrop klonowy - niezwykle popularny w Kanadzie i USA. Pozyskuje się go z pnia klonu. Jest bogaty w przeciwutleniacze. Dzięki obecności manganu, pomaga w regeneracji naszych mięśni, natomiast obecny w nim cynk, wzmacnia odporność. W 100 g syropu znajduje się 260 kcal.

stewia - staje się coraz bardziej popularna. Jest zasobna w witaminy z grupy B, C oraz wiele mikro- i makroelementów. Jej częścią użytkową są liście, które można spotkać w formie suszonej, proszku czy tabletek. Zyskała miano najsłodszej rośliny świata. Warto podkreślić, że słodzik ten jest bezkaloryczny!

miód - przyczynia się do obniżenia ciśnienia we krwi, stymuluje wątrobę do wydzielania żółci, działa także bakteriostatecznie. Przygotowując jednak popularną herbatę z jego dodatkiem, pamiętajmy, że w temperaturze wyższej niż 40 stopni, traci on swoje prozdrowotne właściwości. Osobom z nadwagą zaleca się rozwagę w jego stosowaniu, ponieważ ma około 325 kcal w 100 gramach.

syrop daktylowy - powstaje ze zmielonych owoców palmy daktylowej. Zasobny jest w witaminy z grupy B, a także witaminę E. Poza tym dzięki dużej zawartości błonnika, korzystnie wpływa na nasz układ trawienny, obniża też poziom cukru i złego cholesterolu we krwi. W 100 gramach produktu jest około 270 kcal.

Joanna Róg, 20l.
Czytaj więcej...

Czy fast foody są dobrym pomysłem na posiłek?

Szybkie, tanie, smaczne…ale czy zdrowe? Mowa tu o znanych i lubianych przez nas wszystkich fast foodach, do których zaliczane są między innymi: cheeseburgery, chickenburgery, fishburgery, hot dogi, pita, frytki, lazanie, zapiekanki, tortille, pizzy, nugetssy itp.

Wśród skojarzeń dotyczących owego jedzenia królują McDonald i hamburgery, które po raz pierwszy pojawiły się w Stanach Zjednoczonych. Odniosły one tam olbrzymi sukces, czego dowodem jest fakt, że dzisiaj można spotkać je już na całym świecie, praktycznie w każdym barze, restauracji czy miejscowym sklepiku. Mimo to największą sławą wciąż cieszą się znane sieci barów szybkiej obsługi takie jak wspomniany już McDonald, KFC czy Burger King.

Ale skąd tak wielka popularność fast foodów? Co sprawia, że to właśnie hamburger i frytki są często wskazywane jako jedne z naszych ulubionych posiłków?

W dzisiejszych czasach żyjemy i jemy w biegu. Nie mamy czasu na to, by zjeść wartościowy posiłek. Często też nie chce nam się gotować, dlatego wybieramy inną opcję - jedzenie na mieście. By więc nie tracić czasu decydujemy się na fast foody, które, jak sama nazwa wskazuje, są ‘szybkim jedzeniem’ serwowanym nam na poczekaniu, w ciągu kilku minut. Stanowią więc doskonałe rozwiązanie na opisane wyżej sytuacje.

To, co również przyciąga ludzi np. do hamburgerów to stosunkowo niskie ceny, niższe niż obiad w restauracji. A przecież każdy chce zjeść coś, co cieszy nie tylko oczy, ale i podniebienie, a jednocześnie nie pociągnie nas za kieszeń. Nie da się ukryć, że takowy rodzaj posiłku jest smaczny i dodatkowo łatwo dostępny a różnorodność burgerów i innych pyszności pozwala każdemu znaleźć coś dla siebie.

Często bary oferujące ‘szybkie jedzenie’ są też dobrym rozwiązaniem na wypad z rodziną, czy przyjaciółmi, gdyż są to zazwyczaj przytulne miejsca z atrakcjami dla dzieci. Mam tu na myśli np.: mini plac zabaw, wręczane zabawki gratis czy różnego rodzaju gadżety.

Jednak czy to, co cieszy nasze oczy i brzuchy jest dobre dla naszego zdrowia? Czy fast foody są dobrym pomysłem na posiłek? Na pozór może się wydawać, że tak. Bary szybkiej obsługi w opisanych wyżej sytuacjach wydają się być świetnym miejscem, do którego udajemy się, gdy dopadnie nas głód. Jednak wszystko ma swoje plusy i minusy. Często to, co złe, jest dla nas niewidoczne. Tak jest i w tym przypadku. Jesteśmy nieświadomi tego, do czego może doprowadzić regularne spożywanie ‘szybkiego jedzenia’.

Otóż to pozornie nieszkodliwe i pożywne jedzenie jest źródłem tłuszczów zwierzęcych, które wskutek wolnej przemiany osadzają się na biodrach, udach i brzuchu. Skutkuje to pojawieniem się tak bardzo nielubianych przez nas wałków tłuszczu. Tego typu jedzenie dostarcza naszemu organizmowi ogromnych, pozaplanowych kalorii (100 g frytek ma ponad 500 kcal, hamburger oraz kawałek pizzy około 300 kcal). Jest to powodem przybierania na wadze, a w późniejszym etapie prowadzi do otyłości i nadwagi. Można zaobserwować to w Stanach Zjednoczonych, gdzie fast foody stanowią codzienny posiłek większości ludzi. Problem otyłości występuje także w Europie. Światowa Organizacja Zdrowia podaje, iż ponad 3 miliony dzieci boryka się z dużą nadwagą.

Co niesie za sobą największe zagrożenia? Sprawcą złego jest… olej, a dokładnie jego wielokrotne użycie. Według zasad zdrowego żywienia tłuszcz do smażenia powinien być wykorzystany jedynie raz. Jednak w rzeczywistości różnie to bywa. Jak wiadomo zasady nie zawsze są przestrzegane.

Podczas kolejnego podgrzewania oleju uwalniają się z niego szkodliwe substancje. Tymi substancjami są np. nadtlenki lipidowe. Ich działanie przyśpiesza rozwój miażdżycy oraz może powodować powstawanie procesów rakotwórczych. Przez taki tłuszcz w organizmie człowieka dochodzi do podwyższenia poziomu złego cholesterolu i obniżania ‘dobrego’. Dlatego im więcej wielokrotnie podgrzewanego tłuszczu w naszej diecie, tym większe ryzyko miażdżycy i chorób układu krążenia.

Lekarze potwierdzają te informacje. Stwierdzają, że częste jedzenie potraw bogatych w tłuszcze zwierzęce może mieć wpływ na powstanie niektórych nowotworów układu pokarmowego, chorobę wieńcową i miażdżycę. A to jeszcze nie wszystkie zagrożenia. Znaczne ilości soli znajdujących się w fast foodach zatrzymują wodę w organizmie i negatywnie wpływają na pracę nerek i układu krążenia. Dodatkowym minusem jest też fakt, że w takowych posiłkach występuje mała ilość witamin i błonnika, których nie powinno zabraknąć w naszej diecie. Jak widać nie bez powodu jedzenie tego typu często nazywane jest ‘pustym’ czy ‘śmieciowym jedzeniem’. Dodam, że nawet pieczywo jest pozbawione składników odżywczych, gdyż wypiekane jest z mąki wysokooczyszczonej.

Niska wartość odżywcza tych produktów to niejedyny problem. To, co zdaje się być zaletą ‘szybkiego jedzenia’ może okazać się również jego wadą. Chodzi tutaj właśnie o słowo ‘szybkie’. Hamburgery i inne przysmaki z tego rodzaju są nam serwowane w ciągu kilu minut i tak samo szybko są przez nas zjedzone. A jedzenie w pospiechu nie jest korzystne dla naszego zdrowia. Może prowadzić do powstawania problemów żołądkowych, gdyż połykane, a nie przeżute jedzenie utrudnia procesy trawienia.

Ciekawe, a jednocześnie przerażające jest to, że ‘śmieciowe jedzenie’ nie psuje się. Czy słyszałyście o pewnej kobiecie z USA, która przeprowadzała eksperyment na zestawie Happy Meal? Kobieta ta przechowała owy zestaw przez rok, by zobaczyć co będzie się z nim działo. Wynik był szokujący. Jedzenie wyciągnięte z szafki (przypomnę jeszcze raz, po roku!) było w bardzo dobrym stanie. Co prawda hamburger i frytki były wyschnięte i twarde, jednak nie spleśniały, nie śmierdziały ani nawet nie dobrały się do niego robaki. Znawcy twierdzą, że jedzenie musiało zawierać ogromne ilości propionianu sodu, którego zadaniem jest zapobieganie rozwojowi bakterii i pleśni. Ponadto zawarty w hamburgerach i frytkach tłuszcz zmniejszył ich wilgotność minimalizując możliwość pojawienia się pleśni.

Jak zatem widać fast foody nie są dobrym pomysłem na posiłek. Są faktycznie pustym, małowartościowym i niezdrowym jedzeniem. Zapisanie ich na stałe w swojej diecie w połączeniu z siedzącym trybem życia, mogą prowadzić do większości chorób cywilizacyjnych (m.in.: do otyłości i cukrzycy).

Mimo takich informacji ‘szybkie jedzenie’ przyciąga masę klientów, w tym i nas Drogie Czytelniczki. Każda z nas zapewne nieraz skusiła się na soczystego hamburgera czy tortillę. Ale bez obaw - to nie stanowi problemu. Podkreślam, że jedzenie fast foodów od czasu do czasu nie niesie za sobą żadnego zagrożenia.

Pamiętajmy jednak o tym, by to apetycznie wyglądające i smaczne jedzenie nie stało się naszym codziennym posiłkiem, bo wtedy nasza figura szybko przybierze bardzo krągłych kształtów, a zdrowie i kondycja fizyczna ulegną znacznemu pogorszeniu. Chyba nie chcemy przekonać się o tym na własnej skórze, prawda? Warto zatem zastanowić się nad inną, lepszą, zdrowszą i pożywniejszą opcją na posiłek.

Aleksandra Parusel, 20l.
Czytaj więcej...

Dlaczego nie chcemy w swoim otoczeniu osób otyłych? Cicha dyskryminacja czy chamskie odzywki?

Idealna figura - każda z nas o niej marzy, lecz nie każdej jest dane, by ją mieć. Gdy możemy pochwalić się tą wymarzoną figurą, każde spojrzenie w lustro napawa nas zadowoleniem i dodaje odwagi, jednak gdy perfekcyjna sylwetka stanowi dla nas tylko marzenie, przeglądając się w lustrze, widok ten raczej odbiera pewność siebie i smuci zamiast cieszyć.

Współczesny człowiek stoi pod presją wyglądu zewnętrznego, który odgrywa w dzisiejszych czasach bardzo istotną rolę. Szczególnie jeśli chodzi o płeć piękną.

Wokół nas nieustannie krążą informacje o kuracjach upiększających, dietach cud, herbatkach odchudzających czy ćwiczeniach, które w kilka dni pozwolą nam zrzucić zbędne kilogramy. Media podpowiadają, że piękne są te z nas, które są szczupłe i chude. To właśnie one przedstawiane są jako lepsze i bardziej wartościowe kobiety a posiadające te cechy panie mają powodzenie u mężczyzn i odnoszą życiowe sukcesy.

A co z tymi, które mają więcej ciała? Większość ludzi stawia znak równości między słowami grubszy i nieatrakcyjny, otyły i niewartościowy. Jednak czy naprawdę krągłe kształty sprawiają, że te osoby są gorsze, że nie zasługują na szacunek i poważanie? Nie! Ale często dochodzi do tego, że przez nasz fałszywy, zakodowany w naszym umyśle i wykreowany przez media model postrzegania ludzi, osoby takie są gorzej traktowane. Otyli są odrzucani przez społeczeństwo, odganiani wzrokiem bądź słowem.

Wielu ludzi po prostu unika kontaktów z grubszymi - puszystymi osobami. Nie chcą pokazywać się w ich towarzystwie, nie zapraszają na przyjęcia, wypady do kina czy pikniki. Spoglądają na nich tylko z daleka, ale o zbliżeniu się do takiej osoby i poznaniu osobowości, charakteru raczej nie ma mowy. Dzieje się tak, bo ludzie obawiają się, że będąc w otoczeniu 'pulchnych', mogą narazić się na kpiny i zaczepki ze strony innych. Nie chcą być kojarzeni z otyłą osobą, nie chcą usłyszeć: „Ej, to ta koleżanka tej grubaski”, gdyż może grozić to popsuciem wizerunku, a tego nikt nie chce ryzykować. Wiele osób kiedy widzi na ulicy tęższą osobę mierzy ją 'z góry do dołu' aroganckim i potępiającym wzrokiem, po czym zaczyna się wytykanie palcami i szeptanie: 'Patrz jaki tłuścioch! Jak można siebie doprowadzić do czegoś takiego?! Blee..jakie wały tłuszczu!” „ Ciekawe czy widzi swoje stopy? Taka/taki to prawdziwej miłości nigdy nie znajdzie! itp.

Gdy zapytałam ludzi o ich pierwsze skojarzenia z osobami o krągłych kształtach usłyszałam: leniwy, tłusty, obleśny, obżarciuch, chory, zaniedbany, brzydki, niezdolny do pracy i wysiłku fizycznego, powolny. Prawda, że to przykre i raniące słowa? To straszne, ale w 'puszystych' osobach widzi się jedynie kulę tłuszczu. Uważa się je za życiowych nieudaczników, którzy nie są w stanie osiągnąć sukcesów zarówno w życiu osobistym jak i zawodowym. Brak im silnej woli, są niechlujni i niestabilni emocjonalnie.

Szeptanie, ciche wyśmiewanie się czy spoglądanie na grubszych od nas z obrzydzeniem i niesmakiem nie jest jeszcze najgorsze. Jest coś gorszego od cichej dyskryminacji. O wiele bardziej nieprzyjemnie jest wtedy, gdy to, co jedni ukrywają w myślach, inni bez skrupułów przeobrażają w czyny. Skutkuje to krzywdzącymi zaczepkami słownymi a nawet fizycznymi.

Niestety z takim rodzajem dyskryminacji spotykamy się już w środowisku szkolnym. Dzieci bardzo często, głośno, a nie w ukryciu, wyśmiewają się z grubszych koleżanek i kolegów. W ich stronę padają raniące przezwiska typu: 'Salceson', 'Boczek', 'Grubas', 'Ociekający tłuszcz'. Znane są przypadki, w których grubszych kłuto szpilkami (by spuścić tłuszcz), wyłudzano od nich pieniądze lub jedzenie pod pretekstem, że wtedy będzie się ich lubić a oni nie przytyją..

Dorośli nie są lepsi. Kpią z otyłych podobnie jak dzieci. Kierują w ich stronę chamskie odzywki. Mówi się im wprost: „Weź się za siebie grubasie! Ile ty jesz! „Posuń swój olbrzymi tyłek”.

Taka dyskryminacja najczęściej pojawia się w miejscach pracy. Często spotkać można grupki koleżanek, które (głośno, by osoba grubsza, która będzie tematem ich rozmowy wszystko usłyszała) obmawiają i naśmiewają się z niej do upadłego. Padają obraźliwe zdania typu: Ile ona może ważyć? - Z 200 kg na pewno! Ciekawe, gdzie kupuje ubrania! - Pewnie szyje je z zasłon! Na pewno nie potrafi się cała umyć! Jakie wały tłuszczu! Ciekawe jak wygląda nago? Kto chciałby z nią się przespać! I rozlega się głośny śmiech.

Zdarza się, że grubsze osoby stają się obiektem zakładów albo zabawy „wystawiania do wiatru” (np. jeśli zaprosisz ją do tańca i pocałujesz postawię ci drinka!). No coś chyba jest tu nie tak, prawda?

Zaskakujące jest to, że negatywna etykieta nadana grubszym osobom zostaje przytwierdzona nawet wtedy, gdy udaje się im zrzucić kilogramy i osiągnąć figurę modelki. Pokazuje to jak mocno w naszej głowie zakorzenione są uprzedzenia.

Z badań wynika, że odsetek ludzi mających problemy z otyłością wzrasta. Wzrasta też dyskryminacja takich osób. Poprzez pogłębiający się brak tolerancji i akceptacji ze strony innych ludzi, osobom borykającym się z nadmiarem kilogramów, ciężej jest odnaleźć się w otoczeniu. Ze względu na swoją tuszę są gorzej tratowani. Mają większe problemy w znalezieniu pracy. Ciężko konkurować im z osobami szczupłymi, mimo takich samych bądź nawet lepszych kwalifikacji. Pracodawcy nierzadko przekładają umiejętności na drugi plan, na pierwszy wysuwając wygląd, co skutkuje tym, że 'pulchniejsza' osoba z góry skazana jest na przegraną, bo… jest nieestetyczna, może zniechęcać klientów i psuć wizerunek firmy. Każdy np. w sekretariacie chce mieć reprezentatywną, atrakcyjną i szczupłą osobę, (za którą klienci - mężczyźni, będą wodzić oczami i z którą chętnie będą rozmawiać z korzyścią dla firmy) niż taką, która nie ma tych zalet. To bardzo raniące.

Ponadto otyli narażeni są na gorsze traktowanie także w przychodniach medycznych, restauracjach i innych miejscach publicznych. Niemiłe uwagi i zaczepki czy kpiny, powodują utratę ich pewności siebie, gaśnięcie wiary w swoje możliwości, dostrzeganie tylko swoich wad i kompleksów. Czują się gorsi i słabsi od innych, przez co zachwiane zostaje też ich poczucie bezpieczeństwa. To wszystko często prowadzi do ich izolacji. Nieustannie towarzysząca obawa, że znów będą oceniani na podstawie wyglądu, powoduje chęć ucieczki od otoczenia i poczucie osamotniania. Wolą wtedy zamknąć się w sobie i żyć z dala od wszystkich. Nic dziwnego! Nikt przecież nie chce być krzywdzony!

Czy wygląd i to, ile liczy nasza waga, to naprawdę powody do kpin i żartów? Chyba przyznacie mi rację, że nie. Pamiętajmy więc, by nie robić drugiej osobie przykrości i nie oceniać innych przez pryzmat stereotypów i uprzedzeń. Inny (w tym przypadku grubszy) wcale nie znaczy gorszy i nie zasługujący na szacunek i poważanie!

A zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego ta „gruba” osoba właśnie taka jest? Może jest chora, bierze leki, które powodują przyrost wagi, albo ma takie uwarunkowania genetyczne i może już spróbowała 100 diet cud, które nic jej nie pomogły, więc choćby nie wiem co jeszcze zrobiła, nic nie zmieni jej sylwetki. Pomyślałaś kiedyś o tym? To pomyśl następnym razem zanim nazwiesz ją grubasem…

Aleksandra Parusel, 20l.

Czytaj więcej...

Super produkty, czyli te, które mają ogromne właściwości prozdrowotne

Super produkty to żywność, która poprawia stan naszego zdrowia, odżywia organizm, a także stosowana jest w profilaktyce chorób. Produkty te, choć dla wielu nas nieznane, nie są wynalazkiem ostatniej dekady, czy też stulecia.

Wieki temu, gdy nikt nie słyszał o tabletkach, stosowano je jako tzw. „lekarstwa natury”. Aktualnie żyjemy w coraz szybszym tempie, zapominamy o naszym zdrowiu, a witaminy i minerały czerpiemy częściej z suplementów diety niż z owoców czy warzyw.

Warto więc dowiedzieć się czym są super produkty i włączyć do swojej diety chociaż część z nich!

Nasiona chia (szałwii hiszpańskiej)
Swoje właściwości prozdrowotne zawdzięczają dużej zawartości omega-3 (ich ilość w ziarnach jest większa niż w łososiu). Kwas ten wpływa m.in. na rozwój, kondycję naszego mózgu, pamięć, odporność. Ze względu na właściwość wchłaniania i zatrzymywania wody, chia nawilżają nasz organizm. Mają więcej błonnika niż nasiona lnu, są także łatwiej strawne, dają uczucie sytości co czyni je cennym składnikiem w żywieniu osób odchudzających się.

Nasiona szałwii spowalniają rozkład węglowodanów na cukry proste, pozwalają więc na bardziej równomierne dostarczanie energii. W połączeniu z wodą tworzą żel, a stosować je można do przyrządzania budyniu, dodając do jogurtów, płatków, muesli. Istotne jest, że w przeciwieństwie do nasion lnu nie wymagane jest ich uprzednie mielenie.

Cena produktu waha się w granicach 70 – 80 zł za kilogram. Ilość ta, przy zalecanym dziennym spożyciu 15 gramów (1 łyżka stołowa) starczy na 2 miesiące.

Acai
Acai to egzotyczne jagody pochodzące z Brazylii, spożywane niegdyś przez ludy zamieszkujące Amazonię. Mają ciemnofioletowy kolor i smakują jak połączenie owocu z czekoladą. Zawierają 18 aminokwasów pozwalających na regenerację mięśni, co czyni je atrakcyjnym produktem dla sportowców. W jagodach znajdziemy także witaminę E, C oraz z grupy B, a także mających właściwości antyoksydacyjne antocyjany.
Składniki te spowalniają procesy starzenia, chronią przed nowotworami, a także obniżają poziom cholesterolu. Są także cennym surowcem w kuracjach odchudzających. Obecnie na rynku znajdziemy wiele preparatów, w których zawarte są owoce.
W 100 % naturalne jagody dostać można w formie sproszkowanej i liofilizowanej w cenie ok. 100 zł za 150 gram.

Goji
Są małej wielkości, czerwonymi jagodami uznawanymi za najzdrowsze owoce świata. Podobnie do acai zawierają dużo aminokwasów i antyoksydantów. Szczególnie ważna jest największa ilość karotenoidów (w tym Bkarotenu) spośród wszystkich występujących na ziemi produktów! Goji wpływają pozytywnie na nasz układ odpornościowy, poprawiają kondycję, działają ogólnie wzmacniająco. Dzięki obecności polisacharydów stosowane mogą być w profilaktyce antynowotworowej, polecane jest też spożywanie owoców przez osoby żyjące w dużym stresie (regulują pracę serca, stabilizują ciśnienie). Dietetycy uważają, że wskazane jest jeść ok. 10 – 30 gramów produktu dziennie (ok. 2 – 3 garści). Jagody dostępne są w formie suszonej, a ich cena waha się w granicach 60 – 70 zł za 1 kg.

Karob
Pozyskiwany jest ze strąków drzewa (strąki nazywane chlebem świętojańskim) o tej samej nazwie. Może występować w formie proszku – mączki, często używanej w przemyśle spożywczym jako zagęstnik, czy też zamiennik kakao . Inną formą jest melasa, czyli substancja słodząca będąca gęstym syropem. Karob w smaku przypomina czekoladę, dzięki czemu znajduje zastosowanie w wypiekach, plackach, kaszach, owsiankach. Może też, wraz z przetartymi owocami, stanowić świetny deser dla dzieci. Chleb świętojański bogaty jest w witaminę E, A, D oraz B2 i B3. Jest to produkt lekkostrawny i w przeciwieństwie do czekolady nie zawiera szczawianów, które ograniczają wchłanianie wapnia i cynku. Jest to doskonały produkt dla osób zmagających się z astmą i alergiami, poprawia także trawienie.
Karob to stosunkowo tani produkt, ponieważ cena 100 gramów wynosi około 3 złotych. Zaleca się spożywanie 15 gramów dziennie.

Rooibos
Nazywa się tak uprawiany w RPA krzew, z którego ususzonych liści przygotowuje się napar o charakterystycznym miodowym aromacie. Ze względu na brak kofeiny i teiny polecany jest zwłaszcza dzieciom, a także cierpiącym na bezsenność . W swoim składzie nie zawiera gorzkawych, ograniczających wchłanianie składników odżywczych garbników.
Rooibos dzięki obecności przeciwutleniaczy odtruwa organizm, prawdopodobnie spowalnia proces starzenia komórek. Zawiera dużo mikroelementów, pomaga przy niestrawnościach oraz działa rozkurczowo. Napar polecany jest także osobom rozdrażnionym – składniki w nim zawarte pobudzają wydzielanie serotoniny, hormonu odpowiedzialnego za nastrój.
Za 100 gramów suszu zapłacimy około 8 zł.

Morwa biała
Roślinę tę spotkać można na wielu kontynentach. Jej liście charakteryzują się właściwościami leczniczymi - stosuje się je w celu ustabilizowania poziomu cukrów we krwi poprzez spowolnienie rozkładu cukrów złożonych, a także ograniczenie ich wchłaniania. Cennym, choć nieco mniej popularnym produktem są owoce morwy. Ich słodki, miodowy smak czyni je atrakcyjną przekąską, bądź też dodatkiem do jogurtów czy deserów.
Zawierają dające uczucie orzeźwienia kwasy organiczne, regulują przemianę materii. Ze względu na dużą ilość żelaza polecane anemikom, a także matkom karmiącym (w dawnej medycynie stosowało się jako środek mlekopędny). Obecnie, poza dostępnymi na rynku preparatami z morwą, znajdziemy też formy w 100 % naturalne.
100 gramów herbaty z liści morwy kosztuje około 8 złotych. W tej samej cenie dostępne są także suszone owoce w 150 gramowym opakowaniu.

Joanna Róg, 20l.

Czytaj więcej...

Opalanie w solarium - uważajmy, by nie przesadzić

  • Opublikowano w Zdrowie

Gdybym zapytała Was o ulubioną porę roku, jestem przekonana, że większość wskazałaby na lato.

Za co tak bardzo ją kochamy? Zapewne za gorące słońce, które nadaje naszemu ciału brązowy kolor. A przecież my kobiety, jak śpiewał Ryszard Rynkowski, lubimy brąz.

Wiele kobiet uważa, że skóra o brązowym odcieniu dodaje atrakcyjności, witalności oraz, że optycznie wyszczupla naszą sylwetkę. Ale niestety, lato już dawno się skończyło, a wraz z nim zanika również nasza opalenizna. Promieniami słońca o ‘magicznej’, brązującej mocy nie możemy cieszyć się cały rok.

Znane są jednak sposoby, które pomogą nam utrzymać opaleniznę na dłużej. Możemy zastosować preparaty o właściwościach brązujących, opalanie natryskowe bądź też skorzystać z usług solarium. To ostatnie jest niewątpliwie najchętniej wybierane przez kobiety, pewnie ze względu na jego szybką skuteczność. Już zaledwie po kilku minutach spędzonych na łóżku w solarium, widoczne są efekty w postaci delikatnej opalenizny, co wskazuje na to, że regularne korzystanie zapewni nam opaleniznę przez cały rok.

Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie zagrożenia płynące z korzystania z solarium. Otóż zbyt częste wizyty w nim mogą być przyczyną poważnych problemów zdrowotnych. Sprawa jest dość poważna, lecz przez większość zwolenniczek tego sposobu opalania lekceważona. Mimo licznych ostrzeżeń specjalistów, liczba osób korzystających z solarium wcale nie maleje. Wręcz przeciwnie, coraz więcej z nas korzysta ze sztucznych kąpieli słonecznych, a na dodatek coraz częściej zdarzają się przypadki uzależnień od lamp solarium.

A czy Ty, Droga Czytelniczko, wiesz jak działa solarium oraz jakie zagrożenia za sobą niesie? Jeżeli korzystasz z niego a nie znasz odpowiedzi na te pytania to artykuł, który właśnie czytasz jest po to, by to zmienić i ostrzec Cię przed czyhającymi niebezpieczeństwami.

Otóż solaryjne lampy działają na podobnej zasadzie co słońce. Głównymi sprawcami złego są wytwarzane przez nie promienie UV, które pobudzają naszą skórę do produkcji melaniny- pigmentu, który nadaje naszej skórze brązowego odcienia. Zasadniczą różnicą jest jednak to, że solarium jest znacznie silniejsze w swoim działaniu od promieni słońca. Oddziałuje na naszą skórę z dwunastokrotnie większą siłą niż słońce.

Jak już wspomniałam, zagrożeniem dla naszego zdrowia są promienie UV, a dokładniej wchodzące w jej skład promienie UVA i UVB. Pierwsze z nich wnikają głęboko do naszej skóry. Mogą dostać się do komórek skóry właściwej, powodując uszkodzenia we włóknach elastyny i kolagenu. Prowadzi to do zwiotczenia skóry, która traci swoją jędrność, elastyczność i witalność. Skóra starzeje się, czego objawem są tak nielubiane przez nas zmarszczki. Wskutek działania promieni UVA może dojść również do zaburzenia pigmentacji naszej skóry, na której mogą pojawić się liczne przebarwienia.

Druga kategoria promieni to UVB. Nie są wytwarzane przez solarium w dużych ilościach, ale nie oznacza to, że są mniej szkodliwe. Promienie UVB docierają do naskórka skóry i sprawiają, że staje się ona twarda i szorstka. Ponadto wywołują zjawisko nazywane alergią słoneczną. Oznacza to, że na ciele pojawiają się zaczerwienienia, grudki i pęcherzyki, zaczyna się dokuczliwe swędzenie. Za ich sprawą dochodzi również do oparzeń skóry. Promienie UV, a zwłaszcza UVB są przyczyną uszkodzeń oka: zapalenia rogówki, uszkodzenia siatkówki czy zaćmy, która objawia się pogorszeniem ostrości widzenia poprzez zmętnienie soczewki oka. Choroba ta może prowadzić nawet do całkowitej utraty wzroku.

Jednak najpoważniejszym zagrożeniem płynącym z działania promieni UV jest możliwość zachorowania na nowotwór skóry- głównie na czerniaka złośliwego, który jest bardzo ciężki do wyleczenia. Osoby nadmiernie korzystające z usług solarium znajdują się w grupie zwiększonego ryzyka zachorowań na raka skóry. Czy to są błahe zagrożenia? Nie sądzę. A to jeszcze nie wszystko. Promienie UV negatywnie wpływają na układ odpornościowy. Nasz organizm staje się bardziej podatny na różnorodne infekcje, wirusy i bakterie. Osłabiają także strukturę włosów i paznokci. Ponadto wskutek braku odpowiedniej dezynfekcji łóżek korzystający z solarium mogą zarazić się grzybicą i innymi chorobami skóry.

Jak widzimy zagrożeń jest bardzo wiele. Dlatego musimy uważać i omijać je szerokim łukiem. Solarium nie jest zakazane. Gdy będziemy korzystać z jego usług z rozwagą i według wskazań specjalistów, ryzyko wystąpienia owych problemów zdrowotnych jest mniejsze.

Zatem jak bezpiecznie korzystać z solarium? Zapytałam o to kosmetyczkę- Oliwię Olszynkę: ‘Z solarium korzysta się nie częściej niż jeden raz dziennie i nie częściej niż trzy razy w tygodniu. Osoby z karnacją normalną powinny robić przynajmniej jednodniowe przerwy pomiędzy seansami, a osoby ze skórą wrażliwą co najmniej dwudniowe. Opalenizna się utrzyma chodząc na solarium 1-2 razy w tygodniu. Tego samego dnia nie łączy się opalania w solarium z opalaniem na słońcu. Dla bezpiecznego opalania powinno się używać specjalnych kosmetyków, które zapewnią pielęgnację naszej skóry, zwiększą szybkość, skuteczność i trwałość opalania. Po opalaniu należy stosować kosmetyki nawilżające skórę. Przed sesją w solarium trzeba usunąć makijaż, zdjąć biżuterię i nie używać perfum, gdyż mogą one prowadzić do reakcji alergicznych. Na czas opalania koniecznie musimy założyć ochronne okulary i zamknąć oczy (same zamknięcie oczu nie wystarczy). Jeżeli na ciele znajdują się znamiona powinno się je zabezpieczyć, np. osłonić, płatkami kosmetycznymi, brodawki sutkowe. W salonie solaryjnym zawsze należy stosować się do zaleceń personelu, który musi zapewnić odpowiednią dezynfekcję łóżek solarium. Przestrzegając tych zaleceń nic złego nie powinno nas spotkać ’

No właśnie, pamiętajmy, by zawsze stosować się do tych wskazówek.

Ważne jest też, byśmy wiedziały kiedy nie możemy korzystać z solarium. Lista przeciwwskazań jest bardzo długa. Jeżeli jesteś uczulona na słońce, masz bardzo jasną karnację skóry, liczne znamiona, blizny bądź rany powinnaś trzymać się z daleka od solarium. Nie można z niego korzystać również wtedy, kiedy jest się w ciąży, kiedy karmi się piersią, podczas miesiączki, w czasie grypy, stanów zapalnych oraz po operacjach. Także choroby serca, nerek, wątroby, tarczyca, cukrzyca, bielactwo, nadciśnienie, epilepsja, łuszczyca, opryszczka czy trądzik różowaty skreślają nas z listy klientek solarium. Kiedy masz rozszerzone i popękane naczynka krwionośne, stosujesz kosmetyki z retinolem, kwasami AHA, zażywasz leki lub preparaty światłouczulające (np. antykoncepcyjne, antydepresyjne, moczopędne, nasercowe, antybiotyki, z wyciągiem z dziurawca), poddałaś się zabiegom kosmetycznym z zastosowaniem retinolu, kwasów owocowych, glikolowych, środków wybielających czy zabiegom oczyszczającym i depilującym to również powinnaś unikać kontaktu z promieniami UV.

Solarium przynosi efekty, lecz niesie za sobą także duże zagrożenie. Nie zapominajmy o tym! Opalenizna jest fajna, owszem, ale na pewno nie warto ryzykować dla niej zdrowia i urody. Przecież korzystasz z usług solarium, po to, by wyglądać atrakcyjniej. Wątpię, że osiągniesz ten cel, kiedy dotkną Cię opisane wyżej problemy. Nie musisz rezygnować z usług solarium, ale zwracaj uwagę na zalecenia specjalistów i nie przeholuj z czasem i częstością opalania.

Mówiąc krócej: Opalanie w solarium? Ok, ale uważaj, by nie przesadzić.

Aleksandra Parusel, 20l.

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS