Menu
logo tjk main

Tajemnicze właściwości straganów zawartości

Gdybym powiedziała, że jestem specjalistą od zdrowego żywienia - skłamałabym. Taką wiedzę posiada moja mama. Nauczyła się tego od swojej mamy.

Dzięki nim opanowałam kilka podstawowych zasad - jak jeść, żeby utrzymywać swoje zdrowie fizyczne i psychiczne. Do tej pory przeglądamy z uporem wszystkie stare zeszyty kuchenne babci. Spotykamy się od czasu do czasu i gotujemy zdrowe (nie mylić z niedobrymi) potrawy. Omawiamy jakie zostały odkryte nowe właściwości lecznicze składników naszych obiadów. Uwielbiam ten czas spędzony z mamą, która wspomina czasy swego dzieciństwa. Opowiada o tym, jak będąc małą dziewczynką siadała przy ogromnym okrągłym stole w kuchni, a moja babcia odpowiadała na liczne pytania córki zaczynające się niezmiennie od słowa „a dlaczego?” Wyobrażam sobie swoją mamę, jak siedzi z kajetem i zapisuje słowa babci. Do dziś mam w swojej kuchni zeszyt zapisany jej ręką. Otwierając go wdycham jego zapach starości. Zrobiłam mu okładkę ze sklejek i pomalowałam w niezapominajki. Żeby nie zapomnieć: babci, która z troską i mądrością przygotowywała posiłki, mamy z warkoczykami, która siedząc zapisywała ołówkiem podpowiedzi babci w zwykłych zeszytach w kratkę, aby potem przekazać je mnie, następnemu pokoleniu, które dziś korzystając z zapisków gotuje swemu synowi i odpowiada na pytanie: a dlaczego mamo?

60 lat wcześniej…

- A dlaczego dziś tarkujesz marchewkę?

Bo marchewka jest bardzo zdrowa. Jest składnikiem wielu potraw. Gdy je się ją regularnie odnawia się organizm, wpływa pozytywnie na skórę. Jesteś anemiczna, dlatego tak dużo jej jesz. Doskonale działa na wzrok i zapobiega nowotworom. Nawet małe dzieci muszą jeść marchewkę, ponieważ reguluje ona pracę delikatnego żołądka.

- A dlaczego obierasz cebulę?

Ponieważ będę robić zupę cebulową. Cebula, córeczko, nazywana jest królową warzyw. Jest bogatym źródłem witamin A,B i C oraz wapnia, fosforu, magnezu i żelaza. Można ją jeść na surowo, wtedy reguluje układ trawienny i gotowaną. Należy jednak pamiętać, że jedzenie dużej ilości surowej cebuli może źle wpłynąć na pracę wątroby. Dlatego wrzucam ją na patelnię i „szklę” lekko. Jej właściwości zostają, ale nie jest już taka ciężkostrawna. Ponadto cebula leczy doskonale infekcje. Pamiętasz, co ci podaję, jak jesteś chora? Syrop z cebuli i miodu. Córuś zrób herbatkę z cytryną, dobrze nam zrobi.

- A dlaczego z cytryną?

Cytryna jest przede wszystkim smaczna. Wiesz, jak ją lubię ( to prawda, pamiętam jak babcia jadła cytrynę jak pomarańczę). Chroni przed przeziębieniem, obniża gorączkę ponieważ działa napotnie, odkaża układ moczowy. Hmm ale pyszna herbatka. Teraz się bierzemy za gotowanie buraków. Zrobimy je na parze, żeby zachowały smak, kolor i swoje właściwości. Uprzedzając twoje pytanie Danusiu, dlaczego burak odpowiem ci od razu. Burak jest bogatym źródłem witaminy A, całego kompletu witamin B, witaminy C, kwasu foliowego (dlatego jest polecany dla przyszłych matek) i substancji mineralnych. Należy jednak uważać, żeby nie przesadzić z jedzeniem buraków ponieważ może się to skończyć kłopotami żołądkowymi. Burak ma silne właściwości przeczyszczające. Dopowiem do wypowiedzi babci, że ostatnie badania potwierdziły, iż burak jest pomocny w leczeniu raka.

- Mamo a dlaczego przyniosłaś z ogrodu kapustę?

Ooo kapusta to doskonałe warzywo. Niestety mało kto o tym wie. Dawniej kapustę nazywano „lekarzem biedaków” lub „darem niebios”. Czy wiesz, że starożytni Egipcjanie budowali świątynie na jej cześć? Nie śmiej się, tak było. Powiem ci nawet więcej. Rzymianie w czasach starożytności wydali prawo, według którego kradzież kapusty była karana śmiercią. Szczególnym wielbicielem kapusty był Pitagoras, który twierdził, że kapusta leczy nerwy i problemy psychiczne. Czy tak jest naprawdę? Wątpię, ale wiem na pewno, że warzywo to leczy infekcje wirusowe i bakteryjne, choroby wrzodowe. Sok z kapusty jest doskonały do płukania bolącego gardła. O, zobacz co przyniosłam z sadu. Gruszki. Zjedz jedną, one też są bardzo zdrowe.

- A dlaczego?

Danusiu, dlaczego i dlaczego. Mówiłam ci to już, gruszki są słodziutkie i zdrowe. Jedząc na przykład je w postaci suszonej masz dużo energii. Ostatnio czytałam, że Chińczycy uważali ją za symbol długowieczności i sprawiedliwych sądów. Czy wiesz, że w czasach starożytności znano ponad 40 000 odmian gruszek, podczas gdy teraz jest ich `około 3 000? O widzisz, pokasłujesz trochę, tym bardziej zjedz ten owoc, bo ma właściwości łagodzące kaszel. Regulują układ pokarmowy, układ moczowy i obniżają cholesterol. Dlatego i ja chętnie się poczęstuję. Pamiętaj, że jednak mimo tego, że wszystko jest zdrowe to należy jeść wszystko z umiarem. Jak wszystko w życiu.

Tych „dlaczego” uzbierałoby się na wiele tomów opowieści o tajemniczych zawartościach straganów. Warto śledzić takie nowinki. Warto też wiedzieć, czym karmimy nasz organizm. Od tego zależy przecież jak on funkcjonuje i jak my się z tym czujemy. Idę wziąć gruszkę z koszyka i wzniosę nią toast …. Na zdrowie.

 


 

8-12

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

PILATES I JOGA - dla ciała i ducha

  • Opublikowano w Zdrowie

W tak zabieganych i przepełnionych stresem czasach, ruch wydaje się być naszym prawdziwym sprzymierzeńcem. Pomaga odreagować, zapomnieć na chwilę o problemach, odnaleźć swoje drugie, spokojniejsze i uśmiechnięte JA.

Nieważne, jaką formę przyjmie ten ruch. Ważne, by był dostosowany do naszych potrzeb, preferencji i przede wszystkim możliwości. Nie ma nic gorszego niż sport, do którego trzeba się zmuszać, a zapewne każda z nas tego przynajmniej raz w życiu doświadczyła.

Czym są pilates i joga?
Sztuka jogi pochodzi z Indii i jest tym samym jednym z najstarszych systemów na rozwijanie ciała i ducha. Odmian jogi jest wiele, jednak najważniejszy podział to: hata joga z układami ciała (tzw. asanami) i joga medytacyjna, która sama w sobie posiada wiele odmian.

Joga pozwala „uwolnić umysł i duszę” dopiero wtedy, gdy zapanujemy nad naszym ciałem. Sprzyja medytacji, która możliwa jest, gdy ciało uwolnione jest od wszelkich napięć i bólu. Joga to tak naprawdę filozofia życia, która sprzyja medytacji.

Z kolei twórcą metody pilates, jest Joseph Pilates. Sama metoda ćwiczeń polega na powolnym, świadomym wykonywaniu ćwiczeń, w rytm spokojnej relaksującej muzyki, co dodatkowo pomaga nam wprowadzić się w stan odprężenia. Bazuje w dużej mierze na elementach jogi i baletu. Dodatkowo wykorzystuje specjalnie do tego przygotowane narzędzia – taśmy, piłki.

Różnice widoczne są w sposobie oddychania. W jodze ważne jest utrzymanie statycznej pozycji, natomiast pilates opiera się na powtarzaniu danych ćwiczeń, dostosowanych do anatomii naszego ciała.

Jak ćwiczyć?
Wbrew pozorom są to łatwe ćwiczenia, gdy ogląda się je z boku. Tak naprawdę wymagają skupienia, dokładności i precyzji. Tylko wtedy przynoszą pożądane efekty. Uczą nas prawidłowego oddychania. Tak, to prawda! Często w całym naszym rozbieganiu „zapominamy” o tej ważnej czynności i gdy przychodzi do ćwiczeń, najzwyczajniej w świecie nie potrafimy odpowiednio oddychać. Za szybko, za wolno, nie do „rytmu”. A prawidłowy oddech to połowa sukcesu. Dzięki temu, że panujemy nad naszym oddechem, nasze ruchy stają się bardziej świadome i efekty końcowe są dużo bardziej zadowalające.

Uczą nas świadomości ruchu, wykorzystania każdego mięśnia w odpowiedni sposób. Cierpliwości i wytrwałości, gdyż początkowo nie każde ćwiczenie jesteśmy w stanie wykonać. Jednak postępy, jakie możemy u siebie obserwować, motywują do dalszych działań.

Z pewnością są to ćwiczenia spokojniejsze, niż np. dynamiczny aerobik, ale równie mocno potrafią wycisnąć z nas pot, zmęczyć do bólu. A niekiedy nawet bardziej.

Zdecydowanie pomagają w dolegliwościach związanych z kręgosłupem czy stawami. Korygują naszą postawę, sprawiają, że mięśnie stają się bardziej rozciągnięte, a nasze ciało jest dzięki temu mniej podatne na urazy. Pomagają nam pracować nad naszą postawą, która ze względu na styl życia, często nie do końca jest odpowiednia.

Gdzie ćwiczyć?
Na zajęciach z profesjonalistą, których jest szeroki wachlarz. Praktycznie każdy fitness klub oferuje tego typu zajęcia. Warto, jeśli jest taka możliwość, udać się na zajęcia próbne, by przekonać się, czy ten sposób aktywności fizycznej faktycznie nam odpowiada. Oprócz tego, lub zamiast, jeśli ktoś woli ćwiczyć w domowym zaciszu, można skorzystać z odpowiednio przygotowanych filmów instruktarzowych. Jeśli uda nam się zachować samodyscyplinę, znaleźć chwilę dla siebie, równie dobrze możemy ćwiczyć bez wychodzenia z domu.

Korzyści…
Pilates i joga pozwalają odnaleźć nam naszą spokojniejszą i, kolokwialnie rzecz ujmując, bardziej wyluzowaną stronę.

Sylwetka staje się smuklejsza, zgrabniejsza. Postawa bardziej wyprostowana, ruchy ciała bardziej świadome i nasycone kobiecością. Ciało subtelnie wyrzeźbione, rozciągnięte.

Każda z tych metod pozwala nam odnaleźć spokój ducha, poznać nasze ciało i jego możliwości. Poznajemy je, jakby od nowa i uczymy się zachować harmonię między ciałem a duszą.

Obie te metody mają swoich zwolenników, jak i przeciwników. Tak naprawdę wszystko zależy od naszych preferencji. Część osób woli zdecydowany, dynamiczny ruch i dla nich ten rodzaj „sportu” może wydać się zbyt nudny, za wolny czy za spokojny. Osoby, które potrzebują nie tylko, wypocić się i wyrzucić z siebie cały stres, a chcą również wyciszenia i spokoju znajdą w obu tych propozycjach, to czego szukają.

Cały sekret tkwi w odpowiednim wykorzystaniu… naszego ciała. Trzeba wsłuchać się w jego potrzeby i wykorzystać jego potencjał.

Zarówno pilates, jak i joga nie stawiają żadnych ograniczeń wiekowych, ani kondycyjnych. Wszystko zależy od chęci i dyscypliny, a stopień trudności ćwiczeń można dostosować do indywidualnych potrzeb.

Magdalena Zbytek-Książkiewicz, 30l.

Źródło: K. Zebroff „Joga dla każdego”

 


 

8-12

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Wiem, co jem, ale czy na pewno?

Jedno z głównych haseł XXI wieku brzmi „jedz zdrowo”. Nikt nie chce odżywiać się produktami podrzędnej jakości, które mają w sobie więcej chemii niż naturalnych elementów.

Odpowiednia dieta bogata w witaminy, makro oraz mikroelementy, białka i właściwe tłuszcze, pomaga zachować zdrowie i ładną sylwetkę.
Mimo to często nie możemy oprzeć się „śmieciowemu” jedzeniu jak fast foody, słodycze, napoje gazowane. Ich sprzedaż jest wysoka szczególnie wśród dzieci oraz młodzieży. Popularnie nazywa się to niezdrową żywnością w przeciwieństwie do produktów zawierających w sobie mało tłuszczu zwierzęcego i dużo witamin.

Wiele z nas na zakupach nauczyło się czytać etykiety na opakowaniach i dzięki temu decydować na lepsze jedzenie. Jednak nadal często sugerujemy się reklamą czy znaczkiem. Coraz więcej firm korzysta z tego typu haseł wprowadzając dodatkowo napis „bez konserwantów” na oferowane nam produkty. Nie zawsze to, co oznaczone jako naturalne, rzeczywiście takim jest. Nierzadko dystrybutorzy żerują na konsumentach i chcąc zarobić więcej pieniędzy. Sygnują lub promują swoje towary jako zdrowe. Ta nieczysta procedura nazywana na zachodzie greenwash polega na wykorzystywaniu coraz popularniejszej chęci dbania o środowisko i reklamowaniu swojej działalności jako ekologicznej. Niestety rzeczywistość często nie oddaje medialnego wizerunku tychże producentów. Konsumenci są przez nich oszukiwani oczywiście nic o tym nie wiedząc.

Zacznijmy od stoiska z warzywami i owocami. Dlaczego kupione w sklepie tak szybko nie gniją jak te od babci z ogródka? Odpowiedź jest prosta. Pierwsze są często nawożone substancjami mającymi chronić je przed szkodnikami oraz pozwolić na jak najdłuższe zachowanie świeżości i zwiększenie ich rozmiarów. Niejednokrotnie zbierane jako niedojrzałe są później wspomagane chemikaliami, by wyglądać w sklepie na zerwane przed chwilą z drzewa, np. zielone pomidory pryskane są gazem na bazie etylenu, czy jabłka zamrażane gazem azotowym, dlatego możemy cieszyć się nimi przez cały rok. Przez to nie zawsze owoce i warzywa kupione w sklepie są zdrowe. Często są one tak naszpikowane sztucznymi substancjami, że tracą swoje wartości odżywcze stając się ładnie wyglądającym nadmuchanym nienaturalnie tworem. Ile razy zdarzyło się Wam kupić jabłko z zewnątrz piękne i czerwone, a w środku już trochę zgniłe? Albo gorzkie arbuzy, które tak długo mogą leżeć na szafce i się nie zepsuć? Nie mówiąc już o mandarynkach bez pestek czy pomidorach, przy których pachnie gałązka, a nie one same. Te trzy ostatnie przykłady to już oczywiście dowód na istnienie GMO, czyli żywności genetycznie modyfikowanej.

Pewnym sposobem na uniknięcie sztucznych nawozów i bezwartościowych warzyw czy owoców jest korzystanie z możliwości kupienia ich w sezonie przede wszystkim na bazarze, a nie w wielkim hipermarkecie.
Ponadto warto spytać jakiego pochodzenia są kupowane produkty i wybierać polskie lub te z krajów nam najbliższych, ponieważ ich transport do określonego miejsca będzie krótszy, czyli można je zerwać, kiedy pojawią się prawie dojrzałe. Nie zapomnijmy o koniecznym umyciu ich przed spożyciem, najlepiej w przegotowanej chłodnej wodzie. I zamrażajmy!! To nieprawda, że mrożone warzywa czy owoce mają mniej substancji odżywczych. Ponieważ trafiają bezpośrednio do chłodni mogą być zerwane w okresie największej dojrzałości i zachować wszystkie cenne witaminy. Tylko pamiętajmy, żeby ich nie rozmrażać za pomocą mikrofali czy gorącej wody. Zimą oraz w okresie trudnej dostępności niektórych warzyw i owoców warto wybierać w sklepie mrożonki, natomiast jeśli mamy ochotę na całe jabłko należy obrać je ze skórki, która pochłania najwięcej szkodliwych nawozów. Nie wierzmy też w zapewnienia sąsiadki, że marchewki z jej ogrodu są zdrowsze niż te ze sklepu. Jeżeli mieszka przy ruchliwej ulicy lub w większym mieście czy dzielnicy przemysłowej, wszystkie ciężkie metale i spaliny takie jak ołów przedostaną się z łatwością do gleby razem z deszczem, dalej do uprawianych warzyw oraz owoców i co za tym idzie – do ludzkiego żołądka. Obecnie aby wyhodować coś bez chemii trzeba się bardzo natrudzić lub wyjechać tam, gdzie cywilizacja i jej zanieczyszczenia dotkną nas w niewielkim stopniu.

Jogurt normalny czy light?
Zdecydowanie ten pierwszy! Dlaczego? Otóż producenci bardzo często zastępują tłuszcz słodzikiem, dokładniej aspartamem (E 951), który poprawia ich smak. Ma on bardzo szkodliwe działanie. Może np. doprowadzić do syndromu chronicznego zmęczenia, pogorszenia pamięci, cukrzycy. Jest o wiele tańszy od cukru, dlatego tak chętnie stosowany. Występuje nie tylko w napojach gazowanych, produktach light (zastępuje tłuszcz, co wcale nie znaczy, że produkt jest mniej kaloryczny), ale także w multiwitaminach w postaci musujących tabletek, mrożonych kawach, gumach do żucia, a nawet w szynkach i rybach.

Te ostatnie są także bardziej obrośnięte w wodę niż mięso. Zamrożona panga po rozmrożeniu ma kilogram mniej? Kupiona polędwica mocniej naciśnięta spływa wodą? Serek kiedyś gęsty dziś możemy pić prawie jak jogurt? Oczywiście! W końcu ważne aby sprzedać jak najwięcej najniższym kosztem producenta. Dlatego aby zwiększyć ich masę wprowadza się wodę w oferowaną żywność. Sposobu na uniknięcie tej sztuczki niestety nie ma żadnej. Dodaje się także azotyn sodu, który konserwuje i utrwala różową barwę, a obecny jest w bekonie, parówkach, przetworach mięsnych. Jego nadmierne spożywanie związane jest z pojawieniem się problemów z jelitami, trzustką oraz układem nerwowym. Warto czasem zastanowić się, czy nie lepiej kupić mniej a drożej niż taniej i więcej, bo nierzadko szynki z niższej półki są bardziej naszpikowane konserwantami sztucznie poprawiającymi ich smak, zapach, wygląd oraz wodą zwiększającą ich masę. A najlepiej zaprzyjaźnić się z kimś z gospodarstwa rolnego, kto sam przetwarza mięso.

W sklepach należałoby uważniej przyjrzeć się przecenionemu mięsu,
czy jest ono świeże i nadaje się do spożycia. Bo niejednokrotnie sklepy aby nie wyrzucać za dużo niesprzedanego towaru oferują w niższej cenie coś, co tylko wyglądem przypomina znany nam produkt.

Część dalsza „niewinnych” dodatków do jedzenia, czyli glutaminian sodu. Obecny w sosach, przyprawach, konserwach, czy nawet fast-foodach i barach szybkiej obsługi, np. chińskich, spagetteriach, naleśnikarniach. Wzmacnia smak, ale wykorzystywany jest również do zatuszowania nadmiaru soli oraz innych szkodliwych substancji w jedzeniu, które np. powodują uzależnienie od danego rodzaju produktu (frytki, hamburgery itd.) oraz chęć dokupienia napoju w sklepie, bo „nagle” bardzo zachciało nam się pić. Nadmierne spożywanie produktów z glutaminianem sodu powoduje duży wzrost wystąpienia ryzyka otyłości i nadwagi, ponadto wpływa na pojawienia się uczucia niepokoju, duszności, nadmiernej potliwości.

Dwie wyżej opisane przeze mnie substancje występują najczęściej w produktach spożywczych. Prócz nich istnieją oczywiście jeszcze barwniki spożywcze (zawierają np. aluminium), konserwanty, substancje zakwaszające (np. kwas octowy), preparaty zagęszczające i żelujące. Wszystkie je powinniśmy mieć wyszczególnione na etykietach głównie w postaci litery E oraz cyfry.

Niewielu z nas wie, że kwas fosforowy obecny w napojach gazowanych wykorzystywany jest do budowy gwoździ stalowych, oczyszczania z rdzy, a u ludzi powoduje niesamowite niszczenie szkliwa oraz silne pobudzenie układu nerwowego.

Natomiast syrop kukurydziany, inaczej glukozowo-fruktozowy to kolejny przyjaciel otyłości,
ponieważ oszukuje nasz mózg, wywołując jednocześnie uczucie sytości i głodu. Nie do końca przekonany o pełnym żołądku nasz umysł domaga się więcej jedzenia.

Jakie jeszcze sposoby stosują producenci, aby nas oszukać? Nie mówią nam na przykład o tym, że w czasie obróbki termicznej powstaje akrylamid, który ma negatywny wpływ na nasz układ nerwowy. Nie jest dodawany do produktów, więc nie musi być oznaczany na żywności. Występuje w chipsach, ciastach, ciastkach oraz innych pieczywach.

Po przeczytaniu powyższego tekstu nasuwa się pytanie: co mamy jeść? Jak się odżywiać, aby uniknąć szkodliwych substancji? Niestety nie ma na to złotego środka. W coraz szybciej postępującej cywilizacji zdaje się nie być miejsca na zdrową i naturalną żywność.

Nawet produkty oznaczane jako eko i bio nie są do końca ekologiczne.
Starajmy się zatem sami jak najwięcej hodować, czy to zioła w kuchni, czy jakieś warzywo na balkonie. Będziemy obecni przy ich rozwoju i to my zadecydujemy ile i czego dodać do gleby. Korzystajmy także z targów oraz gospodarstw rolnych. W sklepach uważnie czytajmy etykiety wybierając z najmniejszą ilością sztucznych barwników lub konserwantów. I oczywiście starajmy się znaleźć czas na przygotowywanie posiłków w domu zamiast korzystać z barów, restauracji czy odgrzewać mrożone dania posiadające wiele tłuszczów nasyconych i nikłe wartości odżywcze.

Od czasu do czasu dobrym sposobem na pozbycie się toksyn z organizmu jest zrobienie sobie jednodniowej głodówki czy zjedzenie garści ziaren zbóż. Najważniejsze, aby organizmowi dostarczać jak najmniej nienaturalnych substancji.

Anita Karolczak, 22l.

BIBLIOGRAFIA
Wiąckowski Stanisław K., Próba ekologicznej oceny żywienia, żywności i składników pokarmowych, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1995.
Heber David, Kolorowa dieta, tłum. Cezary i Grażyna Nolewajka, Rebis, Poznań 2006.
Kowalczyk Stanisław, Bezpieczeństwo żywności w erze globalizacji, Szkoła Główna Handlowa – Oficyna Wydawnicza, Warszawa 2009.
Flis Krystyna, Konaszewska Wanda, Podstawy żywienia człowieka, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 2007.

 


 

7-12

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Bieg po zdrowie

  • Opublikowano w Zdrowie

Żyjemy w czasach, gdzie uprawianie sportu stało się bardzo modne, na czasie. I bardzo dobrze! Nie ma nic lepszego jak choćby chwila czasu poświęcona tylko nam samym. Możemy grać w tenisa, pływać w basenie, czy jeździć na rowerze. Niestety większość z dyscyplin sportowych, które możemy uprawiać, wymagają od nas pewnego nakładu finansowego. Rakieta tenisowa, rower, czy karnet na basen często znacznie przekraczają domowe budżety. Ale na całe szczęście jest taki sport, który można uprawiać bez jakichkolwiek obciążeń finansowych. Adidasy i dresowe spodnie pewnie ma każda, a więc czas w mnie w skoczyć i… zacząć biegać.

Tak, tak moje drogie. Biegać każdy może. Sport ten nie uznaje żadnych wymówek. Biegać można wszędzie oraz o każdej porze. Najlepiej zacząć już dziś.

O pozytywach płynących z uprawiania tego sportu chyba nie trzeba wspominać. To samo zdrowie i lek na wszystko. Nie tylko poprawia nam kondycję, czy sprawia, że nasze samopoczucie jest w jeszcze lepszej formie. Zdecydowanie poprawia pracę naszego układu krwionośnego, czy oddechowego. Oczywiście, jak przy uprawianiu każdego sportu można w międzyczasie zgubić kilka zbędnych kilogramów, czy sprawić aby nasze mięśnie na łydkach, czy udach były nieco bardziej wyrzeźbione niż dotychczas.

Nie stać cie na drogie kremy przeciwzmarszczkowe? Nic nie szkodzi, dzięki bieganiu kondycja skóry poprawia się znacząco i dostatecznie dobrze się utlenia. A to wszystko za sprawą o wiele lepszego ukrwienia naszej skóry. Cierpisz na częste zmiany nastroju, mało co potrafi sprawić, że na twojej twarzy pojawi się szczery uśmiech? Podczas biegania wytwarzają się w naszej przysadce mózgowej hormony szczęścia, zwane endorfinami. Dzięki nim uśmiechać się będziesz bez powodu, zaczniesz widzieć świat w zupełnie innych, kolorowych barwach. Sama siebie będziesz postrzegać inaczej, staniesz się atrakcyjniejsza nie tylko dla siebie.

Dziewczyny! Spójrzmy prawdzie w oczy. Bieganie to jeden z najlepszych sposobów spędzenia wolnego czasu. Do uprawiania tego sportu nie potrzeba zbyt wiele, a jedynie chęci i upór. Miejsce do biegania znajdzie się wszędzie, strój sportowy nie musi być z pierwszej półki, on nam w bieganiu nie pomoże. Wystarczą zwykłe legginsy i bawełniana koszulka. Opcjonalnie można zabrać ze sobą odtwarzacz MP3 z ulubioną muzyką. Świat należy do Was! Możesz biec gdzie chcecie i jak długo chcecie, wszystko zależy od Was. Najważniejsze jest to, że w ogóle wychodzicie z domu w celu innym niż praca, czy zakupy. W końcu macie czas tylko dla siebie, czas w którym myślicie tylko o sobie i nic więcej Was nie interesuje.

Jak zacząć? Metoda małych kroczków jest chyba najbardziej odpowiednia. Początkowy brak kondycji i zmęczenie da nam się we znaki. Dlatego trzeba zacząć od krótkich i nie wymagających zbyt wiele wysiłku dystansów. Należy opracować sobie jedną trasę, którą wiecie, że na pewno pokonacie bez większej zadyszki, czy nie czucia nóg. Jeśli, po kilku dniach, tygodniach treningu stwierdzicie, że chciałyście wydłużyć swoją trasę, czy całkiem ją zmienić, zróbcie to. Przecież tutaj to Wy same jesteście swoim trenerem, same decydujecie o tym kiedy to się stanie. Nikt Wam nad głową nie stoi i nie każe na drugi dzień pokonywać dystansu 10 kilometrów.

Sama biegam od dwóch miesięcy i powiem Wam szczerze, że nie wyobrażam sobie życia bez tego, co więcej, zastanawiam się jak mogłam wcześniej normalnie żyć i funkcjonować. Biegam zazwyczaj wieczorami, nawet wtedy kiedy jestem zmęczona i najchętniej położyłabym się do łóżka. Sprawia mi to ogromną radość i satysfakcje. Do biegania namówiłam również swoją mamę, z którą biegam w weekendy. Oczywiście początki nie były tak kolorowe. Jednak sama nie wiem kiedy, bieganie stało się stałym punktem mojego każdego dnia.

Co jest najważniejsze? REGULARNOŚĆ, REGULARNOŚĆ i jeszcze raz REGULARNOŚĆ. Bieganie, z resztą jak każda uprawiana dyscyplina sportowa, nie lubi wymówek. „Aaa… dzisiaj nie biegam, bo pada” , „głowa mnie boli, poleżę w łóżku”, czy „jestem tak zmęczona po pracy, że nie mam sił na nic”. Najpierw zrobicie sobie jeden dzień przerwy, później dwa, a następnie całkiem zrezygnujecie i zapomnicie o treningach. Nie ma mowy! Efekty daje tylko regularne bieganie. W deszczu, z bolącą głową, czy zmęczona też wskakujemy w adidasy i ruszamy przed siebie.

Dla Agnieszki (40l.), biegaczki od dwóch lat nie ma rzeczy niemożliwych. „Biegam codziennie, bez względu na czas czy porę. Na święta Wielkanocne, czy bożonarodzeniowe również nie zapomniałam o przebiegnięciu chociażby kilku kilometrów.. Wieczorami, podczas gdy moja rodzina objadała się kolejną porcją ciasta ja biegałam i sprawiało mi to niezwykłą frajdę. Będąc na tegorocznych wakacjach w Grecji potrafiłam wstać bardzo wcześnie rano, gdy temperatura była jeszcze optymalna i również pobiegać sobie chociaż pół godziny”.

Same widzicie, że nie ma rzeczy niemożliwych. Szkoda marnować czasu. Biegać można zawsze i wszędzie. Sport ten nie tylko poprawi waszą kondycję, ale i całe życie, bo... żyć bez niego nie będziecie umiały.

Natalia Kozłowska, 23l.




5-12


 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Droga przez męki - modowe udręki / Niezdrowa moda

Jako kobieta, na pewno jesteś świadoma jak na przestrzeni lat, na Twoich oczach powstawały nowe trendy, pozostawiając inne w tyle. Niektórym udało się po latach powrócić, innym przydałoby się odejść do lamusa...

Moda nie zawsze idzie w parze z naszym zdrowiem a ładnie nie zawsze oznacza wygodnie. Co zatem dla Ciebie jest ważniejsze? Być trendy, czy być zdrową? Oto kilka przykładów.

Gdy będziesz chciała zrobić furorę pokazując się na imprezie w tych seksownych, obcisłych nowych jeansach - upychanie swych krągłości w te cudeńka, może poważnie zaszkodzić twemu zdrowiu. Neurologicznie znana jako Meralgia Paresthetica, to fantazyjna nazwa tego, co dzieje się kiedy twoje obcisłe spodnie uciskają nerwy. To drażniące i piekące uczucie, które ci dokucza, nie ma nic wspólnego ze świdrującymi spojrzeniami zachwyconych mężczyzn i zazdrosnych kobiet.
To właśnie uciskane nerwy i Matka Natura, która stara Ci się przekazać swą mądrość: czas na zakup ubrania o rozmiar większy!

Zakrzepy, drożdżyca i infekcje pęcherza zdecydowanie nie sprzyjają miłemu spędzaniu czasu, jeśli twoje spodnie są zbyt ciasne. Ten stan nazywa się Genital Heat Stress. Jeśli twoje narządy intymne, przez cały dzień są ściskane w obcisłych spodniach, różnorodne, ważne tkanki i układy powoli się wyłączają. Ciasne ubrania dodatkowo redukują cyrkulację powietrza, co tylko sprzyja całemu procesowi. Noszenie tak ciasnych spodni, że wyglądają jakby były wręcz namalowane na twoim ciele, może poważnie zaszkodzić w układzie trawiennym, spowodować ból dolnej części pleców oraz doprowadzić do lipoatrofii półkolistej, która objawia się miejscowym zanikiem tkanki tłuszczowej, pojawiającym się najczęściej na udach. Ubytki tkanki tłuszczowej przeważnie są linijne i układają się prostopadle do osi długiej ciała. Takie same objawy towarzyszą noszeniu bielizny ściągającej. Przylegając ściśle do części intymnej, powoduje ona chroniczną wilgotność w pochwie, a to stwarza doskonałe warunki do rozwoju bakterii. Bielizna syntetyczna jest bardzo często przyczyną zapalenia albo grzybicy pochwy.

Skoro już mowa o bieliźnie, czas przyjrzeć się kwestii biustonoszy.

Staniki przez lata przysparzały kobietom męczarni, choć z drugiej strony paradoksalnie raczej źle jest widziane chodzenie bez bielizny. Fiszbiny mogą uwierać i siniaczyć delikatną tkankę, z kolei ramiączka generują poważne problemy z kręgosłupem, a także prowadzą do obtarć skóry. Mimo tych widocznych uniedogodnień, badania lekarzy wykazują, że całkowite zrezygnowanie z biustonosza, może prowadzić do jeszcze większych problemów zdrowotnych, czy choćby estetycznych. Należy zatem pamiętać przede wszystkim o jak najlepszym dopasowaniu stanika.

Jak mawiają „nie szata zdobi człowieka”, ale co z butami?!

Nic tak nie dodaje uroku i pewności siebie jak wysokie obcasy. Zmora naszych delikatnych stóp i nadwyrężonego już kręgosłupa. Te piękne, czerwone platformy na pewno wspaniale komponują się z nową sukienką, ale niestety Twoje stopy mogą być innego zdania. Przede wszystkim wysokie obcasy mogą stępić twą „kocią zwinność”, przez co trudniej będzie Ci uniknąć niebezpieczeństwa. Jesteś bardziej narażona na wszelkie upadki, zwichnięcia i utratę równowagi. Ponadto, niekorzystne działanie szpilek, może ujawnić się dopiero po jakimś czasie. Nadwyrężone i ściśnięte więzadła oraz przesunięty środek ciężkości pozostawią twoje nogi w opłakanym stanie.

Spójrzmy na problem, bardziej specjalistycznym okiem.
Najmocniejszą kością stopy jest kość piętowa. Stanowi jej podstawowy wspornik i wystarcza do utrzymania ciężaru całego ciała. Kość piętowa jest także idealnie przystosowana do kontaktu z podłożem. Rozkład obciążenia, prawie w 1/2 przypada właśnie na kość piętową, podczas gdy reszta przechodzi przez przednią część stopy: kości śródstopia i palce. Kiedy nosimy wysoki obcas, śródstopie i palce muszą wytrzymać aż 3/4 naszej wagi - zamiast połowy ciężaru ciała. Stopa na wysokim obcasie musi być stawiana bardziej pionowo i przy każdym kroku uderza piętą w podłoże. Powoduje to mikrourazy stawów, więzadeł, a nawet kości. Podczas noszenia szpilek, również nasz kręgosłup jest nieprawidłowo wygięty, bo plecy odruchowo odchylają się do tyłu, aby utrzymać równowagę. Częste wyginanie się kręgosłupa powoduje z czasem ból w okolicy krzyżowej i może też doprowadzić do jego trwałych zwyrodnień. Ból może dotyczyć nie tylko pleców, ale też szyi oraz głowy. Warto się czasem zastanowić czy chroniczny ból głowy czy karku nie jest związany właśnie z noszeniem szpilek.

Innym problemem są wąskie czubki w bucie, tzw. szpic. Noszenie takiego obuwia to prosta droga do halluksów – staw dużego palca stopy odgina się na zewnątrz, sprawiając, że kość wystaje i boli. Ponadto noszenie szpiczastych i ciasnych butów oraz istniejący już halluks mogą być przyczyną schorzenia o nazwie palce młotkowate –palce wyginają się jak szpony i bolą.

Okazuje się, że jeszcze bardziej niebezpieczne od obcasów mogą być...japonki. Zazwyczaj aby utrzymać je na nogach, podkurczamy palce. Prowadzi to do zmęczenia stóp, obolałych łydek i zmian w sposobie chodzenia, co z kolei przekłada się na długoletnie problemy z kostkami i biodrami.

Czas na dodatki!

Nic tak niekorzystnie nie wpływa na bolący kręgosłup jak przeciążona torebka. Ciężka torba ciągnie przeciwległe ramię i podtrzymujące je mięśnie w stronę szyi. Może pojawić się nacisk na nerwy, który spowoduje ból w tych okolicach, a nawet drętwienie, przechodzące z górnej części ręki do dłoni. Torba noszona na ramię może doprowadzić do skoliozy. Według Amerykańskiego Stowarzyszenia Kręgarzy, kobiety nie powinny nosić więcej niż 10% ich masy ciała.

Akcesoria zawierające nikiel często powodują nieznośne i nieestetycznie wyglądające uczulenia. Należy być jednak czujnym ponieważ uczulenie może pojawić się nagle, nawet w dorosłym życiu.

Nie zapominajmy też o naszych partnerach.
Badania wykazują, że ok. 67% mężczyzn nosi koszule z za małym kołnierzykiem i zbyt mocno zawiązane krawaty. Ucisk żył w szyi redukuje dopływ krwi do mózgu, a także wzmaga napięcie mięśni na plecach i ramionach. Ponadto, jako że krawaty nie są zbyt często prane, stanowią idealne siedlisko bakterii.

Nie każda z nas jest oczywiście „ofiarą” mody, ulegającą wszystkim trendom i stawiającą piękny wygląd ponad zdrowie. Z pewnością jednak przyda nam się kilka rad, jak uniknąć modowych niebezpieczeństw:
- zrezygnuj z ubrań z syntetycznych tkanin (poliester, nylon, poliamid), które „nie oddychają”. Skóra w takim ubraniu bardzo się poci i łatwo o jej podrażnienia.
- najlepsza dla ciała jest lekka bielizna bawełniana, a rajstopy warto zastąpić pończochami.
- jeansy z prostą nogawką nadal będą nadawać twojej sylwetce szczupły wygląd bez narażenia na ucisk powodowany przez model skinny. Postaraj się wybierać spodnie ze stretchem albo wypróbuj jegginsy – to zwykłe legginsy, ale imitujące jeans.
- szukaj torebek z szerokimi ramiączkami (co najmniej 5cm). Przewieszenie torby przez ramię odciąży twoje plecy – torba będzie „podpierana” przez biodro. Pamiętaj, aby często zmieniać ramię, na którym dźwigasz swój dobytek.

Powodzenia na zdrowej drodze życia!

Aleksandra Pelz, 21l.




5-12


 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Gotowa (nie) na zdrowie? (Wspomnienia cudownej kuchni mojej cioci)

Pamiętam zapach kuchni mojej cioci. Moja mama i babcie też dobrze gotowały, ale to kuchnia mojej cioci zatrzymała się w moich wspomnieniach. Gdy przekraczałam próg jej domu od razu znajdowałam się w świecie fantazji i spełnionych marzeń. To do cioci biegłam po kolejnej porażce, dla mnie mega ważnej.

Ciotuchna była „prostą" kobietą. Wychowywała się w czasach wojny, bardzo wcześnie została osierocona. Nikt nie zadbał o jej wykształcenie. Nikomu to jednak nie przeszkadzało. Miała większą wiedzę o życiu i ludziach, niż najlepszy psycholog. A ja odwdzięczałam się moją ogromną dziecięcą miłością.

Po wejściu do domu zawsze witał mnie uśmiech mojej cioci i pytanie: Co Słoneczko, życie dokopało? Poradzimy sobie z tym złem. Przepasywała mnie fartuchem i zabierałyśmy się do pracy. Uwielbiałam to robić.

Ciocia miała w kuchni dwa miejsca, w których chętnie przesiadywałam. Pierwsza to szafka, w której były malutkie, pękate słoiczki. W nich ciocia trzymała przyprawy. Nie takie, które dziś kupujemy w sklepie, ale prawdziwe z ogródka zaprzyjaźnionej zielarki. To tam poznawałam smaki i właściwości dodawanych do potraw ziół.

Pamiętacie takie powiedzenie: „figa z makiem z pasternakiem"? Otóż jedną z tajemniczych rzeczy, które ciocia dodawała do potraw jednogarnkowych był właśnie korzeń pasternaku. Zawsze mówiła, że jest to doskonały środek na ból brzucha, żołądek i schorzenia pęcherza moczowego.

Kiedy zabrakło jej pieprzu, dosypywała jagody niepokalanka pospolitego, którego ostry smak ma właściwości łagodzące zaburzenia miesiączkowe.
Były też tam zioła popularne, czyli kurkuma, sproszkowana papryka, majeranek, tymianek, oregano, szałwia, bazylia, wegeta własnej roboty. No właśnie, własnej roboty.

Kiedy byłam mała nie było tych cudownych garnków typu Philipiak czy Zepter. Smażyło się na smalcu. Dziś są zwolennicy i przeciwnicy takiego smażenia, wcześniej jednak było to... co było. Kuchnia cioci bez cudownych patelni i garnków była zdrowsza od dzisiejszej. Ponieważ wszystko było domowej roboty. Makaron, kluski, ciasta, ciasteczka, mąka... oj nie, z mąką przesadziłam. Mąka nie była domowej roboty. O, przypomniało mi się. Bułka tarta. Od cioci nauczyłam się nie kupować bułki tartej. Same ścierałyśmy zeschnięte bułki. Mniejsza wygoda niż kupić w sklepie? Pewnie tak, ale przynajmniej wiedziałyśmy, że nie wkradł się tam zbędny tajemniczy element (obrzydzać nie będę). No i wegeta, oczywiście. Wegeta to nic innego jak suszone, starte warzywa: marchewka, pietruszka, seler, cebula. Dodatkowym elementem może być natka pietruszki, koperek, ewentualnie ulubione zioło. Do pięknego, złotego koloru dodaje się kurkumy. Nie za dużo, bo ma gorzkawy posmak.

Drugim czarodziejskim miejscem w kuchni cioci była spiżarka. Tam znajdowały się przepyszne wspaniałości. Zbyt kwieciście się wyraziłam? Może, ale to i tak za mało aby określić jej zawartość. Całe rzędy słoików, w których zostało zamknięte lato: dżemy z jagód, czarnych porzeczek, malin, truskawek, wiśni przypominało chwile, kiedy buszowałyśmy po sadzie i lesie zbierając owoce. Dziwnym trafem w moich koszykach zawsze było mniej niż u cioci. A może dlatego, że więcej z nich trafiało do mojego brzucha, niż do koszyka? Hmm.. możliwe :). Obok nich pyszniły się swoimi kolorami papryki w occie, sałatki z kolorowych pomidorów, ogórki kiszone i korniszony, gruszki i grzybki marynowane oraz marmoszka. Co to jest marmoszka? Tak nazywałyśmy marmoladę ugotowaną ze świeżych antonówek z cukrem z odrobiną cynamonu. Zimą dzięki niej mogłyśmy zrobić jabłecznik o niezapomnianym smaku. Z półek zwisały warkocze czosnku (nie chińskiego, ale z własnego ogródka), papryki czerwonej i zielonej, które sama zbierałam ze szklarni. No i powiedzcie szczerze? Jak tu szybko wyjść z tego przybytku? Kiedy każdy słoik wabi - „no otwórz, posmakuj, przecież to lubisz". A tu ciocia woła - Słoneczko wracaj prędziutko musisz mi pomóc. No, cóż stawiałam opór pokusom i biegłam do cioci. Opłacało się zresztą, zawsze na wyjście do domu dostawałam jeden słoiczek ze spiżarki.

Choć minęło wiele lat, pamiętam, że produkty w kuchni mojej cioci były kolorowe. Zresztą jakżeby inaczej. Kolory kojarzą nam się ze szczęściem, radością, spontanicznością. Tak samo było w jej, a teraz mojej kuchni.

Może ktoś lubi oglądać znane dzieła malarskie. Moje oczy cieszą leżące koło siebie na stole: jasnozielona sałata, pomarańczowe i czerwone pyzate pomidory, lśniąca marchew obok białej pietruszki, bakłażan z ciemnofioletową skórką, nać pietruchy, pęczek aromatycznego koperku, młodziutkie jasnożółte ziemniaczki, biała cebula. Czyż to nie jest dzieło godne zachwytu???

Dowodem na to, że kolor spożywanego jedzenia ma znaczenie, są badania naukowe przeprowadzone przez lekarzy i dietetyków. To oni podzielili warzywa i owoce (czyli to co najpyszniejsze) na pięć grup kolorystycznych.

Grupa czerwona
to np. pomidor, czereśnie, wiśnie, rzodkiewka, truskawki, papryka wiadomo jaka – czerwona, burak, owoc granatu. Wszystkie te smakołyki zawierają likopen, czyli antyutleniacz, które doskonale wpływa na serce, obniża cholesterol, działa przeciwnowotworowo i uwaga, uwaga – odmładza. Ten skarb ukryty jest głównie w pomidorach i ciepłych jego przetworach. W grupie czerwonej jest również potas regulujący rytm serca i ciśnienie krwi.

Druga grupa to żółte oraz pomarańczowe owoce i warzywa. Do nich należą np. banany, marchewki. Tutaj znajdziemy ratunek dla włosów, paznokci i skóry. Działa również przeciwnowotworowo. Ta grupa zawiera tzw. karetonoidy będące naturalnymi przeciwutleniaczami, które zwalczają złośliwe wolne rodniki. Chronią także nasze oczy, co ważne jest szczególnie dla tych, których praca polega głównie na wpatrywaniu się w monitor.

Grupa trzecia - biała straż w zwalczaniu infekcji – czosnek, cebula, por, kalafior lub cykoria. Ich bronią są flawonoidy będące przeciwutleniaczami i alliacyny, które mają działanie przeciwbakteryjne. Moim tajemnym (choć może teraz już nie tajemnym) sposobem na przeziębienie jest sok z cebuli. Dzięki flawonoidom ma on działanie rozkurczowe, moczopędne i przeciwzapalne.

Grupa czwarta zielona. Tu możemy poszaleć, można jeść, jeść i jeść. Tutaj wiele dobrego zawdzięczamy chlorofilowi, który dzielnie wspiera pracę wątroby, wyrzuca wstrętne toksyny z organizmu i reguluje pracę jelit. Szpinak, sałata, brukselka, brokuły, kiwi, rzeżucha, natka pietruszki są bogate w witaminę B, co ma kojący wpływ na układ nerwowy. Polecam je przyszłym mamom, ponieważ obdarowują je kwasem foliowym.
Uwaga! Zielonych warzyw liściastych nie można przedawkować. Jedz śmiało, nie zachorujesz i nie utyjesz.

Ostatnia grupa niebieska. No, może znawcy kolorów będą zaprzeczać, ale niebieska to niebieska. Do tej grupy należą: fioletowe śliwki, czarne porzeczki, czerwona żurawina i granatowe borówki. Jak więc nie spojrzeć, grupa niebieska i będę się tego trzymać. Zresztą najważniejsze jest to, że zawierają antocyjanozydy, które opóźniają procesy starzenia, chronią przed infekcją oraz wspomaga walkę z zapaleniem układu pokarmowego i moczowego. Na tą ostatnią dolegliwość szczególnie polecam żurawinę.

Jak widać, nie trzeba łykać tabletek i stać w kolejkach do apteki. Wystarczy mądrze jeść i ... zapobiegać chorobie...

...Teraz, od wielu lat cioci już nie ma. Została jednak w moich wspomnieniach: stojąca na progu i uśmiechnięta. Słyszę jej głos jak mówi: Co tam Słoneczko? Życie dokopało? Chodź, poradzimy sobie z tym złem.

Teraz będąc mamą nastolatka na smutki i żale po troskach dnia codziennego przygotowuję nam coś smacznego. Coś co przegoni smutki i spowoduje, że spojrzy się z nadzieją w przyszłość i wiarą, że to co było minęło.
Kalorie? Może, ale odrobina słodyczy ma właściwości kojące. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś „zajadał" skutecznie smutki marchewką. Nie dajmy się zwariować. Naprawdę budyń domowej roboty jeszcze nigdy nikogo nie zabił. Także SMACZNEGO :)

Justyna Nosorowska była przedstawicielka firmy Zepter i Herbalife

 


 

5-12

 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

W zdrowym ciele, zdrowy duch - kilka zasad jak utrzymać kondycję

  • Opublikowano w Zdrowie

Ciągle słyszymy: Chcesz być atrakcyjna i pełna wigoru? - Ćwicz i odżywiaj się zdrowo! Ale jak możemy stosować się do tych zaleceń, gdy nasz czas zapełniony jest nauką, studiami, dziećmi czy pracą? Pod koniec dnia czujemy się tak zmęczone, że jesteśmy „pełne wigoru” tylko wtedy, gdy ktoś nas wyręczy i pościeli nam łóżko.
Czas mija, a my prowadząc siedzący tryb życia, nie zdajemy sobie sprawy, że niedługo możemy na własnej skórze odczuć, co to znaczy ból i złe samopoczucie. Powinnyśmy zatem zadbać o siebie już teraz, by w przyszłości móc powiedzieć „czuję się świetnie i nie mam nic wspólnego ze strachem na wróble”.

Dlatego zachęcam do zapoznania się z kilkoma zasadami, jak czuć się dobrze.
ZASADA I - „Gdy chcesz być silny, nie chcesz chorować, musisz się często gimnastykować”. Wiersz Andrzeja Majewskiego to nie tylko słowa ułożone w rym, to życiowa prawda. Ale co to jest gimnastyka? Definicja słownikowa mówi o ćwiczeniach ruchowych wykonywanych w celu uzyskania ogólnej sprawności fizycznej. Nie ma natomiast ani słowa o czasie wykonywania ćwiczeń, ani o tym, że będziesz sprawniejsza, gdy wyciśniesz z siebie siódme poty. Jeżeli jednak „bycie mokrą” sprawi, że poczujesz się lepiej i podniesie to twoją samoocenę, wylej na siebie szklankę wody- skutek jest ten sam, bez większego wysiłku.

Zaleca się ćwiczenia z rana, ponieważ dzięki nim, nie tylko się rozciągniesz, ale i podniesiesz ciśnienie, co przyniesie ci uczucie pobudzenia i orzeźwienia. Nie masz rano czasu na kilka przysiadów czy skłonów lub po prostu Ci się nie chce? Nic nie szkodzi! Na pewno pijesz poranną kawę. W trakcie jej przyrządzania, otwórz okno, by się dotlenić, włącz radio lub swoją ulubioną muzykę i… zatańcz! Uzyskasz taki sam efekt, jak przy standardowych ćwiczeniach, a ile przy tym zabawy! Jeżeli nie lubisz tańczyć bez partnera, weź szczotkę do zamiatania, przynajmniej unikniesz podeptanych stóp.

ZASADA II - „Biega, krzyczy Pan Hilary: Gdzie są moje okulary?" Najczęściej używamy mięśni nóg ze zwiększoną częstotliwością, gdy coś zgubimy lub po prostu się spóźniamy. W związku z tym, ruszaj się więcej i uskuteczniaj biegi, nie tylko w kryzysowych sytuacjach. Zrób miejsce dla przyszłych kalorii! Ruch nie tylko wysmukli twoje ciało, ale pozwoli zapobiec problemom w późniejszym wieku. Dlaczego młode matki przypominają zawodniczki biegów długodystansowych? Odpowiedź jest prosta. Trzymają one w domu naturalne motywatory do ruchu. Te małe smerfy, które biegają z niewidzialnym silnikiem, nie pytają, czy się zatrzymać, bo mamusia się zmęczyła. Jeśli nie jesteś matką, a potrzebujesz motywacji do działania, zatrudnij się w roli niani. Nie tylko zdobędziesz chęci do zwiększonej aktywności, ale i przy okazji zarobisz.

ZASADA III - „Ty jesteś moje hobby, innymi słowy - bzik! Ach, co się wtedy robi, gdy ma się takie hobby…” W dzisiejszych czasach, kiedy mamy do czynienia z nieuniknionym wpływem Internetu, nawet w momencie, gdy nadchodzi ta upragniona chwila wolna, wolimy spędzić ją przed komputerem. Niestety Internet nie sprawi, że poczujemy się lepiej, wręcz odwrotnie. Ból oczu, głowy czy kręgosłupa nie wróży nic godnego pochwały. W takim przypadku możemy chwalić się wyłącznie typem skoliozy i ilością dioptrii w okularach. Dlatego warto zainteresować się wyborem aktywnego hobby. Istnieje mnóstwo rozwiązań, które pozwolą nam na utrzymanie sprawności fizycznej, w zadawalającym nas stopniu.

Jeśli lubisz pływać, to doskonały sposób na utrzymanie kręgosłupa w dobrej formie. Po całym dniu w pozycji siedzącej, pływalnia to sama przyjemność. Nie musisz pływać w pojedynkę, zawsze możesz zabrać ze sobą koleżankę. Jest to również znakomity sposób na spędzenie czasu ze swoim partnerem, szczególnie, gdy rzadko macie okazję na wspólny „wypad we dwójkę”. Niektóre z nas, wybierają bezchlorową aktywność, z naciskiem na relaks. Taką możliwość dają nam zajęcia z jogi lub tai chi. Kto by pomyślał, że dzięki powolnym ruchom i dziwacznemu ułożeniu ciała, relaksujemy się, a przy tym utrzymujemy kondycję?

Często w okresie przekwitania, pojawia się u kobiet osteoporoza, w wyniku której występuje problem ze stawami biodrowymi, a później pozostaje jedynie ból lub leczenie farmakologiczne. Warto zatem zwrócić na to uwagę już dziś. Możemy tego uniknąć, a w jaki sposób? Konie to piękne zwierzęta, prawda? Może któraś z Was się skusi? To właśnie dzięki jeździe konnej, tego rodzaju problemy będę się trzymać od nas z daleka. Jednak z drugiej strony, taka przyjemność kosztuje, a nasze portfele nierzadko płaczą z żalu i tęsknoty. Mimo to, zawsze zostaje nam opcja dbania o stawy biodrowe przy pomocy chłopaka lub męża. On z pewnością nie będzie miał żadnych obiekcji…

ZASADA IV - „Jesteś tym, co jesz”. Jakie to banalne, ale jakie prawdziwe. Jedzenie jest bardzo ważnym aspektem zdrowego trybu życia. Jednak nie zamierzam pisać tu o „diecie-cud”, po której poczujesz się niebiańsko. Na pewno zakwitniesz, gdy tygodniowa dieta na trawie i wodzie się zakończy, a ty znowu będziesz mogła zjeść normalny posiłek. Wolę napisać: MIEJ DYSTANS DO TEGO, CO JESZ. Staraj się wybierać produkty, które choć trochę przypominają zdrową żywność. Pamiętaj, że składniki, które trafiają do twojego żołądka, odpowiadają za twoje samopoczucie, nie tylko fizyczne, ale i mentalne. A co najważniejsze: CZYTAJ SKŁAD PRODUKTU. Każdy producent musi wymienić wszystkie ingredienty czy substancje, których użył przy wyrobie żywności. Bądźmy świadome tego, co wkładamy do ust.

Powyższe zasady to tylko kilka reguł i porad jak radzić sobie z własnym ciałem i jak mieć przy tym dobry humor. Jeśli dzięki nim, choć garstka z Was spojrzy na życie przez różowe okulary, to warto było się nimi dzielić.

Paulina Nawrocka, 23l.
etnolingwistyka UAM




5-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Czuję się świetnie na wiosnę!

Już jest! Wiosna! Czas zrzucić z siebie grube wełniane swetry i spodnie, a z garderoby wyciągnąć letnie fatałaszki. Początek wiosny to wręcz doskonały moment na zrobienie porządków – nie tylko w szafie.

Jeśli nie czujemy się w swoim ciele doskonale - czas na metamorfozę!

Wielu z nas „nadprogramowe” kilogramy spędzają sen z powiek. Za wszelką cenę chcemy się ich pozbyć. Do gorącego lata, w trakcie którego konieczne będzie odsłonięcie ciała pozostało jeszcze kilka miesięcy. Wystarczająco dużo czasu aby popracować nad niedoskonałościami.

Ciepło, słońce, coraz dłuższe dni to doskonałe chwile na ruch na świeżym powietrzu. Codzienny spacer, może przejażdżka rowerem na pewno pomoże nam w walce ze zbędnymi kilogramami. Regularne spożywanie posiłków w myśl zasady - częściej a mniej - na pewno przyniesie pożądane efekty. Pomocne okaże się także bogactwo produktów sezonowych, które powinnyśmy włączyć do naszej diety. Zrezygnujmy w tym czasie z posiłków gotowych na rzecz zrobionych samodzielnie. Na lokalnych targowiskach z łatwością znajdziemy świeże warzywa i owoce. Takie posiłki są nie tylko zdrowsze, ale i smaczniejsze. Twarożek ze świeżym szczypiorkiem i rzodkiewką najlepiej smakuje przecież wiosną.

Pijmy dużo wody, wybierajmy produkty zbożowe (kasze, ciemny chleb), chude produkty pochodzenia zwierzęcego, warzywa i owoce a efekt będzie gwarantowany.

Podarujmy sobie prezent na nadchodzące lato w postaci doskonałego samopoczucia. Jeśli poczujemy się dobrze w swoim ciele, nasza dusza także będzie się miała lepiej.

 


 

1-12

 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Czy tłuszcz to nasz wróg?

Większość z nas ma sceptyczne podejście do kwestii spożywania tłuszczu. Tymczasem tłuszcz to jeden z podstawowych składników odżywczych żywności. Tak jak białka czy węglowodany jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania organizmu człowieka.

Tłuszcze pełnią szereg ważnych funkcji. Są skoncentrowanym źródłem energii dla narządów i tkanek. Wpływają na stan skóry i włosów. Są budulcem białej masy mózgu i błon komórkowych. Dodatkowo pomagają w przełykaniu pokarmu i odczuwaniu smaku. Tłuszcz jest gromadzony w organizmie człowieka - podskórny chroni nas przed utratą ciepła, a okołonarządowy stabilizuje organy wewnętrzne.

Większości z nas tłuszcz kojarzy się z olejem lub masłem. Jednak, ukrywa się on także w produktach mięsnych, mlecznych, ciastach z kremem. Duże ilości tłuszczu obecne są także w orzechach.

Tłuszcze - a raczej produkty, które zawierają znaczne ich ilości – podzielimy na te, które powinny znaleźć się w diecie i te, które z diety powinniśmy eliminować. W pierwszej grupie znajdą się oleje roślinne, tłuste ryby morskie, orzechy. W drugiej natomiast tłuste wędliny, tłuste mięso, tłusty nabiał, margaryny. Chude mięso i nabiał są jednak jak najbardziej wskazane w prawidłowo zbilansowanej diecie.

Tłuszcze są źródłem bardzo istotnych NNKT (niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych). Doskonałym źródłem kwasów należących do tej grupy są tłuste ryby morskie np. tuńczyk, makrela, łosoś oraz oleje np: słonecznikowy, sojowy, lniany i rzepakowy niskoerukowy. Związki te wpływają na prawidłowy wzrost i rozwój organizmu. Zapobiegają m.in. nadciśnieniu tętniczemu oraz zakrzepom krwi. Powstają z nich także hormony tkankowe. Organizm nie jest w stanie wytworzyć tych związków samodzielnie, dlatego musi je mieć dostarczone z pożywieniem.

Pamiętajmy czego się wystrzegać, a na co postawić w swoim jadłospisie, aby naszym organizmom niczego nie brakowało.

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS