Menu
logo tjk main

Czego kobieta nigdy nie powinna usłyszeć od mężczyzny, a czego od swojego partnera

My kobiety jesteśmy postrzegane jako istoty delikatne, uczuciowe i bardziej wrażliwe niż mężczyźni. Chcemy sprawdzać się w różnych dziedzinach życia, zarówno w roli opiekunek domowego ogniska, jak i na stopie zawodowej. Lubimy imponować i wzbudzać zachwyt u płci przeciwnej. Dbamy o siebie i staramy się, by to, co robimy było bliskie ideałom, a wynik tych starań spotkał się z pozytywnym odbiorem i podziwem.

Nie od dziś wiadomo, że największa rywalizacja odbywa się w miejscu pracy. Mężczyźni są bowiem przekonani, że to oni dzierżą palmę pierwszeństwa w zdobywaniu dobrze płatnych stanowisk, awansów, mają świetne pomysły, a nasze potknięcia potrafią bardzo dotkliwie komentować. Ile razy zdarzyło się, że kiedy coś Ci nie wyszło usłyszałaś: „bo baby nadają się tylko do garów?” Nie jest to zbyt miłe określenie, tym bardziej, że rzeczywistość jawi nam się nieco inaczej. Jest mnóstwo wybitnych specjalistek, które doskonale radzą sobie ze swoimi obowiązkami i nie raz udowodniły swoją wyższość nad tym stwierdzeniem.

W takim „mieszanym towarzystwie” bardzo łatwo jest o różnego rodzaju gafy, z których faceci często nie zdają sobie nawet sprawy. Jeśli nie traktują pań z góry, to z kolei próbują uchodzić za naszych najlepszych kolegów, nie zastanawiając się nad tym, że spoufalając się zanadto, mogą przekroczyć pewne granice. Tak bywa czasem, gdy usiłują być dowcipni. Jesteśmy przyzwyczajone do tego, że mężczyźni kochają żartować i nic w tym złego, dopóki się nie zapędzą. To, co śmieszy ich w swoim gronie, niekoniecznie musi nam przypaść do gustu. Opowiadając sprośne kawały w dużych ilościach mogą wpędzić nas w zażenowanie. Niektóre żarty są po prostu niesmaczne i lepiej, by zostały przedstawione grupie dobrze znających się osób, niż koleżankom w pracy.

Tak samo bywa z nadmiernym używaniem wulgarnych słów. Każdemu z nas zdarzy się czasem „rzucić mięsem” w chwili zdenerwowania, ale karygodnym jest, by większość wypowiedzi stanowiły wyłącznie epitety, niezależnie od tego, czy są kierowane w naszą stronę, czy kogoś innego. Rozmówca traci bowiem w naszych oczach szacunek, jeśli wiemy, że nie ma go on dla innych.

Szczególnie drażliwe jesteśmy pod względem wyglądu. Mamy całą masę kompleksów i komentarze kolegów sprawiają nam wyjątkową przykrość. Ada, lat 28 „Kiedy zaczęło się szaleństwo z portalami społecznościowymi, postanowiłam również założyć swój profil na jednym z nich. Wrzuciłam też kilka zdjęć. Po jakimś czasie odnalazł mnie dawno niewidziany kumpel ze szkoły, zaprosił do swoich znajomych oraz napisał wiadomość. Zapytał, co u mnie słychać, sam pochwalił się, jak mu się powodzi. Na koniec, po grzecznościowych formułkach dopisał, że „strasznie mnie przybyło” od czasów szkolnych. Rzeczywiście sporo przytyłam z racji problemów zdrowotnych, ale czy to jest powód, żeby mi to wytykać, nie mając pojęcia, dlaczego tak się stało?”

Nieswojo czujemy się także w sytuacji, gdy w naszej obecności prowadzona jest dyskusja na temat ubioru i figury innych osób, ponieważ zdajemy sobie sprawę, że w innej grupie to my możemy być „na tapecie” i to nasze braki mogą być omówione na forum publicznym.


O ile krytyka w oczach znajomych nie jest zbyt przyjemna, to jednak znacznie bardziej przeżywamy, gdy pada z ust ukochanego mężczyzny. Co prawda same się nieraz o to prosimy, zadając samobójcze pytanie: „czy nie uważasz, że wyglądam w tym zbyt grubo?”, zmuszając tym samym naszych panów albo do kłamstwa, albo do boleśnie miażdżącej prawdy.

Denerwujący bywa również jego głośny zachwyt innymi kobietami, w szczególności tymi, które znamy, np. najbliższą przyjaciółką. Czujemy się wówczas zagrożone, zaczynamy traktować ją z rezerwą, unikamy wspólnych spotkań, by uniknąć napięcia, jakie z pewnością się wytworzy, kiedy będziemy bogatsze o tą wiedzę.

Nasz partner powinien też zrezygnować z porównywania nas do swoich byłych. To chyba najgorszy cios, jaki możemy otrzymać, niezależnie od tego, czy robi to bezwiednie, czy właśnie po to, by celowo wyprowadzić nas z równowagi. Wszelkie tego typu „zestawienia” działają na nas jak czerwona płachta na byka.

Maja, lat 33:Wyszłam za mąż za rozwodnika. Wprawdzie zwykle mało pozytywnie wypowiadał się na temat swej pierwszej żony, to kiedy jednak pewnego dnia, podczas obiadu rzucił, że jego eks dodawała zawsze do pieczeni jakąś przyprawę, która nadawała jej fantastycznego, wyrazistego smaku, miałam ochotę postawić mu garnek z tą potrawą na głowie.”

Oj tak, zdecydowanie jakakolwiek wzmianka o dawnej miłości, bądź też wspominanie seksualnych podbojów może doprowadzić nas do szału. Zastanawiamy się, czy on faktycznie tylko chce podzielić się z nami zdarzeniami z przeszłości, czy może jednak nadal myśli o tamtej kobiecie i żałuje, że ich związek się rozpadł? To dla nas niesamowicie bolesny temat, niby cieszymy się, że wybrał właśnie nas, jednak w głębi duszy jesteśmy zazdrosne o kobiety, które przewinęły się przez jego życie, zwłaszcza, kiedy wciąż do tego wraca w rozmowie.

A jak wygląda sprawa ze wspólnymi wyjściami? No właśnie. Tu też zdarza się, że nasz jedyny nie popisuje się taktem. Oto właśnie podczas spotkania w gronie znajomych, lub rodzinnej nasiadówki przy stole bezczelnie podważa Twoje zdanie, lub próbuje pieczołowicie Ci uzmysłowić właśnie w tym momencie, że chyba urwałaś się z choinki i nie masz racji. Cóż może być gorszego? No chyba jedynie żartobliwe, jego zdaniem stwierdzenie: „kochanie, lepiej już nie nakładaj kolejnej porcji ciasta, bo Ci zamek pójdzie w sukience.” Tymczasem my poważnie podchodzimy do tego, jak mężczyzna traktuje nas wśród innych ludzi. Wolałybyśmy, by odnosił się do nas z szacunkiem i pokazał światu, jak piękna i mądra partnerka stoi u jego boku.

Przykładów na zbyt długi język naszych panów jest całe mnóstwo. Czasem nie możemy zrozumieć, dlaczego nie potrafią pewnych rzeczy zachować dla siebie, tylko klepią, cokolwiek im przyjdzie do głowy? Widać, taka ich natura.

Dlatego rada jest następująca: Jeśli słyszymy od facetów rzeczy, które nas ranią, porozmawiajmy o tym otwarcie. Oni się sami nie domyślą. Wyjaśnijmy, jakie zachowania sprawiają nam ból i poprośmy, by więcej tego nie robili. Kiedy zaś są to błahostki, machnijmy ręką, nie przejmujmy się, gdy podczas nieudanego manewru samochodem usłyszymy, że baby nie powinny dostawać prawa jazdy (tak, jakby oni w życiu nie popełnili żadnego błędu). Pogódźmy się z tym, że ich tok myślenia nie zawsze idzie w parze z naszym. Bądźmy wyrozumiałe, co możemy zmienić, zmieńmy, a jeśli nie, kochajmy ich takich, jacy są!

Agnieszka Witkowska, 31l.




8-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

A gdy facet jest młodszy…

Idąc ulicą widzisz dojrzałą kobietę, pochłoniętą rozmową z młodym mężczyzną. Nic specjalnego, każdy przecież może rozmawiać. Nagle obydwoje łapią się za ręce i obdarzając się namiętnym pocałunkiem, odchodzą. Z jaką myślą zostajesz? „Ale ona ma szczęście. Dorwała takie Ciacho” czy „Jak tak można”?

Słyszę teraz wypowiedź mojej babci „Oni mają z głową coś nie tak. Nikt ich nie nauczył, żeby szukać partnera w swoim wieku? To nie jest normalne!” Ale pytanie: Co nie jest normalne? Pokazywanie swoich uczuć publicznie czy istnienie związku pełnego miłości?

Do niedawna związki „pokoleniowe” budziły konsternację lub nawet kontrowersje. Przyjęty w społeczeństwie dany sposób łączenia się w pary nie mógł odbiegać od normy, czyli „szukam mężczyzny - rówieśnika lub dwa, trzy lata starszego.” Na szczęście norma jest pojęciem względnym i tylko ludzie zaściankowi tudzież „starsi” żyją według ustalonej zasady „tak wypada”, a nie: „chcę być szczęśliwa-za wszelką cenę”.

Choć dzisiaj jesteśmy bardziej przychylni i wyrozumialsi dla par z różnicą wieku, to nie można oprzeć się wrażeniu, że łatwiej nam zaakceptować związek typu on-starszy, ona- młodsza. Wtedy mówimy” przynajmniej dziewczyna ma opiekuna”. A co z parami, w których to właśnie mężczyzna jest młodszy? Kto, kim się opiekuje? Czy kobieta ma poczucie bezpieczeństwa?

Tego rodzaju pytania rodzą się nieustannie i nadal będą się rodzić, a to za sprawą silnego wpływu stereotypów. Powszechnie uważa się, że każdy mężczyzna powinien wybudować dom, zasadzić drzewo i spłodzić potomka. Innymi słowy - być prawdziwą ostoją rodziny. Co za tym idzie, głowa domu-mężczyzna musi być dojrzalszy, mądrzejszy i bardziej doświadczony niż reszta rodziny- Alfa rządzi. Jak to się ma do rzeczywistości? Nijak. Ile jest takich rodzin, w których widać prawdziwego Alfę? Zazwyczaj to właśnie Szyja, nie ważne czy młodsza czy starsza, ma dar rozstawiania wszystkich po kątach. Niestety stereotyp to myśl, pogląd, a traktowany jako wzorzec, nie może przestać istnieć (ale można go przekształcić).

Dlaczego zatem zwracamy uwagę na młodszych i vice versa?
Kobiety decydujące się na tego typu związek to w przeważającej mierze osoby niezależne (również finansowo), posiadające satysfakcjonujący je status w społeczeństwie, a co najważniejsze, to osoby dojrzałe emocjonalnie. Jaki mężczyzna nie zwróciłby uwagi na takie Panie, gdy przez cały czas otacza się „trzpiotkami”, które na pytanie: Dlaczego? odpowiadają: Bo tak? Dojrzała kobieta nie ma problemu z wyznaczeniem własnych celów. Wie, czego chce i wie, jak to osiągnąć. Dlatego też, nie szuka ona nauczyciela czy mentora, z którym „łatwiej będzie przejść przez życie”. Młodszy, szczególnie o wiele młodszy partner, to po prostu bratnia dusza. W takim związku nikt nie narzuca sobie ról „Ty zarabiasz, a ty zajmujesz się domem”. Mężczyzna rozumie, że partnerka spełnia się zawodowo, z drugiej strony, ona zdaje sobie sprawę, że jej ukochany dopiero rozwija skrzydła.

A co z seksualnością?
Jeśli chodzi o sprawy „łóżkowe”, to niemalże perfekcyjny układ. Biorąc pod uwagę statystyki, większość kobiet dopiero po trzydziestce wzmaga częstotliwość uprawiania seksu. Natomiast u mężczyzn wzmożony popęd seksualny pojawia się w wieku studenckim. Takie „statystyki” na pewno cieszą obydwie strony. Poza tym, każda dojrzała kobieta jest w pełni świadoma swojego seksapilu i tego, w jaki sposób reaguje na nią płeć przeciwna.

Wszystko pięknie brzmi, ale jak naprawdę wyglądają relacje takich par, zakładając, że zamieszkują razem pod jednym dachem? Na to pytanie odpowiedziała 48-letnia Weronika. Jakie są relacje między nami? Z pewnością lepsze niż z moim pierwszym mężem. Michała poznałam, gdy byłam tuż po rozwodzie. Wykończona psychicznie, zostałam sama z dwójką przedszkolaków. Gdy w pracy pojawił się nowy kolega, nawet nie zamierzałam się z nim bliżej zapoznawać, zważywszy, że był 10 lat ode mnie młodszy. Po pewnym czasie okazało się, że nie mam z kim zostawiać dzieci, kiedy muszę prowadzić spotkania business’owe. Michał sam zgłosił się na ochotnika. Tak po kilku sesjach „niańczenia” usłyszałam od swoich pociech: „A kiedy wujek nas odwiedzi?”. Tak po 2 lata „wujek” został „ojczymem”. Na samym początku naszego związku, nie wiedziałam czy dobrze robię. On miał 24 lata, a ja nie zamierzałam przyjąć pod dach trzeciego dziecka, sama potrzebowałam wsparcia. Dziś po wielu latach wspólnego życia, wiem, że nic lepszego nie mogło mi się trafić. Michał tchną we mnie życie i zaraził swoją energią. Nauczył mnie: „Nie patrz za siebie, patrz wprzód-tam przecież zmierzasz.” W naszym związku najważniejszy jest szacunek, zaufanie i ciągłe „napędzanie się nawzajem.” To jest dojrzała miłość. Czy czuję się od niego mądrzejsza? W życiu! To ja słucham jego rad. Nigdy mnie nie zawiódł.

Historia Weroniki niszczy pogląd o młodych, lekkomyślnych i nieodpowiedzialnych mężczyznach. Natomiast potwierdza ona powiedzenie: „Nie oceniaj po…wieku.” Znamy wiele opinii, które mówią o późniejszym dojrzewaniu mężczyzn. Ale czy na pewno? A może „dziecinność” to wyjątek?

Bez wątpienia jednak, każdy kij ma dwa końce. Istnieje wiele par, których związek nie przetrwał, ponieważ… No właśnie, dlaczego tego rodzaju „miłość” przestaje mieć rację bytu? Tym razem, wypowiada się 36-letni Marek. Kiedy miałem 26 lat poznałem 43-letnią Marysię. Nasz związek był pełen pasji i fascynacji swoimi osobami. Chociaż w domu okazywaliśmy sobie wiele czułości i zaangażowania, to nie mogłem zrozumieć, dlaczego wśród jej znajomych zawsze jestem „siostrzeńcem”. Po kilku latach rozstaliśmy się, bo na siostrzeńcu się nie skończyło. Byłem cierpliwy, naprawdę, ale kiedy twoja połówka zaczyna ci matkować i „czuwać” nad finansami, to faktycznie coś było nie tak. Poza tym, po pewnym czasie przestała zwracać uwagę na swój wygląd. Nie owijając w bawełnę, robiła się coraz mniej atrakcyjna. Obydwoje doszliśmy do wniosku, że to nie to. Na pewno nie do końca życia.

Bez fascynacji drugą osobą, czy jest starsza czy młodsza, każdy związek się wypala. Jeśli po głowie jednego z partnerów zamiast myśli „Kocham Cię, bo jesteś”, krąży myśl „Kocham Cię, bo jesteś atrakcyjny/a”, to jakakolwiek polemika na temat wieku owych bohaterów nie ma sensu. Zewnętrznie może i eksponują swoją dojrzałość, aczkolwiek wewnątrz, nadal słychać głos dziecka.

Paulina Nawrocka, 23l.
etnolingwistyka UAM




8-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Gdy mój facet jest w wieku mojego ojca

Miłość nie wybiera nawet, gdy nasz ukochany przeżył dwa razy więcej życia niż my. A może jednak podświadomie selekcjonujemy potencjalnych partnerów z najodpowiedniejszymi dla nas cechami? Dlaczego jednym związek ze starszym mężczyzną dodaje skrzydeł, kiedy inne w takiej sytuacji czułyby wstręt? Jak to jest z tą miłością?

Jedną z najważniejszych przyczyn, dlaczego młode dziewczyny decydują się na związek z człowiekiem, z którym dzieli ich przepaść pokoleniowa, jest fakt posiadania ojca. Często zdarza się, że relacje łączące córkę i rodzica nie są zbyt udane lub po prostu ich nie ma. Sytuacje rozbitych rodzin i takich, w których głowa domu nie interesuje się swoimi pociechami mocno wpływają na ukształtowanie się predyspozycji partnerskich. Takie dziewczyny szukają wtedy kogoś, kto da im poczucie bezpieczeństwa i oparcia. Kto lepiej zrozumie i zapełni braki w potrzebach natury emocjonalnej jak nie dojrzały, doświadczony mężczyzna? Każda młoda kobieta pragnąca ojcowskiej opieki, zobaczy w swoim partnerze wszystko, co najlepsze, jeśli oczywiście otrzyma to, na czym jej tak zależy.

Niektóre z nas powiedziałyby teraz: „Przecież można sobie znaleźć opiekuna w swoim wieku!”. Pewnie można, ale zdaniem niejednej kobiety, młodzi mężczyźni kandydujący na pretendenta do związku są mało odpowiedzialni, dziecinni, czasami za bardzo „narwani”, a co za tym idzie nienadający się na określenie ich mianem „stabilnych emocjonalnie”. Niknie wtedy obraz przystojnego i wysportowanego amanta, a zostaje rozkapryszone dziecko.

Wspólne życie z doświadczonym pod wieloma względami partnerem ma wiele zalet i może przynieść satysfakcję, nie tylko od strony fizycznej. Pomijając kwestię bezpieczeństwa i bezwarunkowego wsparcia ukochanego, tego rodzaju związek pozwala młodej, dopiero wkraczającej w dorosłe życie dziewczynie, na uświadomienie sobie swojej kobiecości i na budowę dojrzałych relacji międzyludzkich.

Jeśli ukochany wyraża chęci na podzielenie się swoją wiedzą, nie tylko o prokreacji, ale i o tym jak żyć, to wówczas zaczyna on pełnić rolę mentora, a przede wszystkim staje się jej autorytetem.

A kto to jest autorytet?
To osoba, którą podziwiamy i szanujemy, wzór do naśladowania. W takiej sytuacji droga do miłości to jedynie maleńka ścieżka. Przez cały okres bycia razem „uczennica” pobiera różnego typu nauki, od panowania nad swoimi emocjami po sposób postrzegania świata, tego prawdziwego świata, bez krzty naiwności. W większości przypadków, nie można tego powiedzieć o kolegach - rówieśnikach. Rozpoczynając dorosłe życie wszyscy, aż kipią naiwnością. Dopiero po pewnym czasie z bagażem doświadczeń schodzą z tonu. W innym położeniu znajdują się natomiast dziewczyny, które słuchają o czyichś wzlotach i upadkach. W takich chwilach bardzo dobrze sprawdza się powiedzenie „ucz się na cudzych błędach”, a pełne sukcesów i porażek życie starszego partnera jest znakomitą encyklopedią wiedzy.

Jeżeli istnieją zalety takiego stanu rzeczy, więc istnieją również i wady. Jakie są negatywne skutki partnerstwa między pokoleniami? Jest ich zapewne tyle samo, co zalet, jak nie więcej. Dlaczego rodzą się takie wady? Przecież w każdym związku są negatywne bodźce, które działają na parę. Jednak nie we wszystkich związkach mamy do czynienia z różnicą pokoleń. Nie chodzi tutaj o wiek czy o reakcję otoczenia. Chociaż środowisko, w jakim żyją zakochani wpływa na ich stosunek do samych siebie. Opinia sporej liczby ludzi jest dość klarowna: „On przechodzi depresję wieku średniego, więc musi się odmłodzić. Ona szuka bogatego jelenia”. Tylko podziwiać pary, w których obydwoje muszą znosić insynuacje, często mijające się z prawdą. Ale czy na pewno?

Nad różnicą pokoleń i jej wadami w partnerstwie można byłoby polemizować godzinami. Ale co jest tak naprawdę istotnego, co doprowadza nierzadko do rozstań? Odpowiedź jest prosta. Kwestie poglądowe i wychowanie dają o sobie znać już na początku znajomości. Inne zainteresowania, muzyka, filmy, a nawet dowcipy mogą doprowadzić do tego, że jedno z „papużek” będzie czuło się nieswojo i obco. Starszym pokoleniom wpajano też inne wartości, którymi kierowali się od lat. A gdy spotkania w gronie przyjaciół jednego z nich przypominają o tych różnicach, pojawia się myśl: „Inny świat. Czy ja się w nim odnajdę?”.

Warto też zwrócić uwagę na to, kto kogo zostawia, jeśli zaistnieje taka sytuacja. Młoda dziewczyna dojrzałego mężczyznę, a może na odwrót? Dziwnym, a zarazem ciekawym jest fakt, iż to właśnie częściej porzucane są kobiety. Niewiasta, która wiążę się ze starszym partnerem musi zdawać sobie sprawę, że taki układ ma prawo szybko wygasnąć. Skoro ukochany nie ma żadnych obiekcji, co do związków międzypokoleniowych, tym bardziej jest podatny na zmianę swojej lubej na młodszy okaz. Kobieta natomiast znana z natury ze stałości w uczuciach, jeśli odpowiada jej rola, jaką pełni w związku, a często jest to podmuch świeżości i szaleństwa, nie przestanie dawać z siebie wszystkiego.

Inną interesującą kwestią jest fizyczność i atrakcyjność partnerów. Jak to się dzieje, że niektórych z nas pociągają „wiekowi” partnerzy? Nie rozwodząc się nad charakterami obydwu płci (wiadomo zresztą, że dla rodowitych Wenusjanek najbardziej liczy się to, co człowiek ma w środku i co sobą reprezentuje) skupię się na czystej biologii.

Gdy spotykamy na swojej drodze mężczyznę, nasze oczy, uszy i nos rejestrują wszelkie informacje dotyczące osobnika, a następnie są one przekazywane do mózgu. Oczy pozwalają nam na ocenę wzrostu, sylwetki oraz wszystkich szczegółów postaci (np. wielkość portfela). Do uszu docierają dźwięki nam przyjazne lub z negatywnym zabarwieniem. Jednak najważniejszym organem, który wpływa na siłę zakochania jest nos. To dzięki niemu podświadomie wymieniamy się feromonami z potencjalnym partnerem. Jeśli ów feromon zostanie zakwalifikowany przez nasz mózg, jako ten właściwy, wtedy następuje pierwszy etap zauroczenia. Taki stan ewaluuje, gdy nasz organizm zaczyna produkować inne substancje i hormony - dzięki nim patrzymy „maślanymi oczami” na obiekt westchnień.

Zatem, czy to tak naprawdę od nas samych zależy, w kim ulokujemy swoje uczucia? To nasz mózg mówi nam: „Ten jest odpowiedni”, nie rozróżniając przy tym wieku.

Ludzie łączą się w pary, nie po to, bo tak trzeba, dla innych. Głównym kryterium, którym powinna się kierować każda z nas, nie jest wiek kandydata, ale jego zaangażowanie w związek i stworzenie poczucia, że we wszystkich momentach naszego życia możemy na niego liczyć.

Paulina Nawrocka, 23l.
etnolingwistyka UAM




8-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Do zakochania jeden krok…

Wiele z dziewczyn zastanawia się jak rozkochać w sobie chłopaka. Czy w ogóle istnieje na to jakaś recepta?

Chyba każda z nas po prostu musi znaleźć swój sposób na to, aby chłopak zwrócił na nas uwagę. Nie mam tu na myśli tylko i wyłącznie wyglądu, choć oczywiście on też jest ważny. Nie powinien jednak stanowić najważniejszego wyznacznika, który dominuje nad charakterem i osobowością. To właśnie charakter jest najważniejszy i na niego powinno zwracać się szczególną uwagę.

Dobrze wiecie, że wygląd można zmienić lub poprawić, dlatego my kobiety zwracamy na to głównie uwagę - ubrania, dodatki, fryzura, makijaż itd. Myślimy, że dzięki tym zabiegom chłopak spojrzy na nas łaskawszym okiem, a przy okazji się w nas zakocha. To jednak nie jest takie łatwe.

Nie każdy zwraca uwagę na to jak wyglądamy lub co ubieramy. Dla niektórych nie jest to ważne i istotne. Z kolei charakter, nie łatwo zmienić. Często wady lub cechy pozostają w nas do śmierci. Tak więc lepiej, aby chłopak zwrócił uwagę na nasz charakter niż wygląd. Świadczyć to też będzie o jego osobowości i spostrzeganiu świata.

Myślicie, że chłopak różni się pod tym względem od mężczyzny? No właśnie, jak rozkochać w sobie mężczyznę? To pytanie także codziennie zadają sobie kobiety. Oczywiście w tym przypadku również nie ma sprawdzonych metod i złotego środka. Z całą pewnością mężczyzna spostrzega świat nieco inaczej niż chłopak. Ma on już za sobą więcej przeżytych lat i pierwsze miłości, często nawet nieudane małżeństwa i dzieci. W tym przypadku potrzebuje on drugiej osoby, aby nie czuć się samotnym. Nie towarzyszą mu już hormony miłości i motyle w brzuchu. Jest on po prostu realistą.

Nie jest tak oczywiście we wszystkich przypadkach. Bardzo dużo zależy od danego typu mężczyzny, jego osobowości i psychiki. W takiej sytuacji kobiety rozkochują mężczyznę w sobie wspólnymi zainteresowaniami, rozmowami o życiu i realistycznym, poważnym do niego podejściu, odpowiedzialnością. Oboje są doświadczeni życiowo i dzielą się uwagami na ten temat.

Bywa, że z biegiem czasu jedno z partnerów zmienia się nie do poznania albo właściwie przestaje udawać przed drugą osobą kogoś, kim nie jest. Oznacza to, że w czasie ich początków znajomości dana osoba była zupełnie innym człowiekiem. Starała się ukryć pewne niedoskonałości charakteru i zaimponować wybrance czy wybrankowi. Jest to manipulacja ludźmi, często świadoma.

Wcześniej zdawaliśmy sobie sprawę z faktu, że jeśli się nie zmienimy, to nasz obiekt zainteresowań nie zwróci na nas uwagę. Kiedy jednak zrobiliśmy wszystko, co byliśmy w stanie zrobić a nasz obiekt westchnień zainteresował się nami, czas zadać sobie pytanie - co dalej? Nadal udawać kogoś kim nie jesteśmy i wtedy stracić ukochaną osobę, czy zacząć być sobą? W zależności jak potoczy się sytuacja, partner może pozostać przy naszym boku, ale też musimy się liczyć z tym, że może od nas odejść, czując się zmanipulowany czyli oszukany…

Nieraz manipulacja ta jest nieświadoma i nie zauważamy tego, w jaki sposób się zachowujemy i zmieniamy po nawiązaniu znajomości, pod jej wpływem.

Są też kobiety, które nie chcą rozkochiwać w sobie mężczyzn z tego względu, że to one chcą być rozkochiwane. Nie są one tak ,,nowoczesne” jak ich niektóre koleżanki. Wolą w spokoju poczekać aż na horyzoncie pojawi się ten jedyny, który będzie zabiegał o jej względu. Nie są one też staroświeckie, tylko po prostu swoje postępowanie odzwierciedlają z dzieciństwa np. z bajek, legend itp. lub są nieśmiałe i wolą być adorowane przez płeć przeciwną niż same ich adorować. Zapewne jedno nie wyklucza drugiego.

Drogie Panie, nikt nie wynalazł jeszcze instrukcji obsługi faceta ani instrukcji zakochania się. Musicie same w porozumieniu z własnym sercem i rozumem - co nie zawsze idzie w parze, odnaleźć drogę do serca tego wybranego mężczyzny. Należy też pamiętać, aby być tylko i wyłącznie sobą. Nie powinnyśmy nikogo udawać ani grać, bo poważną znajomość należy budować na szczerości i zaufaniu, to są jej solidne fundamenty.

Wszystkim czytelniczkom ,,To ja kobieta” życzę powodzenia w znalezieniu swojej drugie połówki. Pamiętajcie, pośpiech nie jest dobrym doradcą, a do zakochania jeden krok…jak śpiewa Andrzej Dąbrowski w starej piosence znanej jeszcze naszym rodzicom.

 

Natalia Kurpisz, 19l.

kurpisz

 


 

7-12

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Małżeństwo w trakcie studiów

Wolna i niezależna - to dwa aspekty, które dzisiaj odróżniają nas od kobiet z krajów, gdzie mężczyzna pełni rolę pana i władcy. Chociaż my, te wolne i niezależne same decydujemy, kto ma być naszym wybrankiem, to czasem słyszymy: jesteś na studiach i masz męża, czym Cię oszołomili?

Od wieków kobiety walczyły o skarb, jakim jest równe traktowanie i prawo wyboru. Co za tym idzie, chciały one same decydować, z kim spędzą resztę życia i w jakim wieku to „spędzanie” się rozpocznie.

Mowa jest tu o dziewczynach, powiedziałabym nawet-nastolatkach, które według prawa feudalnego w wieku 12-13 lat stawały się pełnoletnie i bez oporu można było je wydawać za mąż. Zamążpójście wiązało się jednak z majątkiem, dlatego im więcej był warty posag panny, tym decyzja za koga ma zostać wydana, uzależniona była od męskiej części rodziny.

Trzeba również dodać, drogie czytelniczki, że kiedyś dla każdej młodej kobiety sprawą priorytetową powinno było być rodzenie potomstwa. Jednak żeby można było dopuścić do stworzenia nowego życia, potrzebny był jej mężczyzna, związany z nią sakramentem małżeństwa. Nawet, gdy młodzi sami z siebie pragnęli być razem, musiał odbyć się ślub. Inna opcja nie wchodziła w grę, a dziś…

Dzisiaj każda z nas chce zasmakować życia i wycisnąć z niego jak najwięcej. Nadeszła era „kobiety wyzwolonej”.

Nie musimy dojrzewać, wychodzić za mąż i rodzić dzieci. Nikt już od nas tego nie oczekuje. Możemy robić to, co nam się podoba. Co więcej, mamy świadomość tego, że najlepszym rozwiązaniem jest nauka, praca, zdobycie pozycji w społeczeństwie, a potem ewentualne poszukiwanie księcia na białym koniu.

Dlaczego zatem, coraz częściej nasze koleżanki decydują się na zawarcie małżeństwa już na studiach?

Jedną z takich kobiet, które „bezczeszczą” trud, jaki włożyły nasze praprababki, by uwolnić nas od „ obowiązku małżeństwa” we wczesnym wieku, jest 23-letnia Marianna. Wyszłam za mąż 2 lata temu. Po drugim roku studiów, zdecydowałam się na złożenie przysięgi małżeńskiej. Mój mąż również jeszcze studiuje, więc gdy tylko ogłosiliśmy wszem i wobec, że planujemy ślub pod koniec lata, pierwszym pytaniem, jakie usłyszałam było, „Dlaczego teraz? Na pewno jesteś w ciąży!”. Nie byłam w ciąży. Nie uważałam też, że powiedzenie „tak” na ślubnym kobiercu, ograniczy mnie w jakiś sposób. Po maturze zamieszkałam ze swoim chłopakiem. Poznaliśmy się niemalże na wylot. Przyzwyczaiłam się do jego wad, zalety doceniłam. Obydwoje wiedzieliśmy, że „to już na zawsze”. Dlaczego więc, nie posunąć się krok dalej? Od ślubu minęło sporo czasu, a ja nie widzę żadnej różnicy w naszych zachowaniach „sprzed”. Wszyscy się pytają skoro nie widzisz różnicy, to po co wiązać się papierkiem? Odpowiadam wtedy - czy to ślub kościelny, czy w urzędzie, gdy stoisz naprzeciwko osoby, którą kochasz i mówisz „… i nie opuszczę Cię, aż do śmierci”, jest to uczucie nie do opisania. Poza tym, osoby, które boją się „papierka”, albo nie myślą o ukochanym jak o jedynym, albo boją się, że ślub wszystko zepsuje. Ale pytanie - co ma zepsuć? Jeśli czujesz, że nie idziesz tą samą drogą, co twój chłopak to nie ma sensu się zaręczać. Czy masz 21 lat, czy 30, bez wzajemnego zrozumienia i tak nic nie wyjdzie.

Żyjąc w dobie nagminnych rozwodów, kiedy prawie codziennie mamy do czynienia z rozstaniami naszych znajomych czy gwiazd show-businessu, większość z nas przestaje tak naprawdę rozumieć, czym jest związek małżeński. Jest on zazwyczaj kojarzony z „więzieniem”, z utratą wolności i niezależności.

 

Wydaje się nam, że nasz partner po ślubie zmieni się w dziką bestię, podetnie nam skrzydła i uwięzi w lochu zwanym kuchnią. Brzmi zabawnie, ale gdyby tak zapytać młode dziewczyny, co sądzą o małżeństwie, taka lub podobna odpowiedź z pewnością by się pojawiła.

Idąc na studia, oczekujemy od nich nie tylko wiedzy, ale i nowym przeżyć, nieprzeciętnego towarzystwa, a przede wszystkim imprez do białego rana!

A co tu zrobić jak jestem mężatką? Ciepłe bamboszki i przed telewizor z mężem? Nic bardziej mylnego! Często można odnieść wrażenie, że słowo „mężatka” posiada bliźniaka, „nie wypada”.

Jeszcze do niedawna styl życia kobiety malował się trochę w innych barwach. Duża liczba naszych matek czy babć nie miała tak oryginalnego przywileju jak zdobywanie wiedzy na uniwersytecie. Osiągały one pełnoletność, zaczynały pracę i zakładały rodziny. Musiały zatem, skupić się na najbliższych, a nie na swoich ekscesach. Stąd też pogląd, że bycie młodą mężatką to początek poważnego, stabilnego życia.

Co więc zrobić z tym fantem dzisiaj, gdy zapowiada się niebiańska impreza, a nasz mąż nie ma na nią ochoty? Nic! Iść w pojedynkę i bawić się najlepiej jak się da, a „nie wypada” zostawić w domu.

Dwudziestoparolatki to nie tylko żony, ale przede wszystkim studentki, młode dziewczyny pragnące podbić świat. Nie musimy wszędzie zabierać ze sobą nasze drugie połówki, nawet w przypadku, kiedy nosimy ich nazwiska. Związek małżeński nie oznacza ciągłego przebywania w swoim towarzystwie. Świat się zmienia, a my razem z nim. Dlatego, nie powinnyśmy tkwić w przekonaniu, że „wszystko razem”. To właśnie dzięki swobodzie, nie mamy poczucia, że po zmianie stanu cywilnego jesteśmy skazane tylko na jednego człowieka.

Istnieje wiele zalet zamążpójścia w okresie studenckim. Większość kobiet marzy o bezpieczeństwie lub bezwarunkowym wsparciu ze strony mężczyzny. Ślub zapewnia również stabilność w uczuciach, a w codziennym życiu pozwala na załatwienie różnego typu spraw za siebie. Chociaż największą zaletą w tej sytuacji to świadomość, że jest ktoś w domu, kto na nas czeka, tęskni i dzięki niemu nie czujemy się samotne. Ale jak to w życiu bywa, każdy kij ma dwa końce. Gdyby nie było wad, nie potrafiłybyśmy rozpoznać zalet. Z drugiej strony, gdyby słabe strony małżeństwa przestały istnieć, mogłybyśmy porównać życie do sielanki.

Gdy zastanawiamy się nad podjęciem tak istotnego kroku, po naszej głowie krąży tylko jedna myśl, „A co będzie jak się nie uda, rozwód?”. Strach przed rozstaniem, kłótnią i stresem powoduje, że odwlekamy decyzję o stworzeniu rodziny. Jeśli jednak postanawiamy zalegalizować związek, to ten lęk nadal w nas tkwi. Inną, równie silną wadą jest fakt, że w momencie, kiedy chcemy o czymś zadecydować lub zaplanować, zawsze musimy wziąć pod uwagę naszego księcia. Wszystko jest w porządku, kiedy spotykamy się z aprobatą i chęcią udziału w planie. Czasami jednak rodzi się problem, ty „A”, a on „B” i co wtedy?

Z takim konfliktem interesów zetknęła się 27-letnia Magda. Magiczne „tak” wypowiedziałam po obronie licencjackiej. Mąż rozpoczął pierwszą pracę, więc moment na huczne wesele wydawał się idealny. Idylla trwała pół roku, do chwili, gdy dostałam szansę rocznego wyjazdu za granicę, w ramach wymiany studentów. Cieszyłam się jak małe dziecko, w końcu nie codziennie dostaje się takie propozycje. Zawsze marzyliśmy o podróżach, zwiedzaniu niezwykłych miejsc. Miałam możliwość wyjechania wraz z mężem, ja bym studiowała, on pracował i obydwoje zyskalibyśmy nowe doświadczenia. Dlatego tym większe było moje zaskoczenie, gdy usłyszałam, „nie”. Nie rozumiałam, dlaczego. Po dłuższym namyśle, zasugerowałam, że w takim razie sama pojadę, a rok szybko minie. To było dolanie oliwy do ognia. Poza wyrzutami, że go nie kocham i na pewno znajdę sobie kogoś innego, nic konstruktywnego nie dotarło do moich uszu. Kłóciliśmy się do dnia, w którym musiałam podjąć ostateczną decyzję. Sfrustrowana i przybita odmówiłam. Nie chciałam, by nasz związek się rozpadł. Mój mąż zamiast mnie wspierać i motywować do działania, podstawił mi nogę. Co ja sobie wyobrażałam, chcąc spełnić marzenie? Często wracam do czasów, kiedy byłam panną. Jak wyglądałoby dziś moje życie, gdybym nie nosiła obrączki?

W życiu zdarzają się różne sytuacje. Niemniej jednak, by związek miał rację bytu, czy z papierkiem, czy bez, najważniejszy jest kompromis. W momencie, gdy jedno z partnerów nie zna znaczenia tego słowa, nie dojrzało emocjonalnie do partnerstwa, a tym bardziej do założenia rodziny. Trzeba znaleźć własny „złoty środek”, by móc w przyszłości powiedzieć, „podjęłam właściwą decyzję”.

Jeśli jednak bardziej zależy Wam, drogie czytelniczki, na wystąpieniu w roli panny młodej, w przepięknej sukni i byciu gwiazdą wieczoru, to zastanówcie się dziesięć razy, zanim wybierzecie taką drogę. To tylko jedna noc, która minie w mgnieniu oka, a kolejne dni to już rzeczywistość. Nie pozwólcie więc, żeby Wasze życie zmieniło się w ciągłe pytania, „co by było gdyby…”.

Paulina Nawrocka, 23l.

etnolingwistyka UAM

 


 

7-12

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Jego rodzice Cię nie lubią? Jak okiełznać przyszłych teściów

Jacy są najlepsi teściowie?
– Na sto dwa! Sto kilometrów od domu i dwa pod ziemią.

Kto z Nas nie zna kawałów i przysłów o teściach? Można się popłakać ze śmiechu oglądając komedię „Poznaj mojego tatę" z Benem Stillerem i Robertem De Niro, w której pielęgniarz Greg Focker musi stanąć oko w oko z despotycznym ojcem swej narzeczonej, aby poprosić o jej rękę. Z nie lada wysiłkiem i po wielu komicznych wpadkach wreszcie uzyskuje aprobatę teścia.

Ba! Ostatnio natrafiłam w internecie na praktyczne przewodniki typu „ jak zabić teściów” czy „pokonaj teściową jej własną bronią”. Oczywiście wszystko ujęte w formę humorystyczną

Poznałaś fantastycznego faceta, spotykacie się już jakiś czas, więc w pewnym momencie trzeba przejść na wyższy level Waszej znajomości i poznać rodziców ukochanego. Jest to stresujące przeżycie dla przyszłej synowej, i każda stara się jak tylko może, aby wypaść jak najlepiej przed komisją rodzicielską. Jednak nie zawsze obiadek z rodzicami kończy się happy endem jak w filmie. A bycie na wojennej ścieżce z teściami zdecydowanie nie sprawdza się i może nawet oziębić uczucia Twego wybranka. Co zatem zrobić? Tylko w prawdziwym życiu, może już nie być, aż tak do śmiechu…

Krok I : Poznaj źródło ich niechęci
Wrogość przyszłych teściów najprawdopodobniej bierze się ze strachu, że stracą swoje ukochane dziecko. Synek zapewne nie mieszka już od jakiegoś czasu w domowym gniazdku, ale matka Twego wybranka pewnie cierpnie na myśl, że nie będzie już najważniejszą kobietą w jego życiu. Boi się, że odciągniesz go od rodziny, a i jej domowe obiadki do tej pory tak zachwalane, natrafią na poważną konkurencję. Pokaż jej, że nie zamierzasz ukraść jej ukochanego synka, że jesteś wdzięczna za wychowanie tak wspaniałego mężczyzny, przekazanie mu wartości i zasad, dzięki którym to właśnie On zdobył Twoje serce.

Niechęć rodziców Twojego faceta do Ciebie, może też wynikać z faktu, że pochodzisz z rodziny wyznającej odmienne wartości. Co wtedy? Nie wyrzekaj się swoich przekonań, szczególnie jeżeli dotyczą one istotnych dla Ciebie kwestii, ale też bądź otwarta na ich światopogląd. Pokaż, że jesteś osobą, która umie iść na kompromisy. Nie krytykuj zwyczajów panujących w domu ukochanego, nie mów „w mojej rodzinie robi się to zupełnie inaczej” nawet jeżeli coś bardzo Cię razi zachowaj to (przynajmniej na tym etapie) dla siebie.

Krok II : Udowodnij, że Ci na nim zależy
Każdy rodzic najbardziej pragnie szczęścia swojego dziecka, musisz więc zapewnić przyszłych teściów, że traktujesz związek z ich synem poważnie i nie zamierzasz złamać mu serca. Daj im do zrozumienia, że jesteś dumna z tego, że ich syn Cię kocha i jest Twoim partnerem, okazuj mu szacunek i nigdy, przenigdy nie krytykuj go przy rodzicach, a tym bardziej nie nazywaj go „mamisynkiem”.

Nie mów też źle na temat własnych rodziców. Teksty typu : „moi starzy to potwory”, „ mój ojciec nic w życiu nie osiągnął, a matka jedyne co umie to wszystkich krytykować”, nie są na miejscu, nawet jeżeli tak czujesz i masz w stosunku do rodziców bardzo dużo żalu. Takie słowa mogą świadczyć, że to Ty jesteś źle wychowana i nie umiesz pokazać wdzięczności wobec ludzi, którzy starali się robić co tylko w ich mocy, aby jak najlepiej Cię wychować i wprowadzić w dorosłe życie.

Krok III : Nie staraj się na siłę z nimi zaprzyjaźnić
Jeśli za bardzo będziesz starała się przypodobać Jego rodzicom, wyjdziesz na lizusa, a tych jak dobrze wiesz, nikt nie lubi. Nie staraj się za wszelką cenę być znawcą w każdym temacie, jaki zostanie podjęty na rodzinnym obiadku, a tym bardziej nie udawaj, że znasz się na czymś o czym nie masz zielonego pojęcia. Nie pokazuj też, że masz w nosie co przyszli teściowie o Tobie myślą i nie zachowuj się zbyt poufale, bo to przecież jeszcze obcy dla Ciebie ludzie.

Pozwól im podjąć decyzję z jakim dystansem możecie na tym etapie znajomości się zbliżyć. Bądź miła, uprzejma i nie zachowuj się jak na rozmowie kwalifikacyjnej, gdzie należy przemyśleć każde słowo. Po prostu bądź sobą, a zapewne pokochają Cię tak samo jak ich ukochany synek.

PS. Spytanie przyszłej teściowej o przepis na ulubioną zupę pomidorową czy zrazy wołowe Twojego misiaczka na pewno pomoże Ci zaplusować

Magdalena Bartkowiak, 24l.
Studentka II roku SUM na UAM-ie,
zainteresowania: komunikacja interpersonalna, psychologia, e-marketing, social media
praca licencjacka poświęcona: komunikacji w związku partnerskim




7-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Kiedy w związek wkrada się rutyna i nuda... Jak temu zapobiec?

Początek znajomości między mężczyzną i kobietą to najbardziej emocjonujący czas. Najpierw dokładamy starań, by tę drugą osobę do siebie zachęcić, zaimponować czymś, co sprawi, że jej zainteresowanie będzie rosło i będzie chciała nas poznać bliżej.

Kiedy już się to uda, chcemy na każdym spotkaniu wypaść jak najlepiej. Nie ma mowy, by wyjść z ukochanym do kina, czy na kawę w tym samym stroju, który miałyśmy na sobie poprzednim razem, z niezadbaną fryzurą, czy bez makijażu. Chcemy wyglądać tak, aby nie mógł oderwać od nas wzroku i żeby absolutnie nie przyszło mu do głowy obejrzeć się za inną.

Panowie również przykładają dużą wagę do tego, by nas powalić na kolana. I nie chodzi tylko o to, że są świeżo ogoleni i pachnący, mężczyźni potrafią zupełnie nieźle komponować ubranie i zachwycić dobrym gustem.

Kiedy tzw. pierwsze lody są już przełamane i czujemy się w swoim towarzystwie wystarczająco swobodnie, chcemy przeżywać wspólnie jak najwięcej chwil. Pomysłów nigdy nie brakuje. Nieważne, czy pójdziemy na szarlotkę do ulubionej cukierni, posiedzimy w parku, ciesząc się sobą, czy wybierzemy razem do pubu. Sama myśl, że robimy coś razem jest niesamowita.

Jeśli jeszcze nie mieszkamy razem, czułe pożegnania, tęsknota i zwykły SMS o treści „dobranoc”, sprawia, że czujemy się szczęśliwi, bo wiemy, że jest ktoś, kto o nas myśli. Po pewnym czasie nabywamy przekonania, że to jest osoba, z którą chcemy iść przez życie. Mamy te same pasje, potrafimy rozmawiać ze sobą przez pół nocy, śmiać się z tych samych dowcipów, oglądać te same filmy. Nadchodzi więc moment na poważne decyzje związane z przyszłością. Albo postanawiamy się pobrać, albo po prostu zamieszkać ze sobą, by mieć dla siebie więcej czasu, bez konieczności rozstawania się na dłużej, niż wymaga tego praca.

Najpierw nieopisana radość łączy się z pewnymi obawami. A co, jeśli nie sprawdzę się w roli żony? Może on ma inne wyobrażenia na temat naszego partnerstwa? Znów dochodzimy do momentu, w którym musimy się starać.

Poznajemy swoje przyzwyczajenia i chcemy im sprostać, by najzwyczajniej w świecie sprawić sobie przyjemność.

Jednak po kilku latach jesteśmy już pewni, że wiemy o sobie wszystko. Pojawia się monotonia a każdy dzień zaczyna przypominać jakiś niepisany schemat. Wstajemy rano, każde je śniadanie w biegu, spieszy się do pracy. Jeśli wychowujemy dzieci, to przygotowujemy poranny posiłek dla wszystkich, wkładamy drugie śniadania do woreczków i zajmujemy się codziennymi czynnościami. Potem dom po kolei zapełnia się domownikami, obiad i zaczynamy zdawkowe rozmowy, typu: „Jak tam w szkole? - Ok.”. „Jak w pracy? - W porządku.” I właściwie każdy zajmuje się swoimi sprawami. Dzieci biegną do komputera, mąż siada przed telewizorem a Ty zabierasz się do mycia naczyń po posiłku, potem pranie, sprzątanie i padasz z nóg….

Jeśli zaś jesteście tylko we dwoje, również może dopaść Was znudzenie. On woli wyjść wieczorem na mecz z kolegami, Ty biegasz do koleżanek na pogaduchy. Do kawiarni już nie chodzicie, bo przecież kawę można wypić w domu. Do kina nie ma sensu iść, skoro prawie każdy posiada dziś płaski, ogromny telewizor. Zmęczenie nie pozwala nieraz na romantyczny, pełen uniesień wieczór. Zamiast seksownych haleczek zakładasz wygodną, bawełnianą piżamę do łóżka. Wyczerpani codziennymi obowiązkami nie macie nastroju na spontaniczne zbliżenia. W Waszej sypialni zieje nudą…!

Po pewnym czasie stwierdzasz, że właściwie nie masz już chęci, ani siły, by zadbać o siebie, w końcu nic się nie stanie jak jutro umyjesz włosy, albo pochodzisz cały dzień w dresie. Przecież po tylu wspólnych latach nie będziesz mu otwierać drzwi w szpilkach, miniówce i bluzce z dekoltem, bo pomyśli, że zgłupiałaś, albo, że go zdradzasz. I tak rodzi się prawdziwy wróg związku - rutyna.

Aby do niej nie dopuścić, przede wszystkim oboje musicie pozbyć się błędnego myślenia. Zwykle sądzimy, że taka jest kolej rzeczy- najpierw silne zauroczenie, potem głębokie poczucie stabilizacji, bez tej ekscytacji partnerem, która była, kiedy się poznaliśmy. Myślimy, że to normalne, skoro wybrał właśnie mnie i zbudowaliśmy poważny związek, to znaczy, że jest już mówiąc językiem potocznym „zaklepany” i etap starań jest już zakończony. Jednak w dalszym ciągu każdy z nas potrzebuje oprócz tej więzi zwykłych bodźców, dotyku, pocałunków, przytulania. Przecież najlepszym lekarstwem na trudności, z którymi musimy się zmagać każdego dnia, jest właśnie to, że możemy podzielić się naszymi odczuciami z drugą, bliską sercu osobą. Dzięki jej czułości możemy oderwać się od szarej rzeczywistości.

Aby ożywić relacje z partnerem, naprawdę nie potrzeba wiele wysiłku. Podstawową zasadą jest to, by jak najwięcej rzeczy robić wspólnie. Nie pozwalajmy na to, by nasze życie toczyło się gdzieś obok niego. Jeśli w większości Wasz wolny czas wygląda tak, że Ty rozwiązujesz krzyżówkę, a On przerzuca kanały w tv, to pora na zmiany. Wybierzcie się w miejsca, w których wcześniej bywaliście. Usiądźcie przy tym samym stoliku w restauracji, zamówcie te same dania, co kiedyś i powspominajcie, jak było wtedy. Zapewne skończy się tak, że oboje będziecie zaśmiewać się do rozpuku ze swojego zachowania podczas pierwszej randki.

Może warto wygospodarować trochę czasu, by zaplanować sobie wycieczkę w weekend? Na pewno nieraz marzyliście, by zwiedzić jakieś ciekawe plenery. Zróbcie to. A kiedy nie ma takiej możliwości, wystarczy zwykły spacer, nieważne, czy sami, czy z dziećmi, byle wspólnie.

 

Dobrym pomysłem są też drobne niespodzianki. Słuchajcie się uważnie nawzajem, może on ma ochotę zjeść coś, czego od dawna nie miałaś czasu przyrządzić. Z pewnością mile go zaskoczysz podając kolację z jego ulubionym przysmakiem w roli głównej. Jeśli lubi słuchać muzyki jakiegoś zespołu, który właśnie wydał płytę, a Ty mu ją uroczyście wręczysz, tak zupełnie bez okazji, również będzie zachwycony.

Nie szczędźcie też sobie czułych słów. Znacznie więcej radości przyniesie krótki SMS, gdy wiesz, że właśnie siedzi w pracy, że myślisz o nim i nie możesz się doczekać, kiedy wróci, niż suche pytanie: „Kiedy będziesz, bo nie wiem, na którą robić obiad?”

Przypominanie, że ukochana osoba wciąż jest dla nas najważniejsza, niewiele kosztuje, a potrafi dodać skrzydeł.

Receptą na udany związek podzieliła się ze mną 36-letnia Julia:

„Jesteśmy małżeństwem od dziesięciu lat. Oboje wiemy, że o związek trzeba zabiegać cały czas. To prawda, że nieraz po ciężkim dniu nie ma na nic ochoty. Ale tak naprawdę liczą się nawet drobne gesty. Nawet kiedy oglądamy wspólnie film na DVD, siedzimy przytuleni do siebie. Uwielbiam, kiedy on komentuje niektóre sceny, potrafi rozbawić mnie do łez. Kiedy mamy wolne, gotujemy razem. Nie ma wiecznego wypychania, ty zrób herbatę, a ty zajmij się dziećmi, odciążamy się nawzajem z obowiązkami. Wychodzimy także wspólnie, wiadomo, że mając rodzinę nie zawsze można pozwolić sobie na późną kolację w lokalu, ale lubimy np. wybrać się do znajomych na grilla, dzieciaki dokazują po ogrodzie, a my też mamy czas na rozmowy i relaks. Ostatnio razem postanowiliśmy zrobić remont kuchni, co prawda ja niewiele się na tym znam, ale pomagałam, ile mogłam. Po wielu zmaganiach wreszcie się udało, usiedliśmy na podłodze zmęczeni, ale szczęśliwi, jakbyśmy dokonali niewiarygodnego cudu. Kiedy w zeszłym tygodniu mąż musiał wyjechać w delegację, wstałam rano i znalazłam na lodówce przyczepioną magnesem krótką informację: „kocham Cię. Będę tęsknił.” Serce mi podskoczyło do góry. Snułam się po domu i brakowało mi go jak nigdy. Takie właśnie drobnostki, fakt, że myślimy o sobie nieustannie sprawiają, że nie ma miejsca na ochłodzenie uczuć.”

Żeby odnieść prawdziwy sukces i nie poddać się rutynie, potrzeba pracy obojga partnerów. To nie może być tak, że Ty się starasz ze wszystkich sił, wymyślasz wspólne zajęcia, umawiasz Was z przyjaciółmi, a on kręci nosem, że mu się nie chce i najchętniej spędziłby dzień w fotelu. Warto porozmawiać szczerze o naszych oczekiwaniach, o tym, co nam się nie podoba. Obraz wiecznie naburmuszonego faceta spoglądającego znad gazety, albo kobiety spędzającej większość wieczoru na portalach społecznościowych, nie pobudzi wzajemnej fascynacji.

Trzeba pamiętać, że oprócz tego, że tworzycie podstawową komórkę społeczną, jesteście wciąż parą zakochanych w sobie osób, mających swoje pragnienia, potrzebujących bliskości. Nie myślcie, że w związku wszystko Wam się należy. Jeśli już udało się odnaleźć tą jedną, wielką miłość, to dbajcie o nią z całych sił!

Agnieszka Witkowska, 31l.




7-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Gdy mężczyźnie nie zależy... na związku i na Tobie

Nie da się ukryć, że każda z nas pragnie szczęścia, miłości i udanego związku. Poszukujemy odpowiedniego dla nas partnera - takiego, którego pokochamy i który zostanie z nami do końca naszego życia. Z biegiem czasu, jak „głębiej” wchodzimy w nowy związek, spotyka nas często rozczarowanie, spowodowane rozdźwiękiem między własnymi oczekiwaniami względem „tego jedynego”, a jego zachowaniem i charakterem.

Bywa, że kobieta zmęczona poszukiwaniem wymarzonego partnera godzi się na to, co dał jej los i trwa w związku, który wydaje jej się lepszą alternatywą niż samotność. Czy jednak strach przed samotnością, przed kolejnym wysiłkiem związanym z budową nowej relacji lub zwykłe przyzwyczajenie pozwala na niszczenie sobie życia i marnowania czasu z mężczyzną, który nie jest nam pisany?

Wieczne usprawiedliwienia
W związku to zazwyczaj kobiety dają, nie oczekując nic w zamian. Liczymy, że to, co dajemy, partner odwzajemni. Często jednak spotyka nas obojętność, czujemy się oszukane i wykorzystane. Część kobiet, zamiast wymagać od partnerów zaangażowania w związek i pracy nad nim, usprawiedliwia zachowania mężczyzn. Ile razy słyszałyśmy już od naszych koleżanek, sióstr, czy wreszcie same mówiłyśmy, starając się usprawiedliwić męskie zachowanie: „Boi się zaangażować”, „Ślub nie jest mu potrzebny”, „Jest bardzo zajęty i nie ma czasu, aby do mnie zadzwonić”. To są wymówki, które biorą pod uwagę tylko punkt widzenia mężczyzny i jego wygodę. Jednak jeśli Ty chcesz się zaangażować w związek, marzysz o ślubie i chcesz mieć kontakt ze swoim mężczyzną - dlaczego nie wymagasz tego samego od niego? Przestańmy ich w końcu usprawiedliwiać i spójrzmy prawdzie w oczy: jeśli nie zależy mu tak samo mocno, jak Tobie, to po co marnować na niego swój czas i energię?

Jak poznać, że mu nie zależy?
Gdy w związku nie czujemy się dobrze i odbiega on od naszych oczekiwań, a złapałyśmy się na tym, że mamy tendencję do usprawiedliwiania naszego obiektu westchnień, spróbujmy przyjrzeć się niektórym zachowaniom mężczyzny. Choć może to bolesne - oceńmy je wreszcie właściwie!

1) Nie umawia się z Tobą. Punkt ten dotyczy związków nowych. Jeśli doszło do wymiany numerów telefonów a nasza komórka milczy to znaczy, że temu fajnego chłopakowi z baru widocznie jednak nie zależy na tym, żeby kontynuować ze mną znajomość. Oczywiście, istnieje możliwość, że jest zbyt nieśmiały żeby zadzwonić, albo że zwyczajnie zgubił nasz numer - ale czy uwierzysz, że mężczyzna, który byłby Tobą oczarowany, nie zrobiłby wszystkiego, aby się z Tobą skontaktować? Nie czatuj więc przy telefonie - szukaj dalej!

2) Nie dzwoni do Ciebie, chociaż rzadko się widujecie. To jasny sygnał, że nie zależy mu na kontakcie z Tobą! Skończmy z usprawiedliwianiem, że nie ma zasięgu albo brak mu czasu, bo jest zajęty robieniem tysięcy innych rzeczy. Jeśli ten tysiąc innych rzeczy jest ważniejszy od Ciebie - koniecznie zastanów się nad tym związkiem!

3) Nie zaprasza Cię na randki (czyli wyjścia w publiczne miejsca, np. do kina, na romantyczny spacer czy do zwykłej pizzerii). Wspólne wyjścia tylko we dwoje dają poczucie więzi, pozwalają budować intymny związek oraz są czytelnym sygnałem: JESTEŚMY RAZEM! Jeśli on nie chce Cię pokazywać całemu światu oraz być postrzegany jako Twój partner zastanów się, czy to na pewno dlatego, że nie ma czasu/pieniędzy/ochoty na takie wyjścia, czy może nie traktuje waszego związku na poważnie?

4) Nie akceptuje Twojego wyglądu. Jeśli facet wiecznie narzeka na Twój wygląd i wypomina Ci, że masz fałdki, powinnaś schudnąć oraz zrobić coś z tym ohydnym uczesaniem to znak, że coś jest w waszym związku nie tak. Jeśli na dodatek usprawiedliwia swoją zdradę tym, że nie dbasz o siebie, a tu taka śliczna kobieta mu się trafiła - po prostu wystaw mu walizki za drzwi. Nie jest godny, aby zostać twoim partnerem. Kochający mężczyzna akceptuje swoją partnerkę taką, jaką jest. Nie próbuje jej zmieniać na siłę, nie porównuje jej do blond-piękności z ulicy. Prawi komplementy, powtarza, że jest piękna - tym buduje pewność siebie i poczucie wartości w kobiecie.

5) Zrywa z Tobą i znika. Unikaj jak ognia swoich byłych! Pamiętaj - co się nie udało raz, raczej drugi i kolejny też się nie uda. Sprawdziłaś tego Pana, nie byłaś szczęśliwa - koniec. Oczywiście możesz powiedzieć: „trzeba dać drugą szansę, niektórym się udaje”. Pamiętaj, że Ci, którym się udaje po raz drugi - to wyjątki. A Ty na 99% jesteś regułą. Jeśli zaś facet znika i unika kontaktu z Tobą, a po powrocie nie chce Ci powiedzieć, gdzie był - uciekaj od niego! Brak mu odpowiedzialności, nie zależy mu na Tobie - jesteś tylko wygodnym portem, do którego zawsze może wrócić po swoich niedojrzałych ekscesach. Zasługujesz na faceta, który będzie z Tobą na poważnie.

6) Jest żonaty. Tu chyba nie muszę niczego tłumaczyć: jeśli nie chce wziąć z żoną rozwodu, bo to, tamto i owamto, i nadal z nią mieszka, żyje oraz wychowuje dzieci - komunikat jest jasny. Jesteś tylko kochanką i zawsze będziesz tą drugą - z nim nigdy nie zbudujesz relacji, o jakiej marzysz.

7) Czujesz się przy nim bezwartościowa. Jeśli mężczyzna w związku myśli tylko o sobie, nie wspiera Cię, nie stara się Ciebie uszczęśliwić, dba tylko o własne potrzeby i jeszcze wmawia Ci, że powinnaś być dumna będąc jego partnerką - nie daj się zwieść. Jesteś godna uwagi nie dlatego, że jest z Tobą Pan X, ale dlatego, że jesteś wartościową kobietą.

 

Odrobina egoizmu

Artykuł ten powstał, aby uzmysłowić kobietom, jak zamykają swoją drogę do życia, o jakim marzymy. Często jest tak, że czujemy się w związku źle, że czegoś nam brak, ale nie potrafimy zdiagnozować źródła naszego samopoczucia. Jeśli przestaniemy w końcu usprawiedliwiać naszych mężczyzn może odkryjemy, czego pragniemy i potrzebujemy do szczęścia. Nie namawiam tu, aby od razu rozstawać się ze swoim partnerem. Warto postarać się naprawić relacje między nami, o ile to możliwe.

 

Czasem jasne zasygnalizowanie mężczyźnie naszych potrzeb („potrzebuję, abyś częściej dzwonił”, „chcę z Tobą częściej wychodzić”) może mieć zbawienny wpływ.

 

Pamiętajmy - mamy prawo mierzyć mężczyznę naszą własną miarą. Jeśli jestem punktualna i tolerancyjna - mogę wymagać, by mój partner też taki był. Jeśli jestem bałaganiarą - nie powinnam krzyczeć na nieład w pokoju mojego Miśka. Poza tym na koniec - w związku trzeba być trochę egoistką. Dbajmy o siebie i własne potrzeby, nie bójmy się zmian, jeśli nie czujemy się szczęśliwe.

 

Lepiej być samotną, ale mieć szansę na znalezienie „tego jedynego”, niż tkwić w nieudanym związku. Warto zawalczyć o siebie.

 

Iwona Mackiewicz, 24l.

 

Artykuł został zainspirowany książką Grega Behrendta i Liz Tuccillo "Nie zależy mu na Tobie. Koniec złudzeń - poznaj prawdę o tym, jak rozumieć facetów".

 


 

7-12

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Friends with benefits. Układ prawie idealny

Według Roberta Sternberga, jednego z czołowych psychologów amerykańskich, miłość można opisać przy pomocy trzech zasadniczych składników. Są to namiętność, intymność i zaangażowanie.

 

Tym co odróżnia związek miłosny od relacji przyjacielskich jest namiętność seksualna oraz potrzeba posiadania drugiej osoby na wyłączność.

 

Seks? Jak najbardziej. Ale zobowiązania? „Związki ograniczają, pochłaniają zbyt dużo czasu” - coraz częściej takie opinie pojawiają się wśród młodych ludzi. Pragną oni osiągnąć jak najwięcej, a samorozwój, chęć wybicia się ponad przeciętność, nie zawsze idzie w parze z miłością.

 

Ostatnimi czasy modne staje się określenie friends with benefits, głównie za sprawą kultowych amerykańskich filmów i seriali. Friendship with benefits to, zdaniem naszej kultowej internetowej encyklopedii, jednocześnie fizyczna i emocjonalna relacja między dwojgiem ludzi, których łączą kontakty seksualne. W języku angielskim istnieje wiele bliskoznawczych pojęć jak np. buddies with bennies czy cut friends. Mam wrażenie, że w naszym języku ojczystym nie istnieje jeszcze dobre określenie na ten rodzaj relacji, bowiem przyjaciel od seksu, przyjaciel z bonusem brzmi z lekka dziwnie. Układ przyjaciel - kochanek jest prosty - jesteśmy singlami, lubimy się, a do tego seks nam wychodzi, więc czemu nie?

 

„Lubimy spędzać ze sobą czas i znamy się na tyle dobrze, że wiemy czego się po sobie spodziewać, a póki co oboje nie spotkaliśmy kogoś, z kim warto byłoby zacząć coś poważniejszego” mówi Sebastian (27 l.)

 

Idealne wyjście, zachować niezależność i okiełznać troszkę samotność. Tylko czy tak się da, gdzie kończy się granica pomiędzy przyjaźnią, a miłością? Co jeżeli jedno z nich spotka wymarzonego partnera i zdecyduje się zakończyć układ przyjaciel – kochanek. Czy druga osoba nie poczuje się w jakimś stopniu zraniona i będzie umiała tak po prostu wrócić do poprzedniej relacji oraz zaakceptować nowego partnera swojego przyjaciela? „Oboje myślimy o tym, aby po studiach wyjechać, nie chcemy angażować się emocjonalnie, bo to by mogło popsuć nasze plany, jest dobrze tak jak jest” mówi Natalia (24 l.)

 

Przyjaźń z bonusem z ustalonym deadline? Troszkę jak wakacyjny romans, w którym cieszymy się każdą chwilą i nie stwarzamy „niepotrzebnych” problemów, bo wiemy, że kiedyś się to skończy. Chcemy więc jak najlepiej wykorzystać dany nam czas. Tylko czy łatwo będzie tak po prostu zapomnieć o tym co było i ruszyć w świat? Nie da się wyłączyć emocji. Prędzej czy później jedno z „przyjaciół” dojdzie do wniosku, że chce czegoś więcej niż daje ten z pozoru idealny układ. Istnieją małe szanse, że druga osoba odwzajemni te uczucia. Nie uda się zatem uniknąć emocjonalnego zranienia.

 

Nie zapominajmy też, że są i tacy, którzy decydują się na przyjaźń z bonusem, bo tak jest bezpieczniej. Osoby takie podświadomie bardzo potrzebują bliskości drugiej osoby, ale złe doświadczenia z wcześniejszych związków oraz obawa przed kolejnym zranieniem sprawiają, że wchodzą w taki układ, naiwnie myśląc, że mają kontrolę nad sytuacją i swoimi uczuciami i w każdej chwili mogą się wycofać.

 

Zanim wejdziemy w taki układ warto się zastanowić, jaką wartość ma dla nas ta przyjaźń. Zdarza się i tak, że friends with benefits okazuje się wstępem do satysfakcjonującego związku, bowiem nie od dziś wiadomo, że fundamentem miłości jest przyjaźń.

 

Czy uda się powrócić do relacji, która łączyła nas zanim przekroczyliśmy ustaloną dla przyjaźni fizyczną granicę. Co jeśli przez kilka chwil seksualnego uniesienia stracimy bardzo wartościową dla nas osobę?

 


Magdalena Bartkowiak, 24l.
Studentka II roku SUM na UAM-ie,
Praca licencjacka poświęcona komunikacji w związku partnerskim
Zainteresowania: komunikacja interpersonalna, psychologia, e-marketing, social media.


Magdalena Bartkowiak, 24l.
Studentka II roku SUM na UAM-ie,
Praca licencjacka poświęcona komunikacji w związku partnerskim
Zainteresowania: komunikacja interpersonalna, psychologia, e-marketing, social media.




7-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS