Menu
logo tjk main

Mieszkanie razem przed ślubem - Nie chcę kota w worku

Ach, co to za radość, gdy wreszcie po wielu trudach i znojach, staje przed nami nasz wymarzony królewicz. Z niecierpliwością wyczekiwane randki, spotkania tylko we dwójkę, w trakcie których zostaje rzucony nam cały świat do stóp, a my stąpamy po płatkach róż. Wszystkie jednak wiemy, że życie to teatr, a mężczyźni są znakomitymi aktorami na miarę Oscara, szczególnie w okresie łowczym.

Pół wieku temu, jeden z angielskim pisarzy powiedział, Miłość kobiety zmienia ukochanego, aż widzi go takim, o jakim jej serce marzy”. Zapatrzone w nieziemskiego Apolla, z zachwytem na twarzy i maślanymi oczami, nie możemy nadziwić się, jak to możliwe, że trafił się nam taki człowiek.

Czujemy ulgę i szczęście, porównywane z wygraną w totka. Niecierpliwie czekamy na kolejne spotkania w błogiej atmosferze, na wspólny śmiech i zabawę. Z zapartym tchem słuchamy o niesamowitych przygodach naszego wybranka, zastanawiając się przy tym, jak ktoś taki jak ON, mógł spojrzeć w naszą stronę.

Przychodzi czas na wspólne wakacje i poznanie jego rodziny. Jesteśmy pod wrażeniem cudownych rodziców, przepięknego mieszkania i… czystego pokoju partnera! Jakżeby inaczej. Mężczyzna, który dba o samego siebie, dba również o własny kąt. Koniec końców, nasze zauroczenie sięgając zenitu, daje nam wyraźny znak, „To idealny kandydat na męża!”. Telefony, smsy, randki - to już nie wystarczy. Proponujemy zatem zamieszkanie pod jednym dachem…

W większości przypadków, decydujemy się na takie rozwiązanie ze względów ekonomicznych lub dlatego, że chcemy lepiej się poznać od strony codziennego życia. Takie „dopasowanie się” jest pierwszym krokiem, by poważnie zacząć myśleć o przyszłości.

W tym czasie para poznaje swoje nawyki i może zobaczyć „jak by to było”. Jednak czy taka sytuacja jest gwarancją udanego związku? Może i jest, gdy po kilku dniach spędzonych we wspólnym gniazdku odzywa się w nas chęć szczerości, a przede wszystkim swobody. Niemniej jednak, musimy rozpocząć proces akceptacji takiego stanu rzeczy, by przeprowadzka do miłosnego kącika miała sens. Oczywiście pojawiają się również sytuacje, gdzie akceptacja nie wchodzi w rachubę. Po pewnym czasie wspólnej sielanki i cieszenia się sobą, nasz najdroższy zaczyna kombinować i przechodzi na ciemną stronę mocy.

Najważniejszą zasadą, która króluje w tworzeniu udanych relacji jest fakt, by nie przyzwyczajać „misia” do wszelkich wygód. Gdy zorientuje się w sytuacji, co może nastąpić w zastraszająco szybkim tempie, przypnie swojej niewiaście etykietkę „Przynieś, Wynieś, Pozamiataj”. Takim orderem została „nagrodzona” 25- letnia Aga. Zamieszkaliśmy razem na studiach. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że po pewnym czasie mój facet wrócił do swoich przyzwyczajeń. Nie pomagał mi sprzątać, nie wiedział, do czego służy pralka, a gdy prosiłam o pozmywanie naczyń odpowiadał, „Wiesz dlaczego kobiety mają mniejsze stopy? By lepiej się zmywało, gdy stoją przy zlewie. Nie możemy się spierać z naturą!”. Nie przywykłam do bałaganu, więc zostałam etatową sprzątaczką. Jeśli chodzi o inne kwestie związane z mieszkaniem, dogadywaliśmy się bez słów. Niestety, gdy tylko wypowiedziałam słowo „sprzątać”, w najlepszym wypadku mogłam liczyć na odpowiedź, „ Jestem stworzony do wyższych celów”. Dziwiła mnie jego postawa, ponieważ jeszcze kilka miesięcy wcześniej, kiedy mieszkaliśmy oddzielnie, odwiedzając mnie, sam proponował pomoc w porządkach. Do dzisiaj nie wiem, co tak wpłynęło na jego zachowanie.

Historia Agi nie jest jedyną w swoim rodzaju, powiedziałabym nawet, że ginie w gąszczu podobnych sytuacji. Początki każdej wielkiej miłości zaczynają się tak samo. Oczarowane przez zaloty, przyćmione buzującymi hormonami staramy się uwypuklić zalety i dobre strony naszej, jak nam się wydaje drugiej połówki. Natomiast płeć słaba, szukając towarzyszki życia, a przy tym rozkoszy, by zadowolić nasze oczekiwania, stosuje taktykę „księcia z bajki” lub „kameleona”. W momencie, gdy cel zostaje osiągnięty, czyli wszechogarniające uczucie zdobycia na wyłączność skarbu w postaci kobiety, samiec wraca do swoich wyuczonych zachowań. Nie musi się już tak bardzo starać, gdy widzi maślane oczy białogłowy. Nie można się zatem oprzeć wrażeniu, że mężczyźni są jak pawie. Rozkładają wachlarz prześlicznych piór, uwodzą, a następnie znowu wracają do kształtu wielkiego, niezbyt urodziwego ptaszyska.

Dlatego decyzja o wspólnym zamieszkaniu zalicza się do istotnych elementów kształtujących związek. W trakcie tego procesu, do naszych uszu i oczu zaczynają powoli dochodzić nieznane nam dźwięki i obrazy. Kochany, którego można byłoby szukać ze świecą, zaczyna uzewnętrzniać swoje prawdziwe „ja”, nierzadko eksponując różki. Natomiast my, kobiety, możemy również pokazać nasze różki i stworzyć duet lub też grzecznie zwrócić uwagę „misiowi”, by się zachowywał stosownie, bo źle to się skończy.

Chociaż, drogie czytelniczki, jak napisał kiedyś Wolter, „Dla większości mężczyzn poprawić się, znaczy zmienić wady”. Co miał na myśli pisarz? A to, że może delikwent przestanie rozrzucać ubrania po domu, za to zacznie rozrzucać je po łazience, ponieważ biedactwo niestety nie ma „cela” do kosza z praniem.

Gdy nasz facet nie jest przystosowany do ciężkich robót jak sprzątanie (mimo, że same sobie tego zażyczyłyśmy! Pragniemy księcia zza siedmiu gór? A co książęta robią, w związku z utrzymaniem czystości? Nic! Od tego mają służbę. Uważajmy, o czym marzymy!), może on śmiało rozwijać swoje umiejętności dotyczące relacji międzyludzkich. Mowa tu oczywiście o spotkaniach w męskim gronie. Wszystko jest w porządku, kiedy odbywają się sporadycznie, ale gdy towarzystwo kolegów zostaje postawione ponad nasze, zaczynamy czuć się nieswojo. 24-letnia Gosia tak wspomina swojego „ex”. Po maturze wyjechałam razem z chłopakiem na studia do innego miasta. Wynajęliśmy kawalerkę i wszystko zapowiadało się bajecznie. Problem pojawił się po drugim roku, gdy mój ukochany rozpoczął maraton conocnych imprez. Gdy zwróciłam mu uwagę, żeby przystopował, doczekałam się jedynie słów, że się dusi w związku i musi odreagować. Przestaliśmy spędzać ze sobą czas, a kiedy mieliśmy sposobność porozmawiać, słyszałam jedynie o jego głupich wybrykach pod wpływem alkoholu. Po dłuższym zastanowieniu, doszłam do wniosku, że nie tego oczekiwałam. Skoro obrał za priorytet imprezy, dla mnie nie było już miejsca. Miałam zostać tą dziewczyną, która wiecznie czeka na swoją kolej…? Cieszę się, że zamieszkaliśmy razem, bo to otworzyło mi oczy, z kim tak naprawdę mam do czynienia.

To właśnie wspólne gospodarstwo domowe pozwala nam spojrzeć obiektywnym okiem na partnera i odpowiedzieć sobie na pytanie „Czy mi to pasuje?”. Podobno każda z nas ma intuicję, ale jak to w życiu bywa, zostaje ona przysłonięta przez hormony i wyobraźnię. Zamieszkanie pod jednym dachem i poznawanie „niedociągnięć” chłopaka, nie ma na celu sprawdzenie, czy nadaje się on na męża i ojca. Celem jest przetestowanie Waszej tolerancji i akceptacji jego wad.

Na koniec krótka zagadka: Jadowity gad na trzy litery: druga-Ą, trzecia-Ż, już wiecie?

Paulina Nawrocka, 23l.
etnolingwistyka UAM




5-12


 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Łzy rozstania, czyli duchowe katharsis

Rozstanie zawsze boli. Jak ma nie boleć, skoro to, co wydawało się, będzie trwać na wieki rozpada się jak domek z kart? Nagłe odwrócenie się plecami i zatrzaśnięcie za sobą drzwi. On idzie układać swoje życie z nową miłością (choć jeszcze niedawno byłaś tą Jedyną), a Ty zostajesz oszołomiona od nagłego ciosu. Potem zostaje tylko pustka. Pustka jednak nie jest najgorsza. Twoimi najgorszymi wrogami są myśli. Natrętne jak mucha i raniące na nowo jak nóż wbijany w udręczone ciało. Ciągle zastanawiasz się: Jak to? Dlaczego? Jak to mogło się stać? Przecież było już na zawsze. A teraz? Jest wielkie „nic”.

Potem przychodzi faza obwiniania się. Która z nas nie zadawała sobie pytań: Co zrobiłam nie tak?, W czym ona jest lepsza ode mnie? Dlaczego przestał mnie kochać? Oskarżacie się za zaniedbanie siebie, zaniedbywanie jego. Patrzycie na swoje odbicie w lustrze z odrazą. Mówicie sobie wręcz z obrzydzeniem: no tak, ona jest szczuplejsza, ładniejsza, młodsza, bardziej rozrywkowa, a ja co? Dom, praca, rodzina. Nic dziwnego, że mu się znudziłam. Nie rozśmieszały mnie jego dowcipy. Ona pewnie z nich się śmieje. Itd., itd. Wiele jest epitetów, którymi obdarzymy… no właśnie siebie… choć to nie my odeszłyśmy. My zostałyśmy porzucone.

Jednak Drogie Panie, STOP! Nie tędy droga.


Wiem, pokiwacie głowami z politowaniem: tak, łatwo powiedzieć, bądź nie mam siły, odwagi żyć bez niego. Jednak przed jego pojawieniem także żyłyście, załatwiałyście sprawy, biegałyście po urzędach. Może nie znacie się na gniazdku elektrycznym, na samochodzie, który wciąż się psuje, ale spokojnie. Są tacy, co się na tym znają i to naprawią. A tak przy okazji i po cichutku, czy naprawdę wasi mężczyźni byli aż tak doskonali? Skoro tak świetnie znali się na samochodach, to dlaczego tak często się psuły? Czy my, Drogie Panie, nie idealizujemy za mocno swoich mężczyzn?

Chociaż nie zaczyna się zdania od a więc, w tym miejscu nie da się inaczej. A więc Drogie Panie, zaczynamy? Śmiało - krok po kroczku.

Zepsuty samochód - wstawiamy do warsztatu.

Zepsute gniazdko - wzywamy elektryka.

Ciężkie zakupy - wzywamy sąsiada, ale chwila, chwila - jakie ciężkie zakupy??? Wreszcie możecie kupić sobie coś, czego nie trzeba dźwigać. Nabiał, pieczywo, owoce i warzywa na jedną osobę nie ważą wiele. Potrzeba więcej, bo przychodzi rodzina? Wziąć kogoś, kto ma samochód. Wystarczy czasem poprosić.

Na każdą usterkę znajdzie się rada. Trzeba jedynie pomyśleć, a myślenie, Drogie Panie, to nasza domena.

I jak? Da się? DA SIĘ!

Od czego zacząć? Po pierwsze zapomnieć o łzach! Łzy rozstania popłynęły i niech nie wracają. Czas na duchowe katharsis.

Po pierwsze - dość obwiniania się. Byłyście dobrymi partnerkami. Pocieszałyście swoich mężczyzn, gotowałyście obiady, prałyście skarpetki. To nie Wy zawiniłyście, tylko oni. Woleli rozrywkowe dziewczęta, które z naiwnością w oczach będą spijały ich słowa z ust? Do czasu. Kiedy zgłodnieją, nie będą mieli świeżych koszul wspomną z rozrzewnieniem, że jeszcze niedawno nawet nie zawracali sobie tym głowy. Po prostu było przygotowane i już.

Po drugie - jesteście piękne, ale zmęczone codziennymi troskami i obowiązkami. Recepta jest prosta - wizyta u kosmetyczki, nowa fryzura, nowy lakier do paznokci. Spójrzcie jeszcze raz w lustro. I jak? Maleńki retusz i taka zmiana.

Po trzecie - po pracy macie czas na wypicie spokojnie filiżanki herbaty, poplotkowanie z przyjaciółką czy poczytanie książki. Nie słyszycie rozdrażnionego: Kolacja jest? Głodny jestem! Albo: Gdzie do cholery jest moja koszula?!

Po czwarte - rozejrzyjcie się po ulicy, czy nie zaczepiają Was spojrzenia obcych mężczyzn? Tak, tak. Są jeszcze inni mężczyźni na świecie, nie tylko ten Wasz były jedyny. Chcesz poczuć się atrakcyjna? Głowa do góry, ramiona wyprostowane, pierś do przodu, sprężysty krok i naprzód. A może przy odrobinie szczęścia spotkasz swego byłego? Tak, nie pomyliłam się, przy odrobinie szczęścia. Niech zobaczy co stracił. Niech wie, że bez niego znów stałaś się sobą.

Co zatem wybrać - rozpaczać po czymś co minęło i ranić siebie? Czy zdecydować się na duchowe katharsis? Decyzja należy do Was. Ja zdecydowałam się na oczyszczenie. Jak się skończyło? Nowy dom, nowy związek i „stara” ja.




5-12


 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Czy świadomie wybieramy partnera?

„O gustach się nie dyskutuje” powiedzenie znane każdemu, ale czy kiedykolwiek się zastanawiałaś dlaczego mając tyle opcji wyboru pośród gatunku męskiego, określony typ wzbudza Twoje zainteresowanie, a inny typ z góry jest skazany na klęskę?

Istnieje kilka naukowych teorii, które odnoszą się do tego, co wpływa na wybór partnera.

Teoria wymiany
Jeśli kobieta lub mężczyzna mają pewne braki, wynikające z teorii biologicznej np. w urodzie, czy w statusie społecznym będą szukać przyszłego partnera z cechami, które zrównoważą te braki. I tak np. jeśli kobieta, nie do końca podoba się mężczyźnie pod względem fizycznym, ale ma duże poczucie humoru, jest ciepła i sympatyczna, może zostać wybrana na życiową partnerkę, pomimo „niedomagań” w wyglądzie zewnętrznym. Oprócz tego, teoria ta zakłada, że ludzie wchodzą ze sobą w interakcje, w taki sposób, aby zmaksymalizować osobiste korzyści i zminimalizować koszty. „Dwoje ludzi, zakochuje się w sobie nawzajem, kiedy każde z nich ma wrażenie, że natrafiło na najlepszy osiągalny obiekt na rynku, zważywszy na ograniczenia wynikające z kursu jego własnych akcji”. 1

1 E. Fromm, O sztuce miłości, Warszawa 1973
Em. Griffin, Podstawy komunikacji społecznej, Gdańsk 2003.


Teoria persony
Mówi o tym, że przy wyborze partnera ważne jest to, jak druga osoba zwiększa nasze własne poczucie wartości. Jeśli przy danej osobie czujemy się wartościowi, bardziej docenieni, lepsi, to bardzo prawdopodobne, że wybierzemy kogoś takiego na życiowego partnera.

Teoria Imago
Teoria ta, odwołuje się do budowy i funkcjonowania mózgu, odtwarza nasze otoczenie z dzieciństwa. Okazuje się, że poszukujemy osoby, której dominujące cechy charakteru są podobne do cech osób, które nas wychowały. Okazuje się, że kobieta często nieświadomie wychodzi za mężczyznę, który jest bardzo podobny do jej ojca np. zarówno ojciec, jak i mąż mają bardzo konserwatywne podejście do życia. Może się okazać, że któreś z partnerów będzie miało problem, ze zbudowaniem zdrowej, partnerskiej relacji, powielając wzory z dzieciństwa, wejdą w toksyczny związek, wybierając partnera, który tak jak np. ojciec jest agresywny i stosuje przemoc fizyczną wobec najbliższych.

Teoria biologiczna
Teoria trochę archaiczna jak na nasze czasy, jednak w pełni zgodna z przewidywaniami wynikającymi z teorii ewolucji. Zgodnie z tą teorią, wybieramy partnera, który zwiększałby szansę przetrwania gatunku. Mężczyzna ocenia wartość kobiety, jako potencjalnej partnerki pod kątem jej zdolności rozrodczych, sygnalizowanych młodym wiekiem oraz urodą.. Wybierze więc kobietę, która ma gładką skórę, lśniące, gęste włosy, czerwone usta, różowe policzki i błyszczące oczy. Równie ważne są zaokrąglone biodra i wydatne piersi. Kobiety natomiast, nieodmiennie zwracają większą niż mężczyźni uwagę na zamożność partnera, jego ambicje, zaradność i pozycję społeczną. Kobieta wybierze mężczyznę, który w jakimś sensie będzie górował nad pozostałymi. Zawsze też pragną mężczyzn, nieco starszych od siebie, zdrowych, wysokich, atletycznie zbudowanych. Ponadto kobiety zwracają uwagę na solidność i dojrzałość emocjonalną mężczyzny. Wszystkie te cechy sygnalizują, zwiększone prawdopodobieństwo zapewnienia rodzinie, środków niezbędnych do wychowania potomstwa. Co o tym sądzicie? Oczywiście to tylko wiedza czysto naukowa, ale zastanówcie się czy naukowcy nie mają troszkę racji :)

Magdalena Bartkowiak, 24l.
Studentka II roku SUM na UAM-ie,
Praca licencjacka poświęcona komunikacji w związku partnerskim
Zainteresowania: komunikacja interpersonalna, psychologia, e-marketing, social media.




5-12


 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Płeć a charakter, czyli dlaczego kobieta płacze, a mężczyzna krzyczy

Ile razy zdarzało się Wam mówić do swojego partnera o wyniesieniu śmieci, gdy ten zajmował się oglądaniem telewizji? Oczywiście w zdecydowanej większości przypadków po zakończeniu transmisji worki nadal zalegały w mieszkaniu, a wasz wybranek z wielce zdziwioną miną odpowiadał: „Kochanie, naprawdę prosiłaś mnie o wyrzucenie śmieci”?

Dlaczego jest tak, że twój ukochany potrafi skoncentrować się w pełni tylko na jednej czynności, podczas gdy Ty jesteś w stanie prowadzić z nim rozmowę, oglądać wiadomości, gotować obiad i jednocześnie prasować? Jeśli chcesz znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego mówi się, że mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus, i skąd się biorą różnice między płciami – ten artykuł jest dla Ciebie!

 

PODSTAWY NAUKOWE
Zainteresowanie problemem płci i jej zróżnicowaniem można datować już od czasów prehistorycznych, jednak badania stricte naukowe nad powyższym zagadnieniem zaczęto prowadzić w XIX w. Są one kontynuowane aż do naszych czasów – nadal wiele kwestii pozostaje niejasnych, jednakże wyniki badań potwierdzają, że odmienna płeć predestynuje do posiadania określonych cech oraz zachowań. Najważniejsze wnioski dotyczące różnic między kobietami a mężczyznami warto zacząć od

 

ZDOLNOŚCI
Wielokrotnie prowadzone badania nad zdolnościami wśród odmiennych płci jednoznacznie wskazały, że kobiety posiadają większe uzdolnienia werbalne niż mężczyźni. Kobiety zdecydowanie szybciej uczą się języka, łatwiej posługują się mową, posiadają większy zasób słownictwa, ich mowa jest grzeczniejsza – rzadziej używają przekleństw czy slangu. Obalony został za to mit o kobiecym gadulstwie – okazuje się, że to mężczyźni prowadzą bardziej agresywną formę rozmowy – częściej przerywają rozmówcom, przejmują inicjatywę, kontrolują temat konwersacji. O wyższości kobiet decyduje tu lepiej rozwinięta lewa półkula, odpowiedzialna, m. in., za czynności werbalne. Mało tego – kobiety o wiele lepiej radzą sobie z odczytywaniem informacji niewerbalnych.

 

Z badań wynika, że mężczyźni przewyższają kobiety w jednej ważnej cesze – w zdolnościach przestrzennych. Posiadają lepsze umiejętności lokalizowania obiektu czy wizualizacji przestrzennej. Stąd, np., mężczyznom łatwiej przychodzi nauczenie się parkowania – doskonale „czują” oni bowiem auto i potrafią bezbłędnie wyczuć położenie samochodu względem innych przedmiotów. Umiejętność ta widoczna jest również w czasie jazdy samochodem i odczytywania mapy. Mężczyzna za kółkiem zazwyczaj bezbłędnie odczytuje mapę, a także lepiej niż kobieta radzi sobie z ustalaniem kierunków. Warto zauważyć, jak mężczyźni pomagają osobom, które proszą ich o wskazanie drogi do jakiegoś miejsca. Zazwyczaj operują słowami „jechać prosto 200 metrów”, „na przedostatnim skrzyżowaniu”, gdy kobiety najczęściej posługują się miejscami topograficznymi, np. „za sklepem X w lewo”. Jest to doskonały przykład na różnicę w postrzeganiu przestrzeni między kobietą, a mężczyzną. Za lepszy zmysł przestrzenny odpowiada u mężczyzn testosteron.

 

Mężczyźni posiadają również przewagę w zdolnościach matematycznych. Kobiety dobrze radzą sobie z obliczeniami i przyswajaniem pojęć, ale to mężczyźni przewyższają je, gdy chodzi o rozwiązywanie zadań problemowych czy wyższej kategorii zadań. Pomaga w tym mężczyznom dużo lepiej rozwinięta prawa półkula mózgowa, odpowiedzialna za myślenie abstrakcyjne.

 

EMOCJE I OSOBOWOŚĆ
Może trudno w to uwierzyć, ale zarówno kobiety, jak i mężczyźni, dzielą te same emocje. Różni nas tylko sposób ich wyrażania. Otóż kobiety mają skłonność do tłumienia swojej złości, rozzłoszczenia czy rozczarowania – skutkuje to wybuchami płaczu. Z kolei mężczyźnie, wychowanemu w kulturze, gdzie męskie łzy są postrzegane negatywnie, daje się większe przyzwolenie na pokazywanie swoich uczuć – stąd mężczyzn cechuje większa impulsywność, agresja zachowania. Przyzwyczajeni od dziecka do rywalizacji (zabawy z rówieśnikami zazwyczaj są naznaczone współzawodnictwem), mężczyźni są bardziej aktywni i asertywni. Co ciekawe – cechuje ich również dużo większa samoocena. Dla równowagi kobieta posiada większą samoświadomość.

 

Kobiety z kolei cechuje wrażliwość na innych, większa lękliwość, ale też towarzyskość, sumienność, ugodowość, skromność czy obowiązkowość. Kobiety są również bardziej podatne na zranienie i stany depresyjne – w przeciwieństwie do mężczyzn rzadko zachowują one dystans do zdarzeń i osób. Przy tym wszystkim to mężczyzn cechuje większą otwartość na nowe idee i ludzi.

 

Różnice w okazywaniu emocji i cechach osobowych nie są zdeterminowane biologicznie. To raczej wpływ wychowania i kultury, w jakiej dziecko dorasta, i wzorców, które powiela.

 

RÓŻNICE A ŻYCIE CODZIENNE
Wpływ powyższych różnic na codzienność jest dość dobrze widoczny. Poza przykładami opisanymi powyżej, warto wyjaśnić, dlaczego kobieta jest w stanie skupić się na wielu rzeczach jednocześnie, a mężczyzna nie. Otóż mózg mężczyzny jest uporządkowaną strukturą, która pozwala mu skoncentrować się w pełni tylko na jednej czynności. Ma to swoje dobre i złe strony. Minusem jest chociażby wspomniana na początku sytuacja z wyrzucaniem śmieci, za to dużym plusem – możliwości wysokiego skupienia na celu. W połączeniu z odpornością na zmęczenie faworyzuje to mężczyznę chociażby przy pracy wymagającej tychże cech.

 

Matematyczne zdolności mężczyzn, ich uzdolnienia przestrzenne i dobrze rozwinięte myślenie abstrakcyjne skłania mężczyzn do podjęcia studiów i prac związanych z tymi umiejętnościami, dlatego zazwyczaj wybierają oni szkoły i uczelnie techniczne, mechaniczne czy zawody o charakterze teoretycznym.

 

Kobiety z kolei są bardziej zorientowane na ludzi. Już od najmłodszych lat większą wagę przywiązują do rozmów i nawiązywania przyjaźni, niż do rywalizacji czy osiągania sukcesów. W związku z tym kobiety wybierają najczęściej zawody, w których będą miały możliwość interakcji z ludźmi.

Ten krótki przegląd cech powinien uzmysłowić, dlaczego mówi się, że kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa. Pamiętajmy jednak, że różnice biologiczne mają tak naprawdę niewielki wpływ na to, jak bardzo charakterologicznie i osobowościowo kobieta jest inna niż mężczyzna. Trzeba zaakceptować inność, ale też starać się wychować nasze pociechy w duchu tolerancji, nie kierując się stereotypami płciowymi. Wtedy na pewno możliwe jest porozumienie między płciowe, czego życzę Wam i sobie.

 

Artykuł został napisany z wykorzystaniem informacji zawartych w następujących książkach: E. Madal - Kobiecość i męskość; L. Brannon - Psychologia rodzaju. Kobiety i mężczyzn: podobni czy różni?; A. Moir, D. Jessel - Płeć mózgu.

 

Iwona Mackiewicz, 24l.




5-12


 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Czekoladowe nutki, czyli czego słuchać przy romantycznej kolacji

Muzyka zawsze miała znaczenie w moim życiu. Towarzyszyła mi na każdym etapie mojego dzieciństwa, dojrzewania i stawania się dorosłą kobietą. Potrafiła ukoić ból, pozwalała się wyszaleć, dawała radość, nastrajała pozytywnie. Wyciszała złe emocje i pobudzała dobre.

Nigdy nie umiałam odpowiedzieć na pozornie proste pytanie: Jakiej muzyki słuchasz? Nie potrafiłam odpowiedzieć, bo czasem było to pop, czasem reggae, czasem klasyka. Najlepszą muzyką była ta, która dopasowywała się do mojego nastroju, mojego etapu w życiu.

Kiedy byłam zakochana, mojej miłości towarzyszyła piosenka Jeniffer Rush Power of Love, czy Barbra Streisand Women in Love. Gdy z nastolatki stawałam się dorosła - Edyta Górniak Jestem kobietą. Będąc nastolatką słuchałam muzyki, która opierała się na zasadzie umpc umpc umpc. To też miało swoją nazwę – muzyka dance, czyli taka, przy której można było poskakać na dyskotece. Lubię wymyślać własne nazwy muzyki, nie pop nie jazz, ale muzyka na uspokojenie, wyciszenie np. Nocne pogaduchy, czy na pobudzenie Rześkie trele. Jakże więc miałam odpowiedzieć na pytanie: jaką muzykę lubisz? Muzykę na nastrój każdego dnia.

W moim życiu uczuciowym różnie się układało. Na początku zawsze było pięknie, potem coś się psuło i kończyło. Może ja za dużo oczekiwałam? Nie wiem. Mateusz pojawił się w momencie, kiedy postanowiłam, że będę sama. Była to decyzja dość rozpaczliwa, która zapadła po kolejnym rozczarowaniu.

Siedziałam w kawiarni nad filiżanką kawy o smaku czekolady i rozmyślałam o tym, jaka to ja będę samodzielna i samowystarczalna i żaden facet nie jest mi do szczęścia potrzebny. Bunt wzmagała muzyka o głośnym, niezidentyfikowanym brzmieniu. Było to dość irytujące. Nagle kątem oka zauważyłam jakiś ruch przy sąsiednim stole. Spojrzałam odruchowo i zobaczyłam przystojnego mężczyznę. Nasze spojrzenia się spotkały. Uśmiechnął się do mnie. Zawołał kelnerkę i poprosił o zmianę muzyki, na taką, która „odpowiadałaby spotkaniu pięknej kobiety siedzącej nad filiżanką kawy”. Kelnerka spojrzała na mnie, uśmiechnęła się i za chwilę zamiast dyskotekowej „łupanki” z odtwarzacza popłynęły dźwięki płyty Sade. Poczułam jak się zakochuję…

… Od momentu poznania Mateusza minęły już dwa miesiące. Każdemu naszemu spotkaniu towarzyszyła odpowiednia muzyka. Nazwałam ją Czekoladowe nutki, na cześć poznania Mateusza w kawiarni. Długo trwało, zanim zaprosiłam ukochanego mężczyznę na kolację. Obawiałam się tego momentu, nie wiedziałam czego oczekiwać po tym spotkaniu. Wreszcie odważyłam się… i nie żałuję. Ten ognik w jego oczach przekonał mnie, że postąpiłam słusznie. Zastanawiałam się, jaka muzyka będzie odpowiednia na dzisiejszą kolację. Bowiem mniej ważne było to, co będzie stało na stole (mam nadzieję, że mój ukochany przyjdzie głodny mnie, a nie mojej sałatki), ważniejsza była melodia na tyle cicha, aby słyszeć czuły szept i na tyle romantyczna, żeby wprowadzić w nastrój. Zapomniałam na chwilę co robię i zaczęłam myśleć o Mateuszu, który miał dziś do mnie przyjść. Myślałam o jego oczach, w których było tyle czułości, gdy patrzył na mnie. Ten tajemniczy uśmieszek na ustach, które tak cudownie całowały… Mocny aromat kawy przerwał rozmyślania. Spojrzałam na czekoladę, którą miałam zamiar przyozdobić deser. Kilka wiórek ułożyło się w ćwierćnutę. Uśmiechnęłam się do siebie. No tak, Czekoladowe nutki. Jakie piosenki zasługują na tą słodką nazwę? I co ważniejsze, które z nich zasługują na romantyczny wieczór? Przejrzałam swoją płytotekę. Niedawno odkryłam świetną piosenkę Michała Bajora „Miłość w sam raz”. Doskonała, miła dla ucha i taka prawdziwa o miłości nie wyidealizowanej, z dobrymi i gorszymi momentami. Bardzo lubię też utwór zespołu Chilly my „Biała koszula”. No dobrze, może piosenka z podtekstem, ale co tam. Podśpiewując „ a jutro włożę białą koszulę, będzie to dzień inny niż wszystkie i ulicami, którymi chodziłem pójdę poprosić cię o rękęęę” nakładałam sukienkę w kolorze cynamonu. Tak, to stanowczo świetna piosenka na wieczór. A nuż coś mu podpowie? Ok, ok. Powrót do rzeczywistości. O! Jeszcze to: Peter White i Basia z ” Just another day”, sama Basia “Baby You’re My” i przystojny Marcin Nowakowski z utworem “Better Days Ahead”. Myślę, że spokojne piosenki smooth jazz będą wisienką na torcie. Nagły dzwonek zapowiedział wizytę upragnionego gościa. Siedzieliśmy obydwoje patrząc na siebie z czułością. Muzyka cichutko płynęła z odtwarzacza otulając nas swoją słodkością. Świece dumnie wyprostowane oświetlały jego twarz, która zbliżała się do mojej coraz bardziej i bardziej. Potem nie widziałam, nie słyszałam już nic. Wtem poczułam, że Mateusz wstaje. Przeraziłam się, że zrobiłam coś nie tak. Wychodzi!

Mateusz wyciągnął do mnie rękę i podniósł do góry. Objął ręką w pasie i mocno przytulił. Zaczęliśmy tańczyć. Uspokoiłam się w jednej chwili. Nie, on wcale nie miał zamiaru stąd wychodzić, przeciwnie, wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały, że kolacja przeciągnie się i zjemy razem śniadanie. Nie miałam nic przeciwko temu. Czyż mogłam chcieć czegoś więcej. Świece migotały tworząc świetliste cienie na ścianach. Tańczyły razem z nami, jakby cieszyły się z naszego szczęścia. Muzyka pobudzała nasze emocje, radość z przebywania ze sobą. Nagle Mateusz zatrzymał się i spojrzał mi w oczy. Usłyszałam swój głos mówiący: „zostań” i ten jego uśmiech, który mówił jak bardzo tego pragnie.

Każda z nas chciałaby przeżyć taką kolację przy świecach. Te chwile, kiedy w powietrzu czuć atmosferę czułości. Nutki płynące wokół zakochanej pary owijają swym ciepłym oddechem. Aromat miłości unoszący się wokół i nieśmiało szkicowana przyszłość już nie oddzielnie a razem[1].

 

[1] Proponuję przesłuchać wszystkie wymienione utwory. Zostały one specjalnie dobrane do potrzeb tego artykułu. Gwarantuję, że wszystkie poczujecie się wyjątkowo.




5-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

7 sposobów, jak uniknąć zdrady

Powodem zdrady jest uczucie, że nasze wspólne życie osiadło na mieliźnie. Kiedy zdradzamy, otrzymujemy coś, czego nie możemy otrzymać w inny sposób. Oto, co możemy zrobić, by zdrada nigdy nie zagościła w naszym związku.

 

Marcin i Ewa. Na ślubnej fotografii szczęśliwi, zapatrzeni w siebie. A to fotka z wakacji. Oboje biegną roześmiani, trzymając się za ręce. A tutaj zdjęcie, kiedy się urodziła Martynka – ma niecały miesiąc. Michał trzyma ją na rękach niczym skarb. Dlaczego więc po siedmiu latach szczęścia, wydarza się historia jak z kiepskiego serialu?

Czym jest zdrada?
Atrakcyjna koleżanka z pracy, firmowy wyjazd, trochę alkoholu. Potem Marcin częściej zostaje dłużej w pracy. I w końcu ten przypadkowo odkryty SMS, który zatrząsł rodzinnym światem: "Kochany wczoraj było cudownie, już tęsknię..."
Potem płacze i krzyki. Marcin przeprasza, wykrzykuje, że to bez znaczenia, że kocha tylko Ewę. Ale już nic nie jest takie jak było.
Choć minęło już pół roku Ewa wciąż nie potrafi powstrzymać łez. Jak to się mogło stać? Jak on mógł mi to zrobić?
Czym jest zdrada? Nieuchronną konsekwencją partnerskiej rutyny? Sposobem na urozmaicenie? Zastrzykiem adrenaliny?

Zaangażowanie kontra powinność
Nasze wzajemne zobowiązania, obietnice jakie sobie składamy, decydując się na wspólne życie, wypływają z aktualnego stanu emocji. Kochamy się, chcemy być razem, pragniemy wspólnie budować swoje szczęście.
Potem, niestety, zdarza się nam popełniać pewne błędy, które zamieniają dobrowolność w powinności.
Punkt ciężkości przenosi się z przyjemności na potrzeby codzienności. Wracamy do podpatrzonych wzorców rodzinnych, w których więcej było obowiązków niż spontaniczności.
To poniekąd oczywiste ale jeśli rezygnujemy z tego co dawało nam obojgu poczucie swobody, wpadamy w pułapkę.
Zazwyczaj powodem zdrady jest uczucie, że nasze wspólne życie osiadło na mieliźnie, że emocje stały się przewidywalne a rozmowy pozbawione głębi. I choć zdrada może okazać się zgubnym impulsem, czymś, czego potem żałujemy i czego się wstydzimy - jest odpowiedzią na emocjonalny brak. Bowiem kiedy zdradzamy, otrzymujemy coś, czego nie możemy otrzymać w inny sposób. Pasję, ekscytację, poczucie wolności.
Czy to znaczy, że zdrada jest usprawiedliwiona? Nie chcę tak twierdzić, bo ona niszczy i boli. Jednak skoro istnieje i dotyka wiele związków, warto przyjrzeć się jej nie z potępieniem, ale z ciekawością.
Warto się także zastanowić, jak skutecznie zamknąć jej drzwi przed nosem. Oczywiście możemy się powoływać na poczucie odpowiedzialności, przyzwoitości, na uczucia wyższe i moralność. Ale czy to wystarcza?
Jaki jest stan waszego ducha, kiedy czujecie zaangażowanie i pasję? Jak reaguje Wasz umysł, serce i ciało? A jakie są wasze odczucia, kiedy powinniście zachowywać się w określony sposób, ponieważ oczekują tego od was inni. No właśnie… różnica jest diametralna.
Chcę przez to powiedzieć, że najlepszą gwarancją wierności jest to, że nie pragniemy zdrady. A nie pragniemy jej, kiedy nasz związek daje mam to wszystko, czego potrzebujemy. Kiedy są w nim autentyczne emocje, zaangażowanie.

7 sposobów by uniknąć zdrady
A oto zasady dotyczące obydwu płci, które pomogą Wam w zachowaniu dobrej kondycji Waszego związku i zapobiegną chęci zdrady.

1. Nie zmieniaj swojego partnera
Nie staraj się zmienić swojego partnera i upodobnić go do siebie. Robiąc to, zabierasz mu mentalne poczucie bezpieczeństwa i okradasz z jego indywidualności. Twój partner to nie Ty. Ma prawo widzieć świat własnymi oczami. Nie wszystko, co myśli, musi Ci się automatycznie podobać.
Jeśli wywieramy na partnera presję, cenzurując jego osobowość, sprawiamy, że oddala się od nas. Osoba, która go zaakceptuje - da mu poczucie, że wreszcie jest ktoś, kto go rozumie.

2. Nie wywołuj poczucia winy
Jeśli Twoje ulubione słowa to "tyle dla Ciebie robię, to ja Cię tak kocham, a ty…" itp. - to jesteś na dobrej drodze do partnerskiej katastrofy. Takimi słowami wywierasz emocjonalną presję. Miłość to stan ducha a nie środek transakcyjny.
Nie możesz jej używać do wymuszania określonych zachowań. Jeśli jakieś postępowanie partnera uważasz za niesprawiedliwe, rozmawiajcie o konkretach - bez krytyki i uczuciowego szantażu.

3. Stwórz fizyczne poczucie bezpieczeństwa
Dobra atmosfera, komfort i wygoda oraz osobista przestrzeń dla każdego z domowników sprawia, że dom jest bezpiecznym miejscem. Każdy powinien mieć w nim równe prawa oraz poczucie swobody i intymności. To także ważny element więzi partnerskiej.
Rozwiążcie także codzienne problemy typu wynoszenie śmieci itp., bo ciągłe domowe nieporozumienia to rdza, która sprawia, że Wasze życie uczuciowe koroduje.

4. Nie zapominaj o przyjemności
Bądź od czasu do czasu św. Mikołajem. Powiedz do swojej drugiej połowy: "Kochanie, dziś dostarczę Ci mnóstwo przyjemności, a Ty nic nie musisz robić". Wysłuchaj jej pragnień, włączając w to pragnienia seksualne i zaspokój je. Uszanuj także własne potrzeby i mów o nich, a może partner zacznie tę samą praktykę wobec Ciebie.
Brak satysfakcji emocjonalnej i seksualnej to krok do rozdzielenia rzeczywistości od pragnień. I do… zdrady.

5. Szanuj poczucie wolności obu stron
Zaborczość męczy. Ludzie zdradzają, gdy czują, że znaleźli się w klatce. I gdy przez moment drzwiczki są niedomknięte, wyfruwają. Niech więc w Twoim związku nie będzie krat.
Kontrolę zastąp zaufaniem. Paradoksalnie - im bardziej kontrolujesz partnera, tym mocniej zwiększasz ryzyko zdrady. Ludzie stają się tacy, jakimi są postrzegani. Jeśli wysyłasz komuś sygnał "nie ufam ci" - tym łatwiej będzie tej osobie podjąć decyzję o zdradzie. Im więcej zaufania dajesz swojemu partnerowi, tym bardziej godny zaufania się on staje.

6. Dziel się swoimi najgłębszymi lękami
To, co najbardziej zbliża ludzi to otwartość. Bardzo często spotykam osoby, które cierpią z powodu emocjonalnego zamknięcia partnera. Nawet, jeśli powodem tego są jakieś dawne zranienia, jedyną drogą, by je przekroczyć, jest podzielić się nimi z kimś bliskim. Ta otwartość nie jest jednak oskarżycielska: "Czuję, że już mnie nie kochasz". Jedyne, co możesz wtedy uzyskać, to odpowiedź "No coś ty, pewnie, że Cię kocham". Pomogło? Chyba nie.
Dlatego formułuj swoje obawy, koncentrując się na tym, co czujesz. Zamiast "Pewnie, już Ci się nie podobam", powiedz "Boję się, że czas mija, a ja staję się mniej atrakcyjna. Chciałabym wciąż Ci się podobać". Albo zamiast "Jestem zmęczony, mam wszystkiego dosyć", powiedz "Wiesz kochanie, czasem boję się, że nie odniosę sukcesu, że nie zrobię tego wszystkiego, co planowałem”. Takie słowa budują poczucie bezpieczeństwa - nawet, jeśli niosą ze sobą obawy o przyszłość.

7. Weź odpowiedzialność za swoje uczucia.
Nawet, jeśli wydaje Ci się, że to postępowanie partnera wpływa na to, jak się czujesz – to nie jest prawda. Nie mów więc "Przez ciebie jestem zła" albo "Ciągle mnie denerwujesz". Tylko dzieci oczekują od rodziców, że uspokoją je, rozbawią, dadzą im poczucie bezpieczeństwa.
Twoje reakcje to zbiór doświadczeń i wzorców. Jesteś jak instrument, który wydaje określone dźwięki w zależności od tego jak jest nastrojony.
Uświadom sobie, że nie ma żadnej gwarancji szczęścia na zewnątrz nas. Ale w nas samych jest ona możliwa do osiągnięcia. Jeśli uświadomisz sobie, czego oczekujesz, jak chcesz być traktowany, co masz do zaoferowania - odzyskasz kontrolę nad swoim samopoczuciem. W ten sposób także zyskujesz większą stabilność Waszego związku. To są naczynia połączone.

Życzę Wam szczerych, wspaniałych relacji.

Joanna Godecka

sympatia

 


 

5-12

 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

 

Czytaj więcej...

Kryzys w związku. Jak go przetrwać?

Podstawą idealnego związku jest partnerstwo. Zaufanie, wyrozumiałość i wzajemna pomoc – tego nie powinno nigdy brakować pomiędzy partnerami. Jednak z upływem czasu zaczyna nam się tak po prostu „nudzić”. Szukamy powodów do kłótni, kipi z nas zazdrość, zapominamy o wzajemności...

Co z tym zrobić? Czy to koniec? Jak uratować związek?

Takie przykre okresy w naszych związkach zdarzyć się mogą niejednokrotnie i w każdej relacji kobieta – mężczyzna. Powodem może być niezaradność mężczyzny lub nadmierna dbałość o szczegóły partnerki, zdrada, problemy w łóżku, rodzina, bałagan... Można tak wymieniać bez końca.

Odpowiedzi na pytanie: dlaczego tak się stało, powinniśmy poszukać trochę głębiej. Pamiętajmy, że wina leży po obu stronach. Kiedy przemyślimy wszystkie za i przeciw, odpowiedź powinna być jedna.

Jednak nigdy nie podejmujmy pochopnych decyzji, których możemy żałować. Dochodząc do jakiegokolwiek porozumienia powinniśmy zrobić to we dwoje. Szczera rozmowa, w której wylejemy wszystkie swoje żale, pretensje, dylematy, opowiemy o swoich uczuciach i emocjach, powinna choć w minimalnym stopniu uświadomić nam czego oczekujemy i czy z tym partnerem zaspokoimy swoje wszystkie potrzeby.

Kiedy zauważymy pierwsze symptomy kryzysu często nastawiamy się negatywnie do zaistniałej sytuacji. Postanawiamy dać sobie „chwilę” przerwy lub chcemy żyć w tak zwanym „wolnym związku” albo nie widzimy szansy i się rozchodzimy.

Na chwilę...
Często gęsto słyszę od znajomych: „postanowiliśmy sobie dać przerwę”. Staram się ich zrozumieć. Są ze sobą kilka lat i tak po prostu znudzili się sobą, szukają rozwiązania, które pozwoli im cieszyć się sobą na nowo. Ale czy na pewno dobrze robią? Istnieje wiele przypadków kiedy po takiej przerwie w związku już do siebie nie wracają, jak to się mówi „nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki”. Dla mnie to oczywiste albo rozchodzimy się albo próbujemy naprawić to co się zepsuło od razu.

Wolny związek
Być z kimś dłuższy czas, spać w tym samym łóżku, aż nagle wspólna decyzja: „żyjemy razem, ale robimy co chcemy”. Chcielibyście żyć ze świadomością, że wasz partner/ka idzie na imprezę bez ciebie i tam poznaje kogoś, czuje się z nim dobrze, umawia się z nim, spotykają się regularnie... A potem jakby nigdy nic wraca do domu i całuje ciebie? Nigdy w życiu bym nie pozwoliła aby mój facet obściskiwał się z inną dziewczyną będąc ze mną, a Wy?

To już jest koniec
„...nie ma już nic, jesteśmy wolni...” Postanowiliście się rozejść? Przemyślałaś swoją decyzję? Pamiętaj, że już nie ma odwrotu... Możesz tego żałować.

Jak zauważyliście każde wyjście może się skończyć źle. Dlatego nie rezygnujmy z bycia ze sobą. Istnieje wiele innych rozwiązań, dzięki którym wyjdziecie z kryzysu bez szwanku. Każdy problem da się rozwiązać, a wszystkie przeciwności idzie ze sobą pogodzić. Wystarczy uwierzyć, wziąć się w garść!

Monika K. (23 lata)
Jestem ze swoim facetem kilka lat, cudownych lat! Zawsze się dogadywaliśmy, nie było większych spięć, humory nam zawsze dopisywały, aż nagle BUM! Coś pękło we mnie, ciągle robiłam mu wyrzuty o cokolwiek: że skarpetki zostawia na podłodze, że nie pozmywał, że dzwoni do niego jakaś koleżanka, że nie przychodzi do domu na czas, że to, że tamto... Kłóciliśmy się dzień w dzień, rzucałam telefonem po każdej rozmowie, krzyczałam, marudziłam, narzekałam, kipiałam z zazdrości... Aż jednego dnia po dłuższej rozmowie z nim uświadomiłam sobie, że jestem z najcudowniejszym człowiekiem, którego poznałam. To on zawsze mnie rozśmiesza kiedy mam zły dzień, to on mnie zawsze wspiera, to on mnie KOCHA! On obiecał więcej mi pomagać i się starać, mówić mi częściej miłe słówka, a ja wzięłam się w garść. Teraz jest tak samo cudownie jak na początku! :)

Jak pewnie zauważyłyście na powyższym przykładzie – WARTO! Warto aby taki kryzys nastąpił by potem odnaleźć siebie na nowo, na nowo się zakochać w sobie nawzajem. Nic nie dzieje się bez powodu. Każda para musi przejść taki kryzys, a jeżeli go przetrwają to znak, że są dla siebie stworzeni! :)

 


 

5-12

 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

 

Czytaj więcej...

Randka (nie) idealna

Wszyscy mają marzenia. Pragnieniem każdej z nas jest ten jedyny, który przyjedzie jak rycerz na białym koniu pod nasze okno i będzie śpiewał serenady opiewające naszą urodę. Oczywiście w dzisiejszych czasach zbroję zastępuje skórzana kurtka, a rumaka Harley Davidson, lub markowy samochód, lecz chęć odnalezienia ideału pozostaje niezmienna od tysięcy lat.

Uniwersalna jest też potrzeba wyjścia za mąż, pięknej uroczystości weselnej i życia w miłości i szczęściu. Ale zanim to wszystko się osiągnie czeka nas pierwsza randka, która niejednokrotnie pokazuje, czy nasz wybranek to rzeczywiście ten jedyny…

Często się słyszy, że pierwsza randka to takie romantyczne i niepowtarzalne wydarzenie, które się pamięta do końca życia. Szczególnie gloryfikowana jest ona w amerykańskich komediach romantycznych. Pogląd ten przenosi się również do życia codziennego. I owszem pierwszą randkę często pamięta się do końca życia, ale z uwagi na to, że przebiegła zupełnie inaczej niż tego chciałyśmy.

Dlaczego tak się dzieje, że pierwsza randka staje się rozczarowaniem? Może właśnie dlatego, że oglądamy film, w którym piękny pan poznaje piękną panią, w ciągu jednego dnia zakochują się w sobie, idą na schadzkę, a wieczorem spędzają upojne chwile. Rzeczywistość jest zupełnie inna. Spotyka się dwoje ludzi, którzy przypadają sobie do gustu. Z czasem zaczynają się sobą coraz bardziej fascynować. Decydują się na spotkanie. Ich oczekiwania są duże, bo przecież nie raz widzieli, jak to jest na takiej pierwszej randce. A tu co? Wielka klapa, on milczy i się denerwuje, przy czym poci się niesamowicie. Ona „gada jak nakręcona”, też się denerwuje. W końcu wylewa niechcący wino na stół.

To jeden z łagodniejszych scenariuszy, jakie mogą zdarzyć się na takim spotkaniu. Jednak o wiele gorzej sprawa się ma, gdy umówione zostaniemy na tak zwaną randkę w ciemno, przez jakąś koleżankę, bądź zatroskaną ciocię. Gdy idziemy spotkać się z człowiekiem, którego kompletnie nie znamy, nie wiemy czego możemy się spodziewać.

Jak powiedziała mi jedna z moich znajomych, która miała „przyjemność” być swatana przez swoją ciocię, nie można nastawiać się na nie wiadomo co, bo rozstaniemy się z poczuciem rozczarowania. Moja ciocia umówiła mnie z chłopakiem ze swojej pracy. Naopowiadała mi o nim niestworzonych rzeczy. Oczywiście wiedziałam, że połowa z tego co mówi to wymysł jej wyobraźni, lecz przez to jej gadanie nastawiłam się na coś zupełnie innego niż miało miejsce. Spędziłam miły wieczór, jednak oboje byliśmy bardzo skrępowani, gdyż jak się później okazało ciocia i mi zrobiła „odpowiednią reklamę”, która znacznie odbiegała od rzeczywistości. Mimo początkowego skrępowania zdecydowaliśmy się na rozwinięcie naszej znajomości. Czas pokaże co z tego wyjdzie.

Jest jeszcze jeden problem związany z randkami w ciemno, a mianowicie wygląd drugiej osoby. Co jeśli się okaże, że mężczyzna, który na nas czeka odbiega od naszych wyobrażeń męskiego kanonu urody? Na to pytanie postawione jednej z rozmówczyń usłyszałam taką odpowiedź: Koleżanka strasznie chciała mnie umówić ze swoim kuzynem. Długo nie chciałam się zgodzić. Ale tyle czasu mnie namawiała, że w końcu uległam. Kiedy weszłam do kawiarni i go zobaczyłam w pierwszej chwili chciałam brać nogi za pas i uciekać, bo okazało się, że urodą odbiega daleko od ideału. Jednak zobaczył mnie i nie miałam wyjścia. Później było mi niezmiernie głupio, bo bawiłam się świetnie na tym spotkaniu.

Zdarzają się też przypadki ekstremalne, kiedy to naprawdę trzeba jak najszybciej uciekać, gdyż mimo naszych starań nic nie wychodzi. Powodów tego jest wiele od niechlujnego wyglądu po nachalne, nieodpowiednie zachowanie, czasami przechodzące w agresję. Pewnie każda z nas może podzielić się taką przygodą. I teraz tą historię opowiada koleżankom „ku przestrodze”. Trzeba jednakże pamiętać, że są to wyjątki od reguły.

Jak się okazuje główną winę za nasze randkowe rozczarowanie ponosi nasze nastawienie. Kiedy oczekujemy fajerwerków, a mamy tylko i wyłącznie małe promyczki świec, wiadomo że nie będziemy zadowolone z efektów. Czy nie lepiej nastawić się na miły wieczór, spędzony w towarzystwie drugiej osoby, która może okazać się naszą drugą połową?

Dajmy szansę „zwykłemu” mężczyźnie, kto wie, może okaże się on naszym księciem z bajki …

Iwona Czyżykowska, 28l.




4-12


 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Co ich kręci, co ich podnieca czyli dlaczego mężczyźni lubią niedostępne kobiety?

Wszystkim dobrze wiadomo, że to, co trudne do zdobycia wydaje się bardziej atrakcyjne. A jeżeli osiągniemy coś, co wymagało od nas poświęcenia dużej ilości czasu, wysiłku i zaangażowania, będziemy uważali to za bardzo cenne!

Często zastanawiamy się dlaczego jest tak, że mężczyźni zwracają uwagę na kobiety, które wcale nie wykazują chęci na bliższą z nimi znajomość. Dzieje się tak, ponieważ oni lubią niedostępne kobiety. Stanowią dla nich wyzwanie i gwarantują dreszczyk emocji, tak przez nich uwielbiany.

Mężczyźni są wiecznymi łowcami. Nie cieszy ich łatwa zdobycz. Oni lubią zabawę w kotka i myszkę, czyli wyznają teorię, żeby króliczka gonić a nie złapać….

Jeżeli „coś” samo wpada w ich sidła, nie jest to dla nich interesujące ani godne ich uwagi. Natomiast jeśli muszą poświęcić dużo energii na zdobycie zwierzyny (czyli kobiety), wykazać się swoją męskością, sprytem, pomysłowością, wtedy są dumni ze swojej zdobyczy. Obiekt ich zainteresowań „podany im na tacy”, zwyczajnie nudzi.

Współcześnie bardzo często zdarza się, że to kobieta pierwsza podchodzi do mężczyzny, który jej się podoba i stara się go poderwać. W ten sposób kobiety przejmują inicjatywę i często są postrzegane jako te „łatwe”. W większości przypadków lepiej jest, gdy to facet pierwszy wykaże zainteresowanie i zacznie działać. Wtedy łowy się zaczynają…On próbuje zdobyć nasz numer telefonu, potem stara się zaprosić na pierwszą kawę, randkę itd. Kiedy kobieta nie wykazuje większego zainteresowania mężczyzną, on tym bardziej stara się udowodnić jej jaki to jest wspaniały i jeszcze bardziej będzie się starał wzbudzić w niej zainteresowanie swoja osobą. Jeżeli nie uda mu się osiągnąć zamierzonego celu, to z całą pewnością zaintryguje kobietę i okaże wytrwałość a czas pokaże co dalej...

Co ona robi w czasie kiedy nie chce być ze mną? Zastanawia się mężczyzna. Myśli więc, że kobieta z pewnością prowadzi bardzo aktywne i interesujące życie, skoro nie ma czasu dla niego. Faktem jest, że im kobieta chłodniejsza i nie tak bardzo zaangażowana, tym mężczyzna bardziej stara się o jej względy.

Okazywanie dystansu przez kobiety, budzi mieszane uczucia u mężczyzn. Nie wiedzą co ona myśli o nim i co on ma jeszcze zrobić aby wreszcie jej zaimponować, zwrócić na siebie jej uwagę, bo przecież każdy facet uważa, że jest wyjątkowy i interesujący…Nie rozumie, dlaczego kobieta odrzuca jego zainteresowanie….

Jeżeli natomiast kobieta w jednej chwili daje do zrozumienia mężczyźnie - tak, możesz mnie „mieć” bez żadnego problemu…, czyli że jest na każde jego zawołanie, mężczyzna szybko traci zainteresowanie. Taka kobieta nie wymaga żadnego wysiłku z jego strony, znajomość jest więc nudna i szybko się zakończy. Gdy kobieta nie odpuszcza, nie chce być zbyt szybko porzucona, nie daje za wygraną, wtedy mężczyzna zaczyna czuć się osaczony i…szuka ucieczki. Może więc szybko zdarzyć się, że role się odwrócą i to on stanie się zwierzyną, na która poluje zdesperowana kobieta. Są kobiety, że gdy jakiś mężczyzna wpadnie im w oko, zamęczą go i zatrują mu życie…

Więc jeśli na horyzoncie pojawi się już samiec, zastanówmy się bardzo dokładnie czego oczekujemy od nowej znajomości. Jeśli facet wpadł nam w oko, przetestujmy go, nie śpieszmy się, bo pośpiech jest zgubny. Wtedy dowiemy się czy zależy mu na nas naprawdę, czy tylko szuka szybkiej, krótkiej, jednorazowej rozrywki. Jeśli będzie cierpliwy, konsekwentny w swych działaniach, to jego upór z pewnością z czasem docenimy i wynagrodzimy.

My kobiety powinnyśmy dłużej trzymać mężczyzn na dystans. W tym czasie poznajemy go, jego reakcje, zachowania w różnych sytuacjach i to daje nam obraz jego osoby. Czas…to bardzo dobry dorada. Mimo, że kobiety z natury są bardziej skłonne do poświęcania się dla drugiej osoby (np. mężczyzny), nie powinnyśmy tego robić na samym początku znajomości. Kobiety ostrożne, mniej okazujące zainteresowanie i emocje, ostatecznie znacznie lepiej na tym wychodzą i są poważniej traktowane przez mężczyzn. Bo czy kobieta, która godzi się na wszystko od samego początku i nie wymaga od mężczyzny zbyt wielkiego zachodu, może być kimś ważnym dla niego i materiałem na poważny związek? Raczej nie…Raczej kimś na krótką znajomość, romans.

Mężczyzna traci zainteresowanie kobietą, która jest na każde jego zawołanie. On woli niedostępność! Chce pozostać prawdziwym mężczyzną, czyli chce być łowcą każdego dnia.

Wiele kobiet uniknęłoby rutyny w swoim związku i braku zaangażowania ze strony mężczyzny, gdyby nie były takie ustępliwe we wszystkim, gdyby pokazały, że one też mają coś ważnego, istotnego do powiedzenia, że nie godzą się na wszystko, co mężczyzna powie. To paradoks, lecz niestety tak właśnie jest. Musimy zbudować równowagę w związku i nutkę niepewności, żeby partner zawsze czuł, że musi się z nami liczyć, że nie może podejmować decyzji za nas a nas tylko poinformować co postanowił, że może nas stracić! Właśnie kobiety te bardziej niedostępne od samego początku znajomości, potrafią zbudować bardziej partnerskie relacje w późniejszym etapie ich znajomości, związku, czy małżeństwa..

Mężczyzn kręci to, co nieosiągalne. Kobiety, które mają własne życie, świetnie się samorealizują, są aktywne, bardziej pewne siebie, nie boją się od czasu do czasu odmówić spotkania mężczyźnie. Postrzegane są wtedy przez mężczyzn jako kobiety ciekawsze, mające własne zainteresowania i plany. Taką kobietę trudniej jest zdobyć, bo jest samodzielną, niezależną, zajętą na co dzień osobą, której zdecydowanie trudniej zaimponować! Wydaje się więc, że wcale nie jest wskazane być grzeczną, uległą dziewczynką. Kobiety z charakterem i własnym zdaniem są uwielbiane przez mężczyzn. Stanowią dla nich wyzwanie bo same dobrze czują się ze sobą, bo nie muszą z niczego rezygnować. Zdobycie takiej kobiety (to znaczy wejście z nią w poważniejszy związek) jest traktowane przez nich jako wielka wygrana i triumf. Będą się starali tej relacji nie zepsuć, bo włożyli w nią wiele wysiłku.

Emilia Kuśnierczak, 25l.




5-12


 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS