Menu
logo tjk main

Inna opcja, czyli opowieść o koleżance lesbijce

Prawa do miłości i posiadania rodziny postrzegane są jako naturalne i niepodważalne. Wszyscy jesteśmy zdania, że każdy człowiek powinien być kochany i otaczany przez osoby, na których mu zależy. Wydawać by się mogło, że rzeczywiście tak jest. Teoretycznie jesteśmy społeczeństwem uważającym, iż prawo do szczęścia jest tym głównym, którego nie można nikogo pozbawić. Jak się jednak okazuje teoria pozostaje tylko teorią, a wzniosłe hasła, które ciągle powtarzamy są wyłącznie frazesami bez pokrycia. Najprostszy przykład? Zachowanie większej części społeczności wobec mniejszości seksualnych.

Obecnie panuje przekonanie, że normalny człowiek to człowiek heteroseksualny.
Nie jest wiadome, gdzie można doszukiwać się przyczyny takiego myślenia. Być może jest to przeświadczenie wynikające z religii, w której funkcjonujemy. Kościół katolicki za jedyną dopuszczalną formę rodziny uznaje tę w skład której wchodzi kobieta i mężczyzna, neguje natomiast dopuszczalność istnienia tej, w której oboje partnerów są jednej płci. U podłoża może też leżeć model, jaki wynieśliśmy z domu. W końcu to, co jest nam nieznane często wywołuje brak zrozumienia. Może też po prostu umysł człowieka jest zbyt ograniczony, by mógł przetworzyć oraz zrozumieć słuszność i nieszkodliwość istnienia par homoseksualnych. Przez nasze ograniczenia pary te zazwyczaj muszą żyć w ukryciu, co wpływa na jakość ich związków.

Na szczęście są wśród nas osoby, które odnoszą się do związków lesbijek czy też gejów odpowiednio, tzn.traktują ich na równi ze swoimi heteroseksualnymi znajomymi.

Doskonałym przykładem może być tu 30-letnia Ania, która w czasie pobytu w Chicago zaprzyjaźniła się z lesbijką.

Toni poznałam w październiku 2010 roku. O jej orientacji nie wiedziałam przez dosyć długi czas i to tylko z powodu pewnych zawiłości języka. Toni pochodzi z Meksyku, więc porozumiewałyśmy się po hiszpańsku (ja wcześniej dosyć dobrze opanowałam ten język). W hiszpańskim nie ma rozróżnienia na partnera i partnerkę, dlatego też, gdy ona mówiła „mój partner” nie wpadłam na to, że może chodzić o kobietę.

Na moje pytanie w jakich okolicznościach dowiedziała się prawdy i jak na nią zareagowala, Ania odpowiada:
Raz wybrałam się do parku, gdzie miałam się spotkać z Toni. Kiedy się już zobaczyłyśmy, Toni przedstawiła mi swojego partnera, a raczej partnerkę – Elizabeth. Dobrze, że miałam na nosie okulary przeciwsłoneczne, bo dziewczyny chyba wystraszyłyby się mojej miny. Byłam naprawdę zaskoczona, ale absolutnie nie w negatywnym sensie. Po prostu wcześniej nawet do głowy by mi nie przyszło, że Toni jest lesbijką!

Jak później wyjaśnia mi Ania, na jej zdziwienie wpłynęła zapewne sama osoba Toni.
Ludzie zazwyczaj myślą, że lesbijki są bardzo męskie i dosyć zaniedbane. Ja chyba również gdzieś z tyłu głowy miałam taki obraz, a Toni jest niezwykle piękną i kobiecą osobą, poza tymodniosła w życiu sukces i jest na naprawdę wysokiej pozycji.

Ania wyznaje mi również, że przez pewnien model, który panuje w Meksyku, Toni i jej partnerka Elizabeth, nie mogą w pełni cieszyć się sobą i tym, co je łączy. Dziewczyny bardzo się kochają, ale podejście rodziny Elizabeth stanowi ogromny problem.

Toni poznałam tylko dlatego, że wcześniej postanowiła odciąć się na pewien czas od Elizabeth, gdy ta nie była gotowa poświęcić dla niej wszystkiego. Skrycie liczyła na to, że Elizabeth powstrzyma ją przed wyjazdem z Meksyku, ale nie doszlo do tego i tak Toni wylądowała w Chicago. Pomimo wszystko dziewczyny nie potrafiły o sobie zapomnieć, ciągle miały ze sobą kontakt, odwiedzały się. Niedawno w końcu doszły do wniosku, że powinny być ze sobą jako normalna para. Toni wróciła do Meksyku i razem zamieszkały. Nadal nie jest jednak między nimi w pełni normalnie. Od poniedziałku do czwartku spędzają razem czas, ale na weekend Elizabeth porzuca swoje życie i spotyka się z rodziną, która nie akceptuje jej związku. Myślę, że jest to dla nich wszystkich bardzo skomplikowana sytuacja. Według mnie jednak każdy zasługuje na miłość. Orientacja nie ma żadnego znaczenia. Lesbijki potrafią być o wiele bardziej wartościowe, otwarte i wspaniałomyślne niż niektóre heteroseksualne kobiety.

Ania opowiadając mi o swojej koleżance rzeczywiście podkreśla poprzez swoje zachowanie i całą wypowiedź pełną akceptację dla niej. Wskazuje też, że bardzo ceni sobie Toni jako człowieka i nie widzi żadnego powodu, by dyskryminować kogokolwiek dlatego, że pociągają go osoby tej samej, co on płci.

Podobnego zdania jest 25-letni Jacek, który przyjaźni się z lesbijką.

Moja koleżanka ma 23 lata, studiuje, jest ogólnie normalną dziewczyną. Niczym specjalnym się nie wyróżnia - pochodzi z przeciętnej, raczej słabo sytuowanej rodziny. Mamy bardzo dobry kontakt, spotykamy się, rozmawiamy.

Kiedy sugeruję Jackowi, że trochę mnie to dziwi, bo dla mężczyzn homoseksualizm jest raczej tematem tabu, chłopak podkreśla, że nie zgadza się z moim poglądem:
Skąd taki wniosek i jak go rozumieć? Ja, pomimo, że mam poglądy konserwatywne, podchodzę do jej preferencji seksualnej w sposób normalny. Nie odbieram jej pod tym kątem, tylko traktuję jak normalnego człowieka. Nie interesuje mnie z kim się spotyka, sypia itd. To są jej prywatne sprawy. Dlatego też czas jaki spędzamy razem nie różni się niczym, od czasu jaki spędzam z innymi moimi znajomymi. Chodzimy razem na imprezy, do kina, na basen czy jeździmy gdzieś. Nie czuję się niezręcznie wiedząc o jej orientacji, bo jestem osobą światłą i otwartą na świat, co nie znaczy, że akceptuję to jako coś zupełnie normalnego.

Maciek wskazuje, że jego przyjaciółka jak każdy ma problemy, ale nie wynikają one z jej orientacji.
Często zwierza mi się ze swoich problemów, ale nie mają one wiele wspólnego z tym, że jest lesbijką. Pewnie też dlatego, że prawdę zna tylko pewien krąg znajomych. Rodzina nie ma pojęcia. Ci znajomi, którzy wiedzą to osoby nieprzypadkowe, więc reagują oczywiście normalnie.

Jacek zdradza też, że dziewczyna nie spotkała na razie tej jednynej.
Ona nie ma nikogo na stałe, ale spotyka się z kobietami. Są to przelotne znajomości. Czasami za pieniądze. Przelotne, czyli takie jakie są zawierane również niekiedy pomiędzy kobietą a meżczyzną, czyli krótkotrwałe, oparte głównie na seksie. Nie sypia z kobietami dla korzyści materialnych, ale z kobietami, którym płaci. Jest rynek, choć niewielki, kobiet, które trudnią się prostytucją skierowaną do pań.
Zarówno postawa Ani, jak i Maćka jest dowodem na to, że przy odrobinie otwartości i tolerancji, można akceptować homoseksualizm innych, a przy okazji stworzyć długotrwałą i wspaniałą relację – znaleźć oddaną przyjaciółkę.

Wiadomym jest, że nie każdy musi od razu godzić się na zalegalizowanie związków homoseksualnych i prawo posiadania dzieci przez lesbijki i gejów, ale każdy za to może zrewidować swoje poglądy i sprawić, by życie homoseksualistów stało się prostsze, wpłynąć na to, by nie musieli egzystować w ukryciu. W końcu oni nie traktują zapewne heteroseksualistów jako odmieńców, dlatego też powinniśmy im się odwdzięczyć i sprawić, by nie odczuwali wykluczenia.

Beata KAPUSTA, 21 l., studentka

 


 

2-12

 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Jestem w związku z nowym partnerem ale wciąż myślę o eks, czyli o życiu w emocjonalnym trójkącie

Stało się. Twój związek, pomimo ogromnych starań, rozpadł się (zapraszam do przeczytania mojego poprzedniego artykułu o rozstaniach:  http://www.tojakobieta.pl/ona-i-on/gdy-jedno-z-partnerow-nagle-nam-mowi-kochanie-musimy-sie-rozstac.html ).

Na początku jest Ci ciężko, zastanawiasz się, co będzie dalej, czasami nawet kwestionujesz sens swojego życia. Prędzej czy później przychodzi jednak przełom – wychodzisz do ludzi, uświadamiasz sobie, że szczęście w końcu Cię znajdzie. I rzeczywiście, znajduje. Poznajesz Jego – mężczyznę, który wydaje się być lekiem na całe zło. Inteligentny, opiekuńczy, przystojny... Do tego potrafi ukoić ból po ostatnim nieudanym związku.

Wydaje Ci się, że złapałaś Pana Boga za nogi. To, co jeszcze nie tak dawno było niemożliwe, nagle stało się rzeczywistością – zakochałaś się. Spędzacie razem dużo czasu, dzielicie wspólne zainteresowania i pasje. Czujesz powiew świeżości – wszystko wydaje się takie proste i inne niż wcześniej. Jesteście w siebie wpatrzeni, podziwiacie się i wspieracie nawzajem we wszelkich podejmowanych działaniach. Nie zauważasz jego wad, a nawet jeśli coś zwróci Twoją uwagę, przymykasz na to oko. I tak sielanka trwa kilka tygodni, miesięcy, a w niektórych przypadkach nawet kilka lat. Temat Twojego byłego partnera poruszasz w tym czasie bardzo rzadko, ponieważ nie chcesz ranić obecnego ukochanego, albo po prostu nie myślisz o przeszłości (lub bardzo starasz się nie myśleć). Istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że Twój związek jest rzeczywiście tym ostatnim, na całe życie. Powoli łapiesz się na tym, że nie umiesz już nawet wyobrazić sobie poranków przy kimś innym niż teraz. Niestety, jest też druga możliwość – nowa relacja jest tylko sposobem wymazania z pamięci poprzedniej, która się rozpadła, a partner – nagrodą pocieszenia. Często rozpamiętujesz chwile spędzone ze swoim eksem. Zastanwiasz się, dlaczego Wam się nie udało i rozpatrujesz w myślach wszelkie opcje. Czy byłaby szansa, żebyśmy spróbowali do siebie wrócić? – zadręczasz się. W takiej sytuacji najrozsądniejsze wydaje się wyjaśnienie obecnemu partnerowi, że nie zapomniałyśmy o eks. Nikt nie chciałby być wykorzystywany i nieszczerze zapewniany o uczuciach. Warto pozwolić odejść mężczyźnie i dać mu szansę na znalezienie prawdziwej miłości. Ale co zrobić z samą sobą? Jeśli rzeczywiście nie potrafimy zapomnieć o eks, należałoby podjąć kroki, które dadzą nam pewność, że możemy jeszcze na coś liczyć.

Tak właśnie zrobiła 43-letnia Barbara. - Ryszarda znałam od dawna, był moim kolegą z pracy. Mogłam na niego liczyć po śmierci mojego męża i chyba dzięki temu spojrzałam na niego inaczej. Decyzję o związku odwlekałam bardzo długo, bo ciągle myślalam o mężu. Kiedy jednak, ja i Ryszard postanowiliśmy w końcu, że powinniśmy spróbować bycia razem, poczułam się naprawdę szczęśliwa. Czułam, że mam w nim oparcie. Razem chodziliśmy na spacery, jeździliśmy do kina. Może to głupie, ale czułam się jak nastolatka – opowiada kobieta. – I nagle coś się zepsuło, zaczęły przeszkadzać mi jego wady. Główny powód rozstania? On za bardzo kochał swoje hobby, przez co niedotrzymywał danego mi słowa.

Barbara, tak jak wiele kobiet, bardzo to przeżyła. Kiedy w końcu ochłonęła, zdała sobie sprawę, że żałuje rozstania. – Spotykałam się w tym czasie z wieloma mężczyznami. Jednego nawet bardzo polubiłam. Zapraszałam go do mojego domu, bardzo dużo rozmawialiśmy o literaturze. Mimo to, ciągle myślałam o Ryśku i wyrzucałam sobie, jak mogłam dopuścić do roztsania. W końcu zrozumiałam, że dłużej nie mogę tak żyć. Nie miałam prawa krzywdzić kolejnych mężczyzn, udając przed nimi zaangażowanie, a tak naprawdę ciągle być przywiązaną do byłego partnera. Zaproponowałam Ryszardowi spotkanie. Ku mojemu zdziwieniu, on wyzał, że także było mu ciężko beze mnie i nie mógł sobie darować tego, że mnie zranił. Postanowiliśmy wrócić do siebie. Barbara podkreśla, że teraz już wie jak ważna jest rozmowa. Wszystkie wątpliwości i kwestie sporne od razu omawia z Ryszardem. I podkreśla: Doskonale zdaję sobie sprawę, że kobieta w moim wieku musi dbać o związek i jeśli coś się w nim psuje, od razu go naprawiać, bo o eks nie jest wcale tak łatwo zapomnieć.

Sytuacja jest prosta, kiedy jesteśmy zdecydowane na podjęcie konkretnych działań zmierzających do odnowienia związku ze swoją wielką miłością. Co jednak, jeśli ciągle nie umiemy wymazać z pamięci poprzedniej klęski i przy tym porzucić obecnego partnera?

Odpowiedź na to pytanie może nam dać wyznanie 29-letniej Kingi. - Obecnie jestem w związku z Mikołajem. Jest nam razem naprawdę dobrze. Bardzo długo zwlekaliśmy z zaangażowaniem się. Spotykaliśmy się prawie pół roku i w końcu w Boże Narodzenie kilka lat temu porozmawialiśmy szczerze i zapewniliśmy o swoich uczuiach. I tak jesteśmy razem już ponad 5 lat. Uwielbiamy spotkać się po pracy, ugotować kolację i obejrzeć dobry film. Na weekendy jeździmy razem do swoich rodzin. Świetnie się rozumiemy w wielu kwestiach.

W najlepszym nawet związku może pojawić się wspomnienie dawnych czasów, które skutecznie zatruwa życie i wprowadza zamęt w głowie, co Kinga potwierdza. – Mimo radości, którą czerpię z relacji z Mikołajem, zdarza mi się myśleć o moim byłym, Edwinie, sczególnie w trudnych momentach, np. gdy Mikołaj wyjeżdża w delegację. Edwin i ja byliśmy parą przez połowę studiów. Łączyło nas niezwykłe uczucie, zachowywaliśmy się jakby świat wokół nas nie istniał. Naiwnie wierzyłam, że nic nas nie rozdzieli. I jak to w życiu bywa, napotkaliśmy pewne trudności - Edwin przeniósł się na 4.roku do innego miasta. Na początku jakoś funkcjonowaliśmy na odleglość, ale po 3 miesiącach się rostaliśmy. Przeżyłam to dosyć poważnie, ale szybko pojawił sie mój obecny partner. Naprawdę, jest świetnym facetem, kocham go ponad wszystko, ale kiedy się pokłócimy myśl o Edwinie wraca. Nie wiem czy byłabym gotowa zostawić dla niego Mikołaja, ale na pewno gdyby przytrafiła sie okazja, bardzo poważnie bym się nad tym zastanowiła.

Historia kobiety pokazuje, że żyje ona w emocjonalnym trójkącie. Jest w szczęśliwym związku, nie ma powodów, by narzekać na partnera, a mimo to wspomnienie o eks wraca. Czy normalne życie jest w tym przypadku możliwe? Kinga z przekonaniem mówi, że tak. Kiedy jednak pytam ją, jak się czuje, gdy zapewnia Mikołaja o swojej wierności, wiedząc, że czasami w myślach go zdradza, dziewczyna wymownie milczy.

Najtrudniej jest jednak żyć ze świadomością, że nadal zależy nam na byłym, a on wcale nie chce naszego powrotu. Takie przykre doświadzenie spotkało wiele lat temu 24-letnią dziś Amelię. - W liceum byłam z moim kolegą z klasy, Mateuszem. On pierwszy zwrócił na mnie uwagę. Czułam się dzięki niemu wyjątkowa, bo doceniał to jaka byłam. Trwalo to 8 miesięcy. Krótko, ale zdążyłam doświadzcyć prawdziwego uczucia. Rozstalśmy sie z błahego powodu – nie wytłumaczyliśmy sobie pewnej sprawy, później przez dumę obojga nie dało się już tego naprawić. W sumie, nie przeżyłam specjalnie naszego rozstania, nawet nie umiem wytłumaczyć dlaczego. Przez dlugi czas byłam singielką. Dwa lata temu w moim życiu pojawił się Oskar. Jest totalnym przeciwieństwem Mateusza, wolnym duchem. Żyjemy dniem dzisiejszym, czerpiemy przyjemność z każdej chwili. Mimo wszystko z wiekiem przychodzą myśli o ustabilizowaniu się i wtedy wraca wizja Mateusza jako ojca moich dzieci. Kilka miesięcy temu, mimo tego, że jestem z Oskarem, Mateusz i ja z powrotem złapaliśmy kontakt. Zaczęłam robić sobie nadzieje. Kiedy jednak zadzwonilam i chciałam umówić się z nim na spotkanie, odpowiedział że nie może, bo wyjeżdża z kraju ze swoją dziewczyną. Nie dałam tego po sobie poznać, ale poczułam, że teraz naprawdę go straciłam. Wiem, że już nigdy nie będziemy razem, ale i tak często o nim myślę. Nawet kiedy jestem z Oskarem.

Wydaje się, że będąc w związku z jednym mężczyzną, nie myśli się, a przynajmniej nie wypada myśleć, o innym. Opisane historie wskazują jednak, że nie zawsze, gdy w grę wchodzi miłość, wszystko jest proste. Każda z nas chce czuć się spełniona i kochana. Każda też potrzebuje czasami ramion oddanego mężczyzny, w które można się wtulić i zapomnieć o wszelkich problemach. Dlatego też nie możemy oceniać kobiet, pozostających w emocjonalnych trójkątach, o których wcześniej wspomniałam. Niektóre kobiety potrafią poradzić sobie z rozstanie tylko wtedy, gdy mogą wejść w nowy związek. Nie możemy jednak zapominać o tym, że myśląc tylko o sobie, zranimy zakochanego w nas mężczyznę, który nie ma pojęcia o naszym umysłowym związku z eks. Jeśli istnieje jakakolwiek szansa na to, żeby odzyskać utraconą miłość i naprawić zniszczoną relację, należy ją wykorzystać, ponieważ zyski mogą nas mile zaskoczyć.

Potwierdzeniem na to jest 20-letnia Jagoda i jej słowa: - Kuba i ja wróciliśmy do siebie niedawno. Pierwszy raz byliśmy razem w liceum. Na początku możliwość, że bedziemy razem, wydawała mi się nierealna. On był starszy, przystojny i przede wszystkim wzbudzał zainteresowanie wielu dziewczyn. Tak się przypadkiem złożyło, że był również kolegą mojego brata. Raz poszliśmy całą paczką na lody i tak od słowa do słowa, Kuba i ja znaleźliśmy wspólny język. Kilka dni później zaprosił mnie na urodziny swojego kumpla i jakoś samo wszystko się potoczyło, zostaliśmy parą.

Na moje pytanie jaki był ten związek i dlaczego w końcu się rozpadł, Jagoda odpowiada: - Byłam młoda i miałam dziwne podejście. Chciałam, żeby Kuba spędzał ze mną każdą wolną chwilę. Kiedy on wolał pobyć sam, albo pójść z kolegami na piwo, robiłam mu wyrzuty sumienia i oskarżałam o brak zainteresownia mną. Poza tym ja byłam w klasie maturalnej, a on na 1.roku studiów. I tak się to rozleciało. Po roztsaniu z nim byłam w dwóch związkach. Jednego chłopaka rozkochałam w sobie, ale sama nic nawet do niego nie poczułam. Ciągle myślałam o Kubie. Starałam się zapomnieć ze wszystkich sił, wyjechałam nawet w międzyczasie za granicę, ale to wszystko było na nic, bo stale miałam kontakt z Kubą. Po ostatnich wakacjach zaczęliśmy się ze sobą intensywniej kontaktować. On zainicjował to, że do siebie wróciliśmy. Jak jest teraz? Nasz związek jest inny. Rozumiem już, że on ma swoje zajęcia i swoich znajomych. Ja również bardziej skupiam się na sobie. Rozwijam się, poświęcam pasjom. Nie ma kłótni, nie ma stresów, ale to może też dlatego, że nie myślę w kategoriach dalekiej przyszłości. Teraz jest mi dobrze, a resztę czas pokaże.

Nie każda relacja kobiety i mężczyzny jest piękna i jednoznaczna. Od dziecka byłyśmy wychowywane na bajkach, w których wyraźnie podkreśla się, że każdy ma swoją drugą połówkę i to do niej jest od początku przypisany. Jak pokazuje życie, wcale nie musi tak być. Może dojść do sytuacji, w której my uważamy kogoś za tego jedynego, ale on nas już niekoniecznie. Może być też tak, że nie wykorzystamy dobrze swojej szansy, zakończymy związek, a później chcąc wrócić, dowiemy się, że nasz były znalazł już nową tę jedyną. Jednak poza tymi wypadkami codziennie można natknąć się na ludzi rzeczywiście bezgranicznie w sobie zakochanych. Co można im poradzić? Pielęgnujcie swoją relację, bo jest ona darem, który nie wędruje do każdego. Nawet jeśli coś w Waszym związku jest nie tak, nie spisujcie go od razu na straty. Lepiej dać sobie czas do namysłu, niż palić za sobą mosty. Najważniejsze to podejmować decyzję świadomie, nie pod wpływem chwili czy ze względu na dumę. Czasami lepiej pójść na kompromis, by później nie żałować i móc spojrzeć we własne lustrzane odbicie bez poczucia winy, że skrzywdziło się samą siebie i swojego przyszłego partnera, skazując go na życie w emocjonalnym trójkącie.

Beata KAPUSTA, 21 l., studentka


 

2-12 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Czy faceta można i powinno się sobie wychować? Jak wypracować partnerstwo w związku?

"Faceci są jak kafelki- jak je dobrze ułożysz możesz deptać całe życie". Hmm....Zgadzacie się z tym?

Ile kobiet, ilu mężczyzn, ile związków, tyle sposobów na zgodne długoletnie wspólne życie. Sukcesem powodzenia i przetrwania każdego związku jest wzajemna akceptacja siebie i tolerancja w wielu sprawach! Nikt nie jest idealny, dlatego decydując się na bycie z kimś akceptujemy go takim jakim jest, z wszystkimi jego wadami lub my kobiety będziemy próbowały zmienić naszego mężczyznę - "wychować", aby wyeliminować przyczyny kłótni, które potrafimy przewidzieć, znając płeć przeciwną….Oczywiście, nie jest możliwa całkowita zmiana charakteru człowieka, jednak kobiety mają swoje złote, autorskie metody, dzięki którym życie z naszym partnerem nie będzie przypominać horroru, a stanie się źródłem przyjemności. Przecież tu chodzi o nasze całe życie!

Skupmy się teraz na mężczyźnie. Bądźmy szczerzy, wiemy, że jest on tak skonstruowany genetycznie, że zawsze nas czymś zdenerwuje, wyprowadzi z równowagi, zawsze zrobi coś źle, jest to tylko kwestią czasu. Potem oczywiście przeprosi (bo musi :) ) ale za kilka dni i tak znów to samo, znów coś przeskrobie i tak w kółko. Oni po prostu tacy są, tak mają w naturze! Czy chcemy więc niepotrzebnie i tak często denerwować się, żyć w taki sposób przez lata? Kochamy go, zależy nam na nim, chcemy z nim być, dlatego możemy troszkę ułatwić sobie te i tak trudne życie, bo żeby związek przetrwał oboje partnerów musi nad nim pracować, dbać o niego! Możemy przejąć inicjatywę i "wychować" naszego mężczyznę w świadomy dla niego sposób lub nie :) Brzmi dziwnie? Bo to dorosły mężczyzna a nie dziecko? Wcale nie! Więc co to znaczy?

Gdy nasz związek jest jeszcze na luźnym etapie i oparty na spotykaniu się a nie mieszkaniu razem, nie widzimy bardzo wielu rzeczy, wad naszego faceta. Dotąd w naszych oczach był ideałem a my żyłyśmy jak w bajce. Jednak gdy z czasem oboje zdecydujemy, że nasz związek zaczyna być poważniejszy bo chcemy przebywać ze sobą 24 na dobę, czas na kolejny krok - wspólne mieszkanie. Dopiero wtedy zobaczymy WSZYSTKO! Czar pryska jak bańka mydlana! Po krótkiej obserwacji naszego partnera przychodzi czas na refleksję i bardzo ważny moment, aby podjąć decyzję, jaka będzie rola obojga w związku i w domu! Tę decyzję tak naprawdę podejmuje kobieta! W zależności od tego jaka to będzie decyzja, ma ona ogromny wpływ na cały przyszły związek, relacje obu partnerów, spokój czy kłótnie, szczęście czy rozpad związku.(Dotyczy to kobiet będących w tzw. "normalnym związku", gdzie jest to układ partnerski, kobieta jak i mężczyzna mają takie same prawa, bo jeśli jest to związek toksyczny i mężczyzna rządzi w domu, jest despotyczny i zdominował swoją partnerkę, ponieważ wykorzystuje jej bardzo słabą psychikę, niską samoocenę, oraz fakt, że jest od niego całkowicie uzależniona również finansowo, to w tym przypadku kobieta nie będzie miała kompletnie nic do powiedzenia…Jest to niewątpliwie tragedia dla takich kobiet, szczerze współczujemy paniom będącym w takim związku z przeróżnych przyczyn i z całą pewnością jest to temat na osobny artykuł).

Podstawową przyczyną dla których mężczyźni uważają, że nie muszą kompletnie nic robić w domu, są ich długoletnie przyzwyczajenia wyniesione z okresu dzieciństwa, gdy matka wyręczała go we wszelkich pracach domowych, również sprzątając codziennie wokół swojego ukochanego synka, zbierając ubrania z podłogi i układając je w kostkę, robiąc mu wszystkie posiłki itd. Obserwując taki model związku-małżeństwa młody chłopak utwierdza się w przekonaniu, że tak właśnie ma być! Że to jest normalne! Niestety, ale w ten sposób kochająca matka szkodzi tylko jemu i jego przyszłej partnerce, która będzie miała z nim problemy prowadząc wspólne gospodarstwo w późniejszym samodzielnym i dorosłym życiu.

Tak samo działa to w drugą stronę. Kobieta od dziecka uczona i wychowywana przez swoją matkę samodzielności, wykonywania powierzonych obowiązków domowych, jest przyzwyczajona, że to właśnie kobieta prowadzi cały dom a mężczyzna - tata, przychodząc do domu po pracy - odpoczywa. Potem jako już dorosła kobieta przenosi te same zwyczaje do własnego związku i domu. Kieruje nią troska, dbanie o swojego partnera, świadomość, że sama zrobi wszystko znacznie szybciej i lepiej niż on.

Drogie Panie, to stereotypy! Kobieta w domu wszystko robi sama - mężczyzna nie ima się babskich prac, bo facetowi nie wypada?! Te czasy już dawno minęły! To czasy naszych prababć, babć i mam!
Oczywiście, że nie w każdym domu tak było ale w większości z nich i taki model rodziny miał ogromny wpływ na kolejne pokolenie, które robiło dokładnie to samo! Ale czasy się zmieniły! Teraz kobiety nie chcą tylko siedzieć w domu! Są bardziej samodzielne, wyzwolone, mogą decydować o sobie, swojej przyszłości, swoim życiu i spełniać się zawodowo, osiągnąć to samo co mężczyźni! Jest równouprawnienie! Możemy być niezależne i podejmować wszelkie decyzje! Pracować i utrzymywać się same! Mamy prawo głosu! Owszem, nadal w nas tkwi poczucie obowiązku, które przez wieki było nam wpajane i przekazywane z pokolenia na pokolenie, kobiety były wychowywane w świadomości, że prowadzenie domu oraz dbanie o swojego mężczyznę to naturalna kolej rzeczy, która nie podlega dyskusji, ale już nie w takim wymiarze jak kiedyś. Zmienia się profil związku, rodziny, kobiety głośno mogą mówić czego oczekują od związku i partnera, zamiast jak wcześniej tylko podporządkowywać się obyczajom i kulturze. Skoro kobiety walczyłyśmy o równouprawnienie, to chyba w jakimś celu, prawda? Bo może nie były szczęśliwe? Jeśli nasz mężczyzna nie spełnia naszych oczekiwań – nie chcemy takiego partnera i kończymy związek, po co się męczyć? Teraz możemy wybierać i same decydować o sobie i swojej przyszłości.

Jest XXI wiek i panują nowe zasady! Dlaczego mężczyzna nie może nam pomagać w domu? Wynieść śmieci, odkurzyć mieszkania, zrobić zakupów czy prania? Czy to aż takie skomplikowane? A! mało męskie…No tak…Koledzy będą się śmiali…Bzdura! Jeśli chcemy aby nasz związek przetrwał to partnerstwo jest jego podstawą! Musimy sobie wzajemnie pomagać we wszelkich domowych obowiązkach. Mężczyźni muszą też dbać o porządek wokół siebie, sprzątać po sobie a nie wyręczać się nami we wszystkim. My też pracujemy, jesteśmy zmęczone a przychodząc do domu czeka nas tam druga praca - dom, rodzina, dzieci. My też mamy prawo do odpoczynku, relaksu, czasu dla siebie. Też chcemy spotkać się z koleżanką, pójść do kina, do fryzjera czy kosmetyczki i poczuć się dobrze, poczuć się kobieco i sexi! Oczywiście, że kobiety i tak będą zawsze w domu robiły znacznie więcej, niż ich mężczyźni, dlatego ta "symboliczna" pomoc naszych panów jest dla nas tak ważna, bo wtedy nie czujemy się aż tak wykorzystywane. Miło, gdy sam wyniesie swoje brudne ubrania do łazienki, łącznie ze skarpetkami :) - odwieczny problem, sprzątnie ze stołu butelkę po wypitym piwie, zaniesie do kuchni talerz po posiłku, ogólnie dba troszkę o samego siebie, wtedy my kobiety mamy więcej czasu dla siebie a nie poczucie, że ciągle musimy po nim sprzątać, bo czy on sprząta po nas?

Niestety, ale niewielu jest mężczyzn, którzy tak sami z siebie będą chcieli nam pomagać, dlatego my same musimy o to zawalczyć! Jeżeli jednak trafi nam się partner, który od samego początku popiera nasze poglądy, lub zgadza się wprowadzić takie zasady - wspólne obowiązki w domu, jesteśmy mega szczęściarami! Życie będzie dużo łatwiejsze dla nas, bo wiele drobnych spraw wykona właśnie on, podczas gdy my, możemy w tym czasie zająć się już zupełnie czymś innym. Wtedy jesteśmy mniej zmęczone i mamy dla partnera więcej czasu, wspólnie możemy spędzić wieczór w domu lub gdzieś wyjść. Taki związek jest o wiele przyjemniejszy.

A co jeśli nie mamy takiego szczęścia? Jeśli tak nie jest - musimy podjąć decyzję - albo to my zajmujemy się całym domem (co jest tylko kwestią czasu, że będzie to źródłem konfliktów ) albo uczciwie uświadamiamy naszego mężczyznę, że nie jesteśmy pełnoetatową sprzątaczką 24/h i każdy ma swoje obowiązki w domu. Takie jasne postawienie sprawy w odpowiednim momencie a najlepiej na samym początku zamieszkania ze sobą, pozwoli uniknąć wielu kłótni i może uratować nasz związek. Gorzej jeśli partner kompletnie się temu sprzeciwi, bo uważa że to kobieta powinna zajmować się domem. Mamy drugie wyjście – niestety to zaakceptować, bo go kochamy…lub sprytnie wprowadzić swój plan w jego niewiedzy :) i zacząć powolutku wychowywać naszego faceta….Jest to proces długotrwały, bo powolny, ale dobrze obmyślony - skuteczny :) My kobiety mamy swoje sposoby, metody…oj mamy….a lista tego, czego może nagle "zabraknąć" naszemu partnerowi, czego możemy go "pozbawić", może być baaaardzo długa…Metoda kija i marchewki zawsze jest skuteczna, może nie jest to fer w 100 %, ale skoro nie mamy innego wyjścia, a chcemy osiągnąć swój cel, to liczy się tylko skutek - osiągnięty efekt końcowy a nie metoda. Przecież zależy nam na naszym związku a faceta trzeba czasem wziąć sposobem. Nie bez powodu mówi się, że głową jest mężczyzna a szyją kobieta... która nią kręci...

Czy zatem jest coś złego w tym, że w trosce o swój związek chcemy sobie partnera "wychować"?
Przecież nie robimy tego z naszego lenistwa. Kobiety są pracowite, potrafią zadbać o dom, rodzinę, mają znacznie więcej obowiązków i 2 etaty: praca zawodowa i dom, ale nie o to tutaj chodzi. My chcemy mieć tę drobną pomoc od naszego mężczyzny, bo wtedy czujemy, że on to robi dla nas a to znaczy, że jesteśmy dla niego ważne, że się z nami liczy, że zależy mu na nas, że nas szanuje!. Nawet jeśli tylko wyniesie te brudne skarpetki do łazienki zamiast zostawiać je w sypialni na podłodze abyśmy my to zrobiły za niego! Jeśli zrobi to sam, co zajmie mu kilka sekund, wiemy, że zrobił to dla nas, bo go o to poprosiłyśmy. Takie drobne gesty są ważne i my je doceniamy, prawda? Potem można pójść dalej i przyzwyczaić partnera do wynoszenia śmieci, nauczyć obsługiwać pralkę, myć naczynia lub robić małe zakupy. To już zależy od nas, na ile chcemy aby nam pomagał, ale pomagać powinien!

Wdrażajmy nasz plan powoli, aby go nie wystraszyć. Po pierwsze: rozmawiaj z nim. Dopóki nie powiesz wprost o swoich oczekiwaniach nie łudź się, że domyśli się sam... Sprytnie obróć sytuacje tak, że jeśli zrobi to o co go prosisz, wtedy będziecie mieli więcej czasu dla siebie. Jeśli widzisz, że twój partner spędza kolejną godzinę przy ekranie komputera, lub telewizora, a Ty wciąż się krzątasz po mieszkaniu sprzątając, prasując, gotując, powiedz, że potrzebujesz pomocy a potem masz ochotę gdzieś wyjść z nim lub spędzić uroczy wieczór w domu. Dodaj też, że jeśli ci nie pomoże to sama nie zdążysz wszystkiego zrobić a wtedy nie będziecie mieli czasu dla siebie i nigdzie nie pójdziecie. Bądź konkretna.. Skuteczny jest też wariant 2 - szeptaj mu coś miłego do uszka, podrap po główce i pokaż jak bardzo jest dla ciebie ważny, jak go kochasz. Zaproponuj miły wieczór, ubierz się tak, jak on lubi i jeśli dobrze to rozegrasz, zobaczysz, że "swoją pracę domową" wykona z prędkością światła :) Niech facetom nie wydaje się, że jesteśmy tylko od sprzątania, gotowania, prania.

Jeśli zawodnik jest szczególnie uparty wytocz cięższe "argumenty". Pamiętaj, że będąc stanowczą sprawiasz, że facet bardziej liczy się z Twoim zdaniem. Nie ulegaj za każdym razem. Umawiacie się, że jego obowiązkiem jest wynoszenie śmieci, a kiedy widzisz, że z kosza już się wylewa a ty słyszysz tylko "zaraz", "za chwile", nie krzycz, nie denerwuj się, bo nie ma sensu. Kiedy wychodzi do pracy zatarasuj mu pełnym worem wyjście z domu. Gwarantuje, że będzie musiał je wynieść.
Sposobem i sprytem Drogie Panie zamiast robić nieziemską awanturę. Szkoda naszych nerwów, od tego robią się zmarszczki, przecież nie będziemy jeszcze szkodzić swojej urodzie, facet nie jest tego wart! Bądźmy sprytne!

Magdalena (29 lat)
"Przez 10 lat małżeństwa przyzwyczajałam mojego lenia do dwudaniowych obiadków, śniadanka do pracy, prania poukładanego w kosteczkę. Któregoś dnia postanowiłam DOŚĆ. Wróciłam do pracy i skłoniłam męża do większej samodzielności i pomocy w prowadzeniu domu. Pierwszy dzień poza domem... I pytanie, ile telefonów do żony trzeba wykonać, żeby zrobić pranie... (Skarbie, czy czarne pranie razem z białym? Skarbie, a czy do czarnego i białego muszę użyć innego proszku? Skarbie, a gdzie leży ten proszek??? Skarbie, a gdzie wywieszę pranie, bo chyba zaczyna padać? Skarbie, jak długo to ma się prać? Skarbie, a jak właściwie włącza się pralkę???)Wieczorem wchodzę do domu: woda na podłodze, pranie białe od proszku ociekające wodą, bo przecież nikt nie powiedział, że po praniu włącza się wirowanie. Ręce opadają. Jednak nie minęło zbyt wiele czasu, kiedy sam zaczął zaskakiwać mnie dwudaniowymi obiadkami. Wiecie Panie, że same przytakujecie lenistwu swoich mężczyzn potem na nich narzekając? Tak. Sprawdziłam na swoim przykładzie:) Kiedy mężczyzna zostaje rzucony na głęboką wodę pokazuje co potrafi, nie dajcie się nabrać na ich nieporadność.

Tak więc do dzieła! Nie od dziś wiemy, że kobiety są z Wenus a faceci z Marsa i że co logiczne dla nas, dla mężczyzn jest w dalekim kosmosie, z którego to kosmosu musimy im to z dnia na dzień przybliżać.... Nie możemy w nieskończoność zamykać po nich ubikacji, zmywać naczyń i zbierać brudnych skarpetek z wszelakich części mieszkania. Wbrew pozorom takie wychowanie sobie partnera jest niezwykle proste. Wszystko co jest nam do tego potrzebne mamy w zanadrzu- upór, urok, powab. Nauczmy się te zalety skutecznie wykorzystywać, a nasze życie z mężczyznami będzie owocne i bezkonfliktowe. Na każdego jest sposób, trzeba tylko go znaleźć.
Czytaj więcej...

Przepis na udany związek

Przez wieki kobiety zastanawiają się jak dobrze żyć w związku z mężczyzną tak aby nie zaistniały na wspólnej drodze życia przeszkody, niechciane konflikty czy problemy i inne kobiety! Kobieta i mężczyzna od zawsze sobie pisani teraz są o krok bliżej od prawdziwej, dozgonnej, szczerej i romantycznej miłości. Tylko jak to osiągnąć? Odpowiedź jest prosta: kochajmy się tak bardzo jakby to jutro miał się skończyć świat!

Na początek musimy upolować dobrego kandydata na naszego partnera... Mężczyźni są z reguły tacy sami, ale pamiętajmy, że znajdując "nasz wyjątek" potwierdzamy tylko to zdanie! Aby w naszym związku nie zabrakło wzajemnego podniecenia, pożądania i fascynacji, nasz partner musi nam się podobać. I to wcale nieprawda, że patrzymy tylko na "zawartość" - "opakowanie" też się liczy, chociaż w naszej podświadomości!

Kocur z pazurem! Miauuu! Nie lubimy pantoflarzy, choć lubimy wykorzystywać naszych mężczyzn, nie pociągają nas metroseksualni, choć lubimy dobrze ubranych i zadbanych facetów, nienawidzimy mięczaków, choć czasem mamy ochotę wtulić się w naszego misia! Nasz facet musi mieć swój własny, indywidualny charakter! Charyzma, ambicja, intelekt, indywidualność, humor – to jest to czego szukamy w naszych partnerach. Mężczyzna, nieraz przyćmiewany urokiem i inteligencją swojej kobiety, powinien mieć swoje zdanie! Co to byłaby za słodka kłótnia z facetem jeśli tylko by nam przytakiwał?

Ok. Nasz cel już jest prawie osiągnięty, teraz wystarczy go uwieźć. Bądź Sobą, bądź Słodka, bądź Sexy! Zasada 3S! Poznaj oczekiwania faceta i spróbuj je spełnić. On lubi kwieciste sukienki? Załóż ją na pierwszą randkę! Uwielbia kiedy kusisz go pełnymi, czerwonymi ustami? Każdego ranka na pożegnanie zostaw mu małą niespodziankę na jego szyi... Podkreśl wszystkie swoje atuty z wdziękiem, ale nie przesadzaj. Który facet pójdzie na imprezę z wydekoltowaną w obcisłej, krótkiej kiecce "plastikową dziunią"? Z drzewem do lasu się nie chodzi! Zapamiętaj! Równie ważne jest pamiętanie o zasadzie 3S na co dzień kiedy to już tworzycie wspaniałą i przebojową parę.

W związku nie tylko powinno się "istnieć", ale również być w nim "duchem i ciałem". Jak już "wyhodujemy" wspaniałą parę, należy o nią dbać, codziennie podlewać strumieniem miłości i szczęścia. Jak to zrobić? Okazujcie sobie sporo uczucia. Takie drobne gesty jak przygotowanie dobrego obiadu i ukoronowanie go lampką wina oraz świeczkami sprawi, że zwykły obiad stanie się uroczystością, którą zechcecie powtarzać częściej. Małe przyjemności sprawią wiele radości tobie i partnerowi. Obowiązki domowe zamieńcie we wspólną zabawę, a po ciężkiej pracy zrelaksujcie się i wynagrodźcie ciężki dzień cudownym masażem.

Bardzo istotnym elementem tego przepisu – sukcesu jest sama rozmowa. Jest ona podstawowym czynnikiem, który pobudza mieszankę kobiety i mężczyzny do działania. Dzięki szczerej rozmowie nie tylko możemy poznać prawdziwą osobowość partnera, ale także jego problemy, smutki i radości. Niczego nie rozwiążemy milczeniem. Regularne rozmowy pozwolą również na rozwiązanie konfliktów jakie zaistnieją między partnerami. Pamiętajmy kobietki – milczeniem niczego nie załatwimy, faceci nie czytają nam w myślach! A słodkie kokietowanie partnera czułymi słówkami nie tylko podtrzyma rozpalony ogień namiętności, ale również zbliży Was do siebie.

Bartosz P. (22 lata)
Jak w wielu dziedzinach życia tak i w związku kluczową rolę w drodze do szczęścia pełni skuteczny przepływ informacji pomiędzy partnerami. Powinni oni wprost mówić sobie o tym czego oczekują od drugiej strony, co ich ewentualnie gryzie, trapi. W tym momencie druga strona związku wie z czym ma do czynienia, jak podejść do danej sytuacji. Raczej błędnym założeniem jest to iż druga strona na pewno się domyśli co siedzi w głowie jej partnera. Dotyczy to zwłaszcza mężczyzn, którzy nie zawsze muszą zauważać subtelne sygnały wysyłane przez kobiety, albo nie wiedzą co one mają znaczyć. Dlatego jedną z części przepisu powinny być szczere rozmowy partnerów.

Magdalena Rz. (21 lat)
Przepis na idealny związek? A można tak? Dla każdego "ideał" to zupełnie coś innego. Mój nie wiem czy jest idealny, czasem myślę, że tak i nic bym nie zmieniła, innego dnia - zmieniłabym WSZYSTKO, bo nie odpowiada mi nic. Ja mam ognisty temperament, On zawsze podchodzi do wszystkiego ze spokojem - krótko mówiąc ogień i woda, i co? Mieszkamy razem i nie pozabijaliśmy się jeszcze. I każdego dnia jest mi z NIM magicznie...

Mój przepis na udany związek? Duuuża dawka humoru, z nutą szczęścia i esencją miłości! Każdy, nawet ten najmniejszy, konflikt zamieniamy w dobry żart. Codziennie robimy sobie drobne niespodzianki a po ciężkim i pracowitym dniu wzajemnie dodajemy sobie otuchy i mobilizujemy się do kolejnego działania! Nasz związek by nie istniał gdyby nie przyjaźń, wierność, autentyczność.

Tyle co ludzi na ziemi – tyle sposobów na udany związek. Każdy się różni, bo każdy z nas jest inny. Jednak większość z nas szuka podobnych cech w swoich przyszłych partnerach, takich jak np.: szczerość, inteligencja, uroda, ambicja, pracowitość. A dla Was jakie cechy są najważniejsze?
Czytaj więcej...

Związek na odległość

W szkole, w klubie, w galerii handlowej czy na domówce u znajomych - to tutaj najczęściej poznajemy swojego przyszłego chłopaka. Takie związki albo przetrwają kilka tygodni albo są podstawą trwałego i długoletniego związku.

Wyjeżdżając na wakacje gdzie poznajemy przystojnego tubylca albo zadrżymy ze strachu albo powiemy "ahoj przygodo!", bo związek na odległość zwykle budzi mieszane uczucia. Ktoś powie, że to niemożliwe, inny zapyta - dlaczego nie? Jednak nie dajmy się zwieść swojej kobiecej intuicji i pozwólmy ponieść emocjom! Jeśli obie strony wyjdą z taką samą inicjatywą i tak samo intensywnie zaczną się starać - nic nie jest w stanie im przeszkodzić, nawet te kilkadziesiąt czy kilkaset kilometrów.

Cały czas w drodze...
Życie w ciągłej podróży nie jest łatwe. Kilkugodzinne podróże samochodem, pociągiem czy samolotem są jak wyrwane i zmarnowane godziny z naszego dnia/życia. Każdy przecież ma swoje życie - praca, szkoła i domowe obowiązki są ponad wszystko i nie da się tego przeskoczyć. Jeśli jednak spróbujemy życia z kimś na odległość warto tak ustawić swój plan dnia aby wyodrębnić kilka dni wolnych, które spędzimy tylko we dwoje. W ciągu tych dni mamy szanse poznać się bliżej.

Halo, halo?
W dzisiejszych czasach istnieją przeróżne udogodnienia, które ułatwiają życie i zmniejszają dystans przestrzenny między partnerami. Rozmowy telefoniczne, SMSy, dyskusje na czatach i na koniec komunikatory, które pozwalają zarówno usłyszeć jak i zobaczyć siebie nawzajem. To wszystko zapewnia i daje szansę na stały kontakt, ale nie zastąpi nam ukochanego człowieka w realu. Jednak chociaż taki kontakt w ciągu dnia to przynajmniej namiastka na stworzenie i utrzymanie więzi emocjonalnych. Dlaczego? W czasie rozmowy telefonicznej partnerzy stosunkowo częściej wymieniają się swoimi wrażeniami, rozterkami i czułościami, które tylko zbliżają ich do siebie.


Tęsknie za Tobą!

Z czasem tęsknota za partnerem się nasila. Ale to bardzo dobrze! Ta rozłąka pozwoli na to byśmy zatęsknili za sobą ze zdwojoną siłą. Kiedy w końcu nadejdzie ten długo wyczekiwany dzień spotkania - wpadniemy sobie w ramiona i z radością spędzimy upragnione, wytęsknione chwile. Zapominamy wtedy o rozterkach dnia codziennego i nie będziemy mieli czasu na fochy, mniejsze sprzeczki i te większe kłótnie bo każda wspólna chwila będzie dla nas zbyt cenna.


Codzienność ma dwa oblicza

Brak monotonności i codzienności pozytywnie wpływa na nasz związek, ale tylko do czasu. Każdy dzień składa się z obowiązków i przyjemności. Rozgoryczenie i frustracje po pracy, że nie ma obok nas tej bliskiej osoby, do której właśnie TERAZ mamy ogromną ochotę się przytulić, negatywnie mogą wpłynąć na nasze relacje. Dodatkowo po pewnym czasie brak wspólnej codzienności blokuje nam możliwość poznania partnera. Nie znamy jego nawyków i gdy podejmiemy tak ważną decyzję o wspólnym zamieszkaniu, może skończyć się to rozczarowaniem i kłótniami. Brakuje nam również osobistego wsparcia w trudnych sytuacjach. Świadomość, że jest ktoś blisko, pocieszy i wesprze bardzo podbudowuje nas psychicznie. Dlatego warto raz na jakiś czas zamieszkać choć na trochę ze sobą aby potem móc planować wspólną przyszłość.

Czytając kolejne artykuły w gazetach i w internecie, na pierwszy rzut oka zakładacie, że związek na odległość nie ma szans. Lecz pamiętajcie, że nie należy wrzucać wszystkich do jednego worka! Dlaczego? Też kiedyś tak myślałam póki sama na własnej skórze się nie przekonałam, że jest to możliwe. Oczywiście na początku (tak jak w każdym związku) są wątpliwości, ale z czasem się rozwieją. Musimy po prostu uwierzyć i dać szanse ponieść się uczuciom, pielęgnować związek, zaangażować się w niego i dbać. Jest to praca i wysiłek dla obu stron!

Czytaj więcej...

Zazdrosny facet. Jak z nim żyć? Czy taki związek ma sens?

Drodzy panowie! Który z Was jest zazdrosny o swoją partnerkę? Cisza?...
Aha, mam Was! Większość facetów jest zazdrosna o swoją kobietę tylko on nie chcę się do tego przyznać! ;)

Zazdrości może nie być, może być niezauważalna albo przesadna. Brak zazdrości w związku może też być problemem. Pomaga ona budować więź i zbliżyć partnerów do siebie. Jednak kiedy zaczyna być jej za dużo - oznacza to dwie rzeczy: jest ku temu powód, bo partner/partnerka nas zdradza bądź staje to się "chorobą".

Skąd bierze się zazdrość u facetów? Dlaczego mężczyźni są o nas zazdrośni? I kiedy zazdrość staje się chorobliwa? Pomogę Wam odpowiedzieć na te nurtujące pytania...

Ciężko jest nam rozgryźć facetów. Dlaczego? Bo lubią skrywać swoje uczucia, nie potrafią o nich mówić, a co dopiero powiedzieć nam wprost, że są zazdrośni. Jak dobrze wiemy mężczyźni się do zazdrości nie przyznają i starają się jej nie okazywać. Swoje najgłębsze żale i rozterki zachowują dla siebie, a my możemy tylko domyślać się o co im chodzi. Nie potrafią się przyznać, że są o nas zazdrośni, ale nienawidzą kiedy rozpływamy się nad zdjęciem znanego aktora. Więc o co im chodzi, zastanawiamy się.

Teoretycznie faceci mają mnóstwo powodów aby być o nas zazdrośni. Czasem są to bardzo oczywiste motywy, innym razem to skrajne przypadki, których nie jesteśmy w stanie wyjaśnić. Powodów możemy dać im wiele: lubimy flirtować, ładnie się ubierać, odkrywać swoje wdzięki, bo jesteśmy kobietami i taka nasza natura. Jednak w pewnym momencie naszą nieświadomość może zaburzyć nasza druga połówka. Dlaczego? Faceci nie lubią konkurencji! Więc kiedy przy naszym boku kręci się przystojny, opalony brunet - nasz mężczyzna rusza do ataku. Okazane nam zainteresowanie ze strony innego mężczyzny to powód do kłótni z naszym partnerem i prawdopodobnie ciche dni…Ale czy my musimy to zainteresowanie odwzajemniać? Często jest to jednostronne, jednak nasz partner i tak wyczuwa zagrożenie i uważa, że jesteśmy winne takiej sytuacji, bo skoro inny mężczyzna nas adoruje to musiałyśmy dać mu ku temu powód! Bzdura! Wiążąc się z kimś, nie przestajemy być kobietą, nie przestajemy dbać o siebie, swój wygląd, nadal chcemy być atrakcyjne i czuć się dobrze, czuć się piękne nawet dla samej siebie. Przecież związek nie oznacza zaprzestania bycia kobiecą i sexowną, dlatego będąc w związku nadal możemy podobać się również innym mężczyznom, co jest miłym uczuciem dla każdej kobiety, ale na tym koniec, nic więcej się nie dzieje. My o tym wiemy, ale czy nasz partner też? Tu właśnie pojawia się problem.

Jak rozpoznać kiedy znajdziemy się w toksycznym związku? Ciągłe awantury, kłótnie, wypominanie to już jest wstęp do końca związku. Nadgorliwy samiec widzi w każdej sytuacji zagrożenie. Wszyscy mężczyźni zbliżający się do jego partnerki bliżej niż na 3 metry są traktowani jak wrogowie, którzy czym prędzej muszą być wyeliminowani. Z czasem chorobliwie zazdrosny mężczyzna zabroni nam opuszczać jego terytorium bez jego towarzystwa i będzie skutecznie próbował zamknąć nas w złotej klatce.. W takiej sytuacji należy jak najszybciej zakończyć ten "związek"!

Do pewnego stopnia zazdrość jest zdrowa dla związku. Oznacza ona, że komuś na kimś naprawdę zależy. Jednak pamiętajmy, że są pewne granice, których nie należy przekraczać - ani my, ani nasi partnerzy. Szanujmy siebie i ich! Każda ze stron w związku potrzebuje przestrzeni, swobody, nie może czuć się przytłoczona drugą osobą lub wręcz "dusić się z braku powietrza". Pamiętajmy, że jesteśmy wartościowymi kobietami, które zasługują na prawdziwą miłość bez skaz a przynajmniej warto do takiej dążyć, szukać a potem o nią dbać i pielęgnować.

A jakie wy macie spostrzeżenia na ten temat?
Spotkałyście się z zazdrością w związku?
Jak rozwiązać problem przesadnej zazdrości, czy istnieje takie rozwiązanie?
Czytaj więcej...

Wakacyjna miłość - czy musi kończyć się rozstaniem?

Lato, słońce, więcej wolnego czasu... Dla każdej z nas wakacje to okres, do którego skrupulatnie przygotowujemy się na długo przed ich rozpoczęciem. Jak co roku postanawiamy o siebie zadbać, poprawić figurę, wygląd, żeby bez kompleksów wbić się w piękne bikini. Latem czujemy się piękniejsze, powabniejsze... Jesteśmy też podatniejsze na miłosne uniesienia. To wszystko wyzwala w nas radość, którą niesie za sobą czas wolny, możliwość odpoczynku bez żadnych obowiązków i zobowiązań. Z tego też powodu jesteśmy bardziej otwarte emocjonalnie, chętniej poznajemy nowych ludzi, no i...zakochujemy się! Oczywiście idealnie, pięknie i aż po grób! Bo przecież to wszystko jest takie bajkowe... Spacery piaszczystą plażą, długie rozmowy przy świetle księżyca, oglądanie rozgwieżdżonego nieba leżąc na pachnącej zielonej trawie. Czyż to nie piękne...? Pragniemy powiedzieć "trwaj chwilo jesteś piękna". Obiekt westchnień jest wyidealizowany a "związek" ten wydaje nam się najwspanialszą rzeczą na świecie...

"Wówczas zastanówmy się, czy oby na pewno jego darzymy tym gorącym uczuciem, czy aby upalny klimat centrum naszej wyprawy, endorfiny unoszące się w powietrzu i ludzie zarażający pozytywną energią nie przyczyniły się do tego, że postrzegamy naszego wybranka tak a nie inaczej. Często bowiem jest tak, że gdy minie lato i podniecenie związane z beztroską wolnością i brakiem obowiązków dostrzegamy, że ten cud – facet wcale nie jest taki wspaniały, jak wydawał się być. Wtedy sytuacja się komplikuje a my znów zawiedzione lądujemy w ślepym zaułku. Jeśli natomiast jesteśmy pewne, abstrahując od wszystkich pozostałych czynników, że jest to facet, dla którego warto się poświęcić, a nasz wybranek wielokrotnie udowodnił, że też zasługuje na uwagę i wiąże z nami większe nadzieje, dlaczego by nie spróbować. Jeżeli nic nie ryzykujemy, a nasze poświęcenie nie wymagałoby lotu w ciemno na drugi koniec świata, warto zaryzykować"

Letnie romanse budzą tylko pozytywne skojarzenia... Dlaczego...? Bo zazwyczaj trwają tak krótko, że nie mają szans zakotwiczyć się w "normalności" na tyle, by przerodzić się w rutynę... To utopijna wizja miłości idealnej.

Wielu ludzi (nie muszę chyba dodawać, że zazwyczaj facetów) czeka cały rok na te kilka tygodni niewinnych podbojów, niezobowiązujących romansów... Angażując się w znajomość z takim mężczyzną skazujemy się na długie, zapewne jeszcze powakacyjne cierpienie...

Nie zrażajmy się jednak... Czy wakacyjna miłość przetrwa lato, czy nie jest to coś naprawdę pięknego, co z rozczuleniem i sentymentem wspominamy po latach...

Magda R. (29 lat)
Ja przeżywam najdłuższą letnią miłość na świecie :) Trwa Ona nieustannie od 8 lat i przetrwa jeszcze nie jedne wakacje. Poznałam Go pracując jako kelnerka w kołobrzeskiej kawiarni. Codziennie rano przychodził do mnie na kawę... Rozmawialiśmy bez przerwy, wieczorami długie spacery, kolacje z pysznymi śniadaniami. Wszystko jak w bajce... Miałam jednak świadomość, że to nie potrwa długo, bo przecież kto będzie dla mnie podróżował z drugiego końca Polski... Ja z Pomorza, On góral... Coś niemożliwego do zrealizowania... Marcin wrócił do Nowego Targu, ja zostałam i myślałam, codziennie myślałam o tym pustym miejscu przy stoliku w rogu kawiarni... Zaczęłam godzić się z faktem, że nigdy już Go więcej nie zobaczę... Rutynowo wykonywałam swoje obowiązki... Parzyłam kawę... Kroiłam ciasto... I pewnego dnia wrócił ON, wrócił i usiadł przy tym samym stoliku w rogu prosząc o to samo co zwykle. Stałam jak wryta nie wiedząc co z siebie wykrztusić. Serce krzyczało z radości. On też nie miał nadziei na ciąg dalszy... Traktował to z dystansem tak jak ja.... Ale i tęsknił tak jak ja... Zostawiłam więc kawiarnie w Kołobrzegu i oboje przenieśliśmy się do Poznania, gdzie otwieramy własną. Każdemu życzę tyle szczęścia ile sobie. Nie rezygnujcie z niego i walczcie, bo nie zawsze to szczęście będzie dobijać się pięściami... Musicie dać mu szansę...

Jak widać istnieją też letnie historie miłosne z happy endem... I choć niestety są w mniejszości dają nadzieję na to, iż spotkać może to również i nas. Najczęściej w najmniej spodziewanym momencie :)

 


 

4-12

 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Wakacje razem czy osobno?

Tak myślałam nad artykułami w prasie – czysto teoretycznie, bo czasami zajmuje mnie pęd ku nowości i postrzeganiu świata w inny, niż mój sposób.

Aż usłyszałam odpowiedź na postawione w pierwszym wierszu pytanie: "zależy jaki efekt chcesz uzyskać". Niby nic, a sporo w tym racji. Faktycznie, w prasie tzw. kobiecej można czytać o tym jak to fajnie jest pojechać nad morze się smażyć, a Jego wysłać w góry skoro lubi po nich chodzić.

Tylko jaki efekt chcemy uzyskać? Zależy co dla kogo jest priorytetem czy relacje z ludźmi czy smażenie lub chodzenie po górach. Wydaje mi się jednak, że o wiele lepsze są inne rozwiązania – wybór celu wakacyjnego taki, że jedno może się te 4 godziny smażyć – jak lubi, a drugie w tym czasie jeździ na rowerze czy maszeruje przez plaże. A potem fajny wspólny wieczór.

O co chodzi z tym efektem jaki chcemy osiągnąć? Chyba to jasne – co chcemy mieć ze związku i czy chcemy mieć związek. Już nie mówię o wakacyjnych przelotnych romansach, które niby mają być zagrożeniem (chociaż "strzeżonego...", nie tylko drugiej połówki, ale i siebie czasem też należy się obawiać :)), mówię o normalnym codziennym życiu i budowaniu relacji. Nie tylko w wieku lat 25, ale i po 50-siątce. Przecież nie tylko wakacyjny wyjazd można spędzić osobno, ale i całe życie jak się nie potrafi pójść na kompromis. To wcale nie nowe odkrycie.

Nie jestem przeciwna odpoczywaniu od siebie, bo czasem rozstania na krótko są budujące, ale o tym, że wyjazd wakacyjny to jednak jakieś dodatkowe przeżycie, które jest fajnie z kimś dzielić więc dlaczego kompromis wyjazdowy miałby być złym rozwiązaniem?

Nowoczesność jest ok., generalnie ważne jest to, żeby słuchać siebie i wiedzieć jakich efektów się oczekuje, żeby potem dzięki dobrym radom gazetowym nie obudzić się z ręką w nocniku :).

 


 

4-12

 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Przyjaźń damsko-męska

Zdania na temat przyjaźni damsko – męskiej są podzielone. Z moich pierwszych obserwacji wynika, że większość osób nie wierzy w taki stosunek do płci przeciwnej - dlaczego tak jest? Wspólnie z przyjaciółką postanowiłyśmy podzielić artykuł na dwie części. Każda z nas ma na ten temat inne spostrzeżenia. Jesteście ciekawi? Zapraszam do lektury i własnych przemyśleń, które możecie pozostawić w komentarzach! :)

PRZYJACIEL OD ZARAZ!

Od dłuższego czasu zastanawiam się nad formą tego artykułu. Nie jest lekko! Chciałabym wam udowodnić w nim, że wszystko jest możliwe! Aż pewnego dnia słysząc piosenkę Sylwii Grzeszczak pod tytułem "Bóstwo"...

"I to co dzisiaj łączy nas zamienię w przyjaźń
lecz to miłość która nigdy nie przemija!"


...uświadomiłam sobie, że przyjaźń damsko – męska rzeczywiście istnieje! Nie jedna z was myśli teraz "nieprawda, co ona pisze!", ale zanim "zamkniecie tę stronę" doczytajcie do końca artykuł, dlaczego tak sądzę. Odpowiedź jest bardzo prosta...

Będąc z facetem miesiąc, pół roku, rok, 3 lata itd., nie jesteśmy z nim tylko dlatego, że nam się podoba. Zgodność charakterów, osobowość, ambicja czy kreatywność, wszystko to co nam w nim imponuje, wszystkie problemy jakie wspólnie rozwiązujemy, wspólne plany, wsparcie i pomoc, wszystko to co składa się na prawdziwą przyjaźń. To od niej wszystko się zaczyna i trwa póki się nie skończy! Odpowiedzcie sobie na pytanie: na co głównie zwracacie uwagę poznając faceta? Oczywiście wiele z was stwierdzi, że na charakter (choć to czy jest przystojny, wysportowany, ma ładne oczy - też się dla nas liczy, czyż nie prawda? ;) ). Podobne charaktery powodują, że lepiej się między sobą dogadujemy. Zastanawiacie się, a jednak jest w tym trochę racji. Rozmowa, szczerość i zaufanie to podstawa. Dlatego pielęgnujmy tą przyjaźń, bo dzięki niej miłość w nas kwitnie. A jeśli istnieje pierwsze to tym bardziej nie mamy co się martwić, że miłość tak po prostu z dnia na dzień wygaśnie. To moje zdanie jeśli chodzi o przyjaźń w związku, która według mnie ma największe znaczenie w idealnym partnerstwie - zgadzacie się z nim?

Aby was przekonać przytoczę przykład pary, która rozpoczęła swój związek w pierwszy dzień kiedy się poznali. Przetrwała ta znajomość, jak myślicie? Oczywiście! A wszystko rozpoczęło się od zwykłego poznawania się na wzajem, które po niedługim czasie przerodziło się w szczerą przyjaźń. To z niej narodziło się uczucie, które trwa do dzisiaj. Podstawą tej pary jest właśnie PRZYJAŹŃ, którą pielęgnują codziennie.

Jednak kiedy poznajecie mężczyznę... Nie jest w waszym typie, ale już na pierwszym spotkaniu łapiecie ze sobą świetny kontakt! Nie odpuszczajcie! Nie trzeba być w związku aby mieć wspólne tematy do rozmów, te same zainteresowania - facet też może być naszym najbliższym przyjacielem. Nie musi być kobietą a może być gejem, ważne aby zrozumiał nasze potrzeby. Mężczyzna też czasem odczuwa pragnienie wygadania się i szuka rady od kobiety z doświadczeniem. Nie ukrywajmy - faceci nie wiedzą co my mamy na myśli, dlatego tak chętnie poszukują wsparcia w płci przeciwnej, która pomoże im wyjaśnić lub doradzić w problemach związanymi z innymi kobietami.

Nie raz, nie dwa spotykałam na swojej drodze facetów, którzy tak po prostu szukali przyjaciółki. Starałam się sprostać ich oczekiwaniom i nie dać plamy! Szalone wypady, rozmowy po kilka godzin, czasem łzy, czasem śmiech. Takie relacje nie muszą kończyć się związkiem, ale mogą znaczyć dla nas wiele.

PRZYJAŹŃ DAMSKO – MĘSKA NIE ISTNIEJE!

Część z was się nie zgodzi z moimi przekonaniami dlatego przygotowałam drugą część napisaną przez moją najlepszą, wieloletnią przyjaciółkę (choć nie jest facetem :P) Joannę Szwałek. Ten temat jest jednym z niewielu, w których mamy odmienne zdania. Zapraszam do kontynuowania lektury!

Joanna Szwałek (22 lata)
Przyjaźń damsko - męska. Mówią, że podobno istnieje, ale czy na pewno? Kobietę i mężczyznę stworzono po to, aby się spotykali, założyli rodzinę, żyli długo i szczęśliwie. Jednak nie wszystkim taki scenariusz w głowie. Istnieją tacy, którzy są w stałym związku, a wokół siebie mają mnóstwo znajomych, obu płci. Zarzekają się często, że przyjaźń między kobietą a mężczyzną jest możliwa, bo przecież są najlepszym tego przykładem. Nie zgadzam się! Ba! Powiem więcej, jestem przykładem tego, że przyjaźń między kobietą i mężczyzną jest wręcz niemożliwa do zrealizowania. Znajomość: tak. Przyjaźń: nie.

Żyje sobie pewna kobieta i pewien mężczyzna. Znają się. Mija kilka lat w miłej atmosferze znajomości koleżeńskiej. Aż tu TRACH! Grom z jasnego nieba, kobieta zauważa, że jej najlepszy przyjaciel, do którego leciała za każdym razem ze złamanym sercem, z tysiącem uwag co do nowego faceta, po najdrobniejszą radę, jest również mężczyzną. I to niczego sobie mężczyzną. Zaczyna się tłumienie rodzącego się uczucia. Podchody, by może dać mały znak, że jednak chce się czegoś więcej. Po pewnym czasie przychodzi zwątpienie i rezygnacja z uczucia na rzecz przyjaźni, nawet nie mówiąc na głos o swoich uczuciach. Następnie okazuję się, że wyduszenie z siebie wyznania byłoby początkiem czegoś niezwykłego. A tutaj nic. Klapa. Zaczynają się coraz to częstsze niedopowiedzenia, pretensje, a później przychodzi okres, że przyjaźń się rozpada i żadne nie chce znać tej drugiej osoby.

W moim przypadku nie było lepiej. Zaczęłam nie od tej strony, co powinnam. Najpierw się zakochałam, później zdobyłam faceta zainteresowanie, zrezygnowałam z uczucia na rzecz przyjaźni. I tak trwaliśmy w przyjaźni damsko - męskiej przez 5 lat. Byłam taka szczęśliwa, że facet który tak nieziemsko mi się podoba, chce się ze mną przyjaźnić, że schowałam dumę do kieszeni i wybrałam przyjaźń. Popełniłam śmiertelny błąd. Przyjaciel w międzyczasie znalazł sobie sympatię. Byłam dzielna: słuchałam jak bardzo mu się podoba panna X, jak bardzo chce się do niej zbliżyć i mogłabym tak wyliczać w nieskończoność. Panna X była ode mnie ładniejsza, ciekawsza, ale to ja byłam górą, bo byłam jego przyjaciółką.

Jednak następuje taki czas, gdy jednak przyjaźń to za mało. W końcu tylu facetów obok, więc dlaczego nie można z tego skorzystać. No i skorzystałam, a jemu się nagle oczy otworzyły. Było jednak za późno. Zapragnął czegoś więcej, ale mnie to już nie interesowało. Interesowała mnie tylko i wyłącznie przyjaźń. Ja znalazłam szczęście a on… On nic. Zyskał tylko najlepszą przyjaciółkę pod słońcem. Okazywałam, że zależy mi na naszej przyjaźni, a on to wszystko przekreślił jedną nie przemyślaną decyzją. Przyjaźń nasza się skończyła tak jak wiara, że przyjaźń damsko – męska istnieje.


A co na ten temat myśli facet?

Bartosz G. (21 lat)
Z mojego punktu widzenia taka przyjaźń istnieje. Ja jako facet stwierdzam, że można z góry wiedzieć czy dana kobieta będzie naszą przyjaciółką czy przyszłą dziewczyną. Przyjaźń ta pozwala facetowi dowiedzieć się więcej o kobietach. No i sam fakt, że mamy za przyjaciółkę Kobietę może budować nić porozumienia. W każdym bądź razie, przyjaciółka w pewnym momencie wie jaką osobą jestem i potrafi na swój logiczny sposób wyjaśnić coś czego facet nie zrozumie. Z perspektywy czasem jest tak, że z kobietami facet znajduje lepszy kontakt niż z facetami. Tak samo mają kobiety. :)

Doświadczenia są najlepszym dowodem na potwierdzenie jednej z tez. Jeżeli chcecie się nimi podzielić zapraszamy do komentowania, ale również zachęcamy do udziału w krótkiej sondzie! :)

 

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS