Menu
logo tjk main

Mój ex ma dziewczynę

Po długich konwersacjach z koleżankami i przemyśleniach doszłam do wniosku, że my dziewczyny nie potrafimy pogodzić się z myślą, że nasz były chłopak ma nową dziewczynę, do czasu...

Rzeczywistość dość często mylimy z naszymi wyobrażeniami. Nowa "ofiara" naszego ex zyskuje w naszych oczach coraz więcej wad niż samych zalet. Widzimy w niej małego i obrzydliwego robala, którego mamy ochotę rozdeptać swoimi najlepszymi szpilkami. Jednak realny świat okazuje się być całkiem inny. Dziewczyna jest ładna, ma świetną figurę, a jej inteligencja i poczucie humoru przyćmiewa głupotę innych. To jakie mamy podejście zależy głównie od tego jak i czy definitywnie zamknęliśmy swój poprzedni rozdział życia.

1. Intryga
Kiedy już dociera do nas świeża informacja, że pan X ma nową dziewczynę czym prędzej chcemy dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Przede wszystkim: jak ona wygląda, czy jest ładniejsza ode mnie, ile ma lat, a na koniec czy jest z nią szczęśliwy bardziej niż ze mną?! Każda informacja o niej jest bardzo cenna i nie możemy niczego przegapić. Zaczynamy śledzić jej życie z dnia na dzień zapominając o swoim własnym. Porady przyjaciółek i ich słowa "ona jest brzydka" mobilizują nas do myślenia. Dochodzimy do wniosku: ona nie dorasta nam do pięt!
Podejście to psuje nasz wizerunek. Ludzie zaczynają nas postrzegać jako osoby buntownicze, a czasem wulgarne Chcąc pokazać swoją wyższość nad kimś stwarzamy niepotrzebne zgrzyty. W takiej sytuacji powinnyśmy jak najszybciej odpuścić naszej "ofierze". Najlepszym lekarstwem na nie wyleczone rany jest nowa miłość! ;)

2. Obojętność
Część z nas stara się nie identyfikować z ex facetem. Staramy się żyć swoim własnym życiem zapominając o przeszłości. Było minęło. A gdy na naszym miejscu pojawia się jego nowa dziewczyna ignorujemy to. Nie ma dla nas to większego znaczenia. Jeśli on się nie zmienił to i ona pożałuje swojej decyzji. Każdy zasługuje na szansę aby stworzyć udany związek. A my nie mamy prawa zmieniać bądź utrudniać komuś życia.
Taka postawa wydaje się najlepsza. Im mniej wiemy tym lepiej dla nas i naszego świętego spokoju. Niepotrzebnie stwarzane przez nas same problemy psują nasz charakter. Nasza indywidualność i postawa wobec innych sprawia, że jesteśmy na swój sposób wyjątkowe:)

3. Przyjaźń
Możemy również przyjaźnie się nastawić i odnaleźć przyjaciela w dawnym chłopaku, a przyjaciółkę w jego nowej dziewczynie. Tak, takie rzeczy też się zdarzają! Jeśli nasz związek zakończył się "za porozumieniem stron" myślimy, że nie warto zaprzepaścić tej szansy. Nasz były chłopak zna nas jak nikt inny i czasami warto poprosić go o radę bądź pomoc. Z czasem to on przyjdzie do nas poradzić się czy aby na pewno ma spróbować związać się z "tą", czyli inną dziewczyną. Pierwsza wspólna impreza w trójkę na pewno zbliży płeć piękną do siebie. I rzadko kiedy odstąpicie się na krok!
Ale czy aby na pewno jest to dobry wybór? Bliski kontakt z twoim ex może być ostrzeżeniem dla jego nowej dziewczyny. Z czasem zacznie cię nienawidzić, bo on spędza z tobą więcej czasu niż z nią. Poczuje się zagrożona! Aż wkrótce wytępi ciebie – insekta. I tak cofniemy się do punktu wyjścia – intryga! :/

Wiele młodych dziewczyn spotyka się z podobnymi sytuacjami. Każda ma inny sposób na wyleczenie się z poprzedniego związku. Nie każdej się to udaje. Jedną męczy chorobliwa zazdrość, drugą mało to obchodzi jak się ma jej ex...

Aga K. (22 lata)
"Mój ex ma nową dziewczynę" hmm, można by się zapytać: "Który ex?". Ja osobiście mam dwa podejścia do tego tematu. Pierwszy to moja pierwsza miłość, która trwała w latach liceum i po studiach (ponad 3 lata), a z drugiej strony ex, z którymi byłam po mojej pierwszej miłości. Zacznę od tego mniej trudnego tematu, czyli moi byli po pierwszej miłości. Jeżeli rozstaliśmy się w dobrych stosunkach tzw. za kompromisem obu stron: "tak będzie dla nas lepiej" to mogę powiedzieć, że do dziś mamy dobre kontakty i życzę mu jak najlepiej, i cieszę się jego nową dziewczyną, która do niego pasuje. Jednak, kiedy rozstanie się w złych stosunkach (kłótnia czy zdrada) to już co innego. W tym przypadku wchodzą w grę: ból, rozczarowanie czy nawet chęć zemsty. I jego nowa dziewczyna obojętnie jaka by nie była: "Nienawidzę jej!". Zawsze jakaś cząstka mnie pyta: "Co ona ma czego ja nie mam"?. Lecz trzeba być sobą i znać swoją wartość! Jeżeli chodzi o pierwszą miłość…hmm…no cóż! Ona zostanie w naszej pamięci do końca życia. Jakaś część tej osoby zostanie nam w pamięci oraz w sercu. Ja osobiście po rozstaniu z moją pierwszą miłością, pierwsza miałam partnera. Po pewnym czasie zapomniałam o bólu rozstania. Jednak, gdy dowiedziałam się, że znalazł dziewczynę - w tym momencie było takie: Booom! Bolało... Choć nie wiedziałam dlaczego? Byłam z innym, byłam szczęśliwa. Ale chciałam wiedzieć, kto to, jaka ona jest? Ja to nazwałam: fatum pierwszej miłości. Po czasie, nauczyłam się to szanować i akceptować. Nie było łatwo. Choć nie jesteśmy razem już ładnych parę lat, do dziś bije mi serce, gdy go gdzieś spotkam, gdy napisze życzenia urodzinowe. Jednak trzeba sobie powiedzieć: "Każdy zasługuję na szczęście, nawet oni ;)". Oczywiście nie zapominając o nas samych!

Iga K. (25 lat)
Więc obecna dziewczyna mojego byłego kompletnie mnie nie interesuje. On ma swoje życie ja swoje. Ważne, że jesteśmy szczęśliwi. Widocznie miało tak być. Jeśli nie pasowaliśmy do siebie może nowa dziewczyna będzie dla niego lepsza. :)

Ewelina Sz. (24 lata)
Jeżeli to ja zdecydowałabym się zakończyć jakiś związek i mój ex miałby dziewczynę, to cieszyłabym się, że ułożył sobie życie i jest szczęśliwy. Starałabym się przynajmniej na początku odsunąć się z jego życia by nam obojgu było łatwiej. ;)

Reasumując – nie ważne jak dawno, nie ważne w jaki sposób, ale ważne aby być sobą i żyć po swojemu. Nie zatruwajmy komuś życia – nie każdemu to się spodoba. Nie zatruwajmy sobie życia!

Powtarzajcie teraz za mną:
NIE WARTO PRZEJMOWAĆ SIĘ FACETEM, KTÓRY ZOSTAWIŁ TAK FAJNĄ DZIEWCZYNĘ JAK JA! :)

 

Czytaj więcej...

Facet pantoflarz. Nuda czy gwarancja na długi udany związek?

Według badań 90 proc facetów postępuje tak, jak sobie tego życzą ich partnerki. 75 proc. uważa, że robią to, co sami chcą... Coś się tu chyba wyklucza. Daję głowę, iż zdecydowana większość Was Panie miała choć raz do czynienia z pantoflarzem, czy to w roli partnera życiowego, czy też z obserwacji :)

W encyklopedii definicja słowa "Pantoflarz" powinna brzmieć "Nuda, nuda, nuda..." Czegóż podniecającego, zaskakującego, fascynującego możemy spodziewać się bowiem, po mężczyźnie (!?), który nie ma na żaden temat własnego zdania, którego każda reakcja jest do przewidzenia, ponieważ polega tylko na przytakiwaniu? Kobiety to podobno płeć słabsza, potrzebująca oparcia, poczucia stabilizacji i bezpieczeństwa. Czy to wszystko zapewni nam ktoś, komu wygodniej jest pozostawać w naszym tle? To ja z pantoflarzem czułabym się jak mężczyzna w związku, a nie na tym Panie nam chyba zależy :) Hmm…Nad uczuciami nie panujemy, trafiając więc na przypadek pantoflarza możemy spróbować Go sobie wychować, tylko jak „nakłonić” kogokolwiek, do zdrowej stanowczości. Poza tym powiedzmy sobie, że duża część tych Panów, to nie ci, którzy zagłaskują kota na śmierć, ale ci, którzy znaleźli sobie sposób na łatwe życie, ucieczkę od odpowiedzialności, problemów i sporów przy dokonywaniu wyborów. Można by stwierdzić, że to dobry sposób na utrzymanie długiego związku, ale partnerstwo, to partnerstwo, a nie wychowywanie dorosłego dziecka. Czy mylę się mówiąc, iż kobieta pragnie być adorowana, zadziwiana i zaskakiwana? A czym zaskoczy nas "pantoflarz"? Może tym, że powie: "Dobrze Skarbie", zamiast "Oczywiście Kochanie". Związek z tego typu mężczyzną nie jest gwarantem długiego związku, bo nie daje tego, czego podświadomie oczekujemy: elementu zaskoczenia. Kto zainteresuje Was bardziej? Silny, pewny siebie mężczyzna nie pozwalający sobą dyrygować, przynoszący niespodziewanie śniadanie do łóżka, kwiaty, przygotowując Wam po pracy gorącą kąpiel, czy facet, który bezustannie pyta: "Na pewno nie chcesz świeżych bułeczek, tylko chleb?" "A może jednak wolisz białe róże?" "Na pewno woda nie jest za gorąca?"

Iza J. (32 lata)
"Oczywiście, że pojedziemy dziś do kina", "Wolisz góry, dobrze, zaraz odwołam rezerwację nad morzem". Kilka razy dziennie pytania, czy na pewno wole herbatę, czy kawę, mimo, że nigdy nie pijam kawy... Pozornie to nic takiego, hmm... można by rzec bajka. Zawsze pysznie ugotowane, posprzątane, czego nigdy od Niego nie wymagałam. Wchodzę po pracy do pięknie ogarniętego mieszkania, z obiadem na stole. Marzenie prawda? Może i macie rację, bo cierpimy na deficyt zaradnych mężczyzn, ale kiedy rodziły się poważne problemy zostawałam sama jak palec. Zaczynając od bzdury typu malowanie mieszkania. Pytam K. o kolor jaki chciałby na ścianie w odpowiedzi oczywiście słyszę, że mam wybrać sama na pewno będzie przepięknie... Nie miałam potrzeby podświadomej manipulacji K. tak jak to niektóre Panie mają w zwyczaju, aby mieć decydujące zdanie w związku i pokazać mężczyźnie, że nie może sobie pozwalać na zbyt wiele... Co więcej na wszelkie sposoby próbowałam wykrzesać z Niego choć odrobinę asertywności i męskości... Nie potrafił mnie niczym zaskoczyć, każdy dzień z Nim podobny był do poprzedniego, nie potrafił być stanowczym w żadnej kwestii, zaczynając od bzdur, kończąc na poważnych życiowych sprawach dotyczących np. Ślubu. Zawsze pozostawał "poza" albo wybierał rozwiązania, których myślał, iż oczekuję. Nigdy nie był w stanie się postawić... Nie muszę dodawać, że związek ten należy w tej chwili do zamierzchłej przeszłości, do której niechętnie wracam myślami.

Jola M. (24 lata)
Z idealnym facetem jest jak z dobrze przyrządzonym kurczakiem - idealnie dobrane pikantne, przyprawy, przypieczona skórka, delikatne mięso- nie przysporzą Cię o niestrawność, ale dadzą gwarancję smakowego orgazmu. Kierując się tą metaforą Pantoflarza porównać można go do nieprzyprawionego, niedogotowanego udka upichconego na parze, który owszem zapełni Ci żołądek, ale cóż po tak bezdoznaniowym posiłku?! Kubki smakowe prędzej, czy później popełnią samobójstwo, a my zmuszone do skoku w bok, zaserwujemy sobie pikantny kebab w nocnym barze. Dążymy przecież do intensywności. Bo która z nas chciałaby mieć w domu biegające po kuchni, łazience i sypialni (!!!) jałowe kurczę w fartuchu?

Jak w każdej innej sprawie, tak i w sprawach związków z pantoflarzami nie należy generalizować. Może są gdzieś wśród nas nieliczne przypadki kobiet, którym życie w związku, gdzie nie ma o czym podyskutować, gdzie tylko one skazane są na podejmowanie wszelkich decyzji odpowiada. Ale wedle mnie, jak i myślę większości kobiet ciężko wyobrazić sobie długi, szczęśliwy związek z pantoflarzem.

Jeśli macie na ten temat inne zdanie, albo najdzie Was ochota na podyskutowanie na ten temat zapraszam do komentarzy, gdzie można swobodnie zająć swoje stanowisko :)

 

Czytaj więcej...

Czy w związku zawsze należy mówić mężczyźnie wszystko i całą prawdę?

"Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz"... Dopóki nasze słodkie tajemnice są niegroźne, nie ma w tym nic złego. Nie stosujmy ich jednak w poważnych i istotnych sprawach, bo nikt nie chce być oszukiwany i okłamywany. Prawdziwy związek opiera się na wzajemnym zaufaniu i szczerości wobec siebie, dlatego to co ukrywamy ma duży wpływ na nasze relacje i partnera.

Przeanalizujmy więc naszą uczciwość i wiarygodność względem mężczyzn :)

Czy w związku zawsze należy mówić mężczyźnie wszystko i całą prawdę? Pomyślmy...Chodzi tylko o takie nasze małe, malutkie, drobne, drobniutkie, nieszkodliwe i niewinne tajemnice/kłamstewka ale nie poważne kłamstwa, bo to jest już zupełnie coś innego i w żadnym wypadku nie polecamy!

Nie każdy ukrywany przed partnerem fakt jest mijaniem się z prawdą czy kłamstwem, czasem tylko zwyczajnie nie dopowiemy wszystkiego :) a czasem jednak naprawdę lepiej przemilczeć niektóre kwestie, niż wzbudzać w partnerze niepotrzebny niepokój, stres czy niepewność.

Wszystko zależy od sprawy jakiej dotyczy i charakteru kobiety oraz mężczyzny. Są panowie, którzy nie przykładają wagi do wielu spraw więc kobiety nie muszą się z nich tłumaczyć. Bo czy jest istotne, że to co kupiłyśmy było ciut droższe o parę złotych i czy zaraz trzeba o tym meldować facetowi? Albo że wróciłyśmy do domu troszkę później bo impreza była fajna a powiedziałyśmy, że nie było długo wolnej taxówki, która by nas przywiozła do domu? Albo, powiedziałyśmy, że musiałyśmy zostać dłużej w pracy a tak naprawdę poszłyśmy z koleżanką na szybką kawę i zakupy w przelocie? Albo...no właśnie...można by tak wymieniać, wymieniać i wymieniać....Każda z Pań ma swój własny repertuar i swoje własne słodkie tajemnice ) Po co takimi głupstwami zaprzątać głowy naszych mężczyzn? W żaden sposób nie wpłynie to na nasz związek, bo są to drobiazgi, kompletnie nieistotne sprawy.

A teraz czas na poważniejsze tematy:

ZAKUPY
Na pewno nie uświadamiajmy mężczyzny ile tym razem zapłaciłyśmy za sukienkę, torebkę, kosmetyki, biżuterię lub buty:) (Oczywiście wszystko w granicach naszego zdrowego rozsądku tzn. kupujmy to na co nas stać i żeby nie było to kosztem rodzinnych wydatków). Facet i tak nie zna się na modzie, więc nas nie zrozumie. Przeżyje szok jak usłyszy ile kosztuje nasz "drobiazg" Wg nich nasze szafy pękają w szwach a my i tak zawsze nie mamy co na siebie włożyć, dlatego nie rozumieją po co nam 20-sta sukienka czy para butów. Oni nie potrzebują aż takiej garderoby jak my, przecież nawet nie lubią chodzić na zakupy, prawda?

Kiedy nas rozpiera radość, że kupiłyśmy sobie tę wymarzoną, dawno upatrzoną rzecz, chcemy się nią pochwalić. Nasz mężczyzna powinien być tym pierwszym, który ją na nas zobaczy. Niestety oni mało kiedy zauważają, że mamy na sobie coś nowego. Musimy ubrać nowy zakup, stanąć w nim przed facetem i zapytać - Kochanie, dobrze w tym wyglądam? W odpowiedzi jak zwykle usłyszymy: Tak kochanie, ślicznie w tym wyglądasz. zresztą, jak zawsze i we wszystkim. Szkoda tylko, ze nawet na nas nie spojrzał i nie zauważył, że to zupełnie nowa rzecz, tak samo jak nie zauważają nowej fryzury gdy wracamy do domu prosto z Salonu w którym przesiedziałyśmy 3 godziny! Niby faceci są wzrokowcami, ale uwagę zwracają tylko na wybrane części naszego ciała kobiecego: pupa, biust, nogi a nie fryzura czy to co mamy na sobie ubrane. Zupełnie jakbyśmy były przezroczyste? Dziwne prawda? Chyba nigdy tego nie zrozumiemy...

Czasem nas to boli i wtedy głośno się oburzamy - Ty nigdy nic nie zauważasz, nic nie widzisz a z drugiej strony daje nam to "duże możliwości" i swobodę w niekontrolowanym działaniu :)

Do pewnych wniosków dochodzimy z czasem, wraz z długością trwania naszego związku i z wiekiem. Skoro nie zauważa naszej nowej garderoby, to znajdźmy tego drugą stronę. Kupujmy co chcemy i nie mówmy o tym partnerowi, bo przecież i tak tego nie zauważy a jeśli czasem coś mu tam zaświta w głowie i przed oczami, zawsze możemy powiedzieć: Skarbie to już miałam przecież, to stara sukienka albo E, kupiłam parę dni temu za grosze, była okazja!

Jeśli jednak mamy do "przemycenia" ciuch z którego będzie nam się trudno wytłumaczyć, zaprezentujmy się w nim w najbardziej nieodpowiednim dla mężczyzny momencie, tak... najbardziej nieodpowiednim! Np. wtedy gdy będzie on oglądał swój ulubiony mecz przed telewizorem, więc spojrzy na nas bardzo krótko jednym okiem o ile w ogóle a my pokazałyśmy nowy zakup i jesteśmy usprawiedliwione :) Niestety czasem trzeba kombinować, ale kto jak nie my, kobiety potrafimy dać sobie radę z naszymi mężczyznami? :) Nie ma więc rzeczy z którymi byśmy sobie nie dały rady! Grunt to dobry plan.

ADOROWANIE NAS PRZEZ INNYCH MĘŻCZYZN
Czyż nie czujemy się kobieco i seksownie będąc adorowanymi przez innych facetów? Pewnie czasem wymsknie się nam słówko na temat zainteresowania jakie wzbudzamy np: w koledze z pracy. Jeśli nie robimy tego notorycznie jest to dobra metoda na przypomnienie swojemu partnerowi, że nie może osiąść na laurach w walce o Ciebie i staraniach mimo tego, że jesteś już jego:) Co nie zmienia faktu, że zbyt częste wspominanie jak działamy na innych panów może sprawić, że nasz chłopak, narzeczony, mąż poczuje się niepewnie... Lepiej, żeby nie żył w codziennej niepewności, czy dziś kolega z pracy nie odbije mu jego kobiety. Zaoszczędzicie sobie oboje niepotrzebnych dyskusji, kłótni i chorej zazdrości. Jednak warto, aby nasz partner pamiętał, że podobamy się też innym mężczyznom i jeśli on nie będzie się o nas troszczył, poświęcał nam należytej uwagi, to zawsze możemy znaleźć sobie innego...Czasem można naszemu mężczyźnie powiedzieć, uświadomić delikatnie i zasugerować, że na świecie są jeszcze inni mężczyźni, którzy zwracają na nas uwagę i że będąc w związku nie jesteśmy spisane na straty dla całego męskiego gatunku.

EX
Myślę, że niezbyt dobrym pomysłem jest wspominanie o byłych związkach, przynajmniej nie z dużym natężeniem. To budzi niepotrzebne wątpliwości... "Może z nim by było jej lepiej", "Może chciałaby do niego wrócić", skoro tak często o nim mówi. Po co sprowadzać partnerowi na głowę niepotrzebne wątpliwości?

ZAROBKI
Wielu panów jest wyczulonych na punkcie wysokości swoich zarobków, obowiązku jako głowa domu utrzymania rodziny, dzieci, etc, etc... Nie każdego cieszy fakt, że partnerka spełnia się zawodowo czerpiąc z tego większe korzyści materialne niż on sam, dlatego doceniajmy go za wysiłek jaki wkłada w utrzymanie rodziny nie wywyższając swoich osiągnięć ponad jego...

WĄTPLIWOŚCI O ZWIĄZKU
Czasami, w związkach z dłuższym stażem w pewnym momencie dopadają nas wątpliwości... Czy to na pewno to, czy naprawdę kochamy... Nie warto dzielić się tymi wątpliwościami z drugą połową, bo mimo, że koniec końców dochodzimy do wniosku, że to tylko chwilowy kryzys zdążyłyśmy zasiać już w głowie mężczyzny ziarno niepewności i strachu przed utrata nas.... A to dla nikogo nie jest uczucie komfortowe

Wiele z nas walczy z licznymi kompleksami. Myślimy, że wszyscy dookoła łącznie z naszym mężczyzną dostrzegają nasze niedoskonałości z odległości 10 kilometrów. Zabawną rzeczą jest jednak fakt, iż faceci nie widzą tych "wad" dopóki nie zostaną o nich poinformowani w formie licznych narzekań i marudzenia "Jaka ja jestem gruba i brzydka"... Czy myśląc podobnie naprawdę związałby się z kobietą, która mu się nie podoba? Nie! Ale nam to ciągle mało:) Więc nie zadręczajmy panów niepochlebnymi słowami na swój temat, bo jeszcze naprawdę wbiją to sobie do głów :)

Najważniejsze to nie ranić.... Nie podawać wszystkich, często niepotrzebnych informacji bez zastanowienia się nad tym jak odbierze to druga strona... To trudne? Z czasem, poznając partnera wiemy już idealnie, o czym możemy mówić bez skrępowania, bez obaw o to, że poczuje się skrzywdzony, a które informacje lepiej zachować dla siebie, lub powiedzieć dopiero po gruntownej analizie i pewności, że jednak chcemy to powiedzieć. To przychodzi z czasem, dlatego ta sztuka jest tak trudna.

To co możemy mówić bez obaw i to, z czym powinnyśmy się wstrzymywać zależy od charakteru mężczyzny, z którym jesteśmy... Poznawajmy się nawzajem, wtedy podświadomie takie sprawy wyczujemy nie krzywdząc najbliższych.

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS