Menu

logo tjk main 

Rok akademicki w oczach studentki pierwszego roku

Nie tak dawno pisałam o zbliżającym się rozpoczęciu studiów na pierwszym roku i związanych z nimi planami, ale także obawami - Pierwsze starcie - przemyślenia studentki „przyszłego” pierwszego roku. Jak to wygląda blisko rok później?

Dzisiaj na ten temat mogę spojrzeć z zupełnie innej perspektywy. Pomimo tego, że rok akademicki się jeszcze nie skończył, chciałabym opisać jak on minął. Na pewno osoby, które jeszcze nie studiują są ciekawe jak wyglądał w praktyce. Oczywiście w 100% przekonacie się o tym, gdy sami wybierzecie upragniony kierunek studiów, odbierzecie indeks i zaczniecie studia. Tym bardziej, że maraton maturalny trwa w najlepsze i wielu maturzystów zastanawia się czy podjąć wyzwanie i złożyć papiery na swoją upragnioną uczelnie.

Myślę, że większość studentów zgodzi się ze mną, że studiowanie to jeden z najlepszych okresów w życiu. Nie mam tu oczywiście na myśli codziennych imprez do białego rana. Chodziło mi raczej o to, że decyzja o dalszej edukacji była naszym dojrzałym i przemyślanym wyborem. Wielu z nas musiało wyprowadzić się z rodzinnego domu a nawet miasta i odnaleźć w nowej rzeczywistości.

Postaram się przybliżyć Wam bliżej te kwestie.

Jeśli chodzi o naukę to przedmioty oczywiście zależą od danego kierunku. Program jest naprawdę różnorodny w zależności od tego, co chcemy studiować. Przed złożeniem papierów warto dowiedzieć się, jakie przedmioty wchodzą w skład planu zajęć. Jak na razie nie mam większym kłopotów z nauką. Chodzę regularnie na wykłady i rzadko opuszczam którykolwiek. Lubię swoje przedmioty i sprawia mi przyjemność, gdy widzę swoje oceny w indeksie. Niektórzy mieli chwilę słabości, więc musieli poprawiać jakiś egzamin, ale podchodzili do tego raczej na luzie, bo jak mówią studenci: ,,Nie ma spiny - są drugie terminy”.

Osoby, które są na danym roku, choć w jakieś części wiążą wspólne zainteresowania, pasje, więc jest szansa na złapanie wspólnego języka. Na pewno proces poznania się trochę potrwa, ale za jakiś czas będziecie mieć mnóstwo tematów. W swojej grupie mam grono znajomych, na którym mogę polegać. Wspieramy się nie tylko przed egzaminami, ale także w ciągu semestru. Wiem, że są to wartościowe osoby, z którymi na dodatek rozumiem się bardzo dobrze.

Są też tacy, dla których uczelnia to miejsce, które odwiedzają nieco rzadziej niż imprezy. Zazwyczaj „ożywają” oni przed sesją i wtedy zbierają siły oraz gromadzą notatki od swoich wybawicieli - dobroczyńców.

Z tego co wiem, to na niektórych uczelniach są zajęcia, gdzie np. zaprasza się sławne osoby. Takie spotkania cieszą się dużą popularnością wśród studentów, którzy zapamiętają wydarzenie na długi czas. Są też różnego rodzaju akcje np. charytatywne, kulturowe, rozrywkowe a co jakiś czas organizowane także imprezy, w których udział biorą studenci z różnych uczelni.

Jeśli chodzi o wykładowców, to większość jest „do zniesienia”. W ich gronie są też i tacy, z którymi lepiej wolelibyście się nie spotkać, ale niestety trzeba ich tolerować. Zauważyłam, że starają się oni nie pokazywać za wszelką cenę, jaką to mają wiedzę, tak jak nieraz dzieje się np. w gimnazjum czy w szkole średniej. Kładą oni nacisk nie tylko na to, aby każdy zrozumiał treść przekazu, ale żeby każdy mógł swobodnie wypowiedzieć się na dany temat. Nie ma stresu związanego z odpytywaniem materiału z poprzednich zajęć. Stres za to jest, ale na sesji, lecz spokojnie, jeśli ktoś chodził na wykłady i uczył się trochę wcześniej niż wieczór przed egzaminem, to nie ma się czego obawiać.

Kolejnym aspektem, na który chciałabym zwrócić uwagę jest to, w jaki sposób chcemy wynająć pokój lub mieszkanie. Z własnego doświadczenia wiem, że lepiej wynająć dane lokum z osobą którą się zna. Jeśli podejmiecie ryzyko i zamieszkacie z nieznajomymi osobami, to jest szansa, że np. nie będziecie mieć wspólnych tematów do rozmów, bo wasi współlokatorzy nie mają zbyt dużo do powiedzenia, albo traficie na bałaganiarzy, którzy nie wiedzą, co to jest porządek. Takich przypadków jest sporo. Wiadomo, że każdy ma swoje wady, ale lepiej tolerować je u naszych znajomych.

Niektórzy łączą studia dzienne z pracą. Ze spostrzeżeń widzę, że jeśli ktoś pracuję to mniejszy nacisk kładzie na studia. Znam kilka osób, które pracują i z tego powodu niezbyt często pojawiają się na uczelni. Pracodawcy nieraz dostosowują grafik do planu zajęć, ale komu chce się uczyć czy chodzić na wykłady po kilku lub kilkunastu godzinach pracy przez cztery, pięć dni w tygodniu. Są też i tacy, którzy dorabiają sobie po dwie-trzy godziny np. w weekendy. Myślę, że zależy to od tego, czy ktoś jest gotowy na powiązanie studiowania i pracowania.

Mam nadzieję, że naświetliłam Wam sytuacje związane ze studiami. Sama jeszcze nie tak dawno nie wiedziałam jak funkcjonuje ,,ten świat”, a dziś piszę o tym artykuł, który zatacza koło i który nawiązuje do mojego wcześniejszego artykułu pt. ,,Pierwsze starcie - przemyślenia studentki „przyszłego” pierwszego roku

Życzę powodzenia wszystkim tym, którzy ubiegają się o przyjęcie na wymarzony kierunek studiów. Oby Wasze plany się spełniły i już niedługo będziecie po tej samej stronie, co ja, czyli po stronie studentek.

Natalia Kurpisz, 19l.

kurpisz

Czytaj więcej...

Czy wf jest potrzebny na studiach?

Wychowanie fizyczne towarzyszy nam już od przedszkola. Dla niektórych osób w okresie dzieciństwa i nastoletnim, to jedyna działalność sportowa w całym ich życiu. A szkoda, bo aktywność oraz gry zespołowe uczą m.in. kontaktu z rówieśnikami, samodzielności czy rywalizacji. Odreagowując można też choć na chwilę zapomnieć o szkole, obowiązkach lub problemach. Byli i tacy, którzy nie przepadali za ruchem na świeżym powietrzu, dlatego woleli postarać się o zwolnienie lekarskie…

A jak jest na uczelniach wyższych? Żyjąc w dzisiejszych czasach każdy z nas jest przyzwyczajony do wygody, a sport jest raczej naszym zainteresowaniem lub pasją, której oddajemy się w wolnej chwili. Kończąc szkołę średnią myślałam, że nie spotkam się już z wf-em. Jednak na studiach jest on obowiązkowy, przynajmniej na mojej uczelni, ale z tego co wiem to w większości szkół wyższych jest w programie edukacyjnym. Miałam do wyboru albo zajęcia na siłowni albo aerobik. Wraz z koleżankami wybrałyśmy aerobik, na który uczęszczałyśmy przez pierwszy semestr. W drugim półroczu również nie wybrałyśmy siłownie. Aerobik, to dla mnie ciekawsze zajęcia, ponieważ co tydzień jest inny układ, więc można ćwiczyć na różne sposoby. Nie są to wyczerpujące ćwiczenia, a sprawiają, że nabiera się większej gracji i sprawności fizycznej.

Jestem zdania, że każdy dostrzeże jakiś pozytywny dla siebie element. Zajęcia te są dla mnie odskocznią od wykładów, na których trzeba myśleć i intensywnie pracować. Dzięki nim zapewniam swojemu ciału odrobinę sportu i wiem, że jestem w lepszej formie. Dla wielu osób aerobik jest dość męczącym zajęciem, dlatego niektórzy kombinują na wszelkie sposoby, aby nie ćwiczyć. Jeśli ktoś myśli, że uratuje się zwolnieniem lekarskim, to jest w błędzie, ponieważ dla takich osób pozostały zajęcia korekcyjne, które nie należą do zbyt intensywnych, ale są w godzinach wieczornych.

Z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. Przedmiot ten miałam w formie zaliczenia, które polegało na przygotowaniu krótkiego układu. Miałyśmy do wyboru całą gamę kroków, których nauczyłyśmy się już wcześniej, więc nie było żadnego problemu. W jednym semestrze można mieć dwie nieobecności, które nie wymagają żadnego usprawiedliwienia.

Co na ten temat sądzą inne studentki
Patrycja
„Moim zdaniem wf na studiach jest zupełnie niepotrzebny. Jeśli ktoś będzie chciał poprawić swoją formę fizyczną to sam wybierze interesujący dla siebie sport i czas, w którym będzie ćwiczył. Nie lubię, gdy ktoś narzuca mi godziny, w których mam ćwiczyć, ponieważ to mój organizm najlepiej wie, kiedy powinnam ćwiczyć, a kiedy nie. Poza tym jest to tylko niepotrzebny „wypełniacz programowy”, dzięki któremu marnujemy swój wolny czas. Nie mogę się doczekać, bo od przyszłego roku nie będę musiała już uczęszczać na te śmieszne zajęcia”.

Monika
„Jestem bardzo zadowolona, że na studiach mam wf. Wcześniej musiałam płacić za karnet na siłownie, a teraz mogę z niej korzystać zupełnie za darmo. Żałuję tylko, że jest to tylko raz w tygodniu. Wiem, że ćwiczenia te sprawią, że moje ciało nabierze lepszych kształtów i nie będę miała problemów w przyszłości np. ze stawami. Odkąd zaczęłam regularnie ćwiczyć widzę spore efekty w utrzymaniu prawidłowej sylwetki. ”

Marta
„Bardzo lubię ćwiczyć i cieszę się, że wf jest też na studiach. Lubię odreagować po ciężkim tygodniu. Chodzę na aerobik i czuję się doskonale. Wiem, że w przyszłości chcę nadal na niego uczęszczać. Jestem zafascynowana taką formą aktywności. Spróbuję też zachęcić żeńską grupę mojej rodziny abyśmy zapisały się na aerobik i wspólnie ćwiczyły oraz wspierały się w systematyczności. Myślę też o zrobieniu kursu na instruktorkę aerobiku.”

Zdania na ten temat są podzielone, ale mimo wszystko większość osób uważa, że wf jest potrzebny na uczelni wyższej. Dzięki niemu można udoskonalić kondycję i być w lepszej formie, która jest bardzo ważna. Nie trzeba wydawać dodatkowych pieniędzy np. na karnet na siłownie czy zajęcia z aerobiku. Jest jeszcze jedna zaleta - można bez wyrzutów sumienia od czasu do czasu pozwolić sobie na odrobinę słodyczy, którą szybko spalimy podczas wybranych przez nas zajęć. Im dłużej ćwiczymy - tym dłużej utrzymujemy nasze ciało w sprawności, więc chyba jednak warto, bo to inwestycja na przyszłe lata.

Natalia Kurpisz, 19l.

kurpisz

Czytaj więcej...

Czy studia to wybieg mody?

  • Dział: Moda

Dziewczyny na uczelni można podzielić na dwie grupy:

pierwsza - studentki skromne, niczym nie przykuwające uwagę. Oczywiście mają one swój styl ubierania i bycia, ale nie wyróżniają się zbytnio z tłumu.

druga - od razu można poznać np. po sposobie chodzenia, bo poruszają się z gracją i bardzo pewnym krokiem. Nie uważam, że są to typowe „lalunie”, dla których wizyta w solarium i u kosmetyczki, co najmniej raz na 2 tygodnie to podstawa, jednak charakteryzuje je pewna sceniczna charyzma, która jest widoczna na pierwszy rzut oka.

 

Dla niektórych studentek szkolny hol jest po prostu korytarzem, dla innych może on być wybiegiem mody, po którym trzeba się godnie zaprezentować.

 

Nie chodzi tu tylko i wyłącznie o modny strój, bo przecież np. modelka, musi pięknie wyglądać również dzięki odpowiedniemu makijażowi i trendy fryzurze.

 

Uczennice myślą, że przez nienaganny wizerunek zyskają sympatię osób z uczelni i po prostu będzie im łatwiej w życiu. Takie jednostki nie wzięły jednak pod uwagę faktu, że spora liczba studentów może tego nie akceptować ze względu na wyróżnianie się z tłumu i wywyższanie.

 

Spytałam kilka koleżanek, do której grupy należą i czy zauważyły w swoim otoczeniu jakieś ciekawe indywidualności, które można spotkać w szkolnych murach:

Ania: „Próbuję nie zwracać na siebie uwagi wyglądem i ubiorem. Oczywiście nie mam tu na myśli tego, że chodzę nieuczesana czy w starych podartych rzeczach. Po prostu staram się być jak najbardziej naturalna. Co za tym idzie? Minimalistyczny makijaż, skromne, ale gustowne ciuchy i praktyczna fryzura. Natomiast, jeśli chodzi o dziewczyny z mojego roku, to nie zauważyłam jakiś wielkich dziwności w ich ubiorze”.

 

Paulina: „Ja preferuję sportowy strój. Lubię ubierać dres czy T-shirt do tego luźne spodnie. Jeśli chodzi o makijaż nie chcę sobie ,,psuć” twarzy kosmetykami. Po korytarzu podążam zazwyczaj szybkim i dynamicznym krokiem chyba ze względu na to, że dużo trenuję i ćwiczę. W swoim otoczeniu mam kilka koleżanek, które również wolą luźny i sportowy strój”.

 

Klaudia: Lubię to uczucie, kiedy idąc korytarzem widzę na sobie wzrok innych osób. Czuję się wtedy doceniona i bardziej dowartościowana, ponieważ ktoś zauważył mój trud w wybór stroju, kosmetyków i fryzury. Nie jest łatwo wybić się i odróżnić od tych wszystkich dziewczyn. Nie oznacza to, że siedzę przy szafie 2 godziny dziennie. Staram się łączyć styl elegancki z młodzieżowym. Z fryzurą nie eksperymentuję po prostu uwielbiam, gdy moje długie włosy okrywają plecy. Lubię być w centrum uwagi. Nigdy nie zdecydowałabym przejść się po szkolnym korytarzu w niemodnym ciuchu lub bez makijażu”.

 

Jak widać na studenckich korytarzach panuje artystyczny nieład, bo dziewczyny ubierają się jak chcą i wedle swoich upodobań. Wszystko zależy od ich inwencji twórczej i kreatywności, a tego nie można im odmówić oraz wygody. Z tego, co zaobserwowałam to na studiach nie ma regulaminu dotyczącego ubrań, co jednak nie oznacza, że nie należy zachować odpowiedniego stylu i kultury osobistej, którą wyraża m.in. wygląd.

 

Dla większości Szkoła Wyższa jest miejscem nauki i spotkań ze znajomymi, a nie zamartwianiem się nad poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie: „w co mam się ubrać”?. Choć oczywiście nas kobiety często dopada taka wątpliwość, z całą pewnością szybko wychodzimy z takich opresji i znów możemy przechadzać się po szkolnym, modowym korytarzu.

 

Natalia Kurpisz, 19l.

kurpisz

Czytaj więcej...

Dlaczego warto zbierać doświadczenia zawodowe już podczas studiów?

  • Dział: Praca

Student do 26 roku życia, niepalący, bez rodziny, znajomych, dodatkowych pasji, dyspozycyjny 24 h/ 7 dni w tygodniu. W zasadzie to również taki, który nie potrzebuje snu, jedzenia i który nie opłaca co miesiąc rachunków. Bez zobowiązań, zbędnego balastu w postaci partnera. Biegły język angielski plus drugi język obcy, prawo jazdy kategorii B i obsługa wózka widłowego. Nienaganna aparycja i kreatywność. W grę wchodzi również co najmniej 2-letnie doświadczenie w zawodzie. O czym, a raczej o kim mowa? O pracowniku idealnym.

Ten mały wywód powyżej miał Wam uświadomić kilka rzeczy.
Primo – każda praca wymaga poświęceń.
Secundo – połączenie życia prywatnego z życiem zawodowym jest nie lada wyzwaniem, to troszeczkę syzyfowe prace, nieustanna orka, która często nie przynosi większych rezultatów i w ostateczności cierpi albo jedna sfera, albo druga.
Tertio – konkurencja na rynku pracy w dobie szerzącej się fali krytyki i pastwienia się nad studentami czy absolwentami kierunków humanistycznych jest ogromna, a co za tym idzie – „lekkie pióro” czy wiedza na temat tego, czym jest Bressonowska koncepcja decydującego momentu już nie wystarczą, żeby wyżyć od pierwszego do pierwszego, czy świętować Matki Boskiej Pieniężnej, jak niektórzy studenci zwykli nazywać „dzień przelewów”.

Przeciętny dwudziestokilkulatek przeglądając portale internetowe z ofertami pracy i czytając ogłoszenia, z nagłówków których wręcz krzyczą słowa
- „wymagania – minimum 2 lata doświadczenia”
- „aplikacje osób bez doświadczenia na wyżej wymienionym stanowisku nie będą brane pod uwagę”
- „od kandydatów wymagamy doświadczenia w pracy na podobnym stanowisku” najprawdopodobniej zamknie przeglądarkę, wyłączy laptopa, zadzwoni do kumpla i pójdzie na piwo stwierdzając, że „w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem” jak mawiał Naczelny Bezrobotny RP Ferdek Kiepski ze „Świata wg Kiepskich” – serialu komediowego, który większość z nas zna jeszcze z czasów błogiego dzieciństwa.

Patrząc na to trzeźwym okiem, to znaczy dwudziestoletnim okiem człowieka, który dopiero zaczął edukacyjną ścieżkę na uczelni wyższej - perspektywa pracy jest zazwyczaj tak odległa jak wizja jutrzejszej wizyty na Marsie. Jednakże odwracając sytuację i spoglądając na nią trzeźwym okiem człowieka, który musi jeść, a żeby coś włożyć do garnka trzeba na to najpierw zarobić – owa perspektywa może ulec nagłej minimalizacji.

W tym momencie należy zadać pytanie – no i co z tym doświadczeniem, którego wszyscy wymagają, a którego ja jeszcze nie posiadam? Drodzy Państwo, w takiej sytuacji nie ma co się nad sobą rozczulać, tylko najzwyczajniej w świecie spiąć się i zacząć szukać. Tak, szukać. Żeby headhunterzy się o nas bili potrzeba wielu lat ciężkiej harówki i niezwykłych osiągnięć na niwie zawodowej. Także nie ma co czekać z założonymi rękoma – trzeba działać.

Wizja łączenia studiów z pracą, która w przypadku studentów jest płatna gorzej niż źle, albo jest po prostu formą czysto wolontariacką dla niektórych jest równie abstrakcyjna, co niektóre skecze Latającego Cyrku Monty Pythona, ale zaświadczam Wam, że niczego za ładne oczy czy długie nogi się od pracodawcy nie dostanie.

Dlaczego warto zbierać doświadczenie zawodowe podczas studiów i jak to zrobić – ktoś zapyta. Dlaczego? Poszerza to nasze horyzonty, możemy poznać nowych ludzi, działanie firm od tzw. kuchni, a co za tym idzie rynek pracy od środka, a nie z opowiadań, czy artykułów. Nie bez znaczenia są również: umiejętność pracy w grupie, czy pod presją czasu, co w dzisiejszych czasach jest szumnie nazywane „kompetencjami społecznymi”.

Wierzcie mi – codzienny kontakt z ludźmi rozwija te umiejętności samoczynnie, jakby automatycznie. Pracodawca nie jest w stanie ich zweryfikować czytając nasze CV, ale podczas rozmowy kwalifikacyjnej, czy dnia próbnego ależ i owszem.

 

Co przemawia jeszcze za odbywaniem staży i praktyk podczas studiów?
Znajomości. Pracodawca mający do wyboru obcą osobę, człowieka X, którego jeszcze nie zna i którego wszystkiego musiałby nauczyć oraz człowieka Y, którego poznał, kiedy ten u niego pracował – wie na co go stać, jakie ma pomysły, jakie są jego wady i zalety, wybierze oczywiście człowieka Y, przy którym nie będzie musiał marnować swojego czasu i pieniędzy na kolejne szkolenia, nie mając pewności, czy nowy pracownik się sprawdzi.

Potencjalna praktyka jest szansą na rychłe zatrudnienie, o ile się sprawdzimy i pokażemy pracodawcy, co zyska dzięki nam w swojej firmie.

Ktoś powie, że „za darmo nie robię, nie jestem głupi”. Głupcami są Ci, którzy nie dostrzegają potrzeb współczesnego rynku, którzy się tym nie interesują i liczą, że po studiach praca sama się dla nich znajdzie, czy wręcz sama ich znajdzie. Pamiętajcie, że przeciętny staż czy praktyki trwają optymalnie miesiąc do trzech, a dają nam szereg możliwości, nowych umiejętności, wpis do CV, który udowadnia naszą tezę, że jesteśmy pracowici i kreatywni, że „idealnie nadajemy się na to stanowisko”.

Gdzie szukać? W gazetach i portalach branżowych. Na stronach firmowych, na portalach z ofertami pracy. Jeżeli potrafi się dobrze szukać – w ogłoszeniach można tak naprawdę przebierać. Przy wielu uczelniach egzystują biura karier mające za zadanie pomóc młodemu studentowi czy absolwentowi rozpoczęcie kariery zawodowej.

Pamiętajcie, że nikt za Was zarabiać nie będzie i zamiast narzekać, że w tym kraju nic się nie dzieje, że trzeba stąd uciekać, że nie ma tutaj perspektyw, trzeba je samemu odkrywać. Jeżeli nie wie się o istnieniu wielu instytucji, to nie ma się pojęcia, że perspektywy są, albo że można je stworzyć samemu. Wiedza bierze się z doświadczenia, a rezultatów nie osiągnie się leżąc cały dzień na kanapie i czekając, aż coś „samo się” znajdzie. „Się” to trzeba wziąć do roboty.

Dominika Pacyńska, 20l.

 

Czytaj więcej...

Studenckie zakupy

Nie od dziś wiadomo, że studenckie życie jest drogie. Mamy wiele wydatków, na które trzeba znaleźć pieniądze. No tak, ale każda dziewczyna chce się też ładnie ubierać.

Co zrobić jeśli nasz budżet finansowy nie należy do tych największych? Jak radzą sobie w takich sytuacjach studentki?

Większość z nas najpierw obserwuje co jest na topie i co jest nam potrzebne. Następnie jeśli mamy trochę czasu, możemy porównać ceny w różnych sklepach i wybrać te, które są przystępne dla naszej kieszeni. Przy zakupach sugerujemy się modą, ale także wygodą i przydatnością danego ubrania. Mamy swoją ulubioną paletę barw, dzięki której czujemy się dobrze w danym ciuszku. Każda z nas ma swój styl i gust, więc nie ma jednego stroju który dominuje na uczelni.

Zauważyłam, że niektóre dziewczyny oszczędzają na kosmetykach. Nie kupują drogich firmowych tylko wybierają tańsze zamienniki. Nikt przecież nie zauważy czy kobieta używa tuszu do rzęs znanej marki czy taniego zamiennika. W ten sposób w zależności od ilości kosmetyków można zaoszczędzić nawet ok. 100 zł miesięcznie. Ta sama kwestia tyczy się perfum.

Ile studentki wydają na zakupy? No właśnie. Jak wspomniałam wcześniej, wszystko zależy od tego ile możemy na to pieniędzy przeznaczyć oraz czego naprawdę potrzebujemy. Po konsultacji z kilkoma koleżankami ustaliłyśmy, że:
- bluzka - ok. 50 zł. Zapewne ta cena zależy od pory roku, materiału i sklepu w którym ją kupiłyśmy
- spodnie, jest to wydatek od 50 - 90 zł
- buty np. kozaki - ponad 100 zł
- płaszcz - również 100 zł
- biżuteria, kupujemy ją okazyjnie. Na kolczyki, bransoletki i wisiorki przeznaczamy ok. 50 zł. W moim jednak otoczeniu dziewczyny nie noszą zbyt dużej ilości biżuterii, stawiają raczej na minimalizm

Zakupy można też robić w Internecie, ale większość dziewczyn woli kupić rzeczy osobiście tzn. w sklepach. Wybierają bezpośredni kontakt z ubraniami a także z ludźmi. Mogą przymierzyć i dotknąć daną rzecz. W sieci jest to niemożliwe, ale z drugiej strony takie zakupy są wygodniejsze.


Ciekawym, ale nie zawsze dobrym rozwiązaniem jest robienie zakupów na wyprzedażach. Ceny są wtedy niższe, ale nie raz jest tak, że są wysokie i w żadnym wypadku nie kojarzą się z wyprzedażą.


Zdarza się też, że podczas wyprzedaży nie myślimy logicznie i kupujemy pod wpływem emocji i chwili. Po powrocie do domu oraz przemyśleniach, dochodzimy do wniosku, że tak naprawdę dana rzecz nie była nam wcale potrzebna.
 

Do zakupów należy podchodzić z pewnym planem i racjonalnym myśleniem choć nie zawsze jest to łatwe, bo chyba każdą z nas dopadł kiedyś szał zakupów :)


Tak więc drogie Panie oszczędzić się da, tylko trzeba znaleźć odpowiednią drogę oraz swój własny konsekwentny sposób, którego trzeba się rygorystycznie trzymać i wcielić go w życie.

 

Natalia Kurpisz, 19l.

kurpisz

 

Czytaj więcej...

Umyj mi samochód, to dostaniesz pięć. O tym, jak nauczyciele i wykładowcy wykorzystują uczniów oraz studentów

Niedawno głośna była sprawa księdza z Lubina dotycząca zlizywania bitej śmietany przez uczniów z jego kolan. Zastanawiając się nad nią przypomniało mi się wiele innych podobnych sytuacji, o których niestety nikt poza uczniami nie wiedział.

Skrajne zachowania wychowanków oraz ich nauczycieli czy wykładowców pojawiają się w momencie, gdy brakuje kilku punktów i zaliczonych kolokwiów do świadectwa z paskiem, przejścia do następnej klasy, na kolejny rok studiów. Wykorzystują to nauczyciele, którzy w zamian za postawienie odpowiedniego stopnia żądają usług nie mających nic wspólnego ze szkołą.

Poniżej podam kilka przykładów, których albo ja, albo moi znajomi byli świadkami.
Liceum
Moja rok młodsza siostra opowiada mi o tym, jak jedna z jej koleżanek usilnie chciała dostać szóstkę z religii. Brakowało jej właśnie tej oceny do zdobycia świadectwa z paskiem. Nie chciała lub nie miała możliwości podniesienia swoich stopni z innych przedmiotów, więc postanowiła „pognębić” o to księdza, ponieważ jak powszechnie wiadomo nota z wychowania katechetycznego wlicza się do średniej. Prowadzący był niezbyt chętny do wyświadczenia jej takiej uprzejmości tym bardziej, że dziewczynie wychodziła czwórka. Ale ona miała swoje sposoby. Wszyscy wiedzieli, że ksiądz lubi słodycze. Koleżanka mojej siostry zaczęła mu więc je przynosić. A to dlatego, że mama za dużo upiekła, a to ponieważ „pan tak marnie wygląda”. Na początku nic się nie działo, katecheta szybko wychwycił jej taktykę i korzystał na tym. Chciała to dawała, on jej do niczego nie zmuszał. Niby nie, ale kiedy raz jej nie było na rzeczonym przedmiocie, upomniał ją na korytarzu następnego dnia, że teraz jest mu „winna” dwa razy więcej. Naiwna uczennica starała się dalej. Przyszła w końcu pora na wystawienie końcowych ocen. Jakże panna się zdziwiła, kiedy ksiądz oznajmił jej, iż szóstkę dostanie, kiedy tylko umyje mu samochód. Żadnej tajemnicy z tego nie zrobił, powiedział to w obecności wszystkich uczniów i właśnie w tej sytuacji kazał dziewczynie przyrzec, że takie zobowiązanie wypełni. Ta oczywiście się na to zgodziła i szóstkę dostała. Ale opinię wśród kolegów i koleżanek miała niemiłą.

Świadkiem kolejnej sytuacji byłam sama. Także w liceum
Nie pamiętam, czy w pierwszej, czy drugiej klasie przyszła do nas na zastępstwo nowa polonistka. Młoda, chociaż nie zaraz po studiach. Miła, sympatyczna, nieporadna. Często zamiast rozmawiać o Mickiewiczu, Sienkiewiczu czy Baczyńskim nasze tematy krążyły wtedy (w ramach lekcji oczywiście) wokół naprawy kranu, posługiwania się komputerem, skrzypiących drzwi. Nagle nie wiadomo dlaczego (ironia) koledzy z najgorszymi ocenami zaczęli dostawać piątki. Za co? Właśnie za ten kran, drzwi, komputer i załatwianie wielu innych spraw za tą panią. Rodzice zadowoleni, ci uczniowie też, polonistka także. I tylko nieliczna grupka dziewczyn i niektórych chłopców płakała po kątach za poprzednią nauczycielką, która była surowa, ale pod jej wodzą zdanie matury to byłaby pestka. Na szczęście dla nas z pomocą przyszła pani dyrektor. Być może ktoś ją zawiadomił, dotarła do niej opinia z poprzedniej szkoły, w której uczyła nowa polonistka, lub sama zorientowała się, co się dzieje. Zaczęła obserwować nasze lekcje, zadawać różne pytania, a i nas zachęcała do tego, aby zaspokoić polonistyczną ciekawość. Okazało się oczywiście, że nie tylko na temat naprawy kranów nauczycielka języka polskiego nic nie wie. Dziwnym trafem myliły jej się daty wydań, śmierci, urodzin, nie mówiąc już o tym, że czasem nie pamiętała w ogóle, kto jakie dzieło napisał. Cóż, pożegnaliśmy się z nią częściowo ze smutkiem (koledzy pomagający jej poza szkołą), a częściowo z ogromną radością (ci płaczący po kątach).

Ostatnia sytuacja wydarzyła się na jednej z politechnik
Jak powszechnie wiadomo na pierwszym roku zdarzają się wykładowcy stawiający sobie za cel oblanie jak największej liczby osób. Na jednych ćwiczeniach pewien prowadzący pokazał nawet wykres przedstawiający ile procent roku w jakich latach oblał. Liczby szły rosnąco oczywiście, żeby nie pozostawić studentom żadnej nadziei na to, iż w tym roku będzie mniej wyrzuconych osób. Ale wróćmy do konkretnej sytuacji, którą zamierzam opisać. Otóż pan profesor oblewał ze szczególną satysfakcją studenta o imieniu Michał. Znamienne przezwisko młodego adepta – Bob Budowniczy – kazało przypuszczać temu oto profesorowi, że jego uczeń zajmuje się budowaniem różnego rodzaju rzeczy jak domy, szopy, altany. Trafił oczywiście w dziesiątkę. Najgorsze dla niego było to, że Michałowi tak świetnie idzie robienie w praktyce czegoś, z czego z teorii na zajęciach notorycznie stawiał mu dwóje. Sytuacja ta wyśmiewała cały system nauczania i stawiała profesora w sytuacji, w której musiał udowodnić, że nie da się na dłuższą metę konstruować budowli bez znajomości wzorów, teorii itp., czyli rzeczy, których on nauczał. Ponieważ nie znajdował wyjścia z sytuacji, oblał Boba Budowniczego już drugi rok. Ten znów wziął przedmiot na warunek i spotykali się na zajęciach. Po pewnym czasie profesor uległ i chciał w ten oto sposób załatwić sprawę: postawi Michałowi tróję, jak ten zbuduje mu ładną altanę w ogrodzie. Student przystał na takie warunki i zrobił co trzeba. Z tym, że w zamian za chamstwo profesora odpłacił mu się niezbyt fachową robotą. Trójkę w indeksie ma do dzisiaj i studiuje już na trzecim roku, natomiast altana rozsypała się po kilku miesiącach. Z profesorem już się nie spotka na kolejnych latach studiów, za co Bogu dziękuje, ale mimo wszystko miło go wspomina.

No i co myśleć o przeczytanych historiach? Uczniowie sami sobie są winni? Może powinni takie rzeczy zgłaszać? Tylko, że wtedy nie dostaną wymarzonej oceny lub nikt im nie uwierzy. Bo jak ma się mierzyć student z profesorem, który uczy trzydzieści lat? Co z tego, że z wiekiem się zmienił i jego psychika została do tego stopnia wyczerpana, że powinien iść na wcześniejszą emeryturę zamiast starać się wyrzucić ponad połowę roku? A kontrola na uniwersytecie? Zagadnienie śmiechu warte. Temat pozostawiam otwarty.

Nie pojawiły się tutaj żadne wzmianki na temat wykorzystywania seksualnego, indeksów wyrzucanych z trzeciego piętra przez wykładowców, wrednych pań w dziekanacie, nauczycielek podlizujących się do dzieci bogatych rodziców i wielu innych, bo to już inne historie, chociaż równie absurdalne...

Anita Karolczak, 22l.

 


 

8-12

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

 

Czytaj więcej...

Studencki kąt

Wiele z nas drogie studentki decydując się na studia dzienne zmuszona jest do opuszczenia rodzinnego domu. Jest to ważny moment w życiu każdej z nas. Rozpoczynamy wtedy nowy etap w swoim życiu. Stajemy się bardziej samodzielne.

Aby to nastąpiło musimy zamienić nasz piękny, ukochany i jedyny w swoim rodzaju pokój na nieznane i obce miejsce. Gdy rozpoczynamy poszukiwania lokum kierujemy się kilkoma odnośnikami. Musimy odpowiedzieć sobie na pytania: ile pieniędzy możemy wydać miesięcznie na wszelkie opłaty związane z mieszkaniem, z kim chcemy mieszkać oraz zastanowić się nad lokalizacją. Są to kluczowe odpowiedzi, które ułatwią nam poszukiwania pokoju.

Ja, jako studentka pierwszego roku, również musiałam rozejrzeć się za pokojem. Uwierzcie mi, że znalezienie swoich czterech ścian w gruncie rzeczy wcale nie należy do najłatwiejszych zadań.

Jest wiele sposobów na wyszukiwanie lokum. Najłatwiej szukać w Internecie, gdzie roi się od takich ofert. Popularne strony, z których korzystają studenci to portal gumtree.pl, tablica.pl, wspollokator.pl. Każdy, kto chce wynająć pokój czy mieszkanie może zobaczyć zdjęcia, które są zazwyczaj umieszczane w danym ogłoszeniu. Osoby, które poszukują swojego kąta, też mogą umieścić własne ogłoszenie. Można wynająć pokój 1-osobowy lub jeśli macie zaufaną osobę to 2 lub 3-osobowy.

Ja rozpoczynam studia w Poznaniu i tutaj też szukałam pokoju. Jeśli chodzi o ceny to są bardzo zróżnicowane. Wszystko zależy od warunków, standardów oraz lokalizacji. Im bliżej centrum tym ceny są większe. W przybliżeniu wahają się one od 400 zł od osoby za pokój 2-osobowy do nawet 700 zł od osoby. Z kolei pokój 1-osobowy to minimalny koszt 500 zł. Ponadto należy doliczyć dodatkowe opłaty takie jak np. Internet oraz kaucje, która jest opłatą zwrotną i wynosi zazwyczaj jedną ratę czynszu.

Zauważyłam, że wiele starszych osób wynajmuje pokoje studentom. Wtedy mają oni nieco niższe ceny.

Ja natomiast wolałam zamieszkać w mieszkaniu studenckim z tego względu, że nie znam zbyt dużo osób w Poznaniu i kontakt z osobami w moim wieku na pewno ułatwi mi tam życie. Nie chodzi tylko o to, że mogę z nimi gdzieś wyjść i poimprezować, ale przede wszystkim, że oni również studiują i zawsze to lepiej i raźniej mieć obok siebie takie osoby.

Inną grupą pozyskującą lokatorów to właściciele, którzy mieszkają bezpośrednio w mieszkaniu czy też domu. Osoby, które zdecydują się na wynajem właśnie od nich, powinny być przygotowane na ciągłą kontrolę właścicieli, przynajmniej jest tak w większości wypadków. Wtedy o organizowaniu imprez możecie zapomnieć.

Moje doświadczenie z poszukiwaniem pokoju jest naprawdę duże. Najpierw byłam zdecydowana na pokój 2-osobowy, ale z racji tego, że nie zawsze można liczyć na uczciwość innych, postanowiłam, że najlepszą opcją będzie dla mnie pokój 1-osobowy. Po przejrzeniu ofert w Internecie i wyłonieniu najciekawszych zrobiła mi się całkiem spora lista, oczywiście z czasem coraz krótsza. Niektóre z ofert musiałam eliminować z różnych powodów takich jak np. wysoka cena mimo wcześniejszego podania niższej, braku możliwości wizyt rodziny czy znajomych (1 wizyta w miesiącu max.4 osób), mieszkanie z właścicielem lub starszą osobą. Kilkakrotnie natknęłam się też na ogłoszenie dodane przez biuro nieruchomości, które życzyło sobie opłaty w wysokości 400 zł. Pomyślałam sobie, że sama mogę znaleźć ciekawą ofertę i zaoszczędzić 400 zł.

Po trzykrotnym zasileniu karty w moim telefonie komórkowym i wykonaniu niewątpliwie dużej ilości połączeń, umówiłam się na obejrzenie kilku pokoi. W dwóch przypadkach przeszłam casting. Było to dla mnie okropne zdziwienie. W pierwszym - casting przeprowadzał właściciel, który spośród kilu osób wybierał jedną. Spytany, czym kieruje się podczas wyboru tej właściwej, szybko zmienił temat, więc odpowiedzi się nie doczekałam. W drugim przypadku nabór na współlokatora prowadzony był przez lokatorów. Na samym końcu dowiedziałam się, że poszukują oni jednak chłopaka. No cóż, tak oto zakończyła się moja historia z udziałem w castingach na współlokatora. Naprawdę się zastanawiam, czym kierowali się podejmując taką decyzję. Mają oni jakąś swoją skale, w której w skład wchodzi: wygląd, osobowość, ubranie, studiowany kierunek? Nie rozumiem takiego przedmiotowego traktowania ludzi.

Gdy już opadłam z sił i powoli zaczęłam się denerwować brakiem pokoju znalazłam interesującą ofertę. Po wykonaniu telefonu dowiedziałam się, ze nie ma tam castingu, z czego się ucieszyłam. Nie zastanawiając się długo umówiłam się na oglądanie pokoju i wynajęłam go. Tyle poszukiwań i zamieszania z powodu pokoju. No, ale cóż tak teraz wyglądają realia, w których my studenci musimy się odnaleźć i sobie poradzić.

Mam nadzieję, że każda z Was znalazła swój nowy pokoik, z którego jest zadowolona oraz w którym niebawem rozpocznie lub już rozpoczęła swoje studenckie życie.

 

Natalia Kurpisz, 19l.

kurpisz

 


 

7-12

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Pierwsze starcie - przemyślenia studentki „przyszłego” pierwszego roku

Niebawem, bo już 1 października rozpocznie się Nowy Rok Akademicki. Dla przyszłych „nowych" studentów, różnego rodzaju spotkania zapoznawcze odbędą się pod koniec września.

 

Dla wielu osób w tym też dla mnie rok akademicki poprzedzony jest najdłuższymi wakacjami w życiu. Są to wakacje dla maturzystów. Maraton maturalny dla większości z nas zakończył się pod koniec maja, więc te wakacje trwają naprawdę długo. W końcu musimy zregenerować nasz organizm i odpocząć od nauki, która towarzyszyła nam prawie bezustannie przez ostatni ciężki rok.

 

Kiedy to 29 czerwca było ogłoszenie wyników z matury znaczna część po uprzednim zalogowaniu się i wypełnieniu wymaganych formularzy, udała się do swojej wymarzonej uczelni i złożyła odpowiednie dokumenty po to, aby przyjąć status studenta i od października rozpocząć studia. Mam nadzieję, że tak jak ja, każda z Was drogie dziewczyny dostała się na wymarzony kierunek studiów, na którym będzie mogła realizować swoje marzenia, plany i pasje.

 

Nie podlega dyskusji, że niezapomnianym momentem w życiu jest ogłoszenie, oczywiście tego pozytywnego wyniku rekrutacji. To wtedy można usłyszeć lub przeczytać, że dostałyśmy się na wybrany kierunek.

 

Co wtedy, kiedy kończą się wakacje i powoli zaczynamy myśleć o zbliżającym się Roku Akademickim? Zdaję sobie sprawę, że dla wielu z nas jest to czas, kiedy zaczynamy się usamodzielniać i uniezależniać poprzez wyprowadzenie się z rodzinnego domu, a nawet z miejsca zamieszkania. Tak, więc spora część szuka pokoju lub mieszkania do wynajęcia, a wybór jest naprawdę duży. Nie każdego jednak stać na wynajem, więc niektóre osoby wybierają akademik lub studia zaoczne.

 

Nie wiemy jak będzie się nam mieszkało w innym miejscu, ale cieszymy się z nowego rozpoczynającego się etapu w naszym życiu. Szczególnie dla nas osób rozpoczynających studia rodzi się wiele obaw związanych z dalszą edukacją. Czy poradzimy sobie z nauką i sesją egzaminacyjną, o której tyle słyszałyśmy? Czy poznamy interesujące i ciekawe osoby, z którymi znajdziemy wspólny język? Te i wiele innych pytań będą w naszej głowie jeszcze sporo czasu. Dobrze, że stawiamy sobie takie pytania. To oznacza, że nie jesteśmy pewnymi siebie narcyzami tylko z pokorą i wiarygodnością patrzymy w przyszłość.

 

Na pewno okres studiów jest bezpowrotnym czasem. Niektórzy nazywają go ,,przedłużeniem młodości", bo zaraz po szkole średniej nie trzeba iść do pracy tylko do kolejnej szkoły. Przecież są też osoby, które godzą pracę i studia zaoczne. Nieraz studiujący w trybie dziennym również sobie dorabiają, aby finansowo odciążyć rodziców. Jednak nie zawsze jest łatwo pracować i studiować.

 

Na pewno niektóre z Was dopadła wątpliwość czy wybrany kierunek jest tym odpowiednim. Popatrzcie na to w ten sposób, skoro do tej pory byłyście przekonane, co to intratności i adekwatności tego kierunku, to nie jest Wam on obojętny. Jednak na to pytanie w 100% odpowiecie sobie same za jakiś czas. Mam wielką nadzieję, że poradzimy sobie z tym wielkim wyzwaniem, jakim są studia i z miłą chęcią będziemy go wspominały. Natomiast wiedzę i umiejętności, które zdobędziemy będziemy wykorzystywały w wymarzonej pracy.

 

Natalia Kurpisz, 19l.

kurpisz




5-12


 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS