Menu

logo tjk main 

Kiedy w związek wkrada się rutyna i nuda... Jak temu zapobiec?

Początek znajomości między mężczyzną i kobietą to najbardziej emocjonujący czas. Najpierw dokładamy starań, by tę drugą osobę do siebie zachęcić, zaimponować czymś, co sprawi, że jej zainteresowanie będzie rosło i będzie chciała nas poznać bliżej.

Kiedy już się to uda, chcemy na każdym spotkaniu wypaść jak najlepiej. Nie ma mowy, by wyjść z ukochanym do kina, czy na kawę w tym samym stroju, który miałyśmy na sobie poprzednim razem, z niezadbaną fryzurą, czy bez makijażu. Chcemy wyglądać tak, aby nie mógł oderwać od nas wzroku i żeby absolutnie nie przyszło mu do głowy obejrzeć się za inną.

Panowie również przykładają dużą wagę do tego, by nas powalić na kolana. I nie chodzi tylko o to, że są świeżo ogoleni i pachnący, mężczyźni potrafią zupełnie nieźle komponować ubranie i zachwycić dobrym gustem.

Kiedy tzw. pierwsze lody są już przełamane i czujemy się w swoim towarzystwie wystarczająco swobodnie, chcemy przeżywać wspólnie jak najwięcej chwil. Pomysłów nigdy nie brakuje. Nieważne, czy pójdziemy na szarlotkę do ulubionej cukierni, posiedzimy w parku, ciesząc się sobą, czy wybierzemy razem do pubu. Sama myśl, że robimy coś razem jest niesamowita.

Jeśli jeszcze nie mieszkamy razem, czułe pożegnania, tęsknota i zwykły SMS o treści „dobranoc”, sprawia, że czujemy się szczęśliwi, bo wiemy, że jest ktoś, kto o nas myśli. Po pewnym czasie nabywamy przekonania, że to jest osoba, z którą chcemy iść przez życie. Mamy te same pasje, potrafimy rozmawiać ze sobą przez pół nocy, śmiać się z tych samych dowcipów, oglądać te same filmy. Nadchodzi więc moment na poważne decyzje związane z przyszłością. Albo postanawiamy się pobrać, albo po prostu zamieszkać ze sobą, by mieć dla siebie więcej czasu, bez konieczności rozstawania się na dłużej, niż wymaga tego praca.

Najpierw nieopisana radość łączy się z pewnymi obawami. A co, jeśli nie sprawdzę się w roli żony? Może on ma inne wyobrażenia na temat naszego partnerstwa? Znów dochodzimy do momentu, w którym musimy się starać.

Poznajemy swoje przyzwyczajenia i chcemy im sprostać, by najzwyczajniej w świecie sprawić sobie przyjemność.

Jednak po kilku latach jesteśmy już pewni, że wiemy o sobie wszystko. Pojawia się monotonia a każdy dzień zaczyna przypominać jakiś niepisany schemat. Wstajemy rano, każde je śniadanie w biegu, spieszy się do pracy. Jeśli wychowujemy dzieci, to przygotowujemy poranny posiłek dla wszystkich, wkładamy drugie śniadania do woreczków i zajmujemy się codziennymi czynnościami. Potem dom po kolei zapełnia się domownikami, obiad i zaczynamy zdawkowe rozmowy, typu: „Jak tam w szkole? - Ok.”. „Jak w pracy? - W porządku.” I właściwie każdy zajmuje się swoimi sprawami. Dzieci biegną do komputera, mąż siada przed telewizorem a Ty zabierasz się do mycia naczyń po posiłku, potem pranie, sprzątanie i padasz z nóg….

Jeśli zaś jesteście tylko we dwoje, również może dopaść Was znudzenie. On woli wyjść wieczorem na mecz z kolegami, Ty biegasz do koleżanek na pogaduchy. Do kawiarni już nie chodzicie, bo przecież kawę można wypić w domu. Do kina nie ma sensu iść, skoro prawie każdy posiada dziś płaski, ogromny telewizor. Zmęczenie nie pozwala nieraz na romantyczny, pełen uniesień wieczór. Zamiast seksownych haleczek zakładasz wygodną, bawełnianą piżamę do łóżka. Wyczerpani codziennymi obowiązkami nie macie nastroju na spontaniczne zbliżenia. W Waszej sypialni zieje nudą…!

Po pewnym czasie stwierdzasz, że właściwie nie masz już chęci, ani siły, by zadbać o siebie, w końcu nic się nie stanie jak jutro umyjesz włosy, albo pochodzisz cały dzień w dresie. Przecież po tylu wspólnych latach nie będziesz mu otwierać drzwi w szpilkach, miniówce i bluzce z dekoltem, bo pomyśli, że zgłupiałaś, albo, że go zdradzasz. I tak rodzi się prawdziwy wróg związku - rutyna.

Aby do niej nie dopuścić, przede wszystkim oboje musicie pozbyć się błędnego myślenia. Zwykle sądzimy, że taka jest kolej rzeczy- najpierw silne zauroczenie, potem głębokie poczucie stabilizacji, bez tej ekscytacji partnerem, która była, kiedy się poznaliśmy. Myślimy, że to normalne, skoro wybrał właśnie mnie i zbudowaliśmy poważny związek, to znaczy, że jest już mówiąc językiem potocznym „zaklepany” i etap starań jest już zakończony. Jednak w dalszym ciągu każdy z nas potrzebuje oprócz tej więzi zwykłych bodźców, dotyku, pocałunków, przytulania. Przecież najlepszym lekarstwem na trudności, z którymi musimy się zmagać każdego dnia, jest właśnie to, że możemy podzielić się naszymi odczuciami z drugą, bliską sercu osobą. Dzięki jej czułości możemy oderwać się od szarej rzeczywistości.

Aby ożywić relacje z partnerem, naprawdę nie potrzeba wiele wysiłku. Podstawową zasadą jest to, by jak najwięcej rzeczy robić wspólnie. Nie pozwalajmy na to, by nasze życie toczyło się gdzieś obok niego. Jeśli w większości Wasz wolny czas wygląda tak, że Ty rozwiązujesz krzyżówkę, a On przerzuca kanały w tv, to pora na zmiany. Wybierzcie się w miejsca, w których wcześniej bywaliście. Usiądźcie przy tym samym stoliku w restauracji, zamówcie te same dania, co kiedyś i powspominajcie, jak było wtedy. Zapewne skończy się tak, że oboje będziecie zaśmiewać się do rozpuku ze swojego zachowania podczas pierwszej randki.

Może warto wygospodarować trochę czasu, by zaplanować sobie wycieczkę w weekend? Na pewno nieraz marzyliście, by zwiedzić jakieś ciekawe plenery. Zróbcie to. A kiedy nie ma takiej możliwości, wystarczy zwykły spacer, nieważne, czy sami, czy z dziećmi, byle wspólnie.

 

Dobrym pomysłem są też drobne niespodzianki. Słuchajcie się uważnie nawzajem, może on ma ochotę zjeść coś, czego od dawna nie miałaś czasu przyrządzić. Z pewnością mile go zaskoczysz podając kolację z jego ulubionym przysmakiem w roli głównej. Jeśli lubi słuchać muzyki jakiegoś zespołu, który właśnie wydał płytę, a Ty mu ją uroczyście wręczysz, tak zupełnie bez okazji, również będzie zachwycony.

Nie szczędźcie też sobie czułych słów. Znacznie więcej radości przyniesie krótki SMS, gdy wiesz, że właśnie siedzi w pracy, że myślisz o nim i nie możesz się doczekać, kiedy wróci, niż suche pytanie: „Kiedy będziesz, bo nie wiem, na którą robić obiad?”

Przypominanie, że ukochana osoba wciąż jest dla nas najważniejsza, niewiele kosztuje, a potrafi dodać skrzydeł.

Receptą na udany związek podzieliła się ze mną 36-letnia Julia:

„Jesteśmy małżeństwem od dziesięciu lat. Oboje wiemy, że o związek trzeba zabiegać cały czas. To prawda, że nieraz po ciężkim dniu nie ma na nic ochoty. Ale tak naprawdę liczą się nawet drobne gesty. Nawet kiedy oglądamy wspólnie film na DVD, siedzimy przytuleni do siebie. Uwielbiam, kiedy on komentuje niektóre sceny, potrafi rozbawić mnie do łez. Kiedy mamy wolne, gotujemy razem. Nie ma wiecznego wypychania, ty zrób herbatę, a ty zajmij się dziećmi, odciążamy się nawzajem z obowiązkami. Wychodzimy także wspólnie, wiadomo, że mając rodzinę nie zawsze można pozwolić sobie na późną kolację w lokalu, ale lubimy np. wybrać się do znajomych na grilla, dzieciaki dokazują po ogrodzie, a my też mamy czas na rozmowy i relaks. Ostatnio razem postanowiliśmy zrobić remont kuchni, co prawda ja niewiele się na tym znam, ale pomagałam, ile mogłam. Po wielu zmaganiach wreszcie się udało, usiedliśmy na podłodze zmęczeni, ale szczęśliwi, jakbyśmy dokonali niewiarygodnego cudu. Kiedy w zeszłym tygodniu mąż musiał wyjechać w delegację, wstałam rano i znalazłam na lodówce przyczepioną magnesem krótką informację: „kocham Cię. Będę tęsknił.” Serce mi podskoczyło do góry. Snułam się po domu i brakowało mi go jak nigdy. Takie właśnie drobnostki, fakt, że myślimy o sobie nieustannie sprawiają, że nie ma miejsca na ochłodzenie uczuć.”

Żeby odnieść prawdziwy sukces i nie poddać się rutynie, potrzeba pracy obojga partnerów. To nie może być tak, że Ty się starasz ze wszystkich sił, wymyślasz wspólne zajęcia, umawiasz Was z przyjaciółmi, a on kręci nosem, że mu się nie chce i najchętniej spędziłby dzień w fotelu. Warto porozmawiać szczerze o naszych oczekiwaniach, o tym, co nam się nie podoba. Obraz wiecznie naburmuszonego faceta spoglądającego znad gazety, albo kobiety spędzającej większość wieczoru na portalach społecznościowych, nie pobudzi wzajemnej fascynacji.

Trzeba pamiętać, że oprócz tego, że tworzycie podstawową komórkę społeczną, jesteście wciąż parą zakochanych w sobie osób, mających swoje pragnienia, potrzebujących bliskości. Nie myślcie, że w związku wszystko Wam się należy. Jeśli już udało się odnaleźć tą jedną, wielką miłość, to dbajcie o nią z całych sił!

Agnieszka Witkowska, 31l.




7-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Pokochać zakazany owoc - o miłości do duszpasterza

Historia pierwszych ludzi na ziemi jest wszystkim dobrze znana. Mieszkańcy Edenu - Adam i Ewa, kraj mlekiem i miodem płynący. Jeden zakaz, jedno skuszenie, jeden grzech. Wygnanie z raju pełnego harmonii, spokoju i szczęścia, na zawsze zmieniło ich los.

Dziś Ewą nazwiemy parafianki, soczystym jabłkiem-uczucie, a Adamem-sługę Bożego…księdza. Czy współcześnie z ust Adama również spływa słodki sok owocu?

Celibat narzędziem kontroli i posłuszeństwa?
Coraz częściej, w kręgach świeckich porusza się temat aseksualności duchownych. Coraz częściej też, głos zabierają ludzie, których problem stricte dotyczy. Czym więc jest celibat? Dla jednych krzyż, dla innych łaska…

W początkowym okresie rozwoju chrześcijaństwa, jedynie zalecano wstrzemięźliwość seksualną, nie była ona obowiązkiem. Argumentowano to faktem, iż każdy kapłan powinien być bliżej Boga, a nie zajmować się przyziemnymi sprawami. Styl życia polegający na abstynencji seksualnej i bezżenności, praktykowany był wyłącznie przez gorliwych. Do końca XII w. zaszczyt kapłaństwa przysługiwał również żonatym kandydatom. Nic nie stało na przeszkodzie, by u boku kobiety głosić Ewangelię, do czasu…

Ostatecznie wprowadzono powszechny zakaz relacji damsko-męskich w środowisku kościelnym podczas Soboru Trydenckiego w XVI w. Jeśli mężczyźni nie byli w stanie wstrzymać się od obcowania seksualnego z kobietą, zostawali usuwani. Wprowadzono także obowiązkowe seminaria duchowne, które bezwarunkowo miały przygotować przyszłych pasterzy do odmiennego trybu życia. Można by rzec, że Kościół rozpoczął swoiste tworzenie własnej armii. Uczono przy tym, że tylko czystość ciała i ducha, brak nieprzyzwoitych myśli, doprowadzi kapłana do Najwyższego. Wszystko to jednak miało na celu pozbycie się podstawowego problemu-dziedziczenia i rozdawania kościelnego majątku. Dlatego słowo „seks” przestało teoretycznie funkcjonować wśród kapłanów.

Nie da się niestety zaprzeczyć, tym bardziej ukryć faktu, że seksualność jest wartością witalną. Pozwala ona na utrzymanie zdrowego trybu życia i niezaburzonych relacji z innymi ludźmi. W takiej sytuacji celibat, traktowany, jako coś nadrzędnego, przyczynia się do wielu frustracji, zmian osobowościowych, a przede wszystkim rodzi dewiacje seksualne. Dlaczego zatem Kościół pozwala na tego typu wynaturzenia i na zmianę wewnętrznego „ja” każdego młodego seminarzysty?

Jak napisał autor książki „Byłem księdzem”: „Powodem, dla którego wprowadzono celibat nie jest czystość, ponieważ nigdy nie potępiano księży za konkubinat. Chodzi tu raczej o kontrolę nad nimi i ich pełną dyspozycyjność, a jednym ze źródeł jest odwieczne deprecjonowanie kobiet przez Kościół”.

Kapłaństwo - co jest w nim takiego niezwykłego?
Jakie osobowości zazwyczaj decydują się na drogę duszpasterza? Zwykli, normalni, bez żadnych wydziwiań i 24-godzinnego klepania pacierza młodzi mężczyźni. Podobno powołanie czuje się głęboko w sercu, więc gdy tylko stwierdzą, że to właściwa ścieżka, z wielkimi ideałami przekraczają bramę seminarium. Przyszli księża to przeważnie mądrzy, oczytani, wrażliwi chłopcy, którzy pragną oddać się posłudze Bogu.

Seminarium duchowne nie skupia się wyłącznie na kwestiach teologicznych. Ma ono również za zadanie przygotować przyszłego księdza do życia w samotności, bez żony i dzieci. Z powodu pewnego rodzaju hermetyczności tego miejsca, a więc nie możności kontaktowania się fizycznie i emocjonalnie z płcią przeciwną, kleryk tworzy swój własny świat lub narzucony przez instytucję. Tajemnicze, nieodkryte przez nikogo osobowości w „mundurach”(a za mundurem panny sznurem!), są traktowane przez osoby świeckie niemalże jak nadludzie.

Przestrzeganie celibatu przez księży jest rozpatrywane pod wieloma kątami. Chociaż wypowiedź socjologa prof. Józefa Baniaka w jednym z wywiadów, stawia tę kwestię w klarownym położeniu: „Seminarium wpaja klerykowi model kapłaństwa celibatycznego, jednak jest zupełną fikcją, że temu modelowi można całkowicie poddać świadomość każdej jednostki. Spory odsetek księży zna tę teorię kapłaństwa celibatycznego, ale nie zamierzają w najmniejszym stopniu jej realizować”.

I tak młody ksiądz, po spędzeniu kilku lat wyłącznie w towarzystwie kolegów, trafia na parafię. Zaczyna on prowadzić Msze Św., uczyć katechezy, uczestniczyć w spotkaniach oazowych, a tam dookoła…kobiety. Jemu doskwiera samotność, brak kontaktu seksualnego, może nawet kryzys wiary. Kobietę natomiast fascynuje jego dobroć, uczynność i pierwiastek niewinności. Dwie różne osoby, dwa odmienne światy i początek zakazanej miłości.

Kim są współczesne Ewy-kusicielki?
Niewiasty, które ośmielają się burzyć zbudowany na solidnym fundamencie świat kapłana, to nie wyuzdane nimfomanki pragnące zasmakować inności. W przeważającej mierze, do grupy kusicielek należą dziewczyny z dobrych domów, religijne, posiadające świadomość roli, jaką pełni ksiądz we Wspólnocie.

Warto też zwrócić uwagę na jeden aspekt. Dlaczego akurat obiektem westchnień wielu kobiet zostaje ksiądz, a nie marynarz czy wojskowy? To równie ciekawe i „pociągające” zajęcia, a jednak kapłan stoi na czele.

Duchowny jest dla płci pięknej nieodkrytym typem osobowości. Przeważnie wiemy, co nas czeka po zbliżeniu się do wojskowego, jakich reakcji możemy się spodziewać. Nie wiemy natomiast, co skrywa serce człowieka, który dobrowolnie zrezygnował ze świeckiego życia, z kobiet i ojcostwa. Poza tym, przebywając w towarzystwie kapłana, niejedna z nas czuje aurę tajemniczości, nieosiągalności, a takie „atuty” kuszą nawet najgrzeczniejsze z parafianek.

Niemniej jednak, nie tylko sama skrytość i świadomość niedostępności przyciąga dziewczyny do noszących sutanny. Często magnesem staje się mądrość duchownego, jego zachowanie względem wiernych i sposób w jaki naucza. Słuchanie kazań czy nauk wygłaszanych przez taką osobę, może wywrzeć większe wrażenie niż spoglądanie na wyrzeźbioną klatę sportowca.

Tak o swoim zauroczeniu mówi 27-letnia Zosia. Pierwszy raz zobaczyłam Krzysia, kiedy wygłaszał kazanie na niedzielnej Mszy. Jego słowa zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Po powrocie do domu nie mogłam się nadziwić, że wreszcie pojawił się na parafii normalny ksiądz, który potrafi wygłosić kazanie, a nie wszystkich usypiać, jak do tej pory bywało. Tym bardziej się ucieszyłam, gdy okazało się, że to właśnie on będzie uczestniczył w naszych spotkaniach oazowych. Słuchałam go z zapartym tchem. Dyskusje ciągnęły się w nieskończoność. Często zostawałam po spotkaniach, by nadal z nim rozmawiać. Po pewnym czasie samo słuchanie i rozmowa przerodziły się w fascynację, a fascynacja w coś głębszego. Do tego stopnia opanował moje myśli, że podczas każdej Mszy po mojej głowie chodziło tylko jedno pytanie: „Kiedy go zobaczę?”.

A gdy narodzi się uczucie…
Nie jest tajemnicą, że znaczna liczba parafianek „strzela oczami” do swoich ulubionych księży. Jedne chowają się ze swoimi uczuciami w obawie przed reakcją otoczenia i samego zainteresowanego, inne natomiast, te odważniejsze duchem, próbują tworzyć coś niezwykłego, co pozwoli im na zaspokojenie nie tylko własnej zachcianki, ale i naturalnej, ludzkiej potrzeby wybranka, która w trakcie przygotowania do pełnienia roli duchownego, została uśpiona lub niepozornie wyparta.

Wielu heteroseksualnych kapłanów przyznaje po latach pełnienia służby Bogu, iż czują smak tęsknoty za życiem obok kobiety i posiadaniem potomstwa. Nie ma się czemu dziwić „Nic co ludzkie, nie jest im obce”. Wtedy to, na horyzoncie pojawia się niewiasta, a razem z nią wszelkie niezaspokojone pragnienia.

Po pewnym czasie zaprzyjaźniliśmy się ze sobą-mówi wspomniana wyżej Zosia. On z chęcią przychodził do mnie na herbatę, pożyczał mi książki i toczyliśmy nieprzerwane dyskusje. Rodzice zostawili mi kawalerkę, więc bez obaw przed „wścibskimi”, co też ksiądz u mnie porabia, mogliśmy cieszyć się swoim towarzystwem. Przychodził do mnie coraz częściej, aż pewnego dnia został na noc…

Pogląd, że celibat jest największą nagrodą czy łaską, jaką młody kleryk może otrzymać jest przekonaniem właściwym i realnym, ale wyłącznie w kategorii myśli religijnej i ideologiom jej przypisanym. Dlaczego mężczyźni, którzy pragną głosić słowo Boże, żyć w kręgu kultu religijnego, muszą rezygnować z tak oczywistego i naturalnego aktu jak kontakt z płcią przeciwną? Nakaz celibatu nie dotyczy samego księdza. Gdy narodzi się uczucie lub chociaż jego namiastka, celibat staje się brzemieniem również dla kobiety.

Po kilku naszych wspólnych spotkaniach zaczęły mnie nachodzić wątpliwości. W jego oczach też mogłam odczytać „Zdradzam Boga”. Zaczęło gryźć mnie sumienie, czy postępuję właściwie, czy go nie ranię, czy nie niszczę jego Powołania?-dodaje Zosia. Gdy wchodziłam do kościoła miałam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą, wszyscy wiedzą, za moment mnie ukamienują. Nie mogłam jednak powiedzieć: „Dość”. Pragnienie bycia z nim było silniejsze.
Zosia, jak wiele innych kobiet w podobnej sytuacji, nie potrafiła poradzić sobie z presją, jaka została jej narzucona, nie tylko od strony Boga, ale i zwykłych ludzi, a oni potrafią zranić najbardziej. W każdej parafii, ksiądz zwykle jest hołubiony i traktowany jak bóstwo. Przekonanie o czystości i wyższości kapłana ponad innych świeckich ludzi jest mocno pielęgnowane, szczególnie przez osoby starsze. Dlatego też, kobieta, która ośmieli się zburzyć nieskazitelną opinię o duchownym jest szkalowana niemal jak grzesznica stulecia. Tak też było w przypadku Zosi.

Po 2 latach trwania naszego romansu, stało się to, czego najbardziej się bałam. Nasza tajemnica została odkryta. Jego przenieśli na inną parafię, a ja musiałam się wyprowadzić z domu. Wszyscy z mojego otoczenia, szczególnie moi bliscy traktowali mnie jak ladacznicę. Kontakt z Krzysiem się urwał. Przy pożegnaniu usłyszałam tylko „ Ja nie mogę odejść z Kościoła”.

Jedna z forumowiczek „Stowarzyszenia Żonatych Księży i ich Rodzin” w swojej wypowiedzi ujęła okrutne, ale jakże prawdziwe stwierdzenie: „(…) Zabawiłaś się w zakazany owoc, smakuje, ale nie będzie z niego słodkiej konfitury”.

Życie z byłym księdzem
Czasem jednak wychodzą słodkie konfitury, choć z odrobiną goryczy, bo życie z byłym księdzem wbrew pozorom nie jest usłane różami.

Wielu z byłych duchownych musi zmierzyć się z codziennymi problemami, które dla nas, osób świeckich, są banalne, wręcz nie-problemy. Jednym z takich kłopotów jest znalezienie pracy. Seminaria, same w sobie, nie przygotowują młodych mężczyzn do konkretnego zawodu. Nawet na poziomie wykształcenia teologicznego „ex księża” nie mogą pracować w szkole i uczyć religii. Według opinii publicznej, dzięki takim działaniom, mogliby siać zgorszenie. Suma summarum, mężczyźni decydujący się wybrać taką drogę, często popadają w problemy natury finansowej. Z wypowiedzi socjologów wynika, iż tylko połowa z „dezerterów” potrafi odnaleźć się w nowej sytuacji.

Co więcej, nie tylko samą pracą człowiek żyje. Zmiana otoczenia, styl życia, wszelkie obowiązki czy przyzwyczajenia, również to daje o sobie znać. W takiej sytuacji na barkach kobiety spoczywa obowiązek pomocy w asymilacji partnera. Dlaczego tylko na jej barkach? Często zdarza się, że rodzina byłego duchownego nie może poradzić sobie z jego decyzją, dlatego też, odsuwają się od niego i jego nowej rzeczywistości. Wrażliwy, pełen obaw, niekiedy czujący piętno Judasza mąż, zazwyczaj może liczyć wyłącznie na pomoc i otuchę ze strony żony.

Historie grzesznej miłości ukazane na ekranie i papierze
Opowieści o miłości, która teoretycznie nie ma racji bytu, fascynują wielu przedstawicieli kinematografii. Która z nas nie miała okazji zobaczyć kultowego serialu pt. „Ptaki ciernistych krzewów”? Można by pomyśleć, że takie relacje między osobą świecką a duchownym to temat rzeka. Zainteresowanych motywem zakazanej miłości na pewno skuszą filmy jak: „ Mnich”- na podstawie książki, „ Zbrodnia księdza Amaro” lub „Grzeszne pocałunki”. Ciekawym jest fakt, iż te filmy pochodzą z Hiszpanii i Niemiec, ogólnie-Zachód. A gdzie w tym wszystkim jest Polska? Innym nurtującym pytaniem jest: Dlaczego zazwyczaj filmy parafianka-ksiądz nie kończą się „happy end’em”? Czy to ma na celu zniechęcenie potencjalnych kusicielek?

Może filmy pełnometrażowe o takiej tematyce nie są naszą domeną, aczkolwiek na pewno możemy o tym poczytać.
Wspomniany wcześniej prof. Józef Baniak napisał ciekawe książki poruszające „niewłaściwe tematy”. Jedną z takich publikacji jest „„Rezygnacja z kapłaństwa i wybór życia małżeńsko-rodzinnego przez księży rzymsko-katolickich w Polsce. Studium socjologiczne”. Kolejna książka, która warta jest przeczytania, chociażby po to, by ujrzeć prawdziwe oblicze tych, jak nam się wydaje nadludzi, to „Byłem księdzem” Romana Janosza (nie jest polecana dla osób patrzących na księży w kategoriach idealistycznych).

W ostatnich latach przeprowadzono wiele badań dotyczących problemów, z jakim księża, jaki i ich kobiety zmagają się wyłącznie przez jeden zakaz. Rzecz w tym, że instytucja w postaci Kościoła woli tuszować takie „pogwałcenie prawa”, aniżeli wprowadzić rozwiązanie, które byłoby najodpowiedniejsze dla obu stron. Ktoś w końcu musi się głębiej zastanowić nad skutkami, jakie niesie ze sobą owe brzemię.

 

Paulina Nawrocka, 23l.
etnolingwistyka UAM




7-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Jak zmienia się życie w związku gdy pojawia się dziecko - czy to koniec namiętności?

Narodziny dziecka wywracają całe życie do góry nogami. Kiedyś byliśmy tylko we dwoje, wszystko planowaliśmy tylko dla siebie, wolni i spontaniczni.

Teraz słowo „spontaniczni” można schować do szuflady. Mały Szkrab zawładnął nami całkowicie, bo wszystko co się dzieje ma związek wyłącznie z Maluchem.

Zwykłe wyjście do sklepu wymaga nie lada logistycznego zaplanowania - musi być dostosowane do pory posiłków, drzemek, zmiany pieluch. To mały człowieczek zdecyduje kiedy zjemy i kiedy pośpimy (albo i nie). Nie ma czasu na nic innego, zwłaszcza na początku, zanim „ogarniemy się” ze wszystkim.

A jak zmienia się związek?
Na pewno nie na gorsze. Jest inaczej, to fakt ale wcale nie gorzej. To prawda, że na początku MY schodzimy na dalszy plan, nie jesteśmy już sami dla siebie, ale jesteśmy my dwoje dla Malucha, przede wszystkim. Jednak nie oznacza to wcale, że namiętność wtedy wygasa. Jeżeli odpowiednio ją pielęgnujemy, to po krótkim uśpieniu, wraca, czasem z większą nawet siłą.

Przecież namiętność to też czuły pocałunek ot tak, po prostu, to przytulenie gdy jest się już naprawdę zmęczonym, to ukradkowy dotyk, czuły gest. Namiętność na takim etapie życia nie musi kojarzyć się wyłącznie z dzikim i namiętnym seksem. To tak naprawdę nasz sposób bycia razem. I w dodatku w nowym, innym już teraz życiu.

Często seks po porodzie przez dłuższy czas jest na bardzo dalekim planie, bo nie ma czasu, bo jest zmęczenie, ból, strach jak to teraz będzie.

Przecież urodziłam dziecko, zmieniłam się „tam”, zmieniłam się w ogóle. Jak partner mnie przyjmie, czy będzie inaczej, czy będę w jego oczach mniej atrakcyjna? Te pytania zadaje sobie każda kobieta, która urodziła dziecko. Nie jest łatwo obudzić w sobie tę kocicę, która królowała w sypialni przed ciążą.

Czasem jest i tak, że dla kobiety poród i ból mu towarzyszący jest tak traumatycznym przeżyciem, że boi się zbliżenia, często nawet boi się kolejnej ciąży.

Powiedzmy sobie szczerze, ostatnie uczucie jakie towarzyszy kobiecie po ciąży i porodzie to brak poczucia własnej atrakcyjności. Figura już nie ta, kilka dodatkowych kilogramów tu i ówdzie które wymagają czasu i pracy, by zniknęły. Do tego często brak czasu na wybranie się do kosmetyczki, na zakupy by odświeżyć garderobę i ubrać „nową” siebie.

Tylko często to wyłącznie nasz punkt widzenia. Nie zdajemy sobie jednak sprawy, jak widzi nas ukochany mężczyzna.

Zapytałam kiedyś kilku znajomych mężczyzn, jak widzą swoje ukochane po urodzeniu dzieci. Odpowiedzieli niemalże zgodnie, że zdecydowanie zmienił się stopień atrakcyjności ich partnerek, ale nie na niższy lecz na wyższy. Przede wszystkim mają dla małżonek wiele szacunku za to, że pokonały trud porodu. Nie wszyscy Panowie towarzyszyli przy porodzie, ale Ci którzy byli na porodówce zdecydowanie tego nie żałują, bo na własne oczy widzieli, ile kobieta musi znieść. Za to właśnie je uwielbiają i podziwiają. Ponadto wszystkie krągłości, które zyskały, zdecydowanie dodały im seksapilu a kobieta karmiąca to już w ogóle cud!:)

Ja, osobiście podchodzę do tego wydarzenia tak, że dzięki naszej miłości powstało nowe życie, „nasze” maleńkie życie. To sprawiło, ze nasz związek rozkwitł na nowo. Nieważne, że często nie ma czasu lub siły by sobie to okazać. Jednak te momenty, kiedy mamy czas tylko dla siebie, są magiczne, wykradzione, czasem długo wyczekiwane, ale dzięki temu tak wyjątkowe.

Wiem, że są i tacy mężczyźni, którzy towarzyszą partnerce przy porodzie a później ich zainteresowanie nią znika, bo widzieli ją w tych ciężkich chwilach. Ja osobiście nie znam takich mężczyzn, na szczęście.

Nie ma jednej recepty na namiętność w związku, gdy powiększa się rodzina. Każda para musi sama znaleźć swój złoty środek. Ale naprawdę nie jest to takie trudne, czasem tylko potrzeba trochę czasu, bo wielkie rzeczy nigdy nie powstawały „ot tak”.

Można przecież od czasu do czasu wygospodarować chwilę na kolację we dwoje, przy świecach, jak za dawnych czasów. Wbrew pozorom to nie takie trudne, gdy Maluch idzie spać trzeba tylko znaleźć trochę sił, by od razu nie usnąć ze zmęczenia. Wiadomo, że chwile które były kiedyś, już długo nie wrócą, ale to nie znaczy, że te nowe nie przyniosą szczęścia.

Im więcej nad czymś pracujemy, tym później bardziej to cenimy.

Najważniejsze jest jedno – pamiętajmy, że dziecko rodzimy nie dla siebie, lecz to nasz dar dla świata. Kiedyś ono pójdzie swoją drogą, usamodzielni się, założy własną rodzinę. Nie będzie z nami wiecznie.

A MY? Zostaniemy wtedy znów sami, we dwoje. Czy nie warto więc każdego dnia pracować nad tym, by w przyszłości nadal się kochać i umieć spędzać razem czas? By wtedy wciąż umieć cieszyć się sobą? Małżeństwo i namiętność nie kończą się wraz z pojawieniem potomka, to dopiero początek wspólnego, zupełnie innego, ale jakże pięknego życia.

Namiętność jest jak piękny kwiat, bez pielęgnacji i systematycznej pracy nie przetrwa. Warto więc znaleźć w sobie siłę, a przecież we dwoje zawsze łatwiej!

Magdalena Zbytek-Książkiewicz, 30l.




7-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Portale randkowe – ściema czy szansa na znalezienie prawdziwej miłości?

Zdania oczywiście są podzielone, ale jedno jest pewne, że portale randkowe są nowoczesnym i popularnym ostatnio sposobem na znalezienie partnera. Budzą one wiele skrajnych emocji. Wiele osób postrzega randki online jako coś, czego należy się wstydzić. Uważane są za ostateczność w przypadku, gdy nie można odnaleźć „tego jedynego” lub „tej jedynej” w bardziej konwencjonalny sposób.

Są różne portale randkowe, bezpłatne i płatne (tu trzeba uważać i dokładnie czytać regulamin, żeby nie wpaść w różnego rodzaju pułapki finansowe). Część portali stawia na szukanie poważnego związku, inne tylko na zabawę, romanse czy …sex. Niestety nie zawsze wiemy do końca jaki portal co sobą reprezentuje, ponieważ na każdym z nich rejestrują się różne osoby i nie zawsze uczciwe.

Jedno jest pewne, że w dzisiejszych czasach, żyjąc w takim pędzie dnia codziennego, często brakuje nam czasu na poznanie kogoś, dlatego coraz więcej związków powstaje właśnie dzięki znajomościom zawartym przez internet, m.innymi przez portale randkowe, ponieważ jest to dość proste i bez potrzeby wychodzenia z domu. Założenie swojego profilu to chwila, do tego krótki opis siebie, swoich zainteresowań i oczekiwań wobec potencjalnego partnera. Załączone zdjęcie (pod warunkiem, że my na nim jesteśmy) zwiększa szanse zainteresowania naszą osobą. Zaglądają tutaj młodzi i starsi, samotni, rozwodnicy, osoby będące w nieszczęśliwych związkach oraz ludzie po burzliwych rozstaniach i przejściach, czyli cała gama ludzkich historii i doświadczeń. Część osób jest bardzo ostrożna i podchodzi z dystansem do nowych znajomości a inni przejawiają kompletny luz.

Ważne aby „swój trafił na swego” i dwie takie same, pasujące do siebie połówki, mające takie same oczekiwania, odnalazły się wśród setek anonsów. Nie jest to niemożliwe! Trzeba mieć szczęście!

A jak to jest w praktyce?
Czytając czyjś profil na portalu randkowym możemy tylko mieć nadzieje, że podane informacje w formularzu są prawdziwe, tak samo jak opis wyglądu, czy załączone zdjęcie, bo przecież właśnie na podstawie tych krótkich ale jak ważnych dla nas informacji, decydujemy się na pierwszy kontakt.

Oczywiście na samym początku musimy sobie odpowiedzieć na podstawowe pytanie – kogo szukam i jaka konkretnie znajomość mnie interesuje? Często jest też tak, że osoba która zapewnia nas, że szuka kogoś na poważnie, potem daje nam sygnały, że interesuje ją tylko jednorazowa zabawa czy romans a my czujemy się oszukani. Warto być od samego początku szczerym i uczciwym. W ten sposób zaoszczędzamy czas sobie i drugiej osobie. Kłamstwa i tak wyjdą, wcześniej czy później.

Z obserwacji wynika, że panowie często kłamią na tego typu serwisach na temat swojego stanu cywilnego, czy wieku oraz mijają się z prawdą co do kilku szczegółów odnośnie wyglądu…Dla mężczyzn portal randkowy to okazja do poznania kobiety, która nie koniecznie musi być świadoma, czy jest on żonaty, czy nie. Z pewnością tak się zdarza, lecz nie jest to regułą. Panie natomiast zaniżają swoją wagę i też odejmują sobie lat, jednak coraz częściej par przyznaje, że poznali się drogą internetową!

Z założenia portale randkowe mają być miejscem w którym kobiety i mężczyźni szukają kogoś na randkę. Potem mamy nadzieje na poważny związek, założenie rodziny. Ale czy zawsze tak jest? Czy każdy rejestrując się na portalu randkowym szuka na poważnie? No właśnie…i dlatego musimy bardzo uważać i być czujni, żeby nie zostać oszukanym czy wykorzystanym, nie mówiąc już o okłamywaniu nas! Naiwnie myślimy, że za szkiełkem monitora komputera jest osoba, która pisze nam prawdę, bardzo chcemy w to wierzyć. Pewien procent ludzi jest uczciwy, ale lepiej mieć jasność sytuacji i umówić się na spotkanie w realu w celu weryfikacji danych - informacji, bo wtedy dowiemy się czy nasz rozmówca rzeczywiście ma tyle lat co pisał, wygląda tak samo jak na zdjęciu lub przedstawionym nam opisie itd. Niestety dopóki tylko korespondujemy mailowo, każdy może nas bezkarnie oszukiwać do woli, dlatego aby zbyt długo nie tkwić w tej niewiedzy warto podjąć ten odważny krok i szybciej się spotkać, zamiast tracić godziny, dni, noce, tygodnie na pisanie z kimś, kto potem okaże się zupełnie kimś innym. Rozczarowanie jest bardzo gorzkie i bolesne a my stajemy się jeszcze bardziej nieufni przy kolejnej znajomości, która właśnie może okazać się TĄ właściwą! Niestety ze względu na nasze wcześniejsze doświadczenia potem my możemy skrzywdzić kogoś, kto faktycznie jest uczciwy i ma wobec nas poważne zamiary. Nie okazując mu zaufania, nie wierząc w jego słowa, nie będziemy chcieli się z nim spotkać. Nie dając mu i sobie szansy nawet, nie będziemy wiedzieć o tym, że możemy stracić możliwość poznania kogoś naprawdę wartościowego!.

Ale nie wszyscy oszukują na portalach randkowych. Wokół nich pojawiło się również wiele mitów, które nie mają nic związanego z rzeczywistością.

Jest też część portali internetowych, które proponują wyselekcjonowanie dla użytkowników odpowiedniej osoby. Trzeba jedynie wypełnić test osobowy i odpowiedzieć szczerze na pytania w nim zadane. W opinii internautów jednak nie do końca sprawdza się ta metoda. Poza tym wiele osób jest zawiedziona propozycjami, które podpowiada profil. Nie spełniały one zupełnie ich oczekiwań.

Niewątpliwą zaletą portali randkowych jest możliwość nawiązania kontaktu użytkowników przed spotkaniem „na żywo”. W ten sposób dwie osoby mogą lepiej się poznać i sprawdzić, czy znajomość ta ma szanse przeobrazić się w coś poważniejszego. Wydaje się także, że na czacie czy poprzez maile jesteśmy w stanie szczerzej i bardziej otwarcie rozmawiać z drugą osobą. W osobistym kontakcie często tracimy pewność siebie i podczas rozmowy wypadamy gorzej. Jednak pamiętajmy, że jest to ryzyko, że przy znajomości tylko mailowej nie mamy pewności, czy słyszymy prawdę. Wszystko ma więc swoje „za” i ‘przeciw”.

Mitem jest też stwierdzenie, że z portali randkowych korzystają jedynie ludzie nieatrakcyjni fizycznie i nieśmiali (jakkolwiek ten sposób z pewnością pomaga ludziom wstydliwym). Okazuje się, że z randek online korzystają bardzo często osoby o różnym statusie zawodowym, zaganiani i zapracowani, prowadzący również swoje firmy, którym po prostu zwyczajnie brak czasu. Często też portale randkowe są wybierane przez ludzi, którzy chcą poznać partnera spoza kręgu swoich znajomych lub pragną poszerzyć krąg swoich kontaktów.

Skuteczność portali randkowych w Polsce jest stosunkowo mała. Jest tak przede wszystkim dlatego, że Polacy sami w tą skuteczność nie wierzą i korzystają z randek online rzadko. Gdy korespondujemy z kimś mailowo, czujemy się bezpieczni, ale gdy pojawia się już propozycja spotkania w realu, wtedy zaczyna robić się poważnie. Przychodzi wówczas czas na podjęcie decyzji co chcemy dalej zrobić z tą znajomością. W większości przypadków osoby się wycofują z kontynuowania znajomości, uciekając przed spotkaniem, wstydzą się, boją się wzajemnych rozczarowań, odrzucenia, że nie spodobają się itd. Błąd! Powinniśmy umieć bardziej ryzykować, ale może też nieśmiałość bierze górę.

W krajach zachodnich wygląda to jednak zgoła inaczej. Portale randkowe cieszą się powodzeniem i kojarzą na trwałe wiele par. Wydaje się, że randki internetowe powinny pomagać ludziom w odnalezieniu prawdziwej miłości. Dają one możliwość bliższego poznania się, wymiany myśli, dyskusji. W ten sposób można poznać kogoś „naprawdę”. Dopiero później dochodzi fizyczność, która podczas randek tradycyjnych często przysłania nam rzeczywisty obraz drugiej osoby. Serwisy randkowe to kolejny sposób na poznanie drugiej osoby.

Nie zapominajmy jednak, że skoro zakładamy profil na portalu randkowym to naturalną koleją rzeczy i tak jest spotkanie w realu. A to czy znajomość okaże się prawdziwą miłością i czy zbudujemy z kimś trwałą relację bardzo często zależy od nas samych.

Czy komuś z Was się to udało, albo może byliście blisko prawdziwego uczucia? A może właśnie stchórzyliście w pewnym momencie a teraz żałujecie?

Emilia Kuśnierczak, 25l.

 


 

5-12

 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Wakacyjna miłość - czy musi kończyć się rozstaniem?

Lato, słońce, więcej wolnego czasu... Dla każdej z nas wakacje to okres, do którego skrupulatnie przygotowujemy się na długo przed ich rozpoczęciem. Jak co roku postanawiamy o siebie zadbać, poprawić figurę, wygląd, żeby bez kompleksów wbić się w piękne bikini. Latem czujemy się piękniejsze, powabniejsze... Jesteśmy też podatniejsze na miłosne uniesienia. To wszystko wyzwala w nas radość, którą niesie za sobą czas wolny, możliwość odpoczynku bez żadnych obowiązków i zobowiązań. Z tego też powodu jesteśmy bardziej otwarte emocjonalnie, chętniej poznajemy nowych ludzi, no i...zakochujemy się! Oczywiście idealnie, pięknie i aż po grób! Bo przecież to wszystko jest takie bajkowe... Spacery piaszczystą plażą, długie rozmowy przy świetle księżyca, oglądanie rozgwieżdżonego nieba leżąc na pachnącej zielonej trawie. Czyż to nie piękne...? Pragniemy powiedzieć "trwaj chwilo jesteś piękna". Obiekt westchnień jest wyidealizowany a "związek" ten wydaje nam się najwspanialszą rzeczą na świecie...

"Wówczas zastanówmy się, czy oby na pewno jego darzymy tym gorącym uczuciem, czy aby upalny klimat centrum naszej wyprawy, endorfiny unoszące się w powietrzu i ludzie zarażający pozytywną energią nie przyczyniły się do tego, że postrzegamy naszego wybranka tak a nie inaczej. Często bowiem jest tak, że gdy minie lato i podniecenie związane z beztroską wolnością i brakiem obowiązków dostrzegamy, że ten cud – facet wcale nie jest taki wspaniały, jak wydawał się być. Wtedy sytuacja się komplikuje a my znów zawiedzione lądujemy w ślepym zaułku. Jeśli natomiast jesteśmy pewne, abstrahując od wszystkich pozostałych czynników, że jest to facet, dla którego warto się poświęcić, a nasz wybranek wielokrotnie udowodnił, że też zasługuje na uwagę i wiąże z nami większe nadzieje, dlaczego by nie spróbować. Jeżeli nic nie ryzykujemy, a nasze poświęcenie nie wymagałoby lotu w ciemno na drugi koniec świata, warto zaryzykować"

Letnie romanse budzą tylko pozytywne skojarzenia... Dlaczego...? Bo zazwyczaj trwają tak krótko, że nie mają szans zakotwiczyć się w "normalności" na tyle, by przerodzić się w rutynę... To utopijna wizja miłości idealnej.

Wielu ludzi (nie muszę chyba dodawać, że zazwyczaj facetów) czeka cały rok na te kilka tygodni niewinnych podbojów, niezobowiązujących romansów... Angażując się w znajomość z takim mężczyzną skazujemy się na długie, zapewne jeszcze powakacyjne cierpienie...

Nie zrażajmy się jednak... Czy wakacyjna miłość przetrwa lato, czy nie jest to coś naprawdę pięknego, co z rozczuleniem i sentymentem wspominamy po latach...

Magda R. (29 lat)
Ja przeżywam najdłuższą letnią miłość na świecie :) Trwa Ona nieustannie od 8 lat i przetrwa jeszcze nie jedne wakacje. Poznałam Go pracując jako kelnerka w kołobrzeskiej kawiarni. Codziennie rano przychodził do mnie na kawę... Rozmawialiśmy bez przerwy, wieczorami długie spacery, kolacje z pysznymi śniadaniami. Wszystko jak w bajce... Miałam jednak świadomość, że to nie potrwa długo, bo przecież kto będzie dla mnie podróżował z drugiego końca Polski... Ja z Pomorza, On góral... Coś niemożliwego do zrealizowania... Marcin wrócił do Nowego Targu, ja zostałam i myślałam, codziennie myślałam o tym pustym miejscu przy stoliku w rogu kawiarni... Zaczęłam godzić się z faktem, że nigdy już Go więcej nie zobaczę... Rutynowo wykonywałam swoje obowiązki... Parzyłam kawę... Kroiłam ciasto... I pewnego dnia wrócił ON, wrócił i usiadł przy tym samym stoliku w rogu prosząc o to samo co zwykle. Stałam jak wryta nie wiedząc co z siebie wykrztusić. Serce krzyczało z radości. On też nie miał nadziei na ciąg dalszy... Traktował to z dystansem tak jak ja.... Ale i tęsknił tak jak ja... Zostawiłam więc kawiarnie w Kołobrzegu i oboje przenieśliśmy się do Poznania, gdzie otwieramy własną. Każdemu życzę tyle szczęścia ile sobie. Nie rezygnujcie z niego i walczcie, bo nie zawsze to szczęście będzie dobijać się pięściami... Musicie dać mu szansę...

Jak widać istnieją też letnie historie miłosne z happy endem... I choć niestety są w mniejszości dają nadzieję na to, iż spotkać może to również i nas. Najczęściej w najmniej spodziewanym momencie :)

 


 

4-12

 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Dlaczego kobiety kochają drani?

Od dawna wiemy, że na kobiety nie działają mężczyźni zawsze mili, poukładani i porządni. Paradoks prawda? Dlaczego wolimy tych, którzy zdecydowanie mijają się z etykietą "grzecznego chłopca"? Którzy doprowadzają nas na zmianę do płaczu i śmiechu? Odpowiedź jest chyba dość prosta. Bad boys chronią nas przed tym, przed czym uciekamy - przed widmem nudy.

Z kim kojarzy nam się drań? Zapewne z pewnym siebie typem, strzelającym na prawo i lewo uwodzicielskimi spojrzeniami, na które my naiwne, łatwowierne często Kobiety dajemy się łapać w sidła po to, aby za chwilę zostać porzuconymi. Której z nas to nie dotyczy, bądź nie dotyczyło? Tak samo jak mężczyźni kochamy to, co wydaje się niedostępne (jak Heineken dla Jennifer Aniston w jednej z reklam, którego próbuje ściągnąć z półki mimo świadomości, że go nie dosięgnie :)

Weźmy też pod uwagę inny aspekt... Kobiety słynące ze zdolności empatycznych, nadopiekuńcze "przerzucają" instynkt macierzyński na mężczyznę. Kogo można sprowadzić na dobrą stronę? Oczywiście tylko tych złych... Panie wręcz się do tego garną co śmieszniejsze zdając sobie sprawę z przykrych konsekwencji... Dlatego moje drogie wolimy tych złych... Jak widzą to panowie?

Piotr (23 lata)
Byłem z moją dziewczyną Agnieszką dwa lata ... Zawsze jej nadskakiwałem, robiłem wszystko, żeby sprawić jej radość. Nigdy nie miała przeze mnie powodu do smutków, trosk, łez... Nigdy... Koledzy śmiali się ze mnie, że siedzę pod pantoflem, ale ja miałem to gdzieś... Kochałem ją najbardziej na świecie i oddałbym dla niej wszystko... To nie przeszkodziło jej zostawić mnie któregoś dnia ni z tego, ni z owego... I to dla kogo ? Dla osiedlowego playboya od siedmiu boleści, za którym kobiety latały jak pszczoły za miodem i przez którego wszystkie po kolei wylewały morza łez... Heh... Dobrze pamiętam jak kpiła sobie z naiwności tych dziewczyn... "Jak można być tak naiwną i pakować się w coś, co z góry skazane jest na porażkę..."- mówiła. Nie mam pojęcia co jej strzeliło do głowy, żeby powielać wyszydzane schematy... Uargumentowała to.... nudą... Stwierdziła, że niepewność związana z tym gościem jest dla niej bardziej interesująca niż poukładane, bezpieczne życie ze mną... Gdzie w tym logika? Nigdy dla żadnej nie będę już taki dobry...

"Już taki jestem zimny drań i dobrze mi z tym bez dwóch zdań. Bo w tym jest rzeczy sedno, że jest mi wszystko jedno. Już taki ze mnie zimny drań"

To jest właśnie sedno sprawy :) Zimny drań, macho, playboy wzbudzający zainteresowanie wśród wielu kobiet uznaje to po prostu za normę, standard. Dobrze mu z faktem bycia pożądanym i z jakiego tytułu ma z tego rezygnować? Dążenie do "nieosiągalnego"... Jednocześnie podstawą istnienia, marzeń, jak i przywarą gatunku ludzkiego. Kosztem świadomego bólu idziemy w stronę tego, co nieosiągalne, nie doceniając tego co dobrego mamy... Bo która kobieta nie ma ochoty usidlić faceta pożądanego przez tłumy? To rodzaj triumfu, pokazania swojej wyższości nad innymi, udowodnieniu sobie, że niemożliwe może stać się możliwe.

Z małego sondażu przeprowadzonego wśród znajomych mi kobiet wynika (dziwny?) fakt, iż przy mężczyźnie draniu kobiety czują większe poczucie bezpieczeństwa, niż przy dobrym i poukładanym. Zachowania cechujące Bad boys kojarzone są z siłą dzięki której kobieta czuje się bezpiecznie, tzw. dobrzy mężczyźni siły tej pozbawieni nie byli (wedle pytanych Pań) w stanie dać swoim kobietom tego poczucia.

Wiem, wiem paradoks goni paradoks :) Ale jakby zapewne stwierdzili panowie "kto nadąży za kobietami . . . " :)

 

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS