Menu

logo tjk main 

Seks na pierwszej randce

Czy seks na pierwszej randce to przesada? Choć większość z nas oficjalnie nie podpisze się pod takim pomysłem, a psychologowie odradzają zbyt szybkie uleganie pokusom - są tacy, dla których seks to punkt obowiązkowy pierwszego spotkania.

Gdy poznajemy kogoś, kto - oprócz tego, że świetnie nam się rozmawia, dodatkowo pobudza naszą wyobraźnię, niecierpliwie czekamy na moment, gdy będziemy ze sobą naprawdę blisko. Nasz związek przechodzi przez kolejne etapy, w których pojawienie się intymności jest momentem wyjątkowym.

Nie wszyscy jednak chcą czekać. Chcąc od razu wejść na upragnioną ścieżkę, przechodzą do ofensywy już na pierwszej randce.

Panowie i panie – bo zdarza się, że i one zjawiają się na pierwszej randce z własnym planem do zrealizowania – stosują kilka strategii, by zaprosić drugą stronę do łóżka. Jakich sztuczek próbują i z jaką spotkały się reakcją – zobaczcie sami.

Randka z podtekstem
- Po 30 minutach w kawiarni powiedział, że dziś w TV film o kardynale Wyszyńskim – mówi Kasia. - I że on bardzo by chciał ten film zobaczyć oczywiście ze mną. Jak dojechaliśmy do niego, okazało się, że film dawno się zaczął, także przełączył na jakiś thriller erotyczny. A ja byłam taka naiwna, że naprawdę uwierzyłam, że on chce ten film o Kardynale zobaczyć!

Katarzyna wspomina podobną sytuację, krótko po nawiązaniu kontaktu z pewnym panem z ogłoszenia. – Pewnego pięknego dnia zadzwonił telefon, usłyszałam miły głos i pomyślałam, że to chyba ten, o którym marzę. Codzienne telefony i wymiana e-maili - było miło. Więc oboje pragnęliśmy się spotkać. Nadszedł ten dzień. Zachowanie jego było poniżające. Jemu chodziło tylko o seks. Spotykał chyba wiele naiwnych kobiet, bo się plątał w rozmowie… Ale ja jestem na poziomie i znam swoją wartość. Więc nic z tych rzeczy. Nie jestem przeciwniczką seksu, bo jest bardzo ważny w życiu każdego z nas. Ale wszystko wymaga kultury.

No właśnie, choć niektórym wydaje się, że skoro nie mówią czegoś wprost i stosują wyszukane – choć chyba tylko według ich zdaniem – sztuczki, to wszystko jest w porządku. Tymczasem dając nadzieję na to, że zależy nam właśnie na tej, konkretnej osobie i w krótkim czasu rozwiać jej wątpliwości i dać do zrozumienia, że tu chodzi tylko o seks, okazujecie brak kultury i nie zdziwcie się, jeśli zostaniecie posądzeni o śmieszność.

Prosto z mostu
Karola tak wspomina zakończenie swojej pierwszej randki z pewnym studentem. – Gadka szmatka przez dwie godziny, w końcu odprowadzam go na pociąg, a że do jego przyjazdu było jeszcze 35 minut, więc stwierdził, że chce ze mną cementować związek (a że blisko był sklep z art. Budowlanymi, to tam go wysłałam).

- Najgorsza była randka z facetem, który po kawie zapytał: "No to gdzie? Do ciebie, czy do mnie?" – wspomina z kolei Hanka. – Inny zwierzał mi się, że żona mu odmawia seksu od 7 miesięcy. Liczył chyba na to, że ja będę jego pogotowiem seksualnym.

- Na spotkanie przyszedł pijak jakiś. Na dodatek od razy zaczął aluzje, że może byśmy już poszli, że ma wolny dom... – żali się Mlfk.

- Zaczęła wręcz wskakiwać na mnie, próbowała wkładać mi ręce w spodnie, nie reagowała na moje sugestie, żeby się nie śpieszyć i może wyjść na kolację, do kina, usiąść spokojnie i porozmawiać - opowiada EmigrantUSA. - Ale jej zdaniem nie miało to sensu, bo przez codziennie maile i rozmowy telefoniczne to wystarczające, że ma na mnie ochotę. W końcu się rozebrała. Powiedziałem, że nie mam przy sobie gumek, że pojadę i kupię. Po prostu najzwyczajniej w świecie dałem stamtąd nogę.

Strategia polegająca na absolutnym nie skrywaniu swoich prawdziwych zamiarów na pierwszej randce zdecydowanie ma swoje zalety. Bo choć do zbyt subtelnych nie należy, a osobie zainteresowanej czymś więcej niż jednorazową przygodą, wylewa na głowę kubeł zimnej wody – daje nam przynajmniej szybką odpowiedź co do przyszłości naszej nowej znajomości.

Pozbawieni więc nadziei na romantyczny rozwój sytuacji, zamykamy ten krótki rozdział naszego życia uczuciowego i przystępujemy do dalszych działań (czytaj: poszukiwań ODPOWIEDNIEGO kandydata/ki do naszego serca).

A mogło być tak pięknie
Kamila znalazła się po tej drugiej stronie, a więc podrywających właśnie w ten mało subtelny sposób. Wie, że pospieszyła się niepotrzebnie i tym samym przekreśliła swoją szansę na dalszą znajomość z fajnym chłopakiem.

– Umówiła nas moja koleżanka – mówi. – Najpierw poszliśmy na piwo, gdzie mogliśmy trochę porozmawiać i lepiej się poznać, a potem byliśmy zaproszeni do naszych wspólnych znajomych na imprezę domową. Od początku mi się spodobał, co zresztą starałam się ukrywać. Wychodziło nieźle, bo jestem dość nieśmiała. Ale potem, już na imprezie, jak zaszumiało mi w głowie od alkoholu, całkiem się to zmieniło. Można powiedzieć, że zmuszałam go do posunięcia się o krok za daleko, stosując różne chwyty. Było blisko, ale on wycofał się, mówiąc, że to nie dla niego. Było mi potwornie głupio. Przed północą byłam w domu.

Seks z happy endem
Podobna historia 10 lat temu przytrafiła się Ance. Dziewczyna poznała chłopaka w sieci, świetnie im się rozmawiało, postanowili się więc szybko spotkać. Zakochany przyjechał wkrótce do jej rodzinnego miasta i zarezerwował pokój w hotelu. Jej nowa znajomość o mały włos nie zakończyła się podobnie jak w przypadku Kamili.


- Spędziliśmy razem uroczy dzień, potem wieczór – mówi Anka. – Oprowadziłam go po moich ulubionych miejscach… Świetnie nam się rozmawiało, była między nami chemia i za nic nie chcieliśmy się jeszcze rozstawać. Postanowiliśmy wypić w hotelu drinka i z okna jego pokoju popatrzeć na miasto nocą. Poszliśmy razem do łóżka i… do niczego między nami nie doszło. Były pocałunki, rozmowa do rana i krótki sen w jego objęciach. Najpierw dziwiłam się, że nie chce niczego więcej. Potem wyrzucałam sobie, że i tak pozwoliłam mu na zbyt wiele. Byłam pewna, że po prostu mu się nie spodobałam i więcej się nie odezwie. Potem on przyznał, że chciał zostawić „coś na potem”, mieć po co wracać i że nie chciał się spieszyć. Długo jednak nie czekaliśmy, bo do „tematu” wróciliśmy już na drugiej randce. Jesteśmy razem od 10 lat i choć to stało się na drugim spotkaniu, to pierwsze jest dla mnie najważniejsze.

Okazuje się, że nie tylko historia Anki ma swój happy end….

- Aż wstyd się przyznać, ale po trzech godzinach znajomości poszłam do łóżka z chłopakiem, który teraz jest moim mężem. Zaiskrzyło, że nie mogliśmy wytrzymać, a teraz po dziesięciu latach seks jest jeszcze wspanialszy niż jak to się mówi "za małolata" – wspomina justa.

- To był sex w samochodzie, ciężko było spojrzeć sobie później w oczy, ale po 3 latach bycia ze sobą pobraliśmy się i jesteśmy teraz już 4 lata po ślubie, tak więc sex skończył się happy endem – dodaje Ewa.

Jak widać, jeśli między dwojgiem ludzi iskrzy, nie potrzeba żadnych sztuczek. Sprawy potoczą się prawdopodobnie własnym torem… Joanna Godecka, life coach i ekspertka portalu randkowego Sympatia.pl przestrzega jednak przed podejmowaniem takiego ryzyka. W artykule "Czy to pora na seks" przedstawia taki oto idealny scenariusz związku, w którym seks jest momentem kulminacyjnym bliskiej relacji patnerów:

- Spotykamy się, dowiadujemy o sobie coraz więcej, uczymy się siebie nawzajem - wymienia. - Potrzeba chociażby kilku tygodni, aby zbudować wzajemne zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Wtedy pojawia się intymność, czyli wspólny świat pary spędzającej ze sobą coraz więcej czasu. Przyjemność i poszerzanie gamy wspólnych doświadczeń prowadzi do zaangażowania. I to jest ten właściwy moment, w którym seks cementuje, a nie torpeduje związek. W łóżku oboje zachowujecie się swobodnie i otwarcie, bo czujecie się akceptowani.

 

Sylwia Stodulska-Jurczyk

sympatia




8-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Czego kobieta nigdy nie powinna usłyszeć od mężczyzny, a czego od swojego partnera

My kobiety jesteśmy postrzegane jako istoty delikatne, uczuciowe i bardziej wrażliwe niż mężczyźni. Chcemy sprawdzać się w różnych dziedzinach życia, zarówno w roli opiekunek domowego ogniska, jak i na stopie zawodowej. Lubimy imponować i wzbudzać zachwyt u płci przeciwnej. Dbamy o siebie i staramy się, by to, co robimy było bliskie ideałom, a wynik tych starań spotkał się z pozytywnym odbiorem i podziwem.

Nie od dziś wiadomo, że największa rywalizacja odbywa się w miejscu pracy. Mężczyźni są bowiem przekonani, że to oni dzierżą palmę pierwszeństwa w zdobywaniu dobrze płatnych stanowisk, awansów, mają świetne pomysły, a nasze potknięcia potrafią bardzo dotkliwie komentować. Ile razy zdarzyło się, że kiedy coś Ci nie wyszło usłyszałaś: „bo baby nadają się tylko do garów?” Nie jest to zbyt miłe określenie, tym bardziej, że rzeczywistość jawi nam się nieco inaczej. Jest mnóstwo wybitnych specjalistek, które doskonale radzą sobie ze swoimi obowiązkami i nie raz udowodniły swoją wyższość nad tym stwierdzeniem.

W takim „mieszanym towarzystwie” bardzo łatwo jest o różnego rodzaju gafy, z których faceci często nie zdają sobie nawet sprawy. Jeśli nie traktują pań z góry, to z kolei próbują uchodzić za naszych najlepszych kolegów, nie zastanawiając się nad tym, że spoufalając się zanadto, mogą przekroczyć pewne granice. Tak bywa czasem, gdy usiłują być dowcipni. Jesteśmy przyzwyczajone do tego, że mężczyźni kochają żartować i nic w tym złego, dopóki się nie zapędzą. To, co śmieszy ich w swoim gronie, niekoniecznie musi nam przypaść do gustu. Opowiadając sprośne kawały w dużych ilościach mogą wpędzić nas w zażenowanie. Niektóre żarty są po prostu niesmaczne i lepiej, by zostały przedstawione grupie dobrze znających się osób, niż koleżankom w pracy.

Tak samo bywa z nadmiernym używaniem wulgarnych słów. Każdemu z nas zdarzy się czasem „rzucić mięsem” w chwili zdenerwowania, ale karygodnym jest, by większość wypowiedzi stanowiły wyłącznie epitety, niezależnie od tego, czy są kierowane w naszą stronę, czy kogoś innego. Rozmówca traci bowiem w naszych oczach szacunek, jeśli wiemy, że nie ma go on dla innych.

Szczególnie drażliwe jesteśmy pod względem wyglądu. Mamy całą masę kompleksów i komentarze kolegów sprawiają nam wyjątkową przykrość. Ada, lat 28 „Kiedy zaczęło się szaleństwo z portalami społecznościowymi, postanowiłam również założyć swój profil na jednym z nich. Wrzuciłam też kilka zdjęć. Po jakimś czasie odnalazł mnie dawno niewidziany kumpel ze szkoły, zaprosił do swoich znajomych oraz napisał wiadomość. Zapytał, co u mnie słychać, sam pochwalił się, jak mu się powodzi. Na koniec, po grzecznościowych formułkach dopisał, że „strasznie mnie przybyło” od czasów szkolnych. Rzeczywiście sporo przytyłam z racji problemów zdrowotnych, ale czy to jest powód, żeby mi to wytykać, nie mając pojęcia, dlaczego tak się stało?”

Nieswojo czujemy się także w sytuacji, gdy w naszej obecności prowadzona jest dyskusja na temat ubioru i figury innych osób, ponieważ zdajemy sobie sprawę, że w innej grupie to my możemy być „na tapecie” i to nasze braki mogą być omówione na forum publicznym.


O ile krytyka w oczach znajomych nie jest zbyt przyjemna, to jednak znacznie bardziej przeżywamy, gdy pada z ust ukochanego mężczyzny. Co prawda same się nieraz o to prosimy, zadając samobójcze pytanie: „czy nie uważasz, że wyglądam w tym zbyt grubo?”, zmuszając tym samym naszych panów albo do kłamstwa, albo do boleśnie miażdżącej prawdy.

Denerwujący bywa również jego głośny zachwyt innymi kobietami, w szczególności tymi, które znamy, np. najbliższą przyjaciółką. Czujemy się wówczas zagrożone, zaczynamy traktować ją z rezerwą, unikamy wspólnych spotkań, by uniknąć napięcia, jakie z pewnością się wytworzy, kiedy będziemy bogatsze o tą wiedzę.

Nasz partner powinien też zrezygnować z porównywania nas do swoich byłych. To chyba najgorszy cios, jaki możemy otrzymać, niezależnie od tego, czy robi to bezwiednie, czy właśnie po to, by celowo wyprowadzić nas z równowagi. Wszelkie tego typu „zestawienia” działają na nas jak czerwona płachta na byka.

Maja, lat 33: „Wyszłam za mąż za rozwodnika. Wprawdzie zwykle mało pozytywnie wypowiadał się na temat swej pierwszej żony, to kiedy jednak pewnego dnia, podczas obiadu rzucił, że jego eks dodawała zawsze do pieczeni jakąś przyprawę, która nadawała jej fantastycznego, wyrazistego smaku, miałam ochotę postawić mu garnek z tą potrawą na głowie.”

Oj tak, zdecydowanie jakakolwiek wzmianka o dawnej miłości, bądź też wspominanie seksualnych podbojów może doprowadzić nas do szału. Zastanawiamy się, czy on faktycznie tylko chce podzielić się z nami zdarzeniami z przeszłości, czy może jednak nadal myśli o tamtej kobiecie i żałuje, że ich związek się rozpadł? To dla nas niesamowicie bolesny temat, niby cieszymy się, że wybrał właśnie nas, jednak w głębi duszy jesteśmy zazdrosne o kobiety, które przewinęły się przez jego życie, zwłaszcza, kiedy wciąż do tego wraca w rozmowie.

A jak wygląda sprawa ze wspólnymi wyjściami? No właśnie. Tu też zdarza się, że nasz jedyny nie popisuje się taktem. Oto właśnie podczas spotkania w gronie znajomych, lub rodzinnej nasiadówki przy stole bezczelnie podważa Twoje zdanie, lub próbuje pieczołowicie Ci uzmysłowić właśnie w tym momencie, że chyba urwałaś się z choinki i nie masz racji. Cóż może być gorszego? No chyba jedynie żartobliwe, jego zdaniem stwierdzenie: „kochanie, lepiej już nie nakładaj kolejnej porcji ciasta, bo Ci zamek pójdzie w sukience.” Tymczasem my poważnie podchodzimy do tego, jak mężczyzna traktuje nas wśród innych ludzi. Wolałybyśmy, by odnosił się do nas z szacunkiem i pokazał światu, jak piękna i mądra partnerka stoi u jego boku.

Przykładów na zbyt długi język naszych panów jest całe mnóstwo. Czasem nie możemy zrozumieć, dlaczego nie potrafią pewnych rzeczy zachować dla siebie, tylko klepią, cokolwiek im przyjdzie do głowy? Widać, taka ich natura.

Dlatego rada jest następująca: Jeśli słyszymy od facetów rzeczy, które nas ranią, porozmawiajmy o tym otwarcie. Oni się sami nie domyślą. Wyjaśnijmy, jakie zachowania sprawiają nam ból i poprośmy, by więcej tego nie robili. Kiedy zaś są to błahostki, machnijmy ręką, nie przejmujmy się, gdy podczas nieudanego manewru samochodem usłyszymy, że baby nie powinny dostawać prawa jazdy (tak, jakby oni w życiu nie popełnili żadnego błędu). Pogódźmy się z tym, że ich tok myślenia nie zawsze idzie w parze z naszym. Bądźmy wyrozumiałe, co możemy zmienić, zmieńmy, a jeśli nie, kochajmy ich takich, jacy są!

Agnieszka Witkowska, 31l.




8-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Gdy córeczka dorasta - rola ojca w życiu dziewczynki i młodej kobiety

Ojciec jest pierwszym i najważniejszym mężczyzną w życiu każdej kobiety. Córka potrzebuje ojca, aby wzrastać w przeświadczeniu bycia kochaną przez pierwszego ukochanego w jej życiu mężczyznę 1. Dzięki temu wykształca się w niej poczucie zasługiwania na miłość innych ludzi.

To ojciec wpływa podświadomie na wybór partnera życiowego. On powinien być wzorem, z którym młoda kobieta będzie porównywać każdego mężczyznę, jakiego spotka na swojej drodze. Ojciec czuły i kochający, sprawia, że dziewczynka wyrasta na pewną siebie i swojej wartości kobietę. Taka kobieta bardziej aprobuje swoją kobiecość, w efekcie jest bardziej ufna i otwarta na mężczyzn. Buduje zdrowe, partnerskie związki, umie zarówno dawać jak i brać w relacji.

Co jeśli relacja z ojcem jest zaburzona? Ojciec jest nieobecny emocjonalnie lub też ciągle krytykuje i strofuje młodą kobietę?

Pamiętam jak kiedyś w przedszkolu był organizowany Dzień Ojca, przygotowaliśmy przedstawienie specjalnie dla naszych tatusiów. Był mój tata, tata Kasi, tata Marka i tatusiowie wielu innych przedszkolaków. Tata Moniki nie przyszedł. Monika nie miała taty, umarł zanim się urodziła. Pomyślałam, że to najgorsze co może być, wychować się bez taty. Kilka lat później zrozumiałam, że może być i tak, że tata „jest”, dostępny w sensie fizycznym, mieszka razem z mamą i córką, ale jakby go nie było.

Sandra (25 lat) jako mała dziewczynka, była oczkiem w głowie swojego tatusia. To on był towarzyszem zabaw, to on przytulał gdy kolejny raz upadła na rowerze i bronił przed mamą, gdy kolejny raz dostała jedynkę z matematyki. Był nie tylko tatą, ale też najlepszym przyjacielem. Potem pod koniec podstawówki wszystko się zmieniło. Już nie był najlepszym przyjacielem i kochanym tatusiem, był tylko ojcem. Sandra nie rozumiała dlaczego… Milczał podczas obiadu, czasem spytał o stopnie i o to z kim się aktualnie umawia i to na tyle. Z czego może wynikać zachowanie ojca Sandry?

Według psychologów jest to typowa postawa ojca wycofującego się. Większość ojców, w okresie dojrzewania swoich córek, wycofuje się ze wszystkich ciepłych gestów. Nie zawsze i nie do końca wiedzą, co się zmieniło, z pewnością jednak czują, że coś się skończyło. Nagle wydaje im się, że fizyczny kontakt z własnym dzieckiem nie jest już odpowiedni. Trzeba go unikać, a relacja tata-córka, nie wiadomo kiedy i dlaczego, stała się relacją kobieta- mężczyzna. To przeraża ojca, nagle nie ma małej, słodkiej dziewczynki. Jest dojrzewająca kobieta, a ojciec nie wie jak zachować się w tej nowej sytuacji. Wielu z ojców podejmie próbę odnalezienia się w nowej roli i z czasem odnajdzie się w niej. Co jeśli nie?

Kiedy ojciec nie docenia w dziewczynce kobiecości, to hamuje jej prawdziwy rozwój.
Kobieta, która nie akceptuje własnego ciała, nadmiernie koncentruje swoje wysiłki wokół zabiegów związanych z poprawieniem wizerunku, bądź też całkowicie odrzuca starania o swój wygląd. Wpływa to także na rozwój psychiczny. Córka ojca wycofującego się, może mieć problemy z poczuciem własnej wartości. W związkach miłosnych będzie szukała kogoś kto będzie bardziej jej opiekunem niż partnerem. Będzie prawił jej komplementy i dowartościowywał. W niektórych przypadkach może to prowadzić do niekorzystnych konsekwencji psychospołecznych np. związków nadmiernie zależnych.

Córka odsunięta przez ojca na boczny tor, może mieć problemy w nawiązywaniu bliskich relacji z mężczyznami. Ojciec, który w tak ważnym etapie życia młodej kobiety, momencie przejścia z dziewczynki w kobietę odmówił jej wsparcia i potwierdzenia jej kobiecości, w pewnym sensie pozbawił ją bezpieczeństwa. Może to generować postawy lęku i niepokoju w sytuacjach stwarzających możliwość intymnych kontaktów z mężczyznami. Jeżeli kobieta nie czuła się podziwiana i afirmowana przez swojego ojca, może nie wierzyć w nawiązanie intymnych relacji z mężczyzną. Będzie przejawiała nadmierną czujność i nieufność.

Druga postawa ojca, która silnie wpływa na kształtowanie się obrazu własnego „ ja” to ojciec wymagający.
Oczywiście każdy ojciec stawia pewne wymagania swojej córce, jeżeli robi to z wiary w jej możliwości, chwali i nagradza za sukcesy, wpływa to pozytywnie na jej rozwój. Jeżeli natomiast stawia bardzo wysokie wymagania, jego postawa jest bardzo krytykująca, to mamy do czynienia z poważnymi konsekwencjami dla poczucia własnej wartości młodej kobiety. Jeśli córka jest przez ojca systematycznie strofowana, pouczana, oceniana bądź porównywana do innych, to naturalną konsekwencją będzie wykształcenie się w niej przekonania, iż po prostu nic nie umie, przez co jest bezwartościowa. Taki ojciec wytworzył sobie w głowie ideał kobiety, któremu ona nie umie sprostać. Buduje się w niej przekonanie, że nigdy nie zadowoli żadnego mężczyzny, nigdy nie będzie wystarczająco dobra, aby ktoś mógł ją pokochać.

Młodej kobiecie potrzebna jest męska aprobata, bez żadnych warunków wstępnych.
A w relacji ojciec – córka nabiera to szczególnego znaczenia. Ojciec ma pomóc dziewczynie zaakceptować siebie. Jego zadaniem jest sprawić, by wierzyła we własną atrakcyjność. To właśnie od ojca młoda kobieta, pierwszy raz powinna usłyszeć, że jest atrakcyjna fizycznie, że rozmowa z nią jest interesująca, że to, czym się zajmuje i interesuje ma wartość. Jeśli ojciec swoje negatywne uczucia wobec dziecka będzie wyrażał w swojej postawie, lekceważył córkę lub odpychał, to odtrącona dziewczynka, a potem kobieta zawsze będzie siebie negatywnie oceniała.

1 D. Kornas-Biela, Męskość, ojcostwo-kryzys i wyzwanie, „Cywilizacja” nr 17, s. 108.

Magdalena Bartkowiak, 24l.

Studentka II roku SUM na UAM-ie,

zainteresowania: komunikacja interpersonalna, psychologia, e-marketing, social media praca licencjacka poświęcona: komunikacji w związku partnerskim

Bibliografia:

1. D. Kornas-Biela, Męskość, ojcostwo-kryzys i wyzwanie, „Cywilizacja” nr 17 (2006).

2. N.H. Wright, Tatusiowa córeczka, czyli o niezwykłym wpływie ojca na osobowość córki, Warszawa1993.

3. J. Wojciechowska, Córki i ich ojcowie, „Charaktery” nr 7 (2005).

Bibliografia:

1. D. Kornas-Biela, Męskość, ojcostwo-kryzys i wyzwanie, „Cywilizacja” nr 17 (2006).

2. N.H. Wright, Tatusiowa córeczka, czyli o niezwykłym wpływie ojca na osobowość

córki, Warszawa1993.

3. J. Wojciechowska, Córki i ich ojcowie, „Charaktery” nr 7 (2005).

 


 

8-12

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Z małego chłopca w dorosłego mężczyznę. Czy można sprawić by facet wreszcie dorósł?

Podobno mężczyźni nie dojrzewają nigdy. Mówi się, że to duże dzieci. Z jednej strony to dość urokliwe, a z drugiej często może doprowadzać nas do nie lada frustracji.

To prawda, że kobiety są coraz bardziej samowystarczalne, ale tradycyjny model rodziny wcale nie przechodzi do lamusa. Jeśli już jesteśmy MY, to warto by był to związek partnerski, gdzie obie strony dają z siebie po równo. Niestety początki bywają trudne. Facetom czasem wydaje się, że żona to będzie „druga mama”, która upierze, ugotuje, posprząta a jak trzeba będzie, biedactwo do piersi utuli. Ale hola hola! Te czasy minęły bezpowrotnie i zaczęło się prawdziwe życie.

Nie wydaje się Wam, że często dużą winę za takie zachowanie mężczyzn ponoszą ich matki? Zwłaszcza te, które widzą w swoim synu cały świat i wyręczają go ze wszystkiego? Taka ślepa miłość, niestety przynosi więcej złego niż pożytku. Później facet to „ciepła kluska”, która nie potrafi zrobić koło siebie za wiele. Szkoda, że takie matki nie rozumieją, że wychowując syna trzeba przecież przygotować go do życia i tak naprawdę wychować go tak, by kolejna kobieta nie musiała zaczynać od początku. Na szczęście toksycznych matek jest mniej niż więcej. Niestety coraz częściej to sami mężczyźni nie potrafią, lub nie chcą wynieść z domu tego, co mama nauczyła. A dlaczego? Bo tak wygodniej, oczywiście. Myślą, że kobieta ich życia będzie matką, żoną i kochanką, zawsze doskonałą i niezniszczalną.

Najgorsze jest to, że często my kobiety jesteśmy tak zaślepione naszym mężczyzną, zwłaszcza na początku związku, że robimy dla niego i za niego niemalże wszystko. W ten sposób same prowokujemy, że ON nie umie albo nie chce dojrzeć. A on to doskonale potrafi wykorzystać. Tylko, że później, gdy zmniejsza się dawka hormonów szczęścia i oczy otwierają się szerzej, rzeczywistość zaczyna nas przerażać i przerastać. I nagle okazuje się, że mamy w domu biednego, zagubionego małego chłopca, który sam nie wie, czego chce - czyli chyba najgorsza z możliwych wersji faceta w domu!

Zatem, żeby się tak nie zdarzyło, jasno i otwarcie na samym początku ustalajmy zasady. Jak nasz ukochany próbuje wymigać się od obowiązków standardowym „kochanie ty to zrobisz lepiej” nie dajmy się zmanipulować! Pewnie ma rację, pewnie i tak będziemy po nim poprawiać, ale najlepiej by tego nie widział. Chwalmy, chwalmy i jeszcze raz chwalmy! To złoty środek, który działa zawsze i jest naprawdę zachętą do dalszych działań.

Z drugiej strony to trochę straszne i przykre zarazem, że same musimy wywalczyć sobie to, czego oczekujemy „na starcie” i, że musimy wychowywać dorosłego człowieka. A tak by się chciało mieć koło siebie macho, który zawsze wie, jaką decyzję podjąć, który wie, czego chce i nie zachowuje się jak zagubiony w świecie marzeń chłopiec. Kogoś, kto podejmie czasem za nas decyzje na jaki film pójdziemy do kina, kto czasem zaplanuje jak spędzimy wieczór. Ktoś, kto czasem zrobi wszystko za nas.

Jednak „metody wychowawcze” są dużo prostsze, niż by się wydawało. Przykładowo: czy wiecie, co należy zrobić, gdy nie można się doprosić by obraz, który miał zawisnąć na ścianie rok temu nadal leży w kartonie? Owszem, możemy go same zawiesić, ale po co? Niech i ON coś zrobi. Otóż najlepszy sposób, to spokojnym tonem oznajmić: „kochanie wiesz, w przyszłym tygodniu odwiedzi nas tata/brat/sąsiad/przyjaciel, poproszę go by przy okazji zawiesił ten obraz”. Nic nie działa lepiej! Urażone męskie ego i wrodzone poczucie władzy na własnym terytorium są silniejsze niż wszystkie nasze argumenty. Przecież nasze kochanie nie pozwoli by inny samiec, ingerował na jego terenie. I voila! Obraz wisi. I tak jest niemalże ze wszystkim. Wystarczy tylko uderzyć w ten czuły punkt i mamy to, co chcemy.

Sport, gry komputerowe, spotkania z kolegami – to te pasje, na które zawsze mężczyzna ma i znajdzie czas!. I tak jak jestem w stanie zrozumieć, że dorosły facet interesuje się sportem, tak wybaczcie, ale tej mega pasji do gier komputerowych nie jestem w stanie pojąć! Jak można całymi wieczorami siedzieć przed komputerem? A na drugi dzień jeszcze analizować to godzinami z kolegami? Co w tym tak fascynującego? Rzeczywistość oferuje nam każdego dnia tyle atrakcji, że jakoś nie potrzebuję urozmaicać tego bezproduktywną grą w zabijanie wirtualnego wroga albo szukanie skarbu.

Kiedy mężczyzna dorasta?
Nigdy. To już ustalone. Są jednak momenty w życiu, które sprawiają, że potrafi spoważnieć, choć trochę. Wiadomo nie każdy, nie generalizujmy. Ślub, wspólny dom, już nie mieszkanie studenckie i luźny związek – czasem to stanowi przełom w życiu i zachowaniu faceta, potem dziecko. Gdy pojawia się na świecie, mężczyzna jak człowiek pierwotny zaczyna czuć, że jest ważny i w pewnych kwestiach niezastąpiony. Łowca, zdobywca, żywiciel rodziny. Przecież wie, że takie maleństwo jest od niego w pełni zależne. I nagle okazuje się, że jak chce to naprawdę potrafi. A co więcej nie raz się spełnia w nowej roli i odkrywa sam, że bycie dorosłym też jest fajne.

Czy jesteśmy w stanie sprawić by nasz mężczyzna wreszcie dorósł?
Niestety nie ma na to złotego środka. I raczej do końca nie jest to możliwe. Ale ile uda nam się wypracować to nasze, Drogie Panie. Nie ważne, czy prośbą czy groźbą. Grunt czy skutecznie. Czasem udaje się to bardziej, czasem mniej, niekiedy wcale. Wtedy warto się zastanowić czy chcemy mieć w domu kolejne dziecko, które nigdy nie dorośnie, czy chcemy faceta 100% testosteronu w testosteronie (albo, chociaż w sporej części). Wybór należy do nas. I choć nierzadko wiąże się to z naszą ciężką pracą i ogromem cierpliwości, to warto.

Tak naprawdę mężczyzna starzeje się, ale nie dorasta nigdy. Może nas to irytować, możemy rwać sobie włosy z głowy, albo możemy to zaakceptować. Jeśli tylko potrafi w trudnych sytuacjach być oparciem, głową rodziny i umie stanąć na wysokości zadania, to te drobne rzeczy, które sprawiają, że nadal ma coś z dziecka…ech… cóż, szczerze? Ja je poniekąd cenię. Inaczej chyba strasznie wiałoby nudą. Życie jest tak poważne, że szkoda wciąż mówić o nim poważnie, czasem takie urozmaicenia dodają mu smaczek.

A tak między nami… Czasem strasznie zazdroszczę facetom tego luzu, tego, że to dziecko nigdy w nich nie zasypia. Dlatego właśnie im żyje się łatwiej, potrafią zamknąć się w swoim chłopięcym świecie i choć na chwilę oderwać od problemów.

Niech mój mąż będzie sobie czasem tym małym dzieckiem, tylko niech nie przekracza limitu :)

Magdalena Zbytek-Książkiewicz, 30l.




8-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Torebka - niezbędny gadżet kobiety

Najbardziej przydatna rzecz w kobiecym świecie, która w żadnym wypadku nie może zostać zapomniana, gdy wychodzi się z domu - o czym mowa? To oczywiste - o damskiej torebce!

Owo swoiste cudo towarzyszy kobietom już od stuleci i tak samo długo stanowi ich przedmiotową 'przyjaciółkę'.

Torebka to nieodłączny element naszego życia. Zabieramy ją zawsze ze sobą, niezależnie od tego czy wychodzimy do pracy, na przyjęcie czy też na zakupy. Przechowujemy w niej różnorodne przedmioty (te funkcjonalne i te mniej użyteczne), które pozwalają nam czuć się gotowe na wszystko. Torebki skrywają kobiece tajemnice. Często gromadzimy tam rzeczy, które mają pozostać niedostępne dla innych. Torebka to jeden z najbardziej osobistych gadżetów kobiety. Nic więc dziwnego, że szperanie w niej osobom nieupoważnionym jest ściśle zakazane. To chyba wystarczające powody, aby zrozumieć, iż wiele z nas nie może wyobrazić sobie bez niej życia.

Mężczyźni nie rozumieją tak wielkiego przywiązania kobiet to torebek. A my dziwimy się czasem jak oni radzą sobie bez nich? Gdzie chowają swoje gadżety i bibeloty? No cóż, większość Panów po prostu ich nie ma bądź nie zabiera ich ze sobą! W jednej kieszeni klucze w drugiej portfel oraz telefon komórkowy i to wszystko co im potrzebne, gdy wychodzą z domu.

Panowie żartobliwie mówią, że w damskiej torebce nie znajdziemy jedynie… porządku. Czy to prawda, że w torebkach zawsze panuje bałagan? Że przechowujemy w niej różne dziwaczne i niepotrzebne rzeczy?

Chcieliśmy się dowiedzieć co tak naprawdę kryje się w damskich torebkach, dlatego niektóre Panie odkryły przed nami ich wnętrze.

„Torebka to dla mnie dodatek do stroju, ale przede wszystkim wspaniały pomysł na ukrycie licznych, niezbędnych dla mnie gadżetów. Znajdę w niej podręczną kosmetyczkę, lusterko, szczotkę do włosów - (wygląd jest w końcu ważny), perfum, antyperspirant, chusteczki higieniczne i te wilgotne - odświeżające. Dalej: terminarz, pióro lub długopis, okulary słoneczne i te które muszę nosić na co dzień. Niezbędna jest paczka gum do żucia, batonik uzupełniający nagły brak glukozy i mała butelka wody zaspokajająca pragnienie. Na co dzień mam też przy sobie artykuły biurowe: mini zszywacz i dziurkacz do papieru, myszka tippex i jakiś marker (czyli niezbędne przedmioty w mojej pracy). Miejsce musi mieć również telefon komórkowy, portfel i gaz pieprzowy do obrony. Hmm.. jestem pewna, że coś jeszcze pominęłam...”
Magdalena- l..24

'Oh w mojej torebce jest chyba wszystko. Nie ukrywam, że większość toreb jakie posiadam można zaliczyć to tych dużych i pojemnych, a to dlatego, bym mogła upchać w niej wiele rzeczy. Zacznę od najbardziej przydatnych rzeczy: telefon komórkowy, portmonetka z dokumentami, organizer, klucze do mieszkania, chusteczki. Oczywiście kosmetyczka- jej nigdy nie może zabraknąć! A w niej lusterko, perfum i puder, korektor, odświeżacz oddechu. Te wymienione rzeczy to podstawa, ale często wrzucam tam dodatkowe różności (spinki, pomadki, kremiki). W mojej torbie znajdziemy też książkę, jakiś dodatkowy sweterek i skarpetki. Z racji tego, że wypadki chodzą po ludziach mam też przy sobie igłę i nić, plasterki i latarkę oraz tabletki przeciwbólowe. I niestety jestem jedną z tych, w których torebce leżą rachunki, papierki po cukierkach itp.'
Iwona l.30

'W mojej torebce jest wiele rzeczy: telefon komórkowy, portfel, notesik z długopisem, klucze, chusteczki i jakaś mała kosmetyczka z podstawowymi kosmetykami typu puder, korektor, pomadka. Jestem matką 2 dzieci dlatego w mojej torbie znajdują się rzeczy nie tylko dla mnie ale i dla mojej rodziny. Nosze wiec zawsze ze sobą zabawki, cukierki i lizaki, kanapki i soczki, czapki, chusteczki odświeżające i malutką, przenośną apteczkę jeszcze masę innych rzeczy.'
Dagmara l.34

Wypowiedzi kobiet jasno i wyraźnie ukazują, że torebka to rzeczywiście damska skarbnica, bez której nie można ruszyć się z domu. Oprócz stałych elementów typu: komórka, notes i kosmetyki, możemy znaleźć różne, nierzadko zaskakujące przedmioty.

Torebki kobiet, a zwłaszcza to, co kryje się w ich wnętrzu, niejednokrotnie stają się tematem żartów. Bardzo spodobała mi się przeczytana kiedyś, gdzieś żartobliwa anegdota, opowiadająca o kobiecie, która znalazła się na bezludnej wyspie (oczywiście z torebką w ręce). Śmiano się z tego, że kobieta nawet w takiej sytuacji poradziłaby sobie ze wszelkimi trudnościami. Dzięki zawartości torebki potrafiłaby 'wyczarować' namiot i ognisko, przyrządzić pyszną kolację nie zapominając o tym, by poprawić makijaż. Nie wiem jak wy Drogie Czytelniczki, ale ja uznałabym to za komplement! Bo gdy pojawia się problem to właśnie my kobiety, po chwili szukania w torebce, znajdujemy rozwiązanie.

Torebka to jednak nie tylko idealne miejsce na przechowywanie ważnych dla nas rzeczy. To też ozdobny gadżet i uzupełniający dodatek do stroju. Dobrze dobrana torebka może całkowicie zmienić nasz 'look' i sprawić, że mało wyrazisty i nieciekawy strój zamieni się w wyjątkową i świetnie prezentującą się kreację, dlatego zgodzę się z powiedzeniem: 'Torebek i butów nigdy nie za wiele'. Gdy chcemy, aby ubiór pozytywnie wpływał na nasz wygląd, musimy pamiętać o pewnych istotnych zasadach.

Oto kilka podstawowych wskazówek, by torebka dobrze współgrała z naszym ubiorem:
Pamiętajmy o tym, by wybierać odpowiednią torebkę do określonej sytuacji. Na co dzień wygodne są torby duże, pojemne - to one królują obecnie wśród torebek. Warto zwrócić uwagę na to, by miały jakieś dodatkowe kieszonki i przegródki, by pomieściły jak najwięcej rzeczy. Małe torebki to przeważnie te, które powinnyśmy zabierać ze sobą na przyjęcia i wyjścia wieczorowe. Dodają nam elegancji i lepiej prezentują się jako dodatek do sukienki.

Do stroju wzorzystego lub takiego o wielu dodatkach należy dopasować torebkę stonowaną i prostą. W takim przypadku ozdobna i fikuśna sprawi, że stój będzie zbyt krzykliwy. Natomiast do skromnych ubrań warto dopasować torebki wyraziste, zaskakujące kształtem, wzorami i ozdobami.

Jeżeli stawiasz na klasykę to kolor Twojej torebki powinien być jak najbardziej zbliżony do koloru butów. W dzisiejszych czasach styliści mody nawołują, by zrezygnować z owego poglądu, który określają jako przestarzały i nudny. Uważają, że należy bawić się modą i eksperymentować z kolorami. Jednak niezależnie od tego jaki pogląd popieramy, należy pamiętać o tym, by kolory torby i butów nie gryzły się.

Ważne jest też, aby dobierać torebkę do swojej sylwetki. Rzadko która z nas zwraca na to uwagę, a jednak ma to istotne znaczenie. Odpowiednio dobrana torebka jest w stanie uwydatnić atuty Twojej figury i zatuszować pewne niedoskonałości. Jednak może ona również zaakcentować słabe strony naszej sylwetki.

Co zrobić, by tego uniknąć? Mamy dla Was kilka cennych rad:
Kobiety szczupłe powinny zaopatrzyć się w torebki o średniej bądź małej wielkości. W takim wypadku duże torebki raczej negatywnie wpływają na wygląd. Przyczyniają się do tego, że Panie wydawać się będą jeszcze szczuplejsze niż są w rzeczywistości, co niekoniecznie wygląda atrakcyjnie.

Te z nas, które są okrąglejsze powinny rozglądać się za torbami o średniej wielkości i prostokątnym kształcie. Watro nosić je na dłuższym pasku, co optycznie wyszczupla. Ani duże ani małe torby nie są dobre dla puszystych Pań. Duże pogrubiają w oczach innych, a małe podkreślają okrągłe kształty.

Niskim paniom, zaleca się mniejsze i średniej wielkości torebki. Zbyt duże mogłyby za bardzo masywnie wyglądać na ich ramieniu. Wysokim zaś polecane są większe torebki, jednak o wiele istotniejsze jest to, by miały krótkie i szerokie paski. W takim przypadku dobrze prezentują się również nieco większe kopertówki.

Jeżeli masz duży biust dobrze by było wybrać torbę dużą lub średnią i nosić ją na wysokości bioder.

Gdy jesteś szeroka w biodrach bądź masz masywne uda wybieraj torebki, które można nosić pod pachą lub na krótkim pasku. Torebka zawieszona na wysokości bioder optycznie poszerza.

Torebki to świetny gadżet, który ma wiele funkcji. Służy do przechowywania tego, co chcemy mieć zawsze pod ręką, stanowi uzupełnienie naszego stroju i może optycznie zatuszować pewne wady naszej sylwetki. Fakt - często w niej panuje bałagan i trudno tu coś znaleźć (odebranie telefonu za pierwszym razem gdy dzwoni to wyzwanie, nie wspominając już o znalezieniu kluczy). Jednak mimo że zalega w niej wiele, niekoniecznie przydatnych drobiazgów to nasze życie bez niej byłoby jeszcze bardziej zakręcone i chaotyczne. Dlatego lepiej ją mieć niż jej nie mieć.

A co kryje Twoja torebka Droga Czytelniczko? Może zdradzisz nam jakie dziwactwa nosisz?

Aleksandra Parusel, 20l.




8-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Narysuj swój świat

narysuj1My, kobiety, często narzekamy na brak czasu. Mamy przecież wiele obowiązków. Uczymy się, pracujemy, dbamy o swoje cztery kąty. W najgorszej sytuacji są te z nas, które charakteryzują się perfekcjonizmem i czują, że wszystko, za co się zabierają, musi być wykonane idealnie. Każde zadanie, dla tej grupy reprezentantek płci pięknej, wydaje się być niecierpiącym zwłoki i wymagającym najwyższego stopnia uwagi. Wspaniały związek, świetne relacje z przyjaciółmi i dalszymi znajomymi, okazywanie zainteresowania rodzinie, zadbane mieszkanie, satysfakcjonujące kolejne sukcesy w pracy – listę spraw, które czasami absolutnie słusznie, a czasami zupełnie bez powodu są według nas priorytetowe, można by mnożyć w nieskończoność.

 

Jak w takim razie w natłoku zajęć, które często same na siebie zrzucamy, znaleźć miejsce na rozwój swoich zainteresowań, poświęcenie się im? Mogłoby się wydawać, że nie jest to wykonalne, a my same zostajemy skazane na monotonne życie pozbawione przyjemności. Jeśli jednak naprawdę uwielbia się czymś zajmować, zawsze znajdzie się na to odrobinę czasu.

 

Doskonałym tego przykładem jest historia 21-letniej Aleksandry i jej wielkiej pasji – rysowania. - Zaczęłam rysować już jako dziecko – mówi dziewczyna. – Dlaczego? Szczerze mówiąc z bardzo prostego powodu, mianowicie nie miałam zbyt dużo towarzystwa. Poza tym ciągle obserwowałam moją chrzestną, która miała artystyczne zacięcie. Ona stanowiła dla mnie źródło ogromnej inspiracji, ponieważ jest bardzo charakterystyczną osobą... ekscentryczną – dodaje z uśmiechem.

 

Kiedy patrzę na prace Aleksandry, nie mogę wyjść z podziwu. Odnoszę wrażenie, że wszystko, za co tylko się zabierze, musi stać się prawdziwym dziełem sztuki. Mam tu na myśli nie tylko rysunki wykonywane ołówkiem. Ola bowiem nie ogranicza się do jednej formy tworzenia. Często maluje różnego rodzaju farbami, pastelami czy węglem. Jej prace są wyjątkowe. Niezwykle realistyczne, zawierające głębię, a przy tym dokładnie oddające każdy szczegół. Ich tematyka jest różna – począwszy od przedmiotów martwej natury, przez zwierzęta w ruchu, na portretach skończywszy.

 

narysuj2Mnie zastanawia jedno – czy w tym pozornie niewymagającym nakładu środków finansowych zajęciu, rzeczywiście może odnaleźć się każdy, bez względu na zasobność swojego portfela, a jedynym koniecznym warunkiem jest talent? – Jeśli zaczynasz brać rysowanie na serio i nie chcesz czuć ograniczeń, staje się ono kosztowne. Jednak na początek wystarcza sam ołówek i kołonotatnik. Warto nosić go ze sobą i utrwalać chwile. Osoby, które są początkujące lub tworzą tylko i wyłącznie, po to, by uzewnętrznić obrazy, przewijające się im w głowach, mogą więc spokojnie oddać się swojej pasji nie martwiąc się o pieniądze. Jeśli natomiast tworzy się dla innych, np. ofiarując swoje prace jako prezenty czy, tym bardziej, kompletuje portfolio w celu dostania się na uczelnię artystyczną, pojawiają się spore koszty. Nie są to duże kwoty, ale wraz ze wzrostem częstotliwości rysowania, wzrasta zużycie materiałów, czyli automatycznie również wydatki. Jest z kolei wiele przedmiotów, które mogą się bardzo przydać, ale wymagają już większej inwestycji, np. sztaluga.

 

Patrząc na Aleksandrę i to, ile radości oraz satysfakcji daje jej ulubione zajęcie, nie mam wątpliwości, co do tego, że dziewczyna byłaby gotowa oszczędzać na szeregu innych rzeczy po to, by móc kupić papier i potrzebne do przelania na niego obrazów, narzędzia. – Rysowanie wiele mi daje. Dzięki temu uzewnętrzniam się. Zapewnia mi ono poczucie zadowolenia. Obrazuje to, że ciągle się rozwijam. Na ogół – zamyśla się. – Jeśli jakaś praca jest, według mnie, gorsza od poprzedniej oczywiście mnie to smuci. Jednak idzie się dalej, mimo wszystko. Malowanie oczyszcza...oczyszcza ducha. Poza tym jest pewną formą przekazu. Tego, że szukam jakiejś interakcji ze strony otoczenia. Dzięki niemu poznaję też wiele nowych, ciekawych osób. Ostatnio na warsztatach zetknęłam się z niezwykłym towarzystwem, ludźmi o ogromnych zasobach wiedzy i rozległymi horyzontami, które sprawiają, że aż chce się dołączyć do tych kręgów.

 

Jak nietrudno się domyślić, sztuka wymaga poświęcenia odpowiedniej ilości czasu. Nie mogę się powstrzymać przed zadaniem Aleksandrze pytania o to, jak godzi wszystkie obowiązki ze swoją pasją. – To trudne zadanie. Szczególnie, gdy jest się typem takiej osoby jak ja. Ciągle chciałabym robić tysiące rzeczy, ale do wielu z nich brakuje mi samozaparcia, niesłabnącego zapału i właśnie czasu. Poza tym dla mnie priorytetem jest rodzina. Wolę dłużej posiedzieć i porozmawiać przy niedzielnej kawie. Niestety, jeśli naprawdę chcesz przekazać rysunkiem czy obrazem jakąś treść, najpierw musisz dobrze opanować formę, a do tego potrzebne jest doświadczenie. Jednocześnie dziewczyna zaznacza, że rodzina pochwala jej zaangażowanie, to jak chce się rozwijać. – Większość moich prac trafia właśnie do najbliższych mi osób - członków rodziny, chłopaka. Choć ciągle mi się wydaje, że są one za słabe, by ozdabiać jakąś ścianę, to jeden z obrazów wisi u mojej babci, a niedługo pojawi się obok niego także mój rysunek.

 

narysuj3Dla mojej rozmówczyni rysowanie to nie tylko pasja, ale również sposób na życie. W tym roku dziewczyna, pomimo tego, że studiuje już na kierunku technicznym, złożyła podanie na Uniwersytet Artystyczny. Niestety, do przyjęcia na uczelnię, zabrakło jej jednego punktu, co oznacza, że była o włos od dostania się na jeden z najbardziej obleganych wydziałów. Jak sama jednak zaznacza, nie zamierza się poddawać i za rok znów zaniesie swoje dokumenty do komisji rekrutacyjnej.

 

Aleksandra dla wielu z nas mogłaby stanowić wzór. Pomimo codziennych zobowiązań i zdarzających się porażek, nie porzuciła swoich marzeń, a nawet coraz bardziej się im oddaje. Nie ma przecież nic wspanialszego niż poczucie, że przy dobrej organizacji własnego życia możemy czasami skupić się na tym, co kochamy. Tym bardziej mobilizujące jest, tak jak w przypadku bohaterki artykułu, przekonanie, że zaangażowanie we własne zainteresowania może w przyszłości zaowocować luksusem budzenia się z myślą, iż każdy kolejny dzień przyjdzie nam spędzić na robieniu tego, co sprawia nam największą przyjemność. A już na pewno nic nie cieszy bardziej niż możliwość realizowania się w zawodzie, który jednocześnie jest pasją.

Czytaj więcej...

Do zakochania jeden krok…

Wiele z dziewczyn zastanawia się jak rozkochać w sobie chłopaka. Czy w ogóle istnieje na to jakaś recepta?

Chyba każda z nas po prostu musi znaleźć swój sposób na to, aby chłopak zwrócił na nas uwagę. Nie mam tu na myśli tylko i wyłącznie wyglądu, choć oczywiście on też jest ważny. Nie powinien jednak stanowić najważniejszego wyznacznika, który dominuje nad charakterem i osobowością. To właśnie charakter jest najważniejszy i na niego powinno zwracać się szczególną uwagę.

Dobrze wiecie, że wygląd można zmienić lub poprawić, dlatego my kobiety zwracamy na to głównie uwagę - ubrania, dodatki, fryzura, makijaż itd. Myślimy, że dzięki tym zabiegom chłopak spojrzy na nas łaskawszym okiem, a przy okazji się w nas zakocha. To jednak nie jest takie łatwe.

Nie każdy zwraca uwagę na to jak wyglądamy lub co ubieramy. Dla niektórych nie jest to ważne i istotne. Z kolei charakter, nie łatwo zmienić. Często wady lub cechy pozostają w nas do śmierci. Tak więc lepiej, aby chłopak zwrócił uwagę na nasz charakter niż wygląd. Świadczyć to też będzie o jego osobowości i spostrzeganiu świata.

Myślicie, że chłopak różni się pod tym względem od mężczyzny? No właśnie, jak rozkochać w sobie mężczyznę? To pytanie także codziennie zadają sobie kobiety. Oczywiście w tym przypadku również nie ma sprawdzonych metod i złotego środka. Z całą pewnością mężczyzna spostrzega świat nieco inaczej niż chłopak. Ma on już za sobą więcej przeżytych lat i pierwsze miłości, często nawet nieudane małżeństwa i dzieci. W tym przypadku potrzebuje on drugiej osoby, aby nie czuć się samotnym. Nie towarzyszą mu już hormony miłości i motyle w brzuchu. Jest on po prostu realistą.

Nie jest tak oczywiście we wszystkich przypadkach. Bardzo dużo zależy od danego typu mężczyzny, jego osobowości i psychiki. W takiej sytuacji kobiety rozkochują mężczyznę w sobie wspólnymi zainteresowaniami, rozmowami o życiu i realistycznym, poważnym do niego podejściu, odpowiedzialnością. Oboje są doświadczeni życiowo i dzielą się uwagami na ten temat.

Bywa, że z biegiem czasu jedno z partnerów zmienia się nie do poznania albo właściwie przestaje udawać przed drugą osobą kogoś, kim nie jest. Oznacza to, że w czasie ich początków znajomości dana osoba była zupełnie innym człowiekiem. Starała się ukryć pewne niedoskonałości charakteru i zaimponować wybrance czy wybrankowi. Jest to manipulacja ludźmi, często świadoma.

Wcześniej zdawaliśmy sobie sprawę z faktu, że jeśli się nie zmienimy, to nasz obiekt zainteresowań nie zwróci na nas uwagę. Kiedy jednak zrobiliśmy wszystko, co byliśmy w stanie zrobić a nasz obiekt westchnień zainteresował się nami, czas zadać sobie pytanie - co dalej? Nadal udawać kogoś kim nie jesteśmy i wtedy stracić ukochaną osobę, czy zacząć być sobą? W zależności jak potoczy się sytuacja, partner może pozostać przy naszym boku, ale też musimy się liczyć z tym, że może od nas odejść, czując się zmanipulowany czyli oszukany…

Nieraz manipulacja ta jest nieświadoma i nie zauważamy tego, w jaki sposób się zachowujemy i zmieniamy po nawiązaniu znajomości, pod jej wpływem.

Są też kobiety, które nie chcą rozkochiwać w sobie mężczyzn z tego względu, że to one chcą być rozkochiwane. Nie są one tak ,,nowoczesne” jak ich niektóre koleżanki. Wolą w spokoju poczekać aż na horyzoncie pojawi się ten jedyny, który będzie zabiegał o jej względu. Nie są one też staroświeckie, tylko po prostu swoje postępowanie odzwierciedlają z dzieciństwa np. z bajek, legend itp. lub są nieśmiałe i wolą być adorowane przez płeć przeciwną niż same ich adorować. Zapewne jedno nie wyklucza drugiego.

Drogie Panie, nikt nie wynalazł jeszcze instrukcji obsługi faceta ani instrukcji zakochania się. Musicie same w porozumieniu z własnym sercem i rozumem - co nie zawsze idzie w parze, odnaleźć drogę do serca tego wybranego mężczyzny. Należy też pamiętać, aby być tylko i wyłącznie sobą. Nie powinnyśmy nikogo udawać ani grać, bo poważną znajomość należy budować na szczerości i zaufaniu, to są jej solidne fundamenty.

Wszystkim czytelniczkom ,,To ja kobieta” życzę powodzenia w znalezieniu swojej drugie połówki. Pamiętajcie, pośpiech nie jest dobrym doradcą, a do zakochania jeden krok…jak śpiewa Andrzej Dąbrowski w starej piosence znanej jeszcze naszym rodzicom.

 

Natalia Kurpisz, 19l.

kurpisz

 


 

7-12

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Koszmarna randka - tego lepiej nie mów na pierwszym spotkaniu!

Jakich słów nie używać podczas pierwszej randki? Co sprawi, że twój partner ucieknie z pierwszego spotkania, zanim zdążysz pokazać się z tej najlepszej strony? Oto najgorsze teksty, jakie zdarzyło wam się usłyszeć podczas randek.

Wiedz, że sukces pierwszej randki zależy nie tylko od tego, o czym mówisz, ale i od tego, jak mówisz. Oba aspekty powinny ze sobą idealnie współgrać. Bo cóż z tego, że chcąc wziąć sprawy w swoje ręce, zaproponujesz swojej partnerce pokrycie kosztów rachunku za obiad (co mogłaby odebrać przychylnie), skoro wypowiadasz się tak zuchwale, że ostatnie kęsy dosłownie stają jej w gardle?

Sprawdziliśmy, jakie często popełniacie błędy podczas pierwszych randek. Niestety, okazuje się, że tu nie wszystkie chwyty są dozwolone. Jeśli jednak postanowisz wprowadzić je w życie – klęska murowana.

Uważam, że…
- W ciągu pierwszych pięciu minut zadał mi pytania typu: ile chcę mieć dzieci i jak często chodzę do kościoła oraz zdążył powrócić do tematu krótkich spódniczek dziewczyn na imprezie, co dla niego kojarzyło się jednoznacznie z paniami lekkich obyczajów, poruszył też temat aborcji – wymienia Anna. – Oczywiście ja raczej nie miałam okazji odpowiedzieć. Miałam na tej randce spódnicę długą do ziemi. Ale jak szliśmy obejrzało się za mną dwóch mężczyzn i jeden powiedział "fajna dziewczyna", no cóż, pewnie każdy inny facet by się ucieszył, że idzie z atrakcyjną kobietą, ale temu już coś nie pasowało i zaczął doszukiwać się czegoś w moim stroju, sposobie bycia itd. Stwierdził, że za jego kobietą nie powinni się oglądać mężczyźni i że ich sprowokowałam. Generalnie randka to koszmar, każdy według niego był nie taki jak trzeba, zdążył obgadać każdego, kogo znałam i wiele osób których nie znałam.

Podobną przygodę miała Regina, która tak wspomina swoje spotkanie z oryginalnym randkowiczem. – Zaprosił mnie do kina, potem wpadł do mnie na herbatę (…) Jak zobaczył obrazek z Matką Boską na ścianie dostałam wykład w tonie fanatycznego ateizmu. Najlepsze jest to, że ta Maryja już tam wisiała, jak się wprowadzałam.

Zadawanie niezręcznych i dość osobistych pytań czy dzielenie się opiniami na tematy powszechnie uznawane za dość kontrowersyjne, to naprawdę kiepski pomysł tematów na pierwszej randce. Oczywiście, mając zdecydowane poglądy, czy zdanie na jakiś temat, chcielibyśmy wiedzieć, co myśli o tym druga strona, ale dajmy sobie wzajemnie czas na poznanie się i spokojną rozmowę na tematy bardziej neutralne, takie, w których obie strony będą się czuły swobodnie. Na tematy "egzystencjalne" przyjdzie jeszcze pora.

O pieniądzach – z rozwagą
A najlepiej wcale, przynajmniej na początku. Zarobki, wydatki i pożyczki to naprawdę kiepski temat na pierwszą randkę. Temat podejmowaliśmy w Sympatii wielokrotnie i za każdym razem na forum toczy się pewne rodzaju wojna, w której panowie zwykle oskarżają panie o to, że "lecą tylko na ich pieniądze i bezczelnie o nie wypytują", panie z kolei zarzucają przede wszystkim dwa skrajne podejścia do tematu - skąpstwo lub nadmierne szastanie i chwalenie się zasobem portfela.

- Poznałam kiedyś faceta, który zaproponował mi abyśmy się czegoś napili (było strasznie gorąco) na ujęciu wody oligoceńskiej – wspomina Viera. – Pił wodę prosto z kranu. Jak wcześniej mi powiedział, do kawiarni nie chodzi, żeby nie wzbogacać restauratorów. Poza tym opowiadał, jak to udało mu się kupić sobie młode ziemniaki za 27 groszy za kilogram. Wcześniej, jak były po 1,5 zł, to nie kupił, bo za drogo. Najśmieszniejsze, że nie był taki biedny. Z tego co mówił był Sales Managerem w jakiejś firmie zagranicznej.

Odwrotną sytuację opisuje Aga. – Dałam sie zaprosić na randkę, bo po jego licznych zaproszeniach pomyślałam, ze może on w gruncie rzeczy jest fajny, ale w imprezowej atmosferze, hałasie, przy kumplach zachowuje się trochę pajacowato. Przyszedł w przyciasnej marynareczce i zaczął opowiadać, ze tatuś ma szklarnię, a on i brat odkładają na mercedesy. Tatuś pilnuje, żeby nie przepuszczali kasy. Nie mogłam się doczekać końca tego spotkania, nerwowo sie rozglądałam, czy nikt znajomy mnie nie widzi.

Karola tak wspomina z kolei swoją pierwszą randkę z pewnym studentem. – Czekałam na niego na dworcu PKP - krótkie zapoznanie, jakaś knajpka, zamawiamy kawkę, a on rzuca tekstem: "Ale żeby było jasne, każdy płaci za siebie!" No masakra jakaś (kawa kosztowała 2,50)!

Jeśli jesteś facetem i to ty byłeś inicjatorem spotkania – bądź poważny i zachowaj się adekwatnie do sytuacji. Nie chodzi o to, że jako mężczyzna masz taką powinność, a raczej o to, że powinieneś w tej sytuacji wziąć sprawy w swoje ręce i być konsekwentny. Poza tym możesz zaproponować, taktownie, zapłacenie rachunku. Jeśli trafisz na osobę, która stanowczo sobie tego nie życzy – uszanuj to, nie naciskaj i nie komentuj. I nawet, jeśli masz wrażenie, że jej poziom tolerancji jest dość wysoki, a poczucie humoru nieprzeciętne - picie wody oligoceńskiej prosto z kranu zostaw sobie lepiej na inny wieczór, najlepiej w męskim gronie ;)

Jeśli jesteś kobietą, nie pytaj wprost o zarobki, stan posiadania, marki samochodów, czy rodzinne włości. Na mężczyzn działa to jak przysłowiowa płachta na byka, dlatego ich reakcją na takie zachowanie jest przypięcie Ci łatki osoby nie tyle "wścibskiej", co zwyczajnie "interesującej się moimi pieniędzmi". I pamiętaj, jeśli wydaje Ci się, że twoja sytuacja finansowa jest lepsza, lepiej zarabiasz – nie przechwalaj się, bo twojemu partnerowi będzie zwyczajnie przykro i niezręcznie.

Komplementy aż głowa boli
- Moja najdziwniejsza randka w sumie powinna mnie dowartościować i cieszyć, a trochę mnie speszyła – pisze Adria. – Facet całą kolację powtarzał jaka jestem piękna i cudowna. No wszystko fajnie, ale nie, jeśli to jedyne, co mówi w ciągu półtorej godziny!

No właśnie, komplementy na randce to odwieczny problem, szczególnie męskiej części randkowiczów. Oczywiście, chcemy być mili i przyjaźni, dlatego często szukamy sposobu na to, jak okazać partnerce to, że naprawdę nam się podoba. Niestety czyniąc to nieporadnie albo zbyt nachalnie, uzyskamy efekt dokładnie odwrotny. Jeszcze gorzej, jeśli wysilimy się na epitety kompletnie nie odzwierciedlające "stanu rzeczy".

Podobno "dobre słowo" ma ogromną siłę i jest niczym głaskanie duszy, które uskrzydla nas i dodatkowo mobilizuje. Warto więc od czasu do czasu obdarować drugą stronę miłą pochwałą, bo zbyt często nie tylko traci na wartości, ale wprawia w zakłopotanie i zażenowanie. Jeśli więc nie masz pewności, jak powinien brzmieć twój komplement i jak często na niego stawiać, lepiej o nim zapomnij. Czasem to, co niewypowiedziane, działa z podwójną mocą ;)

Co do szczerości - nie sil się na nią za wszelką cenę, bo jedyny efekt jaki uzyskasz będzie ten, który wywołał amant Mili. - Facet opowiedział mi, jak to się napracował, żeby umyć samochód przed spotkaniem ze mną… że aż mu pot leciał po ja… Potem opowiedział, jak to ukradł z kumplem ciężarówkę piachu z budowy... i takie tam. To była ostatnia randka.

Być sobą – nie taki znowu frazes
- Byłem na randce z laską która ubzdurała sobie że jest sobowtórem Dody – pisze Marek. – Ten sam denerwujący śmiech, podobny tatuaż, styl mówienia, kuse majtki. Wypisz, wymaluj Doda. Nie mam nic do Dody jako artystki, ale żeby chodzić z dziewczyną, mającą lat 29, która ją naśladuje we wszystkim, to za dużo dobrego. Z drugiej strony - wiem, że ona ma zainteresowania, że nie jest taka głupia, że ma własne zdanie.

Być może partnerka Marka wyszła z założenia, że atuty – które zresztą zdołał wychwycić – to za mało, by zrobić dobre wrażenie? "Dodatkowym efektom specjalnym" powierzyła w pewnym sensie swój sukces. Czy zdawała sobie sprawę, że efekt, jaki uzyskuje, jest zupełnie odwrotny? Być może warto było postawić po prostu na "siebie"? Cóż, dziś już się tego nie dowiemy.

- Na randce nazmyślałam, że pracuję w ministerstwie, że mam własne auto, mieszkanie – wyznaje Kasia. – Pracuję w mięsnym, moja matka pije, a ojca nie pamiętam. Tego chłopaka poznałam przez internet, on jest z tzw. dobrego domu, ojciec ma komisy samochodowe a matka dwie apteki. Nazmyślałam, bo wiedziałam że nasz związek nie ma dalszych szans. Kłamałam ile wlezie, powiedziałam że studiuję w Łazarskim w Warszawie, że mam psa yorka, że moja matka pracuje w telewizji, że byłam na wakacje w Egipcie, a w realu nigdy nie byłam nawet za granicą. Teraz nie wiem co mam robić, bo jak się dowie, że pracuję w mięsnym.

Koloryzowanie bądź przemilczanie pewnych, niewygodnych z naszego punktu widzenia, faktów to klasyczna technika autopromocji na pierwszej randce. Cóż, bez względu na płeć, chcemy wypaść idealnie i pozostawić po sobie świetne wrażenie. Problem w tym, że zwykle nie wierzymy, że jesteśmy to w stanie zrobić bez "dodatkowych pomocy". Oczywiście nie dotyczy to tylko pań - z badań wynika, że 1/3 mężczyzn kłamie na pierwszej randce przede wszystkim w takich kwestiach jak: praca, przeszłość, zainteresowania, posiadane auto oraz sytuacja materialna. Dokładnie w takiej kolejności.

Oczywiście, o ile roczny dochód netto nie jest sprawą, która powinna zaważyć na naszym zainteresowaniu drugą osobą i temat ten nie powinien być kwestią omawianą podczas pierwszego spotkania, o tyle ubarwianie i "podkręcanie" historii swojego życia, by wydawało się jeszcze ciekawsze i jeszcze piękniejsze - zdecydowanie odradzam. Pamiętajmy o tym, że – jakkolwiek szare i "zwyczajne" wydaje nam się nasze życie, dla kogoś, kto zdecydował się na randkę z nami - jest niczym książka, której zakończenia nikt jeszcze nie zna… Może warto, by ten ktoś sam zdecydował, czy ma ochotę zostać jednym z jej bohaterów?

 

Sylwia Stodulska-Jurczyk

sympatia




7-12


Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Czytaj więcej...

Nieatrakcyjna po ciąży - czy to tylko w naszej głowie?

Artykuł ten ma pewien związek z moim poprzednim - Jak zmienia się życie w związku gdy pojawia się dziecko - czy to koniec namiętności? Przecież to, czy czujemy się atrakcyjne ma wpływ na namiętność w naszym związku…

Ciąża i poród to dla kobiety prawdziwy egzamin. Zapewne jeden z najtrudniejszych. Z jednej strony cud nowego życia, a z drugiej nie lada sprawdzian z cierpliwości i wytrzymałości.

Jednak, tak jak w ciąży ciało kobiety jest istnym pięknem, samym w sobie, tak po porodzie nierzadko zmienia się nie do poznania. Często po porodzie kobiety czują się jak po „zderzeniu z pociągiem”. Ciało, delikatnie mówiąc „zmasakrowane”, nieposłusznie odmienione i to często, niestety na gorsze.

Powiedzmy sobie szczerze, że najczęściej większość kompleksów to jednak nasze własne wymysły i odczucia. Otoczenie nie widzi tego, co my sobie, najzwyczajniej w świecie, wmawiamy.

To prawda, że nasze ciało się zmieniło, już nie jest takie jak kiedyś. Pojawiły się dodatkowe kilogramy, czasem rozstępy, przebarwienia. Wielu z nas wydaje się, że to proces nieodwracalny i zdarza się, że niektórych zmian nie da się cofnąć, ale to skrajne przypadki.

Jest wiele sposobów na to, by po ciąży znów wyglądać dobrze. Po pierwsze, trzeba w to uwierzyć i polubić nową siebie. Po drugie, trzeba włożyć w to trochę wysiłku, bo nic się samo nie zrobi, a już na pewno nikt za nas tego nie dokona. Nie jest łatwo znaleźć czas przy małym dziecku na ćwiczenia, fitness, siłownię. Jednak przy odrobinie dobrych chęci, nawet zwykłe domowe czynności mogą pomóc. Niewątpliwie najlepszym sposobem na schudnięcie i powrót do szczupłej sylwetki jest sama opieka nad potomkiem. W natłoku obowiązków nie poczujemy nawet, ile jesteśmy w stanie spalić kalorii a każda niezdrowa przekąska, o której nie ma czasu pomyśleć, wyjdzie nam tylko na zdrowie.

W modzie są teraz ćwiczenia, które możemy wykonywać razem z dzieckiem. W jednym czasie dajemy Maluchowi naszą bliskość, a jednocześnie ćwiczymy nasze ciało.

Dzisiejsza medycyna estetyczna daje ogromne możliwości i nadzieje na poprawę wyglądu. Jest tyle różnych metod, kosmetyków, zabiegów, że każda z nas z pewnością znajdzie coś dla siebie.

Przede wszystkim jednak trzeba zmienić swoje nastawienie i okazać sobie więcej wyrozumiałości. To normalne, że wygląda się inaczej, że wiele się zmieniło. Ale to nie oznacza końca naszej atrakcyjności, absolutnie! Naprawdę często po ciąży kobiety wyglądają dużo lepiej niż wcześniej. Są zdecydowanie bardziej kobiece.

Spójrzmy na siebie łaskawiej i życzliwiej. Przeszłyśmy, jakby nie patrzeć ciężką drogę i chwilę potrwa nim wrócimy do stanu „sprzed”. I najważniejsze - dajmy sobie czas. Więcej wyrozumiałości dla samej siebie. To nieistotne, co mówią i myślą inni. Zawsze znajdzie się ktoś, kto nam coś wytknie, ale nie ma sensu brać tego do siebie. Atrakcyjność jest w dużej mierze w naszej głowie. To od nas samych zależy jak będziemy czuć się we własnym ciele. Jeśli postawimy poprzeczkę za wysoko, zamiast pomóc tylko pogorszymy sprawę.

Tak naprawdę, jeśli zaakceptujemy siebie i swoje odbicie w lustrze, to nawet nie będziemy wiedziały, kiedy wypiękniejemy bardziej niż kiedykolwiek dotychczas.

A te dodatkowe kilogramy? Cóż, może znikną a może pozostaną, bo, je pokochamy? Moda na „wieszaki” przemija, a prawdziwa kobiecość to nie rozmiar, jaki nosimy, ale to jak „się nosimy” i czujemy.

Jeśli nasz facet akceptuje nas taką, jaką jesteśmy to, w czym problem? Jeśli ma nam coś do zarzucenia, to niech sam spróbuje urodzić dziecko, a później wyglądać jak model z reklamy.

Media non stop bombardują nas obrazkami celebrytek, które krótko po ciąży wyglądają, jakby nigdy w niej nie były. I irytuje nas to, bo wiemy jak wygląda rzeczywistość. Nie ma sensu zaprzątać sobie tym głowy.

Jednym z rewelacyjnych sposobów na poprawę samopoczucia jest (i to nie żadne odkrycie) nowa fryzura, fajny modny ciuch, nie ważne, w jakim rozmiarze. Jeśli uda nam się czasem wygospodarować chwilę dla siebie, na wyjście z domu w pełnym makijażu i ekstra stroju, to zadziała to jak świetna kuracja upiększająca.

Nie jest też niczym nowym fakt, że jeśli dobrze czujemy się same ze sobą, to otoczenie też nas tak odbiera.

Dzisiejsza „sexy mama” ma różne oblicza. Wcale niepowiedziane, że musi być super szczupła i mieć nieskazitelną figurę, jak modelki z reklamy bielizny. Ważne, że jest świadoma swojej atrakcyjności i seksualności i lubi siebie, taką, jaka jest. Bo każda kobieta jest piękna na swój własny sposób i ma prawo by tak się czuć. Tego nikt nie może nam odebrać!

Jedno jest pewne, dla naszego Malucha nie jest ważne ile mama waży, ale to czy jest szczęśliwa i zadowolona. Bo prawda stara jak świat – szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko! A resztę pozostawiam Paniom pod samodzielną rozwagę!:)

 

Magdalena Zbytek-Książkiewicz, 30l.

Czytaj więcej...
Subskrybuj to źródło RSS