Menu
logo tjk main

Weekend w Karkonoszach

Weekend w Karkonoszach

W Polsce znajduje się mnóstwo ciekawych zakątków, o których nie każdy z nas wie. Dlatego chciałabym Wam opowiedzieć jak ja spędziłam weekend w polskich górach. Zapraszam do lektury i dodawania w formie komentarzy swoich wrażeń i przygód z tymi miejscami związanymi, a może macie inne ciekawe opcje na wyjazdy weekendowe?

Początek marca zapowiadał się ciekawie. Pogoda dopisywała, nastroje i zdrowie również dlatego wspólnie z partnerem postanowiliśmy spędzić aktywnie i romantycznie weekend w górach...

 - „Kochanie, znalazłem wyjątkową ofertę na stronie z zakupami grupowymi!” - „Aaa!” - usłyszał w telefonie mój chłopak. To był krzyk szczęścia kiedy dowiedziałam się, że 3 słoneczne dni spędzę razem z nim w pałacu u stóp gór Karkonoszy. Do wyjazdu pozostało niepełne 2 tygodnie, a ja odliczałam dni i godziny niczym kilkuletnia dziewczynka czekająca na wakacje w gronie najbliższych. Tydzień, 5 dni, 3 dni, 2 dni, 1 dzień – TO JUŻ DZIŚ!!!

Na wyjazd przygotowałam się dokładnie – zakupiłam porządne buty trapery w góry (wydatek ponad 200 zł), pożyczyłam od koleżanki kurtkę narciarską, spakowałam najwygodniejsze ciuchy, ciepłe skarpety, czapkę, szalik i rękawiczki. Tak dla przypomnienia – połowa marca była wyjątkowo ciepła i słoneczna... Nie zapomniałam również o aparacie, aby zdać Wam fotorelację. :)

Oferta na stronie z zakupami grupowymi wydawała się bardzo atrakcyjna. Za niecałe 400 zł zaoferowano nam pobyt dla 2 osób na 2 doby hotelowe (2 noclegi). Oprócz tego mogliśmy skorzystać ze śniadań w postaci bufetu, który wręcz kipiał smakołykami. Codziennie mogliśmy relaksować się za darmo w basenie, jacuzzi czy w saunach, a wieczór spędzaliśmy przy wykwintnym, czerwonym winie. Pokoje stylizowane były na historycznie, zabytkowe wnętrza z nowocześnie urządzoną łazienką. Ogromną uwagą gości również cieszył się ogród przypałacowy, który zauroczył mnie przestrzenią, ilością zieleni, romantycznymi pomostami. Szczerze mogę Wam polecić ten obiekt i zaprosić do Pałacu Wojanów oddalonego od Karpacza o kilkanaście kilometrów.

Już pierwszy dzień postanowiliśmy spędzić na zwiedzaniu okolic i wybraliśmy się do Jeleniej Góry. Z faktu tego, że nie jesteśmy zmotoryzowani nie musieliśmy nad tym faktem ubolewać, gdyż zaraz pod bramą wjazdową na tereny pałacowe znajduje się przystanek autobusowy. Autobus stosunkowo często przemierza kilka kilometrów do miasta. Samo miasto nie chwyciło nas za serce. Mimo świetnej lokalizacji, miasto nie jest nastawione na turystę krajowego. Brak jakichkolwiek oznaczeń utrudnia przemieszczanie się w granicach miasta. Jednak miejski deptak, z którego możemy podziwiać piękne, monumentalne kościoły, płaskorzeźby i wieże wynagradza nam ten niedosyt. Poruszając się poprzez długą ulicę, dochodzimy do rynku gdzie najbardziej zachwyciły mnie kamieniczki i jelonek symbolizujący Jelenią Górę.

Karpacz czy Szklarska Poręba – zastanawialiśmy się od początku. Jednak w drugi dzień postawiliśmy na pierwszą opcję, która okazała się strzałem w dziesiątkę! Już o godzinie 11 dojechaliśmy na miejsce. Swoje pierwsze kroki skierowaliśmy w stronę wjazdu na górę Kopa. Wjazd na kolejce krzesełkowej okazał się dla mnie niezłą traumą – lecz jako osoba z lękiem wysokości przezwyciężyłam strach i mimo podmuchów wiatru, zwisania w miejscu 20 metrów nad ziemią udało mi się i osiągnęłam szczyt Kopy. Stąd, w prawie dwumetrowych zaspach śnieżnych, udaliśmy się na pieszą wędrówkę na najwyższy szczyt tego pasma górskiego – Śnieżkę. Samo wejście na górę, z chwilowymi przerwami, zajęło nam około 2 godziny. Nasze zmęczenie jednak zostało nagrodzone przepięknymi widokami z góry – mogliśmy podziwiać panoramę miast leżących u stóp gór i piękne krajobrazy Karkonoszy. Po zejściu (które zajęło już niecałą godzinę) udaliśmy się podziwiać starą skocznię narciarską i wodospady. Mogliśmy również dokonać doświadczenia w miejscu zaburzenia grawitacji, a na koniec zobaczyć zaporę wodną z górskimi potokami i przejść się po urokliwym miasteczku, gdzie unosił się przepyszny zapach grillowanych oscypków. Wróciliśmy do Wojanowa szczęśliwie i miło zmęczeni.

W ostatni dzień na spokojnie zwiedziliśmy uroczą, małą wioskę, w której mieliśmy okazję gościć, ale czas nieubłaganie pędził do przodu. Poznaliśmy miłych, miejscowych ludzi, dzięki którym mogliśmy poznać kilka ciekawostek z życia wsi. Jednak przyszedł czas na powrót do okrutnej i męczącej rzeczywistości, która co dzień daje nam w kość.

Dlatego i Wam polecam taki krótki, weekendowy wyjazd, który pozwoli Wam na pełną regenerację swych sił psychicznych i przyjemne zmęczenie po aktywnych spacerach.

Paulina Dorna
Studentka Turystyki Międzynarodowej w Poznaniu


Pałac Wojanów


Jelenia Góra


Karpacz

 


 

1-12

 

Ten artykuł oraz wiele ciekawych innych przeczytasz w naszym
magazynie-miesięczniku TO JA KOBIETA. ZAPRASZAMY!

Nie masz uprawnień do komentowania